Postawił kołnierz długiego, czarnego płaszcza i skulił się w sobie. Wprawdzie była
jesień, ale ziemski klimat młodemu demonowi wyraźnie nie służył. Wstrząsnął nim dreszcz
obrzydzenia, gdy przypomniał sobie pełne litości spojrzenia ludzi, którymi obdarzali
go, kiedy na początku swego wygnania, całkowicie zagubiony, usiłował jakoś przystosować
się do życia w ich wymiarze. Patrzyli na niego jak na biednego obłąkańca, ale wtedy
nie zwracał na to zbytniej uwagi. Był zbyt wstrząśnięty niesprawiedliwym, jego zdaniem,
wyrokiem Piekła skazującym go na banicję. Prawdopodobnie naprawdę sprawiał wrażenie
pomylonego i bezbronnego.
W nocy włóczył się, a dni spędzał w pustych mieszkaniach, do których dostawał się
z łatwością. Tkwił w stuporze, z którego nie był w stanie się wyrwać. A wszystko przez
głupi wypadek... Wzdrygnął się wspominając ten pierwszy miesiąc na Ziemi. Staczał
się ku otchłani rozpaczy i bezsiły. Resztkę magii, która mu pozostała, wykorzystywał
do przetrwania następnego dnia, i następnego, i jeszcze jednego, aż do końca okresu
wygnania. Trzy lata bez wstępu do rodzimego wymiaru, bez pomocy czy choćby odrobiny
zainteresowania, bez dostępu do mocy Otchłani. Piekło zapominało o tych, których skazywało
na banicję.
Trzy lata, tymczasem już po miesiącu był cieniem samego siebie. Do momentu, gdy trzech
ogolonych na łyso, ubranych w dresy miłośników siłowni spróbowało zabawić się z włóczęgą.
Zadziałały odruchy, zarówno ciała jak i umysłu. Pozostawił za sobą ludzkie wraki,
z połamanymi kośćmi i umysłami na skraju obłędu, a łatwość, z jaką to zrobił, wywołała
w nim wybuch szatańskiego śmiechu. Wiedział już, że przetrwa te trzy lata na Ziemi
bez problemu, pomimo ograniczeń własnych możliwości. Mógł nie mieć pełni mocy demona,
ale zdecydowanie był lepszy od tych nędznych kreatur zwanych ludźmi.
Darreth szedł ulicami miasta bez celu, słuchając najnowszej płyty Behemotha i oddając
się rozmyślaniom na temat przyszłości, gdy wyczuł coś znajomego. Pchnięty nagłym impulsem
wszedł do pobliskiego pubu. Tu jednak ślad się urywał. Demon zamówił piwo i wbił bezmyślny
wzrok w ścianę. Sączył napój i wspominał dawne czasy. Odwiedził już trzykrotnie Ziemię,
ale to były inne lata.
Pierwszy raz przybyli z ojcem do tego wymiaru, aby wybrać sobie wzór zamku. Wtedy
właśnie wykluły się bliźnięta i rodzina musiała zamieszkać z dala od Centrum Piekła,
na Północnych Rubieżach. Darreth pamiętał, że pokłócił się z ojcem o jedną wieżyczkę,
którą przecież można było zburzyć później. Miał wtedy zaledwie 40 lat, ale postawił
na swoim: zamek nie miał wieżyczki od samego początku.
Demon uśmiechnął się do wspomnień. Tak, to były piekielnie dobre czasy. A później,
gdy...
- Przepraszam, czy to miejsce jest wolne?
Miękki, ale stanowczy głos wyrwał Darretha z zamyślenia. Wbił mordercze spojrzenie
w intruza. Naprzeciw niego stała wysoka, zgrabna dziewczyna o ściętych krótko jasnych
włosach i szarych oczach. Rozzłoszczony nagłą przeszkodą miał już rzucić jakąś niemiłą
uwagę, gdy nagle wyczuł w niej to coś znajomego, co skierowało jego kroki do knajpy.
Opanował się i poprosił, by usiadła. Zamówiła piwo i przyjrzała się swemu towarzyszowi.
