Natalia
- No i znowu się widzimy. - Amanda zaśmiała się na powitanie.
Tak jak poprzednio przyjechała w towarzystwie dwóch - tych samych - ochroniarzy. Tym razem jednak ani ja, ani ona nie miałyśmy pewności, kiedy konkretnie wróci Daniel. Sądząc po treści wiadomości, w której napisał, że życzy nam miłego tygodnia, mógł wrócić nawet za kilka, może kilkanaście dni.
- Mam nadzieję, że i tym razem wytrzymasz ze mną. Poza tym troszkę za tobą tęskniłam - dodałam przekornie, widząc, że uśmiech nie schodzi jej z twarzy.
- A wiesz, że ja za tobą też? Naprawdę! Jak tylko kilka dni temu usłyszałam, że mam tutaj wrócić, od razu poprawił mi się humor! Przyznam szczerze, że praca w klubie Daniela nie jest tak łatwa, jak wydawało mi się na początku... - Westchnęła.
Skierowałyśmy swoje kroki ku tarasowi, gdzie już po chwili zasiadłyśmy przy drewnianym stole. Dwaj mężczyźni, na jej prośbę, zajęli się wnoszeniem bagaży do domu.
- To mam nadzieję, że uda ci się odpocząć tutaj.
Nalałam nam po szklance przygotowanego wcześniej świeżo wyciskanego soku z pomarańczy.
- W to nie wątpię - odpowiedziała, zakładając okulary przeciwsłoneczne. - Swoją drogą, cholernie mi się u was podoba. Jest tak sielsko i spokojnie. No i te widoki... - Rozejrzała się dookoła. - Coś niesamowitego.
Uśmiechnęłam się w odpowiedzi.
- Ja też jestem tym miejscem zachwycona.
- No, ale lepiej opowiadaj, co tam u was słychać? Chyba wiele się między wami pozmieniało od mojej ostatniej wizyty? - zapytała, upiwszy łyk soku.
- Hm... Jakby ci to powiedzieć...
- Najlepiej szczerze.
- W sumie sama nie wiem, od czego zacząć i w ogóle, co mam powiedzieć, bo... - Ucięłam w pół zdania, zastanawiając się w duchu nad tym, jak ubrać to wszystko w słowa. - Bo nie wiem, co tak naprawdę jest między nami. No wiesz... Nie padły żadne poważne deklaracje...
- Przecież Daniel cię kocha. Nie widzisz tego? - Wbiła we mnie wzrok.
- Tak... To znaczy... Mówił mi to już kilka razy i ja... - Byłam coraz bardziej skrępowana. - Ja wiem, że on mówi szczerze. I ja też... Ja też go kocham.
- Myślałam, że nigdy tego nie usłyszę. - Parsknęła śmiechem. - Zresztą, wydobycie takiego wyznania od Daniela też nie było łatwe, ale w końcu znam go jak własną kieszeń, więc sama domyśliłam się wszystkiego, a on to tylko potwierdził.
- Mówił ci o tym?
- Oczywiście. Ostatnio, kiedy dzwonił do mnie i prosił, żebym przyjechała tutaj. Był taki radosny i ogólnie, no jak nie on. Więc zapytałam wprost, co tam u was słychać i czy wreszcie doczekam się zaproszenia na wasz ślub. Specjalnie tak powiedziałam, na co zareagował śmiechem, a po chwili wyznał, że wreszcie jest tak, jak powinno być, i że niedługo na pewno doczekam się takiego zaproszenia. Tak że czekam, moja droga. - Dała mi kuksańca. - I życzę wam powodzenia. Mam nadzieję, że teraz już nic nie stanie na waszej drodze...
- Ja też mam taką nadzieję, ale jeśli mam być szczera, niepokoi mnie jedna sprawa...
Ugryzłam się w język, szybko pojmując, że to chyba nie jest odpowiedni czas na takie rozmowy. Zresztą, sama już nie wiedziałam, czy Amanda orientuje się w tym, czym zajmuje się Daniel.
- Tak? Masz na myśli to, czy mój braciszek wreszcie dorósł do bycia odpowiedzialnym partnerem?
- To też, choć myślę, że w ostatnich miesiącach udowodnił, że dojrzał. Chyba nawet bardziej niż ja...
- To w takim razie w czym tkwi problem? No mów śmiało, nie powiem mu nic, obiecuję.
- Czym konkretnie zajmuje się Daniel? Nie chodzi mi o klub, tylko o jego znajomość z Aaronem...
- Hm, dobre pytanie. - Zadumała się na dłuższą chwilę. - Są przyjaciółmi już od dawna, ale to chyba wiesz. Z tego, co mi wiadomo, zajmują się sprowadzaniem aut i późniejszą ich sprzedażą. Przynajmniej tyle wiem na pewno, bo ich wspólne interesy są w naszej rodzinie tematem tabu. Gdy z mamą czy z Olivią chcemy poruszyć tę kwestię, to Daniel szybko ucina takie rozmowy. Nie lubi, bardzo nie lubi o tym rozmawiać. A czemu pytasz? - Spojrzała niepewnie w moją stronę.
