Zośka Milionerka - Lara Bergen

Reflow text when sidebars are open.
Zośka uważnie przyjrzała się przedmiotowi trzymanemu w ręku. Ostrożnie go przewróciła. Był papierowy. I wszędzie miał liczbę pięćdziesiąt.
A to dlatego, że to była cała pięćdziesiątka.
Zośka nie mogła w to uwierzyć.
- Nie mogę w to uwierzyć! - powiedziała więc do Kasi Berek, która stała obok niej.
Kasia była najlepszą przyjaciółką Zośki.
- Cała pięćdziesiątka!
Zośka spojrzała w dół, na trawnik przy chodniku. Stąd właśnie podniosła banknot. Miała nadzieję, że może jest tam jeszcze więcej pieniędzy! Niestety, nie było.
Ale cóż, miała całą pięćdziesiątkę. Prawdopodobnie była najbogatszą dziewczynką na całym świecie!
(No... może nie była bogatsza niż księżniczka. Ale na pewno była bogatsza niż wszystkie dziewczynki w Średniakach Górnych!)
Zośka ogromnie chciała być wyjątkowa. I teraz naprawdę była! A pomyśleć, że wszystko, co musiała zrobić, to patrzeć w dół po drodze z autobusu do domu.
- Jak myślisz, skąd ona się tu wzięła? - spytała Kasia, gdy szły obok siebie.
Zośka wzruszyła ramionami.
- Nie mam pojęcia.
Potem naszła ją pewna myśl. Nie była przyjemna.
Jeśli Zośka znalazła pieniądze, to ktoś je zgubił. Ale dookoła nikogo nie było.
Zośka poczuła się lepiej. Nie było kogo spytać. Poza tym, czy jej starsza siostra Hania nie mówiła zawsze: "Kto znalazł, ten gość. Kto zgubił, ten łoś".
Zośka nie była pewna, dlaczego ten, kto zgubił, miał być łosiem. Ale to jego problem. Pięćdziesiątka należała do Zosi!
- I co teraz z tym zrobisz? - spytała Kasia. Uśmiechnęła się i oblizała usta. - Powinnaś kupić mnóstwo gumy do żucia!
Zośka wiedziała, że Kasia lubi gumę. Ogromnie. Głównie dlatego, że jej mama nie kupowała gumy od czasu, gdy Kasia przeżuła gumę, a potem przykleiła ją sobie za uchem "na zaś". Tak zrobiła jedna dziewczyna w filmie. Tyle że Kasi się nie udało. Guma przykleiła się do jej włosów i mama musiała mnóstwo ich obciąć. Przez jakiś czas Kasia śmiesznie wyglądała. Ale i tak nadal bardzo lubiła żuć gumę.
Zośka pomyślała przez chwilę o gumie, a potem pokręciła głową.
- Nie wydam pieniędzy. A jutro w szkole wszystkim o tym opowiem! - zdecydowała.
Już sobie wyobrażała dzieciaki w klasie. Wszystkie będą zachwycone jej bogactwem. Nigdy już nie nazwą jej zwyczajną Zośką... Czy Zośką M... Czy nawet Zośką Miller!
Zośka pomachała banknotem.
- Dzięki temu będę Zośką Bogatą. Nie, czekaj! - Wymyśliła coś jeszcze lepszego: - Będę Zośką Milionerką! - mówiąc to, cmoknęła powietrze tuż przed pieniądzem. - Co ty na to? - spytała Kasię.
Kasia wzruszyła ramionami.
- Ja tam bym kupiła gumę. Ale to nowe imię jest lepsze niż Zośka Prawdomówna - powiedziała z uśmiechem.
Zośka też się uśmiechnęła. Kasia była super. Zośka bardzo, bardzo, ale to bardzo cieszyła się, że znów są przyjaciółkami. Na szczęście Kasia wybaczyła jej wypaplanie tajemnicy. Zośka próbowała być Zośką Prawdomówną. To było określenie, którego używała wcześniej. Ale kto mógł wiedzieć, że przysporzy jej tylu kłopotów?
Zośka nie zamierzała powtórzyć podobnego błędu. Jedno było pewne: u Zośki Milionerki tajemnice będą bezpieczne!
Nagle do głowy Zosi przyszła myśl. Ta pięćdziesiątka to nie były wszystkie jej pieniądze. W pokoju miała skarbonkę pełną monet.
Zosia złapała Kasię za rękę.
