2
W KLUBIE
Muzyka klubowa nie była do końca w jego klimacie, ale nie przyszedł dziś do tego miejsca, by tańczyć. W zasadzie, jakby się tak głębiej zastanowić, nigdy po to nie przychodził. Zawsze po prostu spędzał czas z ludźmi, z kolegami i koleżankami po fachu, tak samo zabieganymi jak on. Wymieniali się plotkami, nowinkami, pomysłami. Zwyczajnie chillowali. Teraz jednak nie miał ochoty na żadne rozmowy. Zaczął się nawet zastanawiać, po co w ogóle przybył do klubu - każdy czegoś od niego chciał, co chwilę ktoś się do niego odzywał, coś mówił, zawracał głowę. Na początku pomyślał, że mu to pomoże, pobędzie wśród znajomych, zapomni na moment o dziwnej wiadomości, którą otrzymał, i o tamtym wypadku, ale tak się nie stało.
Samotne picie w domu byłoby zapewne lepszym pomysłem, lecz z drugiej strony jeszcze bardziej sprzyjałoby rozmyślaniu, a tego Joon najbardziej chciał uniknąć. Może właśnie dlatego siedział w sekcji dla VIP-ów, pił już trzecie piwo i liczył sekundy, które upłynęły od ostatniego razu, gdy ktoś się do niego odezwał, bo nawet to było lepsze od rozpamiętywania tamtego wydarzenia wciąż na nowo.
"Dwadzieścia cztery, dwadzieścia pięć, dwadzieścia sześć...".
Rekordem - jak na razie - było dziewięćdziesiąt cztery. Wcale nie czuł się tym zaskoczony; wielu ludzi chciało z nim porozmawiać, dawno się z nimi nie widział. To jednak mało ważne, musiał bowiem przyznać, że albo był za bardzo pijany, skoro w ogóle pomyślał o takim sposobie umilenia sobie czasu, albo wręcz przeciwnie - nie upił się wcale, bo odkąd wpadł na ten genialny pomysł, nie pomylił się jeszcze ani razu.
- Po co kazałeś mi tu przyjść, kiedy widać, że masz ochotę być sam. - Taejin opadł ciężko na kanapę obok niego. Zrobił to tak niezgrabnie i mocno, że szklanka w dłoni Joona zakołysała się, a złoty płyn wylał na jego spodnie.
- Ej!
Chłopak zerwał się na równe nogi, wykonując ruchy, jak gdyby chciał strzepnąć z siebie piwo. Oczywiście nic nie mógł na to poradzić, ciecz wsiąknęła w jasne dżinsy.
- O, przepraszam!
- Przez ciebie się pomyliłem - wyrzucił wściekle, spojrzał na niego ukradkiem i odłożył prawie pustą szklankę na stolik. Kilka osób, które siedziały razem z nim w loży, zaśmiało się, wskazując palcami mokrą plamę na jego udzie.
- Co? - Taejin skrzywił się, bo nie rozumiał, o czym mówił jego podopieczny.
- Aj, wyglądam, jakbym się oszczał.
Nie miał pewności, czy zawroty spowodowało jego szybkie stanięcie na nogi, czy też faktycznie piwo magicznie odnalazło drogę z żołądka do głowy, ale jeśli wcześniej myślał, że się nie upił, teraz był gotów przyznać się do błędu. Musiał odczekać trzy długie sekundy, żeby świat przestał wirować, i dopiero wówczas ruszył w stronę toalet. Zostawił za sobą Kanga, który wciąż bezskutecznie próbował się dowiedzieć, o jaką pomyłkę mu chodziło.
Wyszedł przez szklane, przyciemniane drzwi, zderzając się w nich z Novą. Był tak zajęty sobą i plamą na spodniach, że w ogóle jej nie zauważył. W ostatniej sekundzie przytrzymał ją, by nie upadła. Zadanie to okazało się tak trudne dla jego nieco znieczulonego alkoholem ciała, że mało brakowało, a wywróciłby się razem z nią. Udało mu się jednak utrzymać równowagę i zachować godność przed ulubienicą kraju.
- Och, oppa? - zapytała zaskoczona. Zaraz uśmiechnęła się i stanęła przed nim z rękami złączonymi z przodu.
