1. Lipiec 1914
1
Lipiec 1914
Po południu na początku 1914 roku mężczyzna w średnim wieku, o niespokojnych, jasnoniebieskich oczach i kędzierzawych, stalowosiwych
włosach wszedł na pokład swego jachtu w niemieckim porcie w Kilonii, a następnego ranka wyruszył w swój coroczny letni rejs do norweskich
fiordów. Dwie niezwykłe i uderzające cechy wyróżniały tego wakacyjnego
podróżnika: pierwszą z nich była żądza wyróżniania się, drugą -?nawet
silniejszą -?chęć ukrycia. Pierwszą były jego słynne sumiaste wąsy,
dzieło zręcznego fryzjera, który pracował nad nimi codziennie, używając
puszki wosku. Drugą, skwapliwie ukrywaną przed wzrokiem innych ludzi,
ale przez to bardziej zauważalną, było jego lewe ramię, o 3 cale krótsze
niż prawe. To nieszczęście było wynikiem szczególnych komplikacji
podczas porodu kleszczowego jego 18-letniej matki, księżnej Anglii,
Victorii, przeprowadzonego bez narkozy. Nie był w stanie podnieść
swojego lewego ramienia, a palce lewej ręki były sparaliżowane. Stan
zdrowia konsultowano ze wszystkimi lekarzami, próbowano wszystkich metod
leczenia, nic nie pomagało. Teraz bezużyteczna ręka była osłonięta
rękawiczką i chowana do kieszeni lub ułożona w spoczynku na rękojeści
miecza lub sztyletu. Podczas posiłków zawsze był kładziony na stole przy
jego talerzu jednoczęściowy zestaw nóż-widelec. Chcąc zrekompensować
bezużyteczność swego lewego ramienia, doprowadził sprawność prawego do
niespotykanego stopnia. Zawsze nosił na palcach prawej ręki drogocenne
pierścienie. Czasami ściskając wyciągniętą na powitanie rękę, robił to
tak mocno, że pierścienie odciskały ślad, a podający dłoń wykrzywiał z bólu twarz. Ściskający rękę mówił ze śmiechem: "Ha, ha! Ostemplowana
dłoń, co?!".
Były dwie strony zachowania się tego podróżnika. Był człowiekiem
oczytanym, miał imponującą, choć płytką wiedzę, znakomitą pamięć do
faktów i kiedy chciał -?uprzejmość i osobisty urok. Miał silny głos i mówił niemal tak samo dobrze po niemiecku, jak i po angielsku, choć miał
nieznaczną naleciałość akcentu niemieckiego, a kiedy uciekał się do
angielskiego slangu, co lubił, często popełniał błędy. "Mówił z wielką
pasją -?powiedziała pewna Angielka, która widywała go często -?miał
zwyczaj wysuwania twarzy do przodu i grożenia palcem kiedy chciał być
stanowczy". "Kiedy śmiał się -?powiedział mąż stanu, który go znał -?co
zdarzało się wiele razy, śmiał się bez zahamowań; trząsł się całym swoim
ciałem i czasami tupał, by okazać rozradowanie jakimś dowcipem". Jego
nastroje zmieniały się szybko. Potrafił być towarzyski i wesoły jednego
dnia, a irytujący i szorstki następnego. Jego wrażliwość była
wyostrzona, a jakikolwiek sprzeciw szybko doprowadzał go do arogancji i odgrażania się. Nadzwyczajne było, że potrafił zmieniać osobowość niczym
aktor. Występując publicznie, przybierał maskę o groźnym spojrzeniu i przedstawiał siebie jako osobę wyniosłą, władczą, do czego upoważniała
go jego pozycja. Innym razem pozwalał swojej twarzy odpocząć i nadawał
jej łagodniejszy, mniej ekspresyjny wyraz, zdradzający kurtuazję i uprzejmość, a czasem nawet delikatność.
Tą skomplikowaną, trudną i nieszczęśliwą osobą był Wilhelm II, cesarz
niemiecki i naczelny wódz najsilniejszego militarnie i przemysłowo
państwa w Europie.
Władcza strona charakteru Wilhelma II była dziełem Otto von Bismarcka,
żelaznego kanclerza i twórcy cesarstwa niemieckiego, który obudził w młodym księciu w jego młodości poczucie kultu monarchii. Siedząc
okrakiem na białym koniu, przywdziewając biały mundur huzarów gwardii
cesarskiej i błyszczący mosiężny hełm ze złotym orłem Hohenzollernów,
kajzer1 uważał się za ucieleśnienie boskiej władzy królewskiej.
"My, Hohenzollernowie, otrzymaliśmy nasze korony wprost z niebios i odpowiadamy tylko przed Stwórcą" -?oświadczył, dodając, że "Bóg jest
naszym starym sojusznikiem, który miał tyle problemów z naszą ojczyzną i dynastią". "Ich und God2 jesteśmy władcami Niemiec" -?twierdził,
czasami zapominając kto odpowiadał przed kim. "Przysięgaliście mi
lojalność" -?powiedział kiedyś grupie rekrutów armii. "To oznacza,
dzieci mojej straży, że oddaliście swoje życie mnie, ciałem i duszą...
Może zdarzyć się tak, że rozkażę wam strzelać do swoich krewnych, braci,
tak, nawet rodziców -?czego zabrania Bóg -?ale nawet wówczas musicie
wykonać moje rozkazy bez szemrania". Przywołał zaskakujące historyczne
analogie. W 1900 roku, wysyłając kontyngent niemieckich żołnierzy do
Chin w czasie powstania bokserów, krzyczał do odchodzących żołnierzy:
"Nie będzie żadnej litości, nikt nie zostanie wzięty do niewoli! Tak jak
tysiąc lat temu Hunowie pod wodzą króla Attyli zyskali swoją reputację,
która w tradycji i opowieściach wciąż oznacza terror, tak wy zapiszecie
nazwę Niemcy w Chinach na tysiąc lat".
Anglik i Niemiec, żeglarz i średniowieczny wojownik, nadęty parweniusz i wysłannik bogów -?Wilhelm nigdy ostatecznie nie zdecydował kim jest.
Zmieniał swój nastrój z oszołamiającą prędkością, ale w opinii swego
byłego kanclerza, Bernharda von Bülowa, kajzer był "chorągiewką na
wietrze, którego polecenia zależały od ludzi, którymi się w danym
momencie otaczał". Albert Ballin, który z Hamburg America Lines stworzył
największe przedsiębiorstwo żeglugowe na świecie, zwykł zawsze mawiać:
"Ilekroć musiałem przyjść i spotkać się z cesarzem, zawsze starałem się
zauważyć z kim przebywał w tym momencie, co pozwalało mi wiedzieć
dokładnie co wtedy myślał".
*
Pomimo swych złotych i białych barw ("lśniący biały", jak nazwał go
jeden z pasażerów), ogromnie ciężki Hohenzollern, ze swoim taranowym
dziobem i lejkowatymi kominami, był najbardziej nielubianym królewskim
jachtem w Europie. Jego oficer nawigacyjny, Erich Reader3,
opisał jednostkę jako "niezdarną potworność... kołyszącą się w sztormowej
pogodzie do tego stopnia, że stawała się uciążliwą nawet dla starych
żeglarzy. Stopień niezatapialności przedziałowej okrętu nie spełniał
nawet przepisów dotyczących zwykłego statku pasażerskiego". Kajzer nie
przejmował się tym wszystkim, używając tego jachtu tylko na Morzu
Bałtyckim, Północnym i Śródziemnym, nigdy na trudnych wodach
oceanicznych północnego Atlantyku. W każdym razie, jego podróże do
Norwegii sprowadzały się do kotwiczenia jachtu w określonym fiordzie.
Tam, otoczony połyskującymi, błękitnymi wodami, granitowymi klifami i ciemnozieloną roślinnością, spadającymi wodospadami pogrążonymi we mgle,
plamami opadających ze wzgórz łąk usianych farmami, Wilhelm czuł się
całkowicie zrelaksowany. Stale przestrzegano pewnych zasad -?nikt nie
odzywał się do kajzera dopóki on nie powiedział pierwszy. Teraz, mając
55 lat, był bardziej dojrzały i stateczny niż młody książę Hal ćwierć
wieku wcześniej. Kiedy wchodził po raz pierwszy na pokład swego
obsadzonego tylko męską załogą jachtu udającego się w podróż do
Norwegii, zabierając ze sobą tuzin przyjaciół, których nazywał swoimi
"braćmi-oficerami", żona Wilhelma, cesarzowa Augusta, którą nazywał
"Dona", pozostawała w Berlinie. "Nie dbam o kobiety -?powiedział. -
Powinny siedzieć w domu i opiekować się swoimi dziećmi".
Dzień kajzera na jachcie był sztywno zaplanowany: lekka gimnastyka przed
śniadaniem; w czasie dobrej pogody godzina w małej żaglowej łodzi;
popołudniami wycieczka na brzeg lub zawody wioślarskie między załogami
Hohenzollerna i krążownika Rostock. Te zajęcia jednak nie mogły
kolidować z popołudniową drzemką kajzera. Chcąc jak najlepiej
wykorzystać te półtorej godziny odpoczynku, zdejmował ubranie i kładł
się do łóżka. "Nie ma nic przyjemniejszego niż wejść między dwa czyste,
chłodne prześcieradła" -?stwierdził. O godzinie 19.00 towarzystwo
zasiadało do obiadu, podczas którego kajzer popijał małymi łykami ze
swego srebrnego pucharu tylko sok pomarańczowy. Każdego wieczoru po
obiedzie w palarni odbywało się przyjęcie. Tego lata oprócz śpiewania
piosenek i gry w karty, Wilhelm i jego goście słuchali prelekcji na
temat amerykańskiej wojny domowej.
*
Zamiłowanie Wilhelma do żeglarstwa, podobnie jak jego decyzja o budowie
silnej marynarki wojennej, miała swoje korzenie w angielskim
dziedzictwie. Jego matką, która wyszła za mąż za pruskiego księcia z rodziny królewskiej, Fryderyka, była najstarszą córką królowej Wiktorii;
Wilhelm był najstarszym wnukiem królowej. Uważał brytyjską rodzinę
królewską za "swoją". Kiedy był zły na swoich brytyjskich krewnych,
określał ich jako "przeklętą rodzinę". Zawsze budził w swojej babce
strach. Wujek Bertie, książę Walii i przyszły król Edward VII, żywił do
niego mieszane uczucia. Wilhelm widział w nim dalekiego krewnego i patrzył na niego z góry jak na parweniusza. Ta dwoistość życia Wilhelma
-?Prusy przeciw Anglii, Bismarck przeciw królowej Wiktorii -?walczyła w nim nieustannie i wpływała na twarz, jaką pokazywał publicznie. Ta
podzielona natura cesarstwa niemieckiego niemal idealnie odbijała się w osobowości władcy: w jednym momencie ciepły, sentymentalny i hojny, w innym samochwalczy, grożący i mściwy.
Wilhelm mierzył kulturę, doświadczenie życiowe i modę angielską miarą,
"w jardach". Jego największy podziw był zarezerwowany dla Royal Navy. W swoich pamiętnikach pisał: "Mam osobistą pasję do marynarki wojennej.
Wypływa to w niemałej mierze z mojej angielskiej krwi". Odwoływanie się
Wilhelma do Osborne House, nadmorskiego pałacu królowej Wiktorii na
wyspie Wight, dotyczyło tego, że Portsmouth, główna baza Royal Navy
znajdowała się w odległości zaledwie 5 mil, po drugiej stronie cieśniny
Solent. "Kiedy byłem małym chłopcem pozwolono mi odwiedzić Portsmouth i Plymouth ręka w rękę z uprzejmymi ciotkami i przyjacielskimi admirałami.
Podziwiałem dumne brytyjskie okręty w tych dwóch wspaniałych portach.
Wówczas obudziło się we mnie pragnienie zbudowania pewnego dnia okrętów
takich jak te i kiedy dorosnę, posiadania tak wspaniałej marynarki
wojennej jak brytyjska". Kiedy miał 10 lat, Wilhelm zaokrętował na nowy
pruski pancernik König Wilhelm.
"Na wodzie stał ciężko kadłub żelaznego kolosa, którego rząd masywnych
dział wyglądał groźnie. Przyglądałem się oniemiały temu wspaniałemu
okrętowi górującemu wysoko nad nami. Nagle rozległ się z niego świst
gwizdków i natychmiast setki marynarzy wspięły się na strzelające w niebo maszty. Trzy okrzyki uhonorowały mego ojca [następcę tronu
Fryderyka, kandydata do korony pruskiej]. Podróż okrętem otworzyła
przede mną zupełnie nowy świat... masywne omasztowanie, długi szereg dział
z ich solidnie wypolerowanymi lufami... herbatę i wszystkie rodzaje
słodkich ciast w kabinie admiralskiej".
Wilhelm poświęcił się żeglarstwu na długo przed zbudowaniem własnej
marynarki wojennej. Każdego sierpnia pomiędzy 1889 a 1895 rokiem
pojawiał się w Cowes na wyspie Wight na tydzień regatowy (Regatta Week),
na który przybywały setki dużych jachtów żaglowych z całego świata.
Cumując przed esplanadą eskadry królewskich jachtów, rozciągały się na
dużej odległości, błyszcząc w słońcu swoimi polakierowanymi masztami.
Wilhelm kochał elegancję i emocje, jakie panowały w Cowes. Kiedy jego
parowy jacht wchodził do portu, okręty Royal Navy oddawały salwę z 21
dział, a prywatne jachty i inne jednostki salutowały banderami. Królowa
zawsze wydawała bankiet w Osborne House, a książę Walii podejmował gości
w Królewskim Klubie Jachtowym (Royal Yacht Club). Wilhelm zaczął się
ścigać, wystawiając duże jachty, jeden po drugim wszystkie o nazwie
Meteor. Późniejsze jego wersje zostały specjalnie zaprojektowane w ten
sposób, by pokonać jacht wujka Bertiego Britannia. Kiedy zwyciężał,
jako ich właściciel głośno rozgłaszał na wszystkie strony świata swoje
zwycięstwa. Książę Walii wówczas porzucił ten sport. "Regaty były dla
mnie przyjemną formą odpoczynku -?powiedział niemieckiemu dyplomacie w Londynie -?ale teraz, odkąd kajzer przejął komendę, stały się
utrapieniem". Nieszczęśliwie, wszystko co Wilhelm mówił i robił, by
zyskać akceptację w Anglii, powodowało, że Brytyjczycy instynktownie nie
lubili go. Wilhelm był świadomy niepochlebnej opinii jaka mu
towarzyszyła. Pewnego razu, kiedy twórca imperium Afryki Południowej,
Cecil Rhodes4, odwiedził Berlin, Wilhelm zapytał go: "Powiedz
mi, jak to się dzieje, że nie jestem popularny w Anglii? Co mogę zrobić,
by zyskać popularność?". Rhodes odpowiedział: "Spróbuj nie robić
niczego". Cesarz zmarszczył brwi, wybuchnął śmiechem i klepnął Rhodesa w plecy.
Wilhelm przeżył dwóch brytyjskich monarchów: swoją babcię i swego wuja.
Jego stosunek do ich następcy, jego młodszego kuzyna króla Jerzego V,
był w miarę pozytywny. "[Jerzy] jest bardzo miłym chłopcem i prawdziwym Anglikiem, który nienawidzi wszystkich obcych" -?powiedział
Teodorowi Rooseveltowi. "Nie ma to dla mnie znaczenia, dopóki nie
nienawidzi Niemców bardziej niż innych obcokrajowców". W przypadku
dalekiego kuzyna Jerzego, cara Mikołaja II, poparcie cesarza
niemieckiego przyjmowało bardziej władczy ton: "Mam szczęście, że mogę
pomóc ci zadbać o bezpieczeństwo tego czarującego anioła, który jest
twoją żoną". (Cesarzowa Rosji Aleksandra urodziła się w nadreńskim
wielkim księstwie Hesse-Darmstadt). Kajzer zwracał się do niego w listach: "Drogi Nicky", a kończył je: "Twój szczerze oddany Willy". Za
plecami Mikołaja Wilhelm pisał: "Car potrafi tylko mieszkać w swoim
wiejskim domu i uprawiać rzepę".
*
Przez większość swojej historii, militarne Królestwo Prus nie wykazywało
żadnego zainteresowania morzem. Nie miało żadnego dużego portu
handlowego, a większość jego wybrzeża stanowiły płytkie zatoki i wydmy
nad Bałtykiem. Te braki zostały częściowo złagodzone w 1854 roku, kiedy
Prusom udało się przekonać wielkiego księcia Oldenburga do sprzedaży
liczącej 5 mil kwadratowych zatoki Jade. Tam, na Morzu Północnym, w ciągu następnych 15 lat zbudowano bazę morską Wilhelmshaven. W 1869 roku
pruska marynarka wojenna zakupiła 9700-tonowy, pancernik König
Wilhelm, wówczas jeden z największych okrętów wojennych na świecie.
Okręt zbudowany w Anglii w stalowni nad Tamizą (Thames Iron Works),
pozostawał największym okrętem w Prusach i Niemczech przez 25 lat.
Podczas wojny francusko-pruskiej König Wilhelm razem z 3 innymi
niemieckimi pancernikami pozostawał na kotwicy, mając zakaz walki z przeważającymi siłami francuskich eskadr blokujących wybrzeże Niemiec.
Nawet w tej sytuacji przewaga Francji na morzu nie zdała się na nic i nie uratowała tego kraju ani Napoleona III przed klęską zadaną przez
pruską armię. Fakt, że siły morskie nie stanowiły różnicy, potwierdził
tradycyjny pogląd niemieckiego Sztabu Generalnego. W ten sposób przez 16
lat odkąd Bismarck proklamował cesarstwo Niemiec, niemiecka marynarka
wojenna była dowodzona przez generałów, którzy uważali okręty za
przydatne jedynie do obrony wybrzeża.
Od początku swego panowania Wilhelm II był przekonany, że ta sytuacja
zmieni się i że Niemcy będą miały marynarkę wojenną współmierną do ich
militarnej i przemysłowej siły. Na przełomie XIX i XX wieku populacja
Niemiec i ich baza przemysłowa gwałtownie wzrosły. Między 1891 a 1914
rokiem populacja podniosła się z 49 do 67 milionów. W 1890 roku
wydobycie węgla w Niemczech wynosiło połowę wydobywanego w Wielkiej
Brytanii, a w 1913 roku było już równe. W 1890 roku produkcja stali w Niemczech wynosiła jedną trzecią produkcji hut brytyjskich, a w 1914
roku Niemcy produkowały ponad 2 razy więcej stali niż Wielka Brytania.
Tak było niemal na każdym polu: gwałtowna urbanizacja, rozbudowa linii
kolejowych, wyrastanie nowych pieców hutniczych, pracujące młyny,
dymiące kominy fabryczne, rozwój przemysłu chemicznego, elektrycznego i włókienniczego, wzrost floty handlowej do drugiej co do wielkości na
świecie; rozkwit handlu zagranicznego i zamorskich inwestycji. Wszystko
to stworzyło państwo, które gospodarczo i militarnie dominowało na
kontynencie europejskim. Wilhelm nie był zadowolony. Martwił się
miernością niemieckiego małego, rozrzuconego imperium kolonialnego,
chciał rozwinąć niemieckie wpływy na świecie, stworzyć światową potęgę,
"Weltmacht". W tym celu potrzebował marynarki wojennej -?nie tylko kilku
okrętów do obrony wybrzeża Niemiec, ale floty wojennej będącej światową
potęgą. "Nasza przyszłość leży na morzach" -?mówił swemu narodowi.
"Musimy chwycić trójząb". To było obsesją Wilhelma, zajęło mu 9 lat
znalezienie ludzi, którzy mogli to dla niego zrobić. W tym czasie
potężna sylwetka wielkiego admirała Alfreda von Tirpitza, z jego łysą,
okrągłą głową i słynną rozwidloną brodą, stała się na stałe
rozpoznawalna w Niemczech. Twórca niemieckiej marynarki wojennej,
Tirpitz, był jej sekretarzem stanu (ministrem gabinetu) przez 20 lat, po
Bismarcku był najbardziej wpływowym przedstawicielem rządu w cesarskich
Niemczech. Podobnie jak Wilhelm II, podziwiał Royal Navy i zazdrościł
jej. W czasie gdy był kadetem, mała flota Prus spędzała tyle samo czasu
w Wielkiej Brytanii, co w domu. "Między 1864 rokiem a 1870 -?napisał
Tirpitz -?naszą prawdziwą bazą zaopatrzeniową było Plymouth. Tam
czuliśmy się niemal jak w domu, wówczas w spokojnej, idyllicznej
Kilonii. W hotelu marynarki wojennej w Plymouth byliśmy traktowani jak
brytyjscy aspiranci. Woleliśmy otrzymywać zaopatrzenie z Anglii i w tych
dniach nie mogliśmy sobie wyobrazić, że niemieckie działa kiedykolwiek
dorównają brytyjskim". Podziw Tirpitza rozciągnął się również na
angielską edukację i język angielski. Mówił po angielsku, czytał
angielskie gazety i powieści, a nawet wysłał swoje dwie córki do szkoły
dla dziewcząt w Cheltenham (Cheltenham Ladies' College).
Tirpitz uważał, że potęga morska decydowała o narodowym dobrobycie i wielkości. Pod tym względem był zwolennikiem poglądów amerykańskiego
oficera marynarki wojennej, Alfreda Thayera Mahana, który w książce
"Wpływ siły morskiej na historię", opublikowanej w 1880 roku, śledził
wzloty i upadki morskich potęg w przeszłości i wskazał, że w każdym
przypadku państwa kontrolujące morza miały los w swoich rękach, a państwa, którym brakowało siły na morzach były skazane na upadek. Wielka
Brytania była wtedy światowym imperium, ponieważ była najpotężniejszą
siłą morską. Tirpitz wyciągnął z tego lekcję, że jeśli Niemcy chcą
wprowadzić "Weltmacht", jedynie posiadanie silnej marynarki wojennej, z potężnymi siłami okrętów liniowych tworzącymi jej trzon, umożliwi to.
