Złodziejki czasu - Hanna Cygler

Reflow text when sidebars are open.
- Myślę, że tu wszystko jest ustawione - przerwała ciszę Elwira i wypiła łyk wody z wyjętej przed chwilą z torebki plastikowej butelki.
Trzy siedzące wokół stolika kobiety oderwały wzrok od swoich folderów i notatek i spojrzały na nią. Czekały, aż rozwinie wątek. Ale to była najwidoczniej świadoma pauza, by jeszcze bardziej pobudzić ich ciekawość.
- Nie przesadzasz? - nie wytrzymała najmłodsza i najmniej z nich odporna.
Elwira wydęła starannie umalowane usta i wymownym ruchem głowy wskazała na rozbawioną grupę kobiet, które właśnie weszły do sali restauracyjnej w hotelu i rozdając na prawo i lewo całusy, witały się z innymi uczestniczkami konkursu. Słychać było radosne głosy i wybuchy śmiechu.
- O co ci chodzi? - Kinga wciąż nie rozumiała starszej koleżanki.
- Świetnie się bawią, bo z pewnością już wszystko podzieliły. Wymyśliły ten konkurs, więc rozgrywają go, jak chcą.
- Znowu zaczynasz, Eli - odezwała się kolejna kobieta. Jej ciemne oczy patrzyły uważnie na mówiącą.
Ale z naganą czy irytacją? Elwira czuła się nieswojo, kiedy natrafiała na takie spojrzenie Marii Teresy. Miała wrażenie, że koleżanka potrafi czytać w jej myślach.
- Denerwuję się tylko! - Niemal jęknęła i z donośnym trzaskiem zmiażdżyła w ręku butelkę.
- A ja wcale. - Ruda Kinga była entuzjastycznie nastawiona do rzeczywistości, również tej konkursowej. Wyrwała się wreszcie z domu, zostawiła wszystkie problemy za sobą, a teraz miała zamiar się dobrze bawić. Nic jej nie zdoła wytrącić z tego wspaniałego nastroju, nawet marudzenie koleżanki. Bo to jej własna, druga w życiu książka była nominowana do głównej nagrody.
Kiedy przeczytała e-mail od organizatorki konkursu, w pierwszej chwili nie zrozumiała, o co i kogo chodzi. Kinga Zalewska? Domyśliła się, że to coś ważnego, i oblał ją pot, tak jakby w wieku trzydziestu czterech lat dorobiła się przedwczesnej menopauzy. W końcu literki połączyły się w zaskakującą treść.
- O matko i córko! - rozdarła się na cały głos, płosząc z parapetu natrętnie odwiedzające go gołębie. - Jestem pisarką!
- Alleluja! - Męski głos sprowadził ją raptownie na ziemię. - Słychać cię w całej dzielnicy. Jeszcze się włamią, bo pomyślą, że dostałaś kasę.
To akurat nie było możliwe. Ale ta nagroda... Kinga się rozmarzyła i spojrzała raz jeszcze na inicjatorki konkursu, które zasiadały pod oknem sali restauracyjnej. A gdybym tak ją dostała? Myśl ta przepełniła ją miłym ciepełkiem.
- Dziewczyny, nie ma co się denerwować. Traktujcie to na luzie. Zachowujecie się jak moi studenci przed egzaminem - zaśmiała się Maria Teresa.
- Nie wierzę, że się ciebie boją. - Elwira umieściła zgniecioną butelkę w torebce, powodując kolejne trzaski.
- Staram się być sprawiedliwa, ale nie jestem Duchem Świętym. Pewnie niejednemu się udało mi dopiec. Nie znoszę leni i cwaniaków. Staram się ich eliminować. No, może nie tak jak ty w swoich kryminałach, ale...
- Masz rację. - Elwira westchnęła. - Ostatnio przekonałam się, że możesz być bezkompromisowa.
Maria Teresa nie odpowiedziała, bo nagle przypomniała sobie o nieodebranych telefonach. Nie, nie będzie o tym myśleć. Miała jeszcze chwilę na podjęcie decyzji. Teraz był czas na zabawę i kontakty towarzyskie. Przyjechała do Siedlec przede wszystkim, by się spotkać z koleżankami. Nominacja do nagrody "Pióra" cieszyła, ale nie do tego stopnia, by oderwać ją od pracy. Szczególnie teraz, kiedy rozpoczynał się rok akademicki.