Zawsze wyglądała tak niewinnie, że nawet gdyby zrobiła coś naprawdę karygodnego, nikt by w to nie uwierzył. Oczywiście nie było mowy o tym, aby No Seyeon kiedykolwiek zrobiła coś złego, bo ta dziewczyna to chodzący po ziemi anioł. Zawsze pogodna, miła dla każdego, angażowała się w różne akcje społeczne, charytatywne, pomagała w jadłodajni dla ubogich, na Boga ?- przygarnęła nawet psa ze schroniska. Wszyscy ją uwielbiali. Wielu zastanawiało się, jak z takim łagodnym usposobieniem dotarła tak daleko, ale wystarczyło tylko na nią spojrzeć, żeby zgodzić się na wszystko. Poza tym, choć nieczęsto to mówił, Joon uważał, że jeśli ktokolwiek z jego znajomych miał prawdziwy talent, była to właśnie Nova.
- Problemy z pęcherzem? - Znów uśmiechnęła się delikatnie i krótko zerknęła na plamę na jego spodniach. Przygryzła wargi, by się nie zaśmiać, lecz widział, że miała na to ogromną ochotę.
- Wypadek z piwem - odpowiedział swobodnie. Normalnie pewnie by się speszył, ale teraz mało go to obchodziło. - Właśnie szedłem do łazienki.
- Myślę, że jeśli staniesz pod odpowiednim kątem przy suszarce do dłoni, to szybko wyschną.
- Tak, jasne - mruknął, próbując ją wyminąć, jednak złapała go za ramię.
- Ach, oppa! Nie miałam okazji wcześniej ci pogratulować, ale bardzo się cieszę z twojej wygranej na Seoul Music Awards. Zasłużyłeś.
Zmarszczył brwi.
- Dzięki... To było jakieś - zastanowił się przez moment - cztery miesiące temu.
- Cóż mogę powiedzieć... Oboje jesteśmy bardzo zajęci. - To mówiąc, Seyeon przekrzywiła lekko głowę, po czym odwróciła się i przeszła przez szklane drzwi do sekcji dla VIP-ów. Joon chwilę za nią patrzył, aż w końcu wzruszył ramionami.
- Większość z nas wyrasta z moczenia się przed pierwszą klasą, Joon, ale najwyraźniej ty potrzebujesz jeszcze trochę czasu.
- Moon Jihoon - powiedział Joon i spojrzał na chłopaka, który stanął przed nim, tarasując mu drogę do łazienek. Miał na sobie dżinsy z dziurami na kolanach, sportową, beżową marynarkę z podwiniętymi rękawami oraz czarny podkoszulek. Lim Joon prychnął, taksując go wzrokiem. Był pewien, że takie samo zestawienie założył trzy dni temu, kiedy występował gościnnie w programie kulinarnym. - Kopiujesz mnie?
Wszyscy wiedzieli, że tych dwóch się nie lubiło. Debiutowali w tym samym czasie, pod szyldem dwóch różnych wytwórni, i od tamtej pory ścigali się w walce o szczyt. Raz triumfował Joon, raz Jihoon, deptali sobie po piętach, wydawali kolejne single, jednak od dwóch lat niezmiennie to ten pierwszy był o dwa kroki z przodu. Zawsze na pierwszym miejscu list przebojów, z pierwszeństwem do udzielania wywiadów. A teraz jeszcze do zagrania w dramie! Moon już nie raz i nie dwa z powodu zazdrości kłamał i wypuszczał w świat nieprawdziwe informacje o Limie, a w dążeniu do pogrążenia go naprawdę bywał upierdliwy. Joon odpierał jego ataki i pracując nad nowym singlem, robił wszystko, żeby zmiażdżyć nowość od Jihoona. Ataki rywala tylko go motywowały.
Chodziły też plotki, że Moon kilkukrotnie popełnił plagiat. Choć nikt mu nigdy tego nie udowodnił, znając jego charakter i pragnienie bycia najlepszym, Joon wcale by się nie zdziwił, gdyby te pogłoski okazały się prawdziwe.
- Mam lepsze wzory do naśladowania.
