Zośka Detektyw - Lara Bergen

-
Proszę czekać

Co za dzień!" - pomyślała Zo­sia.

Pomyślała tak, bo dziś wresz­cie stała się kimś.

Spra­wiło to jej nowe imię - Zośka De­tek­tyw.

Tak! Te­raz będzie de­tek­ty­wem.

Zo­sia za­wsze pragnęła być su­per­wyjątko­wa. I chciała być w tym su­per­do­bra. Początko­wo próbowała być do­bra we wszyst­kim bez wyjątku, ale to oka­zało się za trud­ne. Wo­bec tego spróbowała być do­bra w jed­nym. Na przykład w by­ciu bo­ha­terką. Albo w by­ciu uczciwą. Albo w by­ciu bo­gatą. Ale to też było trud­ne.

I na­gle wpadła na na­prawdę ge­nial­ny po­mysł. Prze­cież za­wsze była świet­na w roz­wiązy­wa­niu za­ga­dek. Po pro­stu jest uro­dzo­nym de­tek­ty­wem!

Naj­pierw roz­wiązała Za­gadkę Za­gi­nio­nej Skar­bon­ki, tak po pro­stu. Złodzie­jem oka­zał się jej młod­szy bra­ci­szek Maks.

Po­tem roz­wiązała Za­gadkę Za­gi­nio­nych Kart Kre­dy­to­wych. Oczy­wiście nie była to praw­dzi­wa kry­mi­nal­na za­gad­ka, bo sama Zo­sia wzięła kar­ty taty. Ale nig­dy nie od­na­lazłby ich bez niej. Taka jest praw­da.

I te­raz Zośka De­tek­tyw nie może się do­cze­kać następnej spra­wy do roz­wiąza­nia - ja­kiej­kol­wiek!

Dla­te­go Zo­sia od razu zna­lazła się w śled­czej go­to­wości, kie­dy mama zawołała:

- Niedługo mu­sisz iść do szkoły. Hej, a kto nie opuścił de­ski se­de­so­wej, co?

Zo­sia na pa­lusz­kach zeszła do łazien­ki na par­te­rze - sce­ny zbrod­ni. (Wie­działa, że de­tek­ty­wi chodzą na pa­lusz­kach, więc i ona mu­siała. Po­ru­szała się bar­dzo szyb­ko).

- To spra­wa dla Zośki De­tek­ty­wa, mamo! - krzyknęła ura­do­wa­na.

Zo­sia ro­zej­rzała się czuj­nie po łazien­ce i nie­mal od razu zna­lazła dowód wska­zujący na sprawcę. Był to ku­bek, który sama po­ma­lo­wała na uro­dzi­ny taty. Zdjęła go z umy­wal­ki.

- Aha! - po­wie­działa.

Pro­mien­nie uśmiechnęła się do mamy i ru­szyła do kuch­ni.

Tata po­chy­lał się nad to­ste­rem i cze­kał, aż coś z nie­go wy­sko­czy.

Zo­sia ci­cho stanęła za jego ple­ca­mi i krzyknęła:

- Mam cię!

Oj­ciec odwrócił się za­sko­czo­ny i zo­ba­czył ku­bek.

Z wes­tchnie­niem rozłożył ręce.

- Cóż, nie da się za­prze­czyć, że to mój ku­bek z kot­kiem. Przy­znaję się do winy.

Zo­sia uśmiechnęła się, krzyżując ra­mio­na na pier­si.

- Wie­działam! Żadna za­gad­ka nie jest za trud­na dla Zośki De­tek­ty­wa! - oświad­czyła trium­fal­nie.

Na­wet nie próbowała wyjaśnić ta­cie, że ob­ra­zek na kub­ku nie przed­sta­wia tak na­prawdę kot­ki Tup­tu­si, tyl­ko nie wia­do­mo co. No ja­sne. Prze­cież sama go ma­lo­wała. Och, do­bra. Nie ma się co mar­twić. W końcu nie na­zy­wa się Zośka Ar­tyst­ka.

Mama po­deszła do Zosi i lek­ko po­kle­pała ją po ra­mie­niu.

