Zupełnie sama - Weronika Masny

Kup ebooka

45.90 zł
36.72 zł (36,21 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Prolog

Rozdział 1

Rozdział 2

Rozdział 3

Rozdział 4

Rozdział 5

Rozdział 6

Rozdział 7

Rozdział 8

Rozdział 9

Rozdział 10

Rozdział 11

Rozdział 12

Rozdział 13

Rozdział 14

Rozdział 15

Rozdział 16

Rozdział 17

Rozdział 18

Rozdział 19

Rozdział 20

Rozdział 21

Rozdział 22

Rozdział 23

Rozdział 24

Rozdział 25

Rozdział 26

Rozdział 27

Rozdział 28

Rozdział 29

Rozdział 30

Rozdział 31

Rozdział 32

Rozdział 33

Rozdział 34

Rozdział 35

Rozdział 36

Rozdział 37

Rozdział 38

Rozdział 39

Rozdział 40

Rozdział 41

Rozdział 42

Rozdział 43

Rozdział 44

Rozdział 45

Rozdział 46

Rozdział 47

Rozdział 48

Rozdział 49

Rozdział 50

Rozdział 51

Rozdział 52

Rozdział 53

Rozdział 54

Rozdział 55

Rozdział 56

Rozdział 57

Epilog

Podziękowania

Prolog

Nie wiem, po co składam sobie obietnice, których nie potrafię dotrzymać. Taka jest chyba natura człowieka - wmawiamy sobie, że jesteśmy zdolni do poświęceń, mamy silną wolę i chęć walki o lepszego siebie. Gówno prawda.

Ile razy wysłuchiwałam postanowień noworocznych o regularnym ćwiczeniu, nauce obcego języka czy rzuceniu fajek? Mam wrażenie, że co roku szukamy sobie coraz to nowszych, ciekawszych wyrzeczeń tylko po to, by opublikować je w mediach społecznościowych. Rzucamy wyzwanie znajomym, a przez następny miesiąc dzielnie dokumentujemy nasze osiągnięcia. Po tym czasie każdy zapomina, jak brzmiało postanowienie. Powoli przechodzimy do normalności, którą żyjemy przez kolejnych jedenaście miesięcy.

Dlatego od dawna nie robię postanowień noworocznych. Nie obiecuję, że zacznę chodzić na siłownię, nie zarzekam się, że przestanę jeść słodycze albo poprawię mój poziom angielskiego. Przez cały rok wmawiam sobie jednak coś innego. Coś znacznie ważniejszego. Coś, z czym muszę w końcu skończyć. Ale nie potrafię. Znowu to robię. Po prawie miesiącu przerwy idę tam, gdzie nie powinnam. Oddaję się chwili i żyję tym, co jest teraz, zapominając o wszystkich obietnicach. Nie myślę o zagrożeniach, wyłączam umysł i czerpię przyjemność.

Pieprzyć postanowienia.

***

Przesuwam palcami po jego nagim torsie. Nie jest szczupły, wysportowany, a o kaloryferze mógłby tylko pomarzyć. Uderzając pośladkami o jego uda, widzę, że nadmiar tłuszczu zgromadzony przez wiele lat na brzuchu, podskakuje. Bardzo mnie to podnieca. Jęczę cicho, czym go prowokuję. Szybko unosi głowę i zbliża ją do moich piersi. Spoglądam na swoje sutki, które aż się proszą o dotyk. To też mnie podnieca. Lubię widok swojego ciała, zwłaszcza podczas seksu. W przeciwieństwie do niego jestem szczupła. Zawdzięczam to genom, ale też własnej determinacji. Kilka razy w tygodniu ćwiczę, bo nie wyobrażam sobie, że mogłabym mieć choć minimalną nadwagę. Nie czułabym się z tym dobrze.

Gdy jego język dotyka mojego prawego sutka, ogarnia mnie błogość. Delikatnie go przygryza, po czym bez opamiętania zaczyna lizać całą pierś. Dyszy mi w cycki, zapewne zastanawiając się, kiedy po raz kolejny będzie miał taką okazję. To jego chwila, ale też moja. Gdy jestem coraz bliżej, nie potrafię opanować głosu. Wydaję niekontrolowane dźwięki. W powietrzu unosi się nieprzyjemny zapach, ale to mi nie przeszkadza. Zerkam w dół, widzę jego łysinę na czubku głowy i język, który w dzikim tempie liże moje sutki. Raz jeden, za chwilę drugi. Nie wytrzymuję dłużej i odchylając się do tyłu, dochodzę. On idealnie się do mnie dopasowuje i szczytujemy niemal w tym samym momencie.