Joon pokręcił głową i nie chcąc wdawać się w dyskusję, spróbował go wyminąć. Nie był w najlepszym stanie, by wszczynać kłótnie - śmierdział piwem, mokre dżinsy uwierały, a w dodatku w głowie trochę mu szumiało.
Chłopak przesunął się i jeszcze raz zastawił przejście.
- Chcesz oberwać?
- Znam twój sekret - powiedział Jihoon, a słowa te zmroziły krew w żyłach Joona.
Spojrzał na niego szeroko otwartymi oczami, w których każdy - nawet mniej wnikliwy obserwator - dostrzegłby błysk strachu.
- O czym ty mówisz?
- Nie było łatwo to zdobyć, musiałem wydać sporo kasy, żeby się tego dowiedzieć, ale było warto. - Jihoon wyraźnie cieszył się swoim małym triumfem. Uśmiechnął się, odchylił lekko głowę i patrzył na Joona spod przymkniętych powiek. Choć nie był wcale niski, w tym momencie Lim poczuł się malutki.
Przed jego oczami ponownie tego wieczoru pojawiły się wspomnienia tamtej nocy. Pisk opon, uderzenie, coś turlającego się po dachu samochodu. Krzyk i prośba, by wezwać pogotowie.
"Znam twój sekret" - tak przecież powiedział. Czy mówił o tym sekrecie? "Nie mam żadnych innych tajemnic. Nie takich, z których odkrycia byłby tak z siebie dumny" - myślał Joon, z zaciśniętymi ustami patrząc na konkurenta. Gorączkowo zastanawiał się, czy było coś jeszcze, co mógłby wygrzebać, ale nic innego nie przychodziło mu do głowy. Zresztą, czy to mógł być przypadek, że tego samego dnia, kiedy otrzymał tę zagadkową wiadomość, Jihoon wspomniał o sekrecie? Byłby to zbyt dziwny zbieg okoliczności.
Tylko jak się dowiedział? Zapłacił komuś? Choć to nie wydawało się możliwe. Nie mógł kupić tej informacji, bo oficjalnie nawet nie istniała.
- Ze względu na naszą przyjaźń - Jihoon położył dłoń na jego ramieniu, zwracając tym uwagę Joona - lojalnie ostrzegam, że zamierzam zrzucić tę bombę już niedługo. Co powiesz na... dzień przed premierą twojej nowej płyty?
- Nie ośmielisz się.
- Try me. - Błysnął uśmiechem.
"Blefuje" - myślał Lim. "To blef".
- Jeśli naprawdę znasz mój sekret, po co czekać z ujawnieniem go trzy tygodnie?
- Dla lepszego efektu, oczywiście - odpowiedział zadziornie Jihoon. - Nic tak nie wprawi mnie w dobry humor, jak twój upadek dzień przed zdobyciem szczytu.
W Joonie wezbrała złość. Ten gnojek miał czelność z niego drwić! Nie dość, że dowiedział się o czymś, czego nie powinien wiedzieć, to jeszcze robił sobie z tego żarty. Chciał go zniszczyć, doprowadzić do jego upadku. Niemal czuł, jak gorąco wypala go od środka, wspomagane wypitym tego wieczoru alkoholem. Zacisnął pięści, wbijając paznokcie we wnętrza dłoni. W głowie mu szumiało. Ta tajemnica zniszczy nie tylko jego, ale też dwóch przyjaciół, którzy byli tam wtedy z nim. Jeden z nich został prawnikiem. A ich rodziny? Co się z nimi stanie, kiedy świat pozna straszną prawdę o tamtym dniu?
Moon uśmiechnął się ironicznie, a w jego oczach coś błysnęło. Coś, co podziałało na Joona jak zapalnik w bombie. Chwycił Jihoona za kołnierz, nim ten zdążył się zorientować, a drugą ręką wymierzył uderzenie. Obydwaj zatoczyli się i wpadli na ścianę, a oszołomiony Moon zdołał tylko chwycić nadgarstek trzymającej go ręki, zanim oberwał po raz drugi.