- Do­bra ro­bo­ta, Sher­loc­ku Hol­me­sie.

Zo­sia po­czuła dumę oraz cie­ka­wość.

- A kto to jest Sher­lock Hol­mes? - Mu­siała zadać to py­ta­nie.

- Kto to jest Sher­lock Hol­mes? - powtórzył tata. - No prze­cież je­den z najsłyn­niej­szych de­tek­tywów! Pamiętasz, w zeszłym roku prze­brałem się za nie­go na Hal­lo­we­en?

Zo­sia nadal nie była pew­na, czy wie.

- Sher­lock Hol­mes był An­gli­kiem, człowie­kiem w czap­ce i z lupą - mówił da­lej tata. - No wiesz: "Ele­men­tar­ne, mój dro­gi Wat­so­nie!" - za­cy­to­wał ze śmiesz­nym ak­cen­tem.

"Za­pew­ne bry­tyj­skim" - pomyślała Zo­sia.

Nie mogła po­wstrzy­mać chi­cho­tu. Ale skinęła głową. Fakt. Pamiętała tę czapkę. Miała da­szek i z przo­du, i z tyłu.

"A więc nosił ją je­den z najsłyn­niej­szych de­tek­tywów?" - Zo­sia roz­myślała o tym przez całą mi­nutę.

Następnie przy­po­mniała so­bie o kar­to­nie w piw­ni­cy. Tym, na którym z boku na­pi­sa­no "Prze­bra­nia". Czy była w nim czap­ka?

Zo­sta­wiła ro­dziców w kuch­ni i po­drep­tała na pa­lusz­kach na dół, żeby spraw­dzić!

"Uch" - pomyślała Zo­sia, stając w drzwiach piw­ni­cy. Za­po­wia­dało się niełatwe za­da­nie, na­wet dla tak wy­trwałego de­tek­ty­wa, jak Zośka! W po­miesz­cze­niu piętrzyły się nie tyl­ko pudła - było tam też mnóstwo in­nych rze­czy.

Na przykład sta­re dzie­cięce za­baw­ki, z których wyrósł już na­wet dwu­let­ni Maks, za­ku­rzo­na per­ku­sja taty i dokład­nie czter­dzieści je­den srebr­nych spor­to­wych pu­charów. Wszyst­kie należały do mamy.

Zo­sia nig­dy nie mogła zro­zu­mieć, dla­cze­go mama trzy­ma je w tej gra­ciar­ni. Gdy­by to były jej tro­fea, po­sta­wiłaby je w sa­lo­nie, żeby wszy­scy wi­dzie­li!

Zo­sia wes­tchnęła i ro­zej­rzała się. Musi zna­leźć to pudło z prze­bra­nia­mi. Od cze­go po­win­na zacząć?

Po­wo­li i czuj­nie obeszła su­te­renę, tak jak to robią de­tek­ty­wi. Wtem zo­ba­czyła kar­to­ny z lamp­ka­mi i de­ko­ra­cja­mi świątecz­ny­mi. Obok nich znaj­do­wała się cała ko­lek­cja wiel­ka­noc­nych ko­szyczków na święconkę oraz żółtych kur­czaczków. A także tor­ba z różowym, pla­sti­ko­wym traw­ni­kiem.

"Czy jest tu więcej ta­kich śmiesz­nych rze­czy?" - za­sta­na­wiała się Zo­sia.

Ro­zej­rzała się dokład­niej.

Tak! Były kubełki na hal­lo­we­eno­we cu­kier­ki. Pla­sti­ko­we na­grob­ki do położenia przed do­mem. Tor­ba ze sztucz­ny­mi pajęczy­na­mi.

Och! I ga­la­re­to­wa­ty mózg.

I było także wiel­kie pudło z ko­stiu­ma­mi do prze­bie­ra­nek!

Zo­sia trium­fal­nie wy­rzu­ciła w górę pięść. Bin­go! Zośka De­tek­tyw znów w ak­cji.

Otwo­rzyła pudło i zaczęła w nim szpe­rać.