Kiedy cesarz niemiecki w 1897 roku wyznaczył Tirpitza na stanowisko
sekretarza stanu "niemiecka marynarka wojenna -?jak admirał napisał
później -?była kolekcją eksperymentalnych okrętów przewyższającą swoją
egzotyką tylko rosyjską marynarkę wojenną". Działał szybko -?26 marca
1898 roku Reichstag uchwalił Pierwszy Akt Morski, przewidujący budowę 19
okrętów liniowych i 18 krążowników opancerzonych. 14 czerwca 1901 roku
uchwalony został Drugi Akt Morski podwajający planowaną wielkość floty
do 38 okrętów liniowych i 40 krążowników opancerzonych. To osiągnięcie
tak uradowało kajzera, że nadał sekretarzowi stanu dziedziczny pruski
tytuł szlachecki: Alfred Tirpitz stał się Alfredem von Tirpitz.
Późniejsze poprawki do przepisów odnoszących się do marynarki wojennej
zwiększyły planowane rozmiary floty do 41 okrętów liniowych.
Kiedy nowe okręty liniowe zeszły z pochylni, a jego flota stała się
drugą co do wielkości na świecie, duma Wilhelma wzrosła. Zawsze kochał
mundury, miał teraz garderobę wypełnioną samymi mundurami marynarki
wojennej. Kiedy jego babcia uczyniła go honorowym admirałem Royal Navy,
jego zachwyt nie miał granic. "Miło nosić taki sam mundur jak St.
Vincent i Nelson" -?trząsł się z podniecenia w rozmowie z brytyjskim
ambasadorem, a do królowej napisał: "Teraz mogę poczuć i przejąć
odpowiedzialność za waszą flotę, jakby była moją i z uniżoną sympatią
pytam, czy mógłbym obserwować każdą fazę jej przyszłego rozwoju". Do
1914 roku stał się nie tylko wielkim admirałem marynarki wojennej
cesarstwa niemieckiego, ale również admirałem marynarki wojennej
Imperium Rosyjskiego, brytyjskiej Royal Navy oraz Królewskich Marynarek
Wojennych Szwecji, Norwegii i Danii. Pewnego razu podjął brytyjskiego
ambasadora w mundurze angielskiego admirała floty. Innym razem przybył
na przedstawienie "Latającego Holendra" w swoim mundurze admiralskim. Te
powierzchowne, jak się wydaje, czy nawet nonsensowne epizody, stały się
kluczem do zbudowania niemieckiej marynarki wojennej. Była
zaprojektowana nie tylko do stworzenia niemieckiej potęgi i wpływów za
morzami, ale również umocnienia pewności siebie Wilhelma i jego ego w obecności jego angielskich krewnych. "Nigdy nie przyszło mu nawet na
myśl, że przystąpimy do wojny z Anglią" -?powiedział Bernhard von Bülow,
który był kanclerzem Niemiec przez 9 lat panowania Wilhelma.
"Tym, czego najbardziej pragnął Wilhelm i wyobrażał sobie w przyszłości,
było ujrzeć siebie jako dowódcę wspaniałej niemieckiej floty,
przybywającej z pokojową wizytą do Anglii. Angielski władca miałby
spotkać cesarza Niemiec w Portsmouth. Dwie floty przeszłyby obok siebie;
każdy władca noszący mundur drugiego kraju stałby na pomoście swego
flagowego okrętu. Następnie po powitaniu według ustalonych zasad,
odbyłby się w Cowes uroczysty obiad z miłymi przemowami".
Nie tak jednak postrzegano niemiecką marynarkę wojenną w Wielkiej
Brytanii. Dla Brytyjczyków potęga morska była kwestią życia i śmierci.
Kiedy największa militarna siła na świecie zaczęła budować swoją flotę
wojenną rywalizującą z największą potęgą morską, brytyjski rząd i społeczeństwo zadawały sobie pytanie o tego powody. Arthur Balfour, były
premier, pisząc dla czytelników niemieckich, starał się to wyjaśnić:
"Bez najsilniejszej na morzach floty Wielka Brytania nie będzie dłużej
liczyła się jako potęga. Niemcy, nawet bez jakiejkolwiek floty, wciąż
będą największą siłą w Europie". Jego słowa nie miały znaczenia i z coraz większą liczbą drednotów, przybywających co roku oraz z coraz
groźniejszą niemiecką flotą skoncentrowaną zaledwie kilka godzin drogi
od angielskich wybrzeży Morza Północnego, brytyjski rząd zaczął
odchodzić od stulecia "wspaniałej izolacji". Kiedy powstało oczywiste
zagrożenie na Morzu Północnym, dawne wrogości i rywalizacje uspokoiły
się, stare tarcia złagodniały i przyjęto nowe ustalenia. Między 1904 a 1908 rokiem Wielka Brytania stała się, jeśli nie w pełni sojusznikiem,
to przynajmniej partnerem swoich dotychczasowych przeciwników -?Francji
i Rosji. Wraz z narodzinami ententy, cesarz niemiecki i Tirpitz odkryli,
że osiągnęli cel przeciwny do zamierzonego. Zamiast rozszerzyć
niemieckie wpływy, powstanie nowej marynarki wojennej popchnęło Wielką
Brytanie do obozu przeciwników Niemiec. Niemcy miały niepewnego partnera
we Włoszech, należących do rozpadającego się Trójprzymierza (które
obejmowało również Austrię), co nie powstrzymywało kajzera przed
narzekaniem, że jego ojczyzna jest otoczona przez wrogów. Chcąc stawić
czoła temu niebezpieczeństwu, jak wierzył, Niemcy mogły liczyć tylko na
jednego lojalnego sojusznika.
*
Lojalnego, ale w trakcie rozpadu. Monarchia austrowęgierska -
wielonarodowościowe imperium rządzone przez Austriaków i Węgrów, ale
którego populacja w 3/5 składała się ze Słowian -?rozpadało się. Cesarz
Franciszek Józef był zbyt stary, by powstrzymać ten rozkład. Łysy,
drobnej budowy dżentelmen o gęstych bokobrodach, w 1914 roku miał 84
lata i zasiadał na tronie Habsburgów już od 68 lat. W tym czasie jego
żona, cesarzowa Elżbieta, została zamordowana w zamachu; jego brat,
cesarz Meksyku, Maksymilian, został rozstrzelany przez pluton
egzekucyjny; jego jedyny syn, następca tronu, Rudolf, popełnił
samobójstwo, a jego bratanek, arcyksiążę Franciszek Ferdynand, nowy
kandydat do tronu, również zginął w zamachu. Najbardziej złowrogą
przyczyną jego ówczesnych kłopotów było małe, niezależne słowiańskie
Królestwo Serbii, które działało jak magnes dla zniecierpliwionych
populacji austriackich, południowosłowiańskich prowincji. Wielu
przedstawicieli austriackiego rządu i armii wierzyło, że to
wielojęzyczne imperium może uratować się tylko przez rozbicie
"niebezpiecznej, małej serbskiej żmii". Jednak prewencyjna wojna z ortodoksyjną słowiańską Serbią oznaczała konfrontację z jej protektorem
i sojusznikiem, ortodoksyjną słowiańską Rosją. W 1914 roku Austria była
zbyt słaba, by zmierzyć się z Rosją bez wsparcia ze strony Niemiec.
Na szczęście dla Wiednia, w 1914 roku rząd niemiecki uważał dalsze
istnienie rozpadającego się cesarstwa Habsburgów za żywotne dla pozycji
Niemiec. Nie wszyscy Niemcy byli co do tego przekonani. Jeszcze w maju
1914 roku Heinrich von Tschirschky, ambasador cesarza niemieckiego w Wiedniu, rozpaczał: "Ciągle martwię się, czy rzeczywiście opłaca się nam
tak bliskie związanie się z tym chimerycznym państwem rozpadającym się
we wszystkich kierunkach". Wówczas obudziło się widmo zostania
okrążonym: jeśli rozpadnie się Austria, Niemcy same będą musiały stawić
czoła Francji i Rosji. Ta współzależność Austrii od Niemiec i Niemiec od
Austrii była doskonale rozumiana w Wiedniu i monarchia Habsburgów była w pełni przygotowana do wykorzystania kłopotliwego położenia Niemiec. W praktyce, Wiedeń nie musiał błagać Niemiec o wsparcie. W ciągu kilku
miesięcy kajzer, przy słabnących nastrojach prowojennych, zachęcał
Austrię do podjęcia działań przeciwko Serbii. "Słowianie są stworzeni by
służyć, a nie rządzić" -?powiedział Wilhelm austriackiemu ministrowi
spraw zagranicznych podczas wizyty w Wiedniu w październiku 1913 roku.
"Jeśli Jego Wysokość, cesarz Franciszek Józef zażąda czegoś, rząd Serbii
musi tego przestrzegać. Jeśli nie, Belgrad musi być ostrzelany i okupowany, dopóki nie wypełni swoich obowiązków. Możecie być spokojni,
ponieważ stoję za wami i jestem gotowy wyciągnąć miecz". Kiedy to mówił,
kajzer położył prawą rękę na rękojeści swego miecza.
Zamach w Sarajewie na Franciszka Ferdynanda i jego żonę, dokonany przez
bośniackiego Serba dostarczył pretekstu jakiego Austria potrzebowała.
Zamachowiec należał do tajnej organizacji, "Czarna Ręka", której celem
było odłączenie Bośni i innych słowiańskich prowincji od imperium
Habsburgów i przyłączenie ich do Wielkiejj Serbii. Rząd Serbii nie był w to zaangażowany, ale zamachowiec miał powiązania z przedstawicielami
serbskiej policji, a jego rewolwer pochodził z państwowego arsenału
Serbii. Sympatia dla Austrii była powszechna w Europie. "Straszny
wstrząs dla kochanego, starego cesarza" -?napisał w swoich pamiętnikach
król Jerzy V. Wszyscy oczekiwali wyrównania porachunków. Celem Austrii
było zniszczenie całej Serbii. Jednak za Serbią stała Rosja. W związku z tym austriacka decyzja o wypowiedzeniu wojny uzależniona była od
niemieckiej obietnicy powstrzymania interwencji Rosji. 5 lipca
austriacki ambasador w Berlinie oficjalnie zapytał cesarza, jakie
stanowisko zajmą Niemcy w przypadku wojny austriacko-serbskiej. Wilhelm
rozumiał ukryte w tym pytanie i odpowiedział, że nie sądzi, by Rosja
przystąpiła do niej; wątpił, by car chciał znaleźć się po stronie
"barbarzyńskiego, królobójczego państwa". Oświadczył, że Niemcy staną po
stronie Wiednia bez względu na to, jaką decyzję podejmie Rosja. "Wojna
między Austro-Węgrami i Rosją wydaje się nieunikniona" -?informował
ambasador cesarza. "Możemy być przekonani, że Niemcy, nasz stary, wierny
sojusznik, staną po naszej stronie". Oświadczenie to było słynnym
"czekiem in blanco", którym naczelny wódz cesarstwa niemieckiego złożył
swemu sojusznikowi. Gdyby Rosja interweniowała, Niemcy wypowiedziałyby
wojnę Rosji. Jeśli to by się wydarzyło, niemiecki plan przewidywał, że
będą one walczyły również z sojusznikiem Rosji -?Francją. Wydawało się
mało prawdopodobne, że zaangażuje się w to Wielka Brytania, było to tak
niewyobrażalne, że nie było nigdy rozważane. W tym czasie, trzymając
czek in blanco, austriaccy dyplomaci rozpoczęli szkicowanie ultimatum
wobec Belgradu, tak twarde w swoich żądaniach, że "możliwość jego
przyjęcia była w praktyce wykluczona".
*
Wilhelm, przed udaniem się na wakacje, zastanawiał się czy w świetle
kryzysu nie powinien odłożyć, a nawet odwołać swojego rejsu do fiordów
Norwegii. Z tego samego powodu zaproponował, by Flota Pełnomorska być
może zaniechała swoich letnich ćwiczeń na Morzu Północnym. Kanclerz,
Theobald von Bethmann-Hollweg, był nieugięty; zarówno kajzer, jak i flota powinni wyruszyć; ewentualne odwołanie mogłoby zaalarmować i tak
już nerwową Europę. Politycy i armia nie spodziewali się żadnych
kłopotów ze strony Wielkiej Brytanii, ale sztab marynarki wojennej
wierzył, że wysłanie floty poza niemieckie wody podczas napiętej
sytuacji międzynarodowej było ryzykowne. W trakcie rejsu do Norwegii
flota mogła czasami dzielić się i oddzielne eskadry mogły odwiedzać
różne porty. To rozproszenie mogło czynić flotę nieodporną na
zaskakujący brytyjski atak; niemieccy oficerowie marynarki wojennej
nigdy nie zapomnieli, że nagły atak w czasie pokoju w celu zniszczenia
niemieckiej floty, zanim będzie ona w pełni rozbudowana, był publicznie
popierany w Anglii nie przez kogo innego, ale samego admirała sir Johna
Fishera, twórcę nowoczesnej brytyjskiej marynarki wojennej. Sztab
niemieckiej marynarki wojennej zauważył, że w chwili gdy flota niemiecka
będzie w Norwegii, brytyjska flota, zmobilizowana i przygotowana do
przeglądu przez króla, będzie nadzwyczaj dobrze przygotowana do takiego
ataku. Te obawy zostały odrzucone przez kanclerza i 10 lipca, 3 dni po
wyruszeniu Wilhelma, niemiecka Flota Pełnomorska wyszła w morze w celu
przeprowadzenia ćwiczeń w cieśninie Skagerrak i u wybrzeży Norwegii.
Na pokładzie Hohenzollerna dwa pierwsze tygodnie podróży minęły w wakacyjnym nastroju, podczas gdy kryzys bałkański pozostawał w tle. 14
lipca Wilhelm wysłał ogólnikowe przesłanie dobrej woli do cesarza
Franciszka Józefa, zapewniające starego władcę, że jest gotowy wypełnić
swój "radosny obowiązek" poparcia Austrii przeciwko Serbom. Kajzer był
ostrzejszy w słowach w stosunku do swego ministerstwa spraw
zagranicznych doradzając, by pozostawało nieugięte, ponieważ Serbia nie
była "państwem w rozumieniu europejskim, a jedynie bandą rabusiów, która
musi być ukarana za swoje zbrodnie". 23 lipca, w dniu kiedy austriackie
ultimatum zostało przedstawione w Belgradzie, na jachcie pojawiło się
napięcie. Sztab marynarki wojennej rozkazał admirałowi Friedrichowi von
Ingenohl, naczelnemu dowódcy Floty Pełnomorskiej, przyprowadzenie swoich
eskadr do fiordu Sogne, gdzie zakotwiczył Hohenzollern. Nazajutrz
Ingenohl zaproponował przyprowadzenie floty z Norwegii do kraju, ale
ponownie kanclerz powziął przeciwną decyzję, twierdząc, że powrót floty
mógłby nasilić konflikt. Po południu, 24 lipca, Wilhelm, zgodnie ze
swoim rozkładem zajęć, odbył wycieczkę na brzeg do wioski Wik, by
odwiedzić znany, stary, drewniany kościół. Tego dnia na pokład
Hohenzollerna nie dotarła żadna wiadomość na temat przyjęcia w Belgradzie ultimatum. Wieczorem, w palarni, cesarz otrzymał telegram,
który wywołał wypieki na jego policzkach. Odłożył go na bok i kontynuował grę w karty.
Następnego dnia bezprzewodowy serwis informacyjny Norddeutsch
przedstawił tekst austriackiego ultimatum. Po śniadaniu Wilhelm pojawił
się na pokładzie i powiedział admirałowi Georgowi von Müllerowi, szefowi
gabinetu morskiego, który trzymał w rękach wiadomość Norddeutch: "To
całkiem mocna nota". "Z pewnością tak -?odpowiedział Müller -?a to
oznacza wojnę". Wilhelm radził Müllerowi, by się nie martwił, mówiąc, że
Serbia nigdy nie zaryzykuje wojny. Po porannym żeglowaniu kajzerowi
wręczono biuletyn agencji informacyjnej donoszący o konsternacji w Belgradzie i rosyjskiej deklaracji, że kraj ten nie może pozostać
obojętny. Wśród panującego podniecenia na jachcie kajzer wydał rozkazy
Flocie Pełnomorskiej, ładującej teraz węgiel w norweskich portach, by
przygotowała się do powrotu. O godzinie 10.00 potężny drednot Friedrich
der Grosse, flagowy okręt Floty Pełnomorskiej, wszedł do fiordu Sogne i zakotwiczył blisko Hohenzollerna. Admirał Ingenohl wszedł na pokład
jachtu, gdzie otrzymał "operacyjną odprawę" od naczelnego wodza. Jeśli
wybuchnie wojna z Rosją, Ingenohl miał wprowadzić flotę na Bałtyk i ostrzelać bałtyckie porty rosyjskie Revel (dziś Tallin) i Lipawę.
Admirał zachował spokój, wiedząc, że jeśli wybuchnie wojna, Flota
Pełnomorska nie zostanie użyta na Bałtyku. "Otrzymałem ustne rozkazy od
kajzera -?powiedział później Ingenohl -?by poprowadzić flotę na Bałtyk i przeprowadzić pierwsze uderzenie na Rosję w przypadku wybuchu wojny.
Kiedy wskazałem na niebezpieczeństwo udziału Anglii w wojnie i w konsekwencji tego konieczności trzymania okrętów liniowych na Morzu
Północnym, kajzer odpowiedział z naciskiem, że nie ma wątpliwości, iż
Anglia nie podejmie interwencji. Zamiast powtarzać swoje poglądy,
zdołałem uzyskać zgodę na wysłanie określonych jednostek do
macierzystych portów, co umożliwiło większej części ciężkich okrętów i jednostek rozpoznawczych wejście na Morze Północne".
W tym czasie Müller i generał Moritz Lyncker, generalny adiutant kajzera
i szef gabinetu wojskowego, zgodzili się, że Wilhelm powinien przerwać
podróż. O godzinie 15.00 Müller z własnej inicjatywy rozkazał kapitanowi
jachtu podniesienie ciśnienia pary. Wilhelm miał swoją zwykłą
popołudniową drzemkę i kazał zbudzić się o 16.30. ale Müller poszedł
spotkać się z nim wcześniej i rozmawiał z nim, kiedy ten był w łóżku.
"Poinformowałem go o ostatnich telegramach z Belgradu, wspomniałem o opinii Lynckera i doradziłem mu wyruszenie w podróż powrotną o 18.00.
Zawahał się przez moment i odpowiedział: "Bardzo dobrze, zgadzam się.
Czy mogę wyjść na brzeg na pół godziny?". Powiedziałem, że nie widzę
żadnych przeszkód i kiedy kajzer składał pożegnalne wizyty,
przygotowywałem szczegóły powrotnej podróży floty, która była
zaplanowana na następny wieczór".
O godzinie 18.00 Hohenzollern podniósł kotwicę. Był spokojny,
bezchmurny letni wieczór i kiedy jacht wychodził z fiordu Sogne, kajzer
stał na mostku, rozkoszując się wspaniałym widokiem gór i lasów. Müller
był z nim. W pewnym momencie Wilhelm obstawał, że nie będzie wojny, że w ostatnim momencie przywódcy wszystkich państw cofną się przed tą
przerażającą odpowiedzialnością. Serbia, jak powiedział, przyjmie
warunki Austrii i Wiedeń będzie usatysfakcjonowany. Następnego ranka, 26
lipca, kiedy jacht znalazł się na otwartym morzu, silne fale zmusiły do
zamknięcia wszystkich pokryw lukowych i zabronienia pasażerom
wychodzenia na pokład. Przyszedł telegram od kanclerza, dyskretnie
zarzucający kajzerowi wcześniejszy powrót i wydanie flocie rozkazu
powrotu w oparciu jedynie o doniesienia agencji informacyjnej. Wilhelm
zareagował ze złością: "Moja flota ma rozkaz pójścia do Kilonii -
powiedział -?i pójdzie do Kilonii". Po wojnie były cesarz wspominał w swoich pamiętnikach: "Kiedy byłem na letniej wakacyjnej wycieczce,
otrzymałem tylko skąpe informacje z ministerstwa spraw zagranicznych i musiałem polegać głównie na norweskich gazetach, z lektury których
odniosłem wrażenie, że sytuacja pogarsza się. Natychmiast
zatelegrafowałem do kanclerza i ministerstwa spraw zagranicznych, że
uważam za celowy swój powrót, ale za każdym razem proszono mnie, bym nie
przerywał podróży. Kiedy dowiedziałem się z norweskich gazet -?nie z Berlina -?o austriackim ultimatum wobec Serbii, natychmiast rozpocząłem
podróż powrotną do domu bez dalszych ceregieli".
