Prolog
Moja przyszłość została zamknięta w starej drewnianej szkatułce. I to
było najgorsze.
Odkąd mi o niej powiedziano - a miałam wtedy sześć lat - wiedziałam już,
że to, co znajduje się w środku, albo mnie zabije, albo uratuje. Nic
więc dziwnego, że wczoraj rano, gdy słońce dopiero całowało niebo,
postanowiłam ubiec los i ją otworzyć.
Nie powinnam była wiedzieć, gdzie moja matka chowa klucz.
Ani gdzie tata trzyma tę szkatułkę.
Niestety, tak to już jest, kiedy siedzisz w domu całymi dniami i wychodzisz z siebie, żeby sprostać wziętym z kosmosu standardom
rodziców. Ma się po prostu czas na wszystko.
- Nie ruszaj się, Francesco, bo cię dziabnę - jęknęła klęcząca na
podłodze Veronica.
Po raz setny przemknęłam wzrokiem po żółtej karteczce, gdy stylistka
matki pomagała mi włożyć sukienkę, jakbym była niepełnosprawna. Słowa
wyryły się już w mojej pamięci; zamknęłam je w szufladzie w mózgu, do
której nikt poza mną nie ma dostępu.
Ekscytacja płynęła moimi żyłami jak jazzowa nuta, w lustrze naprzeciwko
widziałam determinację w swoich oczach. Drżącymi palcami złożyłam
kawałek papieru i wcisnęłam go w stanik niezawiązanego gorsetu.
Znowu zaczęłam krążyć po pokoju, bo nie mogłam ustać w miejscu.
Fryzjerka i stylistka mamy warczały, komicznie ganiając mnie po całym
pomieszczeniu.
Jestem jak Groucho Marx w Kaczej zupie. Złapcie mnie, jeśli
potraficie.
Veronica pociągnęła za sznurek gorsetu jak za smycz i siłą zmusiła mnie
do powrotu przed lustro.
- Ej, to boli! - Skrzywiłam się.
- Mówiłam, że masz się nie ruszać!
Nic nowego, że pracownicy moich rodziców traktują mnie jak wyszkolonego
hodowlanego pudla. Nie żeby miało to jakieś znaczenie. Dzisiaj pocałuję
Angela Bandiniego. A dokładniej - pozwolę, żeby to on pocałował mnie.
Prawdę powiedziawszy, myślałam o tym każdej nocy, odkąd rok temu
wróciłam ze szwajcarskiej szkoły z internatem, do której wysłali mnie
rodzice. Gdy skończyłam dziewiętnaście lat, Arthur i Sofia Rossi
postanowili przedstawić mnie chicagowskiej śmietance i pozwolić mi
wybrać przyszłego męża z setek powiązanych z mafią i pożądanych
Amerykanów włoskiego pochodzenia. Był pierwszy dzień sezonu wydarzeń i spotkań towarzyskich, które mnie czekały, ale ja już wiedziałam, kogo
chcę poślubić.
Mama i tata poinformowali mnie, że studia nie są częścią mojej
przyszłości. Musiałam znaleźć sobie idealnego męża, bo byłam jedynaczką,
dziedziczką imperium Rossich. Marzyłam o tym, żeby zostać pierwszą w mojej rodzinie kobietą z tytułem, ale nie byłam aż tak głupia, żeby
sprzeciwiać się rodzicom. Nasza pokojówka Clara często mawiała: "Twoim
zadaniem, Frankie, nie jest znalezienie męża odpowiedniego dla siebie,
tylko takiego, który sprosta oczekiwaniom twoich rodziców".
Nie myliła się. Żyłam trzymana pod kloszem. Miałam dużo przestrzeni, ale
to i tak była niewola. Próba ucieczki skończyłaby się śmiercią. Nie
podobało mi się bycie więźniem, ale na pewno lepsze to niż skończenie
sześć stóp pod ziemią. Dlatego też nigdy nie próbowałam wyglądać poza
kraty swojej celi, żeby zobaczyć, co znajduje się po drugiej stronie.
Mój ojciec Arthur Rossi był szefem chicagowskiej mafii.
Groźny tytuł jak dla człowieka, który zaplatał mi warkocze, uczył mnie
grać na pianinie, a nawet uronił łzę, gdy występowałam przed tysiącami w Londynie.
W oczach moich rodziców Angelo był mężem idealnym: atrakcyjny, z dobrej
rodziny i bogaty. Jego rodzina posiadała co drugi budynek na terenie
Little Italy, dzielnicy Chicago, a większość nieruchomości wykorzystywał
mój ojciec do swoich nielegalnych projektów.
Znałam Angela od urodzenia. Dorastaliśmy razem, rozwijaliśmy się niczym
kwiaty, powoli, ale nieustannie. Obserwowaliśmy siebie w trakcie
luksusowych wakacji pod surowym okiem naszych krewnych - pełnoprawnych
członków mafii - i ochroniarzy.
Angelo miał czworo rodzeństwa, dwa psy i uśmiech, który potrafił
roztopić włoskie lody. Jego ojciec prowadził firmę księgową, która
współpracowała z moją rodziną. I oboje jeździliśmy co roku na wakacje na
Sycylię, do Syrakuz.
Widziałam, jak na przestrzeni lat miękkie blond loczki Angela ciemnieją
i zostają ujarzmione. Jego oczy w kolorze oceanu przestały błyszczeć
łobuzersko, zrobiły się bardziej ponure, groźniejsze, bez wątpienia z powodu tego, co ojciec mu pokazał i czego go nauczył. Jego głos się
pogłębił, włoski akcent wyostrzył, szczupła chłopięca sylwetka nabrała
mięśni, wzrostu i pewności siebie. Stał się bardziej tajemniczy, mniej
impulsywny i rozmowny, ale kiedy już się odzywał, jego słowa roztapiały
moje wnętrze.
Zakochanie się to istna tragedia. Nic dziwnego, że ludzie są później
tacy smutni.
Niestety, nie tylko ja się rozpływałam, gdy Angelo rzucał swoje słynne
rozbrajające spojrzenie.
Mdliło mnie na myśl, że kiedy ja wyjechałam do katolickiej żeńskiej
szkoły, on mieszkał w Chicago i mógł spotykać się z innymi dziewczynami,
rozmawiać z nimi i je całować. Mimo to zawsze traktował mnie tak, jakbym
była tą jedyną. Wkładał mi kwiaty we włosy, pozwalał pić wino, gdy nikt
nie patrzył, śmiał się ze wszystkiego, co mówiłam. Kiedy jego młodsi
bracia się ze mnie nabijali, on pstrykał ich po uszach i ostrzegał. W każde wakacje udawało mu się porwać mnie na chwilę i pocałować w czubek
nosa, gdy nikt nie patrzył.
- Francesco Rossi, jesteś nawet ładniejsza niż rok temu.
- Ciągle to powtarzasz.
- Ale zawsze mówię prawdę. Wiesz, że nie lubię marnować słów.
- W takim razie powiedz mi coś znaczącego.
- Pewnego dnia zostaniesz moją żoną, bogini.
Pielęgnowałam każde wspomnienie z każdego lata jak święty ogród -
otaczałam je troską, podlewałam, aż zaczynało przypominać ogród z bajki.
Najbardziej wryło mi się w pamięć to, jak każdego lata wstrzymywałam
oddech i czekałam, aż on zakradnie się do mojego pokoju, pojawi się w sklepie, który odwiedzałam, albo podejdzie do drzewa, pod którym
czytałam książkę. Pamiętałam również to, że gdy dorośliśmy, zaczął
przedłużać nasze wspólnie spędzane chwile. Zawsze z rozbawieniem
obserwował mnie, kiedy próbowałam zachowywać się jak chłopak - i nie
udawało mi się, bo niestety byłam tylko dziewczyną.
Wcisnęłam liścik głębiej w stanik, gdy Veronica wbiła swoje pulchne
palce w moją jasną skórę, zebrała gorset za moimi plecami i ściągnęła go
mocno w talii.
- Ach, chciałabym mieć znowu osiemnaście lat i być taka ładna! - jęknęła
dramatycznie. Jedwabiste kremowe sznurki napięły się i wydusiły ze mnie
oddech. Tylko najważniejsi członkowie mafii korzystali z usług stylistów
i pokojówek, gdy szykowali się na jakieś wydarzenie. A moi rodzice
uważali się za rodzinę królewską. - Pamiętasz tamte dni, Almo?
Fryzjerka prychnęła, spinając mi grzywkę z boku, żeby stworzyć elegancki
kok.