Gdy ekstaza mija, a rzeczywistość powraca do mojego umysłu, chcę jak najszybciej z niego zejść. Nie pozwala mi na to. Przyciska mnie jeszcze i dopiero po chwili zsuwa dłonie z moich bioder. Unoszę się błyskawicznie i zaczynam się ubierać. Jemu się nie spieszy, powoli zdejmuje gumkę i rzuca ją za siebie.

- Kurwa, zajebiście było. - Uśmiecha się do mnie, pokazując brak jednego z przednich zębów.

Teraz mnie to obrzydza, ale jeszcze kilkanaście minut temu uważałam inaczej. Zapalamy papierosy i siedzimy chwilę w milczeniu. Żałuję, że znowu nie dotrzymałam złożonej sobie obietnicy. Wiem, że nie powinnam tego robić. To niebezpieczne i obrzydliwe, ale jednocześnie cholernie podniecające. Nie jestem w stanie tego zmienić. Nie ma sensu kolejny raz się okłamywać. Przecież wrócę tu szybciej, niż myślę.

Kiedyś

Magda odrzuca na plecy długie blond włosy i wstaje z podłogi. Zostawia na niej męża i córeczkę, bawiących się w starego niedźwiedzia. Robi na czubku głowy luźny koczek i z miłością spogląda na dwie najważniejsze w jej życiu osoby.

- Wracaj do nas - mówi mężczyzna, wyciągając do niej leniwie rękę.

- Nie mogę, muszę zrobić obiad.

- Przestań, przecież nic nie musisz.

- Tak? A co będziemy jedli? - Śmieje się Magda.

- Zamówimy coś.

- Zrobię coś znacznie smaczniejszego.

- W to nie wątpię.

Magda powoli oddala się w stronę kuchni. Żałuje, że podczas robienia obiadu nie może obserwować męża i córki, ale ich śmiechy słyszy nawet z drugiego pomieszczenia. W przerwie między obieraniem ziemniaków a krojeniem mięsa zagląda do salonu. Dziewczynka nadal krąży wokół swojego taty, który udaje, że śpi na podłodze. W pewnym momencie podrywa się i chce złapać córeczkę. Ona jest szybsza, a raczej tylko tak myśli. Mężczyzna daje jej fory, z czego Magda doskonale zdaje sobie sprawę. Obydwoje zrobiliby dla niej wszystko, żeby tylko była szczęśliwa. Jest za mała, by zrozumieć, że tata nie bawi się z nią uczciwie.

W końcu mężczyzna łapie dziewczynkę za nogę, a następnie podnosi ją do góry. Usadza sobie dziecko na ramionach i lekko zgarbiony biega po salonie. Magda z uśmiechem kręci głową i wraca do kuchni.

Zza pleców dobiega ją uroczy głosik:

- Tatulinek, szybciej!

***

Dziewczynka z niecierpliwością wygląda przez okno.

- Babciu, kiedy oni wrócą?

- Nie mam pojęcia, kochanie.

- Może zadzwonisz do mamy i zapytasz?

- Nie przeszkadzajmy jej, jest na ważnym spotkaniu.

- W pracy?

- Tak, kochanie.

Dziewczynka pogrąża się w myślach.

- A tata? Przecież mówił, że niedługo wróci?

- Może coś go zatrzymało. Jeśli nie przyjedzie do obiadu, to do niego zadzwonię, dobrze?

Dziewczynka zgadza się ze swoją babcią. Uwielbia z nią zostawać, ale zdecydowanie bardziej woli spędzać czas z rodzicami. Starsza kobieta nie ma tyle siły i cierpliwości, często denerwuje się na wnuczkę i nie potrafi grać w większość gier, które ma dziewczynka. Tym razem postawiły na rysowanie i malowanie - to wychodzi im najlepiej. Babcia tworzy na pustej kartce kontury zwierzątek lub ciekawych przedmiotów, a dziewczynka uzupełnia je za pomocą kolorowych kredek.

Gdy zupa jest prawie gotowa, Lucyna postanawia zadzwonić do zięcia. Rzeczywiście już dawno powinien być w domu. Zaczyna się martwić, zwłaszcza po tym, gdy nie odebrał.

- No nic, zjemy same, a tata pewnie niedługo wróci.

- Dlaczego jeszcze go nie ma?