27 lipca Hohenzollern przybył do Kilonii. Opalony Wilhelm zszedł na
brzeg i wsiadł do pociągu do Poczdamu. Następnego rana przeczytał tekst
serbskiej odpowiedzi na austriackie ultimatum. Serbia zgodziła się
zrezygnować z każdej pozostałości narodowej suwerenności. Było to nędzne
poddanie się Serbów i zgodnie z tym co deklarował kajzer, Austria
dostała wszystko, czego chciała. "Doskonały sukces 48-godzinnej noty" -
oświadczył. "To więcej niż ktokolwiek mógł się spodziewać. Wielkie
moralne zwycięstwo Wiednia... usunęło wszystkie powody do wojny". Tego
popołudnia otrzymał od swego młodszego brata, księcia Prus Henryka, coś
co wydawało się jeszcze lepszą wiadomością. Dwa dni wcześniej, 26 lipca,
Henryk przybył do Londynu z regat jachtów w Cowes i odwiedził w pałacu
Buckingham swego kuzyna, króla Jerzego V. "Widomość jest bardzo zła" -
powiedział król. "Wygląda na wojnę w Europie. Lepiej natychmiast wróć do
Niemiec". Henryk powiedział, że chciałby wrócić tego wieczoru i zapytał:
"Co zrobi Anglia?". Zgodnie z tym, co król zanotował, odpowiedział on
następująco: "Nie wiem, co powinniśmy zrobić. Nie prowadziliśmy sporu z nikim i mam nadzieję, że pozostaniemy neutralni. Jeśli jednak Niemcy
wypowiedzą wojnę Rosji, a Francja przyłączy się do Rosji, obawiam się,
że wówczas zostaniemy do niej wciągnięci". Wersja Henryka odpowiedzi
Jerzego była inna: "Zrobimy wszystko, co będziemy mogli, by trzymać się
od tego z daleka i pozostać neutralnymi". Obaj mężczyźni byli uczciwi.
Nie ma wątpliwości, że Henryk usłyszał to, co chciał usłyszeć -?że
Wielka Brytania ma nadzieję pozostać neutralna -?i nie słuchał już obaw
Jerzego, że pomimo tych nadziei, Wielka Brytania może być uwikłana w wojnę. "Dobrze -?powiedział książę Henryk, wyjeżdżając -?jeśli nasze
państwa będą walczyć po przeciwnych stronach, nie będzie to miało wpływu
na naszą osobistą przyjaźń". Kiedy dotarł do Berlina, Henryk streścił tę
rozmowę swemu bratu, który z kolei odebrał ją jako przyrzeczenie Jerzego
V pozostania neutralnym. W ciągu kilku następnych dni, kiedy ludzie
wokół cesarza, najbardziej wytrwale Tirpitz, ostrzegali, że Anglia może
przystąpić do wojny, kajzer, choć świadomy, że Anglia jest monarchią
konstytucyjną, rządzoną przez parlament, odpowiedział dumnie: "Mam słowo
króla".
W tym czasie, 27 lipca, Flota Pełnomorska powróciła do Kilonii. 31 lipca
niemieckie drednoty poruszyły się znowu, tym razem przez Kanał Kiloński
do swoich morskich baz na Morzu Północnym. Sztab marynarki wojennej,
mając na uwadze pozycję Anglii, zdecydował, że starsze niemieckie okręty
liniowe i krążowniki opancerzone będą dostępne do walki z Rosjanami,
którzy w swojej marynarce wojennej mają większość okrętów sprzed 10 lat,
od wojny rosyjsko-japońskiej. 1 sierpnia Niemcy ogłosiły powszechną
mobilizację, ale cesarz niemiecki i kanclerz wciąż byli pewni, że Wielka
Brytania pozostanie neutralna.
*
Przez wiele lat manewry na wodach wokół Wysp Brytyjskich były stałym
elementem corocznej rutyny Royal Navy. Jednak latem 1914 roku te manewry
zostały odwołane i zastąpione testem mobilizacji brytyjskiej floty
rezerwowej. Decyzja ta nie maiła nic wspólnego z rozwojem europejskiego
kryzysu i była wynikiem październikowej rozmowy pomiędzy Winstonem
Churchillem, Pierwszym Lordem Admiralicji i księciem Ludwikiem z Battenbergu, Pierwszym Lordem Morskim, w której obaj mężczyźni
dyskutowali nad koniecznością wprowadzenia oszczędności. Churchill był
pod stałą presją Davida Lloyda George'a, kanclerza skarbu państwa i innych kolegów z gabinetu liberałów, by obcinać ogromne sumy
przeznaczane na budowę drednotów. Suma przeznaczona dla marynarki
wojennej w 1914, ponad 50 milionów funtów, byłaby największym tego typu
wydatkiem w brytyjskiej historii. Jednym z działań oszczędnościowych -
jedynie gestem, według powszechnej opinii -?było zastąpienie corocznych
manewrów floty testem mobilizacji III Floty, rezerwowej. Rezygnacja z manewrów zaoszczędziłaby tylko psie pieniądze -?100 tysięcy funtów za
zużyty węgiel i ropę -?ale admiralicja chciała wykonać choćby gest w stronę skarbu państwa.
W marcu 1914 roku, kiedy Churchill przedstawiał Izbie Gmin roczny plan
wydatków marynarki wojennej (wymagany roczny budżet admiralicji),
ogłosił jego zmianę. Plan polegał na powołaniu do służby 20 000
rezerwistów i obsadzenia 2 eskadr najstarszych we flocie okrętów
liniowych typu sprzed drednotów, należących do III Floty i umieszczenie
każdego okrętu jako wsparcia wojennego Royal Navy. Kiedy to zrobiono,
król Jerzy V mógł dokonać w Spithead przeglądu całej brytyjskiej floty,
po czym okręty przeprowadziły krótkie ćwiczenia na morzu, a następnie
rozśrodkowały się.
Zaangażowane w nie floty i okręty różniły się bardzo siłą i gotowością.
I Flota, rdzeń brytyjskich sił morskich, została zbudowana wokół 3
eskadr liniowych nowoczesnych drednotów, obsadzonych przez stałe załogi
marynarki wojennej, zawsze gotowe do akcji. II Flota, 2 eskadry
względnie nowych okrętów liniowych z ery sprzed drednotów z mniejszymi
jednostkami pomocniczymi, musiała zebrać tylko swój personel z różnych
szkół i ośrodków szkoleniowych na lądzie. Stare okręty III Floty,
których możliwości i stopień gotowości do mobilizacji były testowane,
były zazwyczaj cumowane w spokojnych portach i obsadzone załogami
szkieletowymi. Aby uczynić je zdolnymi do żeglugi i zmienić w maszyny do
walki trzeba było powołać i zaokrętować tysiące rezerwistów marynarki
wojennej.
Zbiegiem okoliczności było, że próbna mobilizacja, wynikająca z oszczędności budżetowych, została przeprowadzona w czasie kryzysu na
Bałkanach. 10 lipca, kiedy austriackie ministerstwo spraw zagranicznych
przygotowywało ultimatum dla Serbii, tysiące brytyjskich rezerwistów
marynarki wojennej zaczęło przybywać do punktów mobilizacyjnych, gdzie
otrzymywali mundury i skąd marynarze udawali się na przydzielone okręty.
16 lipca II i III Flota wyszły ze swoich macierzystych portów, by
dołączyć do I Floty w celu przeprowadzenia przez króla przeglądu w Spithead, między Portsmouth a wyspą Wight. Król Jerzy przybył 17 lipca i Pierwszy Lord, tryskając dumą, przedstawiał władcy flotę, o której
Churchill powiedział, że jest "bez porównania największym zgrupowaniem
sił morskich, jakiego świadkiem był ktokolwiek w historii świata".
W poniedziałkowy poranek, 20 lipca, armada wyszła w morze na ćwiczenia.
Każdy okręt udekorowany był flagami, na pokładach grały orkiestry, a marynarze i żołnierze piechoty morskiej stali w rzędach wzdłuż relingów.
Flocie zajęło 6 godzin przejście obok królewskiego jachtu, nawet idąc z prędkością 15 węzłów. Następne 3 dni spędzono na ćwiczeniach taktycznych
w kanale La Manche. 23 lipca 3 floty rozdzieliły się. Okręty III Floty
zaczęły wracać do portów macierzystych, by zwolnić załogi i znowu
przejść w stan spoczynku. I i II Flota przeszły do Portland, gdzie miały
pozostać aż do poniedziałku rano, 27 lipca. W południe tego dnia jednak
port miał być pusty, a poszczególne eskadry liniowe rozśrodkowane,
niektóre by rozpocząć ćwiczenia artyleryjskie, inne by zwolnić załogi na
letni wypoczynek. II Flota miała powrócić do macierzystych portów i odesłać członków swoich załóg do szkół artylerii, torpedystów i innych
ośrodków szkoleniowych na lądzie. W piątek niektóre z okrętów miały
znaleźć się w dokach w celu dokonania kapitalnych remontów, inne zostać
przycumowane do nabrzeża dla przeprowadzenia drobnych napraw.
Wydawało się, że nie ma powodów, by nie pozwolić powrócić flocie do
statusu pokojowego. Pomimo tragedii w Sarajewie, Europa zdawała się być
spokojna. Niemiecki cesarz wyruszył w swoją coroczną letnią podróż do
fiordów Norwegii. Prezydent Francji udał się 13 lipca z wizytą do St.
Petersburga, stolicy największego sojusznika Francji, Rosji. W związku z tym 23 lipca, na zakończenie wszystkich ćwiczeń marynarki wojennej
admirał sir George Callaghan, głównodowodzący I Flotą, poinformował
Admiralicję, że jest gotów wysłać flotę na wakacje. Admiralicja
odpowiedziała: "Eskadry I Floty mogą być zwolnione w poniedziałek, 27
lipca, zgodnie z zatwierdzonym przez pana programem".
Jednak w czwartek, 23 lipca 1914, Austria wręczyła swoje ultimatum
Serbii. Wcześnie w piątek, 24 lipca, brytyjski sekretarz spraw
zagranicznych, sir Edward Grey, otrzymał w ministerstwie spraw
zagranicznych tekst, który określił jako "najstraszniejszy dokument
skierowany kiedykolwiek przez jedno państwo do drugiego". Obok żądań,
które praktycznie pozbawiały Serbię suwerenności narodowej, zawierał on
24-godzinny termin na zaakceptowanie go przez Serbię. Tego popołudnia,
kiedy Grey poinformował o tym brytyjski gabinet, jego członkowie
wysłuchali go sumiennie, ale dla większości kryzys wydawał się czymś
odległym. "Na szczęście -?napisał premier H.H. Asquith wieczorem w liście do króla -?wydaje się, że nie ma powodów, dla których nie
powinniśmy być nikim więcej jak widzami". Churchill zdecydował się
pozwolić Royal Navy na kontynuowanie przechodzenia ze stanu gotowości
wojennej do statusu pokojowego.
Pomimo tego, admirał Callaghan martwił się. Jeśli w sobotę, 25 lipca,
nie zostaną podjęte żadne kroki w celu powstrzymania procesu
demobilizacji, przypomni admiralicji, że jeśli nie uczyni się niczego,
jego flota rozproszy się na wakacje w poniedziałek. Jednak tego
sobotniego rana kryzys okazał się słabnąć, a może nawet minąć, na
podstawie informacji, która dotarła do Londynu, że Serbia zaakceptowała
większość austriackich warunków. Asquith i członkowie jego gabinetu
szybko opuścili stolicę, udając się na sobotnio-niedzielny wypoczynek.
Churchill wynajmował mały wakacyjny dom, Pear Tree Cottage5, w Cromer na wybrzeżu Norfolk, dla żony i dzieci, które już tam były.
Pozostawiając Pierwszego Lorda Morskiego, by pilnował spraw admiralicji,
Churchill dołączył do rodziny pociągiem o 9.00. Książę Ludwik nie
zatwierdził powszechnego exodusu, narzekając, że "ministrowie ze swoimi
weekendowymi wakacjami są niepoprawni". Następnego ranka, w niedzielę 26
lipca, Churchill powiedział: "Byłem na plaży i bawiłem się z dziećmi.
Budowaliśmy tamy na małych strumieniach idących do morza podczas
odpływu. To był piękny dzień. Morze Północne świeciło i skrzyło się na
horyzoncie". Dwukrotnie tego ranka, o godzinie 9.00 i ponownie w południe, Churchill opuszczał plażę, by przejść się do sąsiada, który
miał telefon. Dzwonił do księcia Ludwika i z pierwszej rozmowy
dowiedział się, że powstał rumor, iż Austria może nie zaakceptować
serbskiego poddania się; w południe Pierwszy Lord Morski powiedział mu,
że Wiedeń oświadczył, że serbska odpowiedź jest niesatysfakcjonująca,
zerwał stosunki dyplomatyczne i ogłosił mobilizację armii austriackiej.
O cesarzu Wilhelmie wiedziano, że wraca do Berlina i meldowano o koncentracji Floty Pełnomorskiej u wybrzeży Norwegii. W tym kontekście
rozproszenie i demobilizacja eskadr brytyjskiej marynarki wojennej były
bardzo ryzykownymi decyzjami. W ciągu kilku godzin rezerwiści musieli
się rozproszyć, a ich ponowna mobilizacja zajmie czas. Jednak
wstrzymanie ich zwolnienia byłoby polityczną prowokacją. Churchill
zapowiedział swój natychmiastowy powrót do Londynu. W tym czasie
powiedział księciu Ludwikowi, że jako jedyny na stanowisku "powinien
robić wszystko co należy". Churchill pojawił się w admiralicji tego
wieczoru. Książę Ludwik, z własnej inicjatywy, zawiadomił Callaghana:
"Żaden okręt I Floty i flotylli nie ma prawa opuścić Portland do czasu
otrzymania późniejszych rozkazów". Okręty II Floty pozostawały w macierzystych portach z powodu członków ich załóg, którzy byli w szkołach. Churchill natychmiast zatwierdził wszystko co zrobił Pierwszy
Lord Morski.
Rozkazy dla admirała Callaghana nadeszły o godzinie 11.00. Trzon jego
floty, eskadry drednotów, miał być rozśrodkowany następnego dnia rano.
Drednot Bellerophon z 4 Eskadry Liniowej już został wydzielony i był w drodze do Gibraltaru, gdzie miał być poddany remontowi w suchym doku.
Sześć krążowników Callaghana, większość niszczycieli i wszystkie
trałowce znajdowały się w portach macierzystych z połowami załóg na
urlopach. Wciąż był w stanie powstrzymać rozsypkę zanim sprawy poszły
dalej i zaczął natychmiast organizować ponownie swoją flotę. Z Londynu
komandor Wilhelm Wienmann, niemiecki attaché morski, który bacznie
obserwował te działania, wysłał telegraficznie raport do Berlina:
"Brytyjska flota przygotowuje się na wszystkie ewentualności. I Flota
łączy się w Portland. Okręty II Floty są w pełni obsadzone. Szkoły na
lądzie nie zostały ponownie otwarte. Okręty II i III Floty załadowały
węgiel, uzupełniły amunicję i zaopatrzenie. W konsekwencji właśnie co
zakończonych ćwiczeń rezerwistów ich okręty mogą być obsadzone szybciej
niż normalnie. Flotylle niszczycieli i patrolowców oraz okręty podwodne
są w drodze na swoje pozycje, albo wracają z nich. Nie wydano żadnych
przepustek, a oficerowie i marynarze, którzy mieli wolne, zostali
wezwani. W bazach morskich i stoczniach widać aktywność. Wprowadzono
specjalne środki bezpieczeństwa: wszystkie stocznie, magazyny, zbiorniki
paliw itp. znalazły się pod strażą. Remonty okrętów w stoczniach zostały
przyspieszone. Przeprowadza się wiele prac w nocy. Zapewniono całkowitą
ciszę w informacjach wychodzących na zewnątrz, aby nie powodować
niepokoju alarmującymi raportami o flocie. Ruchy okrętów, które były
normalnie codziennie publikowane przez Admiralicję, od wczoraj zostały
utajnione"6.
Churchill i marynarka wojenna przygotowywali się do wojny, ale większość
członków brytyjskiego gabinetu wciąż nie odczuwała potrzeby pośpiechu.
Wtorek 28 lipca przyniósł niebezpieczne zaostrzenie konfliktu. Austria
kategorycznie odrzuciła serbską notę, odmawiając prowadzenia negocjacji,
i wypowiedziała wojnę. W St. Petersburgu rosyjski sztab generalny
ponaglał cara, by ogłosił mobilizację całej rosyjskiej armii, ale
Mikołaj II zgodził się zmobilizować tylko wojskowe dystrykty na granicy
z Austro-Węgrami. Churchill zdecydował się nie czekać. I Flota musi
zostać przeniesiona w bezpieczne miejsce. Admiralicja miała tylko
mgliste pojęcie o rozmieszczeniu Floty Pełnomorskiej i obawiała się
zaskakującego ataku torpedowego niemieckich niszczycieli na narażone na
to wielkie zgrupowanie okrętów w Portland. Najważniejszym celem
Churchilla było upewnienie się, że I Flota (która wkrótce miała zostać
nazwana Wielką Flotą) wyjdzie w morze i będzie na swoich pozycjach zanim
Niemcy będą wiedzieli, czy Wielka Brytania stała się ich wrogiem "i od
tej pory, jeśli to możliwe, powinniśmy o tym zadecydować. O godzinie
10.00 we wtorek rano zaproponowałem ten krok Pierwszemu Lordowi
Morskiemu i szefowi sztabu. Zauważyłem, że są całym sercem za tym.
Zdecydowaliśmy, że flota musi opuścić Portland o tej godzinie z rana 29
lipca, aby przejść przez cieśninę Dover w ciemnościach, z pełną
prędkością i z wyłączonymi światłami i skierować się do Scapa Flow". O godzinie 17.00 tego wieczoru rozkazy popłynęły z masztów radiowych na
szczycie budynku admiralicji do masztu sygnalizacyjnego Iron Duke:
"Jutro, w środę [29 lipca] I Flota ma opuścić Portland, kierując się
do Scapa Flow. Port docelowy ma być utrzymany w tajemnicy z wyjątkiem
oficerów flagowych i dowódców okrętów". Callaghan miał wysłać flotę na
północ pod rozkazami swego zastępcy, wiceadmirała sir George'a Warrendera, tak by mógł udać się osobiście do Londynu na konsultacje w admiralicji. Kiedy sir George Callaghan wsiadł do pociągu do Londynu,
jego drednoty wychodziły z Portland, by nie powrócić tam przez 4 lata.
Nikt lepiej nie opisał tych wydarzeń, jak sam Churchill:
"Możemy teraz widzieć tę wielką flotę, z jej flotyllami krążowników,
wychodzącą powoli z Portland, eskadra za eskadrą, dziesiątki
gigantycznych stalowych fortec torujących sobie drogę przez pokryte
mgiełką, lśniące morze, jak pochylający się giganci niosący grozę.
Możemy zobaczyć je ponownie kiedy opadną ciemności, długi na 18 mil
sznur okrętów idących całą naprzód, w absolutnych ciemnościach, przez
wąskie cieśniny, ciągnących ze sobą na otwarte wody północy siły
ochrony. Strategiczna koncentracja floty została zakończona z chwilą
przeniesienia jej na wody Szkocji. Jesteśmy teraz w pozycji, że
cokolwiek się zdarzy, będziemy kontrolowali przebieg wydarzeń i nie
będzie łatwo odebrać nam tej przewagi. Zaskakujący atak torpedowy przed
lub równocześnie z wypowiedzeniem wojny był najgorszą zmorą, która
odeszła na zawsze. Kiedy wybuchnie wojna, nikt nie będzie wiedział,
gdzie szukać brytyjskiej floty; gdzieś na rozległych wodach na północ od
naszych wysp, idąca teraz w tę stronę, okryta całunem sztormów i mgieł,
zatrzyma się ta potężna organizacja. Jednak z budynku admiralicji
będziemy mogli rozmawiać z nią w każdym momencie, kiedy powstanie taka
potrzeba. Królewskie okręty są w morzu".
Wysłanie brytyjskiej floty na jej pozycje bojowe byłoby wysłaniem
dramatycznego sygnału dyplomatycznego. Z tego powodu Churchill
zdecydował się utrzymać ruchy floty w tajemnicy nie tylko przed
Niemcami, ale i brytyjskim gabinetem. Wiedząc, że wielu członków rządu
czuje odrazę do idei zaangażowania się Wielkiej Brytanii w coś, co
określają jako wojna kontynentalna, wyjaśnił później: "Bałem się
przedstawić sprawę gabinetowi, ponieważ omyłkowo mogła być potraktowana
jako działanie prowokacyjne niszczące szansę na zachowanie pokoju". Jego
dalsza argumentacja była pełna obłudy: "Byłoby rzeczą niezwykłą
przedstawianie gabinetowi ruchów brytyjskiej floty na jej wodach
terytorialnych, z jednego brytyjskiego portu do drugiego. Dlatego
poinformowałem o tym tylko premiera, który natychmiast to zatwierdził".
W innej notatce z tego spotkania Churchill napisał: "[Asquith]
spojrzał na mnie wytrzeszczając oczy ze zdumienia i wydał z siebie
chrząknięcie. Nie potrzebowałem niczego więcej".
Do czwartku wszystkie działania zostały przeprowadzone i Churchill,
zadowolony z siebie, mógł się podzielić swoją radością. "Spojrzeliśmy na
siebie z pełną satysfakcją, kiedy w czwartek rano, 30 lipca, zameldował
się okręt flagowy, a cała flota była gdzieś daleko na środku Morza
Północnego". Później tego dnia Churchill dowiedział się, że Jacky Fisher
wstąpił do admiralicji. Natychmiast zaprosił starego admirała do swego
biura. "Powiedziałem mu co zrobiliśmy i cudownie było widzieć jego
zadowolenie" -?wspominał Churchill. Ambasador Niemiec, kiedy dowiedział
się o wyjściu floty, nie tracił czasu, by zaprotestować w ministerstwie
spraw zagranicznych. Gray ze spokojem poinformował go, że "ruchy floty
nie mają charakteru ofensywnego i flota nie dojdzie do wód niemieckich".
Nawet teraz, nikt, włączając członków brytyjskiego gabinetu i opinię
publiczną, nie wierzył, że Wielka Brytania może być uwikłana w wojnę.
