2
DREW
Udało się. Osiągnąłem to, co jeszcze niedawno wydawało się niemożliwe. Przekonałem żonę do opuszczenia miasta, które kocha i wspólnej przeprowadzki w to miejsce. Teraz, kiedy oficjalnie już to zrobiliśmy, wszystko jest w jak najlepszym porządku. Jestem tak rozemocjonowany, że mógłbym nawet zatańczyć, ale to nie byłoby szczególnie stosowne, poza tym nie chcę się ośmieszyć przed facetami od przeprowadzek, którzy właśnie się zbierają, więc staram się odrobinę stłumić poruszenie. Naprawdę jestem szczęśliwy i nie ma to nic wspólnego z tym nowym domem. Powodem tego jest to, że wreszcie będę mógł robić swoje.
Fern mi wierzy.
Jest przekonana, że zasugerowałem to wszystko tylko dlatego, że zależało mi na spokojnym życiu.
Gdyby tylko znała prawdę.
- Mógłbyś zanieść to na górę? - pyta moja żona, wskazując ciężki karton opisany czarnym markerem jako "sypialnia". - Ci goście nie przeczytali chyba napisów, które specjalnie dla nich umieściłam na pudłach.
- To moja wina. Powinienem był ich lepiej przypilnować - mówię, po czym wydaję z siebie jęk, dźwigając karton w stronę schodów.
- Pewnie ich rozproszyło to całe gadanie o piłce nożnej - odpowiada Fern z szelmowskim uśmiechem, mając na myśli moją rozmowę z nimi na temat aktualnej sytuacji Manchesteru United, która sprawiła, że musieli kończyć pracę w pośpiechu.
- Chciałem po prostu być miły. Podejrzewam, że nieczęsto mają okazję pogadać z kimś w trakcie roboty. Nie wszyscy tak kochają swoją pracę jak ja.
Troszkę przesadzam, mówiąc o miłości do swojej profesji, choć nie do końca. Kiedyś czerpałem ogromną satysfakcję z bycia lekarzem, idąc śladami ojca, który twierdził, że byłby bardzo szczęśliwy, gdybym rozwinął sensowną karierę, a już najlepiej w medycynie jak on. Miałem sporo wątpliwości, ale uzbrojony w intelekt, który mi podpowiadał, żeby nie tylko "studiować" medycynę, ale także uczyć się na wszystkie testy i egzaminy, uświadomiłem sobie, że podoba mi się wizja zostania lekarzem. W dniu, w którym uzyskałem tytuł, byłem cholernie dumny - może zrobiłem to bardziej dla rodziców niż dla siebie samego, ale i tak zamierzałem tę dumę zachować w trakcie całej mojej kariery, choć oczekiwania związane z pracą nierzadko różnią się od rzeczywistości. Wydaje się ona mniej polegać na ratowaniu życia, a bardziej na biurokracji. Jest to zdecydowanie bardziej widoczne teraz, niż w czasach mojego taty, ale nie chcę, żeby wiedziało o tym zbyt wiele osób. Pewnie dlatego, że uwielbiam ten podziw, kiedy inni się dowiadują, na czym polega moja praca, a tylko zepsułbym im jej obraz, gdybym przyznał, że przez większą część dnia przekładam papiery na biurku.
Tak przynajmniej było do tej pory.
Tutaj - w Arberness - będę miał mniej pacjentów, co oznacza, że będę mógł im zapewnić wyższy poziom opieki. Może pomiędzy kolejnymi wizytami uda mi się mieć choć pięciominutową przerwę na oddech, co byłoby naprawdę fantastyczne. Może w zapomnienie odejdą dni, kiedy nie mogłem pójść do toalety lub zjeść kanapki bez uczucia, że zwiększam opóźnienie w już poważnie obciążonym systemie kolejkowym. Tutaj powinno być prościej, wygodniej, bardziej komfortowo niż w Manchesterze. Tamto miejsce było stresujące nawet w dobry dzień i po prostu przytłaczające w fatalny, a wszystko to z powodu wyjątkowego obciążenia pracą.
