- Pani Bellini, dziękuję, że znalazła pani czas na tę rozmowę.
- Ależ oczywiście. Proszę mi mówić Maia. Przypomina mi pani moją ciocię. Zresztą nie jestem mężatką, już nie. Też nie wiedziałabym, jak siebie nazywać, na szczęście inni się tym martwią. Tym, jak mnie nazywać, ma się rozumieć.
Rozmówczyni marszczy precyzyjnie wyrysowane brwi, poprawia okulary na nosie i spogląda na dokument leżący przed nią na biurku.
- W porządku, Maiu. Mam na imię Patrizia i pracuję w HR.
- Bardzo mi miło.
- W ostatnich latach była pani zatrudniona jako dekoratorka ceramiki, w centrum telefonicznej obsługi klienta producenta aparatów słuchowych oraz jako sprzedawczyni w sklepie z odzieżą. Podsumowując, powiedziałabym, że pani doświadczenie zawodowe jest dość zróżnicowane.
- Powiedzmy, że starałam się dostosować. Poza tym, jak się skończy czterdzieści lat, trudno marzyć o nie wiadomo jakiej pracy.
Maia bierze głębszy oddech. Jest przekonana, że mówi za szybko, zawsze tak robi, gdy się denerwuje. Rekruterzy nie przepadają za osobami podenerwowanymi, bo te wyglądają, jakby coś ukrywały, a jej zależy, żeby wypaść na osobę szczerą i zrobić dobre wrażenie.
- Rozumiem. A jaka byłaby pani praca marzeń?
Maia waha się z odpowiedzią.
- Praca bez poniedziałków - uśmiecha się z napięciem. - Nie. Żartuję. Kiedyś powiedziałabym, że ilustratorka.
Rozmówczyni uśmiecha się zdawkowo.
- Mogę zapytać, dlaczego zdecydowała się pani aplikować do naszej firmy?
- Przede wszystkim dlatego, że jesteście liderem w sektorze oprogramowania dla biznesu. Nie przeraża mnie fakt, że znowu będę musiała się odnaleźć w nowym środowisku pracy. Może nie sprawiam takiego wrażenia, ale bardzo szybko się uczę. Jestem pewna, że mogłabym wnieść swój wkład.
- Z dokumentów wynika, że ma pani wykształcenie artystyczne.
- Zgadza się. Liceum plastyczne, potem akademia. Chociaż minęło od tamtej pory sporo czasu i ledwo pamiętam, jak się trzyma ołówek w dłoni.
Znowu ma zamiar się uśmiechnąć, ale się powstrzymuje. Nie chciałaby wyjść na histeryczkę - to jeszcze gorsze niż podenerwowanie.
- Zatem uważa pani, że ma cechy dobrego przedstawiciela handlowego?
- Tak, z całą pewnością.
W jej torebce zaczyna wibrować komórka, powodując brzęczenie kluczy. Maia stara się ją zignorować.
- Wszystko w porządku?
- Oczywiście. To tylko moja komórka.
- Może to coś ważnego?
- Jestem pewna, że nie. Możemy kontynuować.
Przepytująca odchrząkuje.
- Jak pani woli. Jakim typem członka zespołu jest pani?
Maia bierze głębszy wdech, by zyskać nieco czasu do namysłu.
- Potrafię... współpracować? - Wzrusza ramionami. - Oczywiście to nie miało zabrzmieć jak pytanie. Bez wątpienia potrafię świetnie współpracować w grupie. Myślę, że na obecnym rynku pracy to bardzo niedoceniana cecha.
"Co ja plotę? Kto nie doceniałby jednej z najbardziej pożądanych cech u pracownika w dużej firmie?".
- Jakie są pani najważniejsze zalety?
- Cóż, jestem z natury altruistką. Bardzo dobrze wyczuwam potrzeby innych, a kiedy trzeba, potrafię je nawet przewidywać. Jestem cierpliwa. Na pewno w stosunku do innych, a jeśli chodzi o mnie, to wciąż nad tym pracuję. Co jeszcze... Jestem zmotywowana. Nie uchylam się, gdy trzeba zostać po godzinach. Zresztą nie mam życia prywatnego. Tak jest wygodniej, prawda?
"To ostatnie właściwie nie świadczy o mnie zbyt pozytywnie. Czy ja przypadkiem nie wychodzę na desperatkę?".
- A pani wady?
Maię na moment zmroziło. Wie, że to standardowe pytanie na każdej rozmowie, ale odpowiedź i tak nie jest łatwa. Wykonuje nerwowy ruch głową. Na myśl przychodzi jej cała seria zarzutów, które prześladują ją przez całe życie.
"Jesteś zbyt fatalistyczna, niepewna siebie, kompulsywna i drażliwa. Jaka znowu altruistka, prawda jest taka, że zrobiłabyś wszystko, żeby zadowolić innych, żeby wyżebrać odrobinę uwagi. Odrobinę miłości".
Już ma odpowiedzieć, gdy jej komórka znowu zaczyna wibrować. Maia stara się udawać niewzruszoną. Sięga do torebki, by ją wyłączyć, co powinna była oczywiście zrobić przed rozpoczęciem rozmowy. Ale kto mógłby do niej dzwonić o dziewiątej rano w środę? I to tak natarczywie. Jej telefon zwykle milczy, chyba że dzwonią osoby, które chcą jej coś sprzedać.
- Może pani odebrać - mówi Patrizia.
- Dziękuję, ale wolałabym kontynuować rozmowę.
- Proszę chociaż sprawdzić, kto dzwonił. Naprawdę wolałabym, żeby to nie był nagły wypadek.
Maia wyciąga telefon ze swojej torebki i widzi "EMMA" na wyświetlaczu.
Z irytacją wyłącza urządzenie. Wraca spojrzeniem w kierunku rozmówczyni.
- O czym mówiłyśmy?