Znaki z nieba. Jak Bóg chroni nas przed niebezpieczeństwem. Prawdziwe historie - Johannes Michels


Reflow text when sidebars are open.
"Trudno w to uwierzyć. Co za ogromne szczęście!"."O mały włos, a by się nie udało".
Oprócz tego rodzaju ogólnych wypowiedzi często można usłyszeć również inne stwierdzenia i wyjaśnienia:
"Czuwała nade mną ręka Boska!".
"Nieszczęście było blisko, ale z góry przyszedł ratunek".
"Gdyby nie Boża opieka, już bym nie żył!".
"Wtedy pomógł mi kochany Bóg".
"To był mój Anioł Stróż".
W ten lub podobny sposób wypowiadają się osoby, które uniknęły śmiertelnego niebezpieczeństwa, a zastanawiając się nad tym, co je spotkało, intuicyjnie czują, że od śmierci dzielił je tylko krok. W dzisiejszych czasach w mniejszym stopniu niż setki czy nawet dziesiątki lat temu przyczynami takich sytuacji są groźne choroby. Rozwój badań naukowych sprawił, że wiele schorzeń, poza poważnymi wyjątkami, ma łagodny przebieg i istnieją spore szanse na ich wyleczenie. Jednocześnie za sprawą nauki, techniki i różnych badań pojawiły się nowe rodzaje zagrożeń związanych na przykład z dynamicznym postępem. Mimo korzyści, jakie przyniosło wynalezienie samochodu, pociągu czy samolotu, ich użytkowanie wiąże się z poważnym niebezpieczeństwem, zwłaszcza gdy dojdzie do katastrofalnego w skutkach nałożenia się wad technicznych i ludzkich niedociągnięć.
Dlatego nie dziwi fakt, że współczesny świat - tak silnie skoncentrowany na nauce i technice - nie stał się miejscem bardziej bezpiecznym i przyjaznym dla człowieka niż dawniej.
W tej sytuacji Boża opieka jest dla nas nieodzowna. Odnosi się to także do wsparcia, jakiego udzielają nam aniołowie, Boży pomocnicy, którym powierzył On zadanie czuwania nad ludźmi. Słowo "anioł" pochodzi od greckiego angelos i oznacza posłańca lub pełnomocnika. W rzeczywistości anioł spełnia dokładnie taką rolę, ponieważ przekazuje człowiekowi Boże przesłanie, zapewnia mu pomoc i ochronę. Skuteczność jego działania wymaga jednak otwarcia się na tę opiekę, wykazania dostatecznej wrażliwości na udzielane przez niego wskazówki i stosowania ich w swoim życiu.
Posłane przez Boga istoty nie tylko chronią człowieka, lecz również ostrzegają go przed niebezpieczeństwem. Bardzo często przestroga ta przybiera formę wewnętrznego głosu lub przeczuć, a nawet wyraźnych przekonań i intuicyjnych przeświadczeń, które towarzyszą osobom będącym w sytuacji zagrożenia życia.
Jeśli dany człowiek zareaguje na nurtujące go przeczucie i da mu posłuch, wówczas zostanie uratowany. Nierzadko zdarza się, że ktoś na przykład nie wsiada na pokład samolotu lub rezygnuje z podróży pociągiem czy samochodem, kierując się intuicją, nie zaś jakimkolwiek zewnętrznym przymusem. W ten sposób niekiedy naraża się na drwiny swoich towarzyszy, którzy obserwując jego zachowanie, potrząsają głową z niedowierzaniem. Dopiero później przekonują się, że miał rację. Niekiedy także zewnętrzne okoliczności powstrzymują człowieka przed podróżą, która mogłaby się zakończyć tragedią.
Często dochodzi jednak do nieszczęść wynikających z braku reakcji na otrzymane ostrzeżenia. Możliwe, że ostrzegane osoby nie interpretują pochodzących z góry wskazówek we właściwy sposób, ponieważ są obciążone wieloma innymi problemami i brakuje im koniecznej do tego wrażliwości. Czasem otrzymują również wskazówki od innych doradców, którzy nie zwracają uwagi na ostrzeżenia udzielane im przez głos wewnętrzny.