Czynnikiem, który najbardziej wprowadzał w błąd kontynent był
niewzruszony angielski spokój. Bernhard von Bülow zauważył to pogodne
odcięcie od świata kilka lat wcześniej, kiedy towarzyszył kajzerowi w jego wizycie do Anglii:
"Wielu angielskich polityków wie niewiele więcej o sytuacji na
kontynencie niż my wiemy o warunkach w Peru czy Syjamie. Są również
raczej naiwni w swoim otwartym egoizmie. Mają trudności w uwierzeniu w rzeczywiście złe intencje innych; są bardzo spokojni, flegmatyczni i bardzo optymistycznie nastawieni. Państwo dostarcza zamożności,
komfortu, zadowolenia oraz wiary we własne siły i w przyszłość. Ludzie
po prostu nie mogą uwierzyć, że sprawy mogłyby kiedyś przybrać naprawdę
zły obrót, tak w kraju, jak i zagranicą. Z wyjątkiem kilku czołowych
przedstawicieli, pracują mało i spędzają czas na niczym".
Anglia rozkoszowała się najpiękniejszą sierpniową pogodą od wielu lat.
Rozpoczął się sezon urlopowy. Nawet kiedy Rosja, Austria, Francja i Niemcy prowadziły mobilizacje, angielscy urlopowicze tłumnie spieszyli
na stacje kolejowe i na plaże. Nie było zaskoczeniem, że zagraniczni
obserwatorzy -?Niemcy z nadzieją, a Francuzi z niepokojem -?dochodzili
do wniosku, że Wielka Brytania jest zdeterminowana pozostać na uboczu
wojny o spadającą w przepaść Europę.
*
Winston Churchill był przekonany, że wysyłając Wielką Flotę na
"niezwykle rozległe wody na północ od naszych wysp", uchronił ją przed
niespodziewanym atakiem; nie martwił się niczym więcej tylko jej siłą w porównaniu z Flotą Pełnomorską. Na papierze stosunek drednotów -?24 do
17 -?wyglądał bezpiecznie, ale dla Pierwszego Lorda nie było to
wystarczające. "Nie było tu wielkiego marginesu bezpieczeństwa -?pisał
później -?ani na niepomyślne zbiegi okoliczności, ani na defekty
techniczne, które przy tak olbrzymiej flocie są nieuniknione". Na
szczęście margines ten można było powiększyć jednym decydującym ruchem.
Przez lata brytyjskie stocznie budowały okręty dla obcych marynarek
wojennych; czasem, w zależności od charakterystyki technicznej wymaganej
przez określone admiralicje, okręty te były silniejsze niż jednostki
budowane przez te same stocznie dla Wielkiej Brytanii. Dla przykładu, w 1913 roku Vickers zbudował dla Japonii Kongo, wówczas najwspanialszy
krążownik liniowy na świecie. Uzbrojony w 10 14-calowych dział, silnie
opancerzony i mogący rozwijać prędkość 27 węzłów, był niemal pod każdym
względem lepszy od najnowszego brytyjskiego krążownika liniowego
Tiger, który w czerwcu 1914 wciąż jeszcze nie został przekazany Royal
Navy. Kiedy Kongo kierował się do domu, zostawił za sobą w budowie w stoczniach brytyjskich, 4 zagraniczne superdrednoty, wszystkie równe
najlepszym brytyjskim. Dwa z nich przeznaczone były dla Turcji, a 2 dla
Chile. Teraz, latem 1914 roku, kiedy nasilał się kryzys europejski,
tureckie okręty -?Reshadieh, wzorowany na okrętach typu Iron Duke i Sultan Osman I, uzbrojony w 14 12-calowych dział, były na ukończeniu i przygotowywały się do wyjścia do cieśniny Bosfor. W tym momencie
Pierwszy Lord Admiralicji upierał się, że powinno się zabronić Turkom
fizycznego przejęcia ich okrętów.
Pierwszy z tureckich okrętów, 23 000-tonowy drednot Reshadieh był
podobny do King George V, niosąc 10 13,5-calowych dział. Drugi,
większy okręt liniowy, zyskał niezwykłe miejsce w historii budownictwa
okrętowego, ponieważ w ciągu jednego roku był własnością 3 różnych
rządów. Przez dekadę 3 główne siły w Ameryce Południowej, Argentyna,
Brazylia i Chile, prowadziły swój własny wyścig w budowie drednotów,
kosztujący każde z państw jedną czwartą dochodu narodowego. Rozpoczęła
Brazylia, zamawiając w brytyjskich stoczniach parę 21 000-tonowych
drednotów, z których każdy był uzbrojony w 12 12-calowych dział.
Argentyna odpowiedziała zamówieniem dwóch 28 000-tonowych okrętów
liniowych, każdy z 12 12-calowymi działami -?pierwszy w New York Ship
Building Company, a drugi w For River Shipyard w Quincy w stanie
Massachusetts. Brazylia, zaalarmowana wielkimi rozmiarami nowych
argentyńskich okrętów, powróciła do Wielkiej Brytanii w 1911 roku,
zamawiając trzeci nowy okręt liniowy. Ten okręt miał być fenomenem:
najdłuższy drednot na świecie, z nieporównywalnym uzbrojeniem w 14
12-calowych dział umieszczonych w 7 wieżach artyleryjskich. Stępkę
położono w stoczni Armstrong Elswick w Newcastle nad rzeką Tyne we
wrześniu 1911 roku, a okręt zwodowano w styczniu 1913 roku jako Rio de
Janeiro. Jednak w październiku tania miedź z Malezji obniżyła wartość
brazylijskiego eksportu miedzi, rząd Brazylii, nie mogąc zapłacić za
nowy okręt, wystawił nieukończonego drednota na sprzedaż. Turcja
przejęła kontrakt i Rio de Janeiro stał się Sultanem Osmanem I. W tym czasie Chile zamówiło 2 nowe 28 000-tonowe drednoty budowy
brytyjskiej, każdy zaprojektowany do niesienia 10 14-calowych dział, ale
w lipcu 1914 roku oba były jeszcze o rok od ukończenia budowy.
Admiralicja skupiła swoje zainteresowanie na 2 tureckich okrętach
liniowych. Choć klauzula w kontrakcie na budowę zabraniała brytyjskiemu
rządowi odkupienia okrętów w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa
narodowego, to Turcy nieoczekiwanie "dobrowolnie" zgodzili się je
odsprzedać. Te 2 okręty kosztowałyby zubożały kraj 6 milionów funtów.
Część pieniędzy można było pożyczyć od bankierów w Paryżu, część
pochodziła z podatków -?od owiec i wełny, tytoniu i chleba. W styczniu
1914 roku wszystkie grudniowe wynagrodzenia pracowników sektora
publicznego, żadne jeszcze niewypłacone, zostały skierowane na zapłatę
za okręty. Wciąż jednak potrzeba było więcej pieniędzy. Każde tureckie
miasto i wioska przyłączyły się do zbiórki; kobiety sprzedawały swoje
włosy, by zebrać pieniądze. Skarbonki umieszczono na mostach i na
promach kursujących przez Bosfor. Budowa 2 drednotów stała się sprawą
jednoczącą naród.
W tym czasie w stoczni Elswick brytyjscy robotnicy przebudowywali okręt,
by spełnić wymagania jego nowych właścicieli. Tablice z instrukcjami i oznakowaniami w języku portugalskim były odkręcane i zastępowane nowymi.
Kabina admiralska i jadalnia były wykończone sezonowanymi mahoniowymi
panelami, otomańskimi dywanami, jedwabnymi abażurami, a łaźnię wyłożono
różowymi kafelkami. Pod pokładami załodze dano więcej miejsca, usuwając
część grodzi wodoszczelnych. Zmieniono wyposażenie ubikacji, przyjmowane
przez Europejczyków i Brazylijczyków, usuwając sedesy i zastępując je
rzędami stożkowych otworów w pokładach, dostosowanych do tureckiej
praktyki kucania.
Otomańska Marynarka Wojenna czekała z niecierpliwością. Z Rosją budującą
nową flotę na Morze Czarne i Grecją budującą drednota w Niemczech oraz
negocjującą zakup w Stanach Zjednoczonych 2 okrętów sprzed czasu
drednotów, Turcja pilnie potrzebowała nowoczesnej marynarki wojennej.
Jej okręty były przestarzałe; na jednym ze starych okrętów liniowych
zamontowano drewniane atrapy dział, o których jego oficerowie sądzili,
że obserwatorowi z brzegu będą wydawać się prawdziwymi. W lipcu 1914
roku Turcy niecierpliwili się, chcąc przyprowadzić swoje nowe okręty do
kraju i przedstawić je narodowi podczas parady na wodach zatoki Złoty
Róg. Rashadieh był gotowy na początku lipca, ale brytyjska admiralicja
doradzała, by pozostał w Anglii dopóki oba okręty nie będą mogły razem
udać się do Turcji. W tym czasie aluzje z Whitehall7 wobec
Armstronga i Vickersa sugerowały, że nie ma pośpiechu w przekazaniu tych
2 okrętów. Presja na Admiralicję wzrosła, kiedy 27 lipca odrapany
turecki statek pasażerski, przewożących 500 tureckich marynarzy
stanowiących załogę okrętu Sultan Osman I, wszedł na Tyne i zakotwiczył na wąskiej rzece naprzeciwko nowego okrętu liniowego.
Oficjalną datę przekazania okrętu wyznaczono na 2 sierpnia. Rano 1
sierpnia na pokład dostarczono 13 12-calowych dział i zamontowano je w wieżach. Ostatnie, 14 działo spodziewane było później tego dnia. Jednak
wciąż nie dostarczono żadnej amunicji. W piątek, 31 lipca, w obliczu
nadchodzącej wojny w Europie, Churchill podjął decyzję. "W obecnych
warunkach -?Pierwszy Lord informował budowniczych -?rząd nie może
pozwolić, by okręty zostały przekazane obcej sile". Następnego dnia rano
Armstrong, obawiając się, że turecki dowódca i jego marynarze, czekający
po drugiej stronie rzeki, mogą próbować zająć nowy okręt liniowy i wywiesić turecką banderę, umieścił uzbrojonych strażników przy bramach
stoczni. 2 sierpnia kompania brytyjskiej Sherwood Foresters z założonymi
bagnetami wmaszerowała na pokład. Oszołomieni Turcy nie mogli nic
zrobić.
Churchill nigdy nie przeprosił. "Tureckie okręty liniowe były ważne dla
naszych żywotnych interesów -?powiedział później. -?Z marginesem tylko 7
drednotów nie moglibyśmy sobie poradzić bez tych 2 znakomitych okrętów".
Starał się załatać straty, oferując, że po zakończeniu wojny Turcja
otrzyma albo oba "zarekwirowane" drednoty, całkowicie odremontowane,
albo ich pełną wartość. Dodał, że w każdym przypadku Wielka Brytania
zapłaci Turcji tysiąc funtów za każdy dzień, kiedy będzie je trzymała.
Oferta była tak długo ważna, jak długo Turcja pozostanie neutralna.
Sultan Osman I, przemianowany na Agincourt, skierował się do Scapa
Flow 26 sierpnia. Niektórzy oficerowie obawiali się, że pierwsza pełna
salwa burtowa przełamie okręt, ale kiedy po raz pierwszy oddano salwę ze
wszystkich 14 dział 12-calowych, popękały tylko naczynia i szklanki.
Reshadieh, przemianowany na Erin, włączony został do brytyjskiej
floty nieco tylko później. Stosunek drednotów na Morzu Północnym wzrósł
teraz do 26 brytyjskich przeciwko 17 niemieckim. To jeszcze
niedostatecznie uspokoiło Pierwszego Lorda Admiralicji. We wrześniu 1914
roku Almirante Latorre, pierwszy z nieukończonych 28 000-tonowych
chilijskich drednotów, został "zarekwirowany" przez Admiralicję. Rok
później dołączył do Wielkiej Floty jako HMS Canada. Drugi chilijski
okręt liniowy został również "zarekwirowany" i został ukończony w 1918
roku jako lotniskowiec Eagle.
*
W środę, 29 lipca, kiedy brytyjska flota kierowała się w stronę Scapa
Flow, rozpoczął się austriacki ostrzał Belgradu. Rosja natychmiast
rozpoczęła mobilizację swoich południowych sił. Niemcy zapowiedziały, że
jeśli Rosja nie wstrzyma mobilizacji przeciwko Austrii, to Niemcy
ogłoszą mobilizację i wypowiedzą wojnę. Rosjanie kontynuowali swoje
działania. W piątek, 31 lipca, Niemcy wysłały ultimatum do St.
Petersburga, żądając od Rosji przeprowadzenia demobilizacji w ciągu 12
godzin. W południe następnego dnia, w sobotę, 1 sierpnia, wygasł termin
ultimatum i Niemcy wypowiedziały wojnę Rosji.
Przez następne 3 dni Wielka Brytania pozostawała neutralna. Czynnikiem,
który ostatecznie zjednoczył brytyjskie myślenie była Belgia, przez
terytorium której niemiecki Sztab Generalny zamierzał wysłać 700 000
ludzi, by uderzyć w słabe lewe skrzydło armii francuskiej. Brytyjski
traktat z Belgią gwarantował neutralność tego kraju. W sobotę, 1
sierpnia, Wielka Brytania zapytała Niemcy i Francję, czy w przypadku
wybuchu wojny terytorium Belgii nie zostanie naruszone. Francja
natychmiast udzieliła pełnej gwarancji, Niemcy odmówiły odpowiedzi.
Skutkiem tego niemiecki ambasador w Londynie otrzymał formalną notę, że
jeśli nastąpi inwazja na Belgię, Wielka Brytania może podjąć odpowiednie
kroki. Wcześniej tego popołudnia brytyjski ambasador w Berlinie donosił,
że niemieckie okręty pozostają w swoich portach. Na wieść o tym
admiralicja zdecydowała się zmobilizować Royal Navy. Wszystkie flotylle
patrolowe i obrony wybrzeża otrzymały rozkaz pozostawania w morzu w nocy, a ci sami rezerwiści, którzy zostali zwolnieni po próbnej
mobilizacji, teraz otrzymali rozkazy powrotu na swoje okręty. W niedzielę, 2 sierpnia, Niemcy przekazały Belgii ultimatum, żądając od
niej zezwolenia niemieckiej armii na przejście bez oporu przez
terytorium belgijskie. W poniedziałek, 3 sierpnia, Niemcy wypowiedziały
wojnę Francji. Royal Navy przejęła 9 oceanicznych liniowców chcąc
przekształcić je w krążowniki pomocnicze, między innymi: Lusitanię,
Aquitanię, Caronię i Mauretanię. Wkrótce Lusitania, Aquitania i Mauretania zostały zwolnione, ponieważ koszt ich paliwa uznano za
nieproporcjonalnie wysoki do ich wartości użytkowej. O godzinie 6.00 we
wtorek, 4 sierpnia, nadeszła wiadomość, że niemiecka armia zamierza
przekroczyć granicę belgijską o godzinie 16.00 tego popołudnia. O godzinie 9.30 brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych złożyło
protest w Berlinie. W południe nadeszła niemiecka odpowiedź
zapewniająca, że żadna część terytorium Belgii nie zostanie
zaanektowana, ale stwierdzająca jednocześnie, że Niemcy nie mogą
pozostawić belgijskiego terytorium nieokupowanym, by nie zostało użyte
przez Francję jako aleja do zaatakowania Niemiec. Nie pozostał zatem
cień wątpliwości, o 17.50 Admiralicja poinformowała marynarkę wojenną,
że Berlin otrzymał formalne ultimatum, które wygaśnie o północy czasu
berlińskiego. Jeśli do tego czasu nie nadejdzie akceptowalna odpowiedź,
to wówczas wybuchnie wojna. "Z punktu widzenia naszego ultimatum -
stwierdzała wiadomość -?mogą oni otworzyć ogień w każdej chwili. Musimy
być na to przygotowani".
*
O godzinie 23.00 czasu londyńskiego8 -?o północy czasu
berlińskiego -?we wtorek, 4 sierpnia, wygasło brytyjskie ultimatum,
pozostając bez odpowiedzi. Telegram wojenny z admiralicji dotarł na
wszystkie okręty i do wszystkich stacji pod biała banderą9 na
całym świecie. "Rozpocząć działania wojenne przeciwko Niemcom". Stary
okręt liniowy Prince of Wales ładował węgiel w Portland, kiedy rozległ
się dźwięk trąbki. "Windy węglowca nagle zatrzymały się -?wspominał
jeden z oficerów okrętu -?a bosmanmat przekazał wiadomość: "działania
wojenne przeciwko Niemcom rozpoczną się o północy"". Głośne okrzyki,
które po tym nastąpiły, zostały wkrótce zagłuszone przez rozlegający się
ponownie łoskot wind i hałas spadających z coraz większą prędkością
worków z węglem.
2. "Goeben jest waszym celem"
2
"Goeben jest waszym celem"
Podczas gdy Wielka Brytania decydowała czy przystąpić do wojny, Francja,
która nie miała wyboru, przygotowywała się na niemieckie uderzenie.
Generał Joseph Joffre, dowodzący armiami Francji, pilnie żądał obecności
na froncie XIX Korpusu Armii, łącznie 80 000 ludzi. W wieczór wybuchu
wojny, żołnierze ci byli w północnej Afryce i głównym celem francuskiej
floty śródziemnomorskiej stało się przerzucenie ich przez morze do
Marsylii. Do eskorty transportowców wojska dostępny był 1 francuski
drednot, 6 predrednotów, 6 krążowników opancerzonych i 24 niszczyciele.
Dwa pozostałe nowe francuskie drednoty znajdowały się daleko na północy
z misją "narodowej chwały", eskortując prezydenta republiki podczas
wizyty państwowej w St. Petersburgu. Ich nieobecność stworzyła
potencjalne niebezpieczeństwo. Gdyby utrzymało się przedwojenne
Trójprzymierze Niemiec, Austrii i Włoch, połączone floty tych 3 potęg
przewyższałyby siłą francuską flotę śródziemnomorską i przewóz XIX
Korpusu byłby zagrożony.
Plan wojenny Trójprzymierza przewidywał połączenie 3 flot w chwili
rozpoczęcia działań wojennych w porcie Mesyna na Sycylii. Stamtąd miały
wyruszyć i wyrwać z rąk Francji kontrolę nad Morzem Śródziemnym. W sierpniu 1914 roku austriacka marynarka wojenna, bazująca w Pula na
półwyspie Istria nad północnym Adriatykiem, miała 2 drednoty, 3 starsze
okręty liniowe oraz garść krążowników i niszczycieli. Flota włoska
również miała 3 nowe drednoty, ale tylko jeden był gotowy do wojny.
Niemcy, bez własnej bazy na Morzu Śródziemnym, utrzymywały tam tylko 2
okręty. Jednym z nich był jednak krążownik liniowy Goeben, topornie
skonstruowany okręt o wyporności 23 000 ton, którego 10 dział
11-calowych i prędkość konstrukcyjna 28 węzłów czyniły najpotężniejszym
szybkim okrętem wojennym na Morzu Śródziemnym. Drugim niemieckim okrętem
był Breslau, nowy lekki krążownik o wyporności 4500 ton, prędkości 27
węzłów, uzbrojony w 12 dział 4,1-calowych. Obecność Goebena niepokoiła
brytyjskiego Pierwszego Lorda, który nie miał wątpliwości, że wojna
nadchodzi i że Wielka Brytania zostanie w nią zaangażowana. Goeben,
złowieszczo przewidywał Churchill, "z łatwością będzie w stanie ominąć
francuskie... [okręty liniowe] i atakując ze skrzydła lub dystansując
ich krążowniki, wedrzeć się między transportowce i zatapiać jeden po
drugim statki przepełnione żołnierzami".
Odcięcie drogi francuskim żołnierzom było jedynym z celów wysłania
Goebena na Morze Śródziemne w 1912 roku. Drugą jego misją, szczególnie
bliską sercu niemieckiego cesarza, było przypomnienie mieszkańcom
regionu śródziemnomorskiego długich rąk cesarza Niemiec. Kiedy wielki,
szary okręt wszedł na Morze Śródziemne, jego 10 11-calowych dział
wystających z 5 wież artyleryjskich, 12 6-calowych dział sterczących z kazamat, surowe kabiny starszych oficerów, bez sof czy foteli, bez
obrazów na ścianach -?wszystko to sugerowało, że okręt jest przygotowany
do wojny. W rzeczywistości jednak latem 1914 roku Goeben był poniżej
szczytu swoich możliwości. Dwa lata nieustannej służby na morzu bez
dokowania zebrały swoje żniwo. Dno okrętu było porośnięte glonami, jego
silniki zużyte, rury kotłowe przeciekały, a wszystko to redukowało
ciśnienie pary i w rezultacie zmniejszało prędkość. Pomimo tego oba
niemieckie okręty tworzyły groźną siłę. Ich dowódca, kontradmirał
Wilhelm Souchon, był niskim mężczyzną o ciemnych włosach, w wieku 55
lat, który czasem nosił, a czasem golił grube, czarne wąsy. Pochodzący z francuskich hugenotów i jak wielu oficerów w cesarskiej marynarce
wojennej, niemający szlacheckiego tytułu "von" wydawał się na pierwszy
rzut oka niezwykłym rodzajem wilka morskiego. "Z opadającą szczęką,
zdeterminowany mały człowiek w niedopasowanym mundurze, wyglądał
bardziej jak pleban niż admirał" -?tak opisał go amerykański dyplomata w Konstantynopolu.
Goeben odwiedził Hajfę, we wschodniej części Morza Śródziemnego, kiedy
dotarła wiadomość o wydarzeniach w Sarajewie. Zamach, jak domyślał się
jego dowódca -?admirał Souchon, wstrząśnie Europą; to szybko
doprowadziło go do obaw o przeciekające rury kotłowe Goebena.
