Wstęp
Uważam, że kulturę głuchych należy chronić. Amerykańska społeczność
głuchych to różnorodna, dynamiczna subkultura o własnej bogatej
historii, języku i wspólnych wartościach. Jesteśmy niewielkim, zżytym
środowiskiem, całkowicie zmarginalizowanym przez otaczające nas
społeczeństwo ludzi słyszących, co sprawia, że wolimy trzymać się w cieniu. Sercem kultury głuchych jest amerykański język migowy (American
Sign Language, ASL), różny od angielskiego nie tylko pod względem form
wyrazu emocji, lecz również słownictwa, gramatyki, składni i pojęć
wyższego rzędu. Z powodu tej bariery językowej większość ludzi
słyszących nie jest w stanie przekroczyć granicy między naszymi
światami. W rezultacie głusi bohaterowie są rzadkością w literaturze, a gdy się pojawiają, są często kiepsko opisani. W powieściach i filmach to
zwykle żałosne postacie, osamotnione, prostoduszne, czasem wręcz
infantylne. Te wady wyobraźni słyszących -?niezdolność zrozumienia, że
głusi przeżywają pełną gamę ludzkich uczuć, mają bogate życie
wewnętrzne, mogą odnosić sukcesy -?są nieustannie widoczne.
Z tego powodu można kwestionować dzieła sztuki o kulturze głuchych
stworzone przez słyszących. Nie jest to najlepsza strategia, ale w tym
zakresie rzadko popełnia się pomyłki. Amerykańscy pisarze od stuleci
mylą głuchotę jako zjawisko fizjologiczne z poziomem inteligencji albo
zdolnością odczuwania. Jednak osoba niesłysząca lub mówiąca niewyraźnie
nie powinna być traktowana stereotypowo. Mamy dużo do powiedzenia
ludziom, którzy poświęcą czas na słuchanie.
W tym momencie pojawia się Joanne Greenberg. Urodzona w 1932 roku w Brooklynie w Nowym Jorku, jest najbardziej znana jako autorka swojej
drugiej powieści, Nigdy nie obiecywałam ci ogrodu pełnego róż.
Książka, opublikowana w 1964 roku, ma częściowo autobiograficzny
charakter i opowiada o pobycie kobiety w szpitalu psychiatrycznym, gdzie
leczono ją na schizofrenię. Opis choroby psychicznej stworzony przez
Greenberg jest pozbawiony romantyzmu i odbiega od innych relacji,
zwłaszcza powieści Szklany klosz Sylvii Plath, opublikowanej rok
wcześniej. Greenberg powiedziała w wywiadzie dla National Association
for Rights Protection and Advocacy (NARPA), że był to jeden z jej celów:
Stworzyłam [Nigdy nie obiecywałam ci ogrodu pełnego róż], by opisać
chorobę psychiczną bez nadawania jej cech romantycznych, jak to robiono
w latach sześćdziesiątych i siedemdziesiątych [...]. W tamtych czasach
ludzie często mylili kreatywność z szaleństwem. Nie ma kreatywności w szaleństwie; jest ono przeciwieństwem kreatywności, choć ludzie mogą być
kreatywni mimo choroby psychicznej.
Greenberg nie obawiała się analizowania skomplikowanych problemów z własnej perspektywy i nie ulegała trendom. Wyobrażam sobie, że własne
doświadczenia choroby psychicznej sprawiły, że znała poczucie obcości w społeczeństwie tak bardzo ceniącym "normalność". Wydaje się zrozumiałe,
że zainteresowała się społecznością głuchych, z którą pracował w latach
sześćdziesiątych jej mąż, zajmujący się rehabilitacją zawodową.
Greenberg poznała jego klientów i stojące przed nimi bariery systemowe,
studiowała amerykański język migowy i starała się tworzyć programy
ochrony zdrowia psychicznego dostępne dla głuchych.
Wiedziałam o tym wszystkim, ale kiedy sięgnęłam po Znaki serca,
niepokoiłam się, jak stosunkowo stara książka przedstawi głuchotę.
Jednak mój niepokój szybko minął -?od pierwszych stronic jest jasne, że
Greenberg wnikliwie przedstawia niuanse kultury głuchych.
Powieść, opublikowana w 1970 roku, opisuje życie głuchego małżeństwa,
Abla i Janice Ryderów, od czasów szkolnych do chwili, gdy ich najstarszy
wnuk studiuje w college'u. Fabuła zaczyna się w latach dwudziestych i kończy w sześćdziesiątych. Abel wychował się na wsi i chodził do szkoły,
co sprawiło, że jego kompetencje językowe uległy ograniczeniu -?znalazł
się w izolacji, która utrudniła mu kontakt z ludźmi, a ostatecznie
doprowadziła do osłabienia funkcji poznawczych. Większość dziecięcych
lęków Abla krystalizuje się wokół niepokojących scen, gdy matka
wielokrotnie woła do niego "oooooo!", po czym wysyła go samego do
miasta, gdzie chłopiec spędza cały dzień w nieznanej sali. Dopiero wiele
lat później, kiedy Abel poznaje język migowy i ma własne dzieci,
rozumie, że matka musiała wymawiać słowo "szkoła".
W chwili publikacji książki amerykański migowy uznawano za język dopiero
od dekady. Wcześniej przyjmowano, że to "gesty" albo zniekształcona
wersja języka angielskiego przekazywana rękami. W owym czasie
amerykańska edukacja głuchych dopiero zaczęła się wyzwalać spod
dominującego wpływu ideologii oralizmu, która panowała w niej
niepodzielnie od dziewiętnastego wieku. Zwolennicy oralizmu w czystej
postaci uważali, że głuchych należy nauczyć mówić i czytać z ruchu warg,
a język migowy powinien zostać zlikwidowany. Dzieci przyłapane na
"machaniu rękami" były karane -?przywiązywano ich dłonie do ławek,
przytrzaskiwano je szufladami, bito linijkami.
W końcu Abel uwalnia się z izolacji, gdy jako nastolatek trafia do
szkoły dla głuchych i zaczyna się uczyć języka migowego. Jednak sama
szkoła opiera się na mowie, co było typowe dla lat dwudziestych, i większość edukacji uczniów nie odbywa się w klasie.
Codziennie przez dwie godziny udawali, że zdmuchują świece, by nauczyć
się wymawiania głoski P, poruszali ustami, patrząc na litery i obrazki
na tablicy, na języki, zęby i usta -?sok, rok, bok, lok -?lecz prawdziwe
słowa chowały się za wychodkiem, w szybkich rozmowach nad ogrodzeniem:
zakazane Znaki, które wzbogacały tych, którzy ich używali.
Choć podejście oralistyczne uniemożliwiało wielu głuchym dzieciom
realizację potencjału akademickiego, gromadzenie głuchych na kampusach
pozwalało młodym ludziom do pewnego stopnia wyzwolić się z ograniczeń
językowych:
[Abel] zaczął, bardzo powoli, zastanawiać się nad słowami i myślami.
Może oznaczały rzeczy niewidzialne, niemożliwe do dotknięcia [...]. Im
więcej słów poznawał Abel, tym więcej rzeczy nabierało sensu, tym więcej
zapamiętywał.
Nowa miłość Abla do języka jednocześnie zmienia się w podziw dla
koleżanki, Janice. Wychowała się w szkole dla głuchych z internatem,
więc znała znaki, co go w niej pociągało:
Była żywa i mądra, miała plany i ideały, przyjaciół. Złościła się i toczyła niewielkie wojny z wrogami. Dla Abla, który nie znał Znaków i żył w wiecznej ciszy na farmie i szkole dla Słyszących, te plany i spory
wydawały się magiczne, niewiarygodne, wyjątkowe.
Tymczasem Janice, która jest lepiej wykształcona od Abla, ale rzadko
opuszczała szkołę, jest zafascynowana perspektywą poznania Szerokiego
Świata, który symbolizuje Abel:
Marzyła o podróżach, kochała ruch, zmiany, a Abel, wychowany w Szerokim
Świecie, który bez trudu podróżował z farmy do miasta, wydawał się jej i innym dzieciom ze szkoły księciem z bajki.