- Nie mam pojęcia, kochanie.

Po obiedzie dziewczynka idzie do swojego pokoju. Babcia w tym czasie zmywa naczynia i rozwiązuje kilka haseł w krzyżówce. Po południu jest umówiona z sąsiadką, więc coraz bardziej zaczyna się martwić opóźniającym się powrotem zięcia. Nie tak się umawiali. Miała zostać z wnuczką tylko dwie godziny. Obiecała nawet, że w tym czasie ugotuje zupę. Magda miała umówionych kilka spotkań, więc na pewno by nie zdążyła, a jej mąż nie jest mistrzem w kuchni. Lucyna wie, że gdy tylko może, zamawia jedzenie na wynos. Dziecko nie powinno jednak jeść takiego syfu, dlatego zaproponowała tę zupę.

Po godzinie w końcu słyszy dźwięk silnika na podjeździe. Wygląda przez okno i widzi zięcia, opuszczającego pojazd. Jego mina nie wskazuje na nic dobrego. Lucyna nie jest pewna, ale wydaje jej się, że mężczyzna płacze. Zanim otwierają się drzwi, czuje, jak przyspiesza bicie jej serca. Ostrożnie wstaje z kanapy i podchodzi do wiatrołapu.

- Co się stało? - pyta, widząc minę zięcia.

Mężczyzna ma opuchnięte oczy. Przez chwilę próbuje coś powiedzieć, ale słowa nie chcą opuścić jego ust. Tak jakby się bał usłyszeć to, co przecież doskonale już wie.

- No mówże wreszcie! - Lucyna denerwuje się coraz bardziej.

- Magda... ona, ona nie żyje.

- Co ty mówisz?

- Był wypadek. Magda zginęła na miejscu.

***

Dziewczynka bawi się domkiem dla lalek, gdy padają te słowa. Nie ma pojęcia, że w tej jednej chwili całkowicie zmieni się jej świat. Mama nie wróciła tego dnia do domu. Babcia tak źle się poczuła, że sąsiad, pan Damian, musiał zawieźć ją do szpitala. Został tylko tata, który nagle przestał się uśmiechać i mówić. To już nie był ten sam tatulinek.

Przez kilka kolejnych dni ich dom zmienił się nie do poznania. Ciągle przychodzą jacyś ludzie, przyjechała nawet ciocia Basia, której dziewczynka nie widziała od bardzo dawna. Wszyscy pocieszają ją i tatę, mówią, że mama na pewno będzie się nimi opiekowała. Dziewczynka nie może tego zrozumieć. Nie wie, dlaczego jej mama już nigdy do nich nie wróci. Bardzo za nią tęskni i chciałaby, żeby wszystko było jak dawniej. Zanim zjadła tę zupę i została z babcią Lucyną. Przecież mama przed wyjściem z domu ją pocałowała i powiedziała, że wieczorem pobawią się w małe koniki. Mama nigdy jej nie oszukała, a jednak tym razem nie spełniła obietnicy.

Dziewczynka bierze udział w pogrzebie. Jej mamę przyszło pożegnać bardzo dużo osób, większości nawet nie zna. Tata przez cały czas stoi obok niej, ale bardzo dziwnie wygląda i czuć od niego alkohol. Babcia Lucyna się nie pojawiła. Dziewczynka nie widziała jej od tego strasznego dnia. Dowiedziała się od cioci Basi, że babcia musi dłużej zostać w szpitalu, bo nadal źle się czuje.

Uroczystości pogrzebowe nie trwają długo. Po wszystkim dziewczynka chce wrócić z tatą do domu, ale on bez słowa oddaje ją cioci Basi. Kobieta zabiera siostrzenicę do restauracji, a później idą na długi spacer. Ciocia mało się odzywa, a dziewczynka strasznie się nudzi. Nie wie, o czym rozmawiać z osobą, którą tak rzadko widuje, przecież nie mają wspólnych tematów. W końcu kobieta odwozi ją do domu. Stoją przed drzwiami wejściowymi zdecydowanie za długo. Dlaczego tata nie chce im otworzyć? Dziewczynka przestępuje z nogi na nogę i w milczeniu wpatruje się w klamkę. W końcu słychać przekręcany zamek, a drzwi uchylają się lekko. Tata nie wygląda dobrze. Nawet dziewczynka zdaje sobie z tego sprawę. Ciocia chyba też, bo szepcze coś w kierunku mężczyzny, ale on tylko przytakuje i macha ręką, jakby próbował przegonić natrętną muchę. Ciocia stoi jeszcze przez chwilę w progu, po czym przytula dziewczynkę i każe jej na siebie uważać. Z kamienną miną się oddala, w tym czasie mężczyzna znika w głębi domu, a dziewczynka powoli zamyka za sobą drzwi. Tata nawet na nią nie spojrzał.