- Bezkompromisowa pisarka romansów - dodała Elwira i pokręciła głową. - Toż to oksymoron.
- Miesza ci się autor z jego dziełem. - Maria Teresa pogładziła przyjaciółkę po ręku.
- Pamiętacie, jak się tu spotkałyśmy w zeszłym roku? - spytała Kinga, zastanawiając się, czy może sobie pozwolić na zamówienie drugiej coli. Pieniądze na wyjazd dziwnie szybko topniały.
- Oj, Kinguś, dziecko z ciebie. - Elwira spojrzała na koleżankę z pobłażaniem, mimo iż była od niej tylko o dwa lata starsza. - Sklerozy dostałyśmy czy co? Wszystkie pamiętamy. I te wróżby też. - Drgnęła nagle, jakby jej się zimno zrobiło. - Zaskakująco prawdziwe.
- Ja w to nie wierzę. - Maria Teresa pokręciła głową. - Nie wszystko się sprawdziło. Poza tym tak naprawdę niczego nie ułatwiły. Los nas przechytrzył.
- Ta kobieta mogła nam wtedy powiedzieć, jaki będzie dzisiejszy werdykt. Ale żadnej to nie przyszło do głowy.
- Oj, Elwira, przestań marudzić - odezwała się w końcu najstarsza z nich, Anna. Przestała wertować książkę, która do tej pory przykuwała jej uwagę, i skoncentrowała się na rozmowie koleżanek. - Nie psuj nam tego wieczoru. Miałaś się dystansować i wyciszać. Jeśli nie wygrasz, to zawsze masz szansę we Wrocławiu na Wielki Kaliber. I tak cud, że dopuszczono do konkursu twój kryminał.
- Przestańcie mi to wypominać. To nie moja decyzja, tylko organizatorów.
- Dobrze, dobrze, a kto poruszył niebo i ziemię, żeby na nich wpłynąć? - zaśmiała się Maria Teresa.
- Dajcie mi spokój!
- Nie, nie damy. Masz natychmiast przestać histeryzować - powiedziała Anna twardym tonem, ale z przyjacielskim uśmiechem na twarzy. - A jak nie, to damy ci jakiś lek uspokajający. I lepiej się zbierajmy. Trzeba się przygotować na galę. Koleżanki już zdążyły się wystroić.
Rzeczywiście, salę restauracyjną zaczęły wypełniać elegancko ubrane kobiety. Wyruszały do teatru, w którym już za godzinę miała się odbyć gala festiwalu literatury kobiecej. Hałas wywołany przez wysokie, mówiące jednocześnie głosy stopniowo narastał.
- Nie wezmę żadnej tabletki. - Głos Elwiry znów przeszedł w jęk. - Łatwo ci tak mówić, ale wszystkie dobrze wiemy, jak jest. Ty możesz się zupełnie wyluzować.
- A to niby czemu?
- Jeszcze pytasz? Masz już w kieszeni nagrodę czytelniczek.
Anna uśmiechnęła się szeroko. Nie musiała się odprężać, bo wypełniał ją spokój. Od dawna nie była w tak znakomitej formie. Mogło to być ulotne uczucie, ale chciała dać mu szansę, by jak najdłużej w niej pozostało. To prawda, rok wcześniej wszystko wyglądało zupełnie inaczej. Inny był ich nastrój, inne nastawienie i okoliczności. I pewnie nadal by tak wyglądało. Miała wrażenie, że wszystko zmieniło się za sprawą tych trzech siedzących przy niej... kompletnych wariatek, pomyślała z czułością o koleżankach. Bo to przecież ich obecność podziałała jak katalizator zmian.
- Dziewczyny, idziemy do pokojów się przebrać. Musimy zrobić piorunujące wrażenie.
- Ja z pewnością. Jak zwykle na każdym - mruknęła Elwira, która ostatnia podniosła się z fotela.
Ale i ona popatrzyła na pozostałe kobiety z rozrzewnieniem. Bo kto rzeczywiście mógł rok wcześniej przypuszczać, że to się tak właśnie potoczy?