- Pytam, bo... mam ten sam problem. Próbowałam z nim rozmawiać i wyciągnąć z niego cokolwiek, ale za każdym razem zbywał mnie tekstem, że już wkrótce wszystkiego się dowiem. No i ten wyjazd teraz... - wydusiłam.
- Skoro powiedział, że wkrótce się dowiesz, to na pewno o wszystkim ci opowie. Sama dobrze wiesz, że jest dość skrytą osobą, nawet dla najbliższych. Ale głowa do góry, Natalka - dodała po chwili. - Jestem pewna, że nie będzie miał przed tobą żadnych sekretów. Zresztą, wspominał coś ostatnio, że myśli nad tym, aby zakończyć swoje biznesy z Aaronem...
- Tak, też o tym słyszałam.
- No widzisz. Jest nadzieja.
Skinęłam głową, po czym zajęłyśmy się dalszym plotkowaniem. Amanda przedstawiła mi wizję tego, co dzieje się w klubie Daniela, i swoją opinię, czy istnieje jakaś nadzieja na to, że jego pracownicy w jakikolwiek sposób dogadają się ze sobą. W duchu mocno kibicowałam, żeby tak się stało.
Później zajęłyśmy się wspólnym gotowaniem i rozmyślaniem o nadchodzącej przyszłości, która wreszcie jawiła się w jasnych barwach.
*
Nazajutrz leniuchowałyśmy wspólnie przez cały poranek.
Po raz pierwszy od kilku dni przez cały czas padał deszcz, dlatego postanowiłyśmy zostać w domu. Od ostatniego przyjazdu Amandy wiele zmieniło się w jej życiu, dlatego nie brakowało nam tematów do rozmów.
Okazało się, że związała się z Patrickiem, ochroniarzem, i na razie oboje utrzymywali ten związek w sekrecie.
- Wiesz, boję się reakcji Daniela. Co prawda wiem, że moje szczęście jest dla niego najważniejsze, ale nie wydaje mi się, aby był zadowolony z tego, że jego siostrzyczka związała się z bodyguardem - przedstawiła mi swój punkt widzenia, kiedy przyłapałam ich na tym, jak całują się w kuchni.
Widząc ich razem, nie pytałam o nic, po prostu uśmiechnęłam się pod nosem i wyszłam z pomieszczenia, lecz już po chwili Amanda przyszła do mojej sypialni i wyjawiła mi prawdę, która nie była dla mnie żadnym zaskoczeniem. Widziałam przecież, jak na siebie patrzą.
- Ale co złego jest w związku z ochroniarzem? - Zaczęłam się zastanawiać, próbując zrozumieć, w czym problem.
- Tutaj nie chodzi konkretnie o to, jaki zawód wykonuje Patrick, tylko... no wiesz... O sam fakt, że znowu się z kimś związałam. Mój brat jest jak lew, broni całego swojego stada i uważa, że w trosce o własne bezpieczeństwo powinnyśmy żyć wedle jego zasad. Wiesz, że Olivia nadal nie znalazła faceta? I to przez kogo? No wyobraź sobie, że przez Daniela. Zabronił jej spotykania się z facetami po tym, jak dowiedział się, że zakochała się po uszy w jakimś rówieśniku, a ten wystawił ją do wiatru. A przecież ona jest starsza ode mnie, na Boga! To dorosła kobieta, ale wiesz... łączy ich dość specyficzna więź, a poza tym... Daniel ma sporo racji. Dotychczas wszyscy potencjalni kandydaci na męża Olivii okazywali się facetami bez jakichkolwiek zasad... Wiesz, kiedy byłam w związku z Romainem, też musiałam się nasłuchać. Ostatecznie wyszło mi to na dobre, bo mój eks to skończony idiota, ale mimo wszystko Daniel jest dość... zaborczy, jeśli chodzi o niektóre sprawy. - Westchnęła wymownie.
- No tak, wiem coś na temat zaborczości. Myślę jednak, że jeśli twój brat zobaczy, że jesteś szczęśliwa, to nie będzie miał nic przeciwko, bez względu na to, kim jest twój facet.
- Może dzięki temu, że jest z tobą, zmieni trochę swoje zachowanie - podsumowała. - Szczerze mówiąc, liczę na to. - Parsknęła śmiechem i obie śmiałyśmy się przez kilka kolejnych minut.
Po wspólnym obiedzie Amanda i Patrick udali się do sklepu pod pretekstem zrobienia zakupów, a drugi z ochroniarzy wyszedł z Alexem na spacer. Akurat przestało padać, więc zgodziłam się na to, aby przeszedł się z nim po okolicy. Zresztą, nie czułam się wtedy najlepiej, bo od samego rana bolała mnie głowa, więc poniekąd było mi to nawet na rękę.
