Znak zapytania - Ludwik Marian Kurnatowski

Kup ebooka

4.99 zł
3.99 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ZNAK ZAPYTANIA

Historia, którą mam zamiar podzielić się z czytelnikiem, sięga czasów stosunkowo niedawnych, bo zaledwie roku 1917. Rok ten szczególnie krwawo zaznaczył się na Ukrainie: hasła wolnościowe szumnie głoszone przez Kiereńskiego i innych matadorów rewolucji rosyjskiej podchwycili bolszewicy i wykorzystali dla swych niecnych celów. Tysiące agitatorów wyruszyło na ciche wsie ukraińskie, nawołując chłopstwo do walki z właścicielami ziemskimi. Grunt był dobrze przygotowany, więc hasła wywrotowe odniosły oczekiwany przez bolszewików skutek: podnieceni chłopi rzucili się z zajadłością rozbestwionego zwierza na dwory, pałac, rabując i mordując Bogu ducha winnych właścicieli.

W tym czasie na Kijowszczyźnie, w okolicach Żytomierza mieszkał we własnym, świetnie zagospodarowanym majątku, obywatel ziemski p. Kazimierz Ustowski, brat znanego powszechnie i cenionego kompozytora polskiego, autora wielu przepysznych utworów muzycznych. Któż w Polsce nie znał Ustowskiego przez jego brata? Być może nazywał się nieco inaczej, ale tę nieznaczną zmianę nazwiska, sądzę, że mi Czytelnik chętnie wybaczy, przeczytawszy opowieść do końca i zrozumiawszy powody, które mnie skłoniły do popełnienia tej drobnej nieścisłości.

Pan Kazimierz Ustowski uchodził powszechnie za człowieka b. zamożnego, bo i nie dziwota - piękny, niezadłużony majątek, gdzie bujne łąki i zbożne łany zmieniały się ciemnymi wstęgami szumiących lasów, nie dość, że stanowił uroczy zakątek, lecz jednocześnie przynosił właścicielowi duże zyski.

Majątek ten od niepamiętnych czasów znajdował się w posiadaniu rodziny Ustowskich, przechodząc z ojca na syna, to też p. Kazimierz wierzył święcie, że tak nadal będzie, że umrze na własnej ziemi i prochy jego spoczną przy prochach praojców. Przez chwilę nawet przez myśl mu nie przeszło, że stanie się inaczej, że ślepe a złośliwe fatum wypłata mu niespodziewanego, a bolesnego figla.

W czasie, gdy opowiadanie moje się rozpoczyna p. Ustowski był wdowcem. Ukochana jego żona opuściła nagle padół łez i przeniosła się do wieczności, pozostawiając dwóch synów, przyszłych dziedziców mienia i nazwiska. Myśl o dzieciach wyrwała p. Kazimierza z odrętwienia, w jakie wtrąciła go śmierć towarzyszki życia i ze zdwojoną energią zabrał się do pracy i wychowywania chłopaków, mniemając słusznie, że skoro los pozbawił dzieci ciepła i troskliwości opieki macierzyńskiej, na ojcu więc ciąży podwójny obowiązek. Świadomość tę potęgował jeszcze pewien fakt - na kilka lat przed śmiercią nieboszczki państwo Ustowscy wzięli na wychowanie nieślubne dziecko jednej z dworskich pokojówek, która miała nieszczęście zakochać się bez pamięci w młodym studencie Instytutu Rolniczego, odbywającym w majątku praktykę. Owocem tej szalonej miłości była dziewczynka, której przyjście na świat było tragicznym dla matki - biedna pokojówka zmarła przy porodzie.

Mała Joasia, takie bowiem imię nadano niemowlęciu, pozostała samiuteńka na świecie, bowiem ojciec, nie czekając nawet na jej urodziny, postarał się co rychlej spakować manatki i umknąć jak najdalej od miejsca, gdzie przeżywał chwile rozkosznej a zakazanej miłości. Sierotą zaopiekowała się początkowo p. Ustowska, a że serce miała złote, więc w niedługim czasie pokochała niebieskookie maleństwo i przyszłość Joasi zdecydowała w trzech słowach:

- Pozostanie z nami.

Tak się też stało. Ustowscy w tym czasie swoich dzieci nie mieli, więc całą duszą przylgnęli do sierotki. Uczucie to nie uległo zmianie nawet po narodzinach synów i cała trójka została pod opieką p. Kazimierza i jego godnej małżonki.

Gdy dzieci doszły do wieku szkolnego wysłano ich do Żytomierza. Dziewczynkę umieszczono na pensji, chłopaków zaś w gimnazjum.

Dzieciaki rosły i zwolna z poczwarek zaczęły się wykluwać przyszli ludzie. Jakież odrębne mieli charaktery i usposobienia. Joasia, która z niezgrabnego podlotka przeistoczyła się w wielce urodziwą panienkę, zdradzała wybitny pociąg do zabaw i męskiego towarzystwa i przyznać należy, że pod obu względami była ogromnie niepowściągliwa. Przykładna na pensji uczennica zmieniała się nie do poznania w towarzystwie chociażby uczniaków. Flirtowała na zabój, sypała oczko, aż miło, toteż na każdej zabawie otaczał ją rój uczącej się młodzieży. Ona zaś rozkochawszy w sobie wielbicieli szukała coraz to nowych wrażeń. Niewinne flirciki z nauczycielami, kokieteryjne spojrzenia rzucane ukradkiem na przedstawicieli płci brzydkiej podczas zbiorowego spaceru - wszystko to nie rokowało, że dziewczyna z czasem pójdzie w ślady swej przybranej matki, szeroko słynącej jako wzór matki i żony.

Przełożona pensji niejednokrotnie zwracała p. Ustowskiemu uwagę na niewłaściwość postępowania Joasi, lecz on zazwyczaj machał tylko ręką i odpowiadał pobłażliwie:

- Eh, niepotrzebnie p. przełożona tak surowo ją sądzi - młode to, więc musi się wyszumieć, a jak podrośnie, to samo zrozumie, że źle robi.

To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.