- Skarbie, nie przesadzaj. Ty w wieku dziewiętnastu lat byłaś ładna jak
tani obraz. Francesca, dla porównania, jest jak obraz Michała Anioła. To
zupełnie inna liga. A nawet inny mecz.
Czułam, że moja skóra robi się czerwona ze wstydu. Odnosiłam wrażenie,
że ludziom podoba się to, co we mnie widzą, ale myśl o pięknie mnie
zawstydzała. Uroda dawała władzę, ale była bardzo podstępna. Czułam, że
to pięknie opakowany prezent, który pewnego dnia stracę. Nie chciałam go
otwierać ani się w nim pławić. Rozstanie się z nim byłoby wtedy
boleśniejsze.
Dzisiaj zależało mi tylko na tym, żeby podczas balu maskowego w muzeum
sztuk pięknych w Chicago moje piękno odnotował wyłącznie Angelo. Tematem
przewodnim gali byli bogowie z greckich i rzymskich mitologii.
Wiedziałam, że większość kobiet przebierze się za Afrodytę i Wenus. W przypływie oryginalności może również za Herę lub Reę. Ale nie ja.
Postanowiłam zostać Nemezis, boginią zemsty. Angelo zawsze nazywał mnie
boginią, więc chciałam dzisiaj sprostać temu pieszczotliwemu określeniu
i pokazać się jako najpotężniejsza ze wszystkich bogiń.
Większość ludzi uznałaby w dwudziestym pierwszym wieku aranżowane
małżeństwo nastolatki za żart, ale w mafii wszyscy szanowaliśmy
tradycję. Nasza zaczęła się w dwa wieki wcześniej.
- Co jest w tym liściku? - Veronica przypięła do moich pleców czarne
skrzydła. Miałam na sobie suknię bez ramiączek, w kolorze czystego
letniego nieba, wykończoną pięknymi falbanami z organzy. Tiulowy tren
ciągnął się za mną jak fale. - Tym, który schowałaś w gorsecie - dodała
drwiąco, wkładając mi w uszy złote kolczyki w kształcie piór.
- To - uśmiechnęłam się znacząco, napotykając jej spojrzenie w lustrze
przed nami, i przycisnęłam drżącą dłoń do klatki piersiowej w miejscu,
gdzie znajdowała się karteczka - jest początek mojego życia.
Rozdział pierwszy
Francesca
- Nie wiedziałem, że Wenus miała skrzydła.
Angelo pocałował wierzch mojej dłoni przy drzwiach muzeum sztuki.
Poczułam bolesny ucisk w klatce piersiowej, ale szybko odpuściłam. On
tylko się ze mną droczył. Poza tym wyglądał oszałamiająco w smokingu,
więc mogłam wybaczyć mu ten błąd i go nie zabijać.
Mężczyźni, w przeciwieństwie do wszystkich obecnych na gali kobiet,
mieli na sobie smokingi i maski. Angelo dopełnił swój garnitur wenecką
maską ze złotymi zdobieniami, która zakrywała niemal całą twarz. Nasi
rodzice wymienili uprzejmości, gdy my staliśmy naprzeciwko siebie,
przyglądając się każdemu piegowi i centymetrowi naszych ciał. Nie czułam
potrzeby, żeby wyjaśniać, kim była Nemezis; będziemy mieć całe życie na
omawianie mitologii. Musiałam tylko zadbać, żebyśmy dzisiaj zostali sam
na sam, jak w trakcie wakacji. Tylko że tym razem, gdy on pocałuje mnie
w nos, ja uniosę głowę i nasze usta się spotkają. Nasz los zostanie
przypieczętowany.
Jestem Kupidynem strzelającym z łuku miłości prosto w serce Angela.
- Wyglądasz jeszcze piękniej, niż kiedy widziałem cię po raz ostatni. -
Angelo złapał się za serce.
Wszyscy wokół ucichli, a ja zauważyłam, że nasi ojcowie wymienili
konspiracyjne spojrzenia.
Dwie potężne, bogate włoskie rodziny połączone silną więzią.
Don Vito Corleone byłby dumny.
- Przecież widzieliśmy się tydzień temu na weselu Gianny. - Walczyłam ze
sobą, żeby nie oblizać warg, gdy Angelo patrzył mi prosto w oczy.
- Wesela ci służą. Ale bardziej podobasz mi się, gdy mogę mieć cię tylko
dla siebie - odpowiedział zwyczajnie, a moje serce zabiło jak szalone.
Potem odwrócił się do mojego ojca. - Panie Rossi, czy mogę zaprowadzić
pańską córkę do stołu?
Ojciec poklepał mnie po ramieniu. Spowijała mnie tak gęsta mgła euforii,
że niemal zupełnie zapomniałam o jego obecności.
- Tylko ręce na widoku.
- Oczywiście.
Angelo wziął mnie pod ramię, a kelner wskazał nam miejsca przy stole
nakrytym złotym obrusem i zastawionym czarnymi talerzami. Mój partner
nachylił się i wyszeptał mi do ucha:
- Albo przynajmniej do chwili, gdy nie staniesz się oficjalnie moja.
Nasze rodziny dzieliło kilka krzeseł - nie zdziwiło mnie to, ale
poczułam rozczarowanie. Mój ojciec zawsze był sercem każdego przyjęcia i sowicie płacił za to, żeby zajmować najlepsze miejsca. Naprzeciwko mnie
siedział gubernator Illinois Preston Bishop, a jego żona obok skupiała
się na karcie win. Obok nich znajdował się mężczyzna, którego nie
rozpoznawałam. Miał na sobie zwykłą czarną maskę i smoking, który
zapewne kosztował fortunę, sądząc po drogim materiale i nienagannym
kroju. Towarzyszyła mu jakaś głośna blondynka w białej tiulowej sukni,
kolejna Venus.
Mężczyzna wyglądał na śmiertelnie znudzonego. Obracał alkohol w szklance
i ignorował piękną kobietę przy swoim boku. Kiedy spróbowała się
nachylić i coś do niego powiedzieć, on obrócił się w przeciwnym kierunku
i sprawdził telefon, a potem zupełnie stracił zainteresowanie
czymkolwiek i wbił wzrok w ścianę za mną.
Poczułam w sercu bolesny skurcz. Ta kobieta zasługiwała na kogoś
lepszego, a nie na takiego oziębłego, niepokojącego towarzysza, od
widoku którego aż ciarki chodziły po plecach. Mimo że nawet nie
zaszczycał cię spojrzeniem.
Idę o zakład, że przy nim lody długo by się nie rozpuściły.
- Ty i Angelo jesteście tacy w siebie zapatrzeni - zauważył mój tata, a potem zerknął na moje łokcie oparte o blat. Szybko je zdjęłam i uśmiechnęłam się uprzejmie.
- Jest miły. - Powiedziałabym megamiły, ale tata gardził współczesnym
slangiem.
- Pasuje do ciebie - mruknął. - Pytał, czy może cię zabrać na randkę w następnym tygodniu, a ja się zgodziłem. Oczywiście w towarzystwie Maria.
No jasne. Mario był jednym z mięśniaków taty. Kształtem przypominał
cegłę i miał IQ jak ona. Coś czułam, że dzisiaj tata nie pozwoli mi
nigdzie się wymknąć, właśnie dlatego, że ja i Angelo zdążyliśmy się
poznać nieco zbyt dobrze. Ogólnie tata zawsze nas popierał, ale chciał,
by wszystko szło po jego myśli. Większość ludzi w moim wieku w takiej
sytuacji od razu by się wycofała, a może nawet uznała to za
barbarzyńskie metody. Ale nie byłam głupia. Wiedziałam, że sama się
krzywdzę, bo nie walczę o prawo do edukacji i niezależną pracę.
Wiedziałam, że to ja powinnam zdecydować, kogo chcę poślubić.
Jednak wiedziałam również, że albo postąpię według woli ojca, albo skażę
się na potępienie. Jeśli wybiorę wolność, będę musiała zostawić swoją
rodzinę - a moja rodzina była dla mnie całym światem.
Nie licząc zamiłowania do tradycji, chicagowska mafia wcale nie
przypominała tej przedstawianej w filmach. Żadnych ciemnych uliczek,
wychudzonych narkomanów czy krwawych zatargów z prawem. Aktualnie
chodziło głównie o pranie pieniędzy, przejmowanie firm i recykling. Mój
ojciec otwarcie wspierał policję, utrzymywał relacje z ważnymi
politykami, a nawet pomagał FBI łapać głównych podejrzanych.
