Zuchwały strzyżyk - Janina Porazińska

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ZUCHWAŁY STRZYŻYK

Strzyżyk - co go jeszcze nazywają wolim oczkiem - to ptaszek malusieńki. Niewiele co większy od chrabąszcza.

A czupurne to, a zuchwałe! Hoho, czapkuj mu do samej ziemi, taki ważny!

Wyskoczy taki malec spod liścia wierzby, to po gałązce się uwija i hardo łepek zadziera, ogonkiem macha, skrzydełkami potrząsa i skacze, i rozgląda się, i puszy, i zuchwali, i woła:

"Mój dziad, dziad, dziad, dziad

był chwat, był chwat, był chwat|"

A spytasz go:

- Co ten twój dziad zrobił?

To ani ci odpiśnie. Gdzieby tam chciał z tobą gadać! Nawet nie spojrzy, tylko puszy się nastroszony, zadziordziobski i swoje woła:

"Mój dziad, dziad, dziad, dziad

był chwat, był chwat, był chwat!"

A z tym strzyżykowym prapraprapra... dziadem to ponoć było tak:

Za dawnych, bardzo dawnych czasów szumiała tu nad Wisłą ogromna, gęsta puszcza. Z głębi puszczy wybiegały ku rzece ścieżki wydeptane przez zwierzęta. Przychodziły tu one pić wodę wiślaną.

Pewnego dnia na takiej ścieżce stał strzyżyk i po kawałku zajadał upolowaną liszkę.

Aż tu z puszczy wychodzi na ścieżkę niedźwiedź. Zobaczył go strzyżyk i woła:

- Ej, ty kosmaty łaziku, nie leź tędy, bo mi liszkę rozdepczesz!

A niedźwiedź nic, idzie.

Więc strzyżyk jeszcze głośniej woła:

- Nie słyszysz czy co, niezdarzony marucho! Umykaj stąd, pókiś cały!

A niedźwiedź nic, idzie.

Więc się strzyżyk rozgniewał. Napuszył się, podfrunął w górę, spadł niedźwiedziowi na głowę i nuż mu po głowie skakać, a nóżkami go deptać, a pazurkami ubijać, a dziobkiem jeszcze dokładać.

I przy tym wrzeszczy:

- Na proch cię zetrę, na proch!

I co?

No i potem ten strzyżyk po całej puszczy rozpowiadał, że niedźwiedź zaczął się trząść ze strachu, niby osinowy listek.

I jak zawrócił, jak poooooszedł w puszczę, to go już potem nigdy więcej przy tym wodopoju nie widziano.

SPRYTNA KÓZKA

Na rowie. pasła się kózka. Pilnował jej dziadek.

Do kózki co dzień z lasu wilk się podkradał. Zaczajał się ten wilk w niedalekich. krzakach i warczał:

- Zjem cię, zjem! Hau-hau! Hau-hau!

A kózka na to odpowiadała:

- Może nieeeeeee... może nieeeeeeeee...

Wierzyła kózka, że dziadek ją obroni, bo dziadek trzymał zawsze w garści grubą paliczkę.

Wilka to kozie gadanie bardzo gniewało.

- Patrzcie ją! Co za przechwałki: "Może nie". Głupszego stworzenia nad kozę tom jeszcze w życiu nie widział. Niech no tylko tego nieznośnego dziada przy tobie nie zobaczę! Raz kłapnę zębami i już będzie po twym głupim kozim życiu.

No i nadszedł taki upragniony przez wilka dzień.

Dziadek ciężko się zaziębił i leżał w izbie pod pierzyną, a kózka pasła się na rowie sama.

Podkradł się wilk.

- Co za szczęście! Jesteś sama. Zaraz cię zjem.

Kózka zabeczała po dawnemu:

- Może nieeeeee... może nieeeeeee...

Tak zabeczała, ale w swym kozim serduszku czuła wielką trwogę.

Wyskoczył wilk z krzaków. Kózka w nogi, a wilk za nią, za nią! Przez rów - przez rów, przez pole - przez pole, łączką - łączką, dróżką - dróżką... wpadli na podwórko.

Kózka myk! do obórki, a wilk za nią.

Kózka hop! z obórki i kopytkami trrrrrrrach w dźwierki! Dźwierki się zatrzasnęły i wilka zamknęły. W obórce został. Tak to głupia kózka zamknęła mądrego wilka w kozie.

Długo wilczysko tłukło się po obórce. Szukał wyjścia.

Aż nareszcie z wielkim mozołem po szczerbatej drabinie wydrapał się na stryszek i stąd przez dziurę w dachu uciekł do lasu.

Odtąd bał się już zaczepić kózki na rowie.

A do swych towarzyszy wilków mówił:

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.