Zniknięcie. seria Pink Book - K.N. Haner

Kup ebooka

21.00 zł
17.85 zł (17,02 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Roz­dział 1

W ogóle nie jeste­ście do sie­bie podobne z sio­strą - powie­dział Filip, nawi­ja­jąc na wide­lec sporą por­cję maka­ronu.

- Wiem, wiele osób nam to mówi - odpar­łam, gdy prze­łknę­łam łyk soku. Jak na warunki szpi­tal­nej sto­łówki był cał­kiem smaczny.

- Vin­cent z Eric­kiem byli do sie­bie bar­dzo podobni, a mię­dzy nimi też były trzy lata róż­nicy.

Kurde, prze­cież on musiał znać Vin­centa, skoro znają się z Eric­kiem od dzie­ciń­stwa.

- Ni­gdy nie widzia­łam żad­nego zdję­cia Vin­centa. - Wzru­szy­łam ramio­nami.

- Zdzi­wi­ła­byś się, jak byli podobni fizycz­nie, skoro psy­chicz­nie to dwie skraj­no­ści. - Filip uśmiech­nął się smutno.

- Erick nie lubi o tym roz­ma­wiać, a ja nie naci­skam.

- Bar­dzo to prze­żył, obwi­nia się do tej pory.

- Wiem... - Spu­ści­łam głowę i zasta­na­wia­łam się, czy Filip też nie zna prawdy, czy po pro­stu mnie okła­muje.

- Erick naprawdę wiele w życiu prze­szedł, samo­bój­stwo ojca, śmierć Vin­centa, twoje porwa­nie, potem ope­ra­cja i jesz­cze ta sprawa z Monicą - powie­dział cicho.

- Podobno zło­żyła prze­ciwko niemu zawia­do­mie­nie do pro­ku­ra­tury.

- Nie mówię o tej spra­wie, Meg... - Filip spoj­rzał na mnie pyta­jąco.

- A o czym? - Wypro­sto­wa­łam się i wbi­łam w niego wzrok.

Spiął się i zamilkł.

- Filip, o jakiej spra­wie mówisz? - zapy­ta­łam nie­cier­pli­wie.

- Nie powie­dział ci?

- Czego mi jesz­cze nie powie­dział?! - Zro­biło mi się gorąco. Czyżby cze­kała mnie kolejna tajem­nica?

- Skoro nie mówił, to nie było sprawy. Na pewno by nie chciał, byś dowie­działa się tego ode mnie. - Pokrę­cił głową i odwró­cił wzrok.

- Filip! - wark­nę­łam i przy­su­nę­łam się do niego. - Powiedz mi! Jeśli mi powiesz, zapo­mnę o tym, co się mię­dzy nami wyda­rzyło! - Sama nie wie­rzy­łam, że to powie­dzia­łam, ale musia­łam jakoś wycią­gnąć z niego te infor­ma­cje.

- Naprawdę? - Spoj­rzał zasko­czony.

- Tak. - Kiw­nę­łam głową w ocze­ki­wa­niu.

- No dobrze, ale jak coś, to nie ja ci to powie­dzia­łem.

- Jasne. Nie zdra­dzę się, że wiem, póki sam mi nie powie. - Uśmiech­nę­łam się sztucz­nie.

- Zwią­zek Ericka i Moniki był bar­dzo burz­liwy, co chwilę się scho­dzili i roz­sta­wali.

- Aku­rat tego się domy­ślam. - Prze­wró­ci­łam oczami.

- Wiesz, dla­czego Erick roz­stał się z Monicą? - Filip spoj­rzał na mnie.

- Wła­ści­wie to nie mam poję­cia.

- Pod koniec stu­diów Monica zaszła w ciążę. Erick był już wtedy zna­nym biz­nes­me­nem i miał wyro­bioną pozy­cję. Bar­dzo się ucie­szył i chciał zało­żyć rodzinę...

Otwo­rzy­łam oczy ze zdzi­wie­nia, ale pozwo­li­łam mu mówić dalej.

