Zośka Wspaniała - Lara Bergen

Reflow text when sidebars are open.
Zośka zamknęła książkę i westchnęła.
- Leo Lwie Serce: Najodważniejszy Chłopak Świata.
To niesprawiedliwe!
Miała już po dziurki w nosie czytania o innych ludziach, którzy byli o wiele bardziej... O wiele bardziej "jacyś" niż ona.
Wtem ją olśniło. Już wiedziała, czego jej potrzeba.
Imienia.
No pewnie! Ale nie takiego zwyczajnego imienia. Zwyczajne już miała: Zofia H. Miller (H. oznaczało Honorata. Właśnie - Honorata. Nic dodać, nic ująć).
I co z tego wynikało? Nic. Nuda.
Zośka potrzebowała imienia, które powie, jaka jest naprawdę. Potrzebowałaimienia, które będzie mówiło samo za siebie. Imienia, które nie jest nudne.
Zerknęła poprzez stół biblioteczny, wzięła głęboki wdech i znów głośno westchnęła.
- Co jest? - spytała jej przyjaciółka Kasia Berek. Głowa Kasi wynurzyła się zza książki. - Wszystko dobrze?
Zosia wzdychała nieustannie, więc Kasia niezbyt się tym przejęła.
- Nie. Nic nie jest dobrze - odpowiedziała Zośka i skrzyżowała ramiona.
- Dlaczego? - Kasia rozejrzała się. - Tobi znów ci dokucza? - Zacisnęła usta, przybierając minę kwaśną jak cytryna i zerknęła na chłopaka siedzącego przy okrągłym stoliku obok.
Wzrok Zośki podążył za Kasi wzrokiem.
Tobi Majcher był tak piegowaty i tak rudy, że - zdaniem Zosi - trudno było na niego długo patrzeć. Więc nie patrzyła długo.
Zamiast tego pokręciła głową.
- Nie, to nie on.
- No to o co chodzi? - powtórzyła Kasia.
Pod równo obciętą grzywką jej czoło zmarszczyło się jak fala.
- Chodzi o to, że jestem nikim - powiedziała Zosia, wydając z siebie tym razem wyjątkowo długie westchnienie oznaczające: "i-nigdy-nikim-nie-będę".
Kasia spojrzała na nią dziwnie.
- Mówię o tym! - wyjaśniła Zośka, po czym podniosła swoją książkę i dźgnęła okładkę palcem.
- Chciałabyś być książką? - spytała Kasia i podrapała jeden z piegów na szyi. - W tym ci nie mogę pomóc. Wybacz.
- Nie! - warknęła Zośka. Nie o to jej chodziło. Przesunęła palcem wzdłuż tytułu książki. - Ja też chcę być Zośką... Jakąśtam! Wszystkie niezwykłe postaci mają przydomki. A ja przecież jestem niezwykła. Pani Mucha ciągle to powtarza. Pomyśl tylko! - zawołała z uśmiechem do przyjaciółki. - Natan Wielki. Ramona Odważna. Helena Szpieg...
- Kubuś Puchatek - dodała Kasia, mrugając okiem.
- No właśnie! - przytaknęła Zośka. Po chwili zmarszczyła czoło. - Bardzo śmieszne...
Kasia zachichotała, a pani Rewers popędziła ku dziewczynkom.
- Ciiii! - syknęła ostrzegawczo. - Miałyście przecież czytać po cichu, prawda?
Kasia przytaknęła i znów zanurzyła nos w książce. Zośka była pewna, że wciąż się śmiała.
- W ogóle mi nie pomagasz - szepnęła, ale sama też zachichotała.
Obie patrzyły, jak bibliotekarka sunie ku stolikowi Tobiego.
- Proszę siadać - poleciła Tobiemu i jego superdenerwującemu nowemu kumplowi, Archimedesowi Dąbkowi. Tym dwóm bez przerwy ktoś kazał siadać.
Kasia poklepała Zosię po ręce.
- Przepraszam - szepnęła. - Wiesz, ja też nie jestem nikim specjalnym. Choć "Kasia Wielka" brzmi całkiem fajnie.
Zośka gwałtownie opuściła wzrok i otworzyła swoją książkę. Nawet nie próbowała jej czytać. Nabrała powietrza w policzki i zaczęła intensywnie myśleć.
Zośka...
Zośka...
Zośka... jaka?!
