Zmienić Kościół. Synod młodych i papieża Franciszka - Krystian Kratiuk

Kup ebooka

19.00 zł
15.77 zł (16,15 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

PRZY­GO­TO­WA­NIAdo Synodu poświęconego "Młodzieży, wierze i rozeznaniu powołania"

Synod mło­dych i pa­pie­ża Fran­cisz­ka za­pla­no­wa­no na pią­ty rok pon­ty­fi­ka­tu pa­pie­ża z Ar­gen­ty­ny. Od po­przed­nie­go Sy­no­du - po­świę­co­ne­go ro­dzi­nie - w oczy­wi­sty spo­sób mu­siał więc wy­raź­nie się róż­nić, choć­by ska­lą ocze­ki­wań. Gdy bo­wiem w Wa­ty­ka­nie w roku 2014 i 2015 bi­sku­pi roz­ma­wia­li o ro­dzi­nie, nie­wie­lu ka­to­li­ków spo­dzie­wa­ło się, iż kto­kol­wiek ze­chce zmie­nić od­wiecz­ne na­ucza­nie o nie­ro­ze­rwal­no­ści mał­żeń­stwa, a co za tym idzie - prak­ty­kę dusz­pa­ster­ską do­ty­czą­cą udzie­la­nia Ko­mu­nii Świę­tej roz­wod­ni­kom ży­ją­cym w no­wych związ­kach. W roku 2018 zaś, gdy do Rzy­mu przy­by­wa­li bi­sku­pi na Sy­nod ds. mło­dzie­ży, już znacz­nie mniej­sza licz­ba ka­to­li­ków za­sko­czo­na była za­pew­ne nową for­mą ko­mu­ni­ka­cji i ko­lej­ny­mi po­my­sła­mi zmian w do­tych­cza­so­wej prak­ty­ce, kształ­cie a na­wet dok­try­nie Ko­ścio­ła. Mniej­sze za­sko­cze­nie nie rów­na­ło się jed­nak mniej­sze­mu... prze­ra­że­niu.

Róż­ne bo­wiem rze­czy sły­sze­li­śmy o tzw. Sy­no­dzie mło­dych. Pro­gre­syw­nie na­sta­wie­ni bi­sku­pi z wie­lu kra­jów Za­cho­du pra­gnę­li przy tej oka­zji ugrać coś dla sie­bie - tzn. spró­bo­wać prze­ko­nać więk­szość Oj­ców Sy­no­dal­nych, w tym rów­nież i Ojca Świę­te­go, do ra­dy­kal­nych zmian w Ko­ście­le. Sko­ro bo­wiem na Sy­no­dzie ds. ro­dzi­ny roz­ma­wia­no o roz­wod­ni­kach i o ho­mo­sek­su­ali­stach, ni­ko­go nie po­win­no dzi­wić iż przed Sy­no­dem ds. mło­dzie­ży nie­któ­rzy bi­sku­pi żą­da­li roz­mów o... znie­sie­niu ce­li­ba­tu. Na­wo­ły­wał do tego mię­dzy in­ny­mi, w imie­niu ca­łe­go bel­gij­skie­go epi­sko­pa­tu, bi­skup Jean Koc­ke­rols z Bruk­se­li. Wie­lu in­nych hie­rar­chów su­ge­ro­wa­ło, że na­le­ży znów pod­jąć te­mat osób ży­ją­cych w związ­kach jed­no­pł­cio­wych - jed­nak by­naj­mniej nie po to, by przy­po­mnieć na­ukę Ko­ścio­ła do­ty­czą­cą grze­chu so­do­mii, ale by "zmie­nić po­dej­ście Ko­ścio­ła". Co cie­ka­we, co­raz czę­ściej za­miast o "oso­bach ho­mo­sek­su­al­nych" za­czę­to mó­wić o. "oso­bach LGBT". No ale naj­wy­raź­niej, sko­ro Sy­nod do­ty­czyć miał spraw mło­dzie­ży, na­le­ża­ło uży­wać od­po­wied­nio no­wo­cze­sne­go słow­nic­twa.