- Ona jed­nak nie chciała zmar­no­wać sobie kariery i bez jego wie­dzy usu­nęła ciążę w dwu­na­stym tygo­dniu w jakiejś pry­wat­nej kli­nice, nie­le­gal­nie. Spa­prali jej to i tra­fiła do szpi­tala. Oczy­wi­ście nie przy­znała się i pró­bo­wała uda­wać, że to poro­nie­nie. Aku­rat byłem wtedy na stażu, zba­da­łem ją i powie­dzia­łem Eric­kowi, co się stało. Zała­mał się i ją znie­na­wi­dził.

- To dla­czego dalej utrzy­my­wali ze sobą kon­takt?! - pisnę­łam obu­rzona, nie mogąc uwie­rzyć w to, co sły­szę.

- Przez wspólne inte­resy. Roz­stali się, ale ona na­dal o niego zabie­gała. Znisz­czyła tę miłość, dla­tego on potem trak­to­wał ją jak laskę do bzy­ka­nia. Bar­dzo się zmie­nił, aż poznał cie­bie... - Filip uśmiech­nął się blado.

- Co za suka! - powie­dzia­łam pod nosem i zaci­snę­łam pię­ści ze zło­ści.

- Spo­koj­nie, jesteś dla niego naj­waż­niej­sza. Na pewno kocha cię bar­dziej, niż kochał ją, nawet w chwi­lach, kiedy dobrze im się ukła­dało - zapew­nił mnie Filip i chwy­cił za dłoń.

- Tylko po co te tajem­nice? Dla­czego Erick sam mi o tym nie powie­dział?

- Może się bał. Wiesz sama... Tyle okrop­nych rze­czy musia­łaś się o nim dowie­dzieć.

- To ma sens, ale w życiu bym nie pomy­ślała... - Byłam zszo­ko­wana.

- Jesteś dla niego wyba­wie­niem, Meg. Gdyby nie ty, pew­nie wciąż by tkwił w tym popie­przo­nym towa­rzy­stwie Moniki i dziew­czyn z agen­cji.

- Wiem o tym. Ale dla­czego ty z tego odsze­dłeś? Erick miał powód, a ty?

- Od dłuż­szego czasu chcia­łem się uwol­nić od tego syfu, ale bra­ko­wało mi moty­wa­cji. Poza tym łatwa, duża kasa też na mnie dzia­łała. Leka­rze wcale nie zara­biają tak wiele, jak wszy­scy myślą, a ja zawsze chcia­łem być bogaty.

- Nawet w ten spo­sób? - zapy­ta­łam, nie rozu­mie­jąc, jak oni mogli się w to wszystko wpa­ko­wać.

- Meg, kiedy zaczy­na­li­śmy pra­co­wać z Monicą, to nie wyglą­dało tak źle. Po pro­stu ja, Erick i Gor­don mie­li­śmy wyszu­ki­wać dla niej super­la­ski i skła­dać im świetne oferty. To one decy­do­wały, czy chcą w to wejść, my mówi­li­śmy, na czym ta praca ma pole­gać. Nie mie­li­śmy poję­cia, że one są do cze­goś zmu­szane, nie wie­dzie­li­śmy, jak ta praca wygląda od kuchni. Byli­śmy, jak to nazwać, takimi... kurie­rami. Prze­ka­zy­wa­li­śmy Monice wyse­lek­cjo­no­waną, spraw­dzoną prze­syłkę i pobie­ra­li­śmy za to opłatę. Na tym eta­pie te kobiety były szczę­śliwe, też chciały zaro­bić grubą kasę, a warunki pracy im odpo­wia­dały - powie­dział Filip i zawsty­dzony spu­ścił wzrok. Chyba usły­szał, jak to brzmi...

- Dobra, Filip, już nic mi wię­cej nie mów, nie mogę tego słu­chać - zakoń­czy­łam jego wyzna­nia. - Możemy się przejść, jak zjesz, muszę pood­dy­chać świe­żym powie­trzem, zanim wrócę do Kim i maleń­stwa.

- Jasne, chodź, ja już skoń­czy­łem.

Uśmiech­nę­łam się i wsta­łam od sto­lika.

