Zwierzenia Arsena Lupina - Maurice Leblanc

Kup ebooka

11.49 zł
9.42 zł (8,99 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Sygnały słoneczne

- Lupin, opowiedz mi coś o sobie! - I cóż ci mogę opowiedzieć? Historję mego życia znają już wszyscy, - odparł Lupin, który drzemał, leżąc na otomanie w moim gabinecie. - Nieprawda, nikt jej nie zna! - zaprotestowałem. - Ludzie dowiadują się czasem z listów twoich, publikowanych w dziennikach, że byłeś wmieszany w taką a taką aferę, że jakaś tajemnicza historja dzięki twej interwencji została wyświetloną. Ale jaką ty w tem wszystkiem grałeś rolę, jakie było tło całej sprawy i jej rozwiązanie, tego nikt nie wie. - Oh, wszystko to głupstwa, nie przedstawiające żadnego zainteresowania. - Żadnego zainteresowania, powiadasz? A ten twój prezent 40 tysięcy franków żonie Mikołaja Dugrival? A odkrycie tej zawiłej tajemnicy owych trzech obrazów?... - Rzeczywiście oryginalna tajemnica, - odrzekł Lupin. - Mógłbyś zatytułować tę historję: Znak cienia. - A twoje intrygi miłosne i zdobycze na tem polu?... A tajemnica tych wszystkich dobrych uczynków? Wszystkie te historje, o których mi nieraz dyskretnie wspominałeś, dając im interesujące tytuły: " Obrączka ślubna", " Śmierć czyha..." itp. Tyle ciekawych, a nieznanych zupełnie rzeczy!... No, dalej, śmiało! Było to w tym czasie, gdy Lupin, już głośny i znany, ograniczał się jeszcze do drobniejszych, "kawałów" i skromnych stosunkowo zysków, popełniając tak poprostu z dnia na dzień dobre i złe uczynki, po części z dyletantyzmu, po części zaś już z nawyczki, znajdując w tem pewnego rodzaju przyjemność i zadowolenie. Widząc, że milczy uparcie, próbowałem jeszcze raz go namówić: - No, Lupin, proszę cię bardzo! Ku memu zdumieniu odezwał się niespodzianie: - Mój drogi, weź ołówek i kawałek papieru. Posłuchałem go ochotnie, przekonany, że zacznie mi dyktować swe wspomnienia, które umiał tak barwnie i żywo opowiadać, a które, niestety, tyle tracą na wartości, gdy je następnie spisuję, obciążając je balastem obszernych, nudnych objaśnień i uzupełnień. - Gotowy jesteś? - spytał. - Tak. - Pisz zatem: 27 - 1 - 23 - 6 - 16. - Co? Jakto? - Pisz, powtarzam. Siedział na otomanie z oczyma zwróconemi ku otwartemu oknu, skręcając papierosa. Dyktował mi dalej: - 17 - 11. I znów po chwili: - 27 - 3 - 26 - 23 - 17 - 11 - 18. Czyżby dostał bzika? Przyjrzałem mu się uważnie i zauważyłem, że spojrzenie jego, dotychczas zupełnie obojętne, zmieniło się nagle. Oczy ożywiły mu się - zdawały obserwować uważnie gdzieś w oddali, coś niesłychanie interesującego. Dyktował mi dalej, z krótkiemi przerwami po każdej cyfrze: - 21 - 26 - 27 - 26 - 13 - 18 - 25 - 1 - 4. Przez okno widać było tylko szmat jasnego nieba i fasadę starego domu po przeciwległej stronie ulicy. Okiennice były tam pozamykane, jak zwykle; wszystko wyglądało dokładnie tak samo, jak co dnia, od całych lat... - 24 - 17 - 11 - 121 - 4. I nagle zrozumiałem... a przynajmniej zdawało mi się, że rozumiem. Bo i jakże to przypuszczać, aby Lupin, człowiek tak rozsądny, chciał tracić czas na podobne dzieciństwa? A jednak - tak, - nie było wątpliwości: to co Lupin liczył, były to przelotne, przerywane refleksy słonecznego światła, odbijające się na fasadzie owego starego domu, na wysokości drugiego piętra! - 1 - 23 - 23 -... - dyktował mi Lupin. Światełko zgasło, po chwileczce znów raz zabłysło - i znów zniknęło. Instynktownie obserwowałem je i rzekłem głośno: - 1 -... - Aha, zrozumiałeś i ty nareszcie? - uśmiechnął się drwiąco Lupin. Podszedł ku oknu i wychylił się, jakby chciał zdać sobie dokładnie sprawę, z którego punktu owe refleksy świetlne wychodziły. Potem wrócił na otomanę i kładąc się na niej wygodnie odezwał się: - No, teraz na