Zmowa tarota - Barbara Baraldi

Kup ebooka

51.21 zł
45.06 zł (42,72 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Spis treści

Karta redakcyjna Motto Prolog 1 2 3 Przypisy

Punkty orientacyjne

Spis treści Okładka Strona tytułowa Początek tekstu

Lista stron

5 7 8 9 10 11 12 13 14 15 16

1

- Pani Bellini, dziękuję, że znalazła pani czas na tę rozmowę.

- Ależ oczywiście. Proszę mi mówić Maia. Przypomina mi pani moją ciocię. Zresztą nie jestem mężatką, już nie. Też nie wiedziałabym, jak siebie nazywać, na szczęście inni się tym martwią. Tym, jak mnie nazywać, ma się rozumieć.

Rozmówczyni marszczy precyzyjnie wyrysowane brwi, poprawia okulary na nosie i spogląda na dokument leżący przed nią na biurku.

- W porządku, Maiu. Mam na imię Patrizia i pracuję w HR.

- Bardzo mi miło.

- W ostatnich latach była pani zatrudniona jako dekoratorka ceramiki, w centrum telefonicznej obsługi klienta producenta aparatów słuchowych oraz jako sprzedawczyni w sklepie z odzieżą. Podsumowując, powiedziałabym, że pani doświadczenie zawodowe jest dość zróżnicowane.

- Powiedzmy, że starałam się dostosować. Poza tym, jak się skończy czterdzieści lat, trudno marzyć o nie wiadomo jakiej pracy.

Maia bierze głębszy oddech. Jest przekonana, że mówi za szybko, zawsze tak robi, gdy się denerwuje. Rekruterzy nie przepadają za osobami podenerwowanymi, bo te wyglądają, jakby coś ukrywały, a jej zależy, żeby wypaść na osobę szczerą i zrobić dobre wrażenie.

- Rozumiem. A jaka byłaby pani praca marzeń?

Maia waha się z odpowiedzią.

- Praca bez poniedziałków - uśmiecha się z napięciem. - Nie. Żartuję. Kiedyś powiedziałabym, że ilustratorka.

Rozmówczyni uśmiecha się zdawkowo.

- Mogę zapytać, dlaczego zdecydowała się pani aplikować do naszej firmy?

- Przede wszystkim dlatego, że jesteście liderem w sektorze oprogramowania dla biznesu. Nie przeraża mnie fakt, że znowu będę musiała się odnaleźć w nowym środowisku pracy. Może nie sprawiam takiego wrażenia, ale bardzo szybko się uczę. Jestem pewna, że mogłabym wnieść swój wkład.

- Z dokumentów wynika, że ma pani wykształcenie artystyczne.

- Zgadza się. Liceum plastyczne, potem akademia. Chociaż minęło od tamtej pory sporo czasu i ledwo pamiętam, jak się trzyma ołówek w dłoni.

Znowu ma zamiar się uśmiechnąć, ale się powstrzymuje. Nie chciałaby wyjść na histeryczkę - to jeszcze gorsze niż podenerwowanie.

- Zatem uważa pani, że ma cechy dobrego przedstawiciela handlowego?

- Tak, z całą pewnością.

W jej torebce zaczyna wibrować komórka, powodując brzęczenie kluczy. Maia stara się ją zignorować.

- Wszystko w porządku?

- Oczywiście. To tylko moja komórka.

- Może to coś ważnego?

- Jestem pewna, że nie. Możemy kontynuować.

Przepytująca odchrząkuje.

- Jak pani woli. Jakim typem członka zespołu jest pani?

Maia bierze głębszy wdech, by zyskać nieco czasu do namysłu.

- Potrafię... współpracować? - Wzrusza ramionami. - Oczywiście to nie miało zabrzmieć jak pytanie. Bez wątpienia potrafię świetnie współpracować w grupie. Myślę, że na obecnym rynku pracy to bardzo niedoceniana cecha.

"Co ja plotę? Kto nie doceniałby jednej z najbardziej pożądanych cech u pracownika w dużej firmie?".

- Jakie są pani najważniejsze zalety?

- Cóż, jestem z natury altruistką. Bardzo dobrze wyczuwam potrzeby innych, a kiedy trzeba, potrafię je nawet przewidywać. Jestem cierpliwa. Na pewno w stosunku do innych, a jeśli chodzi o mnie, to wciąż nad tym pracuję. Co jeszcze... Jestem zmotywowana. Nie uchylam się, gdy trzeba zostać po godzinach. Zresztą nie mam życia prywatnego. Tak jest wygodniej, prawda?

"To ostatnie właściwie nie świadczy o mnie zbyt pozytywnie. Czy ja przypadkiem nie wychodzę na desperatkę?".