Wyszli­śmy na tył szpi­tala, gdzie znaj­do­wał się park dla pacjen­tów. Był cie­pły nie­dzielny wie­czór, mój uko­chany opi­jał naro­dziny mojej bra­ta­nicy z tatą i Robem, Kim spała wyczer­pana po poro­dzie, a mama nie mogła się ode­rwać od małej Evy. Nagle poczu­łam się tym wszyst­kim zmę­czona. Tyle emo­cji naraz, poród, roz­mowa z Fili­pem, na doda­tek nie mia­łam przy sobie cho­ler­nego tele­fonu i nawet nie mogłam zadzwo­nić do Ericka. Spa­ce­ro­wa­li­śmy powoli w mil­cze­niu. O dziwo, nie czu­łam się przy nim nie­kom­for­towo. To, co dziś powie­dział o Monice, wiele dla mnie zna­czyło, może Filip nie był aż taki zły, jak myśla­łam. Z dru­giej jed­nak strony po co to zro­bił? Gor­don powie­dział, że mu nie ufa, czy ja też nie powin­nam? Nie wie­dzia­łam. Posta­no­wi­łam, że pomy­ślę o tym póź­niej, teraz byłam wykoń­czona i nie mia­łam na to siły.

- Dobrze się czu­jesz? - zapy­tał spo­koj­nie Filip, gdy zaczę­li­śmy kolejny obchód parku.

- Tak. - Kiw­nę­łam głową. - Dużo wra­żeń, panie dok­to­rze. - Uśmiech­nę­łam się uprzej­mie.

- Chcia­łem cię prze­pro­sić... - Urwał w pół zda­nia.

Pod­nio­słam wzrok i zoba­czy­łam, jak na mnie patrzy. Przy­po­mniał mi się wzrok Ericka i Micha­ela. To samo bła­galne spoj­rze­nie.

- Nie chcę o tym roz­ma­wiać, Fili­pie - odpar­łam szybko.

- Ale ja chcę! - powie­dział sta­now­czo i zła­pał mnie za rękę. - Usiądźmy, pro­szę - dodał.

- O czym tu roz­ma­wiać? Byłeś pijany... - Wzru­szy­łam ramio­nami i pró­bo­wa­łam zro­zu­mieć, dla­czego tak postą­pił.

- Wiem, że byłem pijany, ale prze­cież mówi­łem ci, że jestem świa­dom tego, co robię.

Usie­dli­śmy na ławce, odsu­nę­łam się od niego instynk­tow­nie.

- To krę­pu­jące... - Obla­łam się rumień­cem, bo pamię­tam, co wtedy mówił.

- Jeste­śmy doro­słymi ludźmi, Meg. Nie wiem, dla­czego tak na mnie dzia­łasz, ale fak­tem jest, że cię pra­gnę, mimo iż jesteś kobietą mojego przy­ja­ciela - powie­dział poważ­nie.

- To chyba nie mój pro­blem... - Poczu­łam się tak mocno zaże­no­wana, że mia­łam ochotę uciec.

- Wiem, że nie powi­nie­nem ci o tym mówić, ale myśla­łem, że też tego chcesz.

- To źle myśla­łeś. Kocham Ericka i nic ani nikt tego nie zmieni! - zapew­ni­łam, a potem doda­łam w myślach: "Przy­naj­mniej tak mi się wydaje. Poca­łu­nek z Micha­elem to była tylko chwila, nic do niego nie czuję".

- Na początku myśla­łem, że nale­żysz do dziew­czyn z agen­cji, dla­tego tak postą­pi­łem. One ni­gdy nie odma­wiały...

Boże, czy ja w ogóle chcę tego słu­chać? On też korzy­stał z ich usług?

- Ni­gdy nie byłam taką dziew­czyną! Obra­żasz mnie... - wark­nę­łam obu­rzona.

- Wiem, Meg! Myli­łem się, a gdy pozna­łem cię lepiej, zoba­czy­łem, jaka jesteś. - Oczy mu błysz­czały pod­czas tego wyzna­nia.

- Niby jaka?

- Piękna, mądra, opie­kuń­cza, taka deli­katna i słodka - marze­nie każ­dego faceta. Więc nie dziw mi się. Erick ma ogromne szczę­ście, jesteś dla niego wyba­wie­niem od tego całego gówna. - Chwy­cił mnie za dłoń, a ja się wzdry­gnę­łam. - Nie bój się mnie, pro­szę!

- To nie rób tak wię­cej! - Zabra­łam rękę. - Co mam ci niby na to wszystko odpo­wie­dzieć? Tak, Fili­pie, rozu­miem? Czy może: Spoko, nic się nie stało? - zapy­ta­łam z iry­ta­cją.

- Po pro­stu mi wybacz. Wiem, że zacho­wa­łem się jak ostatni dupek. - Wbił wzrok w chod­nik.

- Nie­dawno to sły­sza­łam... - mruk­nę­łam pod nosem, ale tro­chę za gło­śno.

- Słu­cham? - zapy­tał zasko­czony.

- Nie, nic, nic. - "O cho­lera! Donell, opa­nuj się".

- Więc jak będzie?

- Jak mam cię trak­to­wać nor­mal­nie po czymś takim? Nakła­ma­łeś Gor­do­nowi, że to ja cię poca­ło­wa­łam! - syk­nę­łam.

- Posta­ram się opa­no­wać i o tobie zapo­mnieć.

- Będziemy się czę­sto widy­wać, Erick jest prze­cież twoim przy­ja­cie­lem... - Prze­wró­ci­łam oczami.

- To jakie widzisz wyj­ście z tej sytu­acji? - zapy­tał poważ­nie.

- Na razie nie widzę, to dość skom­pli­ko­wane i trudne. Erick nie może się o tym dowie­dzieć! Nie wiem, co by się stało, gdyby się dowie­dział. - Potrzą­snę­łam głową na samą myśl.

- Gor­don mu nie powie, ja też nie - zapew­nił. W tym momen­cie zadzwo­niła jego komórka. - To Erick - stwier­dził Filip i ode­brał. - Halo... Tak, jest tu ze mną... Nie, wszystko dobrze... W barze? ... No, sły­szę, sły­szę... Koń­czę o ósmej... Dobrze, odwiozę. Miłej zabawy... Tak, prze­każę... Na razie. - Roz­łą­czył się i zaczął się śmiać.

Spoj­rza­łam na niego z wycze­ki­wa­niem.

- Filip! - powie­dzia­łam gło­śno i trą­ci­łam go w ramię, ale on dalej się śmiał.

- No co? - zapy­tał uba­wiony, pod­czas gdy poka­zy­wa­łam mu gestami, by wyja­śnił, o co cho­dzi. - Są w barze w New Jer­sey, twój tata i Rob śpie­wają kara­oke, Erick też jest nie­źle wsta­wiony. Pro­sił, żebym cię odwiózł do domu, bo twoja mama chce zostać w szpi­talu na noc z Kim i małą.

- Cudow­nie! - Prze­wró­ci­łam oczami. - Samotna noc w tym wiel­kim domu. No po pro­stu cudow­nie! - Byłam zła.

- Jeśli chcesz, mogę z tobą zostać... - zapro­po­no­wał szybko Filip, a ja od razu spio­ru­no­wa­łam go wzro­kiem. - Okej! Okej! Rozu­miem to spoj­rze­nie. - Roze­śmiał się.

- Wra­cajmy do szpi­tala, chcę posie­dzieć jesz­cze z dziew­czy­nami. Koń­czysz o ósmej?

- Tak. Przyjdę po cie­bie, jak zdam dyżur dru­giemu leka­rzowi.

Poszli­śmy z powro­tem w kie­runku szpi­tala.

***

W sali Kim trzy­mała Evę i chyba wcze­śniej udało się jej małą nakar­mić. Mamy nie było, poszła coś zjeść do bufetu. Filip został na kory­ta­rzu, a potem poszedł do innej pacjentki. Moja sio­stra wyglą­dała cudow­nie z małą na rękach. Roz­ma­wia­ły­śmy chwilę o tym sza­lo­nym dniu. Powie­dzia­łam jej, że Rob pił z tatą i Eric­kiem w barze i że wszystko było pod kon­trolą, cho­ciaż sama nie mia­łam pew­no­ści, że to prawda, bo z nimi nie roz­ma­wia­łam. Kim obdzwo­niła już wszyst­kie kole­żanki, więc jutro można było się spo­dzie­wać nalotu na szpi­tal w New Jer­sey. Dodała nawet zdję­cia na Face­bo­oku, w tym jedno ze mną. Eric­kowi się to pew­nie nie spodoba, ale cóż. Zalo­go­wa­łam się na jej konto i zoba­czy­łam mnó­stwo komen­ta­rzy od zna­jo­mych, w tym od Micha­ela: "Gra­tu­la­cje dla ślicz­nej mamusi i jesz­cze pięk­niej­szej cioci".

No super! Byle Erick tego nie widział! Mia­łam nadzieję, że Mike nie wybie­rał się do szpi­tala w odwie­dziny. Nie mia­łam ochoty na awan­turę. Wzdry­gnę­łam się na tę myśl. Moja sio­stra popro­siła, żebym prze­czy­tała jej wszyst­kie komen­ta­rze, ale ten od Micha­ela pomi­nę­łam. Co chwila dzwo­nił jej tele­fon, więc nasza roz­mowa wyglą­dała dość dziw­nie i po jakimś cza­sie tro­chę mnie to zaczęło dener­wo­wać. Weszłam z cie­ka­wo­ści na pro­fil Micha­ela. Miał mnó­stwo zdjęć z Afryki, zoba­czy­łam, że zjeź­dził cały świat. Był w Paryżu, Lon­dy­nie, Bar­ce­lo­nie, Moskwie. Pra­wie na każ­dym zdję­ciu towa­rzy­szyły mu piękne dziew­czyny. Przy­po­mniały mi się jego słowa: "Żadna z nich nie była tobą". Co on we mnie widział? Ni­gdy nie mia­łam powo­dze­nia u face­tów, a teraz nagle trzech. A może po pro­stu nie zwra­ca­łam na to uwagi? Trak­to­wa­łam wszyst­kich jak kole­gów i nie chcia­łam do sie­bie nikogo dopu­ścić? Sama już nie wie­dzia­łam. Erick odmie­nił moje życie, ale też nie­źle je skom­pli­ko­wał.

Kilka minut po ósmej do sali wszedł Filip. Widać było, że jest bar­dzo zmę­czony, musiał mieć ciężki dyżur.

- Jedziemy? - zapy­tał łagod­nie, kiwa­jąc do nas głową.

- Pora­dzisz sobie? - Spoj­rza­łam na Kim, która trzy­mała małą na rękach.

- Jasne, mama pew­nie zaraz wróci. Poże­gnaj się ze swoją chrze­śnicą. - Pod­nio­sła Evę deli­kat­nie, a ja pogła­ska­łam ją po główce i uca­ło­wa­łam.

- Przy­jadę jutro z chło­pa­kami, jak wytrzeź­wieją. Pa, sio­stro.

- Do widze­nia, Kim­berly - powie­dział Filip.

Poszli­śmy w stronę windy i zje­cha­li­śmy na par­king dla pra­cow­ni­ków. Filip pod­szedł do gra­na­to­wego audi RS7 i otwo­rzył mi drzwi. Potem zatrzy­mał się na chwilę, by obej­rzeć samo­chód. Czy on też ma hopla na punk­cie aut - jak mój ojciec i kie­dyś Erick?

- Jeste­ście stuk­nięci! - oznaj­mi­łam gło­śno i zaczę­łam się śmiać.

- Erick takiego jesz­cze nie ma! - zapew­nił z dumą Filip.

- Jesz­cze? - Pod­nio­słam zasko­czona brew.

- Kupi­łem to auto w zeszłym tygo­dniu. Kiedy Erick je zoba­czył, od razu chciał takie samo. Jak tylko sta­nie na nogi finan­sowo, to zoba­czysz, będzie­cie takim jeź­dzić.

- Już ja mu to wybiję z głowy! - Uśmiech­nę­łam się i wsia­dłam do samo­chodu.

- Ale jestem zmę­czony! Dobrze, że jutro mam wolne.

- Gdzie ty w ogóle miesz­kasz? - spy­ta­łam z cie­ka­wo­ści.

- W New Jer­sey, ale po dru­giej stro­nie mia­sta.

- Aha... - Zapię­łam pas i opar­łam się o skó­rzane sie­dze­nie. - Oczy mi się zamy­kają... - powie­dzia­łam cicho.

- Mnie też... - Filip zaśmiał się i trą­cił mnie w ramię.

- Erick pro­sił, byś dowiózł mnie całą i zdrową, więc lepiej skup się na dro­dze! - rzu­ci­łam poważ­nie, ale po chwili także zaczę­łam się śmiać.

Ruszy­li­śmy powoli, z gło­śni­ków roz­le­gły się dźwięki Bene­ath Your Beau­ti­ful. Spoj­rza­łam na Filipa, a on uśmiech­nął się sze­roko. Mia­łam nadzieję, że ta pio­senka to tylko przy­pa­dek, a nie jakaś dziwna alu­zja z jego strony.

- Może coś zjemy po dro­dze? Albo weź­miemy na wynos?

Tym pyta­niem wyrwał mnie z zadumy. Spoj­rza­łam na niego i od razu wpadł mi do głowy pomysł.

- Jedźmy do McDo­nalda, ale Erick nie może o tym wie­dzieć! - Uśmiech­nę­łam się kon­spi­ra­cyj­nie.

- Powięk­szony zestaw Big Mac i shake? - zapy­tał.

Cho­lera, skąd wie­dział? Uśmiech­nę­łam się wymow­nie, na co Filip się roze­śmiał.

Zaje­cha­li­śmy pod okienko McDrive. Filip zamó­wił dwa powięk­szone zestawy, dwa naj­więk­sze shaki i dwa ciastka.

- Zjemy w samo­cho­dzie?

- Ja tak, to ty pro­wa­dzisz! - Posła­łam mu zło­śliwy uśmiech, czym naj­wy­raź­niej bar­dzo go roz­ba­wi­łam.

Ruszył powoli i skie­ro­wał się do domu. Po dwu­dzie­stu pię­ciu minu­tach byli­śmy na miej­scu. Ochrona wpu­ściła nas na pod­jazd, Flory ani Raya nie było.

- No nie mogę, fak­tycz­nie będę sama! - Wydę­łam usta w gry­ma­sie nie­za­do­wo­le­nia. - Zadzwo­nię do Ericka.

Weszli­śmy do środka, Filip skie­ro­wał się do kuchni, a ja poszłam do sypialni po tele­fon. Wybra­łam numer Ericka, a ponie­waż nie odbie­rał, nagra­łam mu się. Pew­nie roz­ła­do­wała mu się komórka, ale i tak zaczę­łam się mar­twić. Zadzwo­ni­łam do taty, ale on też nie ode­brał, podob­nie jak Rob. Cho­lera! "No dobra, nie pani­kuj" - pocie­szy­łam sama sie­bie. "Pew­nie bawią się w naj­lep­sze".

Zeszłam na dół.

- Smacz­nego - rzu­ci­łam i prze­mknę­łam do łazienki, by prze­brać się w coś domo­wego. Wybra­łam dre­sowe szorty i koszulkę na ramiącz­kach.

- Wszystko w porządku? - spy­tał Filip, gdy usia­dłam przy kuchen­nej wyspie.

- Nie mogę się do nich dodzwo­nić, u Erica włą­cza się poczta, a tata i Rob nie odbie­rają.

- Spo­koj­nie. Jest z nimi Jack i na pewno nic im się nie sta­nie - pocie­szył mnie Filip.

- Masz do niego numer?

- Mam. - Spoj­rzał na mnie.

- Podaj mi, zadzwo­nię do niego. Muszę wie­dzieć, że wszystko w porządku.

- Pro­szę... - Filip pod­su­nął mi swój tele­fon.

Wybra­łam numer. Fak­tycz­nie, bez potrzeby się mar­twi­łam, cały bar z nimi świę­to­wał, mój tata sta­wiał wszyst­kim kolejki, Rob już odle­ciał, ale Erick jesz­cze się trzy­mał. Uspo­ko­iłam się. Jack powie­dział, że nie wie, o któ­rej będą wra­cać, ale że wszystko ma pod kon­trolą i żebym się nie przej­mo­wała. Humor od razu mi się popra­wił. Nie chcia­łam zostać sama w tym wiel­kim domu, ale czy mogłam popro­sić Filipa, by mi towa­rzy­szył? Nie ufa­łam mu, mimo że dziś sobie wszystko wyja­śni­li­śmy. Jed­nak... chyba nie mia­łam wyj­ścia.

- Dobra, to ja będę się zbie­rał, późno już. - Wstał.

- Filip, zacze­kaj... - powie­dzia­łam cicho.

Od razu się zatrzy­mał i spoj­rzał na mnie.

- Zostań ze mną, pro­szę. Nie chcę być sama, a nie wiem, o któ­rej oni wrócą.

- Jesteś pewna? - spy­tał zasko­czony.

- Nie, ale nie mam wyj­ścia. Mógł­byś spać na kana­pie w salo­nie. - Uśmiech­nę­łam się.

- Dostanę cho­ciaż koc? - Mru­gnął do mnie i pod­szedł do barku. - Napijmy się cze­goś.

- Hola! Ja nie mogę pić, a ty nie powi­nie­neś. - Pode­szłam i zamknę­łam mu barek przed nosem.

- Daj spo­kój! Obie­cuję, że będę grzeczny. - Posłał mi nie­winne spoj­rze­nie.

- Nie kuś losu! - odpar­łam sta­now­czo. - Weź sobie od Ericka jakieś czy­ste rze­czy. Możesz spać w sypialni na pię­trze. Tej poło­żo­nej naj­da­lej od mojej - doda­łam i posła­łam mu surowe spoj­rze­nie.

- Masz jed­nak pazurki! Tak jak mówił Erick. - Puścił do mnie oko i poszedł na górę.

Boże, jak on mi dzia­łał na nerwy! Chyba będę musiała zamknąć się w sypialni od środka, by czuć się bez­piecz­nie.

Poszłam pod prysz­nic. Było już dobrze po dzie­sią­tej wie­czo­rem i zro­biło się ciemno. Wybra­łam naj­mniej sek­sowną piżamę, jaką mia­łam w sza­fie, i wło­ży­łam szla­frok. Okej, może jakoś wytrzy­mam tę jedną noc. Gdy zeszłam na dół, Filip sie­dział w salo­nie i oglą­dał jakiś film. Prze­brał się w białą koszulkę i był w samych bok­ser­kach. Czy on osza­lał?

- Nie zna­la­złeś szla­froka? - zapy­ta­łam zawsty­dzona. Sta­ra­łam się na niego nie patrzeć.

- Zna­la­złem, ale jest za gorąco. Daj spo­kój.

- Pod­kręć kli­ma­ty­za­cję, jeśli jest ci za gorąco. - Rzu­ci­łam mu koc, by się zakrył.

- Śliczne misie - sko­men­to­wał i uśmiech­nął się drwiąco. - Przy Ericku też nosisz takie słod­kie piżamy?

- Spa­daj! - Poka­za­łam mu język i zaczę­łam się śmiać. - Co oglą­dasz?

- Nasta­wi­łem pierw­szą część Trans­for­mer­sów.

- Może być... - Usia­dłam na dru­gim krańcu kanapy.

- Macie jakieś chipsy czy coś?

- Powinno coś być. Pocze­kaj, spraw­dzę... - Zaj­rza­łam do naszej spi­żarni, w któ­rej było wszystko. Zna­la­złam wielką paczkę chip­sów serowo-cebu­lo­wych, opa­ko­wa­nie kra­ker­sów, paczkę cze­ko­la­do­wych cia­stek i dwie puszki pepsi. - Może być? - Poło­ży­łam wszystko na niski szklany sto­lik sto­jący przed kanapą.

- Ide­al­nie. - Filip poka­zał mi unie­siony kciuk, a potem otwo­rzył paczkę chip­sów.

- Co za dieta, naj­pierw fast food, teraz śmie­ciowe jedze­nie! Erick od razu wygło­siłby kaza­nie - powie­dzia­łam i zado­wo­lona wzię­łam kilka kra­ker­sów.

- Dba o cie­bie, chce, byś była zdrowa.

- Jutro mam wizytę kon­tro­lną, na pewno wszystko jest okej. Dobrze się czuję.

- Mam nadzieję! - odparł Filip.

Roz­sie­dli­śmy się wygod­nie i zaczę­li­śmy seans. Dawno nie oglą­da­łam tego filmu, zapo­mnia­łam, jaki był fajny. Filip nie robił żad­nych głu­pich pod­cho­dów, sie­dział grzecz­nie i oglą­dał.

Byłam jed­nak tak zmę­czona, że zasnę­łam w poło­wie filmu.