Na­wet no­wo­żyt­ne Sy­no­dy po­sia­da­ją wsze­la­ko swo­je pro­ce­du­ry i to zgod­nie z nimi na­le­ża­ło pró­bo­wać do­łą­czyć do agen­dy te­ma­ty dys­ku­sji. Pa­pież po­sta­no­wił, że za Sy­nod mło­dych od­po­wia­dać będą te same oso­by, któ­re przy­go­to­wy­wa­ły i pro­wa­dzi­ły Sy­nod ds. ro­dzi­ny. Naj­wi­docz­niej Fran­cisz­ka nie prze­ko­na­ły ar­gu­men­ty pod­no­szo­ne przez ob­ser­wa­to­rów po­przed­nie­go Sy­no­du, we­dług któ­rych se­kre­ta­riat Sy­no­du, kie­ro­wa­ny przez kar­dy­na­ła Lo­ren­zo Bal­dis­se­rie­go, w la­tach 2014-2015 pró­bo­wał prze­for­so­wać wła­sną, pro­gre­syw­ną agen­dę. Spra­wę opi­sa­no w książ­ce Sy­nod pa­pie­ża Fran­cisz­ka (Wy­daw­nic­two Pro­hi­bi­ta, 2016), tu­taj przy­po­mnij­my tyl­ko nie­któ­re z pod­no­szo­nych wów­czas za­rzu­tów: pod­czas re­dak­cji dzien­nych spra­woz­dań pró­bo­wa­no nadać re­la­cjom kształt nie­zgod­ny z wy­stą­pie­nia­mi Oj­ców Sy­no­dal­nych, ogra­ni­cza­no wol­ność sło­wa np. opóź­nia­jąc dys­try­bu­cję prze­sy­łek pocz­to­wych dla Oj­ców Sy­no­du (w prze­sył­kach były książ­ki na­pi­sa­ne przez kon­ser­wa­tyw­nych kar­dy­na­łów), za­bra­nia­no re­la­cjo­no­wać bi­sku­pom tego kto co mó­wił pod­czas ob­rad, wresz­cie two­rzo­no do­ku­men­ty pod­su­mo­wu­ją­ce pra­ce bi­sku­pów... przed roz­po­czę­ciem prac Sy­no­du.

Ten sam se­kre­ta­riat Sy­no­du tym ra­zem jed­nak przy­go­to­wał nie­co inną for­mu­łę spo­tka­nia niż po­przed­nio. Sy­nod mło­dych miał bo­wiem od­być się w trzech czę­ściach - pierw­szą z nich mia­ło być wy­peł­nie­nie an­kiet przez mło­dych na ca­łym świe­cie, dru­gą czę­ścią - wa­ty­kań­skie spo­tka­nie mło­dych lu­dzi, swo­isty "pre-Sy­nod", pod­czas któ­re­go mło­dzież mia­ła opo­wie­dzieć o swo­ich pro­ble­mach, bo­lącz­kach i na­dzie­jach, a trze­cią czę­ścią Sy­no­du (w któ­rej rów­nież udział wziąć mie­li mło­dzi świec­cy au­dy­to­rzy) miał być już wła­ści­wy Sy­nod bi­sku­pów, za­pla­no­wa­ny na paź­dzier­nik roku 2018.

Se­kre­ta­riat Sy­no­du, na rok przed pla­no­wa­nym spo­tka­niem, przy­go­to­wał spe­cjal­ny do­ku­ment dla bi­sku­pów do­łą­czo­ny do an­kie­ty przed­Sy­no­dal­nej. Otrzy­ma­li go or­dy­na­riu­sze na ca­łym świe­cie z proś­bą o po­dzie­le­nie się wy­ni­ka­mi prze­pro­wa­dzo­nych przez sie­bie an­kiet z Wa­ty­ka­nem.