W domu panuje straszny bałagan.

Dziewczynka zdejmuje buty i idzie do salonu, gdzie widzi ojca leżącego na kanapie.

- Tato? - Dotyka go delikatnie. - Tato! - Potrząsa mocniej.

On tylko wydaje dziwny dźwięk i macha ręką, tak jakby znowu chciał przegonić muchę. Dziewczynka ponownie czuje od niego alkohol, tym razem woń jest znacznie silniejsza niż kilka godzin wcześniej, na pogrzebie. To dziwne, do tej pory tata śmierdział tak tylko po imprezach, na których bywali razem z mamą, najczęściej u znajomych. Dziewczynka widzi puste butelki po alkoholu, które stoją na podłodze. Czuje, że w kącikach oczu zbierają się jej łzy.

***

Zdaje się, że dziewczynka nic nie czuje, gdy do domu wchodzą obcy ludzie. Jakaś pani od progu miło się uśmiecha, od razu do niej podchodzi i pyta, czy wszystko w porządku. Ona jednak nie odpowiada. Z jednej strony obawia się, co ją czeka, po co przyszły te osoby i czego od niej chcą, ale z drugiej strony cieszy się, że w końcu ktoś się do niej odzywa. Od kiedy mama tak nagle zniknęła, niewiele osób się nią interesuje. Później powiedzieli jej jeszcze, że babcia miała słabe serduszko i odeszła razem z mamą do nieba. Ciocia była jeszcze przez kilka dni, a może tygodni w Polsce, ale później musiała wracać do siebie. Dziewczynka została z tatą, innej rodziny nie miała.

Oprócz tej młodej, uśmiechniętej pani do domu wchodzi starsza kobieta. Dziewczynka ją kojarzy, była u nich już kilka razy, ale tata nigdy nie chciał z nią rozmawiać, o ile w ogóle był w stanie się odezwać. Tata się popsuł, od kiedy mama musiała pójść do nieba. Dziewczynka teraz już wie, co znaczy, że małżeństwo jest jednością. Tak jej zawsze powtarzała babcia, ale ona tylko kiwała głową, mimo że nic nie rozumiała. Gdy zniknęła mama, tata też przestał istnieć. Dziewczynka nie lubi tej kobiety w okularach z grubymi, czarnymi oprawkami. Co prawda, nigdy nie była w stosunku do niej niemiła, ale nigdy się też nie uśmiechnęła. Z paniami pojawia się też jakiś pan. Dziewczynka wie, kim on jest - policjantem. Ma na sobie niebieski mundur i taką śmieszną czapeczkę.

Tata siedzi w salonie, opiera ręce na stole i nieprzytomnym wzrokiem patrzy na trójkę obcych w swoim domu. Nie reaguje. Nie odpowiada nawet na dzień dobry. Dziewczynka wie, że to nieładnie, przecież tyle razy jej powtarzał, że trzeba mówić dzień dobry, dziękuję, proszę, przepraszam i do widzenia.

Starsza kobieta w brzydkich okularach mówi coś do niego, ale tata zdaje się nie rozumieć. Nawet nie kiwa głową, tylko patrzy na stół. Dziewczynka niewiele z tego rozumie, słowa są takie skomplikowane i bardzo szybko padają z ust tej poważnej pani. Policjant też się odzywa, ale niewiele. Najmniej mówi ta młoda kobieta. W końcu na blacie przed tatą pojawia się jakaś kartka.

- Proszę, tu jest pouczenie o prawie do złożenia zażalenia. W tym momencie zabieramy dziecko, na początku trafi do placówki opiekuńczo-wychowawczej, a później sąd zdecyduje, co dalej.

Dziewczynka nie wie, o czym oni mówią. Jakie dziecko chcą zabrać i gdzie? Kompletnie nic z tego nie rozumie.

Tata nadal nie reaguje, a ta miła, młoda pani bierze ją za rękę i prowadzi do wyjścia.

- Chcę zostać z tatą - protestuje dziewczynka.