Jak wielu młodych ludzi Janice i Abel zakochują się w sobie, czując, że
druga osoba może wypełnić lukę w ich życiu. Szybko rodzi się między nimi
więź i planują wspólną przyszłość. Abel cieszy się nową umiejętnością
rozumienia świata dzięki językowi, ale szkoła nie przygotowała ani jego,
ani Janice do poruszania się po świecie ludzi słyszących, który pragnie
zepchnąć ich na margines i w końcu zniszczyć.
U podstaw czystej ideologii oralistycznej -?podkreślam, że chodzi o jej
formę czystą -?nie leżało dążenie do skutecznego nauczania, tylko
ksenofobia. Pojawienie się oralizmu na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku zbiegło się z rosnącą popularnością ruchów
natywistycznych i eugenicznych, które dążyły do przymusowej asymilacji
imigrantów przybywających do Ameryki, a także do likwidacji języka i kultury głuchych, z pozoru równie obcych jak cudzoziemcy. Głusi i niepełnosprawni przebywający w więzieniach federalnych często poddawani
byli przymusowej sterylizacji. Wobec społeczności imigrantów i głuchych
wysuwano jedno żądanie: "Po prostu mówcie po angielsku".
W owym czasie szkocki imigrant Alexander Graham Bell wykorzystał swoją
rosnącą sławę jako wynalazca, by stać się wpływowym rzecznikiem
natywizmu i eugeniki. W 1913 roku napisał w liście do przyjaciela:
"Uważam, że w anglojęzycznym kraju takim jak Stany Zjednoczone środkiem
komunikacji i językiem nauczania powinien być wyłącznie angielski".
Bell, syn specjalisty w zakresie fonetyki, szybko stał się autorytetem w kwestiach nauczania za pomocą mowy. Jedna z jego najbardziej niesławnych
opinii na temat głuchych pochodzi z przemówienia wygłoszonego w 1883
roku w National Academy of Sciences, zatytułowanego Uwagi na temat
powstania głuchej odmiany rasy ludzkiej:
Ci, którzy uważają, podobnie jak ja, że powstanie upośledzonej odmiany
rasy ludzkiej byłoby wielkim nieszczęściem dla świata, muszą starannie
badać przyczyny małżeństw zawieranych przez głuchych -?w celu
zastosowania środków zaradczych.
Bell nigdy wprost nie zalecał sterylizacji głuchych. "Środki zaradcze"
miały przybrać postać ingerencji w kulturę: zniszczenia języka migowego.
Bez niego głusi nie będą w stanie łatwo się ze sobą porozumiewać i zostaną zmuszeni do asymilacji. Idea polegała na tym, że im mniej
głuchych małżeństw, tym mniej głuchych dzieci, choć jest to teza
fałszywa, ponieważ głuchota nie musi być wywołana przez czynniki
genetyczne, a gen głuchoty wrodzonej ma charakter recesywny, więc
rodzice głuchego dziecka nie muszą być głusi. W efekcie nadeszła mroczna
epoka dla głuchych dzieci. Głusi nauczyciele, niezdolni do nauki
mówionego angielskiego, zostali usunięci z zawodu, co sprawiło, że
głuche dzieci nie mogły się komunikować i zdobyć wykształcenia.
Powieść Greenberg, wydana po blisko stu latach dominacji czystego
oralizmu, przedstawia osoby głuche w sposób dużo bardziej zniuansowany
niż typowe opisy z tamtego okresu. To godne podziwu, że Greenberg
znacznie wyprzedziła jej współczesnych; głośniejsze postacie literackie
zarówno przed publikacją Znaków serca, jak i później są wręcz
groteskowo dwuwymiarowe w porównaniu z Ablem i Janice. Nawet
utalentowani pisarze nie wydawali się zainteresowani dekonstrukcją
stereotypowych wyobrażeń na temat głuchych bądź traktowali ich
protekcjonalnie i opisywali w sposób problematyczny. John Singer w powieści Carson McCullers Serce to samotny myśliwy to rodzaj świętego,
który gromadzi sekrety i uczucia słyszących; kiedy wypełnia się po
brzegi, autorka się go pozbywa. Spiros, głuchy przyjaciel Singera,
również ginie przed końcem książki. Osiem lat po Znakach serca w powieści Stephena Kinga Bastion występuje "głuchoniemy włóczęga" Nick
Andros, budzący liczne wątpliwości. Autor niedokładnie rozumie
fizjologiczne elementy głuchoty i mowy, a później Andros składa w ofierze swoje życie za słyszących towarzyszy, po czym pojawia się w ich
snach, gdzie zawsze może słyszeć i mówić (właściwie w czyich snach?).
Janice i Abel postępują inaczej -?wykorzystują stereotypy na temat
głuchych, by wpływać na otoczenie i osiągać swoje cele. Greenberg pisze
o ich sposobach utrzymywania kontaktu w szkole:
Przede wszystkim wykorzystywali swoją głuchotę. Byli niemi, niczego nie
rozumieli i zawsze mówili "tak". Kiwali głowami, uśmiechali się i na
wszystko się zgadzali. Obiecywali nauczycielom i nauczycielkom, że się
poprawią, a potem robili, co chcieli.
W późniejszej części powieści Abel wykorzystuje przekonanie gospodyni,
że jest niepełnosprawny intelektualnie, by uzyskać zgodę na tygodniowy
pobyt w mieszkaniu, gdy szuka z Janice nowego lokum. Małżonkowie
znajdują siłę w milczeniu.
Greenberg również to wykorzystuje: w ciszy obecnej w powieści tkwi siła.
Znaki serca, częściowo studium psychologiczne, częściowo saga
rodzinna, skupiają się na codziennym życiu, biorą pod lupę związek Abla
i Janice, ich relacje z dziećmi, wnukami, pracodawcami, parafianami z kościoła dla głuchych i teściami. Nie oznacza to, że w książce nie ma
napięcia. W trakcie lektury moją uwagę przykuwały banalne interakcje
międzyludzkie -?tarcia między Janice a jej koleżankami z fabryki
wynikające ze znakomitej jakości jej pracy, spotkanie Janice i Abla z przyszłym zięciem -?i miałam wrażenie, że czytam thriller.
Spędziłam trochę czasu, próbując zrozumieć, jak Greenberg osiągnęła ten
efekt. W jaki sposób potrafiła nadać szczegółom codziennego życia tak
dramatyczną formę? W końcu zrozumiałam, że dzięki odważnej, w pełni
autentycznej obserwacji wykreowała intensywną empatię wobec Abla i Janice, co oznacza, że nie była to jedynie sztuczka pisarska.
Myślę, że jednym z największych atutów tej książki jest jej wyciszenie,
bo zmusza ono czytelników do zrozumienia złożoności głuchych jako ludzi,
nie tylko w chwilach ważnych wydarzeń, lecz także na co dzień. Ciężkie
doświadczenia życiowe Abla i Janice nie wynikają z tego, że są głusi; są
po prostu ludźmi i muszą zmagać się z przeciwnościami, gdy dorastają i wychowują dzieci w szybko zmieniającym się społeczeństwie.
Te ciężkie doświadczenia stają się czasami trudniejsze wskutek
niedostępności świata słyszących: nieporozumienie w trakcie rozmowy Abla
ze sprzedawcą samochodów na początku powieści doprowadza do zajęcia
części poborów, co obciąża rodzinę finansowo w okresie gwałtownych
perturbacji ekonomicznych Wielkiego Kryzysu. Ból po utracie dziecka jest
ostrzejszy i bardziej upokarzający wskutek trudności w porozumieniu ze
sprzedawcą trumien. Z tego powodu niektórzy czytelnicy krytykowali
"ignorancję" Abla i wybuchy gniewu Janice; uważali, że te sceny stawiają
głuchych w negatywnym świetle. Była to prawda -?zwłaszcza w chwili
pierwszej publikacji, gdy istniało niewiele literackich portretów
głuchych. Niektóre osoby mogły uznać zmagania i klęski bohaterów za
immanentne cechy głuchoty, jednak w moim przekonaniu Greenberg chodziło
o coś innego.