Do­ku­ment czy­ta­ny wraz z od­po­wie­dzia­mi na py­ta­nia za­war­te w an­kie­cie miał uła­twić po­wsta­nie In­stru­men­tum la­bo­ris - a więc do­ku­men­tu przy­go­to­waw­cze­go Sy­no­du, na tre­ści któ­re­go opie­rać się mia­ły pra­ce (w tym po­dej­mo­wa­ne te­ma­ty) zgro­ma­dze­nia Sy­no­dal­ne­go. Jed­nak an­kie­ta i do­ku­ment ro­ze­sła­ny do bi­sku­pów zro­dzi­ły wąt­pli­wo­ści wśród nie­któ­rych ka­to­li­ków. Naj­gło­śniej pi­sa­li o nich przed­sta­wi­cie­le ini­cja­ty­wy Vo­ice of the Fa­mi­ly - ru­chu ka­to­lic­kich świec­kich, po­wo­ła­ne­go dzię­ki współ­pra­cy or­ga­ni­za­cji pro-life oraz grup dzia­ła­ją­cych na rzecz ro­dzi­ny. W swym dra­ma­tycz­nym li­ście otwar­tym, po­ru­szy­li kil­ka waż­nych kwe­stii.

Po pierw­sze, zwró­ci­li uwa­gę, iż po­wo­ła­nie trak­to­wa­ne jest w an­kie­cie z per­spek­ty­wy świa­to­wej a nie du­cho­wej. Wszak sło­wo "po­wo­ła­nie" jest tra­dy­cyj­nie wy­ko­rzy­sty­wa­ne przez Ko­ściół dla okre­śle­nia we­zwa­nia do wy­ko­ny­wa­nia świę­tych roz­ka­zów lub do prze­strze­ga­nia ewan­ge­licz­nych rad w ży­ciu re­li­gij­nym - w ży­ciu ka­płań­skim, za­kon­nym lub ro­dzin­nym. An­kie­ta w spo­sób bar­dzo ogra­ni­czo­ny wspo­mi­na­ła o tych nad­przy­ro­dzo­nych we­zwa­niach. W za­mian do­ku­ment wska­zał, że po­wo­ła­nie jest po pro­stu ro­dza­jem zwy­czaj­ne­go wy­bo­ru tego, co mło­da oso­ba może ro­bić w ży­ciu. Obok praw­dzi­wych po­wo­łań w do­ku­men­cie mo­że­my od­na­leźć też zda­nia o "za­wo­dach", "for­mach za­an­ga­żo­wa­nia spo­łecz­ne­go i oby­wa­tel­skie­go", "sty­lu ży­cia", "za­rzą­dza­niu cza­sem i pie­niędz­mi", "wo­lon­ta­ria­cie", "służ­bie po­trze­bu­ją­cym lub za­an­ga­żo­wa­niu w ży­cie oby­wa­tel­skie i po­li­tycz­ne". Lek­tu­ra do­ku­men­tu i an­kie­ty spra­wia więc wra­że­nie, że po­wo­ła­nie po­win­no być ro­zu­mia­ne w czy­sto na­tu­ra­li­stycz­nym wy­mia­rze. W do­ku­men­cie przed­sta­wio­no "ro­ze­zna­nie po­wo­ła­nia" jako "py­ta­nie w jaki spo­sób jed­nost­ka nie zmar­nu­je moż­li­wo­ści sa­mo­re­ali­za­cji".

Po dru­gie, w spo­sób za­ska­ku­ją­cy po­trak­to­wa­no po­dej­ście do osób nie­wie­rzą­cych. "Do­świad­cze­nie mi­syj­ne" w myśl do­ku­men­tu nie jest już bo­wiem sze­rze­niem Ewan­ge­lii, ale "al­tru­istycz­ną służ­bą i owoc­ną wy­mia­ną". Zaś obec­ność nie­wie­rzą­cych w spo­łe­czeń­stwie nie jest już czyn­ni­kiem po­bu­dza­ją­cym ewan­ge­li­za­cję, a szan­są dla "zwięk­sze­nia moż­li­wo­ści owoc­ne­go dia­lo­gu i wza­jem­ne­go wzbo­ga­ca­nia się" oraz "do­sko­nal­sze­go słu­cha­nia, sza­cun­ku i dia­lo­gu"...