W swojej ulubionej ludzkiej postaci Darreth był młodym, na oko trzydziestoletnim,
przystojnym mężczyzną. Szczupłej twarzy o kształtnych, dość ostrych rysach uroku dodawały
zielone oczy o głębokim wejrzeniu. Na ramiona spływały długie, falujące, czarne włosy.
Może i było w jego wyglądzie coś demonicznego, ale na pewno nie w negatywnym znaczeniu.
Dziewczyna zorientowała się, że jej ciekawość zakrawa na zniewagę i przeniosła wzrok
na kufel z piwem. Demon zauważył jej zakłopotanie i nagle zechciał pomóc nieznajomej
w wybrnięciu z sytuacji. Zaintrygowało go to znajome coś, co wymykało się rozpoznaniu.
- Niezły lokalik - powiedział. - Często tu bywasz?
- Tak - pod wpływem jego spojrzenia zmieszała się jeszcze bardziej. - Nie, tak naprawdę
byłam tu zaledwie kilka razy.
Darreth zaśmiał się krótko.
- Ze mną jest jeszcze gorzej - przyznał. - Odwiedzam to miejsce pierwszy raz.
- A gdzie bywałeś dotąd?
- Tu i tam. Niedawno dopiero przybyłem do tego miasta.
Zapadła cisza, podczas której dziewczyna znowu wpatrywała się w demona. Dla Darretha
obserwacja ta stawała się coraz bardziej uciążliwa.
- Aż tak ci się podobam? - zapytał.
Sylwia zarumieniła się i nic nie rzekła.
- Odpowiedz mi, co sprawia, że tak się na mnie gapisz? - wysyczał. Nie cierpiał, gdy
ktoś zbyt długo mu się przyglądał. Dziewczyna milczała przez dłuższą chwilę, a potem
cicho oświadczyła:
- Masz coś wspólnego z magią. Musisz mieć. Ja się nie mogę mylić.
To było to! Magia przyciągnęła demona do dziewczyny i choć była to tylko słaba, ludzka
odmiana, to jednak stanowiła znajomy element w obcym dla niego świecie. Darreth wyszeptał
konspiracyjnie:
- Jestem Mistrzem. O to ci chodziło?
- Tak! Tak! - zachwyt Sylwii zdawał się nie mieć granic. - Naucz mnie tyle, abym mogła
zdobyć tę godność.
- To nie takie proste.
- Zrobię, co zechcesz. Znam już podstawy, ale sama nigdy nie zajdę tak daleko. Nauczysz
mnie?
- To niemożliwe. Musiałabyś skończyć Akademię Zła, Magii i Sztuk Obrzydliwych. A tu
napotykamy dwa problemy nie do pokonania. Po pierwsze dzięki mojemu niedbalstwu Akademia
nie istnieje.
Dziewczyna nie straciła jeszcze nadziei.
- Przecież kiedyś ją odbudują - zaoponowała.
- Tak - mruknął Darreth. - Za jakieś trzy Piekielne Lata, czyli nie wiadomo dokładnie
kiedy.
I do tej chwili muszę się tu z wami męczyć, dodał w duchu. Cholerny wypadek! Moment
nieuwagi zapewnił mu tytuł mistrzowski i trzy lata wygnania.
Zamyśliła się.
- To nawet dobrze - powiedziała. - Do tego czasu nauczysz mnie tyle, abym mogła spokojnie
dostać się na tę uczelnię. Bo chyba jest egzamin wstępny?
Demon pokiwał głową.
- Jest - potwierdził. - Ale się nie dostaniesz, nawet, jeśli go zdasz.
- Czemu? Nie będziesz mnie uczył?
Demon wzruszył ramionami.
- Mogę cię uczyć, zawsze to jakaś rozrywka. Ale nie przyjmą cię ze względu na pochodzenie.
- A co w nim złego?
Darreth zaśmiał się.
- Złego? - zapytał. - Wręcz przeciwnie. Nic złego, po prostu nie jesteś demonem.
- Co?!
- Nie jesteś demonem.
- To znaczy, że ty nim jesteś?