Głuchota może mieć wiele postaci, więc trudno oczekiwać, by jakikolwiek
autor opisał wszystkie jej formy. Greenberg dokładnie przedstawiła
trudności językowe Janice i Abla i niepowodzenia edukacji opartej na
nauce mowy; jest oczywiste, że nieufność bohaterów do świata ludzi
słyszących oraz ich dezorientacja nie były skutkiem osobistych
niedostatków, lecz błędnego systemu próbującego ich zniszczyć. Dzisiejsi
czytelnicy, spotykający Abla i Janice wśród bogatej literatury
poświęconej głuchym, niekiedy tworzonej przez samych głuchych, mają
lepszą możliwość zrozumienia złożonych problemów psychologicznych,
wartości ludzkich i brzydoty opisanych w Znakach serca.
Patrzymy na Abla i Janice oczami ich słyszącej córki Margaret i widzimy,
że niekiedy sami narzucają sobie ograniczenia. Abel kupuje aparat
słuchowy (którego nie lubi), uważając, że sprawi tym przyjemność córce,
choć tak naprawdę marzy ona o radiu. Janice czuje się zakłopotana
zarówno w świecie słyszących, jak i głuchych. Martwi się, że ktoś
zauważy, że posługuje się Znakami w fabryce, i uważa, że rodzina nie
powinna chodzić do kościoła dla głuchych w "niewłaściwych strojach". Te
cechy bohaterów są ważne, ponieważ wynikają z ich osobowości, a nie z głuchoty. W świecie literatury jest wielu pisarzy tworzących lukrowane
opisy, więc doceniam to, że Abel i Janice niekiedy wydają się niezbyt
atrakcyjni. Greenberg szanuje swoich bohaterów dostatecznie głęboko, by
nie ukrywać ich wad.
Trudno zaprzeczyć, że życie Abla i Janice nie zawsze jest piękne. Często
zmagają się z przeciwnościami, czują strach i niepokój. Cierpienia i afronty doznawane przez nich ze strony słyszących mogą wytrącać z równowagi w trakcie lektury, ale proszę czytelników, by uznawali te
niesprawiedliwości za wezwanie do działania -?by niestrudzenie promowali
model szkolnictwa, który zamiast dawać głuchym dzieciom pozory
inkluzywnej edukacji, przekaże im autentyczne kompetencje językowe i akademickie pozwalające odnieść sukces i czuć się bezpiecznie. To
wezwanie do solidarności ze społecznością głuchych, której prawo do
samostanowienia pozostaje zagrożone. Czysty oralizm, przemianowany na
"podejście oparte na słuchaniu języka mówionego" (ang. Listening Spoken
Language Approach, LSL), w dalszym ciągu wywiera potężny wpływ na
edukację głuchych, pogłębiając ich osamotnienie i trudności poznawcze
wskutek deprywacji językowej, która nie wydaje się bardzo różna od tego,
czego doświadczał Abel prawie sto lat wcześniej. To przykre, że powieść
Greenberg przetrwała pod tym względem próbę czasu.
Autorka opisała cierpienia niepełnosprawnych w opresyjnym
społeczeństwie, jednak pokazała również, jak je przezwyciężyć. Na
ostatnich stronach powieści Abel, Janice i ich dorosła córka śmieją się
i gawędzą. Staje się jasne, że nie jest to tylko powieść o relacjach
głuchych, lecz także o odwadze i szczęściu. Marshall, syn Margaret,
opuścił dom, by przyłączyć się do ruchu na rzecz praw obywatelskich, i we troje dyskutują, co może osiągnąć.
"Chce, żeby nikt nie był ubogi i nieszczęśliwy" -?mówi Margaret. Abel,
którego Znaki były wcześniej "sztywne", teraz posługuje się nimi w sposób "elegancki". "Zlikwidowaliśmy nędzę" -?odpowiada. Kiedy Margaret
tłumaczy, że Marshall myśli o bardziej fundamentalnej zmianie, Abel i Janice sugerują, że rozwiązanie musi być "jak Znak" -?zamaszyste, pełne
energii, przekazywane z pokolenia na pokolenie z troską i poczuciem
odpowiedzialności jak coś, co zmieniło ich życie, a ich samych
wzbogaciło.
Sara Nović
1
Siedzieli na ławce i czekali. Od czasu do czasu mijali ich ludzie
zajmujący się tajemniczymi kwestiami związanymi z Prawem. Ludzie zerkali
na nich, a potem szybko, ukradkiem się uśmiechali. Abel i Janice tkwili
na ławce prawie od godziny, a Abel powoli zaczynał rozumieć, dlaczego
tak dziwnie na nich patrzą. Siedzieli sztywno wyprostowani, bo się bali.
Czuli się niezręcznie. Przyczyną dziwnych spojrzeń było to, że ich
ubrania nie pasowały do pory roku. Wcześniej, gdy garnitur Abla był
nowy, czuł się w nim wolny i mądry. Pamiętał, jak z dumą wyszedł w nim
ze sklepu w łagodnym świetle wrześniowego słońca, świadomy, że wydali
resztkę wielkich pieniędzy. Teraz był styczeń, a Janice, siedząca obok
niego, miała na sobie letnią złoto-zieloną sukienkę i kapelusz ozdobiony
kwiatami.
Może nie powinna wkładać cienkiej szyfonowej sukienki ani kapelusza z kwiatami, lecz było to jej najlepsze ubranie. Przypominała Ablowi lato,
Tamto Lato. Pamiętał, jak biegła ulicą w jego stronę, pełna radości.
Pamiętał piękny samochód, mnóstwo jedzenia i namiot cyrkowy, który
odwiedzili w sierpniu. Ich oczy lśniły ze szczęścia, poruszali się i gestykulowali z gracją, mieli nadzieję, że czeka ich wspaniała
przyszłość.
Wszystkie poprzednie lata Abla zlały się w jego pamięci w jedno:
wspomnienie kurzu, zmęczenia i potu. Wychował się na farmie. Miejskie
lato okazało się inne. Nigdy wcześniej nie patrzył na drzewo pokryte
liśćmi ani nie spacerował wieczorem w lekkim wietrze. Nie widział
zielonych cieni na czyjejś twarzy ani nie czuł ich na własnej. Jasne
włosy Janice były ciepłe, pachniały jej skórą i słońcem. Podarował jej
pierścionek z zielonym kamieniem, w którym mieszkało słońce, a sobie
kupił wspaniały zegarek z dużymi cyframi, łańcuszkiem i zawieszką w kształcie głowy lwa z czerwonymi klejnotami zamiast oczu. Lato...
Janice zrobiła krok do przodu. Drzwi sali sądowej się otworzyły i pochyliła się, próbując zajrzeć do środka. Zobaczyli rzędy ławek, ale
drzwi znowu się zamknęły i na tym się skończyło.
Zza rogu wyszedł mężczyzna w grubym płaszczu i ruszył w ich kierunku.
Abel zaczął unosić rękę, by powiedzieć Janice, że to jego szef, pan
Webendorf. Towarzyszył mu inny mężczyzna, chudy, bardzo czysty i schludnie ubrany, nieznajomy, lecz zanim Abel zdążył wstać i wypowiedzieć słowa powitania, pan Webendorf skinął głową i wszedł do
sali sądowej, a mężczyzna stanął przed nimi.
-?Comstock. -?Ku ich zaskoczeniu przedstawił się Znakami. -?Będę waszym
tłumaczem.
-?Jest pan Głuchy? -?spytał Abel, poruszając niezgrabnie dłońmi, ciągle
zdziwiony.