Zaraz jednak się zreflektował, z całych sił odepchnął od siebie napastnika, co okazało się wcale nie takie trudne, gdyż ten nadal był pod wpływem. Stał się ciężki i powolny i nim się obejrzał, sam oberwał prawym sierpowym. Upadł na drzwi, a Jihoon już znalazł się blisko niego. Przez chwilę się szarpali, ale ostatecznie to Joon górował. Okładał kolegę pięściami, aż trysnęła krew.
W całej tej plątaninie rąk żaden z nich nie pomyślał, że drzwi, o które się opierali, były szklane. Lim zdążył zamachnąć się trzy razy, zanim wzbudzone drganiami szkło po prostu pękło. Obydwaj wpadli do sekcji dla VIP-ów w deszczu drobnych kryształków i przy akompaniamencie krzyków zebranych w środku ludzi. Zdawało się jednak, że muzyka zagłuszyła przynajmniej część hałasu.
Jihoon upadł na podłogę, ledwie żywy, a Joon znalazł się na nim, wcale nie wyglądając lepiej. Chciał zamachnąć się jeszcze raz, dokończyć sprawę. Był tak wściekły, że nie poznawał sam siebie. Nigdy się tak nie zachowywał, nigdy się z nikim nie pobił! Tymczasem świadomość, że Jihoon poznał jego sekret, że chciał go upublicznić... To wzbudziło w nim złość tak wielką, że po prostu wybuchł.
Nie chciał myśleć o konsekwencjach, zresztą w tamtej chwili w ogóle mało myślał. Liczyło się wyłącznie to, żeby powstrzymać Moona przed upublicznieniem informacji. Joon wiedział, że kto jak kto, ale ta parszywa gnida poda do wiadomości całego świata wszystko, co tylko pomoże mu się wybić. A wieść o Lim Joonie uczestniczącym w wypadku, w którym potrącili człowieka, na pewno by mu w tym pomogła.
Zamachnął się.
- Lim Joon! - Taejin rzucił się, aby odciągnąć go od Jihoona. Pochwycił chłopaka, założył rękę pod pachę, oparł dłoń na jego karku i uniemożliwił mu atak.
Joon warknął i parsknął śliną zmieszaną z krwią.
- Przestań! Natychmiast przestań, oni to nagrywają! - szeptał rozpaczliwie do jego ucha Kang.
- Nova! - krzyknął ktoś, a panika w tym głosie kazała Joonowi zaprzestać walki.
Dysząc, jak gdyby przebiegł maraton, puścił chłopaka, wstał i niemal od razu się przewrócił. Taejin przytrzymał go, żeby nie spadł z powrotem na zmasakrowanego Jihoona, wciąż leżącego na podłodze. W sali zapanowała niezręczna cisza, nawet muzyka przestała grać. Wtedy Joon spojrzał w stronę, w którą patrzyli wszyscy, i gdyby nie Kang, na pewno tym razem osunąłby się na rywala.
Nova znajdowała się nieopodal w pozycji półleżącej na posadzce. Głowę miała opuszczoną tak, że włosy zasłaniały twarz, ale na odsłoniętych ramionach i łydkach błyszczały czerwienią liczne zadrapania. Musiała stać blisko drzwi, kiedy pękły, i zraniło ją odpryskujące szkło. Gdy zerknęła na Joona, zamarł. Jej twarz również była podrapana. W oczach Novy wzbierały łzy - chyba tylko siłą woli powstrzymywała się, by nie wybuchnąć płaczem. Zamiast tego ciskała w niego gromy, zawiedziona, rozgoryczona, pełna bólu oraz wściekła.
"Przesadziłem" - pomyślał Joon, a chwilę później stracił kontakt z rzeczywistością.
Niewiele istniało rzeczy mogących wyprowadzić z równowagi prezesa Ant Entertainment. Życie z upartą, odrobinę nadpobudliwą żoną oraz córką, która wiecznie pakowała się w kłopoty, nauczyło go trzymać nerwy na wodzy i zwyczajnie poddawać się fali. Nawet on jednak, uosobienie spokoju, nie mógł zachować zimnej krwi, gdy w grę wchodziło upicie się i zniszczenie mienia klubu oraz uszkodzenie ciała nie jednego, lecz dwójki idoli! W dodatku jednym z nich była Nova, ideał, anioł, ulubienica każdego, faworytka całego kraju! Och, on biedny! Polecą pozwy, a wraz z nimi pieniądze, które przecież czyniły jego życie takim cudownym!
