Rozdział 1. Krewni i znajomi
- Niniejszym otwieram obrady! - oświadczyła Zoe, samozwańcza przewodnicząca.
Troje dzieci, dwa psy i ptak byli gotowi rozpocząć zebranie Schroniska na Jabłonce, czyli specjalnego klubu, który pomagał mieszkańcom okolicy w wyborze odpowiedniego zwierzęcego pupila. Klubowicze wspierali też właścicieli zwierząt w opiece i szkoleniach. Robili wszystko, żeby ich podopieczni byli zdrowi i szczęśliwi. Ich motto brzmiało:
"Dla nas to żaden problem!"
Spotykali się prawie codziennie w oficjalnej siedzibie klubu, czyli w należącym do Mattie domku na drzewie, z workami sako i półkami, na których stały słoje pełne kolorowych słodyczy. Obok wielkiego okna z widokiem na łąkę na specjalnym haczyku wisiała lornetka do obserwowania ptaków. Oprócz niej Mattie miała też teleskop do nocnych obserwacji nieba. W szafce kryły się trzy ciepłe śpiwory i duża lampa kempingowa, przydatna podczas nocnych uczt.
Casper siedział teraz na miękkim worku ze swoją oswojoną kawką Lukrecją na ramieniu. Usiłował przeglądać segregator z formularzami adopcyjnymi, ale Lukrecja co chwilę sfruwała i podskubywała kartki.
Ostatnio kawka zachowywała się znacznie lepiej, ale wciąż potrafiła być trochę niesforna. Właśnie przeleciała z ramienia Caspra na głowę Heinza. Pieskowi ani trochę to nie przeszkadzało. W końcu on i Lukrecja byli ze sobą za pan brat.
Mattie siedziała z Gwiazdką na miękkim dywanie okrywającym deski podłogowe i czekała,
aż zaczną. Suczka obgryzała kość ze szpikiem, a obok jej pani stał talerz z tartą cytrynową.
- Punkt pierwszy porządku obrad - odezwał się Casper. - W końcu dotarły przypinki!
- No co ty! - zawołała Mattie. - Pokaż!
Casper powoli otworzył brązową kopertę bąbelkową i wysypał na dywan jej zawartość: sporą garść okrągłych, złociście połyskujących przypinek. Każda przedstawiała jabłonkę
w otoczeniu psów i kotów. Na obwodzie widniał efektowny napis: "Schronisko na Jabłonce: odznaka członkowska".
- Wspaniałe! - pochwaliła Mattie. - Wow! Dobra robota, Casper!
Casper się zarumienił. Sam zaprojektował odznaki i poradził sobie z tym znakomicie. Mattie przypięła swoją na piersi i poczuła, jak rozpiera ją duma. Ich mała agencja stała się nagle bardzo poważna. Casper i Zoe również ozdobili ubrania przypinkami i przez dłuższą chwilę cała trójka patrzyła z zachwytem, jak fantastycznie się prezentują.
- Dobra, teraz adopcje! - powiedziała z ożywieniem Zoe. Tę część zebrania lubili najbardziej. Klub zajmował się znajdowaniem odpowiednich domów dla odratowanych zwierzaków, gotowych poznać nowe rodziny.
Zoe i Heinz stanęli przed czarną tablicą, zasłaniającą prawie całą ścianę. Zoe wypisała kredą imiona zwierząt gotowych do adopcji:
- Znalezienie domu dla żółwia błotnego może być niełatwe - powiedziała, wskazując kredą jedno z imion. - To nie są słodkie przylepy, a opieka nad nimi jest skomplikowana. I dożywają trzydziestu lat!
- Alek może nie lubi pieszczot, ale jest słodziakiem - odparł Casper, nie zważając na Lukrecję, która podskubywała mu uszy. - Ma taką gburowatą minę. Moja mama mówi, że wygląda jak ja rano, kiedy muszę wstać wcześnie do szkoły.
- Zgadza się! - potwierdziła ze śmiechem Zoe. - Jest do ciebie bardzo podobny!
- Kto by do niego najlepiej pasował? - spytała Mattie, kartkując segregator z danymi chętnych przyszłych właścicieli.
- Na pewno musi mieć miejsce na ustawienie terrarium z dala od innych zwierząt - podkreśliła Zoe i zanotowała to przy imieniu żółwia. - I w niezbyt nasłonecznionym miejscu. Żółwie lubią mieć ciepło, ale nie zbyt ciepło. I to musi być człowiek, który nie uważa Caspra o poranku za totalnego potwora! A to wyklucza sporo osób.
Casper rzucił w Zoe poduszką.
- Ktoś, kto ma doświadczenie w opiece nad egzotycznymi zwierzętami albo chętnie przyjdzie na nasze szkolenie w azylu - dodał.
To właśnie tam przy wsparciu doktor Polly dzieci prowadziły przeróżne warsztaty i zajęcia, a Mattie najbardziej uwielbiała psie przedszkole. Nie mogła się doczekać popołudnia i spotkania z przyjaciółmi Gwiazdki. Już wiedziała, jakiej sztuczki ich nauczy!