-?Moi rodzice byli Głusi -?odparł Comstock. -?Czasami pracuję dla sądu.
Chodźmy, czekają na nas. -?Jego Znaki były szybkie i niecierpliwe,
zdradzały, że jest wykształcony. Abel i Janice popatrzyli na siebie z konsternacją.
-?Chodźmy, chodźmy! -?powtórzył Comstock. Przeszedł przez drzwi i ruszyli za nim.
Zaprowadził ich do przedniej części sali, przed Sędziego; stanął między
nimi a Sędzią. Wszyscy przysięgli, że będą mówić prawdę, całą prawdę i tylko prawdę, a potem zaczęła się Rozprawa.
Sędzia powiedział, że wysłucha argumentów stron. Wysłucha argumentów
stron? Tak, jest Słyszący. Pozwany cierpi na upośledzenie słuchu i mowy,
więc będzie korzystał z tłumacza. Comstock z trudem odtwarzał za pomocą
Znaków piękne, niezrozumiałe słowa wypowiadane przez Sędziego. Do
wielkiej sali, z drewnianymi ławkami i kamienną podłogą, stopniowo
wpadało coraz więcej słońca. Posuwało się wolno do przodu między
ławkami, a kiedy pan Dengel, sprzedawca samochodów, przestał mówić,
dotarło do pierwszego rzędu, do stołów, krzeseł i ludzi rozmawiających z Sędzią. Abel z przyjemnością obserwował światło. Była to jedyna rzecz w sali, która nie wydawała mu się obca.
Kupił samochód od pana Dengla. Więc kłopoty muszą dotyczyć samochodu.
Pan Dengel długo opowiadał o samochodzie, jego kolorze, marce i papierach, które należało podpisać. Ale kiedy zaczął mówić o pieniądzach
-?o cenie auta -?Abel zerwał się z miejsca i sprostował, bo samochód
tyle nie kosztował. Pan Dengel skłamał. Sędzia się rozgniewał, a ręce
Comstocka przekazały to Ablowi. Jeśli nie usiądzie i nie zaczeka na
swoją kolej, zostanie ukarany Grzywną za Obrazę Sądu. Co to jest
Grzywna? Co to jest Obraza Sądu? Zrozumiał, że nie może doprowadzać
Sędziego do gniewu. Pan Dengel dalej mówił, Sędzia o coś go zapytał, a potem kazał Ablowi opowiedzieć o samochodzie. Zaczął mówić, usiłując
wszystko sobie przypomnieć. Miasto, lśniące auto i Lato...
Przyjechał z Janice późną wiosną z farmy ojca Abla. Znaleźli pracę.
Wynajęli pokój na Perrer Street i mieli pieniądze na start -
oszczędności ojca, które wręczył im w dużej, staromodnej portmonetce na
zatrzask. Co wieczór, wracając z drukarni, Abel przechodził obok salonu
samochodowego. Zawsze zatrzymywał się na chwilę i patrzył. W pogodne
wieczory wielkie drzwi były otwarte i w środku paliło się światło.
Ludzie zatrzymywali się i oglądali piękne maszyny, błyszczące i gładkie.
Czasami na ulicę wychodził sprzedawca, brał kogoś pod rękę, uśmiechał
się i zapraszał, by przechodzień usiadł za kierownicą, obejrzał wnętrze,
wypróbował klakson, światła. Pewnego dnia tą osobą był Abel. Mężczyzna
skinął do niego, a Abel się zbliżył i wsiadł do auta. Sprzedawca odzywał
się do niego uprzejmie, traktował go jak kogoś ważnego, szanowanego.
Abel nie musiał słyszeć słów, by czuć się zaszczyconym, więc uśmiechał
się i kiwał głową, by okazać, że jest zadowolony. Później sprzedawca
zaczął pisać cyfry na kartce. Pokazał je Ablowi, który skinął głową.
Mężczyzna bez przerwy mówił, jego usta nie przestawały się poruszać.
Uśmiechał się, zapewniał Abla, że za niewielkie oszczędności w portmonetce na zatrzask otrzymane od ojca może kupić ten wspaniały
samochód -?będzie należał do Abla i Janice. Abel skinął głową, że się
zgadza, podpisał papiery, a mężczyzna obszedł samochód, otworzył
drzwiczki i uścisnął mu rękę.
Abel bardzo wyraźnie pamiętał drżące liście oświetlone słońcem w letni
wieczór tego dnia. Było ciepło, wieczorne światło wydawało się ciepłe,
na ulicach lśniły plamy słońca. Właśnie w takim świetle Abel wszedł do
mieszkania i powiedział Janice o samochodzie. Była tak podekscytowana,
że nie zjedli kolacji i poszli go obejrzeć. Ulice i sklepy pogrążyły się
w ciemności; prawie nic nie widzieli, lecz cieszyli się, że opuścili
dom. Wracali powoli, nie rozmawiając z powodu ciemności. Gwiazdy nie
pokrywały całego nieba jak na farmie, świeciły między budynkami.
Wszystko, co widzieli, myśleli i wiedzieli, miało w sobie splendor,
szczęście, bogactwo i siłę. Świat wydawał się jaśniejszy. Czy w tak
radosnym świecie może być coś złego?
Niech pozwany opowie o samochodzie. Był niebieski, bardzo, bardzo gładki
w dotyku. Wyglądał idealnie. Abel usiłował opisać lśniące srebrne
okucia, delikatne linie karoserii, czerwone koła. Nowy samochód,
Pierce-Arrow model 1919. Sędzia wiercił się na fotelu. Comstock kazał
Ablowi się pośpieszyć, więc Abel próbował wytłumaczyć, że radość z auta
trwała krótko i że nikt nie ponosił za to winy. Był przyzwyczajony do
koni i patrzenia na drogę z góry; każdy ruch maszyny wydawał mu się
dziwny. W czasie pierwszej jazdy uderzył w płot, później przestraszył
kilka koni, które kopnęły samochód; ze strachu za ostro skręcił i auto
przewróciło się na bok. Wiele razy nagle kończyła mu się benzyna. Janice
bała się jeździć samochodem i zaczęła namawiać Abla, by go sprzedał.
Przestał na chwilę mówić, jego ręce znieruchomiały pośrodku Znaku.
Przypomniał sobie gniew, jaki czuł, gdy Janice to powiedziała. Nie
odzywał się do niej przez tydzień, nie witał się z nią rano ani nie
żegnał wieczorem. Bała się z nim jeździć. Ciągle prosiła, by sprzedał
auto. Płakała i powtarzała, że się boi. Po wielu kłótniach, wybuchach
płaczu i dniach spędzonych w milczeniu, po kolejnych dwóch wypadkach
zgodził się sprzedać samochód.
Powiesił na nim tabliczkę i dobił targu z przechodzącym mężczyzną.
Pisali proponowane ceny, aż doszli do porozumienia. Na początku Abel był
dumny, bo sprzedał auto za wyższą cenę, niż zapłacił. Tydzień później
był smutny jak po czyjejś śmierci. W niedzielę poszedł z Janice na
spacer...
-?Pośpiesz się -?przerwał Comstock. -?Sędziego nie interesują twoje
uczucia!
-?Opowiem wszystko. Skąd Sędzia ma wiedzieć, jak było, jeśli nie powiem
wszystkiego?
Kiedy wracali do domu, zaczęli patrzeć na ceny pięknych rzeczy w sklepach i potraw w restauracjach. Zrozumieli, że mogą kupić to wszystko
za pieniądze ze sprzedaży samochodu. W ten sposób wpadli na pomysł
zakupu klejnotów i ubrań. Abel się uśmiechnął. Duma z bogactwa sprawiła,
że w nocy dobrze spali i budzili się głodni. Byli zadowoleni i przez
cały dzień pracowali, a wieczorem chodzili do restauracji i jedli
dziwne, niezwykłe potrawy, których nie było na farmie ani w zimnej
szkole, gdzie się poznali. W niedziele po południu sklepy były otwarte.
Janice zaczęła uważnie się przyglądać, jak ubierają się kobiety z Miasta. Kupił jej kapelusz, który zaczęła nosić. Kupił pierścionek z pięknym kamieniem, zegarek, łańcuszek i zawieszkę w kształcie głowy lwa
z klejnotami zamiast oczu. W sierpniu poszli na jarmark i przedstawienie
objazdowego cyrku. Kupili mechaniczną małpkę na sznurku, bąki, którymi
można było kręcić na podłodze, wiatraczki, poduszki z wyhaftowanymi
gałązkami sosen i cedrów oraz papierowe kwiaty, różne rodzaje. Tamto
Lato... Znowu się uśmiechnął.
-?I co potem? -?spytał Sędzia.
-?Potem Lato się skończyło.
Pewnego dnia po pracy Abel i Janice policzyli pieniądze. Ciepłe dni
minęły, podobnie jak radość z bogactwa. Wieczory były za zimne, by nosić
letnie ubrania. Próbowali zachować pogodę ducha, lecz wkrótce zapanował
chłód i dziewczyny wracały w półmroku z fabryki, dygocąc. Później Janice
i Abel zauważyli, że nie stać ich na jedzenie na mieście do dnia
wypłaty. Pieniądze na start i pieniądze ze sprzedaży samochodu się
rozeszły.
Jeszcze nie czuli gniewu. Abel nie powiedział Sędziemu o wystawach
sklepowych. Sędzia roześmiałby się, gdyby usłyszał, że traktowali je jak
lustra i że ciągle trwało w nich Lato. Kiedy Abel je mijał, widział
dobrze ubranego mężczyznę, człowieka wychowanego w mieście, a nie
lękliwego chłopca z kamienistej farmy. Obok szła pewna siebie, piękna
kobieta, jego żona. Mijali wystawy i ludzie kiwali do nich głowami, a czasami się uśmiechali, nie wiedząc, kim naprawdę są, biorąc ich za
mieszkańców miasta, ludzi sukcesu, bogatych, pozbawionych trosk.
Abel powiedział, że później nadeszła zima i pieniądze się skończyły.
Musieli żyć za to, co zarabiali. Dostawał sześć dolarów tygodniowo, a Janice czternaście. Pracowała w fabryce, szyjąc czapki i marynarki od
siódmej rano do siódmej wieczór. Gdy wracała do domu, była zła, że nie
mogą jeść kolacji na mieście, a po opłaceniu czynszu i kupieniu żywności
nie zostawało nic na dodatkowy węgiel, by podgrzać wodę. Bali się kupić
kuchenkę gazową i obawiali się gniewu gospodyni, a Janice nie potrafiła
gotować, więc musieli jeść zimne kolacje.
Sędzia zaczął mówić. Comstock wyjaśnił, że ma pytania.
-?Czy w chwili zakupu samochodu pozwany przeczytał to, co podpisał?
-?Chodziło o samochód. Podpisałem, bo chodziło o samochód.
-?Dlaczego pozwany nie odpowiadał na listy, które otrzymywał?
-?Były o samochodzie, ale sprzedałem samochód, więc już go nie miałem.
Czy czytanie o nim mogło w czymś pomóc?
-?Czy pozwany nie był świadomy, że zapłacił tylko część ceny?
-?Nie rozumiem.
-?Czy pozwany nie zdawał sobie sprawy, że pokrył tylko część ceny
samochodu? Że będzie musiał zapłacić resztę?
-?Nie.
Abel patrzył to na Sędziego, to na Comstocka, obserwując, jak jego słowa
są oceniane przez Prawo. Sędzia milczał, ale ręce Comstocka się
poruszały.
-?Założę się, że próbowałeś ukryć, że jesteś głuchy. Założę się, że nie
powiedziałeś, że jesteś głuchy! -?Abel spojrzał na Sędziego, który dalej
milczał.
Abel czuł strach. Comstock wiedział to, czego nie wiedzą Słyszący, i potrafił zadawać właściwe pytania. Znał sekrety, które powinni znać
tylko Głusi, i chciał go skrzywdzić.
-?Powiedziałeś mu, że jesteś głuchy?
-?Sędzia o to nie pytał. Nie widziałem, żeby jego wargi się poruszały.
-?Powiedziałeś?
-?Nie. -?Znak Abla był prawie niedostrzegalny, szybki, pełen wahania,
ledwo widoczny trójkąt, po czym dodał: -?Nie powiedziałem... Nazywał mnie
"sir".
Comstock poruszył wargami, patrząc na Sędziego. Abel patrzył, domyślał
się, co zostało powiedziane, i potrafił zrozumieć kilka słów:
"...sprzedawca... nie przyznał się, że jest głuchy... ludzie... wstydził się...".
-?Ale dlaczego? -?Abel odczytał te dwa słowa z warg Sędziego. Odwrócił
oczy. Słońce wędrowało po podłodze i dotknęło nóg kilku krzeseł. Jeden z promieni dotarł do Janice i wspiął się po jej sukience, gdy obserwowała
rozprawę z trzeciego rzędu. Wyglądała jak obca kobieta. Słońce odeszło,
zmęczone. Comstock umilkł. Sędzia spoglądał przez chwilę na Janice. Abel
zauważył, że miała ochotę się uśmiechnąć, lecz była zbyt przestraszona.
Później Sędzia się odezwał i Comstock zadał pytanie:
-?Próbowałeś czytać z warg pana Dengela?
-?Tak. Nie mogłem nic zrozumieć. Trzymał w nich cygaro.
-?Dostałeś trzy listy. Nie uważałeś, że mogą być ważne?
-?Próbowałem je czytać, ale niczego nie rozumiałem. Tylko że są o samochodzie. Sprzedałem samochód.
Sędzia pokręcił głową i powiedział coś do Comstocka, który poruszył
dłońmi ze zdegustowaną miną.
-?Wróć na miejsce i usiądź.
Abel zaczął siadać, po czym znieruchomiał i spytał:
-?Dlaczego się pan na mnie gniewa? -?Comstock wytrzeszczył oczy. -
Dlaczego się pan gniewa? Sędzia się nie gniewa.
Comstock zaczął szybko poruszać rękami.
-?Ty cholerny głupcze... Przed końcem zimy będziesz żebrał na ulicach z tabliczką na piersi! -?Ruchy jego dłoni były prawie zbyt szybkie, by je
zrozumieć. -?Słyszący będą się nad tobą litować, jak nad wszystkimi
Głuchymi. Będziesz żebrał i wszyscy będą się litować nad Głuchymi. Po co
przyjechałeś do miasta?! Niszczyć cudze życie?! Ludzie, którzy ciężko
pracują i nie mają ani centa długu, będą nazywani głupimi Głuchymi,
wyśmiewani i oszukiwani. Staniesz się przeklętym żebrakiem...
Sędzia poruszył ustami. Comstock się odwrócił, skinął dłonią i powiedział, że tylko coś wyjaśniał. Później wezwano pana Webendorfa.
Opowiadał o Ablu. Dziwnie było patrzeć na ręce Comstocka opisujące życie
Abla. Tak, został zatrudniony w drukarni, uczestniczył w szkoleniu
zawodowym w szkole dla głuchoniemych. Tak, dobrze pracował w dużym
warsztacie, teraz odbywa drugi rok praktyk. To prawda, że większość
praktykantów to zaledwie chłopcy, ale ponieważ jest głuchy...
Sędzia spytał o wynagrodzenie i pan Webendorf zaczął wyjaśniać.
-?W drugim roku otrzymuje wynagrodzenie uzgodnione ze Związkami
Zawodowymi: na początku sześć dolarów tygodniowo, w zeszłym miesiącu
podniesiono je do siedmiu. -?Sędzia wydawał się zdziwiony, a pan
Webendorf ciągnął: -?Za trzy lata będzie zarabiał czternaście dolarów, a kiedy skończy sześcioletnią praktykę, dostanie przyzwoitą pensję:
dwadzieścia osiem dolarów. -?Urwał, pokręcił głową i dodał: -?Nie
wiedziałem o samochodzie. -?Abel czuł wstyd jak wtedy, gdy dostał lanie
od ojca, lecz nie mógł oderwać oczu od rąk Comstocka. -?Nie wiedziałem
też o jego ubraniach ani, cóż, żonie. Codziennie przychodził do pracy w starym ubraniu. Wiedziałem, że mieszka w wynajętym pokoju, lecz nie
miałem pojęcia, że jest żonaty. Gdyby do mnie przyszedł, wyjaśniłbym mu,
że jest w trudnej sytuacji... wszystkie jego oszczędności...
Sędzia poruszył się z godnością i zaczął mówić. Co dziwne, ręce
Comstocka oddawały jego słowa inaczej niż relację Webendorfa. Słowa
Sędziego wydawały się ciężkie, doniosłe i pełne; dłonie Comstocka
zataczały zdecydowane kręgi i długo wisiały w powietrzu. Jego ruchy były
tak piękne, że Abel odchylił się do tyłu, patrząc na nie z fascynacją.
Zdania sprawiały wrażenie skomplikowanych, w ogóle ich nie rozumiał. Sąd
wiedział o trudnej sytuacji pozwanego, jednak Prawo jest jasne. Samochód
został zakupiony, a pozwany ukrył swoją niepełnosprawność przed powodem,
więc dopuścił się wyłudzenia. (Jakie piękne słowa! Abel śledził długie,
rytmiczne ruchy rąk Comstocka. Kojarzyły się z koszeniem trawy,
układaniem siana w stogi). Jednak niepełnosprawność stanowi również
okoliczność łagodzącą. Zajęcie do dziesięciu procent wynagrodzenia na
poczet długu jest obligatoryjne na mocy Prawa, lecz Sąd jest skłonny
potraktować oskarżenie o wyłudzenie w sposób łagodniejszy niż zazwyczaj.
Comstock przerwał. Abel spoglądał na niego cierpliwie, czekając na
wyjaśnienie.
-?Zarządzę zajęcie dziesięciu procent wynagrodzenia pozwanego na poczet
długu, a ponadto grzywnę w wysokości stu dolarów i zwrot kosztów
sądowych -?ciągnął Sędzia. -?W ciągu następnych pięciu miesięcy
potrącenia będą wynosić dwa dolary tygodniowo, a później wzrosną do
trzech dolarów. Będą wzrastać proporcjonalnie do kolejnych podwyżek, po
czym osiągną poziom pięciu dolarów tygodniowo, aż pozwany w całości
spłaci dług. Sąd ma nadzieję, że odsetki nie przekroczą sześciu procent
rocznie. -?Sędzia spojrzał na sprzedawcę samochodów. -?Nie istnieją
uregulowania prawne zabraniające praktyk lichwiarskich, jednak Sąd ma
nadzieję, że w tym przypadku powód zmieni obecne praktyki.
Abel niespokojnie dał znak tłumaczowi.
-?Nie rozumiem. Co powiedział Sędzia? Wygrałem czy przegrałem?
Comstock z niesmakiem skinął dłonią i znowu zwrócił się w stronę
Sędziego.
Abel zobaczył, że Sędzia lekko się uśmiecha.
-?Sędzia mówi, że przegraliście sprawę. -?Ręce Comstocka wykonały ładny
gest. Potem dodał: -?Sąd nie miał wyboru; prawo jest jasne. Sędzia chce,
bym ci powiedział, że to mogło się skończyć znacznie, znacznie gorzej.
Comstock zaczął tłumaczyć Ablowi, gdzie ma wpłacać pieniądze, gdzie je
przynosić co miesiąc. To, czy Abel rozumiał słowa albo skomplikowane,
tajemne zasady Prawa, nie wydawało się ważne. Przypominał udręczone
zwierzę, zbyt chore, by wstać, i zbyt wytrzymałe, by upaść. Comstock
wreszcie przestał tłumaczyć.
-?Mówiłem, że zostaniesz żebrakiem, że Głusi przestaną z tobą rozmawiać
-?powiedział. -?Ty... -?dodał i urwał. Powstrzymał go jasny snop zimowego
światła słonecznego, który wpadł na salę sądową i sprawił, że zmrużył
oczy, by widzieć Abla. Sędzia wstał i ludzie zaczęli wychodzić. Rozprawa
się skończyła.
-?Nigdy nie będę żebrał -?odezwał się Abel, lecz wyobraził sobie samego
siebie siedzącego pod ścianą z kapeluszem leżącym na ziemi, zbyt
słabego, by wstać.
-?Niszczysz społeczność Głuchych -?rzekł Comstock, nie wiedząc, czy Abel
widzi jego ręce. -?Wolałbym, żebyś został na farmie, ukryty gdzieś na
odludziu! -?Ruszył w kierunku drzwi. Abel, po drugiej stronie snopu
światła, położył głowę na stole i zaczął powoli uderzać pięściami w blat.
2
Musieli sprzedać pierścionek z zielonym kamieniem, w którym mieszkało
światło słońca. Abel zapłacił za niego siedemdziesiąt dolarów, ale gdy
Webendorf napisał, ile wynoszą odsetki, zrozumiał, że nie ma wyboru.
Janice płakała i przekonywała Abla. Zmuszała go, by wieczorami raz po
raz dodawał cyfry, które nigdy się nie zmieniały. W końcu kazał jej
zdjąć z palca słoneczny pierścionek i poszli z nim do jubilera.
Abel go pamiętał. Kiedy odwiedzili go poprzednim razem, był dla nich
miły; wydawał się szczęśliwy, zadowolony. Teraz lekceważąco zerknął na
pierścionek i nie uniósł go do światła jak poprzednio. Nie uśmiechał
się, przyciskał ręce do boków.
-?Dwadzieścia dolarów -?powiedział.
Abel poczuł przypływ lęku. Usiłowali wytłumaczyć jubilerowi, że się
pomylił. Próbowali mu przypomnieć, kim są; kupili ten pierścionek za
siedemdziesiąt dolarów. Janice mówiła wyraźniej -?wiedzieli o tym, bo
ludzie traktowali ją lepiej niż Abla, byli mniej zniecierpliwieni. Kiedy
się odzywała, na ich twarzach nie pojawiała się niechęć. Spytała
jubilera, czy pamięta ten pierścionek, który sprzedał im w lecie.
Wskazała gablotkę ze lśniącego szkła.
-?Tuuu lezyyy, tuuu. -?Znowu wyciągnęła rękę.
Abel pamiętał, jak ostrożnie jubiler wkładał pierścionek do gablotki,
jak ostrożnie go wyjmował i unosił do światła, by im pokazać. Może nie
rozumie? Skinął dłonią w stronę Janice, która napisała: "Przyszliśmy w lecie i kupiliśmy ten pierścionek. Siedemdziesiąt dolarów. Klejnot jest
bardzo piękny. Zawsze zdejmowałam pierścionek przed myciem rąk".
Jubiler szybko przeczytał notatkę i pokręcił głową. Później napisał:
"Dwadzieścia dolarów", i podkreślił te słowa. Nie dali mu pierścionka,
ale nie odeszli; stali przed nim, wstrząśnięci i bladzi. Znowu wziął
kartkę i napisał: "Prowadzę biznes. Dwadzieścia dolarów i ani centa
więcej. Pierścionek jest używany, przestał być nowy. Jeśli ktoś da wam
więcej, możecie wrócić i zapłacę dwadzieścia pięć dolarów".
Janice nigdy nie używała Znaków przy Słyszących, lecz teraz odwróciła
się do Abla i pokazała drobnymi ruchami:
-?Boję się. Co się dzieje? Dlaczego chce nas skrzywdzić? Co robić?
-?Nie wiem. Nie możemy iść na policję.
-?Jesteś mężczyzną. Musi wziąć pierścionek i oddać pieniądze.
-?Nie zrobi tego.
-?Zmuś go.
-?Zaczekaj przed sklepem -?odpowiedział Abel. -?Porozmawiam z nim.
Odwróciła wzrok, szybko nakreśliła znak pożegnania i wyszła na ulicę.
Abel wyczuł w niej ulgę.
Podniósł pierścionek ze szklanej szyby i lewą ręką skinął na jubilera,
by poszedł z nim na tyły sklepu, gdzie było ciemniej, a Janice nie mogła
ich widzieć. Podążył w tamtym kierunku, samotny, wypełniony pustką,
której nie potrafił nazwać. Jubiler nie patrzył na niego. Później Abel
wyjął z kieszeni wspaniały zegarek ze złotą głową lwa i czerwonymi
klejnotami zamiast oczu, które lśniły nawet w półmroku.
-?Eeech paaan weeezmieee -?odezwał się na głos. Widział, że jubiler
zmrużył oczy na dźwięk jego głosu. Odwrócił się w jego stronę i Abel
dodał: -?Sieeeedemdziese za wszyskoooo, perściooooone i zegaaaaare... -
Jubiler dalej na niego nie patrzył, odwrócił się i wysunął szufladę
kasy. Szybko przeliczył pieniądze i położył na ladzie. Abel wziął je, a jubiler zgarnął dwa piękne przedmioty jak okruchy ze stołu. Jeszcze
przed chwilą ostrożnie wyjmował je z gablotek -?trzymał każdy klejnot
jak coś żywego i cennego. Teraz Abel i Janice znaleźli się w nędzy, co
odebrało wartość klejnotom -?zielony kamień przynosił nieszczęście, a zegarek odmierzał złe godziny. Jubiler wziął pierścionek i zegarek, by
ukryć je ze wstydu. Z zaplecza sklepu przyszedł ekspedient i stanął zbyt
blisko, by Abel czuł się dobrze. Abel szedł z uniesioną głową, mając
nadzieję, że nie wpadnie na drzwi. Czuł ból. Czuł za sobą cienie dwóch
mężczyzn. Zastanawiał się, czy się śmieją w Świecie Słyszących.
-?Dostałeś pieniądze?
-?Tak.
-?Wszystko?
-?Tak.
Stali przy oknie restauracji i udawali, że zaglądają do środka.
-?Odkupimy go, gdy spłacimy dług.
-?Nigdy więcej tam nie wejdę.
-?Chcę mieć nadzieję, że to zrobimy.
-?Nigdy więcej. Zawstydził mnie.
Ktoś obserwował ich z drugiej strony okna restauracji, więc odwrócili
się i odeszli. Kiedy dotarli do rogu i zaczęli przechodzić przez
jezdnię, Abel wyjął ręce z kieszeni i szybko pokazał:
-?To właśnie jest Szeroki Świat. Szeroki Świat. Miejsce, gdzie wszyscy
chcą być, gdzie wszyscy uciekają!
Potem schował ręce do kieszeni i rozejrzał się z wściekłością.
Milczenie.
W szkole wszyscy rozmawiali o Szerokim Świecie. Błyszczały im oczy, gdy
o nim mówili. Chodzili długimi korytarzami z poręczami dla niewidomych,
ich Znaki latały nad głowami nauczycieli, chowały się za książkami,
przekradały między ławkami, mówiły o Szerokim Świecie. Abel nigdy nie
posługiwał się Znakami na farmie, nie znał prawdziwych słów. Przyjechał
do szkoły głuchy i niemy nawet dla ludzi tak samo głuchych jak on.
Zapisano go na zajęcia dla chłopców: czytanie z ruchu warg, arytmetyka,
czytanie i pisanie liter. Mógł wybrać jeden z trzech zawodów: pomocnik w kuchni, pomocnik w drukarni i pomocnik kotlarza. Dziewczęta uczono
czytania z warg i szycia. Właśnie tego uczono w szkole. Chłopcy i dziewczęta uczyli się od siebie Znaków i marzyli o Szerokim Świecie.
Codziennie przez dwie godziny udawali, że zdmuchują świece, by nauczyć
się wymawiania głoski P, poruszali ustami, patrząc na litery i obrazki
na tablicy, na języki, zęby i usta -?sok, rok, bok, lok -?lecz prawdziwe
słowa chowały się za wychodkiem, w szybkich rozmowach nad ogrodzeniem:
zakazane Znaki, które wzbogacały użytkowników.
Po sześciu miesiącach Abel miał w szkole przyjaciół, wrogów i Szeroki
Świat. Teraz znalazł się w Szerokim Świecie i znał słowa, by myśleć o szkole przed zaśnięciem. Brzydko pachniała, była pozbawiona kolorów oraz
ciemna (kolory i światło są niewidomym niepotrzebne, a w szkole oprócz
głuchych uczono też niewidomych, więc uznano, że kolory i światło są
niepotrzebne i jednym, i drugim). Wydawało mu się dziwne, że znalazł
Janice w takiej brzydkiej szkole.
Miała złociste włosy, uśmiech, który go parzył, a jednocześnie wydawał
się chłodny, była szybka i powolna jak woda płynąca po kamieniach, gdy
pada na nią słońce. Przyciągała go i zmieniała jak rzeka, kiedy dawał
nurka do wody i stawał się inną istotą w innym świecie. Wstydził się, że
jest starszy od innych dzieci, uczył się zawodu, po latach nauki
czytania z ruchu warg i mówienia był zdumiony, że na świecie są inni
ludzie podobni do niego. Miał wtedy osiemnaście lat, a Janice
szesnaście. Dorastała w szkole i nie wiedziała prawie nic o Szerokim
Świecie. Znała zakazany język Znaków. Z jaką pewnością siebie żartowała
i plotkowała za plecami nauczycieli! Była żywa i mądra, miała plany i ideały, przyjaciół. Złościła się i toczyła niewielkie wojny z wrogami.
Dla Abla, który nie znał Znaków i żył w wiecznej ciszy na farmie i w szkole dla Słyszących, te plany i spory wydawały się magiczne,
niewiarygodne, wyjątkowe. W ciągu trzech miesięcy nauczył się wszystkich
Znaków znanych kolegom, rozmowa opierała się na domysłach, ale stale się
uczył, słuchał, rozmawiał, mówił, opowiadał, sprzeczał się, zastanawiał.
Język poznany wbrew czujnym nauczycielom dał mu wolność. Dopóki nie
zaczął chodzić z Janice, kojarzył się z miejscami, gdzie go poznawał.
Cuchnął stojącą wodą, toaletami, wstydem, chowaniem się i chlorem.
Masturbacją w drzwiach składziku i chłopcami poruszającymi rękami we
śnie, oblanymi zimnym potem. Kiedy starsi uczniowie słuchali dwa razy do
roku pogadanki o niebezpieczeństwach związanych z masturbacją, Abel,
siedzący wśród nich, zastanawiał się, czy nauczyciel mówiący o dotykaniu
się i pocieraniu ma na myśli Znaki.
Chłopcy i dziewczęta rzadko przebywali razem, więc zanim poznał Janice,
widywał ją z daleka. Rozmawiali kilka razy, a potem zaczął szukać jej
towarzystwa i odkrył, że pracuje w kuchni, gdzie zmywa naczynia.
Pragnienie przebywania z nią sprawiło, że uczył się szybciej niż
kiedykolwiek. Obserwował nauczycieli i dostrzegał, kiedy o nim
zapominają i może się ulotnić. Odkrył pory, gdy pracownicy kuchni byli
zajęci, więc Janice mogła się wymknąć. Nie mógł opuszczać warsztatów
zawodowych; ona również musiała uczestniczyć w zajęciach. Pragnienie
spotykania się z nią uczyniło go uważnym i podstępnym, odbierając mu
część niewinności. Nauczył się wykorzystywać zwyczaj palenia pana
Conroya po południu i własne codzienne nawyki, a nawet niedociągnięcia;
spóźnienia okazały się przydatne, bo ludzie uznawali je za coś
zwyczajnego. Spotykał się z Janice przed kuchnią, przed budynkiem
szkoły, a kiedy było za zimno, w pustej sali przed jadalnią. Stał się
ostrożny, więc przestał zakradać się z innymi chłopakami nad sypialnię
niewidomych dziewcząt, przestał się bić z każdym, kto komentował jego
wiek, i bardzo powoli zaczął się zastanawiać nad słowami i myślami. Może
oznaczały rzeczy, których nie można zobaczyć ani dotknąć, i myśli
bardziej skomplikowane niż "iść" lub "zostać"? To Janice po raz pierwszy
spytała Abla, co myśli o ludziach, a także o jego myśli i marzenia.
Przyszło mu do głowy, że jest w nim ogromna przestrzeń, ale jednocześnie
są obrazy o wielkim znaczeniu, których nie można opisać słowami, i że
pewnego dnia będzie potrafił jej wytłumaczyć niektóre różnice między
tym, jak rozumie świat, a jak świat rozumie jego.
Wśród dziewcząt to właśnie Janice była najbardziej zainteresowana
Szerokim Światem. Ożywiała się, gdy ktoś o nim mówił. Im więcej słów
poznawał Abel, tym więcej rzeczy nabierało sensu, tym więcej
zapamiętywał. Zaczęła zadawać pytania: "Jak wyglądało miasto?", "Czy
było tam dużo samochodów?", "Jakie ubrania nosili bogacze?", "Jak
wyglądały domy?", "Czy farma była ładna?", "Czy praca była ciężka?".
Częściej pytała o miasto niż o farmę. Miasto wydawało się prawdziwym
Szerokim Światem, czymś nowoczesnym i radosnym; zawsze się zmieniało.
Marzyła o podróżach, kochała ruch, zmiany, a Abel, wychowany w Szerokim
Świecie, który bez trudu podróżował z farmy do miasta, wydawał się jej i innym dzieciom ze szkoły księciem z bajki. Jego najdrobniejsze
wspomnienia wydawały się szczytem mądrości.
W drugim roku nauki Abel i Janice stali się nierozłączni. Wspólnie
udaremnili wszystkie próby szkoły, by ich rozdzielić. Spotykali się przy
zapomnianych oknach i w nieużywanych magazynach. Przede wszystkim
wykorzystywali swoją głuchotę. Byli niemi, niczego nie rozumieli i zawsze mówili "tak". Kiwali głowami, uśmiechali się i na wszystko się
zgadzali. Obiecywali nauczycielom i nauczycielkom, że się poprawią, a potem robili, co chcieli. W kwietniu uciekli. Poznali Szeroki Świat.
Znaleźli kościół podobny do tego, który Abel znał z dzieciństwa. Kiedy
pastor zrozumiał, czego chcą, i zorientował się, że są głusi, napisał na
kartce nazwisko innego mężczyzny. W końcu skierowano ich do Sędziego
Pokoju, który udzielił im małżeństwa, nie zadając żadnych pytań -?za
opłatą cztery razy wyższą niż normalnie. W poniedziałek rano wrócili do
szkoły, by podjąć naukę, jakby nic się nie stało. Szkoła obawiała się
skandalu, więc udawała, że nic nie wie, i pozwoliła Janice uzyskać
dyplom wraz z resztą jej rocznika. Kazano jej natychmiast napisać do
rodziców. Zwlekała i w końcu dyrektor zawiadomił o małżeństwie obie
rodziny. Po ukończeniu szkoły Janice pojechała z Ablem na farmę jego
rodziców. Rodzice Janice mieli trzynaścioro innych dzieci. Przesłali jej
najlepsze życzenia, nie podając adresu zwrotnego. Abel i Janice jechali
pociągiem. W Szerokim Świecie Janice szeroko otwierała oczy, by wszystko
widzieć. Chciała czuć Szeroki Świat, smakować go, wąchać. Promieniała
życiem...
Abel przewrócił się w łóżku i popatrzył na śpiącą żonę. Czasami coś
czuł, zbyt szybko, by ubrać to w słowa. Myślał o sądach, sklepach i ludziach -?może nie nienawidzą głuchoty jego i Janice, nie gniewają się
na nich, lecz są po prostu obojętni? Co najdziwniejsze, ta obojętność
wydawała się gorsza od nienawiści. W szkole często rozmawiano o nienawiści, śmiechu i okrucieństwie Słyszących. Niektórzy z nich wiele
razy powtarzali pewne słowa z twarzami wykrzywionymi gniewem, aż wszyscy
rozumieli, że sprawia im to przyjemność i że są dumni z bólu, który
zadają; towarzyszyło mu szyderstwo. Abel zaczął czuć, że prawdziwe
okrucieństwo Szerokiego Świata nie bierze się z nienawiści, tylko z obojętności. Nie znał właściwych Znaków, by powiedzieć o tym Janice, ale
myśl pozostawała na obrzeżach umysłu, niemal klarowna. Czasami był
bliski jeszcze innego odkrycia: że świat jest przeciwko nim i że ich
największym wrogiem jest ignorancja na temat świata. Domyślał się tego
niejasno, ale nie potrafił ubrać myśli w słowa. Miał wrażenie, że
dostrzega kątem oka przebiegające małe zwierzę, lecz jest za ciemno, by
je zobaczyć.
Dręczył się myślami przez długie tygodnie. Co noc myślał o pieniądzach.
Sześć tysięcy dolarów, a poza tym coś, co nazywali Odsetkami. Nie znał
tego słowa. Czy może chodzić o to, że z jakiegoś tajemniczego powodu
musi dodatkowo zapłacić setki dolarów? A może należy coś odjąć od
każdych stu? Było to zupełnie niezrozumiałe. Prawa Słyszących były
dziwne, słowa mogły mieć różne znaczenia. Pan Dengel też nie spał i na
pewno myślał o Odsetkach. Janice i Abel musieli żyć za czternaście
dolarów tygodniowo zarabiane przez Janice oraz wynagrodzenie Abla w drugim roku praktyk zawodowych. Musieli płacić sześć dolarów
czterdzieści centów na pokrycie długu. Gdyby byli ostrożni, mogliby
uniknąć Sądu i więzienia. Gdyby byli bardzo ostrożni i nie wpadli w nowe
kłopoty. Ale nie pozostawiało to żadnych pieniędzy na nadzieję. Co pół
roku będą płacić coraz więcej, by oddać dług. Wszystko po to, by obcy
byli spokojni, by się nie gniewali. Słyszący zawsze się złoszczą.
W szkole wciąż powtarzano to samo: "Pracuj". Nauczyciele mówili, że
zaczęli go uczyć rzemiosła, bo chcą, żeby był bezpieczny, a praca daje
bezpieczeństwo. Obok niego Janice kreśliła marzycielskie, nieczytelne
Znaki i przewracała się we śnie z boku na bok. Tuż przed końcem Tamtego
Lata wydarzyła się jeszcze jedna dobra rzecz, poznali Głuchego, który
opowiedział im o kościele dla Głuchych po drugiej stronie miasta. Raz w tygodniu przychodził pastor i odprawiał nabożeństwa Znakami. W szkole
często mówiono, że w Świecie Słyszących są kościoły. Zamierzali wybrać
się tam jak najszybciej, gdy będą mieli pracę, ładne ubrania,
pierścionek, zegarek. Chcieli mieć przyjaciół, zwyczaje, zapraszać
innych i przyjmować zaproszenia. Teraz świat stał się zimny;
pierścionek, pieniądze i nadzieja zniknęły. Nie pojechaliby do kościoła,
nawet gdyby mieli za co kupić bilet na tramwaj. Przyjaciele byli zbyt
kosztowni, a nadzieje budziły zbyt wielki strach. Abel znowu poruszył
się w łóżku, usiłując znaleźć wygodną pozycję i zasnąć. W końcu zapadł w sen, pełen rozproszonych, szarych marzeń.