Teraz nie mógł się już wycofać.
- Tak - odparł krzywiąc się lekko. - Jestem.
- I pochodzisz z Piekła, z prawdziwego Piekła?
- Tak. Dokładniej z Północnych Rubieży.
- Cudownie! - wykrzyknęła. - Znam demona!
- Ciszej! Chcesz, żeby wszyscy o tym słyszeli?
Sylwia pokręciła głową. Zrozumiała.
- Mieszkasz gdzieś? - zapytał Darreth.
Demon obudził się późnym rankiem i przeciągnął leniwie. Poprzedniego wieczoru zdobył
uczennicę i kochankę w jednej osobie. Nieźle jak na pierwszy dzień jego nowego życia.
Rozejrzał się. No tak, jak mógł zapomnieć o mieszkaniu!
Wstał i poszedł do kuchni. Była ona urządzona w nowoczesnym stylu, biało-czarne szafki
z chromowanymi uchwytami zajmowały jedną z dłuższych ścian, tę bez okna. Naprzeciwko
stał stół z trzema barowymi stołkami. Pomieszczenie wyglądało zbyt schludnie jak na
należące do osoby zajmującej się magią, ale Darreth podejrzewał, że to tylko pozory.
Otworzył pierwszą z brzegu szafkę i nie zawiódł się. Panował w niej trudny do opisania
bałagan. W szufladzie służącej ludziom zazwyczaj do przechowywania sztućców znalazł
kawę. To wystarczyło. Wsypał trochę do stojącego na bufecie kubka i zalał gorącą wodą.
Mógł użyć jako podstawy jakiegokolwiek napoju, aby potem go zmienić (posłodzić, zamieszać,
podgrzać czy schłodzić) za pomocą magii, ale smak i działanie kawy jakoś nigdy mu
się nie udawały. Z dymiącym kubkiem w ręku podszedł do kuchenki mikrofalowej, w której
coś zdawało się leżeć. Po śniadaniu demon wybrał się na wędrówkę po mieszkaniu. Był
to przestronny, dwupokojowy lokal w wysokim apartamentowcu. Jedno z pomieszczeń służyło
za nowoczesny, urządzony ze smakiem salon, w którym na całkiem wygodnej sofie spędzili
ostatnią noc, ale demonowi bardziej podobała się mroczna sypialnia - tam kończyły
się pozory i wyczuwał fluidy Magii.
Rozejrzał się dokładniej. Pomieszczenie nie było zbyt duże, ale całkiem pojemne. Pod
oknem znajdowało się łóżko z Ikei - drewniana rama plus dwa materace, służące zarazem
do snu, jak i do magicznych rytuałów. Obok, na sporej komodzie, stały różnorodne figurki
i przedmioty o rzekomym zastosowaniu rytualnym. Demon otworzył szufladę mebla, potem
drugą. To samo. W trzeciej i czwartej znalazł bieliznę. Na szczęście, bo już zastanawiał
się nad ewakuacją z powodu niepoczytalności swej gospodyni. Pomyślał, że będzie miała
znacznie więcej przestrzeni, gdy pozbędzie się tych rzeczy, które z magią miały niewiele
wspólnego.
Oprócz komody w pokoju znajdowały się jeszcze szafa (z ubraniami), regały z książkami,
zawieszony pod sufitem telewizor i rzucony na dywan (gładki, beżowy, miękki) przenośny
komputer.
Na piaskowych ścianach wisiały obrazy ukazujące postaci różnorodnych diabłów i demonów,
jednocześnie bliskie i dalekie prawdzie. Darreth nie mógł tego jednoznacznie określić,
gdyż nie znał prawie żadnych diabłów, które należą do najniższej kasty w Piekle, a
większość demonów posiada niemal nieograniczoną możliwość zmiany swego kształtu.
