Zmaza - Hubert Przybyła
10.10 zł
8.38 zł
(11,55 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Chcesz, aby zapomniano o twoim kompromitującym czynie? A może chcesz usunąć się z pamięci otaczających cię ludzi? Wszystko to jest już możliwe! Udoskonaliliśmy oprogramowanie każdego ludzkiego chipu. Teraz możemy odpowiednio wpływać na pamięć każdej jednostki!
Myślisz, że to nieetyczne? Spokojnie! Nikt na tym nie ucierpi, a ty będziesz mógł w końcu cieszyć się większym spokojem. W dodatku nie musisz płacić aż tak dużo, jak może ci się wydawać. Tylko [kwota] [waluta]! To jest okazja i jeśli bardzo tego potrzebujesz, to musisz skorzystać! Dość chodzenia po psychologach, gdy jesteś wytykany palcami i nie umiesz sobie z tym poradzić. W końcu zażyjesz wolności!
Przed realizacją postanowienia musimy mieć pewność, że nie podjąłeś tej decyzji pochopnie, dlatego po wpłaceniu zaliczki zaprosimy cię na dwa spotkania: jedno, na którym się poznamy i wytłumaczymy procedury, i drugie, na którym przeprowadzimy z tobą obszerny wywiad, by ostatecznie stwierdzić, czy będziemy mogli przeprowadzić procedurę "mazania". Musisz uzbroić się w cierpliwość, ale jeśli wszystko się powiedzie, to obiecujemy, że będzie warto. Wszystko dla komfortu naszego klienta.
Jeśli jesteś gotowy, to przyjdź do naszego biura w [miasto] na ulicy [nazwa ulicy]. Jesteśmy otwarci dwadzieścia cztery godziny na dobę przez siedem dni w tygodniu. Zapraszamy!
***
Ostre promienie słońca próbujące przedostać się między liśćmi koron sygnalizowały nadejście poranka. Budziły się zwierzęta, budziły się rośliny. Obudził się też pewien młody mężczyzna, który mieszkał w wybudowanym rok temu szałasie. Eleutery - bo tak miał na imię - był jedynym ludzkim mieszkańcem przymiastowego lasu. Dach jego nowego domu stanowiły odpowiednio ułożone gałęzie, które pokrył skórą upolowanych zająców. Ścianami zaś były gęste zarośla, na których udało mu się położyć gałęzie, co uniemożliwiało swobodny przepływ wiatru wewnątrz. W takiej scenerii Eleutery budził się, jadał i spał.
Znajdowanie pożywienia nie było dla niego trudnym zadaniem. W okresie wiosennym i letnim starał się szukać krzewów i drzew z jadalnymi owocami oraz polował na wspomniane zające. W okresie zimowym i jesiennym wybierał się na regularne przechadzki do restauracji znajdujących się nieopodal lasu, a dokładniej do koszy na śmieci, gdzie udawało mu się zebrać wyrzucone resztki jedzenia.
Przez ten rok życie płynęło dość wolno, ale za to spokojnie. Każdy kolejny dzień zwiastował Eleuteremu nowe wyzwania.
Codziennie wybierał się ze swoim notesem w różne miejsca w lesie lub w jego okolicach i obserwował przelatujące nad jego głową ptaki. Ptaki były dla niego na tyle interesujące, że praktycznie zawsze próbował je odwzorować w zeszycie i dopisać o nich kilka zdań. Byli to jego jedyni przyjaciele, z którymi prowadził rozmowy, jednakże rozmowy te były zazwyczaj jednostronne. Można wręcz powiedzieć, że z punktu widzenia osoby trzeciej było to jedynie wygłaszanie dość długiego i schematycznego monologu. Każda wypowiedź dzieliła się na kilka niezmiennych elementów, w których podejmowane były te same tematy. Mimo wszystko Eleuteremu to się nie nudziło, a pozwalało wydobyć z siebie tkwiące głęboko emocje.
Najgorsza w tej codzienności była cisza. Mimo szumu wiatru, który mimowolnie pływał między zawieszonymi nad głową liśćmi, mimo ćwierkających ptaków i przebiegających nieopodal zająców, po czasie wszystko przekształcało się w głośną ciszę. Brak jakiegokolwiek ludzkiego głosu powodował u Eleuterego coraz większe problemy psychiczne. Coraz częstsze wybuchy gniewu, codzienny płacz, objawy schizofrenii - wszystko to towarzyszyło głównemu bohaterowi w jego codzienności.