I właśnie dlatego tutaj dzisiaj byliśmy. Tata zgodził się przeznaczyć
znaczną sumę pieniędzy na fundację charytatywną, której celem była pomoc
dzieciom z trudnych rodzin w uzyskaniu edukacji.
O ironio.
Upiłam łyk szampana i popatrzyłam na siedzącego kawałek dalej Angela,
który rozmawiał z Emily - jej ojciec był właścicielem największego w Illinois boiska do baseballu. Angelo powiedział jej, że wkrótce zamierza
zacząć magisterkę w Northwestern i jednocześnie pracować w firmie
księgowej ojca. Prawda była jednak taka, że miał prać pieniądze dla
mojego ojca i służyć chicagowskiej mafii do końca swoich dni.
Nagle przestałam skupiać się na ich rozmowie, bo gubernator Bishop
przeniósł na mnie swoją uwagę.
- A co z tobą, mała Rossi? Zamierzasz iść na studia?
Wszyscy wokół nas rozmawiali i śmiali się, poza mężczyzną siedzącym
naprzeciwko mnie. On wciąż ignorował swoją partnerkę, opróżniał szklankę
z drinkiem i patrzył z rezygnacją na ekran telefonu, na którym
wyświetlały się setki wiadomości na minutę. Zerknął na mnie jakby
niewidzącym wzrokiem. Zaczęłam się zastanawiać, ile on ma lat. Wydawał
się starszy ode mnie, ale na pewno nie był w wieku taty.
- Ja? - Uśmiechnęłam się uprzejmie, prostując kręgosłup. Wygładziłam
serwetkę leżącą na moich kolanach. Miałam nienaganne maniery i zawsze
świetnie szło mi prowadzenie niezobowiązujących konwersacji. Uczyłam się
w szkole łaciny, etykiety i wiedzy ogólnej. Potrafiłam zagadać tak do
prezydentów, jak i kawałka przeżutej gumy. - Och, rok temu skończyłam
szkołę, a teraz skupiam się na nawiązywaniu znajomości w Chicago.
- Innymi słowy ani nie pracujesz, ani się nie uczysz - skomentował
beznamiętnym tonem mężczyzna siedzący przede mną. Wypił drinka i posłał
mojemu ojcu drwiący uśmiech.
Czułam, że końcówki moich uszu robią się czerwone. Zerknęłam na tatę,
szukając pomocy. Chyba jednak nie usłyszał, bo nie skomentował przytyku.
- Jezu Chryste - odezwała się blondynka siedząca obok nieuprzejmego
faceta. Zrobiła się czerwona jak burak, ale on ją zlekceważył.
- Jesteśmy wśród przyjaciół. Nikt nie upubliczni tej informacji.
Upubliczni? Kim on, u diabła, jest?
Wyprostowałam się, biorąc łyk drinka.
- Oczywiście są jeszcze inne rzeczy, którymi się zajmuję.
- Zamieniam się w słuch - prychnął, udając zainteresowanie.
Wszyscy po naszej stronie stołu ucichli. Zrobiło się jakoś dziwnie,
jakby zaraz miało dojść do katastrofy.
- Uwielbiam akcje charyta...
- To nie jest żadna praca. Czym się zajmujesz?
Wymyśl jakieś czasowniki, Francesco. Czasowniki.
- Jeżdżę konno i lubię pracować w ogrodzie. Gram na fortepianie. I... Ach,
chodzę na zakupy. - Wiedziałam, że się pogrążam, ale on uparł się na ten
temat. I chyba nikt nie chciał mnie uratować.
- To zwykłe hobby i przywileje. Jaki jest twój wkład w społeczeństwo,
panno Rossi, poza wspieraniem amerykańskiej ekonomii poprzez kupowanie
tylu ubrań, że można by ubrać wszystkich mieszkańców Ameryki Północnej?
Sztućce brzdęknęły o drogą porcelanę. Siedząca obok niego kobieta
zapowietrzyła się. Rozmowy zamilkły natychmiast.
- Wystarczy - syknął mój ojciec lodowatym tonem, gromiąc mężczyznę
morderczym spojrzeniem. Skrzywiłam się, ale facet był niewzruszony.
Siedział prosto, a nawet wydawał się rozbawiony tematem konwersacji.
- Muszę się z tobą zgodzić, Arthurze. Dowiedziałem się o twojej córce
wszystkiego co trzeba. I to w niecałą minutę.
- Chyba zapomniałeś o swoich politycznych i publicznych obowiązkach, a dobre maniery zostawiłeś w domu, nieprawdaż? - zapytał mój ojciec, jak
zwykle dobrze wychowany.
Mężczyzna uśmiechnął się złośliwie.
- Wręcz przeciwnie, Rossi. Wydaje mi się, że jednak o nich pamiętam. I chyba nie będziesz z tego zadowolony.
Preston Bishop i jego żona pogrążali mnie jeszcze bardziej, wypytując o mój pobyt w Europie, o koncerty i o to, co chciałabym studiować
(botanikę, chociaż nie byłam na tyle głupia, by uważać, że trafię na
uczelnię). Rodzice z uśmiechem obserwowali moje doskonałe umiejętności
prowadzenia rozmowy; nawet kobieta siedząca obok bezczelnego mężczyzny
włączyła się do pogawędki i zaczęła rozmawiać o wycieczce po Europie w trakcie swojego gap year. Okazało się, że jest dziennikarką i podróżuje po całym świecie.
Mimo że wszyscy byli dla mnie bardzo mili, nie potrafiłam otrząsnąć się
z upokorzenia, które odczułam przez złośliwe komentarze jej partnera.
Teraz mężczyzna ponownie skupiał się na dnie kolejnej szklaneczki z drinkiem. Jego mina wyrażała znudzenie.
Chciałam mu powiedzieć, że kolejny drink nie załatwi niczego, ale
profesjonalna pomoc psychologiczna może zdziałać cuda.
Po kolacji przyszedł czas na tańce. Każda kobieta obecna na sali miała
przy sobie plakietkę z nazwiskami osób, które wylicytowały taniec
właśnie z nią. Zebrane w ten sposób pieniądze miały zostać przekazane na
cele charytatywne.
Sprawdziłam swoją plakietkę i moje serce zabiło szybciej, kiedy
zauważyłam nazwisko Angela. A potem obleciał mnie strach, bo dotarło do
mnie, że oprócz niego na liście jest cała masa włoskich nazwisk.
Odnosiłam wrażenie, że kolejka do mnie jest dłuższa niż do innych kobiet
i że na koniec wieczoru stopy odpadną mi od tych wszystkich tur na
parkiecie.
Pocałowanie Angela może okazać się trudne.
Pierwszy taniec ze mną zaklepał sobie sędzia federalny. Potem nawalony
playboy włoskiego pochodzenia, który mieszkał w Nowym Jorku; zdradził
mi, że przyjechał tutaj tylko po to, żeby sprawdzić, czy plotki o moim
wyglądzie są prawdziwe. Pocałował rąbek mojej spódnicy jak jakiś
średniowieczny dżentelmen, a potem jego przyjaciele zaciągnęli go do
stołu. Błagam, oby nie poprosił mojego ojca o zgodę na randkę ze mną!,
jęknęłam w duchu. Robił wrażenie bogatego głupka, przez którego moje
życie zaczęłoby przypominać Ojca Chrzestnego. Trzeci taniec
zarezerwował gubernator Bishop, a czwarty Angelo.
Z politykiem odbębniłam krótkiego walca, bo nie chciałam popsuć sobie
humoru na cały wieczór.
- Tutaj jesteś. - Twarz Angela pojaśniała, kiedy podszedł do mnie i gubernatora.
Nad naszymi głowami wisiały żyrandole. Ludzie stukali obcasami o marmurową podłogę. Angelo skinął głową, ujął moją dłoń, a drugą położył
na mojej talii.
- Wyglądasz pięknie. Jeszcze bardziej oszałamiająco niż dwie godziny
temu - westchnął. Jego ciepły oddech owiał moją twarz. Poczułam, jak
serce trzepocze mi w piersi.
- Dobrze wiedzieć, bo w tej sukni nie mogę oddychać - skwitowałam ze
śmiechem, patrząc mu w oczy.
Wiedziałam, że mnie teraz nie pocałuje i nagle ogarnęła mnie panika. A co, jeśli w ogóle nie będziemy mieli okazji tego zrobić? Wtedy liścik
okaże się bez sensu.
Ta drewniana szkatułka albo mnie uratuje, albo zabije.
- Chętnie zrobiłbym ci usta-usta, gdybyś przestała oddychać. - Obrzucił
spojrzeniem moją twarz i przełknął ślinę. - Ale lepiej zacznijmy od
zwykłej randki za tydzień. O ile jesteś zainteresowana.