Wzruszył ramionami i odwrócił się plecami do obrazów. Na półkach regału dostrzegł
szereg ksiąg dotyczących czarnej magii. Otworzył pierwszą z brzegu, przeczytał kilka
zdań i wybuchnął śmiechem. Nic dziwnego, że ludzie tak łatwo zawierali transakcje
z Piekłem - nic o nim nie wiedzieli. O Magii też zresztą niewiele. Przejrzał kilka
stron internetowych, ze smutkiem przekonał się, że jego banicja jest całkowita - nie
mógł się nawet zalogować na stronę Piekła. Wysłał rodzicom uspokajającego maila, że
u niego wszystko źle i kilka makabrycznych dowcipów dla bliźniąt. Znużony ułożył się
wygodnie w łóżku i włączył telewizor.
Przez trzy miesiące Darreth uczył Sylwię magii, uzyskując średnie wyniki, a w wolnych
chwilach włóczył się po mieście. Obejrzał wszystkie muzea, zobaczył większość sztuk
wystawianych w teatrach, wszystkie filmy wyświetlane w kinach i nadawane w telewizji
oraz wiele ściągniętych z internetu. Zwiedził okoliczne zabytki (prócz kościołów,
które podziwiał tylko z daleka), centra handlowe, restauracje, kluby i puby. Czytał
gazety i najpopularniejsze książki. W szybkim tempie nadrobił braki w swojej wiedzy
na temat Ziemi i jej mieszkańców. Polubił ten wymiar za możliwości, które stwarzał.
Znalazł sobie lukę na rynku. Właściwie nie lukę, ale dziedzinę, w której mógł łatwo
wyeliminować konkurencję. Zaplanował na najbliższy miesiąc budowanie własnego wizerunku,
jednocześnie informując świat o swoim istnieniu i otaczając się mgłą tajemnicy. Zamierzał
rzucać klątwy, za odpowiednią opłatą, oczywiście. Sprawdził, że może działać negatywnie
na ludzi bez żadnych konsekwencji czy narażenia się na wykrycie swej prawdziwej natury
(tak wiele z ludzkich złych życzeń się spełnia, że kilka celowych magicznych działań
z pewnością umknie uwadze). Usługi miały być drogie (ale zawsze skuteczne) i elitarne
(żeby usługodawca sam mógł wybrać usługobiorcę i żeby ten czuł się z tego powodu wyróżniony).
Sprawa była dopięta na ostatni guzik i nadszedł czas rzucania pierwszych klątw, by
rozsławić firmę, a demon poczuł się znużony. Zapragnął wakacji zanim na dobre zaczął
pracę.
Nie chciał wyjeżdżać daleko, a ludzie już go zmęczyli. Zapragnął choć drobnego, nędznego
"dotyku zła" w jego piekielnej postaci. Teleportował się do zamku w Łęczycy, odwiecznej
siedziby Boruty. Gospodarza nie było w domu, więc Darreth postanowił skrócić sobie
oczekiwanie poprzez zwiedzanie zamku. Zmienił postać, aby wyglądać bardziej swojsko.
Postarzył się trochę, dodał sobie kilka kilogramów, pogrubił rysy twarzy. Skrócił
i przyprószył siwizną włosy. Na koniec fundnął sobie małą łysinkę na czubku głowy.
Demon obejrzał już połowę niewielkiego zamku, zapoznając się z wizerunkami diabłów
wykonanymi z różnorodnych materiałów i w wielorakich stylach oraz ze scenkami rodzajowymi
z życia w czasach odległych, i był w drodze na wieżę, gdy jego wyczulone uszy wychwyciły
znajomy odgłos w piwnicy - Boruta próbował zakazanej dla diabłów sztuki teleportacji,
z miernym skutkiem zresztą.
Gdy Darreth przeniósł się do podziemi, Boruta wygrzebywał się spomiędzy różnych gratów.
Na widok intruza wyprostował się z godnością, ukrył ogon i gniewnie wysyczał:
- Czego tu szukasz, człowieku?
- Miejscowego diabła, ale chyba źle trafiłem - odparł demon.
- Chcesz zagarnąć moje złoto! - stwierdził Boruta.
- Gadasz od rzeczy. Szukam po prostu jakiejś rozrywki.
