Rozdział 5
F?rdala, Tyresö
Jessica i Sussie siedzą na kanapie i popijają wino od czasu, kiedy Alex wybiegł z domu. Jego siostra nie wybudziła się ze śpiączki, zmarła kilka dni przed zabójstwem trojaczków, a po tych wszystkich pogrzebach stał się jeszcze bardziej wycofany. Jessica stara się go zrozumieć. Wszyscy wokół Aleksa umierają i musi się czuć jak wirus, gorszy od korony.
Niejednokrotnie próbowała się do niego zbliżyć, choć jest to trudne, bo otoczyła się murem sięgającym nieba. Skrywają przed sobą wiele tajemnic i któreś z nich musi wykonać pierwszy ruch, najlepiej, żeby to był Alex, bo ona się nie odważy. Rozwiódłby się z nią, gdyby się dowiedział, co przed nim ukrywa, nawet jeśli w jakiejś części zrobiła to dla niego. Dla nich.
Może tak byłoby najlepiej. Odpocząć od siebie, a potem zacząć wszystko od nowa. Zawsze chciała zacząć od początku. Już odkąd miała dziesięć lat. Wmawiała sobie, że ma spokojne i nudne życie, ale prawda jest inna. Wyparła z pamięci okres szalonych lat. Teraz jest inną, nową Jessicą. Tylko Sussie zna dawną Jessicę, ale nawet ona nie zdaje sobie sprawy ze wszystkiego.
Przechodzą ją ciarki na myśl o tym, kim kiedyś była, ale próbuje się od tego odciąć. Powtarza to sobie jak mantrę, że jest zwykłą dziewczyną z dobrego domu, która dorastała w Tyresö bez żadnych problemów, no, może nie wspominając rodziców. Dzięki temu udaje jej się wymazać z pamięci zdarzenia z przeszłości i znów staje się nową Jessicą.
- Halo, halo! - woła mama z korytarza i jak zwykle od razu wchodzi do środka, nie czekając na odpowiedź. Ich pudel królewski, Mimmi, zrywa się, by ją powitać. Suczka kocha jej mamę bardziej niż Jessicę. Prawdopodobnie dlatego, że mama przynosi jej kawałki kiełbasy. - Moja najukochańsza Mimmi! Przynajmniej ty mnie lubisz! - ciągnie mama. Jessica słyszy, jak Mimmi coś przeżuwa.
Sussie unosi brwi i dopija resztę wina z kieliszka. Napełnia go ponownie. Jest chuda jak patyk, należy do tych osób, które mogą jeść wszystko i nie tyją. Zawsze wygląda, jakby właśnie wróciła z hipisowskiego festiwalu. Ma kolczyk w nosie, kolorowe materiałowe bransoletki na jednym nadgarstku i koralikowe na drugim. Alex twierdzi, że kiedy Sussie tańczy lub mówi, robi to całym ciałem, tak że jej koraliki brzęczą jak wkurzony grzechotnik.
- Cześć, mamo. Jak miło, że wpadłaś. - Jessica kręci głową, po czym mama wchodzi do salonu.
- Mój Boże, czy wy nigdy nie sprzątacie? - dziwi się i przesuwa palcem po obrazie. Mimmi nie odstępuje jej na krok.
- Lepszy mały syf tu i ówdzie niż życiowe piekło - stwierdza Sussie, unosząc kieliszek.
Mama Jessiki zerka na swój markowy zegarek.
- Ależ Sussie, jest dopiero jedenasta.
- Dziękuję, pani zegarynko. Myślałam, że dziewiąta.
Jessica szturcha przyjaciółkę w ramię.
- Świętujemy zerwanie Sussie z Lassem - kłamie i podnosi kieliszek, by wznieść toast. - I chwała za to!
- Nie ma czego świętować. Wy, młodzi, zbyt łatwo się rozstajecie.
Jessica zastanawia się, ile razy jej mama wyrzucała ojca z domu, kiedy ona była mała. Ciężko to zliczyć.
Mama siada w fotelu po strzepnięciu z poduszki niewidzialnego brudu.
- Napijesz się wina? - proponuje Jessica, ale Sussie już zdążyła przynieść kieliszek, i nalewa do niego wina.
