2
Lena
Wiatr wzmagał się od kilku dni, zupełnie nietypowo dla tej pory roku. Mimo panujących wysokich temperatur gwałtowne podmuchy odbierały radość z zaczynającego się lata. Z niepokojem patrzyłam na konary drzew, przegrywające walkę z siłami natury. Sztachety płotu skrzypiały, stawiając opór napierającemu na nie powietrzu, jakby chroniły dom przed uderzeniem wichury. Niestety, w tym starciu nie miały zbyt dużych szans.
- Kiedy to się skończy? - usłyszałam za plecami, na których po chwili wylądował miękki pled. - Zwierzęta się boją, drzewa połamane, ludzie niespokojni i kłótliwi...
- Ja także odczuwam niepokój, dziadku - odparłam, posyłając ciepły uśmiech w stronę staruszka, który stanął obok mnie z kubkiem parującego kakao.
Pił je tylko wtedy, gdy coś go denerwowało, a kilka ostatnich dni nie obdarzyło nas spokojem.
- Myślisz, że coś się zbliża? - Uniósł gęste, bielutkie brwi i wlepił we mnie bystre spojrzenie błękitnych oczu, tak różnych od moich.
- Nie mam pewności, czy coś - odpowiedziałam dość enigmatycznie.
Dziadek zamyślił się na moment, upił łyk i już chciał zadać kolejne pytanie, gdy usłyszeliśmy dzwoneczek zawieszony nad drzwiami wejściowymi.
- To Amanda - stwierdziłam, nie odwracając się od okna. - Mógłbyś zrobić jeszcze jeden kubek kakao, kiedy ja zajmę się wysłuchaniem jej najnowszych rewelacji? - Puściłam do dziadka oko, a on uśmiechnął się z wdzięcznością.
Taki podział obowiązków idealnie mu odpowiadał.
Obrzuciłam ogród ostatnim pełnym troski spojrzeniem i niespiesznie ruszyłam do holu. Amanda stała przed lustrem wiszącym tuż przy drzwiach i poprawiała zburzoną przez wiatr fryzurę. Jej platynowe, sięgające łopatek pasma poplątały się i wyglądały jak natapirowane. Prychnęłam rozbawiona, ściągając na siebie wściekłe spojrzenie orzechowych oczu.
- Bardzo śmieszne, no boki zrywać! - mruknęła do lustra. - Po co człowiek marnuje czas na układanie fryzury, pieniądze na drogie kosmetyki, jeśli w pięć minut jakaś wichura to wszystko obraca wniwecz?
- Nie przesadzaj, wystarczy je rozczesać i znów będzie ślicznie - zbyłam jej utyskiwanie i posłałam buziaka. - Zresztą tak też wyglądasz pięknie, tylko trochę bardziej dziko.
- Dziko? - Odsunęła się od lustra i spojrzała na swoje odbicie z większą uwagą. - Może masz rację? Seksowna dzikuska...
Uśmiechnęłam się do niej i ruszyłam do salonu. Widziałam, że dziadek przymknął drzwi do kuchni, żeby nie kusić losu. Cóż, Amanda potrafiła być... trudna, jednak mnie zupełnie to nie przeszkadzało. Znałyśmy się od urodzenia i nie potrafiłam wyobrazić sobie życia bez niej. Widocznie starszy pan miał większą wyobraźnię.
- Co cię sprowadza, kochana? - zagadnęłam, usadawiając się na sofie i zostawiając miejsce dla przyjaciółki.
- A co, nie można wpaść ot tak, bez powodu? - prychnęła pozornie oburzona, po czym dodała: - No dobra, przed tobą i tak nie da się niczego ukryć. Mam nadzieję, że jeszcze nikt ci nie powiedział!
Wyraziłam uprzejme zdziwienie i potrząsnęłam głową. Amanda Bogusz miała niewątpliwy talent do zdobywania informacji, więc zwykle jako pierwsza przynosiła wszelkie plotki. Chyba że pani burmistrz jakimś cudem zdołała ją ubiec, ale nie widziałam Marty od kilku dni.
- Gazeta ma nowego właściciela! - wyrzuciła z siebie piskliwym głosem, zdradzającym ekscytację.
- Och...