- Zaraz będziesz ją miał! - wykrzyknął diabeł i zaatakował Darretha zaklęciem zmieniającym
człowieka w żabę. Następnie zamierzył się kopytem, by rozdeptać płaza. Ku jego zdumieniu
ropucha zniknęła, a na beczkach z winem siedział rozbawiony młody człowiek i machał
nogami.
- Kim jesteś? - wyjąkał przerażony diabeł.
- Twoim koszmarem - oświadczył całkiem poważnie młody demon. Po czym roześmiał się,
widząc narastającą panikę Boruty.
- Tak naprawdę to jestem przeklętą duszą szukającą ukojenia. No i skarbu, rzecz jasna.
Bo czymże jest spokój bez złota?
Diabeł już prawie doszedł do siebie, więc ostrożnie zapytał:
- Nie jesteś przypadkiem demonem?
- No, nareszcie! Myślałem, że nigdy na to nie wpadniesz.
Boruta pobladł ze strachu, rozumiejąc od razu, w jak niekorzystnej sytuacji się znalazł
przyłapany na teleportacji. Czym prędzej złożył hołd przedstawicielowi wyższej kasty
Piekła. Darretha szczerze ubawił ten gest. Postanowił nie wypaść z roli. Przeszedł
się po piwnicy, od niechcenia wypłoszył kilka szczurów z nor i patrzył jak rozbiegają
się zdezorientowane i wystraszone.
- Może miałbyś coś, co by sprawiło, - oświadczył wyniosłym tonem - że się zastanowię
i być może nie poinformuję Piekła o twoich "magicznych" wyczynach.
- Czemu zawdzięczam tak wielką łaskę, panie? - zapytał z nadzieją diabeł. Co prawda,
była ona niewielka, gdyż znał nieprzeciętną złośliwość demonów.
- Nudno na tej Ziemi, szczególnie gdy ktoś nie może się ujawnić... - Darreth zawiesił
głos dając diabłu szansę na własną interpretację słów. Nie zawiódł się. Boruta zrozumiał
aluzję w najbardziej dla demona odpowiedni sposób.
- To straszne, Mistrzu, jak wielkiego poświęcenia wymagają tajne misje - pokiwał kudłatą
głową. - Jak mógłbym ci uprzyjemnić pobyt tutaj?
- Mam trochę czasu. Zbyt mało, by dotrzeć do Piekła i tam się rozerwać, zbyt dużo,
by marnować go wśród ludzi. Chciałbym, abyś pokrótce opisał mi sytuację panującą w
moim świecie.
- W Piekle, Mistrzu? - chciał się upewnić diabeł.
- Tak.
- Wybacz, że pytam, ale czy nie możesz się skontaktować z jakimś demonem? Zapewne
mają lepsze informacje. Masz też internet.
Darreth wykrzywił się z niechęcią.
- Oczywiście, że mógłbym, koźli pomiocie! Ale miejsce mojego pobytu musi pozostać
tajemnicą.
- Tak, Mistrzu, rozumiem. Może wina?
Darreth zgodził się. Boruta nalał trunku do kryształowego kielicha, który wziął nie
wiadomo skąd w zaniedbanych, zatęchłych lochach zamku, i zapytał:
- Co chcesz wiedzieć, Mistrzu?
- Opowiedz mi o ostatnich zmianach w sytuacji Piekła.
- Tak więc - zaczął diabeł - stanowisko Szatana pozostaje w rękach A'Sterotha, ale
wkrótce odbędą się wybory.
- Kiedy?
- W roku Kssittle'a. Czyli za jakieś dwa ziemskie miesiące.
- Czas płynie tu inaczej, nierówno w stosunku do piekielnego - zauważył demon.
- Tak, Mistrzu, ale nauczyłem się go przeliczać. Żyję tu od dość dawna.
- Fakt. Ale kontynuuj. Kto weźmie udział?
- Zirrenth, Restoth, Filzarreth, Asserith, Geelorth. Ci na pewno. Może i inni.
- Tak jak myślałem - mruknął Darreth. - A co z dziedzicznością tronu? Nie znalazł
się pretendent?
- Nie. Nic nie słychać od tysięcy lat.