- Chardonnay z kartonu, naprawdę niezłe. Pierwszy kieliszek za darmo - mówi, stawiając wino przed mamą Jessiki.
Sussie dopija resztkę wina i znowu sobie dolewa. Jeśli tak dalej pójdzie, za kwadrans będzie pijana.
Mama nie rozumie żartu i ma smutną minę. Czasami Jessica myśli, że trojaczki były dziećmi mamy. Przynajmniej tak by się wydawało.
- No cóż, gdzieś na świecie jest pierwsza w nocy - stwierdza mama i popija z kieliszka. - Jak idzie z... no wiesz? - pyta, wskazując brzuch córki.
Jessica ma ochotę wstać i się na nią wydrzeć, ale wie, że to nic nie zmieni. Ledwie pogrzeb się skończył, a mama już mówiła, żeby brała się do roboty i dała jej nowe wnuki.
- Odłożyliśmy to na później. - Jessica nie chce się przyznać, że nie uprawiali seksu z Aleksem od czasu, kiedy umarły dzieci. Myśli, że może ich związek również umarł tego samego dnia, na tamtym przystanku metra, choć prawie codziennie mówią sobie, że się kochają.
- Powinniście...
- Mamo. Proszę, przestań.
- Mówię tylko, co myślę.
- Dalej, dziewczyno! - bełkocze Sussie i sięga po więcej wina, ale Jessica przysuwa karton do siebie, przez co twarz przyjaciółki markotnieje.
- Chciałaś o czymś porozmawiać? - zwraca się do mamy Jessica.
- Tak, właściwie to tak. Mam dobre wieści. Razem z ojcem przeprowadzamy się do Portugalii.
- Co takiego? - Jessica prawie dławi się winem.
- Tak, głównie z uwagi na podatki, ale oczywiście też ze względu na pogodę. Moje kolana nie wytrzymują już szwedzkiego zimna.
- Jak to? Kiedy?
- Za tydzień. - Prawie niezauważalnie przemyca kawałek kiełbasy i daje go Mimmi.
- Za tydzień?! Co wy sobie, do cholery, myślicie?
- Jessico, uspokój się. Jesteśmy już na emeryturze, chyba powinniśmy się cieszyć naszymi ostatnimi dniami, nie uważasz?
- Ach tak, a kiedy zaczęliście to planować? I dlaczego tata nie przyszedł? Pewnie nie ma odwagi, co?
- Niedawno. Boże, Jessico. Jesteśmy dorośli i możemy robić, co chcemy.
- Trudno się nie zgodzić - kiwa głową Sussie, a Jessica patrzy na nią ze złością. - Sorry - bąka pod nosem i próbuje ponownie przysunąć do siebie karton, ale Jessica go przytrzymuje.
- Okej, jedźcie sobie.
- Będziesz za nami tęsknić?
- Ani trochę - mówi Jessica, nie rozumiejąc, dlaczego w ogóle się denerwuje. Przecież wcale nie chce, żeby mama cały czas do niej przychodziła. Tym bardziej Alex.
- No i właśnie. Kiedy urodzą wam się dzieci, będę was odwiedzać. Lot do Portugalii zajmuje tylko cztery godziny, poza tym zawsze jesteś u nas mile widziana.
Jessica jest w pełni świadoma, że zaproszenie nie dotyczy Aleksa i tylko z tego powodu nie zamierza odwiedzać rodziców. Jeśli nie chcą, żeby on do nich przyjeżdżał, ona też nie będzie.
- Ale potrzebowalibyśmy psa obronnego. - Mama spogląda na Mimmi, która pręży się w oczekiwaniu na więcej kiełbasek.
- Żartujesz?
Sussie bierze karton z winem i nalewa sobie kolejny kieliszek, który trzyma niczym tysiąckaratowy diament. Szybko upija łyk.
- W końcu to ja za nią zapłaciłam - mówi mama.
Właściwie ma rację, nawet na ubezpieczeniu figuruje jej nazwisko jako właścicielki, ale dała jej Mimmi w prezencie i Jessica nie wspomniała Aleksowi, że to mama ją kupiła. Wkurzyłby się jeszcze bardziej.