Zatelegrafował do Berlina, by nowe rury zostały wysłane do austriackiej
bazy w Pula, a on skieruje się z Hajfy na Adriatyk. Okręt przybył 10
lipca; przez następnych 18 dni załoga pracowała, by zlokalizować i wymienić wadliwe rury. Prace były prowadzone, kiedy słońce paliło z bezchmurnego nieba, wytwarzając wewnątrz stalowego kadłuba temperaturę
niemal nie do zniesienia. Krążownik liniowy miał około 4000 rur, które
trzeba było przejrzeć, usunąć wadliwe i zastąpić nowymi. Prace nie były
zakończone, kiedy z Berlina nadeszła wiadomość, że wojna jest
nieunikniona.
Kiedy załoga wiwatowała z powodu tej informacji, machała czapkami i tupała w rytm marszowej muzyki granej przez orkiestrę okrętową, Souchon
rozważał swój następny ruch. Wydawało się, że ani Austria, ani Włochy
nie są przygotowane do wojny i Souchon porzucił myśl o pozostaniu na
Adriatyku, podporządkowaniu się austriackiemu admirałowi
nieskłaniającemu się raczej ku walce z Brytyjczykami i Francuzami.
Przyjmując, że jest osamotniony na Morzu Śródziemnym, Souchon rozważał
ewentualność skierowania się na zachód, zadając takie straty, jakie
będzie mógł francuskim transportowcom wojsk, następnie utorowania sobie
drogi przez Cieśninę Gibraltarską i wejścia na Atlantyk w celu
atakowania alianckich szlaków transportowych. Gdyby udało mu się wejść
na Morze Północne, wiedział, że admirał Franz Hipper, dowódca sił
krążowników liniowych Floty Pełnomorskiej, przyjmie jego silny okręt.
Jednak niepewny stan techniczny kotłów Goebena uniemożliwiał
osiągnięcie odpowiedniej prędkości, której wymagał ten plan. 29 lipca
Souchon podjął decyzję. Opuszczając Pula, Goeben skierował się na
południe Adriatyku i 1 sierpnia, w dniu, w którym Niemcy wypowiedziały
wojnę Rosji, zakotwiczył na redzie Brindisi, przy "pięcie" buta, którego
kształt ma Półwysep Apeniński. Tam dołączył do niego Breslau. Okręty
Souchona potrzebowały węgla, ale Włosi odmówili podstawienia pod burtę
węglowca, tłumacząc się, że morze jest zbyt wzburzone. Souchon
prawidłowo zrozumiał te wymówki jako dowód, że Włochy są bliskie
wystąpienia z Trójprzymierza. Przeszedł do Tarentu, a następnie,
ponieważ jego zapotrzebowanie na węgiel było aż bolesne, do Mesyny na
Sycylii, gdzie mógł spotkać się z niemieckimi statkami, z których mógł
zaopatrzyć się w węgiel. Rano Goeben i Breslau przeszły wzdłuż
klifów wybrzeża Kalabrii, kontrastujących z intensywnie błękitnym
kolorem nieba. W południe minęły one wulkan na górze Etna, z wiecznie
wydobywającym się z jej szczytu pióropuszem dymu. Po południu
zakotwiczyły w porcie w Mesynie, gdzie pasażerski parowiec Linii
Północnej Afryki General, będący w drodze do Dar es Salaam oraz kilka
innych niemieckich statków handlowych już na nie czekało.
W dniu kiedy Souchon osiągnął Mesynę, Włochy zadeklarowały neutralność.
Austro-Węgry wypowiedziały wojnę Serbii 28 lipca, nie konsultując tego z Rzymem i nie zajęło Włochom wiele czasu, by przypomnieć, że zgodziły się
przystąpić do Trójprzymierza jako ściśle obronnego porozumienia. Decyzja
włoskiego rządu miała gorące poparcie ze strony włoskiej marynarki
wojennej, której sztab nieustannie przestrzegał, że flota nie jest w stanie obronić długiej linii brzegowej i nadbrzeżnych miast przed
francuską i brytyjską flotą. Wiadomość ta, uzasadniona czy nie, była
ciosem dla Souchona. Neutralność Włoch oznaczała koniec Trójprzymierza i możliwości jakiegokolwiek wsparcia dla Goebena i Breslau.
Włochom w Mesynie spieszno było wprowadzić swoją neutralność. Ponownie
Souchunowi odmówiono zaopatrzenia w węgiel. "Bezwstydni" i "perfidni" -
brzmiały słowa Souchona. Dodał: " Nie prosiliśmy o wiele. Po prostu sami
sobie poradzimy". Jego metoda polegała na przechodzeniu wzdłuż
wszystkich niemieckich statków cumujących w porcie, a następnie w mgnieniu oka przy pomocy siekier i łomów rozbijania wszystkiego -
pokładów, grodzi, kabin, korytarzy -?które utrudniały przeniesienie
węgla. W ten sposób udało się pozyskać 2000 ton węgla, wprawdzie
kiepskiej jakości, ale lepsze to niż nic. Souchon zarekwirował również
statek General, by używać go jako pomocniczego okrętu-bazy. Wiedząc,
że wybuch wojny jest bliski, ale nie mając rozkazów z Berlina, Souchon
postanowił ustawić swój okręt w pozycji do wykonania pierwszego
uderzenia. O północy 2 sierpnia potajemnie podniósł kotwicę i opuścił
Mesynę północnym wyjściem, które prowadziło do wybrzeża Algierii. Miał
nadzieję schwytać na morzu francuskie transportowce wojska, jeśli nie,
mógł przynajmniej zaatakować porty okrętowania XIX Korpusu i spowodować,
że "przez wybrzeże Afryki przetoczy się echo huku niemieckich dział".
Port Bône wyznaczono dla Breslau, a Phillippeville dla Goebena. Idąc
na zachód, Souchon dowiedział się następnego dnia za pośrednictwem
radiostacji, że Niemcy były w stanie wojny z Francją.
*
W sierpniu 1914 roku 3 drednoty -?Inflexible, Indomitable i Indefatigable - stanowiły trzon brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej.
Te pierwsze okręty rewolucyjnego projektu Jacky Fishera szybkich
drednotów, miały średnią wyporność 18 000 ton i rozwijały prędkość 25
węzłów. Były słabsze od nowocześniejszych brytyjskich krążowników
liniowych wiceadmirała sir Davida Beatty'ego, operujących na Morzu
Północnym; były również o 5000 ton lżejsze i o kilka węzłów wolniejsze
od Goebena. Jednak ze swymi 8 12-calowymi działami każdy, w porównaniu
z 10 11-calowymi niemieckiego okrętu, były silniej uzbrojone. Poza tym
były 3, co dawało margines przewagi ciężkich dział krążowników liniowych
na Morzu Śródziemnym -?24 brytyjskie przeciw 10 niemieckim. Chcąc
rozszerzyć ten margines, 28 lipca Churchill zaproponował wysłanie
czwartego, starszego krążownika liniowego, New Zealand, z Morza
Północnego, ale książę Ludwik odmówił dalszego osłabiania sił
Beatty'ego. W skład brytyjskiej Floty Śródziemnomorskiej wchodziły
również 4 duże krążowniki opancerzone -?Defence, Warrior, Black
Prince i Duke of Edinburgh -?wszystkie relatywnie nowe, ale już
przestarzałe. Fisher twierdził, że w czasie wojny jego szybsze i silniejsze krążowniki liniowe pożrą krążowniki opancerzone, jak
"mrówkojad nie schodzący z kopca termitów". Cztery lekkie krążowniki i flotylla 16 niszczycieli uzupełniały stan Floty Śródziemnomorskiej.
Podczas kiedy brytyjski rząd borykał się w kwestii wojny i pokoju,
admirał sir Archibald Berkeley Milne, naczelny dowódca Floty
Śródziemnomorskiej, oczekiwał na rozkazy na Malcie w swojej głównej
bazie. W dniach tuż przed wybuchem wojny nie otrzymał żadnych klarownych
instrukcji. Wojna wkroczyła do Europy w spazmatycznych konwulsjach:
najpierw Austria przeciwko Serbii, później Rosja przeciwko Austrii,
następnie Niemcy przeciwko Rosji, później Niemcy przeciwko Francji i wreszcie Niemcy przeciwko Wielkiej Brytanii. Planowanie działań
militarnych na lądzie i morzu było utrudnione faktem, iż dowolnego dnia
nikt nie wiedział, które państwa uczestniczyły w wojnie, a które nie
oraz które mogłyby przystąpić do niej jutro, a które nie. Było to
szczególnie trudne przy rozważaniu zaangażowania się Wielkiej Brytanii,
która sama nie wiedziała czy przystąpi do wojny, dopóki tego nie
uczyniła. W tym zamieszaniu Winston Churchill, dzierżąc siłę wykonawczą
gabinetu w Admiralicji, osobiście naszkicował treść telegramów
operacyjnych do Royal Navy i jej okrętów. W czwartek, 30 lipca,
poinformował admirała Milne, że jego główną misją będzie asystowanie
Francuzom przy osłonie transportowców wojska z północnej Afryki. Jednak
Pierwszy Lord, którego bujna wyobraźnia przepełniona była różnymi
ewentualnościami, opatrzył swoją wiadomość dalszymi instrukcjami,
wynikiem czego spowodował kociokwik konwencjonalnego umysłu admirała
Milne. Oto jaką wiadomość Milne otrzymał:
"Pańskim pierwszym zadaniem będzie pomoc Francuzom w transporcie ich
korpusów armijnych z Afryki poprzez ich osłanianie i jeśli to możliwe,
wciągnięcie do walki pojedynczych niemieckich okrętów, w szczególności
Goebena, który może przeszkodzić w tym transporcie... Z wyjątkiem
wspólnego działania z Francuzami jako współuczestnika generalnej bitwy,
na tym etapie nie wolno przystępować do akcji przeciwko przeważającym
siłom. Prędkość pańskiej eskadry jest wystarczająca, by wybrał pan
dogodny dla siebie moment rozpoczęcia bitwy. Musi pan początkowo
oszczędzać swoje okręty. Mamy nadzieję na otrzymanie posiłków na Morzu
Śródziemnym".
Później Churchill wyjaśnił, że zwroty: "przeważające siły", "prędkość
pańskiej eskadry" i "oszczędzanie sił" były środkiem do naprowadzenia
Milne na to, jak radzić sobie z flotą austriacką. Churchill nie mógł
jednak oderwać oczu od Goebena i przekonał się, że zniszczenie go i inne zadania, jakie otrzymał Milne, znacznie go przerastają. Stopień w jakim niemiecki krążownik liniowy wpływał na jego myślenie najlepiej
uwidacznia się w kolejnych sygnałach wysyłanych do Milne z admiralicji.
W ślad za depeszą z 30 lipca Churchill wysłał 2 sierpnia kolejną
wiadomość: "Goeben musi być śledzony przez 2 krążowniki liniowe", a 3
sierpnia: "Obserwacja wyjścia z Adriatyku musi być nadal prowadzona, ale
Goeben jest waszym celem. Idźcie za nim jak cień, gdziekolwiek tylko
się skieruje i bądźcie gotowi do ataku, kiedy tylko wypowiedziana
zostanie wojna, co okazuje się prawdopodobne i bliskie". Ponownie, 4
sierpnia, kiedy uzyskał informację, że brytyjskie krążowniki liniowe
Indomitable i Indefatigable mają Goebena w polu widzenia: "Bardzo
dobrze. Trzymać go. Wojna blisko".
Milne robił wszystko co w jego mocy, by wypełnić ten strumień rozkazów.
1 sierpnia, po otrzymaniu pierwszej depeszy Churchilla, zgrupował swoją
flotę poniżej mającej kolor piasku, zbudowanej z wapienia starożytnej
fortecy Valletta na Malcie. 2 sierpnia, kiedy otrzymał rozkaz
admiralicji mówiący "Goeben musi być śledzony przez 2 krążowniki
liniowe", a Adriatyk "obserwowany", Milne wysłał swego zastępcę,
kontradmirała Ernesta Troubridge'a, z Indomitable i Indefatigable, 4
krążownikami opancerzonymi, lekkim krążownikiem Gloucester i 8
niszczycielami do pilnowania wyjścia z Adriatyku. Jednak admirał Souchon
już opuścił ten akwen. 2 sierpnia Goeben i Breslau były widziane w Tarencie przez brytyjskiego konsula, który pilnie zameldował o tym
admiralicji. Nagle pewna myśl zakłopotała Churchilla i jego kolegów w Londynie. Poinformowani, że 2 niemieckie okręty opuściły Tarent,
pomyśleli, że Souchon kieruje się na Atlantyk, by atakować brytyjski
handel. Chcąc zlikwidować to zagrożenie, 2 krążowniki liniowe admirała
Troubridge'a otrzymały rozkaz wyjścia spod jego dowództwa i skierowania
się całą naprzód na zachód, by "zapobiec opuszczeniu przez Goebena
Morza Śródziemnego". O godzinie 21.00 tej nocy Indomitable i Indefatigable opuściły pozostałe siły, kierując się z prędkością 22
węzłów w stronę Gibraltaru.
Milne miał teraz przydzielone 4 zadania: miał wspierać Francuzów w ochronie konwojów z żołnierzami w zachodniej części Morza Śródziemnego;
miał też obserwować i zakorkować Austriaków na Adriatyku; miał znaleźć i zatopić Goebena, gdziekolwiek by był i miał uniemożliwić niemieckim
krążownikom liniowym przejście przez Cieśninę Gibraltarską. Na
nieszczęście, na pełnym morzu te zadania nie pasowały do siebie
zupełnie. Przelewający się churchillowski strumień często sprzecznych
instrukcji był wystarczający, by zdezorientować człowieka znacznie
bardziej bystrego niż admirał Milne.
*
Sir Archibald Berkeley Milne, znany w marynarce jako Arky-Barky, był
niskim, wytwornym 59-letnim kawalerem, który miał siwą brodę i czarne
wąsy. Był potomkiem 2 admirałów, swego ojca i dziadka. Jego kariera była
prosta -?po długiej służbie na królewskich jachtach zyskał przyjaźń
księcia i księżnej Walii, późniejszych króla Edwarda VII i królowej
Aleksandry. Milne, zawsze uśmiechnięty, z ciężkimi złotymi galonami,
cały czas gotowy pozować na pokładzie przed obiektywem królowej, która
robiła zdjęcia aparatem fotograficznym Brownie. Poza tym strzelał, łowił
ryby i uprawiał rzadkie odmiany orchidei. Został kontradmirałem w 1903
roku. W 1912 roku Winston Churchill, nowy Pierwszy Lord Admiralicji,
sprawił przyjemność królowi Jerzemu V, rekomendując jego przyjaciela
Arky-Barky'ego na stanowisko głównodowodzącego Flotą Śródziemnomorską.
Jacky Fischer, gdy dowiedział się o nominaji, wybuchnął złością. Milne
służył pod rozkazami największego wroga Fishera, admirała lorda Charlesa
Beresforda i pewnego razu zaoferował, że będzie zeznawał przeciwko
Fisherowi w postępowaniu admiralicji. "Milne -?wściekał się Fisher -
jest zakłamanym chamem, donosicielem, wężem najgorszego gatunku i sir
Berkeley'em Ubogim, kupującym "Timesa" z drugiej ręki za pensa. Zdobył
swoje nowe stanowisko dzięki towarzyskim koneksjom! Milne poszedł pod
szkocką spódniczkę i płaszczył się... Winston poświęcił kraj dworowi...
Winston, (musiałem mu to powiedzieć) obawiałeś się
ostracyzmu10 swojej żony na dworze królewskim i nie mogłeś
się oprzeć mianowaniu Milne'a? Niegodziwe zło... Szkoda została
wyrządzona. Milne, całkowicie bezużyteczny dowódca jest teraz
najstarszym admirałem na pokładzie". Wściekłość Fishera była tak wielka,
że nawet chwilowo zerwał znajomość z Churchillem. "Obawiam się, że jest
to mój ostatni kontakt z tobą... Przykro mi, ale uważam, że zdradziłeś
marynarkę wojenną. Jaka to musiała być presja, skoro skłoniła cię do
zdradzenia swego autorytetu. To dla mnie nie do pojęcia. Powinieneś
wiedzieć, że sir Berkeley Milne nie nadaje się na najstarszego admirała
na pokładzie, jakim go uczyniłeś... Nie mogę uwierzyć, że nie
przewidziałeś wszystkich konsekwencji. Będą NIE DO NAPRAWIENIA,
NIEPOWETOWANE, NA ZAWSZE!"
Milne nie był ani nikczemny, ani niekompetentny. Był zwyczajny. Był
daleki od jednoosobowej odpowiedzialności za klęskę, która nadejdzie.
Zasadniczym powodem jego niewłaściwej strategii i błędnych poleceń była
brytyjska niechęć do całkowitego zaangażowania się we Francji. Francuska
niepewność co do roli Wielkiej Brytanii w nadchodzącej wojnie
kontynuowała naciski do popołudnia 4 sierpnia, kiedy po wysłaniu
brytyjskiego ultimatum do Berlina, Churchill ostatecznie przyjął grupę
francuskich admirałów w Admiralicji. Tam Pierwszy Lord, używając swego
francuskiego z wyraźnie angielskim akcentem, zadeklarował wśród wybuchów
solidarności: "Używajmy Malty jakby była Tulonem (główną francuską bazą
morską na Morzu Śródziemnym)". Dwa dni później książę Ludwik zawarł
porozumienie dające Francji, w osobie wiceadmirała Augustina Boue de
Lapeyr?re, główne dowództwo nad wszystkimi operacjami na Morzu
Śródziemnym.
Wszystkie te wydarzenia nie pomogły admirałowi Milne'owi. Obaj
admirałowie mogli rozmawiać, ale nie podjęto żadnych uzgodnień odnośnie
komunikacji między francuskimi i brytyjskimi dowódcami na morzu. 3
sierpnia o godzinie 4.00 admirał de Lapeyr?re wyszedł w morze z całą
francuską flotą śródziemnomorską, kierując się na południe w stronę
Algierii, by zapewnić ochronę transportowców wojska korpusów armijnych
francuskiej północnej Afryki. Jego okręty liniowe i krążowniki,
zorganizowane w 3 eskadry, były w odpowiedniej sile, jak wierzył, by
poradzić sobie z Goebenem i Breslau. Jednak, chcąc mieć pewność, że
2 szybkie niemieckie okręty nie "wedrą się między transportowce i będą
zatapiać jeden po drugim te okręty przepełnione żołnierzami", jak
obawiał się Churchill, de Lapeyr?re odłożył o kilka dni datę wyjścia
transportowców wychodzących z Afryki. Admirał Milne nie wiedział o tym.
Zgodnie z rozkazem Churchilla, by dać pierwszeństwo ochronie francuskich
transportowców, skoncentrował się na tym zadaniu pomimo tego, że była
tam francuska flota, by je ochraniać, a transportowce nie wyszły jeszcze
w morze. Milne nie otrzymał zgody na komunikowanie się z Francuzami aż
do 2 sierpnia. Kiedy próbował to zrobić, nie mógł skontaktować się z francuskim admirałem drogą radiową i w ostateczności był zmuszony wysłać
do Bizerte lekki krążownik w "poszukiwaniu swego kolegi", de Lapeyr?re.
Brak łączności z Francuzami powodował trudności, ale sytuacja Milne'a była gorsza z tego powodu, że komunikacja między jego okrętem flagowym a Pierwszym Lordem siedzącym w gmachu Admiralicji była zbyt szybka. Była
to pierwsza wojna morska, w której admiralicje mogły ingerować
bezpośrednio w kontrolowanie ruchu okrętów przy pomocy środków łączności
przewodowej lub radiowej. Ta nowa technologia, umożliwiająca wydawanie
rozkazów z Londynu w dzień i w nocy, stwarzała ogromną pokusę dla
niespokojnego Pierwszego Lorda. Często ignorując Pierwszego Lorda
Morskiego, którego właściwą rolą była kontrola operacyjna nad okrętami,
Churchill zaczął wysyłać rozkazy bezpośrednio do admirałów i poszczególnym okrętom na morzu. Milne był po prostu pierwszym, który
musiał czuć tę obecność władzy, zaglądającej mu przez ramię.
*
Milne prawidłowo zgadywał, że po Tarencie Goeben może zawinąć do
Mesyny i dlatego wysłał z Malty lekki krążownik Chatcham, by to
zbadał. Chatcham przeszedł przez Cieśninę Mesyńską 3 sierpnia o godzinie 7.00, badając kotwicowisko. Nie znalazł niczego; Goeben i Breslau przeszły tędy 6 godzin wcześniej. Szły przez całą niedzielę, 3
sierpnia, unikając normalnych szlaków żeglugowych i nie zapalając
świateł w nocy. O godzinie 2.35, 4 sierpnia, kiedy Souchon zbliżał się
do wybrzeży Algierii, niespodziewany sygnał nadszedł ze sztabu marynarki
wojennej w Berlinie: Souchon miał zmienić kurs na przeciwny i skierować
się do Konstantynopola. 2 sierpnia Niemcy i Turcja podpisały obronny
sojusz przeciwko Rosji. Turcy byli jednak niechętni do podjęcia
ostatecznego kroku przystąpienia do wojny i niemiecka ambasada w Konstantynopolu zalecała wywarcie presji na wielkim wezyrze i jego
gabinecie. Widok Goebena kotwiczącego w zatoce Złoty Róg, jak sądzono,
stanowiłby element groźnej perswazji.