- Chodź - powiedziała. - Idziemy do mnie i zobaczymy, ile mam pieniędzy w skarbonce!
Kasia przerzuciła swój plecak na drugie ramię.
- Zgoda! - powiedziała, ale nagle się zatrzymała. - Och, nie mogę.
- Dlaczego? - spytała Zośka, bo przecież Kasia już się nie gniewała.
Kasia zrobiła znudzoną minę.
- Muszę iść do domu na lekcję pianina.
- Ojej - zasmuciła się Zosia.
Była rozczarowana (choć ulżyło jej, że Kasia już się nie gniewa!).
Zastanawiała się, czy mogłaby zapłacić tej nauczycielce gry na pianinie, by dziś nie uczyła Kasi. Czy wystarczyłoby jej pieniędzy? Hm...
* * *
- Mamo, to ja! Jestem bogata! - krzyczała Zośka, wpadając przez kuchenne drzwi.
Mama przestała nalewać herbatę i przyłożyła palec do ust.
- Zosiu, ciszej, proszę - szepnęła, wskazując na sufit. - Maks śpi na górze.
Zośka zmarszczyła brwi. Nie zrozumiała.
- Zachorował?
Maks, dwuletni braciszek Zosi, nigdy nie spał w dzień.
Mama pokręciła głową.
- Nie. Ale ziewał, więc pomyślałam, że spróbuję. - Upiła łyk herbaty i uśmiechnęła się. - Co miałaś na myśli mówiąc: "Jestem bogata"?
Zośka wyciągnęła ku mamie banknot trzymany w obu rękach.
- To miałam na myśli! Cała pięćdziesiątka!
Myślała, że mama uśmiechnie się jeszcze szerzej, lecz zamiast tego jej uśmiech zaczął się zwężać. Natomiast oczy mamy zrobiły się większe.
- Skąd to masz?
- Z ulicy - odpowiedziała Zośka.
- To znaczy, że znalazłaś? - spytała mama.
Zośka z dumą kiwnęła głową.
- Tak!
Mama wcale nie wyglądała na bardziej zadowoloną.
- Ktoś musiał zgubić te pieniądze. Pytałaś ludzi na ulicy?
Zośka wzruszyła ramionami.
- Chciałam, ale nie było kogo zapytać - odrzekła.
BUM!
ŁUP!
DUM-DUM-DUM-DUM-DUM-DUM...
Zośka spojrzała w górę. Dobrze znała te odgłosy. Pochodziły od Maksa wyskakującego z łóżeczka i przewracającego przedmioty.
Mama też popatrzyła do góry i westchnęła. Po czym odwróciła się do Zośki.
- To wielkie znalezisko, Zosiu - powiedziała. - Ale i wielka zguba. Myślę, że powinnaś popytać naszych sąsiadów, czy któryś z nich nie zgubił pieniędzy. Jeśli ktoś potwierdzi, należy mu zwrócić ten banknot. Jeśli nie, możesz zatrzymać pieniądze.
DUM-DUM-DUM-DUM...
TRZASK!
Mama odstawiła szklankę i wstała.
- Już idę, Maksiu! - krzyknęła.
* * *
Chwilę później Zośka wyszła z domu z ciężkim sercem. Wróciła jednak z szerokim uśmiechem.
Spytała wszystkich ludzi mieszkających przy ich ulicy, czy nie zgubili pieniędzy. I wszyscy zaprzeczyli!
W dodatku usłyszała mnóstwo komplementów w rodzaju: "Jaka uczciwa dziewczynka, że pyta"!
Już prawie zaczęła się zastanawiać, czy nie lepiej byłoby zmienić imię na "Zośka Uczciwa", ale "Uczciwa" było zbyt nudne w porównaniu do "Milionerki". Pozostanie zatem przy imieniu, które wybrała. Zwłaszcza teraz, kiedy mogła zachować pięćdziesiątkę.
Wreszcie nadszedł czas, by Zośka Milionerka mogła sprawdzić, ile ma pieniędzy!
Pobiegła do pokoju. Dzieliła go z siostrą Hanią, która miała dziesięć lat. Zanim urodziła się Zosia, pokój w całości należał do Hani. I Hania zawsze o tym przypominała.
Zośka podeszła do swojego regału na książki i zdjęła z półki skarbonkę.