Jessica spogląda na suczkę. Nie wychodzi z nią tak często, jak kiedyś, przed pogrzebami. Choć ciężko jej to przyznać, Mimmi byłoby lepiej u rodziców. Kłuje ją w sercu, bierze łyk wina, żeby się nie rozpłakać. Ostatnio czuje się taka słaba. Nie ma siły kłócić się z mamą czy Aleksem, nie jest w stanie nawet szukać pracy. Po śmierci dzieci zaczęła pomagać mężowi w interesach. Właściwie wcale jej się to nie podoba, ale to była ich jedyna szansa na przetrwanie tego czasu. Gdyby niczym się nie zajmowała, załamałaby się jeszcze bardziej.
- Będzie jej lepiej z nami, a wy będziecie mogli skupić się na sobie, nie sądzisz? - mówi mama, klepiąc Mimmi po głowie.
- Ale jak to? Przecież Mimmi to pies Jessiki - dziwi się Sussie, która siedzi z kolanami podciągniętymi pod brodę.
- Sama nie wiem. - Jessica wychodzi na taras, żeby zapalić. Mimmi wybiega do ogrodu i kopie w ziemi, a ona nie ma nawet siły jej przywołać. Zapala papierosa i słyszy stukot obcasów mamy.
- Umówiłam ją na jutro do weterynarza. Trzeba ją zaszczepić. A ty musisz zaleczyć rany, Jessico.
Jessica wzdycha. Jako dziecko tę stronę jej natury uważała za najgorszą - nieempatyczną i narcystyczną - tę, która odcisnęła piętno na części jej życia, o ile nie całym. Mimo to nieustannie próbuje nawiązać z matką bliską relację, jakby była długo oczekiwaną wygraną na loterii.
Matka od niechcenia przytula córkę.
- Kocham cię - mówi Jessica.
- Będzie dobrze, zobaczysz - stwierdza mama.
Nie ma siły się jej przeciwstawiać. Nie teraz, nie dziś, może nigdy.
- Mimmi, przestań. - Mama podchodzi do psa, który wykopał dziurę w trawniku. Próbuje ją przywołać kiełbaskami, ale to się nie udaje.
- Mimmi! - wtóruje Jessica. Bardziej po to, by się przekonać, kogo Mimmi posłucha. Jeśli jej, a nie mamy, wtedy Jessica nie odda psa. Ale Mimmi tylko kopie i kopie, nawet nie podnosi głowy.
- Och, Boże drogi! - krzyczy mama i odciąga Mimmi od dołu.
Jessica podchodzi do niej, zaciąga się papierosem i zagląda do dziury wykopanej przez psa. Na widok szczątków kota chce jej się wymiotować.
Godzinę później Jessica i Sussie siedzą na tarasie w restauracji Tyresö Slottskrog. Sussie zamówiła danie wegetariańskie, a Jessica łososia w przyprawie cajun, którego nawet nie tknęła.
Straciła apetyt, kiedy przypomniała sobie o zwłokach kota. Zamiast tego pije więcej wina. Sussie zaś, która jest już kompletnie pijana, pochłania jedzenie. Jessica ignoruje spojrzenia ludzi przyglądających się jej przyjaciółce w hipisowskich ciuchach w siedmiu różnych kolorach.
Alex powiedział, że zastrzelił i zakopał borsuka, ale jak zwykle kłamał. Teraz Jessica już wie, gdzie się podział kot sąsiadów. Cały wieczór pomagała im go szukać, tymczasem kot leżał pogrzebany w ich ogrodzie. To tylko jeden z wielu sekretów jej męża. Jest ciekawa, jak zareaguje, gdy go o to zapyta.
"Przegiąłeś, Alex".
- A więc nasz Bruce Lee strzelił do kota z łuku? - śmieje się Sussie. - Czy on nie wie, jak wygląda borsuk?
Jessica nie może się powstrzymać i śmieje się razem z nią. Sussie to najlepsze remedium na świecie, mimo że nie zdaje sobie z tego sprawy.
- Najwyraźniej nie.
Sussie chichocze.
- Borsuk zrobił "miau", a Alex na to: "hadzia!" mam cię!
Jessica i Sussie śmieją się głośno niczym ćpunki, które właśnie znalazły sto kilo heroiny.
Kobiety przy sąsiednim stoliku je uciszają, ale to tylko sprawia, że śmieją się jeszcze głośniej.