Gdy tylko zostałam sama, spróbowałam skontaktować się z Danielem, niestety bezskutecznie. Wysłał mi jedynie krótki SMS.
Skarbie, nie mogę teraz rozmawiać. Mam ważne spotkanie. Zadzwonię później. Kocham cię i bardzo tęsknię.
No cóż, próbując znaleźć sobie jakieś zajęcie, aby tylko o nim nie myśleć, wzięłam się do robienia ciasta. I nim zabrałam się do tego na dobre, do moich uszu dotarły dziwne dźwięki z zewnątrz. Wychodząc z malutkiej spiżarni z mąką w dłoni, usłyszałam huk, a później szczekanie psa. Okno znajdujące się w malutkim pomieszczeniu było otwarte, dzięki czemu mogłam usłyszeć wszystko.
- Fick dich! Halt die Klappe![1 - krzyknął ktoś, po czym usłyszałam kolejny huk, a później nastała cisza.
Mocno zmieszana i zaniepokojona przystanęłam w progu i postanowiłam wyjrzeć przez okno. Niestety wielki krzew bzu, który rósł na naszej działce, nie ułatwiał mi zadania. Nie widziałam nic poza nim. Zdecydowałam zatem, że wyjdę na zewnątrz i zobaczę, co się stało.
W mojej głowie zaczęły pojawiać się dziwne i straszne wizje, ale z całych sił starałam się opanować.
To na pewno przypadek... Pewnie są to jacyś zabłąkani turyści... - zaczęłam myśleć pospiesznie i w tej samej chwili, w której opuściłam spiżarnię, moim oczom ukazał się on. Największy koszmar mojego życia.
- Cześć, kochanie - powiedział po polsku łamiącym się głosem. - Pewnie nie spodziewałaś się gości tutaj? - Wyszczerzył zęby i skierował swoje kroki w moją stronę.
- Co... co ty tutaj robisz? - Wybałuszyłam oczy ze zdziwienia i poczułam się co najmniej tak, jakby ktoś spoliczkował mnie z całej siły.
Zaczęłam coraz szybciej oddychać, ale stres od razu wziął górę. Czułam, jak paraliżuje moje ciało od środka.
- Przyjechałem odebrać swoją zgubę. - Przystanął o krok ode mnie. - Myślałaś, że nigdy cię nie znajdę, co? Że będziesz sobie żyła z dala ode mnie, a tu proszę, jaka niespodzianka! Kazałaś mi czekać na siebie kilka ładnych miesięcy i wiesz, co cię czeka w zamian, prawda?
Jego oczy kipiały złością. Wiedziałam, co oznacza to spojrzenie.
- Swoją drogą, nieźle się tutaj urządziłaś z tym swoim gachem - dodał po chwili, rozglądając się dookoła. W końcu znów spojrzał na mnie i wyciągnął rękę w moją stronę.
- Nie zbliżaj się! - krzyknęłam i zaczęłam wycofywać się do drzwi wyjściowych.
- Oj, dlaczego?
Jego głośny śmiech zaczynał przerażać mnie coraz bardziej.
- Nie tęskniłaś za mną?
- Zamknij się! I wynoś się stąd! Zaraz zadzwonię na policję!
- I co im powiesz? Że przyjechałem odebrać swoją zaginioną narzeczoną, która uciekła tuż przed ślubem i przez kilka miesięcy gziła się ze swoim eks? W dodatku przez cały ten czas żyła jak gdyby nigdy nic, używając fałszywych papierów... Tak? Taka mądra jesteś? - Wbił we mnie swój parszywy wzrok.
- Daj mi spokój, proszę... Wyjdź stąd. Po prostu stąd wyjdź! - Emocje wzięły górę nad rozsądkiem i sama już nie wiedziałam, co robić.
Zbliżył się do mnie o krok i objął mnie w pasie.
- Nie uciekniesz. Już mi nie uciekniesz - zapewnił.
Zobaczyłam, że otwierają się drzwi wejściowe, w których progu stanął dobrze mi znany Richard, pracujący niegdyś w klubie Adama.
- Nie żyją? - zapytał Adam, na co ten kiwnął głową na znak potwierdzenia. - Zajebiście! Jeden kłopot z głowy.
Mimowolnie zaczęłam szlochać, bo zrozumiałam, że nie mam już drogi ucieczki. Ostatkiem sił wyswobodziłam się z jego rąk i skierowałam się ku schodom.
Chciałam wejść na górę i zabrać telefon, który został w sypialni. Chciałam zadzwonić do Daniela... Chciałam...
- Zabieraj tę sukę i spierdalamy! - wrzasnął Adam i już po krótkiej chwili poczułam, jak ktoś szarpie mnie za ramię.
Nie zdążyłam pójść na górę.
Nie zdążyłam zadzwonić do Daniela i powiedzieć mu, jak bardzo go kocham...
1 Pierdol się! Zamknij ryj!