Rozdział 3
Pod znakiem jelenia
Kolejny dzień przyniósł kolejną falę deszczu. Aleksandra siedziała w biurze, przeglądając raporty z laboratorium. Medalion znaleziony w bunkrze okazał się być wykonany z brązu, prawdopodobnie ręcznie, około 100-150 lat temu. Nie było na nim żadnych odcisków palców poza jej własnymi.
- Może to należało do kogoś z rodziny mordercy? - zastanawiał się Mikołaj, przyglądając się zdjęciom medalionu. - Może to rodzinna pamiątka?
- Możliwe - zgodziła się Aleksandra. - Sprawdź jeszcze raz, czy w aktach ofiar sprzed dwudziestu pięciu lat nie ma kogoś o inicjałach M.W.
Mikołaj skinął głową i wrócił do swojego komputera. Aleksandra westchnęła, czując zmęczenie. Ostatnio nie sypiała dobrze. Dręczyły ją koszmary - ciemny las, oczy płonące w mroku, i uczucie, że coś ją goni.
Jej telefon zadzwonił.
- Nowak - odpowiedziała, masując skroń.
- Pani komisarz, mamy problem - usłyszała głos dyżurnego. - Znaleziono ciało w Wiśle, w okolicach mostu Poniatowskiego. Kobieta, około czterdziestu lat, z podobnymi znakami jak w sprawie Kowalskiego.
Aleksandra poczuła, jak jej serce zatrzymuje się na moment.
- Druga ofiara - szepnęła. - Druga ofiara, woda...
- Słucham?
- Już jadę - powiedziała, rozłączając się. - Mikołaj! Mamy następną ofiarę!
Ciało zostało wyłowione przez przypadkowych wędkarzy. Kobieta, czterdzieści dwa lata, z symbolami wyrytymi na ciele. Tym razem znaki były inne - przypominały fale, spirale i krople.
- To Małgorzata Wiśniewska - powiedział technik, przekazując Aleksandrze dokumenty. - Nauczycielka historii w liceum na Mokotowie. Zaginęła dwa dni temu.
- Wiśniewska... - Aleksandra spojrzała na Mikołaja. - M.W. Sprawdź, czy to może być związane z medalionem.
Mikołaj skinął głową i odszedł na bok, by wykonać telefon. Aleksandra przyjrzała się ciału. Oprócz symboli, na szyi ofiary widoczny był głęboki, czysty ślad cięcia. Jakby została poderżnięta jednym, precyzyjnym ruchem.
- Przyczyną śmierci było wykrwawienie - wyjaśnił lekarz, wskazując na ranę. - Podcięto jej gardło, a następnie wrzucono do rzeki. Symbole zostały wyryte już po śmierci, tak jak w przypadku pierwszej ofiary.
- Jak długo była w wodzie?
- Sądząc po stanie ciała, nie więcej niż dobę. Woda była zimna, co spowolniło rozkład.
Aleksandra poczuła dreszcz. Ktoś zabił tę kobietę, wyrył symbole na jej ciele, a następnie wrzucił ją do Wisły jak worek śmieci. A teraz planował kolejne ofiary.
Mikołaj wrócił, wyglądając na zaniepokojonego.
- To nie może być przypadek - powiedział cicho. - Małgorzata Wiśniewska była ekspertką od mitologii słowiańskiej. Napisała kilka książek na ten temat.
- Więc zabójca ją znał?
- Więcej - Mikołaj pokazał jej ekran swojego telefonu. - Znalazłem jej profil na stronie uniwersytetu. Specjalizowała się w badaniach nad starożytnymi kultami i rytuałami Słowian, szczególnie tymi związanymi z ofiarami składanymi leśnym bóstwom.
Aleksandra poczuła, jak jej gardło się zaciska.
- Ona nie była przypadkową ofiarą. On ją wybrał świadomie.
- Jest coś jeszcze - dodał Mikołaj. - Według jej profilu, zajmowała się tłumaczeniem starych tekstów z proto-słowiańskiego. Pracowała nad manuskryptem znalezionym w okolicach Puszczy Kampinoskiej.
- Manuskryptem? Czy to możliwe, że to te same księgi, o których mówił leśniczy?
- Bardzo możliwe - zgodził się Mikołaj. - Musimy przeszukać jej mieszkanie. Może tam znajdziemy jakieś wskazówki.
Mieszkanie Małgorzaty Wiśniewskiej znajdowało się w starej kamienicy na Pradze. Było małe, ale zadbane, pełne książek i artefaktów związanych z historią i mitologią. Aleksandra i Mikołaj przeszukiwali je metodycznie, szukając czegokolwiek, co mogłoby ich naprowadzić na trop mordercy.
- Spójrz na to - Mikołaj wskazał na półkę z książkami. Jedna z nich wyróżniała się - gruba, oprawiona w skórę, z dziwnym symbolem na grzbiecie.