Po trze­cie, jak za­uwa­ży­li człon­ko­wie Vo­ice of the Fa­mi­ly, do­ku­ment po­mi­ja waż­ne pro­ble­my mło­dych lu­dzi, spo­śród któ­rych bar­dzo wie­lu, szcze­gól­nie na Za­cho­dzie, już od naj­młod­szych lat jest wy­sta­wio­nych na dzia­ła­nie kul­tu­ry in­dok­try­nu­ją­cej ich w po­dej­ściu do sek­su­al­no­ści, któ­re po­zo­sta­je sprzecz­ne z pra­wem na­tu­ral­nym i praw­da­mi o ludz­kiej na­tu­rze ujaw­nio­ny­mi przez Pana Boga. Taka sy­tu­acja sta­no­wi po­waż­ne za­gro­że­nie dla fi­zycz­ne­go, psy­cho­lo­gicz­ne­go, in­te­lek­tu­al­ne­go oraz du­cho­we­go roz­wo­ju mło­dych lu­dzi, usil­nie za­chę­ca­nych do an­ga­żo­wa­nia się w przed­mał­żeń­ską ak­tyw­ność sek­su­al­ną, ko­rzy­sta­nia z an­ty­kon­cep­cji a na­wet abor­cji, jak rów­nież eks­pe­ry­men­to­wa­nia z de­wia­cyj­ny­mi for­ma­mi ak­tyw­no­ści sek­su­al­nej, jak na przy­kład akty ho­mo­sek­su­al­ne. Kwe­stie te nie zo­sta­ły jed­nak w ogó­le po­ru­szo­ne w do­ku­men­cie - Se­kre­ta­riat Sy­no­du nie wy­da­wał się za­in­te­re­so­wa­ny tymi pro­ble­ma­mi. W za­mian w an­kie­cie kon­cen­tro­wa­no się na kwe­stiach, któ­re są już po­dej­mo­wa­ne przez wie­le in­nych śro­do­wisk - rów­nież da­le­kich od Ko­ścio­ła - ta­kich jak "bez­ro­bo­cie", "zwięk­sze­nie ela­stycz­no­ści na ryn­ku pra­cy", "ochro­na śro­do­wi­ska" i "wy­zwa­nie wie­lo­kul­tu­ro­wo­ści".

Po czwar­te, moż­na było od­nieść wra­że­nie, że do­ku­ment ne­ga­tyw­nie na­sta­wia mło­dych od­bior­ców do prze­szło­ści. O ile moż­na się tego było spo­dzie­wać w kwe­stii Tra­dy­cji Ko­ścio­ła, np. zna­nych od wie­ków form po­boż­no­ści czy też tra­dy­cyj­nych ry­tów Mszy Świę­tej (pod­czas pon­ty­fi­ka­tu pa­pie­ża Fran­cisz­ka przed­sta­wi­cie­le Wa­ty­ka­nu wie­le razy da­wa­li bo­wiem do zro­zu­mie­nia, że w tej kwe­stii zde­cy­do­wa­nie "wy­bra­li przy­szłość"), o tyle za­sko­cze­niem może być pró­ba prze­ciw­sta­wia­nia mło­de­go po­ko­le­nia ka­to­li­ków po­ko­le­niom po­przed­nim. Do­ku­ment to­wa­rzy­szą­cy an­kie­cie nie wy­da­je się być bo­wiem szcze­gól­nie moc­no za­ko­rze­nio­ny w Tra­dy­cji Ko­ścio­ła, jako że w ca­łym tek­ście nie ma żad­ne­go od­nie­sie­nia do Oj­ców, dok­to­rów czy świę­tych. Jest za to dwa­dzie­ścia od­nie­sień do do­ku­men­tów i in­nych prac pa­pie­ża Fran­cisz­ka. Jest też je­den cy­tat z pa­pie­ża Be­ne­dyk­ta XVI, ale nie ma żad­nych na­wią­zań do jego po­przed­ni­ków - znaj­dzie­my tam jed­nak dwa od­nie­sie­nia do So­bo­ru Wa­ty­kań­skie­go II, przy czym jest to je­dy­ny so­bór, o któ­rym się wspo­mi­na. W kwe­stiach po­ko­le­nio­wych zaś, czy­ta­my, że "star­sze ge­ne­ra­cje czę­sto mają ten­den­cję do nie­do­ce­nia­nia po­ten­cja­łu mło­dych lu­dzi" oraz "pod­kre­śla­ją ich sła­bo­ści i mają trud­no­ści ze zro­zu­mie­niem po­trzeb tych, któ­rzy są bar­dzo mło­dzi".