- Czyli od czasu, gdy zaginął Klejnot Władcy Demonów - dodał demon i obaj zamilkli.
- Mistrzu - odezwał się po chwili z wahaniem Boruta. - Czy jeśli wyjawię ci pewien
sekret, nie doniesiesz Piekłu o mnie i będę mógł dalej eksperymentować z Magią?
- To zależy od sekretu.
- Wiem, gdzie jest Klejnot.
Darreth z wrażenia aż zeskoczył z beczki.
- Jesteś pewien?! - wykrzyknął.
- Jak najbardziej.
- Mów! - zażądał demon.
- Dobrze, Mistrzu. Popełniłem kiedyś błąd przy teleportacji z Piekła tutaj i wylądowałem
w innej płaszczyźnie. Wtedy ujrzałem Klejnot. Świecił złowróżbnym blaskiem i zniewalał
każdego, kto na niego spojrzał. Niestety, nie miałem Klucza i nie jestem demonem.
Strażnik Klejnotu zauważył to i odesłał mnie tutaj. Od tamtej pory nie mogę odnaleźć
tej płaszczyzny. Zdążyłem jednak usłyszeć, jak wypowiedział jej nazwę przed odesłaniem
mnie.
- Jak ona brzmiała?
- T'lirranorrgern.
Po chwili Darreth był już z powrotem w mieszkaniu Sylwii. Chodząc nerwowo po pokoju,
rozważał sytuację. Aby zostać dożywotnim Władcą Demonów zwanym też Szatanem, trzeba
było pochodzić z arystokratycznego rodu Piekła oraz posiadać Klejnot. Jeden warunek
Darreth spełniał, ale co do drugiego...
Aby zdobyć Klejnot, pomyślał, trzeba najpierw mieć Klucz, który został ukryty przed
tysiącami lat, dotrzeć do Klejnotu i zostać przez niego zaakceptowanym. Błahostka!
Szczególnie, że nie wiem, gdzie leży T'lirranorrgern, a moja zdolność teleportacji
jest ostatnio ograniczona do płaszczyzny, na której przebywam. Żeby to Piekło pochłonęło!
Będę musiał korzystać ze zwykłych Bram. Oczywiście jeżeli znajdę Klucz.
Nie pomyślał nawet o tym, jak mało realne jest to, czego tak nagle zapragnął i jak
nienaturalne nagłe rozbudzenie jego żądzy władzy. Klejnot Władcy Demonów zawładnął
jego mroczną istotą niszcząc wszystkie dotychczasowe plany, pragnienia i marzenia.
Nie było w dostępnych wymiarach przedmiotu bardziej pożądanego i potężniejszego dla
każdej istoty z Piekła rodem.
- Muszę wyjechać - oświadczył Darreth zaskoczonej Sylwii.
- Wrócisz?
Demon uśmiechnął się złośliwie.
- Nie sądzę - powiedział. - Ale dajesz sobie doskonale radę sama.
- Na pewno nie zapomnę twoich nauk - gorliwie przytaknęła dziewczyna. - Czy mogę wiedzieć,
dokąd się udajesz?
- W zasadzie tak. Wyruszam na poszukiwanie Klucza do Klejnotu Władcy Demonów.
- To niedaleko.
- Niedaleko?
- Tak. Musisz udać się w góry, przecież wiesz.
- Nie, nie wiem. Powiedz mi - Darreth starał się ukryć zaskoczenie i podniecenie.
Był tak blisko celu!
- W Tatrach jest przejście do Grenthi.
- Wiem gdzie - wyszeptał demon.
- Klucz ukryto właśnie tam.
- Dlaczego mi nie powiedziałaś wcześniej?! - wykrzyknął, tracąc panowanie nad emocjami.
Żądza władzy płonęła w jego żyłach.
- Pojechałbyś go szukać zamiast mnie uczyć - wyznała Sylwia z rozbrajającą szczerością.
- Zresztą, po co ci Klucz, jeśli nie wiesz, gdzie jest Klejnot?
- Może i masz rację - rzekł zamyślonym głosem. - Ale zawsze się przyda. Od czegoś
trzeba zacząć.