Złota czaszka - Juliusz Słowacki

Kup ebooka

12.49 zł
10.24 zł (5,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Scena II

Szynk w zajezdnym domu. Pan Koniecpolski - Jankiel, szynkarz

JANKIEL

Nu - a co tam słychać w Krakowie?

KONIECPOLSKI

Ale, Żydzie, słychać: Szwedy w Krakowie - a Kozaki na Podolu - a jeszcze i Rakocy ciągnie. Król Jan Kazimierz nie ma pięści ziemi w Polsce...

JANKIEL

Nu - tak cóż on zrobi?... A gdzie on?

KONIECPOLSKI

W górach Karpackich siedzi...

JANKIEL

A co będzie, jak z gór wypędzą?...

KONIECPOLSKI

To pójdzie za góry...

JANKIEL

A co będzie, jak za góry za nim pójdą?...

KONIECPOLSKI

Gałganie Żydzie, co ty mi pędzasz króla jak Hamana?... Zrobiemy tu konfederacją... i wypędzimy Szwedów...

JANKIEL

Ja nie przeczę...

KONIECPOLSKI

Kto tu ma największe między szlachtą znaczenie?

JANKIEL

Tak tu różnych jest panów... ale najbojowszy pan, to pan Strażnik, co dostał złotej czaszki...

KONIECPOLSKI

Wytłumacz się, Żydzie!...

JANKIEL

Tak to niewielki pan - ale kochany bardzo i między swymi, i między nas Żydków. Tak to pan, co miał stłuczony łeb, a sprawił sobie złotą głowę... Jak moja Siora, co nosi perły na głowie i brylanty. On ma złoty łeb... i dobry łeb... i stary łeb! Pani Strażnikowa to dobra kobieta... jest i panienka w domu, cymes panienka. Idzie za mąż za bogatego szlachcica.

KONIECPOLSKI

Gdzie mieszkają ci państwo?

JANKIEL

A pan idź na prawo. Tam jest nad potokiem pod górą dworek biały i dwie lipy... tam państwo wielmożni Strażnikowie mieszkają.

KONIECPOLSKI

Trzeba md do nich zapukać...

Wychodzi.

JANKIEL

To jakiś haraburda! - Przyszedł robić szablistość... A czego on tu?... Handel upadnie przez niego... przyszedł robić zabij - wytnij - morduj! Ja nie widzę, żeby ten król był potrzebny, kiedy się bez niego obeszło... Trzeba mi zobaczyć, gdzie on idzie...

Wychodzi.

Scena I

Stancyjka Stanisława. Stanisław, Jan, późnij Gąska

STANISŁAW

Cóż tam, panie Janie? Źle słychać - podobno, że pan strażnik krzemieniecki Złota Czaszka wydaje córkę swoją, pannę Agnieszkę, za pana regenta Gąskę... a cóż będzie z wacpanem?...

JAN

Będzie, co Bóg zechce...

STANISŁAW

Zdaje mi się, że trzeba by złemu zapobiec.

JAN

A jakim sposobem?...

STANISŁAW

Pana Gąskę od małżeństwa odstraszyć... Słuchaj, ja ćwik - znasz mnie... jeżeli chcesz, to usłużę... Oto naprzód, patrz... wykleiłem sobie wertep z papieru i będę chodził po domach pokazując diabła i anioła, to mi przyniesie kilka groszy i będzie czym Boże Narodzenie pokropić... A wacpana podobno z domu Strażnika wypędzono? Otóż pomaluj sobie korkiem brwi - naucz się kolędy... a ja wacpanu wejście do domu pana Strażnika ułatwię - pomówisz z panną Agnieszką w ciemnym kącie... a ja dziatwie i starym będę pokazywał diabła w wertepie.

JAN

Coż ja jej powiem?... Ja jestem ubogi, Pan regent jasnych atłasów naniesie, Przyjedzie końmi karymi w kolesie, Opowie, jakie ma pod domem stogi, Jakie baranów, owiec pełne góry! Jak te barany jutro w Berdyczowie Przemieni w pereł kałakuckich sznury I ją ubierze, że jak aniołowie Będzie świeciła między siostry swymi, Okryta blaskiem i gwiazdy złotymi. A ja co powiem?... ja, student... żak szkolny, Go ja przyniosę?... czy bławatek polny? Czy narcyz biały? - Tu cały fundament: Urząd, podkówki srebrne... aksamity... Potrzeba czasem wyprawić traktament... Potrzeba miejskie plotkarki, kobiety Przynęcić... i mieć wszystkie poza sobą... A wiesz, że moja biedna matka wdowa... Jedna jest tylko u nas w domu krowa... I ta nie daje mleka... a ozdobą Domu naszego jest bocian na dachu Zamiast blaszanej z herbem chorągiewki... U matki mojej przędą biedne dziewki, Ona przedaje płótno... Tak, mój Stachu, Być mi żołnierzem, nie Strażnika zięciem...

STANISŁAW

Wiem, że nie jesteś hrabią ani księciem, Ale pań Strażnik także nie majestat... Wacpan się tylko strój... niech panna kocha... Lecz ot... ktoś wchodzi...

Wchodzi Gąska.

Co widzę? Pan Gąska.

GĄSKA

Czy tu mieszka pan Stanisław, skrybent?...

STANISŁAW

Ja jestem, do usług wpana...

GĄSKA

Hum... czy waćpan komponujesz wiersze?

STANISŁAW

Komponuję, co wpan rozkaże...

GĄSKA

Rad bym mieć wierszem ułożoną kolędę... amoroso... w sposobie miłosnym... dla jednej panny, dla której mam afekt i postanowienie...

JAN do siebie

Dla Agnieszki...

GĄSKA

Skomponuj mi wacpan i napisz na welinowym papierze, rozumiesz, na wierżchu mają być kaligraficznie wydane dwa serca, jednemu uległe postrzałowi... strzała srebrna, mocium panie, przeszywająca na wylot, pod spodem miejsce na podpis... i jakie łacińskie symptoma.

STANISŁAW

Rozumiem, wpanie...

GĄSKA

Co za to będzie należało, zapłacę... a proszę, aby dobrze było rezonowane i asumpt z wysoka. Masz zadatek...

Wychodzi.

STANISŁAW

Dukata rzucił... Niech go diabli - dukata rzucił... Wiesz ty co?... że... panna Agnieszka... e... e... e... dukata rzucił... Idź na żołnierza... idź na żołnierza! - Tu nie ma co robić gołemu człowiekowi, gołemu jak bizunus... Niech go diabli, jak płaci...

Śpiewa.

Póki nie obrośniesz pierzem, Póki masz pchły za kołnierzem, Requiesces!... Uf!... to jakiś studukatowy szlachcic... Chodź na wino do Jankiela!...

Śpiewa

Póki nić ustrzyże Parka, Żydóweczka nam szynkarka Lej, lej, lej!... Adonisie, Z miłości się Śmiej, śmiej, śmiej! Chodź do Jankiela na wino!

JAN

Lecz co będzie z moją miłością?...

STANISŁAW

Co?... Czy ja wiem, co będzie z twoją miłością?... Zatknij kwiat do czapki, ubierz się fantastycznie - i złap sobie jaką ciepłą wdowę, co ma pieniążki.

Wychodzą.