ZBIÓRPIERWSZYFRAZY
1
CIEŃRZECZY - cień tego, co w jakiś sposób jest, co bytuje w czasiei przestrzeni, co empirycznie poznawalne - pojawia się w umyślejako ich wyobrażenie, które przekształcone w dźwięk - w słowo -w dalszym procesie przekształcania się i zniekształcania ostatecznieprzyjmuje formę pisma - takiego lub innego znaku graficznego,będącego refleksem prawzoru, owej rzeczy realnej, której cień pojawiłsię w umyśle jako jej obraz, jej wyobrażenie.
2
JUŻI MORZE w ostoi cynowej misy nie przyzywa mnie, nie omamia, nie wodzina pokuszenie; jej spękana krawędź w mocy księżycowego blasku wolnaod cieni sunących brygantyn, cała w szelestach koronek sunącegopiasku, nareszcie uwolniona od ciężaru miecących się wód stała sięprzyjazna ławicom dogasających solarnych boginek - konieckońców i na nie przychodzi zagłada w lunarnym ognisku, o którym wiesię mniej niż o Armagedonie, życiu po życiu, zbawieniu izmartwychwstaniu ciał razem wziętych; mimo to nadal tkwię przy jejkrawędzi wsłuchany w szelest sunącego piasku, skwierczenie ognia ipieniącą się krew w migoczących przedsionkach swego głupiego serca.
3
ODLAT każdego wieczoru przed zaśnięciem wyruszam na LubinieckieFiordy;z początku niechętny kiczowatej zorzy polarnej, bryzie drobiącejpowierzchnię wód, widmowym światłom promu płynącego na tleczarnordzawego stromego skalistego wzgórza, ostrym zapachomwodorostów smoły i smaru, zdrętwiały od arktycznego chłodu i wilgoci,z biegiem czasu coraz wcześniej kładę się do łóżka, by jak najprędzejznaleźć się na brzegu fiordu w mrocznym blasku nierzeczywistychświateł, w coraz bardziej realnie odczuwanym zimnie północy, abynasiąkając gorzką wonią morszczynu międlonego falami, stopniowoprzyzwyczajać Północ do swej obecności w jej ciasnym bezkrwistymłonie, a siebie do nieuniknionego.
4
WODOGŁĘBINNA, płomieniu wysoki, przepływacie między moimi ramionami wgodzinie mrocznych przeznaczeń, gdy milczą lasy i nie śpiewająmuszle, a przezroczyste cienie pustych ptaków bezgłośnie zanikają wtopieli źrenic; oto chwila, w której się ważą losy świata, chwila,gdy dzień się waha czy nastąpić po nocy, a noc milczy i milczy serce.
5
WMORZU NOCY skrzy się świetlista gałązka: zapowiedź wyspy długiegodnia; na brzegu świtu wyżarzone ognisko, wyschnięte ości, sparciałysandał i cień wędrowca, o którym nie da się powiedzieć już nicpewnego i jeszcze ta cisza niewymownego skrzenia gałązki koralowca wmroku wód; ich ciężar na moich barkach, ich ostra ruń na moichwargach, znak jutra - zapowiedź zimy.
6
ROZŚWIETLASZsię we śnie, piękniejesz w oczach, gdy śpisz, umilka wilcze wycie,tygrysy zawisają w półskoku, z jądra ciemności wybłyskuje zorza, gdyśpisz: w moich rękach jesteś jak pochodnia pulsująca światłem, wiatrznad równiny, plaster miodu, młody śnieg, gdy śpisz śnisz się syrenomw kipieli letejskich wód, abym żeglował bezpieczny między WyspamiBytu i Niebytu, gdy śpisz.
7
NOCna zawsze nam dana z krótkimi rozbłyskami dni traconych na daremnedziałania w nadziei, że coś utrwalimy z siebie w przelotnym czasielub przynajmniej uda się nam urwać cząstkę nocy na pożytek dnia, alenic z tego, noc to początek i kres, dni zaś czymś przyszłym, co niemusi się wydarzyć, niekoniecznym zdarzeniem, z którym jednak należysię liczyć nawet w środku najciemniejszej nocy jak ze wszystkim, coniezasłużone, już się czuje pod palcami to pasemko zimna z wolnatężejące w lód narastający wokół tej resztki ciepła w gasnącym sercu,w zasypiającej źrenicy, zamilkających wargach i w szroniącym się uchu- już blisko, a tak daleko, tak daleko z niemożliwości doniemożliwej możliwości.