Odstawiam ciężki karton w sypialni obok innych, które trafiły tu wcześniej, po czym rozglądam się po pokoju, zastanawiając się, ile czeka nas z Fern roboty, zanim doprowadzimy go do wymarzonego stanu. Teraz to miejsce przypomina bardziej stodołę niż dom, ale w końcu zrealizujemy plany, a przynajmniej zrobi to moja żona. Jutro zaczynam pracę, co oznacza, że nie będę mógł jej pomagać w takim stopniu, w jakim bym chciał, ale wiem, że Fern da sobie radę. Poza tym będzie miała tyle pracy na głowie, że nie odczuje nudy ani samotności, która mogłaby sprawić, że zaczęłaby myśleć i mówić o powrocie do miasta. Im bardziej będzie zajęta, tym mniejsze prawdopodobieństwo, że się dowie, po co tak naprawdę tutaj jestem.
Powinienem zejść na dół i pomóc wnieść kolejny karton, ale wcześniej podchodzę do okna i patrzę na wodę. To widok, który będzie witał nas każdego ranka, kiedy tylko rozsuniemy zasłony. Przyglądając się pięknej okolicy, myślę o prawdziwej przyczynie naszej przeprowadzki w to miejsce, a krajobraz - choć niezaprzeczalnie piękny - nie ma z tym nic wspólnego.
Zamiast tego ma wiele wspólnego z Alice.
Wypuszczam powoli powietrze, myśląc o kobiecie, którą naprawdę kocham, która nie jest moją żoną, ale która zajmuje w moim sercu tyle miejsca, że byłem gotów wywrócić swoje życie do góry nogami i zacząć je od początku i to w samym środku niczego. Zastanawiam się, gdzie ona teraz może być, ale wiem, że gdziekolwiek jest, nie może być daleko. A to dlatego, że Alice również tu mieszka, a zważywszy, że to naprawdę maleńka wioska, nie może być nigdy oddalona ode mnie więcej niż o kilka ulic. Ta myśl rozgrzewa mnie od środka, a jestem przekonany, że będę tego ciepła potrzebował w chłodniejszych miesiącach, kiedy temperatura spadnie i sprawi, że to miejsce stanie się mniej przytulne.
Nie spuszczam wzroku z morza, myśląc o Alice i o tym, jak dobrze będzie znów być blisko niej. Upłynęło sześć długich miesięcy, odkąd widziałem jej piękną twarz po raz ostatni, a przez cały ten czas wspominałem naszą finalną rozmowę. Tę, w trakcie której mi powiedziała, że nasz romans się zakończył. Chcąc to udowodnić, wyprowadziła się z Manchesteru ze swoim mężem Rorym, który nie miał pojęcia o niewierności żony. Tak samo jak moja żona nie miała pojęcia o mojej.
Stwierdzenie, że po odejściu Alice byłem zdruzgotany, byłoby sporym niedopowiedzeniem. Wiedziałem oczywiście, że to, co robimy, jest niemoralne, ale nie były to takie zwyczajne spotkania, w których chodziło tylko o seks. Nie, nasza relacja była znacznie głębsza. Zakochałem się w Alice w trakcie naszego romansu i pomimo tego, co powiedziała ostatnim razem, wiedziałem, że ona czuje to samo.
Nasza miłosna przygoda rozpoczęła się przed rokiem w przeciętny, szary dzień, kiedy pracowałem w przychodni w centrum miasta. Po dwunastu godzinach żmudnego wypisywania recept i przekonywania większości pacjentów, że łagodne objawy, które zgłaszają, wcale nie oznaczają, że czeka ich rychła śmierć, musiałem po prostu wypić coś mocniejszego. Wybrałem się do pubu za rogiem, żeby zamówić sobie piwo przed powrotem do domu i opowiedzeniem Fern o trudach dnia. Ale moje życie miało zmienić się na dobre niedługo po zamówieniu piwa, bo ledwie usiadłem przy barze i skinąłem głową do barmana, zauważyłem właśnie ją.
Długie, jasne włosy. Przyjemne dla oka krągłości. I uśmiech, który sprawił, że znów poczułem się jak nastolatek. Nie miałem pojęcia, kim jest ta piękność, bo nigdy wcześniej jej nie widziałem w tej części miasta.
Och, jak bardzo tego żałowałem.
Zapragnąłem, żeby została jedną z moich pacjentek i przychodziła do mnie co tydzień, nawet jeśli nic nie będzie jej dolegało. Lekarze nie znoszą hipochondryków, ale oddałbym wszystko, żeby była moją pacjentką numer jeden i codziennie pukała do moich drzwi, żeby zgłosić jakąś nieistniejącą chorobę. Cokolwiek, byle tylko była blisko. Żebym mógł z nią rozmawiać, dowiedzieć się o niej więcej.
Zdawałem sobie sprawę, że szanse na to, żeby taka kobieta znalazła się w moim gabinecie, były nikłe i nie chodziło tylko o to, że wyglądała na zdrową. Po prostu nie miałem takiego farta. Jedynie wyjątkowe szczęście mogło pozwolić mi spotkać się z kimś takim jak ona i choć wiodłem dobre życie w małżeństwie, miałem stabilną karierę i dość znajomych oraz przyjaciół, by nigdy nie czuć się samotny, wiedziałem, że poznanie jej zmieniłoby wszystko.
Usiadłem i patrzyłem, jak rozmawia z koleżanką przy stole w narożniku, ale ledwie tknąłem piwo, bo zacząłem po prostu fantazjować na temat mojego nowego odkrycia.
Jak miała na imię? Gdzie mieszkała? Czym się zajmowała?
A co najważniejsze, czy byłaby zainteresowana rozmową ze mną?
Widok niewielkiego pierścionka z diamentem na lewej dłoni wcale nie zbił mnie z pantałyku, bo przecież sam nosiłem obrączkę ślubną. W tym momencie nie myślałem jednak wcale o potencjalnym romansie ani o tym, jak znajomość z nią mogłaby zmienić moje życie w całkiem nieprzewidywalny sposób. Chciałem po prostu, żeby zwróciła na mnie uwagę. Żeby mnie zobaczyła. Żeby podziwiała mnie tak, jak ja podziwiałem ją.
Nie miałem wyboru, musiałem zamówić kolejne piwo, kiedy tak siedziałem i gapiłem się na tę piękną kobietę w oczekiwaniu, że znajdzie się bliżej. W końcu moja cierpliwość się opłaciła. W lokalu zrobiło się tłoczniej, a ona podeszła do baru po następną kolejkę drinków. Kiedy stanęła obok mnie, nie przepuściłem okazji.
Skomplementowałem jej wygląd, przechodząc od razu do rzeczy, bo nie miałem czasu do stracenia. Ponadto nie chciałem być jak każdy inny facet, który tylko się gapi, ale niczego nie robi. Przyjęła komplement, po czym powiedziała, że podoba się jej mój garnitur i zapytała, czy pracuję w biurze.
Wykorzystałem oczywiście szansę na to, żeby ją powiadomić, że jestem lekarzem. Sądząc po wyrazie jej oczu, uznałem, że zrobiło to na niej wrażenie. Dopilnowałem, żeby zwiększyć jej zainteresowanie sobą, zadając serię własnych pytań i już niebawem kolejny drink był ostatnią rzeczą, o jakiej myślała. Kiedy dołączyła do nas jej przyjaciółka, zdziwiona, że zamówienie tak długo trwa, skłamała i powiedziała jej, że jestem starym znajomym z uniwersytetu, dodając przy okazji, że niezwykłym zbiegiem okoliczności było nasze spotkanie w tym miejscu po tak wielu latach. Najwyraźniej jednak miało to na celu wyłącznie pozbycie się przyjaciółki, żebyśmy mogli zostać sami. Kiedy kobieta odeszła, zostaliśmy razem w pubie aż do zamknięcia, rozmawiając i flirtując. Musieliśmy naprawdę wyglądać jak dwoje dawnych znajomych, a nie ludzie, którzy dopiero się poznali.
Tamtego wieczoru nie dostałem buziaka od Alice, głównie dlatego, że oboje wiedzieliśmy o tym, że to drugie jest formalnie zajęte, poza tym wciąż próbowaliśmy zachowywać się przyzwoicie. Dostałem od niej jednak numer telefonu i to wystarczyło, żebyśmy mieli ze sobą kontakt i mogli planować kolejne spotkania, które musiały w końcu nabrać intymnego charakteru.
I tak się oczywiście stało.
Nietrudno było mi wytłumaczyć Fern moje późne powroty do domu: powtarzałem jej, że w pracy panuje chaos, a ona mi wierzyła, bo zawsze tak to u mnie wyglądało. Zamiast jednak tkwić w gabinecie przy biurku pełnym recept, meldowałem się i wymeldowywałem z kolejnych hoteli z Alice. Przy okazji czułem się bardziej żywy niż przez te wszystkie ostatnie lata.
Miałem oczywiście wyrzuty sumienia względem Fern, ale nie byłem w tym osamotniony - Alice również miała swoje rozterki związane z Rorym. Nie mogliśmy jednak nic na to poradzić. Jak dzieci, które znalazły klucz do sklepiku ze słodyczami, wykorzystywaliśmy każdą nadarzającą się okazję, żeby dostać to, czego pragnęliśmy. Było to niebezpieczne i wiedziałem, że złamię Fern serce, jeśli się o tym dowie, ale byłem przekonany, że to się nigdy nie wydarzy.
Z mojego punktu widzenia nie była to wina ani moja, ani Alice, że poznaliśmy się już po tym, jak nasze życie się ustabilizowało. To było po prostu życie. Szalone, nieprzewidywalne. Najważniejsze, że się odnaleźliśmy i że dopiero dobiegaliśmy czterdziestki. Czułem, że mamy mnóstwo czasu, żeby cieszyć się naszą tajemnicą.
I wtedy Alice oznajmiła, że wszystko między nami jest skończone i się wyprowadza.
Zaciskam zęby, stojąc przy oknie sypialni i patrząc, jak fale omywają piaszczysty brzeg. Ból, który odczułem, kiedy Alice poprosiła, żebym dał jej spokój i więcej się nie kontaktował, wciąż jest bardzo silny, choć upłynęło pół roku i założyła pewnie, że już o niej zapomniałem. Ale tak się nie stało. Jestem w niej wściekle zakochany od pierwszego dnia, kiedy poznałem ją w tamtym pubie i dlatego podjąłem dość ekstremalną decyzję o przeprowadzce do tej mieściny. Alice nie ma pojęcia, że zamierzam powrócić do jej życia, ale kiedy sobie uświadomi, do czego się posunąłem, z pewnością uzna, że podchodzę do tego poważnie i da nam kolejną szansę. Szkoda tylko, że to nie może wyjść poza ramy romansu. Nigdy nie będziemy mogli być ze sobą tak oficjalnie. Wymagałoby to odejścia od Fern i choć rozważałem to wielokrotnie, wciąż uważam, że taka opcja nie wchodzi w grę. Fern po prostu zbyt wiele o mnie wie. Wie o rzeczach, z których wcale nie jestem dumny i o sprawach, które mogłyby przysporzyć mi sporo problemów, gdyby kiedykolwiek wyszły na jaw.
Nie postrzegam swojego postępowania jako stalkingu, raczej jak coś romantycznego. Mam nadzieję, że Alice spojrzy na to w podobny sposób. Fern i Rory o niczym się nie dowiedzą, tak samo jak wcześniej, a ja będę pilnował naszego sekretu, dopóki Alice znów nie znajdzie się w moich ramionach. Jest jednak niewielka szansa na to, że Alice nie zareaguje dobrze na moje pojawienie się, więc na wszelki wypadek nie palę żadnych mostów z moją żoną. Lepiej być żonatym mężczyzną ze skomplikowanym życiem uczuciowym niż rozwiedzionym lekarzem, którego wszyscy żałują.
Na razie zamierzam strzec mojej tajemnicy jak oka w głowie i zobaczyć, co z tego wyniknie.
Co ma dla mnie w zanadrzu życie w tej wiosce?
Cóż, podobnie jak w przypadku miasta, zamierzam zrobić wszystko, co w mojej mocy, by dostać to, czego chcę.