Niestety, można przytoczyć mnóstwo przykładów na zignorowanie pochodzących z góry ostrzeżeń i wskazówek, które doprowadziło do fatalnych konsekwencji. Dowodzą one niezwykle ważnej roli, jaką odgrywa otwarcie się na Bożą opiekę i pomoc. Dla przeciwwagi można również wskazać wiele sytuacji, gdy pochodząca z góry opieka została przyjęta, co przyczyniło się do pomyślnego zakończenia danego zdarzenia.
Pozytywnych skutków ochrony ze strony Bożych posłańców mogliby doświadczyć wszyscy ludzie, gdyby tylko wykazali się stosowną wrażliwością i otworzyli na pomoc Boga, który pragnie zapewnić opiekę i zbawienie każdemu z nas.
W tym kontekście opisane niżej wskazówki można postrzegać jako wewnętrzny głos lub przeczucia dotyczące życia i śmierci. Służą one rozpoznaniu i zaakceptowaniu propozycji ochrony ze strony Boga. Ponadto powinny pomóc w rozwinięciu w sobie wrażliwości na pochodzące od Niego przekazy i w uwzględnianiu ich w swoim życiu. Ich celem nie jest bowiem wywoływanie uczucia niepokoju, lecz ostrzeganie przed niebezpieczeństwem każdego, kto pozwoli się chronić.
Osnabrück 2013
prof. dr Johannes Michels
Tego dnia, jak w każde środowe popołudnie co cztery tygodnie, Beatrix wraz ze swoją niespełna dwuletnią córką Lią wybierała się na spotkanie grupy maluchów. Dzieci w wieku do sześciu lat mogły się tam bawić z rówieśnikami. Z jednej strony pozwalało im to zaspokajać dziecięcą potrzebę zabawy, z drugiej zaś rozwijało ich umiejętności społeczne i kompetencje językowe. W tym czasie ich matki ucinały sobie miłą popołudniową pogawędkę i wymieniały się doświadczeniami. Spotkania odbywały się kolejno w domu u każdego dziecka. W ten sposób wszyscy czerpali z nich dużo radości i doskonale się bawili.
Nie inaczej było w pamiętną środę pod koniec października. W swoim małym samochodzie Beatrix nie zmieniła jeszcze opon na zimowe, ale czemu miałaby to robić już teraz? Zazwyczaj zmieniała opony dopiero w listopadzie. Cóż mogłoby się zdarzyć w październiku? W południe świeciło jeszcze słońce, poza tym w powietrzu nadal wyczuwało się jesienne ciepło. Przed południem mała Lia bawiła się z matką w berka. Z rozpostartymi ramionami zbiegała z góry prosto w stronę słońca, krzycząc:
- Mamusiu, złap mnie!
Obydwie śmiały się i czerpały z zabawy mnóstwo radości. Ich świat był cudowny i uporządkowany.
Teraz z kolei uczestniczyły w spotkaniu zorganizowanym dla grupy maluchów. Lia bawiła się z innymi dziećmi, Beatrix prowadziła tymczasem ożywioną dyskusję z ich matkami. Nikt jeszcze nie myślał o powrocie do domu.
Późnym popołudniem kobieta mimochodem wyjrzała przez okno i dostrzegła wirujące w powietrzu pojedyncze płatki śniegu. Początkowo nie przywiązując do tego żadnej wagi, pozwoliła dalej bawić się córce, a sama wróciła do przerwanej rozmowy. Opady przybrały jednak na sile do tego stopnia, że Beatrix postanowiła pożegnać się ze wszystkimi i wyruszyć w dość daleką drogę do domu.
Śnieg padał coraz mocniej i w końcu rozpętała się prawdziwa zawierucha, mimo że był dopiero październik. Beatrix, dzielnie kierując pojazdem, początkowo nie myślała o tym, że nie wymieniła jeszcze opon na zimowe. Wycieraczki nieustannie pracowały, ale nie radziły sobie z intensywnymi opadami.
W pewnym momencie Beatrix ze zgrozą pomyślała o przebiegu trasy - już wkrótce miał się zacząć zjazd, a jak okiem sięgnąć, nie było nawet śladu po pługach odgarniających śnieg. Ich kierowcy z pewnością byli równie zaskoczeni nagłym atakiem zimy, co zwykli użytkownicy dróg.