8
DOWODYRZECZOWE przeżytego odłupane, zagubione, roztrwonione, skradzione,wyminięte i porzucone, bo nie pasowały do innych zdarzonychosobowości, nie interesują już nawet kolekcjonerów moich osobliwości;a mity, legendy, półprawdy i półsny zaszyte w surowe lniane płótnotrwalsze od bazaltu, którym wybrukowano piekło, a słowa, co nibyulotne, przecież zmartwychwstają i płoną w ciemnościach w miejscewyrwanego języka z pogardy dla dowodów rzeczowych, żarzą nawetpochowane w martwej sztolni Góry Lodowej, a czyż nie ostrzegałValéry, wołając: Trouveavant de chercher.
9
NOCDOJRZEWA do czerni pod skrzydłami gawronów, pod spękaną korąświerków, jej cisza spoczywa w sercu dyluwialnego człowieka,wzbudzając w nas nieświadomych własnych przeznaczeń, świadomośćrozumu - świetlistej drzazgi jarzącej się w głębi przyrodzonejmu ciemności: a wszystko co zapisane na skórze ziemi, odciśnięte wpowietrzu i na wodzie, utrwalone ogniem w bliznach demonów bywazaczątkiem słowa, zalążnią akordu, pierwociną koloru wydobywającegosię z łuski bieli, o czym tamten jeszcze nie wie, czego się jeszczenie spodziewa, już ów otrzymuje w nadmiarze, z którym nie wie, copocząć.
10
ŚWIATŁOODPŁYWA z nieba, zamyka się powieka dnia, noc nadlatuje stadem wron,lecz ty się nie lękaj napływu ciemności moja rybo głębinna, lutniomuzycznych mrozów, lodowa różdżko snów nieodwracalnych; Ziemia unosicię we wszechświecie, szybujesz wśród gwiazd, błędnych świecideł,smagany słonecznym wichrem, przeszywany na wskroś włóczniami kwarków- byt niezawisły opiewany przez aniołów umiaru i prostoty,wysławiany przez demony nadmiaru, ty - nieznana samej sobieliczbo kwantowa mająca się za liczbę pierwszą w kosmicznym porządku.
11
NOCĄWALCZY SIĘ pod godłem dnia; dzień rozwija proporce nocy -dlaczego tak jest, nie wiadomo; tak czy inaczej drży ziemia podstopami wojowników, kurz osiada na padłych pokotem, na połamanychźdźbłach traw mieszając się z rosą i krwią, i milczeniem; nie możnasię wycofać, co raz zaczęte - trwa, choć przerwać je nietrudno:wystarczy mocne postanowienie, głuchy niepokój, gęsta mgła, nadmiaruczuć w pustym już sercu, utrata własnego wizerunku w lustrze; tak,można je przerwać, ale nie można się wycofać, nie można w osobliwymprocesie anihilacyjnym swej duchowej cząstki i materialnejantycząstki znów zmienić w dwie cząstki elementarne, w jajo kosmicznei deszcz spermatozoidów - dowodem niemożności, potwierdzeniemnieodwracalności jest krzyżowa śmierć widzialnego SynaNiewidzialnego; umrzeć,zasnąćto nic wielkiego, stracony czas i tyle, nieodnawialny momentprzejścia nie do zapamiętania przez postronnych, choć sam akt -naga prawda - tkwi jako drzazga w ślepym oku odwiecznejJestności; zimny płomień pała w głębi głazu, ciemność stromo wznosiswe pałace, ale mnie wciąż oślepia złota łuna bijąca z tygrysich oczuinthe forest of the night:obietnica bezmiaru, nieskończoności, niedomkniętych drzwi do lasu.
12
ZACHOWANYWE WNĘTRZU ceglastych iłów, w miąższu brunatnych torfowisk, wantracytowych głębiach, gaj hesperyjski jawi się w snach jako raj;smok słowa strzeże przed niepamięcią tych, co nie zaznali rajskichwspaniałości z ich niezwykłymi sześcioskrzydłymi ptakami -Sirinem i Ałkonostem, z centuriami ognistogrzywych centaurów, zważkami większymi od tej w DziwnymogrodzieJózefa Mehoffera, z motylami przezroczystymi jak anioły i aniołami okształtach morskich potworów, z wielkookimi lemurami czyszczącyminiebo stromymi ogonami jak i z kosmatymi długopołymi mamutami o kłachwywiniętych jak jerychońskie trąby; był raj dziś ukryty w swoimprawdopodobieństwie jak nieznana córka w lędźwiach chłopca, jakbezimienny syn w dziewczyńskich wróblich biodrach; był raj, co sięzachował pod zatrzaśniętym na głucho wiekiem wieków jako coś samo wsobie niepojęte: więc dotknij i odejdź ścieżką niewiernych, lasemniewidomych, wzgórzem plątonogich w dolinę umarłych żyjących nadalśród strzępków wspomnień, ścinków taśm wideo, palimpsestów; dotknij iodejdź, zapomnij.