- A pani wady?

Maię na moment zmroziło. Wie, że to standardowe pytanie na każdej rozmowie, ale odpowiedź i tak nie jest łatwa. Wykonuje nerwowy ruch głową. Na myśl przychodzi jej cała seria zarzutów, które prześladują ją przez całe życie.

"Jesteś zbyt fatalistyczna, niepewna siebie, kompulsywna i drażliwa. Jaka znowu altruistka, prawda jest taka, że zrobiłabyś wszystko, żeby zadowolić innych, żeby wyżebrać odrobinę uwagi. Odrobinę miłości".

Już ma odpowiedzieć, gdy jej komórka znowu zaczyna wibrować. Maia stara się udawać niewzruszoną. Sięga do torebki, by ją wyłączyć, co powinna była oczywiście zrobić przed rozpoczęciem rozmowy. Ale kto mógłby do niej dzwonić o dziewiątej rano w środę? I to tak natarczywie. Jej telefon zwykle milczy, chyba że dzwonią osoby, które chcą jej coś sprzedać.

- Może pani odebrać - mówi Patrizia.

- Dziękuję, ale wolałabym kontynuować rozmowę.

- Proszę chociaż sprawdzić, kto dzwonił. Naprawdę wolałabym, żeby to nie był nagły wypadek.

Maia wyciąga telefon ze swojej torebki i widzi "EMMA" na wyświetlaczu.

Z irytacją wyłącza urządzenie. Wraca spojrzeniem w kierunku rozmówczyni.

- O czym mówiłyśmy?

Tytuł oryginału: Gli omicidi dei tarocchi

Copyright ? 2025 by Giunti Editore S.p.A., Firenze-Milano www.giunti.it Copyright for this edition ? Wydawnictwo ARKADY Sp. z o.o., Warszawa 2026

Wszelkie prawa zastrzeżone. Żadna część tej publikacji nie może być reprodukowana w jakiejkolwiek formie ani powielana graficznie, elektronicznie czy mechanicznie, w tym za pomocą kopiowania, nagrywania ani przechowywania w informatycznej bazie danych, bez pisemnej zgody wydawcy. Prosimy o przestrzeganie praw twórców do ich własności intelektualnej i nieudostępnianie książki w sieci.

Tłumaczenie: Joanna Płuska

Redakcja: Anna Kuciejewska

Korekta: Justyna Grabska

Projekt okładki: Natalia Krzeszczakowska

Projekt powstał przy użyciu narzędzi opartych na sztucznej inteligencji, z uwzględnieniem autorskiej obróbki.

Skład i łamanie: Sylwia Szur

ISBN 978-83-213-5386-9

Wydanie I, 2026, Symbol 5400/R

CIP Biblioteka Narodowa Baraldi, Barbara Zmowa tarota / Barbara Baraldi ; przełożyła Joanna Płuska. - Wydanie I. - Warszawa : LeTra, 2026

Wydawnictwo ARKADY Sp. z o.o. ul. Dobra 28, 00-344 Warszawa tel. 22 444 86 50 e-mail: info@arkady.eu, www.arkady.eu Facebook: @Wydawnictwo.Arkady, Instagram: @wydawnictwo.arkady Facebook: @Wydawnictwo.Letra, Instagram: @wydawnictwo_letra księgarnia wysyłkowa: tel. 22 444 86 56 www.arkady.info

Konwersja do formatu ePub 3: eLitera s.c.

2

Maia idzie wzdłuż via XX Settembre w stronę swojego mieszkania, przyspieszając kroku, jakby chciała odpędzić frustrację. Po co w ogóle szła na tę rozmowę, skoro od samego początku było wiadomo, że nie ma najmniejszej szansy na zatrudnienie? "Odezwiemy się" - usłyszała pod koniec tej męki, wypowiedziane tonem tak uprzejmym, że aż irytującym.

Zresztą czego się spodziewała? Teraz, żeby dostać chociaż posadę urzędniczki, potrzebny jest dyplom magistra fizyki kwantowej.

Trudno sobie wyobrazić, żeby firma sprzedająca licencje na programy do zarządzania zatrudniła absolwentkę akademii sztuk pięknych z listą doświadczeń zawodowych przypominającą raczej listę wykroczeń, a do tego bez praktycznej wiedzy z zakresu informatyki lub ekonomii.

- Przepraszam, to oczywiste, że nie spełniam wymagań niezbędnych do objęcia tego stanowiska. - Maia zdecydowała się powiedzieć, stojąc na progu biura działu kadr. - Ponadto zdałam sobie sprawę, że prawdopodobnie nie powinnam była nawet wysyłać CV. Nie rozumiem tylko, dlaczego mimo wszystko mnie zaproszono.