- Zabiję gnoja! - grzmiał czerwony na twarzy, kiedy wraz z asystentem szedł w stronę sali konferencyjnej. - Uduszę własnymi rękami! Gówniarz jeden, parszywiec! Nikczemnik! Niegodny, wydrapię mu oczy!
Wparował do pomieszczenia, a otwarte zamaszyście drzwi uderzyły w ścianę z hukiem. Siedzący przy stole Joon skrzywił się, odpokutowując wczorajsze ekscesy. Na nosie miał ciemne okulary, które równocześnie chroniły jego wrażliwe oczy przed światłem i zasłaniały ogromnego siniaka. Niestety ust nic nie osłaniało, przez co każdy, kto na niego patrzył, mógł od razu się domyślić, że brał udział w bójce. Dolną wargę miał wręcz zmasakrowaną.
- Chodź tutaj, ty gówniarzu! Spiorę cię na kwaśne jabłko! - Mało brakowało, a prezes Kwon Hamin wtargnąłby na stół, byle szybciej znaleźć się przy Lim Joonie. Pochwyciły go jednak silne ręce Taejina.
- Prezesie, nie denerwuj się - mówił Kang, powstrzymując go przed rzuceniem się z pięściami na chłopaka. - Nie możesz go pobić, jego twarz przynosi nam zyski!
- Gówno mi przyniesie teraz ta jego twarz! - wrzasnął mężczyzna i oskarżycielsko wskazał chłopaka palcem. - Wielkie, śmierdzące gówno!
- Na pewno możemy temu jakoś... Prezesie!
- Chodź tutaj, ty mały niewdzięczniku! - Kwon znów skoczył w stronę blatu, niemal dosięgając wyciągniętymi rękami Joona. Lim się odsunął, a nogi krzesła zaskrzypiały głośno. - Połamię ci łapska, żebyś więcej nikogo nie uderzył! I jeszcze dał się nagrać, kretyn! To wideo jest hitem w całym pieprzonym internecie!
- Jihoon sam się prosił - burknął pod nosem chłopak i miał szczęście, że prezes tego nie usłyszał.
- Biedna Nova! - lamentował mężczyzna, dotykając dłonią czoła, jak gdyby obawiał się, że zaraz dostanie gorączki. - Taka delikatna! Taka śliczna!
- Z Novą to był wypadek.
Żyłka na skroni Kwona zapulsowała. Bardzo powoli spojrzał na Joona; drgała mu powieka. Na chwilę wszyscy zamarli w oczekiwaniu na kolejny atak.
Taejin miał ochotę walnąć Joona w łeb. Mógł się w ogóle nie odzywać. Przecież ustalili, że to on będzie rozmawiał z prezesem i spróbuje załagodzić sytuację. Ale ten musiał dorzucić swoje zdanie i w dodatku zasugerować, że z Jihoonem to bynajmniej nie był wypadek.
- Prezesie! Prezesie, uspokój się. Usiądźmy i zastanówmy się nad rozwiązaniem.
- Chcesz rozwiązania? Proszę bardzo! - Prezes wyrzucił ręce w górę, po czym odwrócił się w stronę Joona i wymierzył w niego palec. - Jesteś zwolniony, rozumiesz?! ZWOLNIONY! W trybie natychmiastowym.
- Ale po co od razu takie drastyczne środki? - Kang zaśmiał się nienaturalnie, bo akurat do śmiechu wcale mu nie było. Stanął pomiędzy prezesem a Joonem, jak gdyby chciał osłonić tego drugiego swoim ciałem. Gorączkowo zastanawiał się nad innym wyjściem z sytuacji, lecz jak na złość nic nie chciało mu przyjść do głowy. Był zły: na siebie, bo nie powstrzymał Joona przed bójką, i na niego, bo przez jego głupotę oboje mogli wylecieć.
