Żmija - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

3.49 zł
2.86 zł (1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Pieśń pierwsza

SUMAK.

Piękny to widok Czertomeliku, Sto wysp przerżnęły Dniepru strumienie, Brzoza się kąpie w każdym strumyku, Słychać szum trzciny, słowika pienie. A kiedy wiosną wezbrane wody Zaleją wszystkie wyspy dokoła, Jeszcze nad wodą widać drzew czoła, Jakby rusałek cudne ogrody. Gałązką mącą wodne błękity, I jeszcze słowik w gałązkach spiéwa, I szumią brzozy, lecz nad ich szczyty Wznosi się fala i nikną drzewa. Dziko Dniepr szumi, gdy w jego łonie Sto wysp zielonych wiosną zatonie. Piękny to widok stu wysep pana, Woda mu ziemię z pod stóp wykradła: Zamek się patrzy w fali zwierciadła, Co mu przy stopach szumi wezbrana. A gdy nań patrzysz, dziwnym pozorem Rzekłbyś że zamek wstecz rzeki płynie. Cegła koralów swiéci kolorem, Lekkie filary podobne trzcinie; Kilka ogromnych paszcz samostrzału Patrzy strzelnicą na czarne morze:

A górą zamku okna z kryształu, Swiécą się, palą, jak ranne zorze; I tysiąc barwy w każdym promyku, Co się z tych okien nazad odkradnie. W zamku Pan mieszka Czertomeliku, Dumny Ataman co Siczą władnie; Lecz czy sam mieszka? Któż to odgadnie? Nikt nie był w zamku, mówią że czary Mieszkają w gmachu, że dłoń zaklęta Nadludzką sztuką wzniosła filary; Lecz kiedy wzniosła? Nikt nie pamięta. - Niejeden rybak wieczorną dobą, W Czertomeliku płynąc ostrowy, Słyszał przed sobą, słyszał za sobą, Spiéw słodszy, milszy niż szum dnieprowy. A rybak milczał, płynął pomału; Kiedy wieczorne zorza zapadły, Widział jak w zamku okna z kryształu, To się paliły, to znowu bladły; A z okien blaskiem konały pieśni. Znów cicho - głucho - a rybak stary Żegnał się drzący - to czary - czary! Wszak rybak czuwa? wszak rybak nieśni? Już to noc trzecia gdy gasną zorze, Błyska na zamku ogień jaskrawy; Ho! to kaganiec, to znak wyprawy, Popłyną czajki na czarne morze. Kozaków obóz zalega brzegi, Pośród czaharów spisa połyska; A po nad Dnieprem, w długie szeregi, Gęsto strażnicze płoną ogniska. Tam na mogiłę wstąpił wysoką Gęślarz i spiéwa pieśni z mogiły; Jeśli w tych grobach niespią głęboko, Może ich dzikie pieśni zbudziły? O spijcie! spijcie! przeszła wam pora, I wyście żyli - tu - w Ukrainie,

I wyście żyli - to było wczora! My dziś żyjemy, czas szybko płynie. Pocóż tu wracać z licem upiora Gdzie nikt nie chodzi po nas w żałobie? Jutro na naszym powiedzą grobie: I wyście żyli! to było wczora. Płyńmy więc! płyńmy w Natolskie grody, Burzyć pałace, rąbać fontanny. Żelazem niszczyć Turków narody; I porwać obraz Najświętszéj Panny, Obraz co płacze rzewnemi łzami; A gdy go człowiek w fali zanurzy, Morze gniewliwe bije falami, Pieni się, huczy, pryska i burzy, I póty gniewnie podnosi tonie, Aż wrogów statki w falach pochłonie... Lecz gdzież jest Hetman? w rannéj godzinie Wyszedł i w stepach błądził od rana. Oto przy brzegu, czajka hetmana, Powiewnym żaglem bieli się w trzcinie. I wkoło gwarzy zgraja zebrana, Wszak nam na drogę brak na źwierzynie; Idźmy na łowy! idźmy na łowy! Lecz gdzież nasz Żmija, Hetman Niżowy?

RESZTA TEKSTU DOSTĘPNA W PEŁNEJ WERSJI.