- Jestem - odpowiedziałam, nieco zbyt pośpiesznie.
Roześmiał się, opierając swoje czoło o moje.
- A nie chcesz wiedzieć, kiedy...?
- Kiedy wyjdziemy? - zapytałam głupio.
- To też. W piątek. Ale chciałem powiedzieć: czy chcesz wiedzieć, kiedy
zrozumiałem, że będziesz moją żoną? - zapytał niewzruszony.
Z trudem pokiwałam głową. Chciało mi się płakać. Poczułam, że jego ręka
zaciska się wokół mojej talii. I dobrze, bo niewiele brakowało, żebym
się przewróciła.
- To było w te wakacje, kiedy ty skończyłaś szesnaście, a ja dwadzieścia
lat. Byłaś wtedy jeszcze za młoda. - Roześmiał się. - Dość późno
przyjechałem z rodziną do naszej sycylijskiej posiadłości. Szedłem
ścieżką z walizką, kiedy zauważyłem, jak w porcie związujesz kwiaty w bukiet. Uśmiechałaś się. Byłaś tak piękna i nieuchwytna, a ja nie
chciałem się odzywać, żeby nie zepsuć chwili. A potem zerwał się wiatr i kwiaty rozsypały się wszędzie. Nawet się nie zawahałaś. Wskoczyłaś na
główkę do rzeki i wyciągnęłaś każdy z nich, chociaż wiedziałaś, że nic z nich już nie będzie. Dlaczego to zrobiłaś?
- Moja mama miała w tym dniu urodziny - przyznałam. - Dlatego nie mogłam
pozwolić sobie na porażkę. A bukiet jednak wyszedł mi ładnie.
Spuściłam wzrok, gapiąc się na nasze stykające się klatki piersiowe.
- Nie mogłaś pozwolić sobie na porażkę - powtórzył Angelo zamyślony.
- Tamtego dnia w łazience w restauracji pocałowałeś mnie w nos -
zauważyłam.
- Pamiętam to.
- A dzisiaj zamierzasz skraść mi pocałunek? - zapytałam.
- Nigdy niczego bym ci nie ukradł, Frankie. Zapłacę za pocałunek z tobą
każdą cenę - wyszeptał łagodnie i puścił do mnie oko. - Ale obawiam się,
że wziąwszy pod uwagę, ilu panów ustawiło się do ciebie w kolejce, a także to, że ja muszę porozmawiać z każdym mafiosem, który zjawił się na
tym przyjęciu, będziemy musieli ten pocałunek przełożyć. Ale nie martw
się. Już zapłaciłem hojnie Mariowi, żeby w piątek wieczorem nie śpieszył
się z odbieraniem samochodu po naszej randce.
Przypływ paniki przeszedł w najprawdziwsze przerażenie. Jeśli on mnie
dzisiaj nie pocałuje, przepowiednia z liściku się nie sprawdzi.
- Proszę... - Spróbowałam lekko się uśmiechnąć, żeby zamaskować trwogę
ekscytacją. - Moje nogi muszą trochę odpocząć.
Przygryzł pięść i uśmiechnął się.
- Nie kuś, Francesco.
Nie wiedziałam, czy mam płakać z rozpaczy, czy krzyczeć z frustracji.
Pewnie i jedno, i drugie.
Piosenka jeszcze się nie skończyła, więc wciąż kołysaliśmy się w swoich
ramionach, jak spowici mrocznym zaklęciem. Nagle na nagich plecach
poczułam czyjąś silną rękę.
- Teraz moja kolej - zadudnił za mną niski głos.
Odwróciłam się z niezadowoloną miną i zobaczyłam bezczelnego mężczyznę w czarnej masce.
Był wysoki, na pewno metr dziewięćdziesiąt lub nieco więcej. Czarne jak
atrament włosy zostały idealnie przygładzone, sylwetka smukła, ale
umięśniona. Szare, lekko skośne oczy ciskały gromy, a kwadratowa szczęka
oraz idealnie zarysowane wargi dodawały mu szorstkości. Na jego ustach
tańczył wyniosły, pogardliwy uśmiech, który miałam ochotę zetrzeć. Widać
było, że wciąż bawi go to, co powiedziałam przy stole. Zauważyłam, że
ludzie gapią się na nas otwarcie. Kobiety pożerały go wzrokiem jak
piranie, a mężczyźni przyglądali się sytuacji z rozbawieniem.
- Ręce przy sobie - warknął Angelo, gdy zmieniła się piosenka i nie mógł
mnie przy sobie dłużej zatrzymać.
- A ty nie wtrącaj nosa w nie swoje sprawy - odparł z kamienną twarzą
mężczyzna.
- Czy na pewno jest pan na mojej liście? - Rzuciłam mu uprzejmy, choć
chłodny uśmiech.
Wciąż nie potrafiłam pozbierać się po rozmowie z Angelem. Mimo to
mężczyzna niezwłocznie przycisnął mnie do twardego ciała i zaborczo
przyłożył dłoń do moich lędźwi, tuż nad tyłkiem.
- Czekam na odpowiedź - syknęłam.
- Ja zapłaciłem za ten taniec najwięcej - odpowiedział oschle.
- Oferty są anonimowe. Nikt nie wie, kto ile płaci - odparłam, starając
się nie krzyczeć.
- I wiem już, że ta suma nie była adekwatna do przyjemności.
Niewiarygodne.
Zaczęliśmy walc z boku sali; kobiety łypały na nas zazdrośnie. Te
bezwstydne spojrzenia świadczyły o tym, że blondynka, która mu
towarzyszy, nie jest jego żoną. A ja mogłam się wpieniać, jednak nie
potrafiłam zaprzeczyć temu, że wszystkie go pożądały.
Tańczyłam z nim sztywno, cała spięta, ale on chyba nawet nie zwrócił na
to uwagi. A może po prostu miał to gdzieś? W przeciwieństwie do
większości facetów potrafił tańczyć walca, ale robił to bardzo
mechanicznie. Brakowało mu ciepła i swobody Angela.
- Nemezis - zauważył. Zaskoczyło mnie to. Poczułam się naga pod jego
drapieżnym spojrzeniem. - Zsyła na ludzi niepowodzenie i wymierza im
sprawiedliwość. Nie pasuje do uległej dziewczyny, która zabawiała przy
stole Bishopa i jego paskudną żonę.
Zadławiłam się własną śliną. Czy on właśnie nazwał żonę gubernatora
paskudną? A mnie uległą? Odwróciłam wzrok i starałam się nie zwracać
uwagi na upajający zapach jego wody kolońskiej oraz dotyk marmurowego
ciała.
- Nemezis to moja duchowa patronka. To ona zwabiła Narcyza do
zwierciadła wody, w którym ujrzał swoje odbicie i umarł z zachwytu nad
sobą. Próżność to okropna choroba. - Uśmiechnęłam się do niego
kusicielsko.
- Niektórzy z nas mogliby na nią umrzeć. - Obnażył równe, białe zęby.
- Arogancja to zaraza. Współczucie jest lekarstwem. Większość bogów nie
przepadała za Nemezis, bo miała zasady.
- A ty masz? - Uniósł ciemną brew.
- Czy ja co...? - Zamrugałam, mój zalotny uśmiech zaczął znikać.
Na osobności facet był jeszcze bardziej bezczelny.
- Czy masz zasady? - podsunął.
Pytał mnie o to tak wyzywająco i uwodzicielsko, że poczułam się, jakby
tchnął w moją duszę ogień. Zapragnęłam odsunąć się od jego dotyku i wskoczyć do basenu pełnego lodu.
- Oczywiście, że tak - odpowiedziałam, prostując się. - Gdzie pańskie
maniery? Wilki pana wychowały?
- Chcę usłyszeć jakiś przykład - odpowiedział wymijająco.
Spróbowałam się od niego odsunąć, ale szarpnął mnie i przyciągnął do
siebie. Pięknie rozświetlona sala balowa rozpłynęła się w tle. Zaczęłam
zauważać, że mężczyzna za maską jest nienaturalnie piękny, jednak jego
paskudne zachowanie to przyćmiewało.
Jestem wojowniczką i damą... Jestem zdrową na umyśle osobą, która potrafi
sobie poradzić z tym okropnym człowiekiem.