Odłożyła na bok suk­nie księżni­czek, ko­cie uszy i skrzy­dełka wróżek. Po­tem po­ja­wił się ko­stium Bat­ma­na, w który się prze­brała, gdy miała czte­ry lat­ka. Co jej wte­dy strze­liło do głowy? Rzu­ciła go na podłogę.

Następnie wyciągnęła całą ko­lekcję na­kryć głowy: strażaka, cza­ro­dzie­ja, kow­bo­ja i mnóstwo in­nych.

Aż wresz­cie, na sa­mym dnie, zna­lazła czapkę Sher­loc­ka Hol­me­sa.

Z uśmie­chem ją założyła.

Czap­ka była za duża. I trochę dra­piąca. Zo­sia nie była pew­na, gdzie jest przód, a gdzie tył.

Za­sta­na­wiała się, dla­cze­go Sher­lock Hol­mes wy­brał coś ta­kie­go. Ale sko­ro czapkę o dwóch dasz­kach nosił je­den z najsłyn­niej­szych de­tek­tywów, ona też po­win­na.

Zo­sia za­uważyła coś jesz­cze w pu­dle z prze­bra­nia­mi. Wielką lupę! Domyśliła się, że z jej po­mocą wiel­cy de­tek­ty­wi mo­gli roz­wiązywać na­wet naj­mniej­sze spra­wy, a nie tyl­ko te wiel­kie.

Wzięła lupę i przyj­rzała się wnętrzu swo­jej dłoni. Zo­ba­czyła li­nie, których wcześniej nig­dy nie wi­działa!

Na­gle po­czuła, że coś mu­ska jej kostkę. Aż pod­sko­czyła, a po­tem zerknęła w dół.

To Tup­tu­sia ocie­rała się o jej nogi.

- Tup­ciu! Niech ci się przyjrzę! - po­wie­działa Zo­sia.

"Świet­ne imię dla pu­pil­ka de­tek­ty­wa", pomyślała. Uklękła i przyłożyła lupę do ko­cie­go no­ska. Po­tem obej­rzała uszka, oczka i po­du­szecz­ki łapek.

Bo kie­dy Zo­sia zaczęła oglądać wszyst­ko w powiększe­niu, nie mogła prze­stać!

Na­gle usłyszała głos. Do­cho­dził z góry.

- ZO­SIU!

Mało bra­ko­wało, a od­po­wie­działaby. Jed­nak w porę ugryzła się w język. Mama nie użyła jej pełnego imie­nia. A prze­cież Zo­sia była Zosią De­tek­ty­wem!

Po­dra­pała kota pod brodą, cze­kając, co będzie da­lej.

I do­cze­kała się.

- Zo­fio Ho­no­ra­to Mil­ler! Gdzie się po­dzie­wasz? Spóźnisz się na au­to­bus!

Ojej! Nie było to jej nowe imię, które spo­dzie­wała się usłyszeć. Ale trud­no, musi iść.

Będzie miała kłopo­ty, jeśli nie pójdzie do szkoły. Nie trze­ba być de­tek­ty­wem, żeby o tym wie­dzieć!

Zosia na pa­lusz­kach poszła na przy­sta­nek. Szkol­ny au­to­bus już nad­jeżdżał.

- Faj­na czap­ka! - zawołała na wi­dok Zosi jej naj­lep­sza przy­ja­ciółka, Ka­sia Be­rek.

- Dzięki! - od­po­wie­działa Zo­sia.

Usiłowała wymówić to słowo z an­giel­skim ak­cen­tem. Jed­nak nie była pew­na, czy do­brze jej wyszło.

Ra­czej nie.

Zo­sia przyłożyła lupę do oka i po­chy­liła się nad Kasią.

- Jak ci sma­ko­wał po­ran­ny omlet z ja­go­da­mi? - spy­tała.

Ka­sia zro­biła wiel­kie oczy.

- Skąd wiesz, że go jadłam?

Zo­sia uśmiechnęła się z wyższością.

- Ele­men­tar­ne, moja dro­ga Ka­siu. Masz fio­le­to­we usta. I plamę sy­ro­pu na bluz­ce.

Ka­sia szyb­ko ob­li­zała war­gi i starła sy­rop z bluz­ki, po czym obie wsiadły do au­to­bu­su.