Po pią­te wresz­cie, war­to zwró­cić szcze­gól­ną uwa­gę na na­stę­pu­ją­ce zda­nie do­ku­men­tu: "Słu­cha­jąc mło­dych lu­dzi, Ko­ściół po­now­nie usły­szy głos Pana prze­ma­wia­ją­ce­go we współ­cze­snym świe­cie". Teza ta, we­dług któ­rej przez mło­dych lu­dzi prze­mó­wi do bi­sku­pów Duch Świę­ty i na­uczy ich cze­goś po­nad do­tych­cza­so­wą na­ukę Ko­ścio­ła, bę­dzie bo­wiem po­wta­rza­na przez wie­lu du­chow­nych pod­czas trwa­nia Sy­no­du - ale o tym bę­dzie­my mó­wić w ko­lej­nych roz­dzia­łach. Człon­ko­wie Vo­ice of the Fa­mi­ly już na tym eta­pie przy­go­to­wań do Sy­no­du za­uwa­ży­li, że zda­nie ta­kie ozna­cza, że obec­nie Ko­ściół nie sły­szy gło­su Pana, co sta­no­wi sprzecz­ność w od­nie­sie­niu do obiet­ni­cy zło­żo­nej przez Pana Je­zu­sa: "A oto Ja je­stem z wami przez wszyst­kie dni, aż do skoń­cze­nia świa­ta" (Mt, 28, 20). Stwier­dze­nie to może rów­nież su­ge­ro­wać, że na­ucza­nie Ko­ścio­ła "nie pa­su­je" do współ­cze­sne­go świa­ta. A ta­kie ro­zu­mo­wa­nie by­ło­by prze­cież ab­so­lut­nym skan­da­lem wo­bec Tego, któ­ry dał nam "wia­rę raz tyl­ko prze­ka­za­ną świę­tym" (Jud, 1, 3).

Au­to­rzy oma­wia­ne­go li­stu za­koń­czy­li go gorz­kim prze­wi­dy­wa­niem, że "Se­kre­ta­riat Sy­no­du pre­zen­tu­jąc proś­by od mło­dych lu­dzi do­ty­czą­ce zmian w ka­to­lic­kiej dok­try­nie i prak­ty­ce, przed­sta­wi je na­stęp­nie jako do­wód, że Ko­ściół musi zmie­nić swo­je fun­da­men­tal­ne prze­ko­na­nia", a "wie­rzą­cy ka­to­li­cy po­win­ni przy­go­to­wać się na tę nie­uchron­ną eska­la­cję no­we­go ata­ku na Ko­ściół, w któ­rym nie­wła­ści­wie ka­te­chi­zo­wa­na i ukształ­to­wa­na mło­dzież zo­sta­nie wy­ko­rzy­sta­na prze­ciw­ko nie­mu".

Zapraszamy do zakupu pełnej wersji.

Wszyst­kie książ­ki na­sze­go Wy­daw­nic­twa po­le­ca­myna­by­wać w in­ter­ne­cie:

lub w na­szej księ­gar­ni sta­cjo­nar­nej:Księ­gar­nia Mul­ti­bo­ok.plDy­miń­ska 4, 01-519 War­sza­wafa­ce­bo­ok.com/Mul­ti­bo­okpl

Książ­ka po­trzeb­na, choć nie­we­so­ła

Kiedy lu­dzie py­ta­ją mnie, skąd tu naj­pew­niej się do­wie­dzieć, co w Wa­ty­ka­nie pisz­czy, nie­odmien­nie od­sy­łam ich do Kry­stia­na Kra­tiu­ka. Sam bo­wiem, gdy tyl­ko coś mi z tej­że sfe­ry umknie, na­tych­miast doń dzwo­nię - pe­wien szyb­kie­go a tre­ści­we­go za­ła­ta­nia ko­gni­tyw­nej luki. Moż­na so­bie spo­koj­nie po­zwo­lić na chwi­lo­we ode­rwa­nie uwa­gi od Apo­sto­li­cae Se­dis - bo Kry­stian Kra­tiuk czu­wa, a jego wa­ty­kań­ski pe­ry­skop nie­stru­dze­nie lu­stru­je urbem et or­bem.