- "Lim Joon wreszcie pokazał, kim tak naprawdę jest. Niewychowany paniczyk, imprezowicz, któremu zawsze wszystko uchodzi na sucho. Z tego się nie wywiniesz, pokrako! Nova powinna pozwać tego gościa!" - odezwała się nagle Ahn Hyeri siedząca do tej pory w ciszy w kącie sali konferencyjnej. Patrzyła w ekran trzymanego w rękach telefonu. Dopiero gdy poczuła na sobie spojrzenie zgromadzonych, podniosła wzrok i uśmiechnęła się niezręcznie. Wyjęła z ust kolorowego lizaka, następnie dodała: - Tak piszą w sieci.
Taejin pokręcił głową, dając jej znać, że nie powinna była wspominać o tym przy prezesie. Tylko tego im brakowało, żeby wkurzył się mocniej z powodu niewybrednych komentarzy. Dziewczyna najwyraźniej wcale go nie zrozumiała, bo - zamiast się zamknąć - powiedziała jeszcze:
- Nazywają go też "damskim bokserem", "chamem", "stukniętym sukinsynem"...
- Ej!
- O ja biedny! O ja nieszczęśliwy! - Prezes załamał się doszczętnie i opadł bez sił na jedno z krzeseł. Jego asystent od razu znalazł się przy nim, by wytrzeć chusteczką kropelki potu z czoła. - Co my teraz poczniemy? Jesteśmy skończeni!
- Spokojnie, prezesie, coś wymyślimy. Joon przeprosi Jihoona...
- W życiu! - oburzył się chłopak, lecz Taejin nie zwracał na niego uwagi.
- I Novę. Ubłaga ich, żeby nie wnosili oskarżenia, a jeśli będzie trzeba, to uklęknie!
- Novę przeproszę po tysiąckroć, ale tego idioty nie chcę widzieć.
- Zamilcz wreszcie! - wrzasnął Kang. Najwyraźniej i on powoli zaczynał tracić nad sobą panowanie. Lim Joon już nieraz pakował się w kłopoty, nigdy jednak na tak wielką skalę. Taejin dostał wczoraj zgagi, kiedy zobaczył w sieci filmik nagrany przez jednego z obserwatorów zdarzenia. Choć moment, w którym chłopaki wpadły przez szklane drzwi, był dość efektowny, agent niemal osiwiał z przerażenia. - Przeprosisz każdego, kogo ci wskażę, albo obaj wylecimy.
- Dlaczego w ogóle go pobiłeś? - zapytała Hyeri, odgarniając z twarzy czerwone włosy.
- Bo jest idiotą. - Joon postanowił oszczędzić prezesowi nerwów i nie wspominać o tym, że prawdopodobnie niedługo wszystko i tak się sypnie, gdyż Jihoon dysponował bronią wielkiego kalibru. Po tym, jak go zaatakował, na pewno nie omieszka podzielić się tą informacją z całym światem.
- Prezesie, daj nam kilka dni, odkręcimy to - poprosił Taejin.
Prezes siedział z zamkniętymi oczami i oddychał nierówno. Przez chwilę agent pomyślał, że może dostał zawału. Kwon dziwnie pobladł, w dodatku cały się spocił. Asystent wachlował go dłonią, ale zdawało się, że to wcale nie pomaga.
- Prezesie?
Kiedy mężczyzna niespodziewanie uniósł powieki, Taejin niemal przewrócił się ze strachu.
- Macie dwa dni. Lepiej, żebyś wszystkich udobruchał, Joon, bo jak nie, słowo daję, że cię zwolnię - powiedział, po czym zwrócił się do agenta: - Jeśli będzie trzeba, zmuś go do klękania. Nie obchodzi mnie, czy połamiesz mu nogi!
Zerwał się z krzesła i ruszył w stronę wyjścia z sali konferencyjnej, pozostawiając niewzruszonego Joona wraz ze zgiętym wpół Taejinem, który mamrotał w kółko "dziękuję". Nawet gdy prezes dawno już zniknął w korytarzu, Kang nie przestawał dziękować.
- Jest strasznie nerwowy - skomentował chłopak, za co dostał w łeb od agenta.
- Lepiej się nie odzywaj. Jeśli przez ciebie stracę pracę, osobiście spiorę cię na kwaśne jabłko.