Ale przecież... czemu? Czemu las, a nie życie w pięknie wyremontowanym nowoczesnym mieście? Czemu jedzenie resztek, a nie żywienie się pokarmem najwyższej jakości? Czemu nieodwzajemniona rozmowa z ptakami, a nie rozmowa z ludźmi?
Eleutery - lat dwadzieścia cztery - był jednym z nielicznych, którzy poddali się procesowi wymazania się z pamięci społeczeństwa. Większość ludzi, która decydowała się na wymazanie, pragnęła, aby z pamięci poszczególnych osób usunąć wspomnienia o jakimś żenującym wydarzeniu albo o czymś dramatycznym (jak na przykład śmierć dziecka). Sam projekt był dość innowacyjny - nikt dotąd na świecie nie zdecydował się, by mieć aż taki wpływ na człowieka. Firma ERASER[1] jako pierwsza postanowiła wpłynąć w tak dużym stopniu na ledwo co wszczepione do ludzkiego mózgu chipy. Opracowała specjalny program, dzięki któremu mogła wymazywać dane wspomnienia z pamięci. Z początku sama idea została szybko odrzucona przez rząd kraju, jednakże po wprowadzeniu wielu poprawek i opracowaniu pewnych istotnych kryteriów umożliwiających skorzystanie z programu ostatecznie projekt zatwierdzono.
Tak, jak już to zostało wspomniane, mało kto decydował się na usunięcie się z pamięci innych osób. Wynikało to z tego, że przejście przez tzw. specjalny wywiad graniczyło z cudem. A mimo wszystko znalazło się kilku odważnych i ambitnych, którzy postanowili podjąć się tego ryzyka i usunąć z części świata, którego byli (chcąc nie chcąc) nieodłączną częścią.
Eleutery już od około roku nie istnieje w niczyjej pamięci. Istnieje jedynie jako jakaś jednostka. Gdyby zobaczono go na ulicy, to na nowo pojawiałby się w oczach mijających go osób. Jednakże w ich myślach nie pojawiałoby się pytanie: Skąd ja go kojarzę? A raczej: Ciekawe kto to jest?
Mimo wszystko mężczyzna nie chciał na nowo pojawiać się w niczyjej pamięci. Obecnie prowadzone życie, choć było znacznie cięższe od wcześniejszego, to jednak pozwoliło mu uwolnić się od społeczeństwa, którego miał już dosyć. Codzienne obserwacje ptaków, codzienne przechadzki po dzikiej plaży znajdującej się na północ od lasu oraz polowanie na jedzenie starczyły mu, by stwierdzić, że takie życie ma sens i jest wystarczające.
Jednak natura ludzka ma w sobie coś, co powoduje, że nie można całkowicie uwolnić się od kontaktu z drugim człowiekiem. Gdzieś w głębi nas - niezależnie od tego, jak będziemy to tłumili - znajduje się element domagający się jakiejkolwiek interakcji z kimkolwiek. Ta nieodparta chęć dotknięcia czyjejś dłoni, położenia głowy na czyimś ramieniu, dzielenia się ciężkim powietrzem, zamknięcia swojego ciała w ratującym objęciu - wszystkie te i podobne powodują, że nie umiemy się odizolować, choćbyśmy bardzo tego chcieli. Potwierdza to również przypadek Eleuterego.
Choć cieszył się wymarzoną samotnością, to dalej trzymał przykryte liśćmi zdjęcie rodzinne. Zdjęcie, na którym widniał on, jego mama i brat. Zdjęcie, na którym się uśmiechał i na którym każdy obdarzał uśmiechem jego, ponieważ wygrał wtedy konkurs ortograficzny. Zatrzymany w czasie uosabiał w tamtym momencie prawdziwą radość, która w późniejszym etapie jego życia opuściła go bezpowrotnie.
Czy tęsknił za rodziną? Z pewnością tak, choć nawet sam przed sobą nie umiał tego przyznać.
Zdarzały się takie sytuacje, gdy wybierał się na dziką plażę i zamiast podziwiać piękno przelatujących ptaków z zadumą wpatrywał się w nieskończoność morza. Jego błękit wynikający z odbicia czystego nieba wprawiał Eleuterego w pewien rodzaj melancholii. Tkwiąc nieruchomo na brudnym piasku, w brudnych ubraniach, odczuwał bliskość z niezdającym sobie sprawy z jego istnienia morzem. Potrzebował tej bliskości, nawet jeśli stawała się ona pojęciem abstrakcyjnym. Patrząc w nieskończoność, widział gdzieś siebie - ale nie tego siebie, którym jest teraz, a tego siebie, który przepadł na wieczność.