Nie mogła być Zośką Pierwszą, bo nie była nawet pierwsza w rodzinie. Jej starsza siostra Hania nie dawała o tym zapomnieć.
I nie mogła być Zośką Ostatnią, z powodu Maksa, młodszego brata. Ale to akurat było w porządku. Bo tak naprawdę nie chciała być ostatnią!
Nie mogła być nawet jedyną Zośką w trzeciej klasie pani Muchy. A to dzięki Zofii Aaron. Czy też Zosi A., jak ją wszyscy nazywali.
To było kolejny powód, dla którego Zośka potrzebowała własnego przydomka. "Zośka M." była po prostu niepoważna.
Co mogłaby dodać?
Na pewno nic, co by się rymowało z imieniem, jak Elka Wielka. I tak nic nie rymowało się z Zośką. A przynajmniej nic, co miałoby sens.
Nie mogła być Najwyższa, bo Karola była najwyższa.
Nie mogła być Najmądrzejsza, bo najmądrzejsza była Zosia A. (Niesprawiedliwość!).
Nie mogła być nawet Najwredniejsza. (Nie, żeby chciała...). Najwredniejsza była Wera.
I nie mogła być Najzabawniejsza, bo Kasia była najzabawniejsza. Na sto procent.
- Ej, wymyśliłam coś - szepnęła nagle Kasia.
Zosia odwróciła się do niej, wciąż marszcząc czoło.
- Co?
- Zośka Zrzęda - odpowiedziała Kasia.
Zośka przewróciła oczami. Kasia nie była teraz zabawna, jednak Zosia była pewna, że wcześniej czy później coś wpadnie jej do głowy.
Tymczasem Kasia recytowała po cichu:
- Ramona Zaraza... Bob Budowniczy... Billy Dzieciak... Marvin Majestatyczny, Glinda Dobra Wróżka...
- Co powiedziałaś? - spytała nagle Zosia.
- Glinda Dobra Wróżka - powtórzyła Kasia. - No, wiesz, z Czarnoksiężnika z Krainy Oz.
- Nie, nie, nie - zaprzeczyła Zośka, szybko oglądając się przez ramię, czy nie patrzy na nią surowa pani Rewers. Odwróciła się, ostrożnie pochyliła głowę i zniżyła głos. - Co powiedziałaś wcześniej?
- No... - Kasia zastanawiała się przez chwilę. - Marvin Majestatyczny?
Zośki serce zaczęło robić: dum-dum-dum. No jasne! Dlaczego wcześniej na to nie wpadła?
- I co? - spytała Kasia. - Chcesz być Marvinem Majestatycznym?
- Pewnie, że nie - odpowiedziała Zosia.
Nie miała na imię Marvin. A przydomek Majestatyczny był już zajęty. Ale co z innym słowem, które oznaczało to samo albo coś jeszcze lepszego? Coś, co nie było nudne ani przeciętne.
Niesamowita.
Wyjątkowa.
Cudowna.
A może... Wspaniała.
To było to! Takie imię jest niespotykane. Na sto procent!
Zośka czuła, jak jej serce zwalnia i znów zaczyna bić spokojnym i regularnym rytmem. Zatrzasnęła książkę z głośnym "łup", gdy pani Rewers trzy razy mrugnęła światłem.
Godzina biblioteczna się skończyła.
Ale czas Zośki Wspaniałej właśnie się rozpoczął!
Zosia wracała do klasy, czując się tak wspaniale, jak tylko mógł się czuć ktoś zwany Zośką Wspaniałą. Poza tym wreszcie udało jej się przechytrzyć przemądrzałą i wredną Werę Hoffman. To było wspaniałe!
Wera zawsze robiła jej na złość. Ostatnio upodobała sobie sprzątanie Zośce sprzed nosa bibliotecznych książek.
Pod koniec godziny bibliotecznej każdy uczeń musiał przed wyjściem wypożyczyć jakąś książkę. Za pierwszym razem Zośka chciała wziąć Niezwykłe, lecz prawdziwe opowieści o delfinach. Ale Wera złapała je pierwsza. Za drugim razem była to Najlepsza na świecie książka o ludzkim ciele - z niesamowitymi ilustracjami przekrojów ludzkiego ciała. Wera świsnęła tę książkę, podczas gdy Zośka wyplątywała z włosów najnowszą kulkę wyplutą z dmuchawki Tobiego.