ciebie kolej. Licz dalej. Usłuchałem bez wahania, czując, że Lupin musi to robić nie bez powodu. Zresztą wyznam szczerze, że zainteresowały mnie te pojawiające się w regularnych odstępach czasu i znów znikające refleksy słoneczne, niby tajemnicze sygnały jakiejś latarni morskiej. Musiały one wychodzić z któregoś domu po tej samej stronie ulicy, gdzie ja mieszkałem, gdyż słońce wówczas padało ukośnie do okien mego mieszkania. Wyglądało to tak, jakby ktoś z pomocą małego lusterka rzucał umyślnie odbicie słońca na ścianę starego domu naprzeciwko. - Jakiś dzieciak bawi się lusterkiem, - zauważyłem po chwili, nieco poirytowany, że na takie głupstwa czas tracę. - Nic nie szkodzi... Notuj dalej! Notowałem więc... liczyłem te przelotne odbłyski słońca, zjawiające się z prawdziwie matematyczną regularnością. - No i co dalej? - spytał Lupin po paru minutach zupełnej ciszy. - Zdaje mi się, że to już koniec... Już od kilki; minut nie widać nic więcej. Czekaliśmy jeszcze chwilę, ale napróżno. Próbowałem zażartować: - Coś mi się zdaje, że straciliśmy czas napróżno. Te kilkanaście cyfr na papierze, - to chyba nie zbyt obfita zdobycz! Lupin nie ruszając się z otomany, odezwał się: - Mój drogi, bądź tak dobry i spróbuj te wszystkie cyfry zastąpić odpowiedniemi literami alfabetu, licząc po porządku: A - 1, B - 2, C - 3 i td. - Przecież to głupie! - Zupełnie głupie, przyznaję. Ale człowiek robi tyle rozmaitych głupich rzeczy w życiu... Jedna mniej, jedna więcej... Zabrałem się więc do tej głupiej roboty i począłem wynotowywać odpowiednie litery: Z-A-T-E-M... Przerwałem, szczerze zdziwiony: - Uważasz: powstało całe słowo! - Idźmy zatem dalej, - odparł spokojnie. Wziąłem się więc dalej do roboty - i kolejno odcyfrowywałem całe słowa, jedno po drugiem. Ku memu zdziwieniu utworzyło się w ten sposób całe zdanie. - Gotowe już? - zagadnął mnie Lupin po chwili. - Gotowe... Choć jest tam parę błędów. - Nie zwracaj na to uwagi, to drobnostka... Może mi przeczytasz? Odczytałem mu tedy całe to niedokończone zdanie, które tu powtarzam dokładnie w tej formie, w jakiej je odtworzyłem: " Zatem ni trzeba zbytnio ryzykować, unikać attaku, bezpłodej walka, bo..." Roześmiałem się głośno: - A co? Prawdziwie senzacyjne rewelacje, nieprawdaż? Przyznasz chyba sam, kochany, że te światłe i głębokie wskazówki i rady niewiele nas mogą pouczyć! Lupin milczał; zerwał się z otomany i ujął w ręce ową kartkę papieru. Pamiętam, że w tej chwili przypadkowo rzuciłem okiem na zegar, - była godzina 5.18. Lupin stał trzymając papier w ręku, - na twarzy jego malowało się tysiące sprzecznych uczuć. Ale po dwóch głębokich bruzdach na czole poznałem niechybnie, że pracuje całym wysiłkiem myśli i inteligencji. Upłynęła długa chwila w kompletnej ciszy. Wreszcie Lupin położył na stole ów papier... - Dzieciństwo! - szepnął lekceważąco. Wybiło właśnie wpół do szóstej. - Jakto? znalazłeś już rozwiązanie? - krzyknąłem zdziwiony. - W ciągu dwunastu minut? Przeszedł się parę razy po pokoju, - zapalił papierosa. - Mój kochany, - zwrócił się do mnie, - bądź tak dobry połączyć się telefonicznie z baronem Repsteinem i uprzedzić go, że zjawię się u niego dziś o dziesiątej wieczór. - Barona Repsteina? - powtórzyłem niedowierzająco. - Męża owej słynnej baronowej? - Tak jest. - I to na serjo mówisz? - Zupełnie na serjo. Nie wiedziałem, co myśleć o tem. Mimo wszystko jednak wyszukałem w spisie abonentów potrzebny numer telefonu i ująłem słuchawkę. Ale Lupin chwycił mnie za ramię: - Nie, daj lepiej spokój!... Lepiej go nie uprzedzać... Jest tu coś ciekawszego i dziwnego... co mnie intryguje... Czemu to zdanie jest niedokończone?... Czemu niedokończone do licha?... RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.