Konik-skarbonka należał do ulubionych rzeczy Zosi. Pomalowała go podczas urodzin Ewy, które odbywały się w pracowni ceramicznej. Tego dnia Zosia doszła do wniosku, że konie są jej ulubionymi zwierzętami. Zaraz po delfinach, kociętach i surykatkach.
Koń miał nogi ułożone tak, jakby leżał. Był brązowy jak prawdziwy, ale miał długi, tęczowy ogon. Zośka była z tego konia bardzo dumna.
Koń-skarbonka był o wiele fajniejszy od kubka do kawy, który Zosia pomalowała innym razem. Kubek był dla taty. Zosia próbowała namalować jego portret, ale tata orzekł, że to Tuptusia. Zośka postanowiła, że pozwoli mu, by tak myślał.
Teraz zerwała gumową zatyczkę z końskiego brzucha. Potem potrząsnęła skarbonką. Mocno. Żeby wypadły wszystkie pieniądze.
Raz, dwa, trzy...
Najpierw Zośka policzyła wszystkie duże monety. Dostawała je przeważne od dziadków. Na urodziny zawsze dawali jej tyle dolarów, ile akurat miała lat. A ponieważ nie wydała jeszcze nic z tegorocznych pieniędzy, powinno ich tam być co najmniej osiem.
Były też pieniądze od Zębowej Wróżki. I mnóstwo miedziaków. Zośka wszystkie je dodała.
Miała dziewiętnaście dolarów, czterdzieści dziewięć centów. Całkiem nieźle.
Potem dodała jeszcze pięćdziesiątkę.
Wyszło jej: 69,49!
Zośka nacisnęła językiem ruszający się ząb. Kiedy wypadnie, Zębowa Wróżka podrzuci jej monetę albo dwie.
Zośka nie mogła uwierzyć. Była jeszcze bogatsza, niż jej się zdawało!
Poza tym świetnie umiała dodawać, co u milionerki było oczywiście naturalne.
Ponownie zaczęła liczyć pieniądze, żeby sprawdzić, czy czegoś nie przeoczyła.
Wtedy do pokoju weszła Hania.
- Co robisz? - spytała.
- Liczę swoje pieniądze. Mam ich zyliard - przyznała zgodnie z prawdą Zośka.
- Nie ma takiej liczby jak zyliard - powiedziała Hania znudzonym głosem. Lecz jej spojrzenie wykazywało odrobinę zainteresowania. - Ej, a ile masz? - spytała.
Zośka usiadła prosto.
- Sześćdziesiąt dziewięć, czterdzieści dziewięć - odpowiedziała.
- Serio? - Hania była pod wrażeniem. Zośka odczuła jeszcze większe zadowolenie. - Skąd masz tyle pieniędzy?
Zośka opowiedziała siostrze o pięćdziesiątce.
- Jeju! W takim razie możesz mi chyba dać wszystkie swoje miedziaki - uznała Hania.
Brwi Zośki zbliżyły się do siebie.
- O co ci chodzi?
- Moja klasa cały tydzień zbiera miedziaki na pomoc dzieciom. Zbuduje się im szkoły w tych częściach świata, w których nie ma szkół - wyjaśniła Hania.
- Zbuduje się szkoły z miedziaków? - spytała Zośka.
To nie brzmiało zbyt mądrze.
- Nie, zapłaci się za to miedziakami - odpowiedziała Hania, przewracając oczami.
- Naprawdę? - nie wierzyła Zośka.
Nie brzmiało to lepiej. Co można było kupić za miedziaka? Pewnie ani cegły.
Wtedy Hania wyjaśniła jej, że jeden miedziak to niewiele, ale mnóstwo miedziaków to już duża kwota.
- Inne szkoły też je zbierały. W zeszłym roku zebrano ponad dwadzieścia tysięcy dolarów! - dodała.
"Dwadzieścia tysięcy!" - pomyślała Zośka.
Spojrzała w dół na swoje stosiki monet. Następnie westchnęła, zgarnęła je i podała siostrze dziewiętnaście małych krążków.
- Dzięki! - powiedziała Hania z wielkim uśmiechem.
- Proszę bardzo - powiedziała Zośka.
Powiedziała to szczerze. Cieszyła się, że Hania dostała jej brązowe miedziaki. Pomyślała, że bez nich jej pieniądze wyglądają ładniej, bo bardziej srebrzyście.
Potem pomyślała o dzieciach, które pójdą dzięki niej do szkoły.
Hm. Ponieważ teraz Zośka była Milionerką, musiała im jakoś pomagać.