- Naprawdę lubię Angela Bandiniego - odezwałam się cicho, patrząc w jego
oczy, a potem w stronę stołu, przy której siedziała rodzina Angela. Mój
ojciec znajdował się parę miejsc dalej. Patrzył na nas chłodno, otoczony
przez mafiosów, którzy gawędzili w tle. - I widzi pan, w mojej rodzinie
mamy tradycję, która ciągnie się od pokoleń. Przed weselem panna młoda z rodziny Rossich musi otworzyć drewnianą szkatułkę, ręczne wyrzeźbioną
przez wiedźmę zamieszkującą włoską wieś moich przodków, i przeczytać
trzy liściki napisane przez dziewczynę z rodziny, która jako ostatnia
wyszła za mąż przed nią. Ma to przynieść szczęście i powodzenie. To coś
w rodzaju przepowiedni i talizmanu. Dzisiaj wykradłam tę skrzynię i otworzyłam jeden z liścików, żeby ubiec los. Na karteczce napisano, że
dzisiaj pocałuję miłość swojego życia i... Cóż... - Przygryzłam dolną wargę,
zerknąwszy spod rzęs na puste miejsce Angela. Mężczyzna patrzył na mnie
spokojnie, jakbym była filmem w obcym języku, którego nie rozumiał. -
Dzisiaj go pocałuję.
- I to pani zasady?
- Chcę przez to powiedzieć, że jestem ambitna. Gdy czegoś pragnę, dążę
do tego.
Zauważyłam, że jego twarz pod maską ściągnęła się w drwiącym grymasie,
jakby chciał powiedzieć, że jestem skończoną idiotką. Popatrzyłam mu
prosto w oczy. Mój ojciec nauczył mnie, że z mężczyznami trzeba
postępować stanowczo, a nie uciekać. Bo ten facet na pewno by mnie
gonił.
Tak, wierzę w tradycję.
Nie, nie obchodzi mnie, co sobie pomyślisz.
Wtedy dotarło do mnie, że on usłyszał już całą historię mojego życia, a ja nawet nie zapytałam go o imię. Nie chciałam go poznać, ale etykieta
wymagała, żebym choć udawała.
- Zapomniałam pana spytać o nazwisko.
- Pewnie dlatego, że to pani nie obchodzi - warknął. Przyglądał mi się w milczeniu, znudzony. Nic nie odpowiedziałam, bo była to prawda. -
Senator Wolfe Keaton - odparł ostro.
- Nie jesteś za młody na senatora? - Postanowiłam przejść na ty i trochę
się popodlizywać, żeby sprawdzić, czy jestem w stanie rozpuścić lodową
powłokę, którą się otoczył. Niektórych ludzi po prostu trzeba mocno
przytulić. Najlepiej za szyję.
Chwila, w tym momencie miałam ochotę go udusić. A to nie to samo.
- Mam trzydzieści lat. Skończyłem we wrześniu, zostałem wybrany w listopadzie.
- Gratulacje. - A co mnie to obchodzi? - Pewnie jesteś zachwycony.
- Skaczę z radości. - Przyciągnął mnie jeszcze bliżej siebie. Docisnął
moje ciało do swojego.
Odchrząknęłam.
- Czy mogę zadać ci osobiste pytanie?
- Jeśli ja też będę mógł - odparował.
Zastanowiłam się.
- Zgoda.
Udzielił mi pozwolenia skinieniem głowy.
- Dlaczego poprosiłeś o taniec ze mną, nie wspominając, że słono
zapłaciłeś za tę wątpliwą przyjemność, skoro ewidentnie masz mnie za
płytką i odpychającą?
Po raz pierwszy tego wieczoru na jego twarzy pojawił się grymas
przypominający szczery uśmiech, u niego nienaturalny, zakrawający na
iluzję. Stwierdziłam, że na pewno nie śmieje się często. Możliwe, że
wcale.
- Chciałem sprawdzić osobiście, czy plotki o twojej urodzie są
prawdziwe.
No i znowu się zaczyna!
Chciałam go kopnąć, ale się powstrzymałam. Mężczyźni to takie proste
istoty! Chociaż Angelo uważał, że już wcześniej byłam ładna... Nawet gdy
miałam aparat na zębach, piegi pokrywały mój nos i policzki, a niesfornych włosów w nijakim brązowym kolorze nie potrafiłam jeszcze
układać.
- Teraz moja kolej - odpowiedział, nie komentując mojego wyglądu. - Czy
już wybrałaś imiona dla swoich dzieci z Banginim?
Dziwne pytanie, które bez wątpienia miało mnie rozdrażnić. Ileż bym
dała, żeby w tym momencie obrócić się na pięcie i zostawić go na środku
sali. Ale muzyka już cichła i byłoby głupio przerwać taniec, który i tak
się kończył. Poza tym najwyraźniej nie podobała mu się żadna moja
odpowiedź. Dlaczego miałabym psuć świetną passę?
- On nazywa się Bandini. I tak, właściwie to już wybrałam. Christian,
Joshua i Emmaline.
Zgoda, wybrałam również płeć dzieci. Tak to już bywa, kiedy ma się zbyt
dużo wolnego czasu.
Senator w masce uśmiechał się teraz szeroko. Gdyby gniew nie sprawiał,
że czułam się tak, jakby moimi żyłami płynął czysty jad, doceniłabym
jego zęby jak z reklamy pasty. Zamiast jednak pochylić głowę i pocałować
wierzch mojej dłoni, zgodnie z zasadami balu maskowego, zrobił krok w tył i zasalutował drwiąco.
- Dziękuję, Francesco Rossi.
- Za taniec?
- Za to, że otworzyłaś mi oczy.
Po przeklętym tańcu z Keatonem wieczór tylko się pogorszył. Angelo
siedział przy stole z grupką mężczyzn, pogrążony w ożywionej rozmowie, a ja tańczyłam po kolei z każdym, rozmawiałam, uśmiechałam się, coraz
bardziej tracąc nadzieję i odchodząc od zmysłów z każdą kolejną
piosenką. Cóż za absurd: ukradłam szkatułkę matki, jedyną rzecz, jaką
wzięłam bez pozwolenia w całym swoim życiu, i przeczytałam liścik, żeby
zebrać się na odwagę i pokazać Angelowi, co do niego czuję. Czy jeśli on
mnie nie pocałuje - albo w ogóle nikt tego nie zrobi - moje życie
miłosne zostanie przekreślone na zawsze?
Trzy godziny później udało mi się wymknąć na zewnątrz. Stanęłam na
betonowych schodach przy wejściu i wciągnęłam do płuc rześkie nocne
powietrze. Mój ostatni partner w tańcu musiał natychmiast wyjść, bo jego
żona zaczęła wcześniej rodzić. Całe szczęście.
Otoczyłam się ramionami, żeby ochronić się przed chicagowskim wiatrem.
Roześmiałam się sama do siebie. Żółta taksówka minęła wysokie budynki,
jakaś tuląca się do siebie para przeszła zygzakiem po chodniku.
Klik.
Czułam się tak, jakby ktoś wyłączył świat - lampy przy ulicy nagle
zgasły i nic już nie widziałam.
Zrobiło się upiornie i klimatycznie; tylko księżyc nad moją głową rzucał
jakieś światło. Poczułam, że ktoś za moimi plecami otacza mnie ramieniem
w talii. Dotyk był stanowczy, jakby mężczyzna, do którego należał,
chciał poznać moje ciało.
Odwróciłam się. Gdy zobaczyłam czarno-złotą maskę Angela, powietrze
uszło z moich płuc, a ciało zmieniło się w galaretę.
- Jednak przyszedłeś. - Odetchnęłam z ulgą.
Musnął kciukami moje policzki i delikatnie skinął głową, nic nie mówiąc.
Tak.
Nachylił się i przycisnął swoje usta do moich.
Serce biło mi jak szalone.
O ja pierniczę! To się dzieje naprawdę.
Złapałam go za poły marynarki i przyciągnęłam. Wcześniej wielokrotnie
wyobrażam sobie nasz pocałunek, ale nie sądziłam, że będzie smakować aż
tak - jak dom, tlen, wieczność. Jego pełne usta przesunęły się po moich,
gorący oddech owiał mój język. Odkrywał, skubał i droczył się ze mną.
Przygryzłam jego dolną wargę i przekrzywiłam głowę, ochoczo pogłębiając
pocałunek. Rozwarł usta i wysunął język, który owinął się wokół mojego.
Odwdzięczyłam się. Przycisnął mnie do swojego ciała; pieścił mnie
powoli, namiętnie, jęcząc w moje usta, jakby spijał wodę cudem
znalezioną na pustyni. Ja lizałam każdy zakątek jego ust, chociaż nie
miałam żadnego doświadczenia. Czułam się zawstydzona, podniecona, ale co
najważniejsze - wolna.