Kry­stian Kra­tiuk to wa­ty­ka­ni­sta w każ­dym calu. Od lat tkwi w Wa­ty­ka­nie - choć co dzień bu­dzi się i za­sy­pia nie­da­le­ko kra­kow­skich Ła­giew­nik, a nad Ty­ber tyl­ko "wpa­da" kil­ka razy w roku. Ale od cze­go tech­no­lo­gia - sze­ro­ko­pa­smo­we au­to­stra­dy wskroś ze­ro­je­dyn­ko­wych bez­kre­sów? Od cze­go roz­licz­ne kon­tak­ty sze­ro­ko po­na­wią­zy­wa­ne w gro­nie po­krew­nych ba­da­czy zja­wi­ska? Od cze­go sze­ro­ko otwar­te oczy? Au­tor ni­niej­szej książ­ki ko­rzy­sta z tego wszyst­kie­go ob­fi­cie i z wiel­ką bie­gło­ścią (bę­dąc jed­no­cze­śnie - co w pa­ten­to­wa­nych le­niach bu­dzi nie­kła­ma­ną za­zdrość - ty­ta­nem pra­cy).

Nade wszyst­ko zaś ma sze­ro­ko otwar­te ser­ce. Całą dzia­łal­ność - nie tyl­ko li­te­rac­ką - Kry­stia­na Kra­tiu­ka prze­ni­ka sy­now­skie umi­ło­wa­nie Ko­ścio­ła Świę­te­go i żar­li­we pra­gnie­nie nie­stru­dzo­nej a efek­tyw­nej służ­by ad ma­io­rem De­iglo­riam. Oto naj­więk­sza war­tość jego twór­czych po­czy­nań.

Nad samą książ­ką roz­wo­dzić się nie za­mie­rzam. Z dwóch po­wo­dów: po pierw­sze, czy­ta­ją­cy ni­niej­sze sło­wa sami się w nią wkrót­ce za­głę­bią - po cóż więc im wie­dza z dru­giej ręki; po dru­gie, da­nie tak ka­lo­rycz­ne - choć na pierw­szy rzut oka wca­le nie na­zbyt ob­fi­te - by­naj­mniej nie wy­ma­ga przy­staw­ki. Ogra­ni­czę się tyl­ko do nad­mie­nie­nia, że jej Au­tor jest wię­cej niż wa­ty­ka­ni­stą: może so­bie śmia­ło przy­pi­sać mia­no Sy­no­da­li­sty, czy­li eks­per­ta w dzie­dzi­nie Sy­no­da­li­zmu, albo jak kto woli Sy­no­dal­no­ści - dzie­dzi­ny ba­daw­czej sto­sun­ko­wo mło­dej, bo zro­dzo­nej pod­czas obec­ne­go pon­ty­fi­ka­tu, jed­nak chy­ba wiel­ce przy­szło­ścio­wej (wszak pa­pież Fran­ci­szek twier­dzi, że Sy­no­dal­ność jest dro­gą, któ­rej Bóg ocze­ku­je od Ko­ścio­ła w trze­cim ty­siąc­le­ciu). Jak więc wi­dać: huk ro­bo­ty - nie­ogar­nio­ne pole do ob­ser­wa­cji, re­flek­sji i pi­sar­skiej ak­tyw­no­ści (przy­po­mnę, że Zmie­nić Ko­ściół to już dru­ga pra­ca Au­to­ra w tej ma­te­rii; i chy­ba nie zdra­dzę ta­jem­ni­cy, ujaw­nia­jąc, że nie od dziś zbie­ra on ma­te­ria­ły na te­mat nad­cho­dzą­ce­go wiel­ki­mi kro­ka­mi Sy­no­du o Ama­zo­nii). Już więc ra­dził­bym przy­go­to­wać spe­cjal­ną pół­kę na dłu­gą se­rię Dzieł Sy­no­dal­nych KK.