I wtedy Beatrix zaczęła się zbliżać do biegnącej w dół ulicy, która prowadziła do dość ruchliwego ronda. Co robić w tej fatalnej sytuacji? Czy powinna zatrzymać się na górze, pośród śniegu? Nie mogła poprosić o pomoc męża, który pracował w urzędzie poza miastem. Zresztą w środku tygodnia nie byłby w stanie przejechać kilkuset kilometrów tylko po to, by pomóc jej się przedostać przez zaśnieżone drogi do domu. Poza tym nie wiadomo, czy w ogóle udałoby mu się dotrzeć do miejsca, w którym była.
Kobieta uświadomiła sobie, że jest zdana tylko na siebie. Zatrzymanie się na górze ani nadłożenie drogi nie było dobrym rozwiązaniem. Beatrix znalazła się w sytuacji bez wyjścia. Jak inaczej miała bowiem wrócić z córką do domu?
Ostatecznie odważyła się zjechać po ośnieżonej drodze. I wtedy wydarzyło się to, co było nieuniknione w takich warunkach drogowych: ledwo ruszyła, samochód zaczął zsuwać się w dół mimo hamowania pulsacyjnego. Wszelkie znane Beatrix sztuczki z hamowaniem zawiodły. Na domiar złego jej auto nie było wyposażone w ABS. Nieuchronnie zbliżając się do ronda, Beatrix zauważyła wjeżdżającą na nie powoli olbrzymią ciężarówkę z dużą przyczepą.
Córka kobiety zaczęła płakać, pewnie instynktownie wyczuwając niebezpieczeństwo na drodze.
- Mamusiu, mamusiu! - wołało dziecko.
Beatrix niemal bezwiednie oglądała się na swoją córkę, myśląc: "Szkoda takiego cudownego dziecka. Zaraz znajdziemy się pod tą ciężarówką i będzie po nas". Jednocześnie walczyła z samochodem, wrzeszcząc:
- Boże, proszę Cię, pomóż nam!
Jednak małe auto, sunąc po śliskiej nawierzchni, wjechało na rondo i niewiele brakowało, by znalazło się dokładnie między ciężarówką a przyczepą, która całkowicie by je zgniotła. Beatrix już czuła, jak masywna przyczepa miażdży je obie wraz z samochodem.
Nagle zdarzyło się jednak coś niewiarygodnego. Jakby schwytany olbrzymią ręką, samochód zatrzymał się tuż przed ciężarówką, wręcz podniesiony i zepchnięty na skraj ronda, w miejsce zasypane mnóstwem śniegu. Beatrix nie wierzyła własnym oczom. Jej autko stało na skraju niebezpiecznego ronda, w miejscu, gdzie poczuła się bezpiecznie. Wielka ciężarówka dawno odjechała, a jej kierowca prawdopodobnie nawet nie zauważył, że niewiele brakowało, a uczestniczyłby w przerażającym wypadku. Zresztą nic dziwnego - siedział na fotelu kierowcy, po przeciwnej stronie. Ponadto przy takiej śnieżycy trudno by było spostrzec samochodzik, który niemal zsunął mu się pod przyczepę.
Dopiero teraz Beatrix poczuła, że stopniowo opuszcza ją napięcie, i wybuchła płaczem. Widząc to, jej mała córeczka Lia zawołała:
- Mamo, nie płacz!
Beatrix uspokoiła ją, nie potrafiła jednak powstrzymać łez ulgi. Obydwie były bezpieczne. Ogarnęło ją uczucie szczęścia: ledwo uniknęła śmierci, która była tak blisko.
Gdy odzyskała panowanie nad sobą, spróbowała uwolnić auto ze śniegu, wykonując gwałtowne manewry do przodu i do tyłu. Z ostatnim szarpnięciem poczekała do chwili, gdy na rondzie nie było żadnego samochodu. Później podjechała na najbliższą stację benzynową. Zostawiła auto na parkingu i zadzwoniła po taksówkę. Kierowca wysadził Beatrix i Lię na głównej ulicy, ponieważ ze względu na fatalne warunki pogodowe nie mógł zawieźć ich pod dom. Beatrix zaniosła córkę do domu na rękach.
