ZUCHWAŁY STRZYŻYK
Strzyżyk - co go jeszcze nazywają wolim oczkiem - to ptaszek malusieńki. Niewiele co większy od chrabąszcza.
A czupurne to, a zuchwałe! Hoho, czapkuj mu do samej ziemi, taki ważny!
Wyskoczy taki malec spod liścia wierzby, to po gałązce się uwija i hardo łepek zadziera, ogonkiem macha, skrzydełkami potrząsa i skacze, i rozgląda się, i puszy, i zuchwali, i woła:
"Mój dziad, dziad, dziad, dziad
był chwat, był chwat, był chwat|"
A spytasz go:
- Co ten twój dziad zrobił?
To ani ci odpiśnie. Gdzieby tam chciał z tobą gadać! Nawet nie spojrzy, tylko puszy się nastroszony, zadziordziobski i swoje woła:
"Mój dziad, dziad, dziad, dziad
był chwat, był chwat, był chwat!"
A z tym strzyżykowym prapraprapra... dziadem to ponoć było tak:
Za dawnych, bardzo dawnych czasów szumiała tu nad Wisłą ogromna, gęsta puszcza. Z głębi puszczy wybiegały ku rzece ścieżki wydeptane przez zwierzęta. Przychodziły tu one pić wodę wiślaną.
Pewnego dnia na takiej ścieżce stał strzyżyk i po kawałku zajadał upolowaną liszkę.
Aż tu z puszczy wychodzi na ścieżkę niedźwiedź. Zobaczył go strzyżyk i woła:
- Ej, ty kosmaty łaziku, nie leź tędy, bo mi liszkę rozdepczesz!
A niedźwiedź nic, idzie.
Więc strzyżyk jeszcze głośniej woła:
- Nie słyszysz czy co, niezdarzony marucho! Umykaj stąd, pókiś cały!
A niedźwiedź nic, idzie.
Więc się strzyżyk rozgniewał. Napuszył się, podfrunął w górę, spadł niedźwiedziowi na głowę i nuż mu po głowie skakać, a nóżkami go deptać, a pazurkami ubijać, a dziobkiem jeszcze dokładać.
I przy tym wrzeszczy:
- Na proch cię zetrę, na proch!
I co?
No i potem ten strzyżyk po całej puszczy rozpowiadał, że niedźwiedź zaczął się trząść ze strachu, niby osinowy listek.
I jak zawrócił, jak poooooszedł w puszczę, to go już potem nigdy więcej przy tym wodopoju nie widziano.