Souchon, dochodząc do krytycznego momentu chęci wystrzelenia załadowanej
w komorach amunicji, zignorował rozkaz. "Pomysł zawrócenia tak blisko
tego momentu, tak gorąco upragnionego przez nas, tuż przed otwarciem
ognia -?moje serce nie mogło tego znieść" -?napisał później. Szedł dalej
na zachód. Wkrótce w zasięgu wzroku ukazały się poszarpane kontury
wybrzeża Algierii, zabarwione na czerwono przez promienie wschodzącego
słońca. Souchon dotarł do portu Philippeville, początkowo idąc pod
rosyjską banderą dla zmylenia nieprzyjaciela. Kiedy podszedł bliżej,
wachtowy z portowej latarni morskiej machał w ich stronę, a sprzedawcy w łodziach wypełnionych bananami, ananasami i kokosami odbijali od brzegu.
Nagle rosyjska bandera opadła, a w górę poszła niemiecka bandera wojenna
i 5,9-calowe działa Goebena zaczęły zionąć ogniem, "siejąc śmierć i panikę", używając słów Souchona. Po 15 minutach, w ciągu których
wystrzelonych zostało zaledwie 15 pocisków, Niemcy wycofali się. Nie
trafili ani żołnierzy, ani transportowców, ale zdołali zniszczyć stację
kolejową, wysadzić magazyn i przewrócić gościnną latarnię morską. "Nasza
sztuczka powiodła się znakomicie" -?powiedział jeden z członków załogi.
To był niewielki ostrzał, ale Souchon był zadowolony. Teraz admirał
zamierzał wykonać rozkaz udania się do Konstantynopola, 1200 mil na
wschód. Jednak najpierw potrzebował więcej węgla, co oznaczało powrót do
Mesyny. Późnym rankiem 2 niemieckie okręty szły na wschód. Wspaniały
śródziemnomorski dzień, z niebem rozpiętym łukiem nad głowami niczym
"wielki lazurowy dzwon i delikatnie falującym morzem połyskującym po
horyzont" wprawił w zachwyt niemieckich marynarzy.
*
Dopóki niemieckie pociski nie zaczęły wybuchać w Philippeville, admirał
Milne na Malcie nie miał pojęcia, gdzie znajdował się Goeben.
Wcześniej, 3 sierpnia o godzinie 0.50, dokładnie kiedy Souchon opuszczał
Mesynę, by przeprowadzić rajd na afrykańskie wybrzeże, wiadomość od
Pierwszego Lorda udzielała Milne'owi instrukcji odnalezienia Goebena i "śledzenia go gdziekolwiek się uda". Tego wieczoru Indomitable i Indefatigable zostały wyłączone z sił Troubridge'a i skierowane na
zachód. W rezultacie, 3 sierpnia niemiecki krążownik liniowy wychodzący
z Mesyny do ostrzału algierskich portów, był śledzony przez podążające
za nim 2 potężne brytyjskie okręty. Rano, 4 sierpnia, po ostrzale
Philippeville, znalazły go.
O godzinie 10.34 komandor Francis Kennedy z Indomitable, najstarszy
rangą oficer na dwóch brytyjskich krążownikach liniowych, dostrzegł
Goebena 17 000 jardów przed dziobem, nadchodzącego z zachodu w jego
kierunku z prędkością 20 węzłów. Prędkość jego okrętu wynosiła 22 węzły,
co oznaczało, że brytyjski i niemiecki okręt szły jeden w stronę
drugiego z efektywną prędkością 50 mil na godzinę. Ponieważ jednak oba
kraje nie były w stanie wojny, główne wieże Goebena, podobnie jak i okrętów angielskich, były zwrócone ku dziobowi i rufie. Kennedy
zauważył, że załoga niemiecka, podobnie jak jego, była na stanowiskach
bojowych. Idąc przeciwnymi kursami w odległości 8000 jardów, okręty
minęły się w ciszy.
Oficerowie na pomoście Goebena zauważyli słupy dymu dokładnie przed
sobą, następnie widzieli jak te rozwijały się w kształty dwóch szerokich
"gigantycznych, szarych potworów" idących naprzeciwko nich z pełną
prędkością. Nawet z dużej odległości Souchon zauważył, że "nie były to
francuskie okręty o wielkiej wolnej burcie, ale angielskie, wyposażone w trójnożny maszt wielkie okręty typu Indomitable... "Nie odważyłem się
otworzyć ognia, ponieważ nie wiedziałem, czy Anglia jest naszym wrogiem.
Jestem zdumiony, że oni też nie otworzyli ognia". Okręty brytyjskie po
minięciu Goebena stawały się coraz mniejsze w kilwaterze niemieckiego
krążownika liniowego. Następnie, ku przerażeniu Souchon i jego
oficerowie zobaczyli, że Indomitable i Indefatigable wykonały zwrot.
Z gęstymi kłębami dymu wydobywającymi się z ich kominów, okręty
Kennedy'ego zaczęły podążać za ich okrętem w odległości 10 000 jardów za
rufą. Pilną depeszą radiową Kennedy zawiadomił Milne'a o spotkaniu, a Milne -?Admiralicję.
Souchon, ostrzeżony, że wojna może wybuchnąć w każdej chwili i obawiając
się, że Brytyjczycy mogą otrzymać wiadomość wcześniej niż on, rozkazał
rozwinięcie pełnej prędkości. Stopniowo ćwiczenia w śledzeniu zaczęły
przekształcać się w pościg. Prędkość Goebena wzrosła do 24 węzłów. W maszynowni niemieckiego krążownika liniowego temperatura stawała się nie
do zniesienia. "To przegrzane powietrze niszczyło płuca i serca" -
powiedział członek załogi. "Pracowaliśmy w tłoczonym w dół przez
wentylatory... upale. Odkomenderowany do tego zadania pododdział
podchodził co chwilę do otwartych drzwiczek palenisk, wrzucając żarzący
się węgiel, który wytwarzał dym uchodzący przez kominy parowca. W maszynowni rozbrzmiewał turkot turbin obracających się ze wzrastającą
prędkością. Cały okręt trząsł się i drżał, a długi szary kadłub
przecinał połyskujące, pieniące się wody". Biała mgiełka unosiła się od
dziobu, czarny dym pozostawał mile za rufą, a Goeben parł całą naprzód
na wschód; powoli, ale systematycznie odległość między nim a ścigającymi
rosła. Okręty typu Indimitable miały projektowaną prędkość 25 węzłów,
ale 6 lat wcześniej Indomitable osiągnął podczas prób 26 węzłów;
jednak po długiej służbie na morzu kadłuby obu brytyjskich krążowników
liniowych były porośnięte wodorostami. Ich silniki wymagały kapitalnych
remontów, a okrętom brakowało pełnych obsad, zwłaszcza palaczy
szuflujących węgiel do palenisk. Bez względu na to Kennedy był
zdeterminowany trzymać się za rufą w wystarczającej odległości.
W tym czasie, mimo że admiralicja wiedziała, iż Goeben został
znaleziony i że 2 krążowniki liniowe śledzą go, brytyjski gabinet
zdecydował się pomimo wszystko wysłać ultimatum do Berlina. Churchill
podekscytowany wiadomością, że Goeben został zauważony, wysłał
wiadomość: "Bardzo dobrze. Trzymać go. Wojna blisko". Ponieważ jednak
Milne zapomniał wspomnieć w jakim kierunku porusza się niemiecki okręt,
Churchill mylnie przypuszczał, że Souchon kieruje się w stronę
francuskich transportowców, by je zaatakować. Na tej podstawie wysłał
pilne memorandum do premiera i ministra spraw zagranicznych: "Goeben
wyraźnie podąża, by przeszkodzić francuskim transportowcom, które
wyruszają dziś przez Morze Śródziemne". Zapytał czy może dodać do
depeszy do Milne'a i Kennedy'ego następujące zdanie: "Jeśli Goeben
zaatakuje transportowce, macie natychmiast włączyć się do walki".
Asquith i Grey zgodzili się, ale premier zasugerował, że sprawę
należałoby najpierw przedstawić gabinetowi, który właśnie miał się
zebrać. Churchill, któremu podniosło się ciśnienie, zignorował premiera
i przesłał zezwolenie na atak zanim spotkał się z kolegami ministrami.
Podczas posiedzenia Asquith nabazgrał do Venetii Stanley: "Winston,
pomalowany w barwy wojenne, pragnie walki na morzu, by zatopić
Goebena"11. Gabinet odmówił jednak zezwolenia marynarce
wojennej na atakowanie okrętów zanim wybuchnie wojna. O godzinie 14.05
Churchill został zmuszony do wysłania wycofania rozkazów do Milne'a i Kennedy'ego. Ultimatum dla Niemiec zostało wysłane i wygasa o północy,
powiedział i "żadne działania wojenne nie zostaną podjęte do tego
momentu... To cofa zezwolenie dla Indomitable i Indefatigable do
uderzenia na Goebena, gdyby zaatakował francuskie transportowce".
Przez resztę popołudnia Churchill i jego sztab wojenny przeżywali męki
tantalskie. W każdej chwili Goeben mógł wymknąć się poza zasięg (10
000 jardów) 16 12-calowych dział, wystrzeliwujących amunicję o masie
niemal 3-krotnie przekraczającej ich wagę. Około godziny 17.00 książę
Ludwik zauważył, że wciąż istnieje możliwość zatopienia Goebena przed
zapadnięciem zmroku". Churchill, mając ręce związane decyzją gabinetu,
był cichy i posępny, niedostępny dla świata zewnętrznego. "Mieliśmy
nadzieję zatopić okręt następnego dnia" -?napisał. "Dokąd mógłby się
udać? Pula wydawała się jedynym schronieniem. Zgodnie z prawem
międzynarodowym, nic z wyjątkiem internowania nie czekało go gdzie
indziej".
Po południu na Morzu Śródziemnym zapanowała mgła, jasnoniebieskie morze
zmieniło kolor na szary. O godzinie 15.00 do dwóch brytyjskich
krążowników liniowych prowadzących pościg dołączył lekki krążownik
Dublin, który Kennedy skierował poza zasięg dział Goebena z jego
prawej burty. Kennedy spróbował wówczas zwiększyć prędkość, by utrzymać
się w zasięgu Goebena. Przez kilka minut wydawało się, że może go
doganiać. O godzinie 15.45 Goeben i Breslau weszły w mgłę; o godzinie 16.00 Goeben był ledwo widoczny na horyzoncie. Dublin
trzymał się go jeszcze, ale o godzinie 19.37 lekki krążownik wysłał
wiadomość: "Goeben poza zasięgiem wzroku, widzimy tylko dym; ciągle
widno". O 21.00 dym zniknął, a wraz z nim Goeben i Breslau. O godzinie 21.52, zgodnie z instrukcjami Milne'a Dublin zaprzestał
pościgu. O godzinie 1.15 komunikat z Malty poinformował Flotę
Śródziemnomorską, że wojna wybuchła.
*
Souchon, zostawiwszy z tyłu brytyjskie krążowniki liniowe, powrócił do
Mesyny o świcie 5 sierpnia z wycieńczoną załogą. Jednak nawet w porcie
nie było czasu na odpoczynek. Jego wrogowie, jak przypuszczał niemiecki
admirał, podejdą i będą na niego czekali tuż za wodami terytorialnymi
Włoch. Goeben nie mógł stać w porcie długo, nie ryzykując
internowania. Rzeczywiście, pod koniec dnia ta sama grupa włoskich
oficerów marynarki wojennej, o których Souchon sądził, że są jego
sojusznikami, przybyła na pokład, by dać mu zgodę na załadunek węgla "po
raz ostatni" i aby poinformować go, że może pozostać w ich neutralnym
porcie nie dłużej niż 24 godziny, zgodnie z prawem międzynarodowym.
Souchon odpowiedział, że będzie liczył czas 24 godzin od chwili, kiedy
otrzymał tę wiadomość.
Ranek zastał 2 niemieckie okręty stojące w bezruchu w upale. Souchon
zamówił węgiel u włoskich dostawców, ale do południa nic nie nadeszło.
Wczesnym popołudniem zaczął zbierać węgiel z niemieckich statków
handlowych cumujących w porcie. Wówczas, tuż przed wieczorem, przybył
pierwszy węglowiec wysłany przez włoski rząd; po nim przyszły następne i wkrótce długi szary kadłub Goebena był otoczony: węglowce z jednej
burty, General z drugiej. Nie tylko załogi okrętów szuflowały węgiel:
Souchon otrzymał pomoc 400 niemieckich ochotników ze statków handlowych.
Przez noc worki z węglem przechodziły przez burtę okrętu, były
wysypywane na pokład, a ich zawartość energicznie szuflowano dalej. W upale ludzie zaczynali chwiać się na nogach. Souchon próbował
wszystkiego: piwa, kawy, lemoniady, orkiestry okrętowej, przykładu
oficerów, którzy rozebrani do podkoszulek pracowali na równi z załogą. W końcu nic już nie potrafiło utrzymać ludzi na nogach. W grupach byli
więc wysyłani do kabin pasażerskich General, gdzie brudni i usmoleni
kładli się na śnieżnobiałych prześcieradłach.
Do południa drugiego dnia pobytu w Mesynie Goeben załadował 1500 ton
węgla, ale jego załoga była wycieńczona, ludzie przewracali się na
pokład, wciąż trzymając w rękach szufle. "Z ciężkim sercem, choć było
jeszcze wiele węgla do przeładunku", Souchen wstrzymał załadunek.
"Niezbędne było -?powiedział -?mieć przynajmniej trochę odpoczynku przed
bitwą" i o godzinie 17.00 wydał rozkaz podniesienia ciśnienia pary, by
wyjść w morze. W tym czasie wszyscy w Mesynie wiedzieli, że niemiecki
krążownik liniowy przygotowywał się do spotkania z mającym druzgocącą
przewagę nieprzyjacielem i nie ma środków do przetrwania starcia. "Nie
miałem zamiaru wchodzić na Adriatyk i być zależnym od Austriaków" -
powiedział Souchon. "W tej sytuacji twardo zdecydowałem się wejść w Dardanele, jeśli to konieczne nawet wbrew woli Turków, by przenieść
działania wojenne na Morze Czarne. Miałem nadzieję wciągnąć Turków w wojnę z ich tradycyjnym nieprzyjacielem, Moskalami".
Kiedy podjął już decyzję, Souchon wydał rozkazy: Goeben ma podnieść
kotwicę o godzinie 17.00 tego popołudnia. Breslau będzie szedł 10 000
jardów z tyłu. Jeśli nie będzie bitwy u wyjścia z portu, skieruje się na
północ, w stronę Adriatyku. Po zapadnięciu ciemności wykona szeroki,
ukradkowy zwrot na południowy wschód, mając nadzieję na zmylenie pogoni
i wówczas skieruje się na Morze Egejskie, gdzie spotka się z wyczarterowanym greckim węglowcem. Sukces nie był jednak pewny, przed
wyjściem Souchon spisał swoją ostatnią wolę i wysłał ją na brzeg.
Następnie, 6 sierpnia o godzinie 17.00 Goeben i Breslau skierowały
się na południe, wchodząc do Cieśniny Mesyńskiej. Okręt był gotowy do
akcji, ludzie byli przy działach, a na pokładzie grała orkiestra.
*
Admirał Milne nie czekał za portem. Kiedy Goeben prześcignął
Indomitable i Indefatigable i szedł do Mesyny, Milne powrócił do
tego, co uważał za swoją pierwszoplanową misję: ochrony francuskich
transportowców. Chcąc osiągnąć ten cel, ustawił swoje siły tak, by
blokowały każdą próbę przedarcia się Goebena w kierunku szlaków
żeglugowych północ-południe, między Francją a północną Afryką. Teraz,
wiedząc, że Goeben zdolny jest rozwijać prędkość większą niż jego
najszybsze okręty, Milne uznał, że jedynym pewnym sposobem wypełnienia
misji było skoncentrowanie jego krążowników liniowych na zachód od
Sycylii. Tam, będąc odpowiednio wcześnie uprzedzony o zbliżaniu się
nieprzyjaciela, mógł przechwycić Goebena i doprowadzić do konfrontacji
ze swoją większą liczbą ciężkich dział. Stosownie do tego czekał z Inflexible i Indefatigable (Indomitable, który spalił w pościgu
większość węgla, udał się do Bizerte, by uzupełnić jego zapas) na
Goebena, który powinien nadejść z północnego wyjścia z Cieśniny
Mesyńskiej i skierować się na zachód. Lekki krążownik Gloucester
został wysłany do patrolowania południowego wyjścia, które było drogą na
wschód. Admiralicja, poinformowana o tych ustaleniach, zatwierdziła je.
Milne dowiedział się 6 sierpnia rano, że Goeben i Breslau są w Mesynie. W takiej sytuacji inny admirał -?Nelson w Kopenhadze lub
Cunningham Mers el-K?bir -?po prostu zignorowałby neutralność Włoch i przystąpiłby do ataku na niemieckie okręty. Jednak to oznaczałoby
złamanie szczegółowych rozkazów admiralicji. 4 sierpnia o godzinie
18.00, kiedy Goeben uciekał ścigającym go 2 okrętom i zanim Wielka
Brytania oficjalnie przystąpiła do wojny, Milne został poinformowany, że
"Włochy ogłosiły neutralność. Musi pan ściśle przestrzegać tej
neutralności i nie zezwalać żadnemu okrętowi Jego Królewskiej Mości na
podejście bliżej niż 6 mil od wybrzeża Włoch". Ta polityka zrodziła się
w ministerstwie spraw zagranicznych. W tym delikatnym momencie, kiedy
Włochy wychodziły z Trójprzymierza, sir Edward Grey nie chciał urazić
Włochów. Zatopienie pojedynczego nieprzyjacielskiego okrętu, nawet
najsilniejszego na Morzu Śródziemnym, nie mogło mieć miejsca. Po wojnie
Churchill żałował, że odmówił autoryzowania wejścia brytyjskich okrętów
za Goebenem do Cieśniny Mesyńskiej. Nie poruszał tej kwestii w rozmowie z Greyem; powiedział raczej, że ani książę Ludwik, ani
wiceadmirał Frederick Sturdee, szef sztabu wojennego Admiralicji, nie
poruszali tej kwestii w rozmowie z nim. "Gdyby mi o tym powiedziano,
natychmiast bym się zgodził. Nagroda była warta ryzykowania
rozdrażnienia Włochów". Skoro jednak Milne nie mógł się wedrzeć,
dlaczego nie zakorkował Niemców w porcie? Mógł zająć pozycję na zachód
od Sycylii, rozmieścić swoje okręty, włączając krążownik liniowy, na obu
krańcach cieśniny i po prostu czekać aż Goeben wyjdzie. Byłoby to
zgodne z instrukcją Churchilla z 3 sierpnia: "Goeben jest waszym
celem. Idźcie za nim jak cień gdziekolwiek tylko się skieruje i bądźcie
gotowi do ataku kiedy rozpocznie się wojna". Churchill oświadczył
później, że to właśnie Milne powinien zrobić: "Bez wątpienia, gdyby
Milne miał zaufanie do tych odgórnych i wielokrotnie powtarzanych
instrukcji, powinien ustawić po 1 krążowniku liniowym na każdym krańcu
Cieśniny Mesyńskiej, zamiast wszystkie na jednym końcu. Wtedy
doprowadziłby do bitwy z Goebenem, w najbardziej efektywny sposób
ochraniając francuskie transportowce i nikt nie winiłby go za to, że
przekroczył swoje uprawnienia".
Kwestia Austrii stała się nowym kłopotem Milne'a. Wielka Brytania była w stanie wojny z Niemcami, ale co z ich sojusznikami? "Czy Austria jest
neutralnym mocarstwem?" -?zapytał admirał Admiralicję 5 sierpnia.
Odpowiedź, jak niemal wszystkie depesze z Londynu, była dwuznaczna:
"Austria nie wypowiedziała wojny Francji czy Anglii. Kontynuować
obserwowanie Adriatyku z podwójnym zadaniem niedopuszczenia do wyjścia
Austriaków niezauważonymi i powstrzymania Niemców przed wejściem". Ta
depesza spowodowała późniejsze zamieszanie. Zawiadamiając najpierw, że
Goeben zaatakuje francuskie transportowce, później sugerując, że
popędzi na Atlantyk, admiralicja spekulowała teraz, że Souchon może
myśleć, pomimo wszystko, o powrocie na Adriatyk, by połączyć się z Austriakami. Milne, wciąż skupiając się na francuskich transportowcach,
rozdzielił swoją flotę: 3 krążowniki liniowe pozostawały z nim na zachód
od Sycylii, podczas kiedy admirał Troubridge i jego 4 opancerzone
krążowniki nadal pilnowały Adriatyku. W tym punkcie Milne szczególnie
przestrzegł Troubridge'a przed atakowaniem całej austriackiej floty: "1
Eskadra Krążowników i Gloucester... nie mogą angażować się w walkę z przeważającymi siłami nieprzyjaciela".
*
Pod błękitnym popołudniowym niebem Goeben i Breslau wyszły 6
sierpnia z Mesyny i skierowały się na południe przez lekko falujące
morze. Zwiększając prędkość do 17 węzłów, 2 okręty ledwo znalazły się
poza wodami neutralnych Włoch, kiedy dostrzeżono dym i maszty
czekającego na nich krążownika Gloucester. W bezpiecznej odległości
brytyjski lekki krążownik ruszył za nimi, śledząc swą zdobycz wzdłuż
brzegu Kalabrii przez zmrok aż do jasnej, księżycowej nocy. Ze swego
pomostu Souchon obserwował jak Gloucester wypełniał swoją rolę,
śledząc go, ale nie wdawał się w walkę. Zachowywał się tak, ponieważ
inaczej koniec starcia nastąpiłby szybko: Gloucester miał 2 6-calowe
działa, co odpowiadało uzbrojeniu Breslau, ale nie miał szans w starciu z Goebenem, który mógł go zniszczyć jedną salwą 11-calowych
pocisków. Obawiając się tego, komandor Howard Kelly na Gloucester
trzymał się z tyłu, mając Niemców w zasięgu wzroku i regularnie meldując
o ich pozycji, kursie i prędkości. Jasne światło olbrzymiego księżyca
wiszącego nad górami Kalabrii jednocześnie pomagało i przerażało
Kelly'ego: mógł z łatwością widzieć przeciwnika, ale doskonała
widoczność mogła go zgubić, gdyby Goeben postanowił go zaatakować.