Przepełniało ją uczucie ogromnej wdzięczności i wszystkimi zmysłami czuła przy sobie obecność anioła stróża. Po twarzy spływały jej łzy, których mała Lia nie widziała z powodu zamieci śnieżnej. Dziewczynka śmiała się pełna zachwytu i po jakimś czasie wyglądała jak mały bałwanek. Jeszcze przed drzwiami radośnie dokazywała w śniegu, ciesząc się z życia, które o mały włos nagle dobiegłoby końca.
W domu Beatrix zaczęła gorąco i głośno dziękować aniołowi stróżowi za ratunek. Była wtedy i do dziś jest święcie przekonana o tym, że to on ocalił ją i jej córkę przed pewną śmiercią.
Beatrix zawsze wierzyła w anioły i ich opiekę nad człowiekiem, ale teraz przekonała się o ich istnieniu jasno i wyraźnie. Dlatego z radosnym sercem i pełnym przekonaniem dziękowała za ingerencję posłańca działającego na polecenie Boga.
Spośród wymienionych do tej pory czynników mogących ochronić człowieka w sytuacjach zagrożenia życia, w wypadku opisanego wyżej zdarzenia na uwagę zasługuje działanie anioła na polecenie Boga. Konkretnie rzecz ujmując, można tutaj mówić również o działaniu anioła stróża.
W przedstawionej sytuacji tylko bezpośrednia ingerencja siły wyższej była w stanie ocalić życie matki i jej dziecka. Być może pod wpływem okoliczności zewnętrznych, takich jak rady innych ludzi czy głos wewnętrzny, matka z córką nie naraziłyby się na niebezpieczeństwo. Beatrix jednak o nich nie wspomina. Na podstawie jej dramatycznej relacji trudno też ustalić, czy rzeczywiście wystąpiły.
Decydujące znaczenie ma jednak fakt, iż nawet oceniając całą sytuację niezwykle krytycznie, można stwierdzić, że miało tu miejsce absolutnie zdumiewające zdarzenie.
Zgodnie z wszelkim prawdopodobieństwem i doświadczeniem, Beatrix i jej córka powinny były zostać zmiażdżone przez ciężką przyczepę ciężarówki. Kierujący nią mężczyzna zauważyłby fatalny wypadek dopiero po fakcie, gdyż ze swojego miejsca nie mógł widzieć wszystkiego, co działo się na rondzie. Dodatkową przeszkodą była szalejąca śnieżyca. Kobieta nie mogła więc liczyć na to, że kierowca ciężarówki podejmie jakiekolwiek działanie, by uniknąć kolizji.
Pomoc, niejako w formie niemal niewiarygodnego pokazu potęgi, nadeszła ze strony siły wyższej. Pod jej wpływem małe auto zostało:
zatrzymane tuż przed niebezpieczną ciężarówką, dosłownie podniesione, ostatecznie przesunięte na skraj ronda, gdzie matka ze swoim dzieckiem mogła się poczuć bezpiecznie.Trudno jest wskazać osobę, która dokonała tego czynu. Nauka uznaje takie zjawiska za niezrozumiałe. Można jedynie przypuszczać, że był to przejaw opieki Boga, który zesłał anioła, by ten uratował życie matce i jej dziecku. Podsumowując: było to działanie posłańca lub Anioła Stróża na polecenie Boga.
W opisanym przypadku wypełniły się słowa z Księgi Psalmów:
Kto przebywa w pieczy Najwyższego i w cieniu Wszechmocnego mieszka, mówi do Pana: "Ucieczko moja i Twierdzo, mój Boże, któremu ufam" (Ps 91, 1-2).
Niedola nie przystąpi do ciebie, a cios nie spotka twojego namiotu, bo swoim aniołom dał rozkaz o tobie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rękach będą cię nosili (...) (Ps 91, 10-12).
We fragmencie poświęconym wdzięczności Dawida wobec Boga czytamy:
Ty ogarniasz mnie zewsząd i kładziesz na mnie swą rękę (Ps 139, 5).