- Słuchaj, a dla­cze­go cho­dzisz na pal­cach? - za­py­tała z cie­ka­wością.

Zo­sia po­pro­wa­dziła przy­ja­ciółkę do ich ulu­bio­ne­go miej­sca na sa­mym tyle.

- Bo je­stem de­tek­ty­wem, a tak właśnie chodzą de­tek­ty­wi - wyjaśniła. - Wszy­scy to wiedzą.

I opo­wie­działa Kasi o swo­im no­wym imie­niu.

- Zośka De­tek­tyw... Po­do­ba mi się! - stwier­dziła Ka­sia.

Ka­sia jest wspa­niała!

Zo­sia ją uści­skała.

- Jesz­cze jed­no - dodała Ka­sia. - Ro­zu­miem to cho­dze­nie na pal­cach, ale czy mu­sisz tak dziw­nie mówić?

Czyżby miała na myśli an­giel­ski ak­cent?

- Nie po­do­ba ci się? - za­py­tała Zo­sia.

Ka­sia skrzy­wiła się lek­ko i wzru­szyła ra­mio­na­mi.

Zo­sia też wzru­szyła ra­mio­na­mi.

- Okej - po­wie­działa swo­im nor­mal­nym głosem.

Fakt, tak było dużo łatwiej. Zresztą de­tek­ty­wi są od roz­wiązy­wa­nia za­ga­dek. Czy to ważne, jak mówią?

Zo­sia miała na­dzieję, że inni, tak jak Ka­sia, też po­lu­bią jej imię. I będą na­zy­wać ją Zośką De­tek­ty­wem, a nie nudną Zosią M. Ale przede wszyst­kim po­trze­bo­wała więcej za­ga­dek do roz­wiąza­nia!

Dla­te­go kie­dy tyl­ko weszła do sali nu­mer 10, ogłosiła ko­mu­ni­kat.

- Zośka De­tek­tyw do wa­szych usług! - po­wie­działa. - Nie ma spra­wy, której nie po­tra­fiłabym roz­wiązać!

- Dla­te­go masz taką śmieszną czapkę? - za­py­tał Da­rek.

Śmieszną? Zo­sia mu­siała to szyb­ko wyjaśnić.

- To jest czap­ka najsłyn­niej­sze­go de­tek­ty­wa świa­ta - oznaj­miła.

- Na­prawdę? Nie sądzę. - Pau­la pokręciła głową. - Najsłyn­niej­szym de­tek­ty­wem świa­ta jest Nan­cy Drew. A ona nie nosi śmiesz­nych cza­pek.

Zośka zmarsz­czyła czoło. Nie­wie­le wie­działa o Nan­cy Drew. Jed­nak go­to­wa była się założyć, że gdy­by Nan­cy miała czapkę taką jak ona, też by ją nosiła.

- Chciałam tyl­ko po­wie­dzieć, że roz­wiązuję za­gad­ki. Ta­kie jest moje zajęcie - pod­su­mo­wała Zośka.

Maja zerknęła na nią z nie­po­ko­jem.

- Czy trze­ba ci płacić?

Zo­sia domyśliła się, że Maja ma na myśli cza­sy, kie­dy przyjęła imię Zośka Mi­lio­ner­ka i chciała się wzbo­ga­cić. Po­ma­gała wówczas przy­ja­ciołom, ale tyl­ko wte­dy, gdy jej płaci­li.

- W żad­nym ra­zie - za­pew­niła Zo­sia. - Moje usługi de­tek­ty­wi­stycz­ne są całko­wi­cie dar­mo­we!

- Hej! Mam za­gadkę - oznaj­mił nie­spo­dzie­wa­nie Tobi Maj­cher.

Zo­sia odwróciła się do nie­go. Tobi? Nie przy­pusz­czała, że aku­rat on się zgłosi.

Co nie zna­czy, że Tobi nie może mieć spra­wy do roz­wiąza­nia. Każdy może! Tyle że Tobi w ogóle do niej się nie od­zy­wał. Przy­najm­niej od pew­ne­go cza­su.