Kilka słów o t. zw. Literaturze senzacyjnej

Zmieniły się zupełnie gusta czytelników. Poszła w kąt poezja, powieści nawet zalegają setkami półki księgarskie. Jeden tylko typ ma stale rosnące koła czytelników: powieść senzacyjno-kryminalna. Może to wpływ kina - może i wojny, która tak gwałtownie szarpnęła nerwami ludzi... Trudno powiedzieć. Faktem jest jednak, że ten rodzaj powieści właśnie cieszy się niesłabnącem uznaniem, a nakłady najcelniejszych utworów tego działu dochodzą w Paryżu do 400.000 egzemplarzy.Trzeba jednak i tu umieć odróżnić plewę od dobrego ziarna. Trzeba wiedzieć, które utwory z literatur obcych zasługują na przyswojenie. W tym dziale wyróżnia się chlubnie Spółka nakładowa "ODRODZENIE" we Lwowie, która wypuściła na rynek księgarski całą serję powieści pod zbiorową etykietą "BIBLJOTEKI DZIEŁ SENZACYJNYCH I KRYMINALNYCH". Spotykamy tam najlepsze nazwiska i najbardziej wartościowe utwory ostatniej doby.Prym wiodą pisarze francuscy, umiejący pomysłową a senzacyjną fabułę oblec we formę lekką, pełną nieraz humoru.Więc najpoczytniejszy dziś na obu półkulach MAURYCY DEKOBRA daje nam w "PAMIĘTNIKACH WŁAMYWACZA" z bajecznym humorem opowiedziane dzieje życia prawdziwego dziecka Paryża, od wczesnego dzieciństwa aż do chwili, gdy po tysiącach przygód bohater zmienia się z włamywacza w statecznego rentjera.Jeszcze ciekawszy, a na wskroś oryginalny temat porusza MAURYCY RENARD w swych "DZIWACH DOKTORA LERNA". Powieść tą czyta się jednym tchem, a niesamowity doktór Lerne, co pokusił się zmieniać wedle swej woli odwieczne prawa natury, pozostaje na długo w pamięci czytelnika.Poczestne miejsce w tym zbiorze zajmuje ulubiony pisarz francuski GASTON LEROUX, którego aż cztery powieści ukazały się w tej Bibljoteczce. Bohaterem trzech powieści: "CZARNY ZAMEK", "DZIWNE PRZYGODY MIŁOSNE ROULETABILLA" i "ROULETABILLE W ZAKŁADACH KRUPPA" jest genialny reporter paryski, który wespół ze swym nieodstępnym kompanem, poczciwym Candeurem dokazuje poprostu cudów odwagi. Pierwsze dwie powieści mają za tło ostatnią wojnę bułgarsko-turecką, w ostatniej akcja toczy się podczas wielkiej wojny światowej. Rzeczy naprawdę senzacyjne, a jednak czyta się je nietylko z napięciem, ale i z prawdziwą satysfakcją, gdyż opracowane są bardzo starannie dając apoteozą odwagi, ogromnej inteligencji i miłości ojczyzny."PRZEKLĘTY FOTEL" tegoż autora, to tragikomiczna historia ...analfabety, który dziwnym zbiegiem okoliczności dostaje się na fotel "Nieśmiertelnych" w Paryskiej Akademii. Na tem groteskowem niemal tle tem dobitniej rysuje się tragedia życiowa wielkiego uczonego Loustalota i jego nieszczęśliwego syna....Któż z nas nie słyszał i nie czytał o nieśmiertelnym prawie Arsenie Lupinie, gentlemenie-włamywaczu? Spotykamy go w dwóch tomikach: "GDY ZEGAR WYDZWONIŁ ÓSMĄ" i "ZWIERZENIA ARSENA LUPINA". Z dziwną sympatią czyta się senzacyjne przygody i przeżycia tego eleganckiego włamywacza, kierującego się jednak pewna swoistą etyką i szukającego niejednokrotnie nie materialnych korzyści dla siebie, lecz moralnego zadowolenia ze szczęścia drugich. "ODŁAMEK POCISKU" tegoż autora, to splot najsenzacyjniejszych wydarzeń z czasów wielkiej wojny. Wstrząsające epizody walk na froncie, zdemaskowanie znakomitej służby szpiegowskiej Niemców, oto nić przewodnia ponurego dramatu, w którym nawet ex-cesarz Wilhelm odgrywa niepoślednią rolę.Z literatury angielskiej narazie figuruje tylko nazwisko E. W. HORNUNGA. Jego "RAFFLES, WŁAMYWACZ DLA DOBREJ SPRAWY" może godnie stanąć w jednym szeregu z francuskim Lupinem, zarówno pod względem senzacyjności tematu, jak i mistrzowskiego opracowania.Nie dziw zatem, że każdy tomik tej popularnej dziś "BIBLJOTEKI" cieszy się wciąż rosnącem wzięciem. Przyczynia się do tego niemało również i doskonała strona typograficzna: staranny druk, dobry panier, estetyczne barwne okładki. A cena naprawdę niska: z każdego tomu możnaby bez trudu stworzyć dwa czy trzy tomiki owych wydawnictw, rzekomo "groszowych", a w rzeczywistości dużo droższych, jeżeli weźmiemy pod uwagę objętość każdego tomiku.