Kobieta klęka przy niej na jedno kolano i spokojnym głosem mówi:

- Tata nie może się teraz tobą zajmować, ale niedługo będziesz mogła się z nim zobaczyć. Zabiorę cię w bezpieczne miejsce, gdzie będzie dużo dzieci. Na pewno ci się spodoba.

- Nie chcę! Chcę zostać w domu z tatą!

- Musisz pójść z nami. Obiecuję, że wszystko będzie dobrze.

Kobieta chwyta dziecko za rękę i prowadzi w stronę wyjścia. Za nimi podążają policjant i starsza pani.

Dziewczynka odwraca się i głośno krzyczy:

- Tatulinek!!!

Ale on nie odpowiada. Nadal wpatruje się w stół.

Gdy drzwi się zamykają, na drewniany blat skapuje pojedyncza łza, a z ust mężczyzny dobiega ledwo słyszalny szept:

- Mój kwiatuszku...

Rozdział 1

Alicja

Po raz kolejny poprawiam makijaż i spoglądam w lusterko. Ciągle coś mi nie odpowiada. Niby wszystko wygląda w porządku, ale gdy tylko zerkam w obiektyw telefonu, nie podoba mi się to, co widzę na ekranie. Nakładam więcej bronzera pod kością policzkową, żeby jeszcze bardziej wyszczuplić twarz. Przeciągam różowym błyszczykiem po ustach, które delikatnie powiększyłam miesiąc temu. Na koniec przeczesuję palcami luźno zwisający kosmyk moich blond włosów. Teraz powinno być perfekcyjnie.

Spoglądam na telefon, ale nadal to nie jest to, czego bym oczekiwała. Trudno, nie mam już czasu na poprawki. Niedługo muszę wyjść z domu, jeśli chcę zdążyć na szkolenie z tworzenia rolek na Instagramie. Już za nie zapłaciłam, więc nie mogę się spóźnić. Słyszałam o nim tak wiele dobrych opinii, podobno pomaga pozyskać nawet tysiące nowych obserwatorów.

Poprawiam statyw, dopasowuję odpowiednie oświetlenie i siadam przed kamerą telefonu. Upewniam się jeszcze tylko, czy nic nie zaburza mojego tła, ale na szczęście wszystko jest idealnie przygotowane. Naciskam odpowiedni przycisk i rozpoczynam nagrywanie. Uśmiecham się szeroko i mówię:

- Hej, kochani! Mam nadzieję, że dobrze rozpoczęliście nowy dzień. Ja już jestem po porannym joggingu, prysznicu i szybkiej kawie. Jestem ciekawa, jakie macie plany na ten słoneczny wtorek? Możecie... - krzywię się i wyłączam nagrywanie.

Co ja gadam? Gdy ostatni raz wrzuciłam do sieci podobny tekst, dostałam kilka niemiłych wiadomości. Część moich odbiorców oburzyła się, jak mogę pytać o plany na zwykły, pracujący dzień.

Każdy normalny człowiek jest w pracy!

Nie wszyscy żyją z nagrywania głupich filmików.

Gdybyś wzięła się za porządną robotę, tobyś wiedziała, co ludzie robią w środku tygodnia o godzinie 12.

Wiem, że mieli trochę racji. To nie tak, że nigdy nie pracowałam i nie mam pojęcia, jak to jest. Wręcz przeciwnie - obecnie znajduję się na dość uprzywilejowanej pozycji, ale doszłam do tego sama ciężką pracą. Nie będę się jednak z nikim kłócić. Usuwam wideo i chcę nagrać kolejne, gdy widzę nowe powiadomienie. Normalnie by mnie to nie zdziwiło, co chwilę przychodzi mi komunikat o nowym polubieniu, komentarzu czy obserwacji. Teraz zostałam oznaczona w relacji, to też by mnie nie zaskoczyło, bo moi odbiorcy często oznaczają mnie w swoich postach czy storiskach. Powodem mojego zainteresowania, a raczej zdenerwowania jest osoba, która mnie oznaczyła.

Szybko wchodzę na jej profil - @klaudia.lotka, która naprawdę nazywa się Klaudia Łotka, ale Instagram nie akceptuje polskich znaków w nazwie użytkownika. Ja na szczęście nie mam takiego problemu, w sieci można mnie znaleźć jako @ala_kostecka.

Klaudia od dawna jest moim wrogiem numer jeden. Właściwie to nigdy nie chciałam, żeby tak się stało, ale splot różnych dziwnych sytuacji doprowadził nas do skłócenia. Dlatego z niepokojem czekam, aż załaduje mi się wrzucona przez nią relacja. To wideo bez dźwięku. Po sekundzie już wiem, na co patrzę. Tylko skąd ta wariatka ma moje nagranie?!