Wolna. W jego ramionach. Czy istnieje uczucie bardziej wyzwalające od
miłości?
Kołysałam się w jego bezpiecznych objęciach, całując go jeszcze przez
dobre trzy minuty, aż w końcu zaczęłam odzyskiwać zdrowy rozsądek.
Smakował whiskey, a nie winem, które Angelo pił całą noc. I wydawał się
znacznie wyższy ode mnie - wyższy od Angela. Następnie wyczułam zapach
jego wody po goleniu i przypomniałam sobie szare lodowate oczy, dzikość
i mroczną zmysłowość, która rozpalała we mnie ogień.
Zaczerpnęłam powietrza. I się wściekłam.
Nie.
Odsunęłam się od niego tak gwałtownie, że straciłam równowagę.
Próbowałam przytrzymać się barierki, ale on złapał mnie za nadgarstek i przyciągnął do siebie, żebym nie upadła. Nie próbował powrócić do
naszego pocałunku.
- To ty! - krzyknęłam roztrzęsiona. Światło na ulicy rozbłysło - cóż za
wspaniałe wyczucie czasu! - więc mogłam zobaczyć ostre rysy twarzy.
Twarz Angela była łagodna, choć z mocno zarysowaną szczęką. Natomiast
ten mężczyzna wydawał się jak wykuty z kamienia. I nie patrzył na mnie
tak, jak mój ukochany.
Jak on to zrobił? Dlaczego to zrobił? Oczy zaszły mi łzami, ale nie
chciałam się rozpłakać. Nie zamierzałam rozkleić się na oczach tego
człowieka i dać mu satysfakcji.
Zrobił krok do tyłu i zdjął maskę Angela - Bóg jeden wie, jak wszedł w jej posiadanie - a potem rzucił ją na schody, jak skażoną. Teraz jego
twarz wyglądała jak najlepsze dzieło sztuki. Była brutalna,
zawstydzająca, ale nie mogłam oderwać od niej wzroku. Odsunęłam się,
żeby zwiększyć dystans między nami.
- Jak? To było banalne. - Do wszystkiego miał lekceważące podejście;
nawet flirtował z nieskrywaną niechęcią. - Bystra dziewczyna zapytałaby
dlaczego.
- W takim razie dlaczego? - prychnęłam, nie chcąc przyznać się do tego,
co działo się przez ostatnie pięć minut. Pocałował mnie jakiś obcy.
Angelo, zgodnie z moją rodzinną tradycją, nie zostanie miłością mojego
życia. Ale ten dupek...
Tym razem to on się odsunął. Do tej pory jego szerokie barki blokowały
mi widok na wejście do muzeum, więc nie widziałam, kto tam stał. Ze
skulonymi ramionami, otwartymi ustami, bez maski.
Angelo zerknął na moje opuchnięte usta, a potem obrócił się i zniknął w budynku. Emily pobiegła za nim.
Wolfe, już nie w przebraniu owcy, odwrócił się do mnie plecami i ruszył
po schodach na górę. Kiedy dotarł do drzwi, dołączyła do niego jego
partnerka. Otoczył ją ramieniem, a potem oddalili się razem. Mnie nawet
nie zaszczycił spojrzeniem.
Stałam, przytrzymując się barierki. Słyszałam, że jego partnerka coś
mamrotała, a on odpowiadał jej oschle. Jej śmiech rozbrzmiewał w powietrzu jak dzwonki.
Kiedy drzwi ich limuzyny się zamknęły, usta zapiekły mnie tak bardzo, że
musiałam ich dotknąć, żeby sprawdzić, czy przypadkiem nie płoną. Pokaz
siły nie był przypadkowy. On zrobił to specjalnie.
Odebrał mi władzę.
Wyszarpnęłam karteczkę z gorsetu i rzuciłam ją na stopnie schodów, a potem zdeptałam jak rozwścieczony dzieciak.
Wolfe Keaton to złodziej pocałunków!
Rozdział drugi
Francesca
Targana gniewem przyglądałam się w nocy każdej rysie i każdej
niedoskonałości na suficie w sypialni, paląc papierosa.
To była zwykła głupota, zabawa. Nie żaden naukowy fakt. Oczywiście nie
wszystkie przepowiednie zapisane na tych notatkach okazały się prawdą.
Możliwe, że nigdy więcej nie zobaczę Wolfe'a Keatona.
Niedługo miałam się spotkać z Angelem. Nawet jeśli odwoła naszą randkę w piątek, w tym miesiącu ma się odbyć tyle wesel, świąt i innych wydarzeń,
że na pewno na siebie wpadniemy.
Twarzą w twarz wszystko mu wyjaśnię. Żaden głupi pocałunek nie wymaże
wielu lat podtekstów. Już nawet wyobraziłam sobie jego żal, gdy dowie
się, że pocałowałam senatora tylko przez to, że wzięłam go za niego.
Zgasiłam papierosa i zapaliłam kolejnego. Nie tknęłam telefonu, nie
chciałam wysłać Angelowi wiadomości w rozhisteryzowanym tonie. Musiałam
porozmawiać o tym ze swoją kuzynką Andreą. Mieszkała po drugiej stronie
miasta, ale jako że miała już ponad dwadzieścia lat, była dla mnie
jedynym źródłem wiedzy o płci przeciwnej - chociaż nie pomagała mi zbyt
chętnie.
Nadszedł poranek, niebo przybrało odcienie różu i żółci. Ptaki za oknami
ćwierkały, siedząc na parapetach.
Zasłoniłam oczy ręką i skrzywiłam się, czując w ustach posmak popiołu i rozczarowania. Dziś była sobota i musiałam wyjść z domu, zanim moja
matka wpadłaby na jakiś pomysł - na przykład zabrała mnie do sklepu,
żeby kupić drogie sukienki, a przy okazji wypytała o Angela. Pomimo tych
wszystkich tandetnych ubrań i butów w mojej szafie byłam jak na
standardy włoskiej mafii całkiem prostą dziewczyną. Odgrywałam swoją
rolę, ponieważ musiałam, ale nie znosiłam być traktowana jak
niesamodzielna, pusta księżniczka. Nie malowałam się, a włosy wolałam
nosić nieujarzmione. Bardziej lubiłam jeździć konno i grzebać w ziemi w ogrodzie, niż chodzić na zakupy i robić paznokcie. Moim ulubionym
zajęciem była gra na fortepianie. A spędzanie wielu godzin w przebieralni w towarzystwie matki i jej przyjaciółek to moja definicja
piekła.
Obmyłam twarz, włożyłam czarne bryczesy, buty do jazdy konnej i białą
kurtkę. Zeszłam do kuchni i wyciągnęłam paczkę papierosów. Zapaliłam
jednego do cappuccino, którym popiłam dwie tabletki przeciwbólowe.
Odetchnęłam szarym dymem, gryząc paznokieć przy jadalnym stole. W duchu
ponownie przeklęłam senatora Keatona. Wczoraj miał czelność założyć, że
wybrałam sobie takie życie, i jeszcze mi się ono podoba. Nie wziął pod
uwagę, że może po prostu się z nim pogodziłam zamiast walczyć i zwyciężyć. Nie chciałam nikogo pokonywać.
Wiedziałam, że nie wolno mi zrobić w życiu kariery. Pogodziłam się z tą
bolesną świadomością, tylko w takim razie dlaczego nie mogłam otrzymać
tego, czego chciałam? Życia z Angelem, jedynym facetem w całym mafijnym
świecie, którego naprawdę lubiłam?
Już słyszałam stukot szpilek mamy na górze i skrzypienie drzwi do
gabinetu taty. Potem tata zaczął warczeć na kogoś po włosku, a moja mama
wybuchnęła płaczem. Moja mama nie była histeryczką, a tata rzadko
podnosił głos, dlatego wzbudziło to moją czujność.
Rozejrzałam się po kuchni na parterze, która łączyła się z wielkim
salonem i tarasem. Zauważyłam Maria i Stefana, którzy szeptali między
sobą po włosku. Kiedy dostrzegli, że się im przyglądam, natychmiast
przestali.
Zerknęłam na zegar wiszący na ścianie. Nawet nie było jedenastej.
Znacie to uczucie zbliżającej się katastrofy? Ten pierwszy wstrząs pod
stopami, pierwsze drżenie filiżanki z kawą przed brutalnym sztormem?
Właśnie tak czułam się w tej chwili.
- Frankie! - zawołała mama wysokim głosem. - Będziemy mieć gości.
Nigdzie nie wychodź.
Przecież i tak nie mogłam zerwać się i tak po prostu zniknąć. To było
ostrzeżenie. Skóra mi ścierpła.