Od przed­szko­la, aż do zeszłego roku, Zo­sia i Tobi byli naj­lep­szy­mi przy­ja­ciółmi. Na przykład, kie­dy mie­li po czte­ry lat­ka, w cza­sie Hal­lo­we­en obo­je prze­bra­li się za Bat­manów. Ale te­raz Tobi trzy­mał z tym pa­skud­nym Ar­chi­me­de­sem Dąbkiem. I nie był już taki jak kie­dyś. Na szczęście ona miała te­raz Kasię.

Może jed­nak Tobi chciał się z nią prze­pro­sić?

Gdzieś tam, głęboko w du­szy, Zo­sia ciągle miała taką na­dzieję.

- Co to za spra­wa? - za­py­tała z sze­ro­kim uśmie­chem.

Tobi zaczął się śmiać.

- Kto puścił bąka?! - wrzasnął.

W tym mo­men­cie wszedł Ar­chi i przy­bił mu piątkę. Zosię za­piekły po­licz­ki.

Splotła ra­mio­na na pier­si i się odwróciła. A co z na­dzieją, że Tobi chce się z nią prze­pro­sić? Znów wcisnęła ją moc­no w głąb du­szy.

Ka­sia ze­rwała się z miej­sca.

- To nie jest żadna ta­jem­ni­ca, Tobi - po­wie­działa. - Każdy wie, że to ty!

Ha! Ona jest na­prawdę wiel­ka!

Kla­sa zaczęła się śmiać. Zo­sia ode­tchnęła z ogromną ulgą.

Do sali weszła pani Mu­cha i usiadła za biur­kiem.

Zo­sia uznała, że ma dzi­siaj wyjątko­wo ładną su­kienkę. Za to jej włosy były ra­czej w nieładzie.

- Dzie­ci, za­czy­na­my! - zawołała na­uczy­ciel­ka, po czym wyjęła chu­s­teczkę i wy­tarła nos. - Ale naj­pierw proszę mi po­wie­dzieć, czy­ja to pra­ca do­mo­wa?

Uniosła w górę kartkę z za­da­nia­mi z ma­te­ma­ty­ki, którą ktoś za­po­mniał pod­pi­sać. Cze­kała na od­po­wiedź, ale usłyszała je­dy­nie za­pew­nie­nia: "Nie moja".

Zo­sia na­gle coś so­bie uświa­do­miła. Prze­cież to jej pierw­sza śled­cza za­gad­ka w szko­le!

- Proszę pani, proszę pani! - zawołała. - To spra­wa dla mnie - Zośki De­tek­ty­wa!

Szyb­ko wyjęła lupę i na pa­lusz­kach po­deszła do biur­ka pani Mu­chy. Wyciągnęła rękę po kartkę.

- Za­raz zba­dam dowód - po­wie­działa.

Pani Mu­cha z uśmie­chem podała jej pracę do­mową. Zo­sia domyśliła się, że jest wdzięczna za po­moc. Może i pani Mu­cha była do­bra w układa­niu planów lek­cyj­nych i całkiem nieźle czy­tała na głos, ale nie była de­tek­ty­wem. Pew­nie nie uczą ta­kie­go przed­mio­tu w szko­le dla na­uczy­cie­li. A szko­da.

- No do­brze. - Zo­sia badała kartkę. Roz­po­znała za­da­nia ma­te­ma­tycz­ne, które ro­bi­li wczo­raj. - Aha! - po­wie­działa. - Wskazówka: Proszę spoj­rzeć na te ślady gum­ki!

- Czy mówią ci coś? - Ożywiła się pani Mu­cha.

Widać było, że jest pod wrażeniem.

- Oczy­wiście! - stwier­dziła Zo­sia. - Mówią mi, że ta pra­ca należy do kogoś, kto używa różowej gum­ki do ście­ra­nia. I często zmie­nia zda­nie.

Następnie Zo­sia po­ka­zała na plamę na kart­ce. Wyglądała jak pla­ma tłuszczu. Albo cze­ko­la­dy. Albo błota.

- Wi­dzi pani to? - za­py­tała na­uczy­cielkę. - Ten ktoś musi być wiel­kim flej­tu­chem.