Przez noc, z wyjątkiem momentu kiedy Goeben chciał zablokować jego
transmisję, radiotelegrafista Kelly'ego wystukiwał sygnały do Milne i Troubridge'a.
Początkowo Souchon był zadowolony z tej sytuacji. Następnie, po 5
godzinach zabawy w kotka i myszkę, nie chcąc tracić czasu na wykonywanie
zwrotu, by pożreć przeciwnika, admirał zdecydował, że musi zakończyć
udawanie, że kieruje się na Adriatyk. Obserwowany lub nie, jeśli chciał
dotrzeć na Morze Egejskie z posiadanymi zapasami węgla, musiał zmienić
kierunek. O godzinie 22.46 Gloucester zatelegrafował do Milne'a i Troubridge'a: "Goeben zmienia kurs na południowy". Tuż przed północą
Goeben i Breslau ponownie zmieniły kurs, tym razem na
południowo-wschodni. Troubridge zasygnalizował Milne'owi: "Goeben
kieruje się w stronę Matapanu". Za przylądkiem Matapan leżą Morze
Egejskie, Dardanele i Konstantynopol.
W tym czasie admirał Troubridge, patrolujący na południe od wyspy Korfu
wejście na Adriatyk, dowodził jedynymi siłami brytyjskimi, które mogły
przeszkodzić w podróży Goebena. Każdy z osobna, krążowniki opancerzone
Defence, Warrior, Duke of Edinbourgh i Black Prince były
mniejsze, wolniejsze i słabsze niż niemiecki krążownik liniowy, ale
razem ich 22 działa 9,2-calowe stanowiły ogromną siłę ognia. Troubridge
miał również 8 niszczycieli uzbrojonych w torpedy. Dzięki raportom
Gloucester Troubridge znał kurs i prędkość Souchona. Zawiadomiony, że
początkowo Souchon kieruje się na północ, na Adriatyk, Troubridge
ustawił się w pozycji do stoczenia bitwy w ciemnościach i na względnie
spokojnych wodach, gdzie jego słabsze okręty miały szansę zbliżyć się i zneutralizować niemiecką przewagę w zasięgu i kalibrze artylerii. Po
północy, kiedy stało się jasne, że Souchon oddala się od Adriatyku,
Troubridge zauważył, że jeśli skieruje się natychmiast na południe,
będzie w stanie przechwycić Goebena. Nie mogąc skontaktować się z Milne, sam zdecydował się to zrobić. Przez 4 godziny w jasnym świetle
księżyca kwartet brytyjskich krążowników opancerzonych kierował się na
południe z maksymalną prędkością 19 węzłów, mając szansę przystąpienia
do akcji o brzasku. Nikt w Royal Navy, kto znał Troubridge'a, nie miał
wątpliwości, że ta decyzja doprowadzi do godnego uznania pokazu
zawodowych umiejętności i odwagi.
*
Ernest C.T. Troubridge był genialnym, szorstkim, 52-letnim człowiekiem
morza, któremu jego siwa grzywa przyniosła wśród marynarzy przezwisko
Srebrny Król. Jego morski rodowód, podobnie jak Milne'a, był
nieskazitelny: jego pradziadek, kolega Nelsona, uczestniczył w bitwie na
Nilu. Sam Tourbridge był bliskim przyjacielem księcia Jerzego,
późniejszego króla Jerzego V. Wtedy obaj byli młodymi porucznikami i Troubridge był znany jako najprzystojniejszy oficer w marynarce
wojennej. Jako obserwator po stronie japońskiej podczas wojny
rosyjsko-japońskiej, widział z pomostu okrętu admirała Togo niszczącą
skuteczność wielkokalibrowych dział okrętowych dalekiego zasięgu. Fisher
lubił Troubridge'a i pisząc do młodego oficera, oświadczył: "poznałem
panią Troubridge i straciłem dla niej serce". W 1911 roku został
osobistym sekretarzem morskim Winstona Churchilla, w 1912 roku Pierwszy
Lord wyznaczył go szefem sztabu nowo utworzonego sztabu wojennego
marynarki wojennej. Kiedy Troubridge przybył na Morze Śródziemne, by
objąć dowództwo krążowników opancerzonych i zostać zastępcą Milne'a,
jego relacje z naczelnym dowódcą były poprawne, choć nie ciepłe. W sierpniu 1914 roku Troubridge został już wyznaczony do dowodzenia
brytyjską Flotą Śródziemnomorską, kiedy admirał de Lapeyr?re miał objąć
naczelne dowództwo alianckich sił morskich, a Milne, po zakończeniu
swojej tury, miał powrócić do Anglii.
Pomimo swej reputacji, Troubridge martwił się, kiedy jego okręty szły na
południe. Zanim opuścił Maltę, Milne pokazał mu depeszę Churchilla z 30
lipca nakazującą "utrzymywanie początkowo wszystkich okrętów w zgrupowaniu" i "nieprzystępowanie do walki z przeważającymi siłami
nieprzyjaciela". Te instrukcje, jak wiedział Troubridge, były adresowane
do Milne'a i dotyczyły jakiegokolwiek starcia 3 brytyjskich krążowników
liniowych z 12 wolniejszymi, ale lepiej opancerzonymi austriackimi
okrętami liniowymi. Fakt, że Milne pokazał depeszę Churchilla
Troubridge'owi, również jego zobowiązywał do jej przestrzegania. Po tym
spotkaniu i przed wyjściem w morze 2 sierpnia, Troubridge zwołał swoich
dowódców i przestrzegł ich, że "nie mogą być zaskoczeni, jeśli zobaczą
jego eskadrę uciekającą". Milne ostrzegł go też przed poważnym
angażowaniem się w walkę z przeważającymi siłami wroga. Wówczas ponownie
Milne odnosił się do floty austriackiej, ale -?ponownie -?Troubridge
odebrał ostrzeżenie bardziej generalnie. Nie miał wątpliwości, że za
dnia Goeben, mając większą prędkość oraz większy kaliber i zasięg
dział, prezentował siłę większą niż Anglicy i z tego powodu instrukcja
dotycząca nieangażowania się mogła mieć tutaj zastosowanie. Musiał wziąć
też pod uwagę, że jego niszczycielom brakowało węgla i zostawały z tyłu
za eskadrą; za dnia tylko 3 z początkowych 8 nadal mu towarzyszyły. Tak
czy inaczej, wierzył w sukces jeśli zdoła spotkać i zaatakować Goebena
o świcie, kiedy słabe światło częściowo zlikwiduje przewagę większego
zasięgu dział niemieckiego okrętu.
Te myśli kotłowały się w głowie Troubridge'a, kiedy o godzinie 2.45 w kabinie nawigacyjnej okrętu flagowego omawiał sytuację z dowódcą
Defence, Fawcettem Wrayem.
"Ma pan zamiar walczyć, sir? -?zapytał Wrey, który jako dowódca flagowy
był również zastępcą Troubridge'a. -?Jeśli tak, eskadra powinna
wiedzieć".
"Tak -?odpowiedział Troubridge. -?Wiem, ze to niewłaściwe, ale nie chcę
by imię całej Eskadry Śródziemnomorskiej cuchnęło". Troubridge wysłał
wówczas sygnał do swoich okrętów: "Zamierzam przeciąć drogę przed
dziobem Goebena o godzinie 6.00 i zamierzam wciągnąć go w potyczkę o ile będzie to możliwe... Jeśli nie uda mi się przeciąć mu drogi, zamierzam
uniknąć walki na dużą odległość".
Wray, ekspert w sprawach artylerii, odszedł zaniepokojony tą
wiadomością. 45 minut później powrócił zdeterminowany wyrazić swoją
opinię. Zastał Troubridge'a leżącego na koi w swojej kabinie. Światło
było zgaszone, ale admirał nie spał. "Nie podoba mi się to, sir
-?powiedział Wray. -?Mnie też nie, ale dlaczego?" -?zapytał Troubridge.
Wray wiedział, że Troubridge ma rozkaz nieatakowania "przeważających sił
nieprzyjaciela" i podzielał jego opinię, że z odległości większej niż 16
000 jardów Goeben stanowi potężną siłę. Wray wyjaśnił admirałowi jak
Goeben, korzystając ze swojej większej prędkości, może okrążać eskadrę
"w odległości nieco ponad 16 000 jardów, z której jego działa mają
zasięg, a pańskie nie. Wygląda to na samobójstwo pańskiej eskadry".
Troubridge zapytał, czy Wray jest pewny, że krążowniki nie mogą podejść
blisko zanim Goeben otworzy ogień. Wray powiedział, że jest o tym
przekonany, ale poprosi o potwierdzenie przez nawigatora okrętu. Zanim
Wray poszedł szukać tego oficera, Troubridge powiedział: "Nie mogę teraz
zawrócić. Pomyśl o mojej dumie". Wray odpowiedział: "Czy pańska duma ma
z tym coś wspólnego, sir? To jest dobro pańskiego kraju, które wchodzi w grę".
Kiedy pojawił się nawigator Defence, Troubridge zapytał go czy przy
obecnym kursie i prędkości eskadra może zbliżyć się do Goebena w zasięg brytyjskich 9,2-calowych dział przed świtem. Nawigator
odpowiedział, że nie ma takiej możliwości. Kilka minut po godzinie 4.00
Troubridge odwołał operację przechwycenia. Kiedy Wray wrócił, by spotkać
się z nim, powiedział: "Panie admirale, to najodważniejsza rzecz, jaką
zrobił pan w swoim życiu". Później Wray dodał: "Myślę, że miał łzy w oczach".
O godzinie 4.05 Troubridge zadepeszował do Milne'a: "Będąc w stanie
zbliżyć się do Goebena jedynie poza zasięgiem naszych dział, a w zasięgu jego, musiałem zaniechać pościgu swoją eskadrą. Goeben
ewidentnie kieruje się do wschodniej części Morza Śródziemnego. Miałem
nadzieję spotkać go przed wschodem słońca". Poprosił o instrukcje, dając
Milne'owi szansę wydania mu rozkazu podjęcia walki za wszelką cenę.
Przez 6 godzin, zgodnie ze słowami Troubridge'a, nie otrzymał żadnej
odpowiedzi. Wówczas Milne zadepeszował: "Dlaczego nie próbował pan
przeciąć drogi Goebenowi? Idzie z prędkością tylko 17 węzłów". (Milne
wiedział o tym z raportów Gloucester). Do tego czasu jednak Troubridge
już zawrócił. O godzinie 10.00 zawinął do portu Zante, by uzupełnić
zapas węgla swoich niszczycieli przed powrotem do zadania obserwowania
Adriatyku.
Później tego dnia rano w długiej depeszy do Milne, Troubridge próbował
wyjaśnić swoją decyzję: "Przy dobrej widoczności w tym czasie mogłem
zostać zauważony z odległości 20 do 25 mil i nie mógłbym się nigdy
zbliżyć do Goebena, gdyby on chciał wciągnąć mnie do walki w warunkach
najkorzystniejszych dla siebie... Miałem nadzieję zaatakować go o godzinie
3.30 przy słabym świetle. Ryzyko porażki w tej wczesnej fazie wojny było
bardzo duże. Uważałbym za wielką lekkomyślność postawienie eskadry w sytuacji, w której mogłaby zostać zatopiona, nie mając szans na
skuteczną odpowiedź".
*
W tym czasie nie wiedząc, że bitwa z 4 brytyjskimi krążownikami
opancerzonymi oddaliła się i została odwołana, Souchon podążał na
wschód. Kiedy nad morzem pojawiła się czerwona kula słońca -?mniej
więcej w tym czasie kiedy brytyjskie krążowniki mogłyby otworzyć ogień -
niebieskie Morze Jońskie było puste. Wówczas za rufą ukazał się słup
dymu. To był Gloucester. Souchon oczywiście nie wiedział, że 3
brytyjskie krążowniki liniowe, w tym jedyny przeciwnik dorównujący mu
prędkością i siłą, były daleko na zachodzie; z tego co wiedział były one
tuż za Gloucester, prężąc się do przechwycenia. Kolejny raz każdy
wolny członek załogi Goebena schodził pod pokład do ładowni z węglem i kotłowni. W tych stalowych pomieszczeniach, gdzie temperatura
przekraczała 125° Fahrenheita (ponad 50°C), do połowy rozebrani ludzie
pochylali swe ciała, wrzucając węgiel na paleniska. Czarny pył węglowy
zatykał im nosy, zapychał gardła i drażnił oczy. Co 2 godziny ludzie
zmieniali się, wychodząc do względnego raju na otwartym pokładzie i leżeli tam bez czucia, dopóki nie przychodziła ich kolej zejścia na dół.
W miarę upływu czasu było coraz gorzej. Rury kotłów okrętu zaczynały
parzyć, a para i gotująca się woda tryskała na półnagie ciała. Czterech
ludzi zostało poparzonych na śmierć.
Na pomoście Souchon chodził nerwowo. Obawiał się wykonać zwrot i zaatakować Gloucester, ponieważ z tego co wiedział, brytyjskie
krążowniki liniowe mogły być tuż za horyzontem. W tym czasie nie mógł
spotkać się ze swoim węglowcem, mając na widoku Gloucester.
Zdecydowany pozbyć się swego cienia, zasygnalizował na Breslau, by
odstraszył go udając, że stawia na jego drodze miny.
Na pomoście na Gloucester komandor Howard Kelly również niecierpliwił
się, by opóźnić podróż Goebena do -?jak przypuszczał bliskiego -
przybycia Milne'a. Przez cały dzień Kelly ignorował rozkaz Milne
"stopniowego pozostawania za rufą, by uniknąć poddania okrętu". Kiedy
Breslau zrobił zwrot i skierował się na niego, Kelly postanowił
zaatakować go i zmusić również krążownik liniowy do zmiany kursu na
przeciwny i wciągnąć go do walki. O godzinie 13.35 dziobowe 6-calowe
działa Gloucester otworzyły ogień z odległości 11 500 jardów. Fontanny
wody uniosły się za rufą Breslau. Niemiecki lekki krążownik
odpowiedział natychmiast, najpierw pojedynczymi strzałami
namierzającymi, a później gwałtownymi, celnymi salwami, z których jedna
spadła zaledwie 30 jardów od brytyjskiego okrętu. Kelly odpowiedział
zwiększeniem prędkości, zmniejszeniem dystansu do 10 000 jardów i wykonaniem zwrotu umożliwiającego oddanie pełnej salwy burtowej.
Ta bójka ostatecznie sprowokowała Souchona. Z pomostu Gloucester
widziano jak Goeben, odległa, zamglona plama przed dziobem, wykonał
zwrot. Jasne błyski znaczyły wystrzały z jego dział; sekundy później
wysokie białe słupy wody, unoszone przez 11-calowe pociski, pojawiły się
na morzu. Kelly, osiągnąwszy swój cel zmuszenia krążownika liniowego do
przerwania ucieczki, wstrzymał działania i zawrócił. Souchon, który nie
mógł pozwolić sobie na marnowanie cennego węgla na ściganie lekkiego
krążownika, powrócił na dotychczasowy kurs. Gloucester znowu podążał
za nim jak cień. O godzinie 14.45 Kelly depeszował do Milne'a:
"Wciągnęliśmy w walkę na dużą odległość Breslau i wycofaliśmy się,
kiedy Goeben wykonał zwrot. Znowu podążam za nimi". Gloucester
wystrzelił w kierunku Breslau 18 pocisków 6-calowych i 14 4-calowych,
trafił Breslau w linię wodną, ale nie spowodował żadnych ofiar i nie
zmniejszył jego prędkości. Przez następne 3 godziny Kelly śledził swoich
wrogów. Po południu, o godzinie 16.30, kiedy przed dziobem z lewej
ukazały się góry przylądka Matapan, południowo-środkowego cypla półwyspu
Peloponez, z zapasami węgla niemal wyczerpanymi i rozkazem Milne'a zabraniającym mu wychodzenia poza Matapan, Kelly przerwał pościg. Zrobił
wszystko co było w jego mocy, trzymał się wytrwale i musiał porzucić
plan pościgu na wyraźny rozkaz. Wreszcie wolne od towarzystwa, Goeben
i Breslau okrążyły przylądek i weszły na Morze Egejskie.
*
W ciągu tego długiego dnia, kiedy Gloucester ze swymi 2 6-calowymi
działami i 10 4-calowymi, ścigał Goebena i zaatakował jego eskortę,
admirał Milne trzymał swoje 3 krążowniki liniowe, dysponujące łącznie 24
działami 12-calowymi i 48 4-calowymi, na Malcie. Kiedy naczelny dowódca
ostatecznie opuścił port Valetta 8 sierpnia o godzinie 1.00, obrał kurs
na przylądek Matapan, gdzie niemieckie siły były widziane przez
Gloucester 8 godzin wcześniej. Milne rozwijał spacerową prędkość 12
węzłów, wciąż przekonany, że kurs Souchona był tylko wybiegiem dla
zmylenia przeciwnika i że ostatecznie Goeben powróci na zachodni akwen
Morza Śródziemnego. Brytyjski admirał oszczędzał węgiel na czas bitwy. O godzinie 14.30 następnego popołudnia pilny sygnał z admiralicji
wstrzymał te wspaniałe plany: "Natychmiast rozpocząć działania zbrojne
przeciwko Austrii". Pierwotne rozkazy wojenne Milne'a nakazywały w przypadku wojny z Austrią, by skupił swą flotę w pobliżu Malty i obserwował Adriatyk. Posłusznie skierował się na północ, by połączyć 3
swoje krążowniki liniowe z 4 krążownikami opancerzonymi Troubridge'a i przygotować się do walki z flotą austriacką. O Goebenie zapomniano.
W rzeczywistości wojna między Wielką Brytanią i Austrią nie rozpętała
się przez 4 następne dni. Błędny telegram wojenny był wynikiem podjęcia
niewłaściwej inicjatywy przez urzędnika admiralicji, który widząc
rękopis przypadkowo położonej na biurku kolegi zakodowanej depeszy
wojennej i chcąc być pomocnym, wysłał ją. Cztery godziny później błąd
został naprawiony, a Milne został poinformowany przez zakłopotaną
Admiralicję: "Anulować mój telegram o działaniach wojennych przeciwko
Austrii". Tak czy inaczej, przez prawie 24 godziny Milne trzymał swoje
siły zgrupowane; następnie, pozostawiając Troubridge'a do pilnowania
Adriatyku, sam skierował się wschód. Wciąż się nie spieszył, ciągle
czekając, że Goeben wykona zwrot, zmniejszył prędkość do 10 węzłów.
Goeben wszedł na Morze Egejskie. Znakomicie! Teraz przyjęto plan
zakorkowania go. Jeśli wszystko będzie szło zgodnie z planem Milne'a,
niemiecki krążownik liniowy nigdy nie podejdzie blisko francuskich
transportowców.
*
Souchon, nareszcie wolny od nadzoru, wciąż potrzebował węgla.
Zasygnalizował swemu węglowcowi, nadchodzącemu z Pireusu, by spotkał się
z nim przy odległej, słabo zaludnionej wyspie Denusa na samym krańcu
Morza Egejskiego. Za dnia 8 sierpnia Goeben krążył ukradkiem między
wyspami greckimi, a o świcie 9 sierpnia wślizgnął się cicho do zatoki
wyspy Denusa, która była opustoszała, było tam tylko kilka rybackich
łodzi. Kiedy słońce wzeszło wyżej i ciepło promieniowało ze skalistych
ścian otaczających klifów, Goeben i Breslau jednocześnie ładowały
węgiel; każdy okręt podszedł do innej burty węglowca. Oba okręty zostały
postawione w stan gotowości bojowej do akcji. Załadunek węgla trwał
przez całą noc przy świetle świec. Reflektory-szperacze, normalnie
używane do oświetlania pokładu, pozostawały wyłączone, aby promienie
światła lub łuna nie były widoczne daleko w morzu. W dzień i w nocy
posterunki obserwacyjne na szczytach klifów przeczesywały lornetkami
horyzont. Pierwsze jednak niepokojące sygnały dotarły z radiostacji
Goebena: od 21.00, 9 sierpnia, okrętowy radiooperator zaczął
przechwytywać sygnały z brytyjskich okrętów. Stawały się one coraz
silniejsze. O godzinie 3.00, 10 sierpnia, Milne i 3 krążowniki liniowe
weszły na Morze Egejskie.
Kiedy jego ludzie szuflowali węgiel, Souchen zastanawiał się co powinien
zrobić. Koniecznie trzeba było skontaktować się z Konstantynopolem; mimo
swojej wcześniejszej zuchwałości, doszedł do przekonania, że próba
wejścia do cieśniny Dardanele bez zgody Turków grozi morską i polityczną
katastrofą. Nie chcąc zdradzać swojej pozycji, używając radiostacji
Goebena, wysłał liniowiec General, obecnie znajdujący się na Morzu
Egejskim i działający pod jego rozkazami, na wyspę Smyrna, by przesłał
depeszę do niemieckiej ambasady w Konstantynopolu: "Nieodzowna militarna
konieczność wymaga zaatakowania nieprzyjaciela na Morzu Czarnym. Proszę
pociągnąć za wszystkie nici, by umożliwić mi przejście przez cieśniny i uzyskanie zgody tureckiego rządu, jeśli to możliwe; bez formalnej zgody
jeśli to potrzebne". Mijały godziny , a Souchon czekał na odpowiedź.