- A kto przychodzi? - odkrzyknęłam.
Niecałe dwie sekundy później dostałam odpowiedź, bo rozległ się dźwięk
dzwonka przy drzwiach. Nawet nie zdążyłam wejść po schodach na górę,
żeby zapytać rodziców, co się dzieje.
Otworzyłam drzwi z rozmachem, a po drugiej stronie zastałam mojego
nowego arcywroga Wolfe'a Keatona. Jego twarz, jak zwykle, wykrzywiał
wredny uśmiech. Rozpoznałam go bez maski, mimo że wczoraj miał ją na
twarzy przez większość czasu. Nie znosiłam tego mężczyzny, ale trzeba mu
przyznać, że takiej twarzy nie da się zapomnieć.
Z ponurą miną i stanowczym krokiem, odstawiony w drogi garnitur wparował
do mojego domu. Otrząsnął mokasyny z porannej rosy. Jego ochroniarze
wkroczyli za nim.
- Nemezis. - Wypluł to słowo, jakbym to ja zrobiła mu krzywdę. - Jak
poranek?
Fatalnie, i to dzięki tobie.
Oczywiście nie musiał wiedzieć, jaki miał wpływ na mój nastrój.
Wystarczy, że pozbawił mnie pierwszego pocałunku z Angelem.
Zamknęłam za nim drzwi, nie zaszczycając go spojrzeniem. Powitałam go z równym entuzjazmem, co Ponurego Żniwiarza.
- Fantastycznie, senatorze. Właściwie to chciałam ci podziękować za
wczoraj - odparłam, serwując mu fałszywie uprzejmy uśmieszek.
- Naprawdę? - Sceptycznie uniósł brew.
Zdjął płaszcz i podał go jednemu ze swoich ochroniarzy, skoro ja nie
chciałam go wziąć.
- Tak. Pokazałeś mi, jak prawdziwy mężczyzna nie powinien się zachowywać
i udowodniłeś, że Angelo Bandini jest tym właściwym. - Ochroniarz
Wolfe'a odwiesił jego płaszcz na wieszak, ignorując mnie kompletnie.
Obstawa Keatona nie przypominała pracowników ojca; ci nosili prawdziwe
uniformy i zapewne kiedyś służyli w armii.
- Jesteś kiepskim dżentelmenem, za to oszustem wybornym. Piątka z plusem. Imponujące. - Pokazałam uniesione kciuki.
- Ależ z ciebie komediantka. - Zacisnął usta.
- A ty jesteś... - zaczęłam, ale wtrącił się szorstko.
- Prawnikiem. Dlatego nie lubię bezsensownych pogadanek. Chętnie
zostałbym tutaj z tobą i porozmawiał o naszym zbliżeniu, Francesco, ale
obowiązki wzywają. Polecam ci jednak tutaj zaczekać, bo ta pogawędka to
dopiero zwiastun.
- I już czuję, że raczej kiepska. Nie zdziwiłabym się, gdyby film okazał
się słaby.
Pochylił się, naruszając moją przestrzeń osobistą. Złapał mój podbródek
w dłoń. Jego srebrne oczy błysnęły jak bożonarodzeniowe światełka.
- Sarkazm nie przystoi dobrze wychowanym damom, panno Rossi.
- A ja bym powiedziała, że dżentelmen nie powinien całować bez
pozwolenia.
- Całowałaś mnie bardzo chętnie, Nemezis.
- Bo nie wiedziałam, kim jesteś, złoczyńco.
- Czekają cię kolejne pocałunki. I nawet nie będę musiał się o nie
prosić, bo zrobisz to dobrowolnie. Więc na twoim miejscu nie składałbym
obietnic, które i tak zostaną złamane.
Otworzyłam usta, chcąc mu powiedzieć, że powinien iść się leczyć, ale
wtedy ruszył w stronę schodów i zostawił mnie osłupiałą na parterze.
Skąd w ogóle wiedział, dokąd ma się udać?
Odpowiedź była jasna.
Musiał być tutaj już wcześniej.
Znał mojego ojca.
I wcale za nim nie przepadał.
Przez następne dwie godziny paliłam jak smok w kuchni, krążąc w tę i z powrotem. Robiłam sobie cappuccino, piłam łyk, a potem wylewałam do
zlewu. I od nowa. Palenie było jedynym złym nawykiem, na który mi
pozwalano. Matka mówiła, że pomaga mi ograniczyć apetyt, a tata był z pokolenia, które wciąż uważało, że to modne i światowe. Dzięki
papierosom czułam się jak dorosła. Bez nich odnosiłabym wrażenie, że
jestem traktowana jak dziecko trzymane pod kloszem.
Dwadzieścia minut po zniknięciu Wolfe'a na górę udało się dwóch
prawników mojego ojca. A także dwóch kolejnych, których nie znałam.
Poza tym mama dziwnie się zachowywała.
Do tej pory nigdy nie wchodziła do gabinetu taty w trakcie biznesowych
spotkań, a teraz zrobiła to dwukrotnie. Raz, żeby zanieść napoje, choć
zazwyczaj należało to do naszej gosposi Clary. Gdy weszła tam po raz
drugi i wyszła, mamrotała coś do siebie histerycznie i przez przypadek
zbiła wazę.
Odnosiłam wrażenie, że minęło przynajmniej kilka dni, zanim drzwi
otworzyły się ponownie i tym razem po schodach zszedł Keaton.
Stałam nieruchomo, czekając na wyrok śmierci. Po jego ostatnim
komentarzu miałam złe przeczucia. Uważał, że znowu go pocałuję. Lecz
jeżeli poprosił mojego ojca o zgodę na randkę, to srogo się zawiedzie.
Nie był Włochem, nie pochodził z mafijnej rodziny, a ja go nie znosiłam.
To trzy rzeczy, które mój ojciec musiał wziąć pod uwagę.
Wolfe zatrzymał się na ostatnich stopniach i zszedł z nich wolniej,
jakby chciał podkreślić swoją władzę i wzrost. A przy okazji pokazać mi,
że ja jestem mała i nieważna.
- Jesteś gotowa na werdykt, Nem? - Kąciki jego ust uniosły się w lubieżnym uśmiechu.
Włoski na moich rękach stanęły dęba. Czułam się tak, jakbym znalazła się
na kolejce górskiej, na samym szczycie, tuż przed zjazdem. Odetchnęłam z trudem. Fale strachu zalewały mi płuca.
- Wprost nie mogę się doczekać. - Wywróciłam oczami.
- Chodź za mną - nakazał.
- Nie, podziękuję.
- To nie jest prośba - warknął.
- To dobrze, bo nie mam zamiaru cię posłuchać - wycedziłam.
Nigdy nie byłam wobec nikogo tak opryskliwa. Ale Wolfe Keaton zasłużył
sobie na moją furię.
- Pakuj się, Francesco.
- Słucham?
- Pakuj się - powtórzył powoli, jakbym nie rozumiała, a nie po prostu
nie mogła uwierzyć w znaczenie tych słów. - Piętnaście minut temu
zostałaś oficjalnie moją narzeczoną. Ślub odbędzie się z końcem
miesiąca, co oznacza, że twoja głupia tradycja ze szkatułką... A przy
okazji, dzięki za tę historię, przydała dramatyzmu mojej propozycji,
tradycja zostanie podtrzymana - oznajmił chłodno.
Ziemia pod moimi stopami drżała, a ja coraz bardziej pogrążałam się w gniewie i szoku.
- Mój ojciec nigdy nie zrobiłby mi czegoś takiego. - Stopy miałam
przyklejone do podłogi, więc nie mogłam ruszyć na górę, żeby to
sprawdzić. - Tata na pewno nie sprzedałby mnie komuś, kto dał najwięcej.
Na jego usta powoli wypłynął złowieszczy uśmiech. Mój gniew tylko
podsycał jego apetyt.
- A kto powiedział, że dałem za ciebie najwięcej?
Rzuciłam się na niego.
Nigdy wcześniej nikogo nie zaatakowałam - nauczono mnie, że kobieta,
która robi sceny, nie ma szacunku do samej siebie. Dlatego też nie
uderzyłam go w twarz z całych sił. To było niemal klepnięcie,
przyjacielskie, które ledwie musnęło jego kwadratową szczękę.
Nawet jej nie dotknął. W jego bezdennych srebrnych oczach mieniły się
wyłącznie brak zainteresowania i kpina.
- Daję ci dwie godziny na pozbieranie swoich rzeczy. Tego, co tutaj
zostawisz, już nie odzyskasz. I nie próbuj sprawdzać, czy jestem
punktualny. - Podszedł do mnie i siłą włożył mi na przegub złoty
zegarek.