Pani Mu­cha z wes­tchnie­niem po­ki­wała głową.

- Tak. Te­raz widzę.

- Oczy­wiście pod­sta­wo­wym do­wo­dem będzie cha­rak­ter pi­sma - mówiła da­lej Zo­sia. - Oto, co zro­bi­my. Niech pani jesz­cze raz zada pracę do­mową, a wte­dy porównam próbki pi­sma z tym, które mamy tu­taj.

Pani Mu­cha cmoknęła z zakłopo­ta­niem.

- Oj, nie wiem, Zo­siu. Chy­ba nie star­czy nam cza­su.

Zo­sia wzru­szyła ra­mio­na­mi.

- No do­brze... Ro­zu­miem, że będę mu­siała pra­co­wać na ma­te­ria­le, który tu mamy. - Po­deszła do ta­bli­cy i za­ma­szy­stym ru­chem wzięła kredę. - Za­pisz­my to, co wie­my.

Za­gad­ka Nie­pod­pi­sa­nej Pra­cy Do­mo­wej

Trop 1: Po­dej­rza­ny używa różowej gum­ki.

Trop 2: Po­dej­rza­ny lubi jeść tłuszcz, cze­ko­ladę lub błoto.

Trop 3: Po­dej­rza­ny pi­sze cy­fry w taki sposób: 1,2,3.

Na­gle Zo­sia za­marła.

Po­pa­trzyła na swo­je 3. I na swo­je 2. I na swo­je 1.

A po­tem pomyślała o różowej gum­ce na końcu swo­je­go ołówka. I cze­ko­la­do­wych cia­stecz­kach, które jadła wczo­raj wie­czo­rem... od­ra­biając lek­cje.

I wresz­cie Zo­sia po­pa­trzyła na kartkę z pracą do­mową. Ehm... Od­po­wie­dzi spra­wiały wrażenie ta­kich sa­mych, jak jej wczo­raj­sze.

Położyła kartkę na biur­ku. Pod­pi­sała ją u góry. I wręczyła pani Mu­sze.

- Um, tak, proszę pani. Śledz­two zo­stało zakończo­ne.

Na­uczy­ciel­ka uśmiechnęła się i po­kle­pała jej czapkę.

- Świet­nie ci poszło. Do­bra ro­bo­ta, Zośko De­tek­ty­wie.

* * *

Cóż, Za­gad­ka Nie­pod­pi­sa­nej Pra­cy Do­mo­wej nie była naj­bar­dziej ta­jem­niczą sprawą na świe­cie. Ale czymś jed­nak była. "Daj­cie mi następną!", pomyślała Zo­sia.

Pro­blem w tym, że następna za­gad­ka nie chciała się po­ja­wić. Właśnie skończyły się lek­cje, co zna­czyło, że żadna spra­wa już nie wy­nik­nie.

"Tak to właśnie jest ze szkołą - uty­ski­wała Zo­sia. - Żad­nych po­rwań mi­lio­nerów. Żad­nych kra­dzieży kosz­tow­ności. Nic. Jaki jest sens by­cia de­tek­ty­wem, jeśli wokół nie ma przestępstw i przestępców?".

Zo­sia za­sta­na­wiała się, czy Sher­lock Hol­mes czuł się tak samo, kie­dy jesz­cze był w szko­le.

- Hej, mam za­gadkę - po­wie­działa Ka­sia, kie­dy na pa­lusz­kach szły do au­to­bu­su.

Hur­ra! W samą porę!

- O co cho­dzi? - spy­tała Zo­sia.

- Gdzie się po­działy wszyst­kie za­gad­ki? - od­parła Ka­sia ze śmie­chem.

Zo­sia uśmiechnęła się sze­ro­ko. Ale też przewróciła ocza­mi.

- Cze­kaj! Może coś się zda­rzy na tre­nin­gu piłkar­skim - dodała Ka­sia. - Może ktoś po­rwie tre­nerkę!

Zo­sia kiwnęła głową, choć ra­czej wątpiła w to po­rwa­nie...

Ale za­wsze war­to mieć na­dzieję.