Tym razem niemal sprzątnęła jej sprzed nosa: Wspaniałe zwierzęta, które możesz narysować.
Niemal, ponieważ Zośka, zamiast sięgnąć po książkę, którą naprawdę chciała, uklękła i sięgnęła po gruby tom pod tytułem: Znaczki, znaczki i jeszcze więcej znaczków. A wtedy podstępna ręka Wery zanurkowała i go porwała.
- Och, chyba nie chciałaś tej książki, co? - spytała Wera, udając zaskoczoną.
A Zośka po raz pierwszy uśmiechnęła się do Wery.
- Nie - odrzekła wesoło. - Wcale jej nie chciałam. - I wyciągnęła Wspaniałe zwierzęta, które możesz narysować.
"Punkt dla mnie" - pomyślała Zośka, idąc do drzwi.
Przyznała sobie dodatkowy punkt, gdy pani Rewers powiedziała:
- Jak miło, że w tym tygodniu nie kłócicie się o książkę.
Juhu! Wielkie brawa!
Po powrocie do klasy dzień Zośki zapowiadał się jeszcze lepiej. Pani Mucha zazwyczaj kazała im pisać w zeszytach o czymś bardzo nudnym. Na przykład, co robili w weekend. Albo co im się najbardziej podobało w trzeciej klasie. Blee!
Zośka chciałaby, aby nauczycielka pozwoliła czasem napisać o tym, co im się śniło. Albo co chcieliby robić w weekend, zamiast iść na supernudny występ baletowy własnej siostry czy też sprzątać w pokoju. Albo o czymkolwiek, byle nie o trzeciej klasie.
Zośka próbowała raz napisać o czymś innym. Ale pani Mucha w jakiś sposób domyśliła się, że to nie jest prawda.
"Podoba mi się twoja wyobraźnia, Zosiu - napisała na dole strony. - Mam nadzieję, że pewnego dnia polecisz w kosmos. Ale na razie trzymaj się faktów. Prawdziwe życie też może być bardzo interesujące!".
Czyżby?
Życie Zośki można było określić jednym słowem: nuda. Nie było w nim zupełnie nic interesującego.
Miała przeciętny wzrost. Przeciętną wagę. Nawet jej włosy były przeciętne. Nieproste. I niekręcone. Niedługie. Niekrótkie. Nie były blond. I nieczarne.
Bez względu na to, z której strony się patrzyło, Zośka zawsze była pośrodku. Alfabetycznie w dzienniku. Ze względu na dzień urodzin i numer obuwia. We wszystkich wyścigach biegowych, w grupach czytelniczych i w dyktandach. Średnia. Nudna.
Przez kilka lat Zośka była najmłodsza w rodzinie. Ale odkąd urodził się jej brat Maks, w rodzinie też była pośrodku.
W dodatku mieszkała w miasteczku o nazwie Średniaki Górne. Uch!
Gdy pani Mucha stanęła i zabrała głos, Zośka spróbowała wyrzucić te myśli z głowy.
- Niestety, w weekend nie skończyłam czytania waszych wypracowań - powiedziała.
Z rogu klasy, w którym siedzieli Archi i Tobi, rozległo się:
- Och!
A po chwili:
- Nasza pani dostanie karę!
Zośka przewróciła oczami.
- Dość już tych uwag, chłopcy - powiedziała z uśmiechem pani Mucha. - Proszę siadać. Jak wiecie, moja siostra wychodziła za mąż i cóż, miałam mało czasu. Nie sprawdziłam też waszych zeszytów - kontynuowała nauczycielka. - Dlatego przez piętnaście minut możecie poczytać swoje nowe książki z biblioteki, zacząć odrabiać pracę domową z matematyki lub po cichu pograć w grę planszową.
Wszyscy się ucieszyli. Kasia wyciągnęła książkę 101 żartów z PUK-PUK, a Karola i Paula opuściły swoje ławki, by grać w masterminda na podłodze.
Zośka doskonale wiedziała, co teraz zrobi!
Wstała, by znaleźć kartkę papieru i ołówek, najostrzejszy ze wszystkich w słoiku z ołówkami. Potem usiadła i zaczęła ćwiczyć pisanie nowego imienia.
Zośka Wspaniała musiała mieć przecież wspaniały podpis!
Zośka Wspaniała
Zośka Wspaniała!
Wspaniała Zośka!
Zadowolona przyglądała się stronie. Zawsze lubiła wykrzykniki!