- Jak mogłeś mi to zrobić? - W mgnieniu oka przestałam się stawiać i zaczęłam szlochać, popychając go. Nie myślałam. Chyba nawet nie
oddychałam. - Jak przekonałeś moich rodziców?
Byłam jedynaczką. Moja matka miała skłonność do poronień. Nazywała mnie
swoją cudowną księżniczką - a mimo to stałam tutaj, naznaczona przez
obcego faceta zegarkiem od Gucciego jak obrożą. Ewidentnie bogatego. Moi
rodzice zawsze bacznie obserwowali każdego adoratora, który podchodził
do mnie w trakcie jakiegoś publicznego wydarzenia. Nawet moich
przyjaciół traktowali z pewną dozą nieufności. Właściwie chronili mnie
przed nimi do tego stopnia, że nie miałam żadnych przyjaciół. Byłam
blisko wyłącznie z kobietami z rodziny.
Za każdym razem, gdy poznawałam jakieś dziewczyny w moim wieku, rodzice
uważali je za zbyt tandetne. Lub twierdzili, że nie pochodzą z wystarczająco dobrej rodziny.
Co za absurd!
Z jakiegoś powodu nie miałam wątpliwości co do tego, że Wolfe mówi
prawdę.
Chyba po raz pierwszy w życiu zaczęłam wierzyć, że mój ojciec wcale nie
jest bogiem. Że także on ma słabe punkty. A Wolfe Keaton najwyraźniej je
odnalazł i wykorzystał.
Włożył płaszcz i ruszył do drzwi. Jego ochroniarze podreptali za nim jak
lojalne labradory.
Pobiegłam na piętro, czując, że moje nogi płoną od adrenaliny.
- Jak mogłaś! - Najpierw skierowałam gniew na mamę, która obiecała, że w kwestii małżeństwa zawsze będzie mnie wspierać. Rzuciłam się na nią, ale
tata zdążył mnie powstrzymać. Za drugą rękę złapał mnie Mario.
To był pierwszy raz, gdy jakiś mężczyzna użył przeciwko mnie siły. I jeszcze mój własny ojciec.
Kopałam i krzyczałam, gdy wyciągali mnie z gabinetu. Mama stała
nieruchomo, ze łzami w oczach. Prawnicy siedzieli skuleni w kącie,
gapili się w dokumenty i udawali, że nic się nie dzieje, jak zwykle.
Chciało mi się krzyczeć, aż ten dom legnie w gruzach, zasypując nas.
Chciałam narobić im wstydu, walczyć z nimi.
Miałam dziewiętnaście lat. Mogłabym uciec.
Pytanie tylko dokąd? Nie miałam nikogo oprócz rodziców. Nawet pieniędzy
nie miałam.
- Francesco - odezwał się mój tata z determinacją w głosie. - Nie żeby
to miało jakieś znaczenie, ale to nie jest wina twojej matki. To ja
wybrałem dla ciebie Wolfe'a Keatona, bo uważam, że to najlepszy wybór.
Angelo jest miłym chłopcem, ale to przeciętniak. Jego ojciec jest
zwykłym rzeźnikiem. Natomiast Keaton to najbardziej pożądany kawaler w całym Chicago. Możliwe, że zostanie kiedyś prezydentem Stanów
Zjednoczonych. Jest również znacznie bogatszy, starszy i na dłuższą metę
bardziej przyda się mafii.
- Ale ja nie jestem mafią! - Czułam swoje struny głosowe drżące od
wrzasku. - Jestem człowiekiem.
- Jesteś i jednym, i drugim - odparł. - Jako córka człowieka, który
odbudował chicagowską mafię od zera, musisz się poświęcić. Czy tego
chcesz, czy nie.
Nieśli mnie do mojego pokoju na końcu korytarza. Mama wlokła się za
nimi, mamrotała pod nosem przeprosiny, ale ja byłam zbyt przerażona,
żeby jej słuchać. Naprawdę, wciąż nie chciałam uwierzyć, że mój ojciec
wybrał Keatona bez konsultacji ze mną. Ponadto wiedziałam, że jest zbyt
dumny, by o tym dyskutować.
Nie wiedzieć dlaczego Keaton miał nad nim przewagę.
- Ale ja wcale nie chcę najbardziej pożądanego kawalera w Chicago,
prezydenta Stanów Zjednoczonych czy nawet samego papieża! Chcę Angela! -
warczałam, ale nikt mnie nie słuchał.
Jestem jak powietrze. Niewidzialne, nic nieznaczące, choć jednocześnie
tak potrzebne.
Zatrzymali się przed moim pokojem, mocniej zaciskając ręce na moich
nadgarstkach. Zwiotczałam, kiedy dotarło do mnie, że dalej już nie
idziemy, i zajrzałam do środka.
Clara upychała moje ubrania i buty w otwartych walizkach leżących na
łóżku, co jakiś czas ocierając łzy. Mama złapała mnie za ramiona i obróciła do siebie.
- W liściku było napisane, że kto pocałuje cię jako pierwszy, zostanie
miłością twojego życia, prawda? - Patrzyła na mnie rozbieganymi,
zaczerwienionymi oczami. Starała się za wszelką cenę podnieść mnie na
duchu. - To on cię pocałował, Frankie!
- Zrobił to podstępem!
- Przecież tak naprawdę nie znasz tego Angela, vita mia...
- Senatora Keatona znam jeszcze mniej.
A to, co o nim wiem, napawa mnie nienawiścią.
- Jest bogaty, przystojny i czeka go świetlana przyszłość - zauważyła
mama. - Jeszcze się nie znacie, ale zdążycie to nadrobić. Ja też nie
znałam twojego ojca, dopóki za niego nie wyszłam. Vita mia, czym jest
miłość bez odrobiny ryzyka?
Bezpieczeństwem, pomyślałam.
Nie miałam wątpliwości, że Wolfe Keaton uprzykrzy mi życie.
***
Dwie godziny później minęłam w czarnym cadillacu DTS wykonane z kutego
żelaza bramy posiadłości Keatona.
Przez całą drogę błagałam młodego pryszczatego kierowcę w tanim
garniturze, żeby zabrał mnie na najbliższy posterunek policji, ale on
udawał, że mnie nie słyszy. Grzebałam w torebce, żeby znaleźć telefon,
ale go tam nie znalazłam.
- Kurde! - westchnęłam.
Mężczyzna siedzący na miejscu dla pasażera prychnął.
Dopiero teraz odnotowałam jego obecność. To był ochroniarz.
Moi rodzice mieszkali w Little Italy, gdzie wszędzie można było się
natknąć na katolickie kościoły, restauracje serwujące tradycyjne dania i parki, po których spacerowały rodziny z dziećmi. Wolfe Keaton mieszkał
jednak przy prestiżowej i sterylnej Burling Street, w przytłaczającej
białej posiadłości, która przy innych domach w okolicy wyglądała na
komicznie wielką. Sądząc po rozmiarze, żeby zbudować coś takiego, trzeba
było zburzyć pobliskie lokale, podejrzewałam.
Wolfe Keaton sprawiał wrażenie kogoś, kto dąży po trupach do celu.
Powitały mnie zadbane trawniki i okna w średniowiecznym stylu. Bluszcz i paprocie owijały się wokół elewacji jak palce zaborczej kobiety na ciele
mężczyzny.
Wolfe Keaton był senatorem, ale na pewno nie zarobił tylu pieniędzy
dzięki polityce.
Gdy samochód się zatrzymał, dwóch służących otworzyło bagażnik i wyciągnęło moje liczne walizki. W drzwiach pojawiła się starsza i wychudzona wersja Clary. Miała surową minę, czarną sukienkę i srebrne
włosy spięte na czubku głowy.
Wyniośle uniosła głowę i obrzuciła mnie niezadowolonym spojrzeniem.
- Panna Rossi?
Wysiadłam z samochodu, tuląc torebkę do piersi. Ten dupek nawet się nie
stawił, żeby mnie powitać!
Kobieta podeszła do mnie, wyprostowana jakby połknęła kij, z rękami
złączonymi na plecach.
- Nazywam się Sterling.
Popatrzyłam na jej wyciągniętą dłoń, ale jej nie uścisnęłam. Ona
pomagała Wolfe'owi w porwaniu mnie i małżeństwu wbrew mojej woli.
Właściwie to, że nie przyłożyłam jej torebką od Louboutina, mogłam uznać
za przejaw mojego cywilizowanego zachowania.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki