-Jak to?
-Po pierwsze John Havard nie był założycielem tej uczelni, ale jednym z wielu, którzy ją finansowali. Po drugie, uniwersytet powstał dwa lata wcześniej. A po trzecie, jest to podobizna jakiegoś studenta, bo prawdzi-wej fotki nie mieli.
Neo stał jak zamurowany. Patrzył na pomnik i pomyślał, że widocznie nie nadąża za wielkimi tego świata. Chwilę potem przeniósł wzrok na złoty, wypolerowany but.
-Głaskanie przynosi studentom szczęście? - zapytał z przekąsem.
-Nie, turystom - roześmiała się, podając mu rękę. - Chodźmy już, bo nie zdążymy na manifestację - pociągnęła go w alejkę.
Dwie godziny później siedzieli w samolocie do Nowego Jorku. Dużo rozmawiali. Neo pytał, co robiła, jak wyglądało jej życie na kampusie. Chciał wiedzieć wszystko.
-Semestr skończył się w maju - powiedziała. - Ostatnie dni to Reading Period, wtedy nie było zajęć. Sama nuda. Dopiero tuż przed egzaminami zrobiło się nieco weselej - roześmiała się.
-Dlaczego? - zapytał.
-Biegaliśmy wtedy nago po kampusie.
-Wkręcasz mnie - spojrzał na nią rozbawiony.
-Nie. Wszyscy rozbierają się do naga. Biegają nocą, aby się odstresować przed egzaminami.
-I pomaga?
-Pewnie. Teraz jak się zdenerwuję, to też będę biegać nago pod