Otrzy­maw­szy tekst książ­ki z proś­bą o jego lek­tu­rę, z miej­sca zro­bi­łem so­bie kawę - bo te re­flek­sje na­le­ży czy­tać po­pi­ja­jąc do­brą wło­ską kawę - i czas się cof­nął.

Zno­wu zna­la­złem się w Rzy­mie tchną­cym zło­tą ital­ską je­sie­nią, zno­wu wy­do­sta­wa­łem się z dusz­nej at­mos­fe­ry Sala Stam­pa na za­la­ny słoń­cem Plac Świę­te­go Pio­tra, znów sta­łem z dzien­ni­ka­rza­mi po­śród strug ulew­ne­go desz­czu przed Aulą Paw­ła VI, ocze­ku­jąc na za­koń­cze­nie Sy­no­dal­nych ob­rad...

To jest smut­na książ­ka o smut­nych cza­sach. Ale po­trzeb­na. Pol­scy ka­to­li­cy, tra­gicz­nie nie­do­in­for­mo­wa­ni w myśl za­sa­dy: "niech tam w ca­łym świe­cie woj­na, byle pa­ra­fia na­sza spo­koj­na", mają pra­wo i obo­wią­zek wie­dzieć, że w Ko­ście­le poza lo­kal­ny­mi opłot­ka­mi sza­le­je praw­dzi­wa bu­rza. A kie­dy bu­rza sza­le­je, co robi wier­ny ka­to­lik? Naj­pierw po­dej­mu­je wszel­kie dzia­ła­nia ma­ją­ce na celu za­bez­pie­cze­nie domu przed ży­wio­łem, a po­tem za­pa­la grom­ni­cę i pada na ko­la­na.

Kry­stian Kra­tiuk ło­mo­cze w dzwon na trwo­gę: obudź­cie się, bra­cia i sio­stry! "Co sły­szy­cie na ucho, roz­gła­szaj­cie na da­chach!" (Mt 10, 27). "Bądź­cie roz­trop­ni jak węże, a nie­ska­zi­tel­ni jak go­łę­bie!" (Mt 10, 17). Niech każ­dy, kto jest w sta­nie czy­nem ra­to­wać po­grą­żo­ny w kry­zy­sie Ko­ściół, po­de­rwie się do czy­nu. A komu brak ta­kich moż­li­wo­ści, temu po­zo­sta­je osta­tecz­ny, jed­na­ko­woż naj­pew­niej­szy oręż i na­rzę­dzie chrze­ści­ja­ni­na - mo­dli­twa.

Po­dob­no trze­pot mo­ty­lich skrzy­deł w jed­nym miej­scu ziem­skie­go glo­bu wy­wo­łu­je trzę­sie­nie zie­mi w za­kąt­ku od­da­lo­nym odeń o set­ki mil. O ileż więc bar­dziej mo­dły czło­wie­cze - a czło­wiek jest waż­niej­szy nie tyl­ko od mo­ty­la, ale na­wet od "wie­lu wró­bli" (Mt 10, 31) - mogą spo­wo­do­wać wstrząs w nie­bie. I ło­skot skrzy­deł aniel­skie­go woj­ska zstę­pu­ją­ce­go na ra­tu­nek Mat­ce Ekle­zji, lżo­nej i znie­wa­ża­nej przez jej wła­snych, znie­pra­wio­nych sy­nów.

Ale żeby się sku­tecz­nie mo­dlić, trze­ba przede wszyst­kim wie­dzieć, o co się mo­dlić. A żeby wie­dzieć, trze­ba czy­tać - bo "wia­ra ro­dzi się z tego, co się sły­szy" (Rz 10, 17), a wie­dza - z tego, co się prze­czy­ta. Czy­taj­my za­tem.

Je­rzy Wo­lak