Wtem poczuła, że Kasia mocno ciągnie ją za dół koszulki.
- Puk-puk... - zaczęła Kasia.
Zośka westchnęła. Chciała się zabrać do innych spraw Zośki Wspaniałej, np. podpisać nowym imieniem wszystkie książki. Doszła jednak do wniosku, że na jeden żart znajdzie czas.
- Kto tam? - spytała.
- Krowamówi - powiedziała Kasia.
- Krowamówi co? - spytała Zosia.
- Nie, krowa mówi "muu"! - zawołała Kasia ze śmiechem.
- Dobry żart - pochwaliła Zośka, starając się, by zabrzmiało to oficjalnie. - Ma pochwałę Zośki Wspaniałej.
Kasia szeroko otworzyła oczy.
- To twoje imię? Serio? - spytała.
- Serio - potwierdziła Zośka.
- Och. - Kasia wykrzywiła usta z jednej strony, co, jak Zośka wiedziała, oznaczało, że Kasia intensywnie myśli. - Jesteś pewna? - spytała po chwili.
- Jasne, że tak - oświadczyła Zośka.
- A co w tobie jest wspaniałego? - spytała Kasia.
Zośka wlepiła w nią wzrok. Była w szoku! Wstrząśnięta!
- O co ci chodzi? - spytała. - Myślałam, że jesteś moją najlepszą przyjaciółką!
- Jestem! - potwierdziła Kasia i położyła ręce na ramionach Zosi. - A ty jesteś naprawdę najwspanialszą przyjaciółką na świecie. Z wyjątkiem tych chwil, gdy każesz mi słuchać, jak śpiewasz - dodała.
Kasia zachichotała, lecz przestała, widząc, że Zośka się nie uśmiecha.
- Jeśli chcesz, możesz się nazywać Zośka Wspaniała Przyjaciółka - dodała pospiesznie.
Zośka zastanowiła się nad tym przez chwilę.
- Nie. - Pokręciła głową. - Myślę, że Zośka Wspaniała jest lepsza.
Ale Kasia nie była tego pewna.
- Nie wiem. - Wzruszyła ramionami. - Jeśli mówisz o kimś, że jest wspaniały, oczekujesz, że będzie wspaniały... we wszystkim.
Teraz Zośka wzruszyła ramionami.
- A może ja jestem wspaniała we wszystkim? - powiedziała i spojrzała w głąb klasy, wskazując na Tobiego i Archiego, którzy bombardowali figury szachowe kośćmi do gry i kolorowym dominem. - Na pewno w porównaniu z nimi jestem wspaniała!
Następnie sięgnęła po książkę z biblioteki.
- A to? - spytała. - Umiem rysować wspaniałe zwierzęta. Zobacz!
Otworzyła na stronie z końmi i zaczęła uważnie rysować krok po kroku. Potem pokazała Kasi ukończony wspaniały rysunek.
- Ta-da! Koń! - zawołała.
Kasia zmarszczyła czoło.
- Wygląda raczej jak kot.
- No, masz rację - przyznała Zośka. - Lepiej jeszcze poćwiczę.
- Chodziło mi o to - mówiła dalej Kasia - że jeśli chcesz, by ludzie nazywali cię "Zośką Wspaniałą", zwłaszcza tacy ludzie jak oni, to będziesz musiała im to udowodnić. - Wskazała kciukami w dwóch kierunkach. W stronę Tobiego i Archiego oraz Wery i jej przyjaciółki-papugi Lilki.
Zośka spojrzała w jedną stronę, a potem w drugą. Kasia ma rację. Już widziała, jak Tobi i Archi nabijają się z jej nowego imienia, chyba że zdobędzie dowód na poparcie tego, że naprawdę jest Wspaniała.
Co do Wery, to ktoś tak podstępny, by podkradać książki, mógł też skraść jej wspaniały przydomek.
Zosia musiała zasłużyć na to imię. Taka była prawda.
Spojrzała na swoje podpisy. Podejrzewała, że same słowa nie wystarczą, aby "Zośka Wspaniała" została zaakceptowana.
Właśnie w tej chwili pani Mucha zaklaskała w dłonie.
- Pora na muzykę! - zawołała.
Zośka wstała, wzięła głęboki wdech i spojrzała Kasi w oczy.
- Zgoda - powiedziała uroczyście. - Jeśli muszę udowodnić, że jestem Wspaniała, to udowodnię!