Odpowiedź?

- Uznaliśmy pani list motywacyjny za ambitny.

A teraz jest tak oszołomiona, że nie wie, czy uznać to za komplement, czy nie.

Wraz z nadejściem września markizy sklepów w Trieście powoli zaczynają się znowu podnosić po letnich wakacjach. Wydają się jej sygnałami z innego świata - bo ona sama nawet nie pamięta swoich ostatnich wakacji.

Zatrzymuje się na światłach przy przejściu dla pieszych. Jej wzrok pada na lokal na rogu ulicy. Witryny są zasłonięte papierem pakowym z napisem:

SEAMUS GALLERY

WERNISAŻ wYSTAWY

PIĄTEK 12 WRZEŚNIA GODZ. 21.00

OBOWIĄZUJE STRÓJ W ODCIENIACH FIOLETU

Galeria sztuki? Nie była w żadnej od wieków, ale jest pewna, że kiedyś był tam sklep zielarski. Kupiła w nim zapach do pomieszczeń, który rozlał się jej na parkiecie w sypialni i zostawił plamę, której nie dało się niczym wywabić.

Drzwi są uchylone. Na chodniku tuż przy wejściu stoi dystyngowany mężczyzna i pali elektronicznego papierosa, zerkając na komórkę. Lniany garnitur, poszetka w paski i do tego skarpetki w ten sam wzór. Maia wpatruje się w niego odrobinę za długo.

- To przez te skarpetki, prawda? - mówi mężczyzna, wydmuchując obłoczek pary.

Maia szeroko otwiera oczy.

- Przepraszam, nie chciałam. Ja...

- Wiem, wiem. Dobierać skarpetki pod poszetkę, absurd. Ale musimy iść czasem na ustępstwa w kwestii absurdu, żeby przełamać monotonię życia.

- C-co takiego?

Mężczyzna przyjmuje pojednawczą minę.

- Proszę mi wybaczyć. Nie chciałem być napastliwy. Dzisiejszy poranek dłuży się w nieskończoność, ale to jeszcze nie powód, żeby zaczepiać nieznajomych.

- To nic takiego. - Maia natychmiast się prostuje, niemal stając na baczność. - Ale ma pan rację. Odrobina kreatywności nie zaszkodziłaby, chociażby po to, by przełamać wszechobecny konformizm. Moda powinna być swego rodzaju nieposłuszeństwem.

Początkowe napięcie ustąpiło, a jej zachciało się śmiać, aż usta same rozciągnęły się w uśmiechu.

- Ricardo, bardzo mi miło.

- Hiszpan?

- Nie, z Treviso.

Ona ściska mu dłoń, ale niechętnie, bo wie, że jej jest spocona.

- Maia - chrząka, po czym dodaje: - Pisane przez "i".

- To nie było konieczne. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że rodzice mogli nazwać panią tak samo jak starożytną cywilizację uprawiającą kult apokalipsy.

- Właściwie to inspirację stanowiła postać z angielskiego serialu sci-fi. Tak twierdziła moja matka.

- Kosmos 19991.

Maia szeroko otwiera oczy ze zdziwienia.

- Dokładnie tak. Nikt tego nie kojarzy w ten sposób. Zresztą niewielu pamięta ten serial.

- Podobnie jak niewielu z nas dopasowuje skarpetki do poszetki.

W tym samym momencie Maia przypomina sobie, że nie włączyła ponownie komórki. Sięga po nią do torebki. Na wyświetlaczu pojawiają się trzy nieodebrane połączenia od Emmy.

- Zachowałem się niewłaściwie, prawda?

- Słucham? Nie, to tylko... Moja siostra do mnie wydzwania.

- Zatem nie przeszkadzam w rodzinnych powinnościach.

- Nic z tych rzeczy, żadnych powinności. A już na pewno nie rodzinne. Ja i moja siostra nie rozmawiamy ze sobą od tak dawna, że czasem zapominam, że nie jestem jedynaczką... Nawet nie wiem, po co panu to wszystko mówię. - Maia unosi rękę w geście pożegnania. - Tak czy siak, było mi bardzo miło, Ricardo.

- Proszę zaczekać. - Sięga do kieszeni i wyciąga wizytówkę. - W piątek wieczorem otwieram nową wystawę z małym poczęstunkiem. To nieformalna prezentacja dzieł polskiego artysty, który jest jeszcze mało znany, ale wydaje mi się interesujący. Jeśli nie ma pani nic lepszego do roboty, byłoby mi miło, gdyby pani wpadła.