Słońce zaszło i na niebie pojawił się księżyc, ale wciąż nie było
odpowiedzi. 10 sierpnia o godzinie 3.00, dowiadując się, że Brytyjczycy
weszli na Morze Egejskie, zdecydował się, że ze zgodą lub bez musi
wyruszyć o świcie w stronę cieśniny Dardanele; tam musi do niej wejść,
bez względu na to z kim będzie musiał walczyć: z Brytyjczykami czy z Turkami. Ostatecznie otrzymał dwuznaczną depeszę z Konstantynopola za
pośrednictwem General: "Wchodzić. Zażądać poddania się fortów".
Souchon nie wiedział, czy kazano mu siłą utorować sobie przejście, czy
proszono go, by pozwolił Turkom zachować twarz, odgrywając szaradę
bitwy. Nie znając odpowiedzi, i tak musiał wyruszyć.
Przy pierwszych promieniach słońca, 10 sierpnia, kłęby czarnego dymu
wydobyły się z kominów Goebena, zaklekotały łańcuchy kotwiczne i Goeben, a w ślad za nim Breslau wyszły z portu. Przez gładkie,
srebrzyste morze, 2 okręty kierowały się na północ z prędkością 18
węzłów w stronę cieśniny Dardanele. W południe piekący upał rozlał się z bezchmurnego nieba, jedyna ulga pochodziła od niebieskiej wody pieniącej
się do tyłu od dziobu i obmywającej szare, stalowe burty. O godzinie
17.00 tego popołudnia, kiedy słońce znalazło się niżej i niebo na
zachodzie płonęło ognistym blaskiem, obserwatorzy na pomoście Goebena
mogli zobaczyć wyspę Imbros i równinę starożytnej Troi. Podchodząc
bliżej, obserwowali wybrzeża Azji Mniejszej wynurzające się w postaci
wąskiego języka półwyspu Gallipoli z połyskujących wód Dardaneli,
bajecznego Hellespontu. Goeben i Breslau zatrzymały się obok
przylądka Helles, u wejścia do cieśniny Dardanele. Niemieccy oficerowie
spoglądali na wodę płynącą łagodnie ze zwężenia i patrzyli na brązowe
wzgórza po obu stronach wejścia. Z łatwością mogli zobaczyć zewnętrzne
forty: Kum Kale po azjatyckiej stronie i ten w Sedd el Bahr -?po
europejskiej. Dalej, w górę za historycznym przejściem, wznosiła się
potężna forteca Chanak, ze swymi ciężkimi działami. Ponad tymi
wszystkimi fortyfikacjami w łagodnej wieczornej bryzie powiewała flaga z półksiężycem. W bezruchu oba okręty czekały przed wejściem. Zapach
tajemniczości wypełniał powietrze. Nagle nadszedł sygnał: "Na stanowiska
bojowe". Powoli wieże Goebena zaczęły się obracać, dopóki lufy dział
nie zostały zwrócone na forty. 5,9-calowe działa w kazamatach również
zostały wycelowane. W fortach odpowiedziano na tę demonstrację siły i długie, groźne lufy zostały wycelowane w stronę Goebena.
Souchon musiał podjąć decyzję. Czy powinien podjąć próbę utorowania
sobie drogi? Wiedział, że Brytyjczycy są za nim i nadchodzą, jego
obserwatorzy już meldowali o odległych słupach dymu za nimi na
horyzoncie. Z pomostu sygnałowego wysłał widomość na przylądek Helles:
"Prosimy o pilota". Dwa ciemne kształty wyruszyły z małego portu na
przylądku Helles. Były to tureckie niszczyciele idące całą naprzód.
Niepewny co do ich zamiarów, Goeben skierował działa mniejszego
kalibru na podchodzące okręty. Wówczas prowadzący turecki niszczyciel
wywiesił flagami kodu sygnałowego: "Proszę, podążajcie za mną".
Opóźnienie było spowodowane niepewnością w Konstantynopolu. Dowódca
fortecy Chanak zameldował, że niemieckie okręty proszą o zgodę na
wejście w cieśniny. Enver Pasza, otomański minister wojny, który
sprawował nadzór nad fortami i polami minowymi, podjął ryzyko dla Turcji
i samego siebie, oświadczając: "Mają pozwolić im na wejście". Zapytany,
czy brytyjskie okręty podążające za Niemcami powinny być ostrzelane,
Enver zastanowił się i odpowiedział: "Tak".
Goeben i Breslau szły powoli przez cieśniny, mijając linię brzegową
raz pofałdowaną wzgórzami, raz płaską, usianą wioskami i winnicami.
Wzdłuż drogi Niemcy mogli zobaczyć kolejne fortyfikacje, wiele z nich
zaniedbanych. O zmierzchu przechodzili obok Chanak, starego,
ufortyfikowanego zamku koloru rdzy i skierowali się do ujścia jakiejś
rzeczki, gdzie spokojnie zakotwiczyli. Nadszedł czas kolacji, ale załogi
wciąż pozostawały przy działach. Później tej nocy Souchon dowiedział
się, że brytyjskie okręty pojawiły się u wejścia do cieśniny Dardanele,
ale odmówiono im prawa wejścia.
Przez 3 dni Goeben stał cicho na kotwicy. Następnie niemiecki
krążownik liniowy i jego okręt eskorty przeszły na Morze Marmara, z zieloną linią brzegową majaczącą daleko za jasnoniebieskim morzem. Kilka
godzin później niemieccy marynarze zobaczyli wreszcie cesarskie miasto
Konstantynopol, połyskujące w promieniach słońca. Przed ich oczami
rozciągał się łańcuch wzgórz, gigantyczne budowle i strzeliste minarety,
starożytne zamki, białe pałace i wille, masywne, rozsypujące się mury
miasta, rzędy ciemnych cyprysów i kwiatowe ogrody wzdłuż wody. Podróż
dobiegła końca.
*
Jak na ironię, przejście Goebena przez Dardanele przyniosło wielką
satysfakcję Wielkiej Brytanii. Goebena, tak szybko przepędzonego z Morza Śródziemnego, tam, gdzie spotkało go haniebne internowanie,
przedstawiano jako zaszczute zwierzę pędzące ku schronieniu; jego
ucieczka stała się częścią chwalebnego "zamiatania mórz" przez Royal
Navy. Asquith napisał do Venetii Stanley, że wiadomość ta była
"interesująca i możemy przypuszczać, iż okręt zostanie obsadzony turecką
zamiast niemiecką załogą, ale to nie ma znaczenia... Turcy nie potrafią
nawigować, chyba że na skały lub miny".
Turcy nie wiedzieli czy powinni się cieszyć, czy obawiać z takiego
obrotu spraw. Nerwowa propozycja, by Niemcy rozbroili Goebena i Breslau, "tymczasowo i tylko powierzchownie", została pogardliwie
odrzucona przez Souchona. Nikt nie wiedział, co robić dalej, dopóki
ambasador Niemiec nie zasugerował, że być może okręty powinny zostać
"sprzedane" Turcji. To rozwiązałoby nie tylko chwilowy problem, ale
byłoby również zemstą na Brytyjczykach za "zarekwirowanie" 2 tureckich
okrętów liniowych. Pomysł został szybko zaakceptowany przez oba państwa.
Uroczysta ceremonia odbyła się 16 sierpnia w zatoce Złoty Róg. Załogi
zostały zebrane na pokładach i poinformowane, że ich okręty zostały
kupione przez Turków. Niemiecka flaga została opuszczona, a na maszt
powędrowała bandera z półksiężycem, a turecki minister spraw morskich
oficjalnie przejął Jawus Sultan Selim (byłego Goebena) i Midilli
(ex-Breslau) dla otomańskiej Marynarki Wojennej. Następnego ranka na
okręt zostały przyniesione fezy i rozdzielone między załogę. Dzień mszy
na okręcie przesunięto z niedzieli na piątek. Mniej więcej w tym czasie
proaliancki minister finansów Turcji spotkał się z belgijskim
dygnitarzem, by ze smutkiem poinformować go, że Niemcy zajęli Brukselę.
Belg wskazał na Goebena, kotwiczącego w zatoce Złoty Róg i powiedział;
"Mam dla pana gorszą wiadomość. Niemcy zajęli Turcję".
Kiedy brytyjski ambasador zaprotestował przeciwko temu co się stało,
został poinformowany, że Goeben i Breslau są teraz okrętami
tureckimi. "Jeśli tak jest -?spierał się ambasador -?niemiecka załoga
powinna natychmiast zejść i zostać wysłana do Niemiec". "Ach! Ale oni
już nie są dłużej Niemcami -?powiedział mu Enver -?oni są Turkami, noszą
fezy i modlą się w piątki. W każdym razie -?kontynuował Enver -?najlepsi
tureccy marynarze, urodzeni w Turcji, wciąż pozostają w Anglii, czekając
na obsadzenie 2 drednotów budowy brytyjskiej; niczego nie da się zrobić,
dopóki ci ludzie nie wrócą". Churchill, który wyjaśniał konfiskatę
tureckich okrętów liniowych, mówiąc: "Nie mogliśmy sobie pozwolić na
wojnę bez tych 2 wspaniałych okrętów", teraz grzmiał, że zachowanie
Turków w sprawie nabycia Goebena i Breslau było "bezczelne',
"prowokacyjne" i " otwarcie oszukańcze".
23 września admirał Souchon został mianowany naczelnym dowódcą floty
otomańskiej, ale Turcja nie przystąpiła do wojny. Nie zamknęła Dardaneli
dla rosyjskiego handlu i nie podjęła żadnej akcji, która naruszałaby jej
neutralność. W niemieckiej ambasadzie i w Berlinie wzrastała
konsternacja; zaczynało wyglądać na to, że imperium otomańskie nigdy nie
przystąpi do wojny jako sojusznik. Z punktu widzenia Turcji nie było
potrzeby, by przystępowała ona do wojny: nikt jej nie zaatakował; nikt,
ani Rosjanie, ani Brytyjczycy, nawet nie stworzyli pozorów zagrożenia.
Rzeczywiście, niespodziewane przystąpienie do wojny Wielkiej Brytanii,
której flota i dyplomacja zawsze były podporą ich potęgi, zrodziło
poważne wątpliwości i niezdecydowanie w Konstantynopolu. Próbując
wykrystalizować sytuację i wykalkulować, kto może wygrać wojnę, tureccy
ministrowie uśmiechali się i mówili wymijająco.
Taki stan rzeczy utrzymywał się przez 10 tygodni. Odmiennie swój
obowiązek widział Souchon -?było nim włączenie Turcji do wojny. 27
października, we współpracy z Enverem, wprowadził swoją flotę -
Goebena, Breslau, turecki krążownik i 4 tureckie niszczyciele -?na
Morze Czarne w celu przeprowadzenia "manewrów". Kiedy był w morzu,
podszedł do wybrzeża Rosji i rano 29 października, bez wypowiedzenia
wojny czy ostrzeżenia, ostrzelał Odessę, Sewastopol i Noworosyjsk.
Rosyjscy cywile zostali zabici, zbiorniki ropy stanęły w płomieniach,
zatopiono rosyjską kanonierkę, stawiacz min i 6 statków handlowych.
"Posadziłem Turków na beczce z prochem i rozpętałem wojnę między Rosją a Turcją"-?pisał Souchon do swojej żony.
Reszta potoczyła się szybko. Wielki wezyr, twierdząc, że nie
konsultowano z nim tego kroku, straszył abdykacją, a większość gabinetu
chciało wyrzec się tego aktu przemocy. Ale Enver zwyciężył. Musiał tylko
wskazać na Goebena z jego niemiecką załogą -?fezy nie miały już
znaczenia -?i 11-calowymi działami, kotwiczącego w zatoce Złoty Róg. 30
października brytyjski ambasador przedstawił ultimatum wobec Turcji
żądające, by niemieckie załogi zostały usunięte w ciągu 12 godzin. Nie
było żadnej odpowiedzi. Brytyjczycy wciąż mieli nadzieję zagonić z powrotem Turków znad krawędzi wojny przez demonstrację swojej siły
morskiej. 3 listopada Indomitable i Indefatigable z 2 francuskimi
okrętami liniowymi ostrzelały forty u wejścia do cieśniny Dardanele.
Brytyjskie okręty wystrzeliły 46 12-calowych pocisków w stronę fortu
Sedd el Bahr na krańcu półwyspu Gallipoli, wysadziły w powietrze magazyn
i wznieciły ogromne chmury kurzu. Turcy nadal nie odpowiedzieli. 4
listopada Rosja wypowiedziała wojnę imperium otomańskiemu, a następnego
dnia Wielka Brytania i Francja poszły w jej ślady.
Po tym, co się stało, żelazne drzwi geografii zatrzasnęły się na Rosji.
Z odciętym dostępem, najpierw na Bałtyk, a teraz na Morze Czarne,
imperium carskie uzależnione zostało w eksporcie i imporcie od leżącego
nad Morzem Białym portu Archangielsk, zamarzniętego przez wiele
miesięcy. 90% rosyjskiego handlu zbożem przechodziło przez Bosfor i Dardanele. Zamknięcie tego przejścia wywarło efekt dławiący import;
teraz armaty, karabiny, amunicja i inne podstawowe materiały wojenne nie
miały wolnej drogi z zachodnich arsenałów do armii rosyjskiej. Z czasem
miało to przyczynić się do upadku Rosji. Przystąpienie Turcji do wojny w krytyczny sposób wpłynęło na brytyjską strategię, doprowadzając do
krwawego niepowodzenia kampanii na półwyspie Gallipoli i podziału sił
ludzkich między kampanie na Bliskim Wschodzie i w Mezopotamii.
Ostatecznie, Turcja zapłaciła za swój wybór rozpadem imperium
otomańskiego. Po wojnie Winston Churchill osobiście napisał epitafium
dotyczące tego historycznego epizodu. "Kiedy Goeben pojawił się w Dardanelach -?powiedział -?przyniósł ze sobą więcej rzezi, więcej
cierpień i więcej ruin niż kiedykolwiek wcześniej zostało to wywołane
przez kompas okrętowy".
*
W Admiralicji wcześniejsze zadowolenie z tego, że Morze Śródziemne
zostało "oczyszczone", szybko przekształciło się w rozgoryczenie,
ponieważ pozwolono Goebenowi uciec. Admirał Milne został odwołany 18
sierpnia, wrócił do domu i pozostawał w stanie spoczynku. Wrażliwy na
krytykę, upierał się, że z sukcesem wykonał podstawowy rozkaz obrony
francuskich transportowców wojska. Battenberg popierał Milne'a w tym
punkcie; rzeczywiście, nikt nie mógł spierać się co do tego, że
transportowce nie zostały zaatakowane. Jeśli chodzi o Goebena, Milne
słusznie oświadczył, że Admiralicja nie dała mu żadnej wzmianki o tym,
że Turcja mogła być możliwym punktem docelowym niemieckiego okrętu.
Dlaczego od niego, oficera na morzu, ze swoimi wywierającymi presję
problemami codziennej służby, wymagano wysondowania potajemnych
dyplomatycznych ustaleń, o których nie wiedziało ani ministerstwo spraw
zagranicznych, ani gabinet, ani Admiralicja? Milne winił za ucieczkę
Goebena w równym stopniu Admiralicję za nienaprowadzenie go, jak i Troubridge'a za niepowodzenie w przechwyceniu. 30 sierpnia komisja
dochodzeniowa ogłosiła, że po dokładnym zbadaniu zachowania się Milne'a i jego decyzji, "ich Lordowskie Mości uznały za właściwe wszystkie
działania podjęte przez niego w każdym aspekcie sprawy".
W pierwszej chwili wydawało się, że pozostanie to bez wpływu na karierę
Troubridge'a. 8 września, kiedy okręty liniowe admirała de Lapeyr?re
przejęły odpowiedzialność za zatrzymanie Austriaków na Adriatyku, siły
Troubridge'a, ponownie osłaniane przez Indomitable i Indefetigable,
zostały skierowane do wejścia do Dardaneli. "Pańskim jedynym zadaniem -
powiedział mu Churchill -?jest zatopienie Goebena i Breslau, bez
względu na to, pod jaką będą banderą, jeśli tylko wyjdą z Dardaneli". W marynarce wojennej było jednak wiele dyskusji na temat niepowodzenia w misji zatopienia Goebena i ktoś -?jeśli nie Milne, to ktoś inny -
musiał ponieść za to odpowiedzialność. Wybrano Troubridge'a. Ku
zdumieniu wszystkich, najbardziej zajadłym jego krytykiem był zwykle
łagodny w manierach Pierwszy Lord Morski, książę Ludwik z Battenbergu.
Troubridge był odpowiedzialny za "zdumiewająco złe dowodzenie" -?tak
Battenberg napisał do Milne'a. "Troubridge -?pisał w innym miejscu
książę Ludwik -?najwyraźniej zawiódł w wykonaniu zadania, jakie mu
przydzielono... Żadne z usprawiedliwień, jakie przedstawił admirał
Troubridge nie może być zaakceptowane w żadnym momencie... Ucieczka
Goebena musi na zawsze pozostać wstydliwym epizodem w tej wojnie.
Oficer flagowy nie powinien otrzymać w przyszłości żadnego dowództwa na
morzu, a pozostawienie go na dowódczym stanowisku stanowi zagrożenie dla
kraju".
Troubridge wrócił do Anglii, by stanąć przed komisją dochodzeniową. Sąd
uznał, że "miał spore szanse opóźnić ruchy Goebena, poważnie
uszkadzając go" i skierował sprawę do sądu wojennego, który zebrał się 5
listopada w Portland na pokładzie okrętu liniowego Bulwark.
Admiralicja nie złożyła oskarżenia o tchórzostwo, ponieważ reputacja
Troubridge'a w kwestii odwagi na polu walki była zbyt dobra. W tej
sytuacji oskarżenie dotyczyło tego, że Troubridge "z powodu zaniedbania
lub z innych przyczyn zaniechał ścigania okrętu Jego Niemieckiej
Cesarskiej Mości Goeben, który był jednostką nieprzyjacielską, która
uciekała". Troubridge oparł swoją obronę na instrukcjach z admiralicji i od Milne'a, zabraniających angażowania się w walkę z przeważającymi
siłami wroga. Został przedstawiony telegram Churchilla do Milne'a z 30
lipca, pokazany Troubridge'owi na Malcie: "Nie przystępować do akcji
przeciwko przeważającym siłom nieprzyjaciela". Troubridge zacytował
również sygnał, który otrzymał od Milne'a 5 sierpnia: "1 Eskadra
Krążowników i Gloucester... nie mogą poważnie zaangażować się w walkę z przeważającymi siłami". Prokurator admiralicji odpowiedział, że
określenie "przeważające siły" w sposób oczywisty odnosiły się do floty
austriackiej; Troubridge spierał się, że w określonych warunkach zwrot
"przeważające siły" odnosił się do Goebena. "Przez wiele lat -
oświadczył sądowi -?jego stałą i niepodważalną opinią było, że
pojawienie się krążowników liniowych zabiło krążowniki opancerzone.
Milne dobrze znał jego opinię; w 1913 roku naczelny dowódca poprosił go
o wykład na ten temat dla oficerów Floty Śródziemnomorskiej.
Rzeczywiście, zgodnie ze słowami Troubridge'a ostatnia dyskusja na ten
temat miała miejsce podczas rozmowy z Milne'em na Malcie, 2 sierpnia.
Troubridge: "Wie pan, sir, że uważam krążownik liniowy za większą siłę
niż eskadra krążowników, o ile nie uda im się podejść odpowiednio
blisko, by znalazł się on w zasięgu jej dział".
Milne: "Ta kwestia nie miałaby miejsca, gdyby miał pan ze sobą
Indomitable i Indefatigable".
Kiedy Troubridge wychodził w morze tego wieczoru, oczywiście,
Indomitable i Indefatigable wyszły z nim, ale następnego dnia na
rozkaz admiralicji Milne musiał zabrać mu 2 krążowniki liniowe i wysłać
je w stronę Gibraltaru. Komisja dochodzeniowa wyraziła żal, że
Troubridge nie wyjaśnił Milne'owi, że "nie ma zamiaru się zaangażować w bitwę z Goebenem za dnia na otwartym morzu, jeśli nie będzie miał
wsparcia krążowników liniowych". W rzeczywistości Troubridge robił to
wielokrotnie.
Troubridge twierdził, że podczas tej samej rozmowy na Malcie, Milne
przyznał, że człowiek, który jest na miejscu musi ostatecznie zdecydować
co stanowi "przeważające siły" (w sądzie Milne niechętnie przyznał, że
powiedział to). Choć bitwa krążowników nie doszła do skutku, Troubridge
oświadczył, że jego eskadra była bez wątpienia słabsza po względem siły
ognia i prędkości, jego krążowniki opancerzone nigdy nie zanotowały
trafienia z większej odległości niż 8000 jardów, a ich maksymalna
prędkość w grupie wynosiła 17 węzłów. Te czynniki doprowadziły go do
wniosku -?jako człowieka, który był na miejscu -?że bez wątpienia
Goeben prezentuje przeważającą siłę, której zabroniono mu atakować.
"Wszystko co mogłem zrobić [angażując się do walki z przeciwnikiem] -
powiedział -?to stworzyć reputację, że próbowałem czegoś, co choć z góry
skazane było na nieskuteczność, udowodniłoby jednak nasz duch walki.
Czułem, że tego oczekiwano bardziej niż tego, czego oczekiwano od
admirała, na którego barki Ich Lordowskiej Mości zrzuciły wielką
odpowiedzialność".
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki