Rozdział 1
W ogóle nie jesteście do siebie podobne z siostrą - powiedział Filip,
nawijając na widelec sporą porcję makaronu.
- Wiem, wiele osób nam to mówi - odparłam, gdy przełknęłam łyk soku. Jak
na warunki szpitalnej stołówki był całkiem smaczny.
- Vincent z Erickiem byli do siebie bardzo podobni, a między nimi też
były trzy lata różnicy.
Kurde, przecież on musiał znać Vincenta, skoro znają się z Erickiem od
dzieciństwa.
- Nigdy nie widziałam żadnego zdjęcia Vincenta. - Wzruszyłam ramionami.
- Zdziwiłabyś się, jak byli podobni fizycznie, skoro psychicznie to dwie
skrajności. - Filip uśmiechnął się smutno.
- Erick nie lubi o tym rozmawiać, a ja nie naciskam.
- Bardzo to przeżył, obwinia się do tej pory.
- Wiem... - Spuściłam głowę i zastanawiałam się, czy Filip też nie zna
prawdy, czy po prostu mnie okłamuje.
- Erick naprawdę wiele w życiu przeszedł, samobójstwo ojca, śmierć
Vincenta, twoje porwanie, potem operacja i jeszcze ta sprawa z Monicą -
powiedział cicho.
- Podobno złożyła przeciwko niemu zawiadomienie do prokuratury.
- Nie mówię o tej sprawie, Meg... - Filip spojrzał na mnie pytająco.
- A o czym? - Wyprostowałam się i wbiłam w niego wzrok.
Spiął się i zamilkł.
- Filip, o jakiej sprawie mówisz? - zapytałam niecierpliwie.
- Nie powiedział ci?
- Czego mi jeszcze nie powiedział?! - Zrobiło mi się gorąco. Czyżby
czekała mnie kolejna tajemnica?
- Skoro nie mówił, to nie było sprawy. Na pewno by nie chciał, byś
dowiedziała się tego ode mnie. - Pokręcił głową i odwrócił wzrok.
- Filip! - warknęłam i przysunęłam się do niego. - Powiedz mi! Jeśli mi
powiesz, zapomnę o tym, co się między nami wydarzyło! - Sama nie
wierzyłam, że to powiedziałam, ale musiałam jakoś wyciągnąć z niego te
informacje.
- Naprawdę? - Spojrzał zaskoczony.
- Tak. - Kiwnęłam głową w oczekiwaniu.
- No dobrze, ale jak coś, to nie ja ci to powiedziałem.
- Jasne. Nie zdradzę się, że wiem, póki sam mi nie powie. - Uśmiechnęłam
się sztucznie.
- Związek Ericka i Moniki był bardzo burzliwy, co chwilę się schodzili i rozstawali.
- Akurat tego się domyślam. - Przewróciłam oczami.
- Wiesz, dlaczego Erick rozstał się z Monicą? - Filip spojrzał na mnie.
- Właściwie to nie mam pojęcia.
- Pod koniec studiów Monica zaszła w ciążę. Erick był już wtedy znanym
biznesmenem i miał wyrobioną pozycję. Bardzo się ucieszył i chciał
założyć rodzinę...
Otworzyłam oczy ze zdziwienia, ale pozwoliłam mu mówić dalej.
- Ona jednak nie chciała zmarnować sobie kariery i bez jego wiedzy
usunęła ciążę w dwunastym tygodniu w jakiejś prywatnej klinice,
nielegalnie. Spaprali jej to i trafiła do szpitala. Oczywiście nie
przyznała się i próbowała udawać, że to poronienie. Akurat byłem wtedy
na stażu, zbadałem ją i powiedziałem Erickowi, co się stało. Załamał się
i ją znienawidził.
- To dlaczego dalej utrzymywali ze sobą kontakt?! - pisnęłam oburzona,
nie mogąc uwierzyć w to, co słyszę.
- Przez wspólne interesy. Rozstali się, ale ona nadal o niego zabiegała.
Zniszczyła tę miłość, dlatego on potem traktował ją jak laskę do
bzykania. Bardzo się zmienił, aż poznał ciebie... - Filip uśmiechnął się
blado.
- Co za suka! - powiedziałam pod nosem i zacisnęłam pięści ze złości.
- Spokojnie, jesteś dla niego najważniejsza. Na pewno kocha cię
bardziej, niż kochał ją, nawet w chwilach, kiedy dobrze im się układało
- zapewnił mnie Filip i chwycił za dłoń.
- Tylko po co te tajemnice? Dlaczego Erick sam mi o tym nie powiedział?
- Może się bał. Wiesz sama... Tyle okropnych rzeczy musiałaś się o nim
dowiedzieć.
- To ma sens, ale w życiu bym nie pomyślała... - Byłam zszokowana.
- Jesteś dla niego wybawieniem, Meg. Gdyby nie ty, pewnie wciąż by tkwił
w tym popieprzonym towarzystwie Moniki i dziewczyn z agencji.
- Wiem o tym. Ale dlaczego ty z tego odszedłeś? Erick miał powód, a ty?
- Od dłuższego czasu chciałem się uwolnić od tego syfu, ale brakowało mi
motywacji. Poza tym łatwa, duża kasa też na mnie działała. Lekarze wcale
nie zarabiają tak wiele, jak wszyscy myślą, a ja zawsze chciałem być
bogaty.
- Nawet w ten sposób? - zapytałam, nie rozumiejąc, jak oni mogli się w to wszystko wpakować.
- Meg, kiedy zaczynaliśmy pracować z Monicą, to nie wyglądało tak źle.
Po prostu ja, Erick i Gordon mieliśmy wyszukiwać dla niej superlaski i składać im świetne oferty. To one decydowały, czy chcą w to wejść, my
mówiliśmy, na czym ta praca ma polegać. Nie mieliśmy pojęcia, że one są
do czegoś zmuszane, nie wiedzieliśmy, jak ta praca wygląda od kuchni.
Byliśmy, jak to nazwać, takimi... kurierami. Przekazywaliśmy Monice
wyselekcjonowaną, sprawdzoną przesyłkę i pobieraliśmy za to opłatę. Na
tym etapie te kobiety były szczęśliwe, też chciały zarobić grubą kasę, a warunki pracy im odpowiadały - powiedział Filip i zawstydzony spuścił
wzrok. Chyba usłyszał, jak to brzmi...
- Dobra, Filip, już nic mi więcej nie mów, nie mogę tego słuchać -
zakończyłam jego wyznania. - Możemy się przejść, jak zjesz, muszę
pooddychać świeżym powietrzem, zanim wrócę do Kim i maleństwa.
- Jasne, chodź, ja już skończyłem.
Uśmiechnęłam się i wstałam od stolika.
Wyszliśmy na tył szpitala, gdzie znajdował się park dla pacjentów. Był
ciepły niedzielny wieczór, mój ukochany opijał narodziny mojej bratanicy
z tatą i Robem, Kim spała wyczerpana po porodzie, a mama nie mogła się
oderwać od małej Evy. Nagle poczułam się tym wszystkim zmęczona. Tyle
emocji naraz, poród, rozmowa z Filipem, na dodatek nie miałam przy sobie
cholernego telefonu i nawet nie mogłam zadzwonić do Ericka.
Spacerowaliśmy powoli w milczeniu. O dziwo, nie czułam się przy nim
niekomfortowo. To, co dziś powiedział o Monice, wiele dla mnie znaczyło,
może Filip nie był aż taki zły, jak myślałam. Z drugiej jednak strony po
co to zrobił? Gordon powiedział, że mu nie ufa, czy ja też nie powinnam?
Nie wiedziałam. Postanowiłam, że pomyślę o tym później, teraz byłam
wykończona i nie miałam na to siły.
- Dobrze się czujesz? - zapytał spokojnie Filip, gdy zaczęliśmy kolejny
obchód parku.
- Tak. - Kiwnęłam głową. - Dużo wrażeń, panie doktorze. - Uśmiechnęłam
się uprzejmie.
- Chciałem cię przeprosić... - Urwał w pół zdania.
Podniosłam wzrok i zobaczyłam, jak na mnie patrzy. Przypomniał mi się
wzrok Ericka i Michaela. To samo błagalne spojrzenie.
- Nie chcę o tym rozmawiać, Filipie - odparłam szybko.
- Ale ja chcę! - powiedział stanowczo i złapał mnie za rękę. - Usiądźmy,
proszę - dodał.
- O czym tu rozmawiać? Byłeś pijany... - Wzruszyłam ramionami i próbowałam
zrozumieć, dlaczego tak postąpił.
- Wiem, że byłem pijany, ale przecież mówiłem ci, że jestem świadom
tego, co robię.
Usiedliśmy na ławce, odsunęłam się od niego instynktownie.
- To krępujące... - Oblałam się rumieńcem, bo pamiętam, co wtedy mówił.
- Jesteśmy dorosłymi ludźmi, Meg. Nie wiem, dlaczego tak na mnie
działasz, ale faktem jest, że cię pragnę, mimo iż jesteś kobietą mojego
przyjaciela - powiedział poważnie.
- To chyba nie mój problem... - Poczułam się tak mocno zażenowana, że
miałam ochotę uciec.
- Wiem, że nie powinienem ci o tym mówić, ale myślałem, że też tego
chcesz.
- To źle myślałeś. Kocham Ericka i nic ani nikt tego nie zmieni! -
zapewniłam, a potem dodałam w myślach: "Przynajmniej tak mi się wydaje.
Pocałunek z Michaelem to była tylko chwila, nic do niego nie czuję".
- Na początku myślałem, że należysz do dziewczyn z agencji, dlatego tak
postąpiłem. One nigdy nie odmawiały...
Boże, czy ja w ogóle chcę tego słuchać? On też korzystał z ich usług?
- Nigdy nie byłam taką dziewczyną! Obrażasz mnie... - warknęłam oburzona.
- Wiem, Meg! Myliłem się, a gdy poznałem cię lepiej, zobaczyłem, jaka
jesteś. - Oczy mu błyszczały podczas tego wyznania.
- Niby jaka?
- Piękna, mądra, opiekuńcza, taka delikatna i słodka - marzenie każdego
faceta. Więc nie dziw mi się. Erick ma ogromne szczęście, jesteś dla
niego wybawieniem od tego całego gówna. - Chwycił mnie za dłoń, a ja się
wzdrygnęłam. - Nie bój się mnie, proszę!
- To nie rób tak więcej! - Zabrałam rękę. - Co mam ci niby na to
wszystko odpowiedzieć? Tak, Filipie, rozumiem? Czy może: Spoko, nic się
nie stało? - zapytałam z irytacją.
- Po prostu mi wybacz. Wiem, że zachowałem się jak ostatni dupek. - Wbił
wzrok w chodnik.
- Niedawno to słyszałam... - mruknęłam pod nosem, ale trochę za głośno.
- Słucham? - zapytał zaskoczony.
- Nie, nic, nic. - "O cholera! Donell, opanuj się".
- Więc jak będzie?
- Jak mam cię traktować normalnie po czymś takim? Nakłamałeś Gordonowi,
że to ja cię pocałowałam! - syknęłam.
- Postaram się opanować i o tobie zapomnieć.
- Będziemy się często widywać, Erick jest przecież twoim przyjacielem... -
Przewróciłam oczami.
- To jakie widzisz wyjście z tej sytuacji? - zapytał poważnie.
- Na razie nie widzę, to dość skomplikowane i trudne. Erick nie może się
o tym dowiedzieć! Nie wiem, co by się stało, gdyby się dowiedział. -
Potrząsnęłam głową na samą myśl.
- Gordon mu nie powie, ja też nie - zapewnił. W tym momencie zadzwoniła
jego komórka. - To Erick - stwierdził Filip i odebrał. - Halo... Tak, jest
tu ze mną... Nie, wszystko dobrze... W barze? ... No, słyszę, słyszę... Kończę o ósmej... Dobrze, odwiozę. Miłej zabawy... Tak, przekażę... Na razie. -
Rozłączył się i zaczął się śmiać.
Spojrzałam na niego z wyczekiwaniem.
- Filip! - powiedziałam głośno i trąciłam go w ramię, ale on dalej się
śmiał.
- No co? - zapytał ubawiony, podczas gdy pokazywałam mu gestami, by
wyjaśnił, o co chodzi. - Są w barze w New Jersey, twój tata i Rob
śpiewają karaoke, Erick też jest nieźle wstawiony. Prosił, żebym cię
odwiózł do domu, bo twoja mama chce zostać w szpitalu na noc z Kim i małą.
- Cudownie! - Przewróciłam oczami. - Samotna noc w tym wielkim domu. No
po prostu cudownie! - Byłam zła.
- Jeśli chcesz, mogę z tobą zostać... - zaproponował szybko Filip, a ja od
razu spiorunowałam go wzrokiem. - Okej! Okej! Rozumiem to spojrzenie. -
Roześmiał się.
- Wracajmy do szpitala, chcę posiedzieć jeszcze z dziewczynami. Kończysz
o ósmej?
- Tak. Przyjdę po ciebie, jak zdam dyżur drugiemu lekarzowi.
Poszliśmy z powrotem w kierunku szpitala.
***
W sali Kim trzymała Evę i chyba wcześniej udało się jej małą nakarmić.
Mamy nie było, poszła coś zjeść do bufetu. Filip został na korytarzu, a potem poszedł do innej pacjentki. Moja siostra wyglądała cudownie z małą
na rękach. Rozmawiałyśmy chwilę o tym szalonym dniu. Powiedziałam jej,
że Rob pił z tatą i Erickiem w barze i że wszystko było pod kontrolą,
chociaż sama nie miałam pewności, że to prawda, bo z nimi nie
rozmawiałam. Kim obdzwoniła już wszystkie koleżanki, więc jutro można
było się spodziewać nalotu na szpital w New Jersey. Dodała nawet zdjęcia
na Facebooku, w tym jedno ze mną. Erickowi się to pewnie nie spodoba,
ale cóż. Zalogowałam się na jej konto i zobaczyłam mnóstwo komentarzy od
znajomych, w tym od Michaela: "Gratulacje dla ślicznej mamusi i jeszcze
piękniejszej cioci".
No super! Byle Erick tego nie widział! Miałam nadzieję, że Mike nie
wybierał się do szpitala w odwiedziny. Nie miałam ochoty na awanturę.
Wzdrygnęłam się na tę myśl. Moja siostra poprosiła, żebym przeczytała
jej wszystkie komentarze, ale ten od Michaela pominęłam. Co chwila
dzwonił jej telefon, więc nasza rozmowa wyglądała dość dziwnie i po
jakimś czasie trochę mnie to zaczęło denerwować. Weszłam z ciekawości na
profil Michaela. Miał mnóstwo zdjęć z Afryki, zobaczyłam, że zjeździł
cały świat. Był w Paryżu, Londynie, Barcelonie, Moskwie. Prawie na
każdym zdjęciu towarzyszyły mu piękne dziewczyny. Przypomniały mi się
jego słowa: "Żadna z nich nie była tobą". Co on we mnie widział? Nigdy
nie miałam powodzenia u facetów, a teraz nagle trzech. A może po prostu
nie zwracałam na to uwagi? Traktowałam wszystkich jak kolegów i nie
chciałam do siebie nikogo dopuścić? Sama już nie wiedziałam. Erick
odmienił moje życie, ale też nieźle je skomplikował.
Kilka minut po ósmej do sali wszedł Filip. Widać było, że jest bardzo
zmęczony, musiał mieć ciężki dyżur.
- Jedziemy? - zapytał łagodnie, kiwając do nas głową.
- Poradzisz sobie? - Spojrzałam na Kim, która trzymała małą na rękach.
- Jasne, mama pewnie zaraz wróci. Pożegnaj się ze swoją chrześnicą. -
Podniosła Evę delikatnie, a ja pogłaskałam ją po główce i ucałowałam.
- Przyjadę jutro z chłopakami, jak wytrzeźwieją. Pa, siostro.
- Do widzenia, Kimberly - powiedział Filip.
Poszliśmy w stronę windy i zjechaliśmy na parking dla pracowników. Filip
podszedł do granatowego audi RS7 i otworzył mi drzwi. Potem zatrzymał
się na chwilę, by obejrzeć samochód. Czy on też ma hopla na punkcie aut
- jak mój ojciec i kiedyś Erick?
- Jesteście stuknięci! - oznajmiłam głośno i zaczęłam się śmiać.
- Erick takiego jeszcze nie ma! - zapewnił z dumą Filip.
- Jeszcze? - Podniosłam zaskoczona brew.
- Kupiłem to auto w zeszłym tygodniu. Kiedy Erick je zobaczył, od razu
chciał takie samo. Jak tylko stanie na nogi finansowo, to zobaczysz,
będziecie takim jeździć.
- Już ja mu to wybiję z głowy! - Uśmiechnęłam się i wsiadłam do
samochodu.
- Ale jestem zmęczony! Dobrze, że jutro mam wolne.
- Gdzie ty w ogóle mieszkasz? - spytałam z ciekawości.
- W New Jersey, ale po drugiej stronie miasta.
- Aha... - Zapięłam pas i oparłam się o skórzane siedzenie. - Oczy mi się
zamykają... - powiedziałam cicho.
- Mnie też... - Filip zaśmiał się i trącił mnie w ramię.
- Erick prosił, byś dowiózł mnie całą i zdrową, więc lepiej skup się na
drodze! - rzuciłam poważnie, ale po chwili także zaczęłam się śmiać.
Ruszyliśmy powoli, z głośników rozległy się dźwięki Beneath Your
Beautiful. Spojrzałam na Filipa, a on uśmiechnął się szeroko. Miałam
nadzieję, że ta piosenka to tylko przypadek, a nie jakaś dziwna aluzja z jego strony.
- Może coś zjemy po drodze? Albo weźmiemy na wynos?
Tym pytaniem wyrwał mnie z zadumy. Spojrzałam na niego i od razu wpadł
mi do głowy pomysł.
- Jedźmy do McDonalda, ale Erick nie może o tym wiedzieć! - Uśmiechnęłam
się konspiracyjnie.
- Powiększony zestaw Big Mac i shake? - zapytał.
Cholera, skąd wiedział? Uśmiechnęłam się wymownie, na co Filip się
roześmiał.
Zajechaliśmy pod okienko McDrive. Filip zamówił dwa powiększone zestawy,
dwa największe shaki i dwa ciastka.
- Zjemy w samochodzie?
- Ja tak, to ty prowadzisz! - Posłałam mu złośliwy uśmiech, czym
najwyraźniej bardzo go rozbawiłam.
Ruszył powoli i skierował się do domu. Po dwudziestu pięciu minutach
byliśmy na miejscu. Ochrona wpuściła nas na podjazd, Flory ani Raya nie
było.
- No nie mogę, faktycznie będę sama! - Wydęłam usta w grymasie
niezadowolenia. - Zadzwonię do Ericka.
Weszliśmy do środka, Filip skierował się do kuchni, a ja poszłam do
sypialni po telefon. Wybrałam numer Ericka, a ponieważ nie odbierał,
nagrałam mu się. Pewnie rozładowała mu się komórka, ale i tak zaczęłam
się martwić. Zadzwoniłam do taty, ale on też nie odebrał, podobnie jak
Rob. Cholera! "No dobra, nie panikuj" - pocieszyłam sama siebie. "Pewnie
bawią się w najlepsze".
Zeszłam na dół.
- Smacznego - rzuciłam i przemknęłam do łazienki, by przebrać się w coś
domowego. Wybrałam dresowe szorty i koszulkę na ramiączkach.
- Wszystko w porządku? - spytał Filip, gdy usiadłam przy kuchennej
wyspie.
- Nie mogę się do nich dodzwonić, u Erica włącza się poczta, a tata i Rob nie odbierają.
- Spokojnie. Jest z nimi Jack i na pewno nic im się nie stanie -
pocieszył mnie Filip.
- Masz do niego numer?
- Mam. - Spojrzał na mnie.
- Podaj mi, zadzwonię do niego. Muszę wiedzieć, że wszystko w porządku.
- Proszę... - Filip podsunął mi swój telefon.
Wybrałam numer. Faktycznie, bez potrzeby się martwiłam, cały bar z nimi
świętował, mój tata stawiał wszystkim kolejki, Rob już odleciał, ale
Erick jeszcze się trzymał. Uspokoiłam się. Jack powiedział, że nie wie,
o której będą wracać, ale że wszystko ma pod kontrolą i żebym się nie
przejmowała. Humor od razu mi się poprawił. Nie chciałam zostać sama w tym wielkim domu, ale czy mogłam poprosić Filipa, by mi towarzyszył? Nie
ufałam mu, mimo że dziś sobie wszystko wyjaśniliśmy. Jednak... chyba nie
miałam wyjścia.
- Dobra, to ja będę się zbierał, późno już. - Wstał.
- Filip, zaczekaj... - powiedziałam cicho.
Od razu się zatrzymał i spojrzał na mnie.
- Zostań ze mną, proszę. Nie chcę być sama, a nie wiem, o której oni
wrócą.
- Jesteś pewna? - spytał zaskoczony.
- Nie, ale nie mam wyjścia. Mógłbyś spać na kanapie w salonie. -
Uśmiechnęłam się.
- Dostanę chociaż koc? - Mrugnął do mnie i podszedł do barku. - Napijmy
się czegoś.
- Hola! Ja nie mogę pić, a ty nie powinieneś. - Podeszłam i zamknęłam mu
barek przed nosem.
- Daj spokój! Obiecuję, że będę grzeczny. - Posłał mi niewinne
spojrzenie.
- Nie kuś losu! - odparłam stanowczo. - Weź sobie od Ericka jakieś
czyste rzeczy. Możesz spać w sypialni na piętrze. Tej położonej najdalej
od mojej - dodałam i posłałam mu surowe spojrzenie.
- Masz jednak pazurki! Tak jak mówił Erick. - Puścił do mnie oko i poszedł na górę.
Boże, jak on mi działał na nerwy! Chyba będę musiała zamknąć się w sypialni od środka, by czuć się bezpiecznie.
Poszłam pod prysznic. Było już dobrze po dziesiątej wieczorem i zrobiło
się ciemno. Wybrałam najmniej seksowną piżamę, jaką miałam w szafie, i włożyłam szlafrok. Okej, może jakoś wytrzymam tę jedną noc. Gdy zeszłam
na dół, Filip siedział w salonie i oglądał jakiś film. Przebrał się w białą koszulkę i był w samych bokserkach. Czy on oszalał?
- Nie znalazłeś szlafroka? - zapytałam zawstydzona. Starałam się na
niego nie patrzeć.
- Znalazłem, ale jest za gorąco. Daj spokój.
- Podkręć klimatyzację, jeśli jest ci za gorąco. - Rzuciłam mu koc, by
się zakrył.
- Śliczne misie - skomentował i uśmiechnął się drwiąco. - Przy Ericku
też nosisz takie słodkie piżamy?
- Spadaj! - Pokazałam mu język i zaczęłam się śmiać. - Co oglądasz?
- Nastawiłem pierwszą część Transformersów.
- Może być... - Usiadłam na drugim krańcu kanapy.
- Macie jakieś chipsy czy coś?
- Powinno coś być. Poczekaj, sprawdzę... - Zajrzałam do naszej spiżarni, w której było wszystko. Znalazłam wielką paczkę chipsów serowo-cebulowych,
opakowanie krakersów, paczkę czekoladowych ciastek i dwie puszki pepsi.
- Może być? - Położyłam wszystko na niski szklany stolik stojący przed
kanapą.
- Idealnie. - Filip pokazał mi uniesiony kciuk, a potem otworzył paczkę
chipsów.
- Co za dieta, najpierw fast food, teraz śmieciowe jedzenie! Erick od
razu wygłosiłby kazanie - powiedziałam i zadowolona wzięłam kilka
krakersów.
- Dba o ciebie, chce, byś była zdrowa.
- Jutro mam wizytę kontrolną, na pewno wszystko jest okej. Dobrze się
czuję.
- Mam nadzieję! - odparł Filip.
Rozsiedliśmy się wygodnie i zaczęliśmy seans. Dawno nie oglądałam tego
filmu, zapomniałam, jaki był fajny. Filip nie robił żadnych głupich
podchodów, siedział grzecznie i oglądał.
Byłam jednak tak zmęczona, że zasnęłam w połowie filmu.