Rozdział 1
Automatyzm sędziego i zagadki ludzkiego umysłu
Pod koniec listopada 2018 roku do Wrocławia zjechały autorytety
medycyny: światowej sławy neurolog, wybitni kardiolodzy i psychiatrzy z Japonii, Szwecji, Kanady i Polski. Zacne grono wymieniało swoje
doświadczenia w ramach międzynarodowej konferencji poświęconej
psychogeriatrii.
Gromkie brawa zebrała nasza pani kardiolog. Po zakończonej prelekcji,
wyraźnie zadowolona z reakcji sali, ustąpiła miejsca kolejnemu
prelegentowi. Wykład po niej miał wygłosić profesor neurologii z Poznania.
Neurolog rozłożył swoje notatki na pulpicie ze sprzętem do prezentacji
multimedialnych. Długo czegoś szukał.
Sala przyjęła to ze zrozumieniem.
- Przepraszam - powiedział w końcu lekko zdezorientowany. - Mam pytanie
do organizatorów. Gdzie znajdę laserowy wskaźnik do zmieniania slajdów?
- Musi być na pulpicie, przed chwilą pani profesor z niego korzystała -
usłyszał podpowiedź.
Neurolog jeszcze raz poprzekładał swoje materiały do prezentacji w nadziei, że wskaźnik leży pod nimi, jednak po chwili bezradnie rozłożył
ręce.
- Ale tu go nie ma. Pewnie pani profesor zabrała - zażartował.
Oczy sali skierowały się na panią kardiolog. Ta uśmiechnęła się szeroko,
bo żart jej się spodobał. Zerknęła jednak do torebki i... uniosła wzrok z zażenowaniem. Wśród swoich rzeczy faktycznie odnalazła przedmiot
nienależący do niej.
- Przepraszam pana, profesorze, i szanowne grono za zamieszanie -
powiedziała, oddając laserowy wskaźnik.
Nikt nie miał do niej pretensji. Przecież takie rzeczy się zdarzają.
- To roztargnienie, zwykłe roztargnienie - komentował ktoś z sali.
Doktor Jerzy Pobocha, który krótko potem stanął za pulpitem ze swoim
referatem, prelekcję rozpoczął słowami:
- Dzięki pani profesor nadarzyła się okazja, aby przybliżyć państwu
zagadnienie z psychiatrii sądowej zwane automatyzmem. Niedawno polski
sędzia miał z tego powodu spore problemy. Został oskarżony o przywłaszczenie 50 złotych i dopiero Sąd Najwyższy oczyścił go z zarzutu. Laserowy wskaźnik, automatycznie schowany przez panią profesor
do torebki, jest wart znacznie więcej niż 50 złotych...
Co jest kradzieżą, a co roztargnieniem
Zobaczyła to cała Polska. Kamera monitoringu na stacji benzynowej pod
Sochaczewem w marcu 2017 roku zarejestrowała, jak mężczyzna (ówczesny
wiceprezes Sądu Rejonowego w Żyrardowie) płaci za butelkę wody
mineralnej, chowa resztę, którą podała mu kasjerka, a następnie zabiera
banknot leżący na ladzie. Pieniądze nie były jego. Zostawiła je starsza
kobieta, która w tym samym czasie płaciła za paliwo i na moment
odwróciła się od kasy. Szukała w torebce drobnych, a gdy podniosła
wzrok, jej banknot był już w portfelu sędziego.
Wybuchła afera. Zdjęcia z monitoringu pokazywano w głównych programach
informacyjnych. W postępowaniu dyscyplinarnym sędzia został uznany za
winnego i usunięty z zawodu. Tymczasem Sąd Najwyższy zmienił wyrok sądu
dyscyplinarnego pierwszej instancji, argumentując, że sędzia zabrał
banknot bezwiednie, zatem jest niewinny.
- Zebrany w sprawie materiał świadczy o tym, że do zaboru pieniędzy
doszło w wyniku błędu, przez roztargnienie, a nie celowy zamiar -
uzasadniała sędzia Sądu Najwyższego Agnieszka Piotrowska. - A to
oznacza, że w tym konkretnym przypadku nie doszło do przewinienia
dyscyplinarnego, lecz fatalnej pomyłki wywołanej wysokim stopniem
roztargnienia.
Polska pękała ze śmiechu i... oburzenia.
Wyrok Sądu Najwyższego (Izby Dyscyplinarnej) jest prawomocny, zatem
sędzia mógł wrócić do wykonywania obowiązków służbowych. "Od dzisiaj
każdy złodziej może tłumaczyć swoje nikczemne czyny stresem i wysokim
stopniem roztargnienia" - kpił w Internecie komentator przedstawiający
się jako Stetinesis. "Po prostu wzięło się czyjeś pieniądze i już - nie
ma co drążyć tematu".
"Solidarność zawodowa w najbardziej obrzydliwym wydaniu" - wtórował mu
internauta Jan Nowak. "Problem w tym, że żaden zwykły obywatel nie
zostałby z tego uniewinniony".
O sprawie sędziego chętnie dyskutowali też politycy. Tadeusz Cymański z Prawa i Sprawiedliwości, gość audycji Rozmowy pod krawatem Radia
Szczecin, stwierdził po prawomocnym wyroku: "Kardynalne i elementarne
argumenty niestety są po stronie oburzonej opinii publicznej. Jeśli
sędzia przez roztargnienie ukradł 50 złotych, to jak on rozstrzyga
sprawy w sądzie, mając taką cechę osobowości?".
- No właśnie. Panie doktorze, czy sprawa sędziego to precedens? Każdą
odruchową kradzież będzie można teraz tak tłumaczyć?
- Zacznijmy od tego, że to naprawdę nie była kradzież. Komentarze w Internecie zazwyczaj są złośliwe. Bazują na emocjach, a nie na wiedzy.
Owszem, w telewizji źle to wyglądało, ale przed wygłaszaniem "sądów
ostatecznych" zalecałbym przynajmniej odrobinę umiaru. Przecież każdy z nas wykonuje pewne czynności odruchowo, automatycznie: ubierając się,
myjąc ręce, poruszając się, kierując samochodem. Automatyzm, bo z takim
zjawiskiem mamy do czynienia, już dawno został opisany w psychologii i psychiatrii sądowej. Są to stany zaburzeń świadomości, w których
człowiek zachowuje się jak automat i wykonuje niezamierzone działania
bez możliwości kontroli swojego zachowania. Czynności automatyczne
wykonujemy stale.
- Ani razu publicznie nie padło to słowo.
- A powinno. Automatyzm jest znany i uznawany w orzeczeniach sądowych na
całym świecie, tylko nie u nas. W amerykańskim podręczniku psychiatrii
sądowej można znaleźć cały rozdział na ten temat. Nasi studenci znajdą
szczegółowy opis zagadnienia w materiałach do egzaminu, np. w Wyższej
Szkole Psychologii Społecznej. Studenci prawa powinni się tego uczyć na
zajęciach z psychiatrii sądowej. Tymczasem powszechne reakcje są takie,
jakbyśmy o tym słyszeli po raz pierwszy. Nie dziwię się zwykłym ludziom,
ale jestem zdumiony, że biegli ani razu w swojej opinii nie odnieśli się
to tego. W języku potocznym istnieje szereg wyrazów, które oddają istotę
takich zachowań, np. bezwiednie, machinalnie, mimowolnie, rutynowo,
nieświadomie, z rozpędu, samoistnie, niechcący, niecelowo, bezmyślnie,
odruchowo. Każdy człowiek wie, że jest coś takiego, tylko nie biegli.
- Skąd wiadomo, że przypadek sędziego to automatyzm, a nie kradzież z premedytacją?
- W przypadku automatyzmu działania są szybkie, natychmiastowe,
podejmowane bez zastanowienia. Wszystko dzieje się przy świadkach i pod
czujnym okiem urządzeń rejestrujących. W grę wchodzi kwota lub
przedmioty niestanowiące większej wartości, których posiadanie nie jest
adekwatne do ryzyka. Czy przywłaszczenie 50 złotych można uznać za warte
utraty autorytetu sędziego, a nawet wydalenia z zawodu? Postawienia
zarzutów i wszczęcia procesu karnego?
W tym konkretnym przypadku ważne były także okoliczności poprzedzające
zaistniałą sytuację. Jedną z nich było zmęczenie sędziego spowodowane
przepracowaniem.
Na potrzeby dochodzenia opiniował go psycholog. Ustalił, że sędzia znany
jest ze swojego roztargnienia. Gubił różne rzeczy, pozostawiał w nietypowych miejscach, i to wielokrotnie, chociaż na sali sądowej jest
zorganizowany i dokładny. W czasie poprzedzającym zdarzenie miał
zwiększoną ilość obowiązków. Prowadził wielowątkową sprawę karną,
wymagającą maksymalnego skupienia. Widać było po nim, że jest
przemęczony i niewyspany.
Ten zawód - podkreśla nasz rozmówca - wymaga dużej podzielności uwagi.
Sędzia wykonuje wiele czynności naraz: wertuje akta, słucha świadków,
patrzy na monitor, kontrolując zapis protokolantki z przebiegu
przesłuchania. Po pracy przychodzi psychiczne zmęczenie. Rutynowe
czynności mogą być wtedy słabiej kontrolowane przez mózg. Tamtego dnia
sędzia wracał z prokuratorem i pracownikiem sądu z przesłuchania świadka
incognito w sprawie karnej. Kasjerka ze stacji PKN Orlen przekazała mu
resztę w bilonie bezpośrednio do ręki. Zabrał drobne i automatycznie
wziął banknot, który do niego nie należał (myśląc, że jest jego). Był
zamyślony. Biegły uznał, że wszystko działo się poza jego świadomością,
zatem były to działania mimowolne, odruchowe.
- Ciekawa jestem, doktorze, czy biegli wykazaliby taką wyrozumiałość w stosunku do bezrobotnego montera ze stoczni. On też mógłby padać z nóg
ze zmęczenia.
- Gdyby ten bezrobotny monter stał przy ladzie, za nic nie płacił,
sięgnął po czyjś banknot i schował go do kieszeni, to byłaby kradzież.
Nie dlatego, że jest bezrobotny, lecz z powodu diametralnie różnych
okoliczności. Kradzież generuje inne zachowania. Złodziej wchodzi np. do
sklepu jubilerskiego, rozgląda się na lewo i prawo, sprawdza, gdzie są
kamery. Dopiero gdy ma pewność, że nie jest obserwowany - wyciąga z gabloty precjoza. Wszystko dzieje się równie szybko jak w automatyzmie,
z tą różnicą, że działania są celowe, więc pod pełną kontrolą
świadomości.
- Często zdarzają się przypadki automatyzmu?
- W naszym orzecznictwie, jak już wspomniałem, termin ten jest
praktycznie nieużywany, a jeśli nawet, to niezwykle rzadko. Uważam, że
to wstyd, ponieważ zjawisko, o którym mowa, tłumaczy wiele ludzkich
zachowań. W państwie europejskim nie powinno się udawać, że czegoś
takiego nie ma. W opinii psychologicznej sędziego z Żyrardowa, liczącej
70 stron, ani razu nie użyto określenia automatyzm. Biegły pisał o różnych rzeczach, ale nie użył nawet synonimów automatyzmu.
Rozmawiałem przez telefon z sędzią Sądu Najwyższego, która uniewinniła
bohatera skandalu ze stacji benzynowej. Przedstawiłem się i odniosłem
wrażenie, że pani sędzia natychmiast nastawiła się do mnie z dystansem,
spodziewając się ataku. Moje intencje były skrajnie różne. Wyjaśniłem,
że chcę jej pogratulować odważnej i sprawiedliwej oceny w tej sprawie.
Zaskoczyłem ją, więc musiała być wcześniej wielokrotnie krytykowana. Nie
tylko opinia publiczna, ale też prawnicy odsądzali ją od czci i wiary.
Cyganka prawdę ci powie
Przed sądami różnych instancji przewija się mnóstwo spraw przeciwko
złodziejom i chociaż ich wina wydaje się ewidentna - czasami trzeba
powoływać biegłych psychiatrów. Linia obrony bywa bowiem tak
zaskakująca, że trudno uchwycić granicę między fantazją a ewentualną
chorobą psychiczną.
- Opiniowałem kiedyś Cygankę - opowiada doktor Pobocha. - Była
kieszonkowcem. Jednym z jej ulubionych rewirów była Moda Polska. Młodzi
czytelnicy zapewne nie pamiętają tamtych sklepów, zatem przypomnę, że w Modzie Polskiej sprzedawano ekskluzywne towary. W dniu dostawy zawsze
były kolejki. Policjanci otrzymywali wówczas lawinową liczbę zgłoszeń o kradzieżach kieszonkowych. Powszechnie wiadomo, że kobiety noszą torebki
przy boku lub wręcz z tyłu. Dla zawodowca to żaden problem, aby je
okraść. Sposobem na kieszonkowców z Mody Polskiej miało być wysłanie do
kolejki funkcjonariuszy w cywilu. Jeden z nich złapał za rękę Cygankę,
którą miałem zdiagnozować.
- Jak to było? - zapytałem, a ona chętnie opowiadała.
- Panie doktorze - zaczęła egzaltowanie - stałam sobie spokojnie w kolejce, aż tu nagle jakiś facet szarpie mnie za rękę. Cały się trzęsie
i wmawia mi, że ukradłam portfel kobiecie, która była przede mną. Mówię
mu, że ja niczego nie ukradłam, a on mnie straszy policją!
- Z akt sprawy wynika, że działała pani w grupie. Było tam kilka
Cyganek, zrobiły "kotarę" ze swoich płaszczy, aby mogła pani
niepostrzeżenie włożyć rękę do czyjejś torebki.
- Pan taki kształcony, a w takie brednie wierzy. - Spojrzała na mnie z politowaniem.
- Mam rozumieć, że nie trzymała pani cudzego portfela?
- Trzymałam, ale on sam mi się w ręce wepchał.
- Jak to? - Oniemiałem ze zdziwienia.
- Wyskoczył z torebki, więc go złapałam i już chciałam oddać, gdy ten
nachalny facet zaczął mnie szarpać.
- Ach tak. - Pokiwałem głową ze zrozumieniem. - Przecież to oczywiste,
że portmonetki czasami wyskakują z torebek. Jakiż mogła mieć pani wpływ
na to powszechne zjawisko!
- Jak to dobrze doktorze, że pan tak rozumie ludzi - powiedziała
wzruszona.
Teoria wyskakującej portmonetki - mówiąc kolokwialnie - nie "chwyciła",
więc Cyganka niespodziewanie straciła pamięć. Nagle i nieodwracalnie.
Zdiagnozowaliśmy ją na naszym oddziale i opisaliśmy jej przypadek:
klasyczna symulacja.
Pomroczność czy pijaństwo
- Kolejny przypadek alibi z pogranicza science fiction dotyczy złodzieja
radioodbiorników samochodowych - opowiada psychiatra. - Ten młody
człowiek dawał się we znaki właścicielom pojazdów i stróżom prawa,
którzy długo nie mogli wpaść na jego trop. W końcu szczęście przestało
mu sprzyjać. Złapano go na gorącym uczynku, w samochodzie. Jak się
tłumaczył? Otóż on uciekał, bo go gonili. Nieważne, kto i z jakiego
powodu, ale gonili. Był w strachu, drżał o własne życie. Obawiał się, że
jeśli nie zdoła uciec, tamci obedrą go ze skóry.
W tak dramatycznych dla siebie okolicznościach zobaczył otwarty
samochód. Nie wierzył własnym oczom, ale widać opatrzność nad nim
czuwała. Tylko głupi nie skorzystałby z takiej okazji.
Młody człowiek wśliznął się do środka, przycupnął. Czekał na odpowiedni
moment, aby wyjść. Na pewno by to zrobił, gdyby tamci pobiegli dalej i stracili go z oczu. Przecież on niczego nie chciał kraść! To potwarz, że
nazywają go złodziejem. On się tylko schował, a bezduszny prokurator
zarzuca mu włamanie. Po co miałby się włamywać, skoro auto było
otwarte?!
Nie on jeden miał taką fantazję. Niebawem trafił do nas na obserwację
kolejny złodziej, którego kariera legła w gruzach w podobnych
okolicznościach. Plądrował czyjeś mieszkanie i wpadł. Niedorzeczną linię
obrony przedstawił bez mrugnięcia okiem:
- Kochani, mylicie się - przekonywał. - Czy ja wyglądam na złodzieja?!
Ja po prostu zabłądziłem i szukałem drogi wyjścia. Miałem pecha, że ta
droga prowadziła przez czyjś dom. Okno było otwarte, przypadkowo
wszedłem. Przecież ludzie błądzą. Jak można za coś takiego karać?!
- Fantazja niektórych adwokatów też nie zna granic. "Mój klient nie
był członkiem zorganizowanej grupy przestępczej, lecz grupy
towarzyskiej" - usłyszałam w mowie obrońcy pewnego gangstera, który
przyznał się do wielu przestępstw.
- "Mój klient działał w stanie pomroczności", przekonywał inny adwokat w procesie złodzieja, który włamał się do Pewexu. Kiedyś, podobnie jak
Moda Polska, sklepy Pewexu były synonimem luksusu. Włamywacz wypił co
nieco, ale działał precyzyjnie. Ukradł dużą wieżę, aparat fotograficzny,
lampę błyskową i obiektyw.
- Gdzie w tym pomroczność?
- No właśnie. Wszędzie były kamery, więc złodziej nie mógł liczyć na
anonimowość. Pewnie dlatego adwokat przekonywał, że czyn był
niezrozumiały i bezsensowny. Ale to nie tak, że złodziej zamknął oczy, a zrabowane przedmioty same "włożyły się" do torby. Człowiek w pomroczności nie wie, co robi - bałagani, jego działania są chaotyczne.
Pozostawiłby totalny rozgardiasz. Tymczasem po jego wizycie w Pewexie
panował porządek. Złodziej dokładnie wiedział, po co przyszedł,
skompletował sobie cały sprzęt fotograficzny jednej firmy. W jego
przypadku upojenie alkoholowe było zwykłe, a nie patologiczne, gdzie
świadomość byłaby wyłączona.
- Rozumiem prawo do obrony, ale czemu ma służyć opowiadanie na sali
sądowej takich bzdur?
- A to już nie do mnie pytanie. Oskarżony i jego adwokat korzystają z prawa do obrony.
Złodziejka czy kleptomanka?
W Hollywood wybuchł skandal, gdy będąca u szczytu sławy Winona Ryder
została przyłapana na kradzieży. Gwiazda znana z ról m.in. w Draculi
Francisa Forda Coppoli, Edwardzie Nożycorękim Tima Burtona czy Domu
dusz Billego Augusta połasiła się na luksusowe ubrania ze sklepu Saks
Fifth Avenue w Beverly Hills. Na nic zdały się jej tłumaczenia, że w ten
sposób przygotowywała się do roli. Stanęła przed sądem, a cały filmowy
świat osłupiał na widok zapisu z kamery przemysłowej - aktorka upychała
rzeczy w torbach po zakupach. Musiała za karę odpracować 480 godzin prac
społecznych i zapłacić kilka tysięcy dolarów grzywny, lecz niewiele ją
to nauczyło. Sześć lat później Winona Ryder usiłowała wynieść kosmetyki
z perfumerii w Los Angeles. Utknęła na bramce z alarmem. W jednej z gazet napisano, że wyglądała na przerażoną i zdezorientowaną, gdy
ochroniarz znalazł w jej kieszeniach skradzione towary. "Nie wiem, jak
to się stało" - miała powiedzieć. Media okrzyknęły ją najsłynniejszą
kleptomanką na świecie.
- Doktorze, kleptomania to choroba psychiczna?
- Nie choroba, lecz zaburzenie kontroli impulsu - wyjaśnia Jerzy
Pobocha. - Mania oznacza patologiczny popęd do wykonywania jakiejś
czynności, niemożność jej powstrzymania. Jest cała grupa takich
zachowań, np. trichotillomania - natrętne, niepohamowane wyrywanie
włosów, dromomania - pęd do wędrowania, piromania czy właśnie
kleptomania, czyli trudna lub niemożliwa do powstrzymywania potrzeba
kradzieży.
Pojęcie manii wprowadziła psychiatria francuska. Przypadłość obśmiał
Tadeusz Boy-Żeleński: "Takiej dostał dziwnej manii, że chciał tylko od
Stefanii". Myśmy też, tzn. polscy psychiatrzy, sceptycznie patrzyli na
omawiane zaburzenia. Sądziliśmy, że kleptomania to w ogóle jakaś bzdura.
Myliliśmy się, po prostu mieliśmy wtedy za małą wiedzę w tym zakresie.
- Kleptoman jest niepoczytalny?
- Poczytalny, odpowiada za swoje czyny, chociaż z uwagi na zaburzenie
kontroli impulsu wymiar kary jest łagodniejszy. Kleptomania powoduje co
najwyżej znaczne ograniczenie, a nie zniesienie świadomości i rozumienia
znaczenia czynu, w sensie prawnym. Zwiększona potrzeba robienia czegoś
nie może skutkować "rozgrzeszaniem" za to.
Miałem w swojej praktyce lekarskiej do czynienia z różnymi ciekawymi
przypadkami, kiedy osoby publiczne, z autorytetem (także sędzia), kradły
ze sklepu kiełbasę albo inne rzeczy bez wartości.
- Dlaczego to robią?
- Ich mózg tak pracuje. Nagle odczuwają potrzebę posiadania jakiegoś
przypadkowego przedmiotu. Nie jest to cel upatrzony, wartościowy,
niepowtarzalny, tylko właśnie przypadkowy. Taka osoba autentycznie nie
może się pohamować. Zachowania kleptomana nie przypominają kradzieży w sklepie według klasycznego schematu: widzi, planuje, zabiera. To jest
impuls.
- Jak stwierdzić, że ktoś ma takie zaburzenie?
- Czyn jest bezkrytyczny, a lęk przed konsekwencjami właściwie żaden.
Zobrazuję to klasycznym przykładem z podręcznika psychiatrii sądowej,
chyba jeszcze z XIX wieku. Człowiek w ostatnim stadium kiły, czyli z uszkodzonym mózgiem, ukradł beczkę piwa sprzed sklepu i toczył ją do
domu. Po drodze napotkał patrol policji. Był strudzony, więc poprosił
funkcjonariuszy, aby mu pomogli. Dalej toczyli tę beczkę razem.
Kompletny bezkrytycyzm sprawcy, nieliczenie się z niczym i nikim.
Do zaburzeń kontroli impulsu zalicza się także coraz powszechniejszy
shopoholizm. Jedna ze znanych mi osób nie potrafiła się powstrzymać
przed kupowaniem kosmetyków. Miała w łazience sześćset kremów, a w szafie sto sukienek i tyleż nowych par butów.
- Widać poprawiała sobie nastrój.
- Właśnie na tym polega mechanizm tego zaburzenia: najpierw poprawiamy
sobie zakupami samopoczucie, dobry nastrój z tym związany trwa dzień lub
dwa, ale życie znów nas czymś zaskakuje, więc ponownie trzeba sobie coś
kupić. Później taka osoba nie czeka już na nowe wydarzenia w życiu,
tylko kupuje i kupuje. Tamta kolekcjonerka kremów miała akurat spore
dochody i mogła sobie pozwolić na ekstrawagancję. Ale kolejna osoba z zakupoholizmem, znana mi osobiście, puściła w ten sposób 200 tysięcy
złotych, które "pożyczyła" z banku, w którym pracowała. Sfałszowała parę
umów, zorganizowała sobie pieniądze z kredytów i wpadła.
Czy można to wytłumaczyć? Jak najbardziej. W uzależnieniach
behawioralnych kluczową rolę odgrywa układ nagrody w mózgu, powodujący,
że człowiek ma potrzebę robienia sobie przyjemności. Zresztą nie tylko
człowiek, gdyż zwierzęta też mają w mózgu układ nagrody. Przypomnę w tym
miejscu słynny eksperyment, gdy małpę podłączono do prądu i dano do łapy
urządzenie z przyciskiem, generujące przyjemne bodźce, aby sama je
uruchamiała według potrzeb. Co robiła małpa? Stale ten przycisk
naciskała.
My też lubimy robić sobie przyjemności, a zakupy są jedną z nich. I nic
w tym złego, gdy kobieta kupuje sobie pięćdziesiątą parę butów czy
sześćsetny pierwszy krem, pod warunkiem że wydatki nie demolują jej
życia i konta w banku.
- Można to jakoś leczyć?
- Okazało się, że na układ nagrody w mózgu działa lek stosowany w alkoholizmie - Anticol wywołuje uczucie duszności, gorąca, ale też tłumi
potrzebę - mówiąc kolokwialnie - robienia sobie przyjemności. Skoro
człowiek pije i alkohol kojarzy mu się z przyjemnością, to trzeba
stłumić tę potrzebę. Aplikuję go swoim pacjentom uzależnionym od
hazardu, bo to kolejny rodzaj przyjemności rujnującej życie i oszczędności. Do tego trzeba dodać leki antydepresyjne, żeby wytłumić
emocje. Pacjenci mówią: "Jeszcze mnie ciągnie, ale już znacznie mniej".
Dla osób postronnych tego typu zachowania, jak kleptomania, uzależnienie
od zakupów czy hazardu, bywają trudne do logicznego wytłumaczenia.
Uruchamia się typowa cecha myślenia ludzi - że jeśli ktoś okrada
znajomych lub wydaje wszystkie pieniądze w kasynie, to musi to być wyraz
choroby psychicznej. Chorego trzeba otoczyć opieką i leczyć, a nie
karać. Stąd współczucie, a nie potępienie.
Zagadki ludzkiej psychiki
Ludzki umysł to wciąż obszar nieodgadniony. Zdaniem naszego eksperta
jednym z największych fenomenów psychiki człowieka w ubiegłym wieku była
histeria.
- W XVIII i XIX wieku panowało przekonanie, że dotyczy ona tylko kobiet
- opowiada doktor. - Już w starożytności uważano, np. Hipokrates, że
histeria to wścieklizna macicy (histerus po łacinie oznacza macicę).
Mężczyzna, jako że nie ma tego narządu, nie może popadać w histerię.
Oczywiście widywano mężczyzn z charakterystycznymi dla tego stanu
objawami, ale zaprzeczano faktom.
Kiedyś, a było to dawno, dawno temu, napady histerii budziły
zainteresowanie i współczucie, co było mechanizmem napędzającym
zjawisko. Tymczasem w latach 60. i 70. XX wieku nastawienie społeczne w tej kwestii uległo radykalnej zmianie. Kiedy w 1968 roku zaczynałem
pracę w klinice psychiatrycznej, w tygodniu przywożono nam na noszach
nawet do dziesięciu pacjentów z porażeniami na skutek histerii,
niedowładem, afonią - gdy człowiek nie mógł mówić - albo ślepotą
histeryczną.
Podawaliśmy im wtedy na izbie przyjęć "cudowny, zagraniczny lek ABD",
który - tak mówiliśmy - mieliśmy w Polsce tylko my, na naszym oddziale.
Po tym zastrzyku pacjenci wstawali z noszy i o własnych siłach
opuszczali szpital. Wszystkie objawy ustępowały jak ręką odjął.
Imponowałem tym mojej żonie, która przyszła do nas na praktykę i widziała tamte cudowne ozdrowienia. Nie mogła uwierzyć, że jesteśmy w stanie tak spektakularnie kogoś wyleczyć ze ślepoty czy głuchoty.
- Co to za lek? - spytała.
- Bardzo dobry, amerykański - odpowiedziałem enigmatycznie.
- No tak, ale jaki jest skład tego ABD? - drążyła temat.
- Musiałabyś dochować tajemnicy.
- Dochowam - zapewniła.
W końcu jej powiedziałem, że to... woda destylowana. Aqua b destillata,
czyli ABD. Trudno w to uwierzyć? A jednak! Siła sugestii czyni cuda.
Uzdrawia, ale też zabija, np. w plemionach, w których klątwa rzucona
przez czarownika potrafi doprowadzić do śmierci.
W dzisiejszych czasach histeria praktycznie nie istnieje.
Kolejnym fenomenem ludzkiej wyobraźni, który zaskoczył psychiatrów i psychologów około 70 lat temu (i zaskakuje do dziś), jest tzw. osobowość
mnoga, występująca głównie w Kanadzie i Stanach Zjednoczonych Ameryki,
najczęściej u kobiet. Objawia się tym, że człowiek nagle, zupełnie poza
świadomością, staje się kimś innym: podaje nieprawdziwe dane, ma inny
wiek, iloraz inteligencji, preferencje seksualne, zapis EEG, a w przypadku kobiet - inny cykl miesiączkowy. Takich wcieleń w jednym
człowieku jest nawet kilkanaście, a w najgłośniejszych, opisywanych w prasie medycznej przypadkach - ponad 20 (!)
Pacjentka (lub pacjent) z zaburzeniami tożsamości nie jest świadoma, że
żyje równocześnie więcej niż jednym życiem, jej prawdziwa osobowość nie
wie o istnieniu pozostałych. Często te wcielenia są skrajnie różne. Mają
odrębne wspomnienia, życiorysy, a także upodobania, choroby i talenty.
W latach 50. ubiegłego stulecia, kiedy amerykańska psychiatria zaczęła
analizować i opisywać pierwsze takie przypadki, policja odkrywała
sekrety kilku tajemniczych zaginięć. Okazywało się bowiem, że w oddalonych od swoich domów miastach i stanach przebywały osoby od dawna
uważane za zmarłe. Jedna z nich wróciła do męża i dwóch dorosłych córek
po 19 latach. Zachowywała się tak, jakby nic się nie stało, tymczasem
wszyscy dookoła niej byli w szoku. Nie mogła zrozumieć zdziwienia
rodziny i znajomych, ale też nie potrafiła pojąć, dlaczego jej córki tak
szybko urosły i wyszły za mąż. Jeszcze rano były małe, chodziły do
przedszkola, a teraz jechały do pracy. Lekarze podejrzewali
schizofrenię, ale ostatecznie wykluczyli chorobę psychiczną. Niestety,
kobieta nie potrafiła sobie przypomnieć, gdzie spędziła wszystkie te
"zgubione" lata.
- Doktorze, na czym polega to zjawisko?
- Takie osoby doświadczyły w przeszłości silnego urazu psychicznego,
głównie na tle seksualnym. Były gwałcone i maltretowane albo przeżyły
tragiczną śmierć kogoś bliskiego. Po traumie ich psychika "uciekła" od
realnego bytu, zepchnęła dramatyczne wydarzenia do nieświadomości i osoba zaczęła prowadzić zupełnie odrębne życie.
W Europie wielu lekarzy kwestionuje istnienie osobowości mnogiej, ale
jest ona faktem. W Kanadzie i USA powstało wiele książek i filmów z bohaterami cierpiącymi na te zaburzenia, co nie pozostało bez wpływu na
nowe przypadki. Zachowania postaci filmowych i literackich zostały przez
część odbiorców nieświadomie skopiowane.
Mechanizm w mózgu włącza i wyłącza wspomnienia, także prawdziwe imię i nazwisko, dlatego osoby z osobowością mnogą podają inne dane.
- Posługiwanie się fałszywymi danymi to przecież oszustwo.
- Nie w tym przypadku, bo wszystko dzieje się poza świadomością i kontrolą, mamy do czynienia z automatyzmem, działaniem wbrew woli. Oni
wcale nie chcą być kimś innym. Niczego nie udają, nie symulują. To
mechanizmy obronne, ich psychika ucieka w inną osobowość. "Przecież ty
jesteś Merlin z Chicago" - mówią kobiecie znajomi. "Nie, nie, ja jestem
Kristin z Nowego Jorku" - zaprzecza faktom.
- Ale przecież to nie jest normalne. Taka osoba musi być chora.
- Tak, w międzynarodowej klasyfikacji chorób osobowość mnoga została
określona jako jedno z zaburzeń psychicznych.
- Do czego można to zaburzenie porównać?
- Do ciąży urojonej, czyli stanu, gdy kobiecie rośnie brzuch,
nabrzmiewają piersi, odczuwa zawroty głowy i wiele innych objawów, jakby
spodziewała się dziecka. Teoretycznie wszystko się zgadza, z jednym
wyjątkiem - ciąży nie ma.
W 1957 roku ukazał się film Trzy oblicza Ewy, oparty na prawdziwej
historii 25-letniej Chris Sizemore - pierwszej pacjentki z osobowością
mnogą zdiagnozowanej i opisanej przez amerykańskich lekarzy. Pięć lat
wcześniej kobieta zgłosiła się do terapeuty, mówiąc, że znajduje w domu
mnóstwo nowych rzeczy, których nie kupiła ani ona, ani jej mąż. Podczas
sesji terapeutycznych okazało się, że żyją w niej dwie obce sobie
istoty. Pierwsza to szczęśliwa mężatka, stateczna gospodyni domowa i świeżo upieczona matka zdrowej dziewczynki. Druga zaś to bezdzietna,
rozrywkowa dziewczyna, która sporo pije, spędza czas na zakupach i nie
ma męża. Ta druga traktowała partnera tej pierwszej jak zupełnie obcego
człowieka. Z czasem okazało się, że w Chris Sizemore ukrywają się... 22
osobowości. Każda miała swój odrębny życiorys i pojawiała się znienacka.
Jedna z nich chciała zabić jej niemowlę, i to był sygnał, aby zgłosić
się do psychiatry.
Pierwsze zaburzenia zauważono u niej, gdy była jeszcze dzieckiem.
Zachowywała się tak, jakby w jej ciele obecnych było kilka dziewczynek.
Nikt z tym nic nie zrobił. Dopiero w dorosłym życiu przyszedł czas na
leczenie. Okazało się, że kobieta nie cierpi na schizofrenię, co
początkowo podejrzewano, lecz zaskakujące zaburzenia tożsamości. Laik
nie widzi różnicy, ale jest ona oczywista - w przypadku schizofrenii
chory jest świadomy, że "ktoś siedzi w jego głowie", natomiast tutaj
kobieta nie uświadamiała sobie innych postaci, które w niej żyły.
Rozpoczęła się wieloletnia terapia Chris Sizemore. Szukano przyczyn tej
- niezwykłej w jej przypadku - ucieczki od prawdziwej osobowości.
Odpowiedź kryła się w dzieciństwie pacjentki. Lekarze wydobyli z jej
nieświadomości dramatyczne wspomnienia, od których wszystko się zaczęło.
Miała zaledwie kilka lat, gdy bawiąc się w tartaku, zobaczyła, jak piła
tarczowa przecięła wpół jej wujka. Krótko potem znalazła na polu
rozkładające się ludzkie zwłoki. Tego psychika dziecka już nie
wytrzymała, tamte wydarzenia odmieniły ją na zawsze. Lekarze opisali
stan kobiety jako zaburzenia dysocjacyjne i nazwali jej przypadek
osobowością mnogą.
Dwadzieścia lat później media w USA rozpisywały się o 23-letnim
kryminaliście, który po raz pierwszy w historii Stanów Zjednoczonych
został uniewinniony od popełnionych przestępstw właśnie z powodu
osobowości mnogiej. Nazywał się Billy Milligan. W 1977 roku aresztowano
go za gwałt i napaść z bronią w ręku. Psychiatra odkrył w nim ponad 20
osobowości - mężczyzn i kobiet. Każda miała odrębne życie i nie
podejrzewała "sąsiedztwa" kolejnych. Jedna z tych postaci dokonywała
gwałtów, inna napadów, a pozostałe prowadziły uporządkowany żywot, z poszanowaniem prawa.
Chociaż prokuratorom i biegłym trudno było w to uwierzyć, to badania
psychiatryczne potwierdziły istnienie w nim wielu osobowości. William
Milligan był jako dziecko maltretowany przez ojczyma. Podobnie jak u Chris Sizemore, traumatyczne dzieciństwo spowodowało u niego późniejsze
zaburzenia. Daniel Keyes we wstępie do swojej książki Człowiek o 24
twarzach napisał:
"W odróżnieniu od innych ludzi cierpiących na osobowość wieloraką,
opisywanych w literaturze psychiatrycznej i popularnej, którzy
początkowo zachowywali anonimowość, Milligan stał się kontrowersyjną
osobą już od chwili, gdy został aresztowany i oskarżony.
Jego zdjęcia pojawiały się na pierwszych stronach gazet i okładkach
czasopism. Wyniki badań przeprowadzanych przez psychiatrów omawiano w wieczornych programach informacyjnych, pojawiały się też one w tytułach prasowych na całym świecie.
Po raz pierwszy spotkałem go w Ośrodku Zdrowia Psychicznego w Athens w stanie Ohio wkrótce po tym, jak go tam umieszczono na polecenie sądu.
Gdy poprosił mnie, żebym napisał historię jego życia, odpowiedziałem
mu, że moją zgodę uzależniam od tego, czy dowiem się o nim więcej, niż
opublikowano w mediach. Zapewnił mnie, że głębsze tajemnice dotyczące
jego poszczególnych osobowości nigdy nie zostały nikomu ujawnione,
nawet adwokatom i psychiatrom, którzy go badali. Pragnął, żeby świat
zrozumiał jego chorobę.
Kiedy rozmawiałem z nim na osobności, podczas wizyt w szpitalu
psychiatrycznym, bardzo różnił się od opanowanego człowieka, którego
poznałem podczas naszego pierwszego spotkania. Mówił z wahaniem,
kolana mu nerwowo drżały. Pamięć miał słabą, nie pamiętał długich
okresów ze swojego życia, głos często mu drżał pod wpływem bolesnych
wspomnień. Po daremnych próbach wydobycia z niego informacji na temat
przeszłości doświadczeń byłem gotów zrezygnować.
Wtedy stało się coś zaskakującego.
Pewnego dnia w Billym Milliganie po raz pierwszy dokonała się
całkowita integracja, ujawniła się nowa osoba, amalgamat wszystkich
jego osobowości. Zintegrowany Milligan w sposób jasny i niemal
doskonały przypomniał sobie wszystkie swoje wcielenia od chwili ich
powstania. Wszystkie ich myśli, czyny, związki z innymi ludźmi,
tragiczne doświadczenia i komiczne przygody"1.
Bohater książki Daniela Keyesa spędził w szpitalu psychiatrycznym 10
lat. Po wyjściu na wolność trafił na długie lata do domu opieki
społecznej, gdzie zmarł w 2014 roku w wieku 59 lat.
Prasówka:
"Kolejny przypadek osobowości mnogiej: znany gracz futbolu
amerykańskiego Herschel Walker w dzieciństwie miał problemy ze zbędną
wagą. Wtedy to właśnie w tłuściutkim Herschelu zamieszkały dwie
osobowości - "wojownik", który zdobywał sukcesy sportowe, i "bohater",
który bawił się na imprezach. Dopiero po upływie wielu lat, zmęczony
chaosem we własnej głowie, udał się do lekarzy.
29-letnia Karen Overhill z Chicago skarżyła się psychiatrze na bóle
głowy, depresję, amnezję. Po jakimś czasie lekarz zrozumiał, że w jego
pacjentce żyje 17 różnych osobowości. Wśród nich - 2-letnia Karen,
czarnoskóry nastolatek Jensen i 34-letni ksiądz Holden. Każda miała
własny głos, charakter, umiejętności, styl zachowania. Na przykład tylko
jedna z osobowości umiała jeździć samochodem, dlatego wszystkie inne
musiały cierpliwie czekać, gdy ona je gdzieś odwiezie. Niektóre z nich
były leworęczne, inne praworęczne.
Okazało się, że w dzieciństwie ojciec i dziadek gwałcili Karen. Później
oferowali ją za pieniądze innym mężczyznom. Aby jakoś poradzić sobie z tym horrorem, dziewczynka stworzyła wirtualnych przyjaciół, którzy
pomagali jej poradzić sobie w trudnych sytuacjach.
Leczono ją ponad 20 lat, w końcu udało się zintegrować wszystkie
osobowości w jedną.
Kim Noble - malarka z Wielkiej Brytanii, przez całe swoje życie cierpi
na rozdwojenie jaźni. W jej głowie mieszka 20 osobowości - maleńki
chłopak Diabalus, który zna język łaciński, dziewczynka Judy, która ma
anoreksję, 12-letnia Ria, która odtwarza w głowie okropne sceny gwałtu.
Każda osobowość może się pojawić w dowolnym momencie, zazwyczaj
codziennie.
Lekarze obserwują kobietę już od kilku lat, ale na razie nie mogą jej
pomóc. Malarka ma córkę, która przyzwyczaiła się do dziwnego zachowania
swojej matki. Kim Noble nie wie, kim jest ojciec dziewczynki, nie
pamięta okresu ciąży i porodu. Wszystkie jej osobowości dobrze traktują
dziecko.
Z kolei Truddi Chase z Nowego Jorku miała koszmarne dzieciństwo, znęcali
się nad nią matka i ojczym. Aby jakoś poradzić sobie z okrutną
realnością, dziewczynka stworzyła w swojej głowie ogromną ilość nowych
osobowości, które przechowywały różne wspomnienia. Truddi Chase zdobyła
popularność po opublikowaniu swojej książki When Rabbit Howls i udziale w talk show Oprah Winfrey".
(źródło:
http://womanadvice.pl/10-najbardziej-znanychprzypadkow-rozdwojenia-osobowosci)
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Daniel Keyes, Człowiek o 24 twarzach. Billy Milligan - najcięższy
przypadek rozszczepienia osobowości w dziejach, przeł. Anna Bartkowicz,
Wielka Litera, Warszawa 2015. [wróć]