- No wiesz, minęło już trochę czasu... - dodała tonem usprawiedliwienia. - Obie wiedziałyśmy, że w końcu to nastąpi.
- Co takiego? - Dziadek wszedł do salonu z kubkiem kakao w dłoni i wyglądał na zaciekawionego.
- Ach, dzień dobry, Grzegorzu. W końcu ktoś kupił gazetę - oznajmiła Amanda.
- Doprawdy? Kto taki?
Dziadek postawił kubek na ławie i usiadł na fotelu. Cokolwiek myślał o mojej przyjaciółce, teraz przestało mieć znaczenie. Amanda była niemal jak słup ogłoszeniowy i zawsze można było liczyć na jej ciekawskość.
- I to jest właśnie najlepsza część tej informacji - szepnęła z szelmowskim uśmiechem. - Dziennikarz, lat czterdzieści, rozwiedziony. I przystojny, jeśli wierzyć jego zdjęciom na Facebooku.
- Z twoją żyłką detektywa sama powinnaś zatrudnić się w gazecie - zażartowałam.
- Myślisz? Kto wie, kto wie, może teraz znajdę dodatkową motywację.
Kątem oka dostrzegłam unoszące się kąciki ust dziadka i bez trudu wyobraziłam sobie komentarz, jaki z całą pewnością pojawił się w jego głowie.
- A co z Pralinką? - zauważyłam.
Kawiarnia, którą Amanda prowadziła od kilku lat, była spełnieniem jej wielkiego marzenia. Nie potrafiłam wyobrazić sobie, że się z nią rozstanie.
- A co ma być? - Wzruszyła ramionami. - Interes się kręci, mogę zatrudnić dodatkową osobę i zająć się czymś innym. Nie jest powiedziane, że właściciel musi obsługiwać klientów, prawda?
- Gorzej, jeśli się okaże, że ten dziennikarz ma paskudny charakter... - zagaił dziadek, nawet nie próbując ukryć kpiny w głosie.
- Będę się martwić, kiedy będzie ku temu powód - odparowała i sięgnęła po kakao. - Pyszne, Grzegorzu - pochwaliła szczerze. - Na pewno nie chciałbyś zatrudnić się u mnie?
Dziadek energicznie potrząsnął głową. Praca dla Amandy była ostatnim, czego by chciał.
- Ciekawe, czy nowy właściciel utrzyma dotychczasowy zespół - zastanawiałam się na głos. - Nie chciałabym, żeby Wanda, Tomasz albo Ludka stracili pracę. Dzielnie sobie radzili przez ostatnie miesiące.
Wszyscy troje posmutnieliśmy, choć nie zamierzałam wprowadzać takiego nastroju. Nie byłam przeciwniczką zmian, jednak doskonale wiedziałam, że nie zawsze wychodzą na dobre, zwłaszcza jeśli nowe oznaczało całkowite przeciwieństwo starego. Nie chciałam, by profil "Wieści" drastycznie się zmienił, choć powiew świeżości zdecydowanie by im nie zaszkodził.
- Co ma być, to będzie - zawyrokował dziadek i wstał z fotela. - Pójdę poczytać, Lenko, i może trochę się zdrzemnę. Ten wiatr nie sprzyja mojemu ciśnieniu.
Skinęłam dziadkowi głową, aprobując wymówkę. Amanda raczej się nie domyśliła, że Grzegorz uciekał od jej towarzystwa. Należała do osób nieszczególnie wyczulonych na uczucia innych. Właściwie rzadko kiedy bywała wrażliwa na kogoś innego niż ona sama.
- Według moich informacji Igor ma przyjechać już w przyszłym tygodniu - poinformowała mnie z ekscytacją. - Żeby podpisać papiery i odebrać lokal. Tymek kończy uszczelniać instalacje - dodała, uprzedzając moje pytanie.
- Jeszcze go nie znasz, a już jesteście na "ty"? - Uśmiechnęłam się pobłażliwie.
- Kwestia czasu - rzuciła i siorbnęła głośno kakao. - Bardzo krótkiego czasu, moja kochana. Zapamiętaj moje słowa: za tydzień pan Igor Rakiel będzie mi jadł z ręki. Prawdopodobnie ostrygi albo jakiś inny afrodyzjak.
Zapamiętałam, choć moje przeczucie miało na ten temat inne zdanie.