Po całym dniu rutynowych zajęć Eleutery w końcu wrócił do swojego szałasu, gdzie począł czekać, aż nastanie mrok, by móc wybrać się w poszukiwanie resztek jedzenia w przyrestauracyjnych koszach. Był koniec listopada. Nie było już tak przyjemnie jak w okresie letnim, kiedy mógł sobie na spokojnie poleżeć na nagiej ziemi i obserwować wznoszące się nad nim korony drzew. W obecnym czasie musiał się mierzyć z ostrym chłodem, który mimo solidnej konstrukcji szałasu przedostawał się do wnętrza i przepływał przez fragmenty odsłoniętej skóry. Na szczęście w lesie nie było żadnych wilków ani niedźwiedzi, więc w razie czego Eleutery nie musiał obawiać się o swoje bezpieczeństwo na łonie dzikiej natury.
Wybierając się na kolację, mężczyzna często robił to w jak najbardziej dyskretny sposób. Jeden niepoprawny ruch mógł doprowadzić do kontaktu z człowiekiem, którego starał się unikać za wszelką cenę.
Tylko raz był bardzo bliski zdemaskowania, gdy na pozornie cichej uliczce zjawiło się głośne małżeństwo (prawdopodobnie lekko pijane), które próbowało zaglądać w każdy kąt. Eleutery ukryty za sztucznym drzewem starał się pozostać niewidzialnym w miarę swoich możliwości. Ostatecznie małżeństwo zniknęło w mroku nocy. On również zniknął.
I tego dnia wybierając się na kolację, starał się unikać jakichkolwiek twarzy. Niejednokrotnie było dla niego ciekawe, jak wyglądają obecni ludzie (po tym, gdy jego życie zmieniło się o sto osiemdziesiąt stopni), jednakże z każdym kolejnym dopływem ciekawości coraz bardziej bał się konfrontacji z rzeczywistością. W jego głowie jeden głos mówił: Spójrz komuś w końcu w oczy. Przecież i tak ta osoba cię nie zna. A drugi kontratakował: Nie ryzykuj. Masz w końcu takie życie, jakiego chciałeś. Nie zepsuj sobie tego.
W przyrestauracyjnym koszu znajdowały się resztki spaghetti bolognese oraz kawałek niedojedzonej pizzy. Wszystkie te zdobycze trafiły do torby Eleuterego, z którą wrócił on później do lasu.
Przy szałasie mężczyzna miał specjalnie wyznaczone miejsce, gdzie rozpalał ognisko, nad którym starał się odgrzać resztki jedzenia (by nie jeść zimnego, gdy na dworze panuje zimno). Zdarzało się, że resztki były już w na tyle niedobrym stanie, że ich zjedzenie skutkowało problemami żołądkowymi u Eleuterego, jednakże dotąd nie doprowadziły go do tragicznego stanu (w wyniku którego musiałby, przykładowo, udać się do szpitala, by uratować się przed śmiercią).
Podczas każdej kolacji starał się pomyśleć o czymś przyjemnym, by chociaż ten ostatni spożywany w ciągu doby posiłek nie był dla niego tak obrzydliwy. Najczęściej powracał pamięcią do jakiegoś wydarzenia, które wywoływało na jego twarzy uśmiech. Czasami było to zwycięstwo w konkursie ortograficznym, po którym ma pamiątkę w postaci zdjęcia, a czasami były to po prostu wspólne wyjazdy z rodziną w różne miejsca. Wszystkiemu towarzyszyły dźwięki znajdujących się w trawie świerszczy oraz bezkres zapełnionego gwiazdami ciemnego nieba.
Między gwiazdami znajdowała się ciemność. Eleutery często pragnął znaleźć się w tej ciemności i właśnie z tej ciemności patrzeć na świat. Móc bez żadnych przeszkód spojrzeć na każdego człowieka (tyle że wielkości mrówki) i czuwać nad każdym, kto zasługuje na czuwanie. Po co zamieszkiwać na gwiazdach, skoro i tak nie świecą naturalnym światłem? Lepiej nie mieć domu, ale przynajmniej żyć w zgodzie z samym sobą i robić to, co chce się robić.
Kolejnego dnia Eleutery zaczął wykonywać te same czynności co poprzedniego dnia. Sen miał dość spokojny. Śniło mu się, że grał na fortepianie. Wszystko się ponownie budziło. Brakowało tylko, by móc do kogokolwiek powiedzieć jakiekolwiek słowo... na przykład: dzień dobry.