13
TASTRONA nie jest tak skuteczna jak Tamta Strona, twierdzą umarli -po ich stronie ogień nie parzy, a płomienie to zabarwione na czerwonosople lodu, jasność widzi się jako ciemność, zaś ciemność jestzłudzeniem jak wszystko, co jednym wydaje się rajem, innym -pełnymi blasku niebiosami, a piekłem wiecznym malkontentom i tak tozapewne jest lub choćby bywa w rzeczywistości po naszej stronie -niepojętej, ograniczonej do spekulacji prowadzących donikąd, na TamtąStronę.
14
NOCsię dopala, płomień księżyca dryfuje ciemną materią między wyspamiświateł a wygasłymi już kraterami planet; w moim śnie śnieg i popiółrozwiewa wiatr - na prawo śnieg, na lewo popiół; pod śnieżnązaspą noc zasypia, gdy dzień szarówką wyłania się z popiołu i zbezsenności ktoś jak z cienia się podnosi, by inny ktoś, ponocny ktośze swoim się sprzymierzył cieniem i w swoim wąskim cieniu legł; nicto, że obraz niejasny, w błędnych literach zagmatwany jak zamotanyróży płatek w lód krwi co świeci ciemnym blaskiem; w szklanychekranach oddzielających zimowy ogród od zgiełku arterii tkwiązamrożone cienie ptaków: smoliste inkluzje pochwycone w locie iwtopione w przezroczystość lodowej tafli sprasowanego powietrzaświatła i czegoś nienazwanego jeszcze, co pojawia się w snach albo wnagłym ostrowidzeniu na moment przed, kiedy na wszystko już za późno,kiedy łzy pozostawiły w twarzy blizny lśniące mereżką soli i zna sięwagę radości, cierpienia, i chwil adoracji obrotnych obłoków nawrześniowym niebie; w ostrowidzeniu powidoku zimorodka, w rozbłyskudiamentu pierścionka na ukochanym palcu, śnieżynki - gwiazdki znieba, kłębu wiatru toczącego się nad równiną, wszystkich chwil przedzmierzchem, w którym zanika świat widzialny, gdy niewidzące okojeszcze łzę toczy.
15
PEŁNIAGODZIN już się dokonała - nic dodać, nic ująć; zacienionąstroną wędruje samotnie złoty promień anielskiego skrzydła; gdybyjednak można było cofnąć się do siebie tamtego, co zapomniany nadalprzebywa po jasnej stronie, czy chciałby się w nim rozpoznać, gdy onwciąż od niewinności nagi i pełen nadziei - nie ma pewności;przeraża go tamten już wtedy napięty łuk horyzontu z gotową do lotustrzałą możliwości, przyszłość, w której wszystkie godziny daremne,wszystkie złudzeniem, a o tym nie wie jeszcze niepiśmienny chłopiec,jeszcze niebłądzący w lesie, niezawikłany w gąszcz słów -pozorów rzeczy, jak nie wie i tego, że właśnie one są wszystkim, cojest, które jest.
16
SZARYDYM zgęszcza się w karego konia wprost na nas mknącego z wichrem podjeźdźcem z traw uwitym, pod Królem Elfów; jak dawno niedawno młodzidosiadaliśmy tożsamych wrażeń, barką księżyca płynąc pod prąd światłarzeczki Czarnej - dziś niesieni jej czarnym biegiem,niecierpliwi nocy, nurzamy się w poświacie wieczoru pod dalekimbiciem dzwonu, a wszystko już tak dobrze szło, wciąż trwało południe,droga niosła się lekko i na wprost, w słońcu, pod obłokami i nagleten szary dym gęstnieje w karego konia z Królem Olch w szkarłatnymsiodle księżyca Mongołów, i nagle ten królewski śmiech, co nasporywa, unosi i ciska w płonące źrenice wilczycy złotookiej.
17
ZDALEKIEJ podróży w podróż pozakresną zawsze przygotowany, ale czygotowy tego wciąż nie wie, choć ostrze trwogi go nie dotyka, apowieka wciąż jeszcze wytrzymuje ciężar ciemności i wieczornej rosypo dniu bez słodkiej drzemki pod brzozą, sosną lub wiązem narozstaju, z odpryskiem księżyca tkwiącym w źrenicy na znakkonieczności czuwania przed bezsenną nocą; niegdyś w ciemnychprzepaściach lędźwi, w macicznych prądach noszący się lekko jakczółenko blasku wirujące w przeplotach wiatru i mknących strumieni,tkające nić szkarłatną i tę drugą - słodszą niźli dym kadzidła,dziś wolny i swej wolności także z wolna się wyzbywa, patrząc kusferycznym migotliwym prężniom bez bólu i żalu, i daremnej nadziei napowrót z Bezczasu do czasu niewoli.