Serce bije mi tak głośno i szybko, że nie sposób go nie usłyszeć. Nagranie trwa osiem sekund, nie widać na nim mojej twarzy, za to widoczna jest sylwetka z opadającymi na nagie piersi włosami. Gdy wideo się kończy, na ekranie pojawia się uśmiechnięta Klaudia.

- Myślę, że nawet bez oznaczenia zorientowalibyście się, kto jest gwiazdą tego nagrania. Nasza blond piękność, Ala, zdaje się mieć nowego chłopaka. Kto jest tym szczęściarzem? - Klaudia się śmieje, po czym kontynuuje: - Muszę przyznać, że nie zazdroszczę Ali, ale jestem ciekawa, kogo sobie upolowała. I ta mroczna sceneria, niczym z horroru. Może macie jakieś pomysły, gdzie rozgrywa się ta namiętna scenka? - Nagranie kończy się głośnym śmiechem.

Czuję, że moja twarz zalewa się mocnym rumieńcem.

Skąd to masz? - wystukuję szybko na ekranie smartfona i z niecierpliwością czekam na odpowiedź.

Wiem, że robi mi na złość i specjalnie nie odpisuje przez tak długi czas. W końcu pojawia się komunikat o nowej wiadomości.

Dostałam od anonima, no cóż, może twojego kochanka?

Usuń to! - odpowiadam szybko.

Bo co?

Bo cię proszę.

Ty mnie prosisz? Cóż za zaszczyt!

Mówię poważnie, to nie jest śmieszne. Masz to natychmiast usunąć albo zgłaszam sprawę na policję.

To zgłaszaj, na tym nagraniu nie widać nawet twojej twarzy.

Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak policja zareagowałaby na takie nagranie. Ale chyba broni mnie jakieś prawo. Przecież ten filmik pokazuje, jak uprawiam z kimś seks! Zanim zdążę odpowiedzieć, przychodzi kolejna wiadomość od Klaudii.

Za minutę nagranie zniknie z relacji, ale na pewno zostanie w moim telefonie. Nie tylko to, bo mam ich więcej. Nigdy żadnego nie opublikuję pod warunkiem, że jeszcze dziś zrezygnujesz ze współpracy z YourClothes.

Miałam zostać ambasadorką tej firmy. Wiem, że obie byłyśmy brane pod uwagę, ale coś przemówiło na moją korzyść i to ja zostałam wybrana. Zaproponowano mi naprawdę świetną umowę. Mogłam nie tylko bardzo dobrze zarobić, ale też zyskać nowych odbiorców i dotrzeć do licznych firm. Klaudia od początku nie potrafiła się z tym pogodzić, ale nie sądziłam, że posunie się do takiego świństwa. No i cały czas zastanawia mnie, skąd wzięła ten filmik?

To jak, bo nie wiem, czy usuwać?

Usuń, YourClothes są Twoi.

Mam nadzieję, że jeszcze dziś rozwiążesz z nimi umowę. Jeśli nie odezwą się do mnie do czwartku, nagranie ponownie wyląduje w sieci.

Wysyłam emotkę z kciukiem podniesionym do góry, po czym piszę jeszcze jedną wiadomość.

Skąd masz ten filmik?

Tak się szczęśliwie złożyło, że ktoś mi go wysłał. Nie wnikam, kto i po co, ale chyba podpadłaś swojemu kochasiowi. Swoją drogą, musisz powiedzieć, kto to jest? Nie wygląda zbyt fajnie (śmiejąca się do łez buźka). I to miejsce... odrażające. Gdzie Ty się puszczasz? To wygląda jak tani burdel (dwie śmiejące się buźki).

Kolejna wiadomość:

Mam nadzieję, że nie zarabiasz tak na życie z jakimiś oblechami (śmiejąca się buźka). Jeśli tak kiepsko przędziesz, to daj znać, może oddam Ci jakieś zlecenia (trzy śmiejące się buźki).

Nie odpowiadam na te wiadomości. Sprawdzam profil Klaudii, ale na szczęście usunęła już to okropne nagranie. Nikt nigdy nie może się dowiedzieć, z kim i gdzie wtedy byłam. To by mnie zniszczyło.

Muszę jak najszybciej skontaktować się z Patrykiem.