18
TOCO NAJWAŻNIEJSZE w obrazie ukrywa się za nim, mimo że na horyzonciezdarzeń, za formą, widać cień jako powidok niegdyś przeżytego czegoś- cień i światłość, więc to co najważniejsze, oddalają się odemnie, pozostawiając suchą tkankę wyobrażenia, obnażone myśląkorzenie: w ich kłębowisku śnią lisy filozofów i teologów, wilkiwiedzy, a nad nimi czuwa biały kruk nocy wciąż przeistaczający się wkroplę atramentu - macicę słów; to co najważniejsze pozostajeniewidoczne, jest jako nieobecne i już można odejść, i się odchodzi wnieznane rejestry w zetknięciu dnia i nocy lub nocy i dnia zanim zgniazda wyfrunie szary wróbel brzasku.
19
JESZCZECHWILĘ trwajchwiloGoethowskiego napięcia między metafizyką a fizyką, geometrią a snem,między tym, co męskie, a tym, co żeńskie w dziecku ptakiem podszytym;trwaj piękna, bo jako Nieskończoność odbijasz się w źrenicyWieczności, w oku Czasu, co zaledwie majakiem przed moim doraźnymokiem, które mami, obiecując więcej niż zostało mi dane przed chwiląna chwilę.
20
SKOŃCZONOŚĆnie wie nic o nieskończoności, chociaż ta ją wchłonęła; tak w świetleginie ciemność, cień zaś zanika w ciemności; żniwo spod sierpahoryzontu wzlatuje złotym płomieniem, lipcowe lipy dymią pszczelimbrzęczeniem; środek lata, na jego krańcach błękitnieją pasma obłychpagórów, potok ugina się pod brzemieniem nieba, a przez poszumLeśmianowskiej łąki niesie się szept Czechowicza: Sianopachnie snem / a ukryta w nim melodia kantyczki / chroni przed złem;zapada zmierzch, robi się wieczór, boskie zęby miażdżą słonecznyowoc. Noc.
wserii piętnastkaukazały się:
HenrykBereza"Względy", "Zgłoski", "Zgrzyty"
KazimierzBrakoniecki"Dziennik berliński"
MaciejCisło"Błędnik"
JanDrzeżdżon"Łąka wiecznego istnienia"
AnnaFrajlich"Czesław Miłosz. Lekcje", "Laboratorium"
PawełGorszewski"Niecierpiące zwłoki"
TomaszHrynacz"Noc czerwi"
LechM. Jakób"Poradnik grafomana", "Poradnik złych manier"
PawełJakubowski"Kopuła"
ZbigniewJasina"Drzewo oliwne"
GabrielLeonard Kamiński"Pan Swen (albo wrocławska abrakadabra)"
BogusławKierc"Cię-mność"
ArturDaniel Liskowacki"Capcarap", "Kronika powrotu", "UliceSzczecina", "Ulice Szczecina (ciąg bliższy)"
KrzysztofLisowski"Czarnenotesy (o niekonieczności)", "Motyl Wisławy. I innepodróże"
KrzysztofMaciejewski"Dziewięćdziesiąt dziewięć", "Osiem"
TomaszMajzel"Opowiadaniaw liczbie pojedynczej", "Treny Echa Tropy"
PiotrMichałowski"Cisza na planie"
MirosławMrozek"Odpowiedź retoryczna"
EwaElżbieta Nowakowska"Merton Linneusz Artaud"
HalszkaOlsińska"Bliskie spotkania", "Małostki", "Złotażyła"
PawełOrzeł"Cudzesłowa"
MirosławaPiaskowska-Majzel"(Po)między"
KarolSamsel"Jonestown", "Prawdziwie noc", "Więdnice"
BartoszSawicki"Krucha wieczność"
EugeniuszSobol"Killer"
EwaSonnenberg"Wiersze dla jednego człowieka"
WojciechStamm"Pieśni i dramaty patriotyczne i osobiste"
GrzegorzStrumyk"Re _ le rutki"
LeszekSzaruga"Kanibale lubią ludzi"
WiesławSzymański"Skrawki"
MichałTabaczyński"Legendy ludu polskiego. Eseje ojczyźniane"
PawełTański"Glinna", "Kreska"
MariaTowiańska-Michalska"Akrazja", "Engram", "Z Ameryką w tle"
AndrzejTurczyński"Źródła. Fragmenty, uwagi i komentarze"
MiłoszWaligórski"Długopis"
HenrykWaniek"Notatnik i modlitewnik drogowy (1984-1994)"
Leszek Żuliński "Suchełany"