ELLA
(WTEDY)
Krzyk mnie wykańcza. Ta dziewczyna, Sarah, chyba ma rację. Nikt mnie tu nie usłyszy. Kiedy się budzę, ta druga dziewczyna, Paige, siedzi na łóżku i czyta książkę. Czyta książkę w tym lochu, jakby to było zupełnie normalne. Dlaczego pozostałe dziewczęta nie są związane? Dlaczego tylko ja jestem?
Próbuję spać, ale ze związanymi kończynami to niemożliwe. Nie da się znaleźć wygodnej pozycji. Z każdym ruchem inna część mojego ciała wyje z bólu.
Chce mi się pić. Moje gardło płonie. Ale boję się poprosić o coś do picia. A co, jeśli coś do tego dosypią? Nie wiem, jak długo jeszcze wytrzymam. Mam tak suche usta, że wargi przykleiły mi się do zębów. Język wypełnia całą jamę ustną. W końcu będę musiała się czegoś napić. Nie da się żyć bez wody. O ile wiem. Nie wiem, jak długo już tu jestem. Ciężko to stwierdzić, kiedy nie ma światła. Nigdy nie żyłam bez światła.
I jest tak cicho. Martwa cisza. Wytężam słuch, by usłyszeć jakiś dźwięk. Głos. Samochód. Gwizd pociągu. Ruch uliczny. Jakąkolwiek wskazówkę, która podpowie mi, gdzie jestem. Nic. Wsłuchuję się tak mocno, że zaczyna mnie boleć głowa.
Ciągle jestem w mieście? W tym samym kraju? Czy wsadził mnie do samolotu?
Moje myśli zachodzą mgłą.
Potrafię odtworzyć wydarzenia aż do samochodu. Tam wszystko się rozmywa. Obrazy zlewają się ze sobą. Jakaś szmata na mojej głowie. Ciężka i szorstka. Drapała mnie. Nie mogłam oddychać. Zwymiotowałam. Chyba się również posikałam. Nie jestem pewna.
Zapach mojego ciała i moich wydzielin wypełnia powietrze wokół mnie. Chce mi się rzygać.
Jęczę poprzez grubą taśmę zaklejającą moje usta. Sarah przykleiła mi ją z powrotem, kiedy nie przestawałam krzyczeć.
Paige błagała ją, by tego nie robiła, ale nie posłuchała.
- Przyprawia mnie o ból głowy - powiedziała. - Pomóż mi ją przytrzymać.
- Przepraszam - powiedziała Paige, siadając na moich nogach, kiedy zaczęłam się rzucać.
Sarah usiadła mi na brzuchu i uniosła moje ręce za głowę. Spojrzała na mnie.
- Nie musi być tak ciężko - powiedziała przez zaciśnięte zęby. Jej twarz była wytężona z wysiłku. - Nie chcemy cię skrzywdzić, ale musisz słuchać.
- To zejdź ze mnie! Puść mnie! Proszę! Co robisz? - Rzucałam się na wszystkie strony, ale mocno mnie trzymały.
- Po prostu się uspokój.
Podniosłam nogi, zrzucając z nich Paige. Upadła na podłogę obok mojego łóżka. Sarah siłowała się ze mną, a Paige wdrapała się z powrotem.
- Proszę, przestań! - krzyknęła Paige. - Ona go zawoła i on tu przyjdzie. Uwierz mi, że nie chcesz, żeby tu przyszedł. Skuje cię łańcuchami.
W jej oczach pojawił się ten sam strach, który przejmował moje ciało.
Przestałam walczyć. Moje ciało zwiotczało. Sarah szybko przykleiła mi taśmę na usta.
- Masz - sapnęła. - Bądź cicho albo wszystkie będziemy miały kłopoty.
Usiadłam na łóżku, ciężko łapiąc oddech, jakbym właśnie skończyła jeden z moich biegów przełajowych.
Sarah jest ciągle za zasłoną. Chyba dla niego pracuje, ale nie mam pewności. Kim są te dziewczyny?
Przyglądam się Paige, kiedy czyta. Wygląda na młodszą ode mnie, ale może to dlatego, że jest taka drobna. Ma na sobie czarne spodnie dresowe i zwykły biały T-shirt. Jej włosy są krótkie, słodki bob łagodnie okala jej drobną twarz, na środku której znajduje się uroczy, kartofelkowaty nos, zadarty do góry. Paznokcie ma pomalowane na różowo. Wygląda bardzo niewinnie, ale kilka godzin temu przyszpilała mnie do łóżka, więc nie może być znowu taka niewinna.
Potrzebuję wody. Chyba umrę, jeśli nie dostanę czegoś do picia, a nie mogę umrzeć. Muszę żyć, dopóki nie znajdę drogi ucieczki stąd albo dopóki ktoś mnie tu nie znajdzie. Mama musi mnie już gorączkowo szukać. Na pewno zaangażowała jedną z tych ekip, które wkraczają do akcji, kiedy zaginie dziecko. Nawet nie umiem sobie wyobrazić, jak się o mnie martwi. Zawsze wracam do domu na czas. Nie łamię zasad. To ją zabije, jeśli się stąd nie wydostanę. Muszę tylko wytrzymać do czasu, aż mnie znajdzie.
Kaszlę głośno, by zwrócić na siebie uwagę Paige. Odwraca się do mnie. Ma zielone oczy i czarne rzęsy. Jej skóra jest miękka i jasna. Wygląda jak lalka.
Próbuję powiedzieć jej wzrokiem, że chcę, by zdjęła mi knebel. Przyrzekam, że będę cicho, ale z moich ust wydobywa się tylko stłumiony dźwięk.
- Sarah? - woła Paige.
Sarah wystawia głowę zza zasłony. W przeciwieństwie do Paige jej włosy są długie i związane w niedbałego koczka na czubku głowy. Ma kwadratową twarz z idealnymi, wystającymi kośćmi policzkowymi, jak te modelki w czasopismach.
- Co? - pyta wyraźnie zirytowana.
- Myślę, że możemy spróbować jeszcze raz - mówi Paige.
Sarah podchodzi do mnie. Jest wyższa, niż myślałam. Szczupła i smukła, porusza się opanowanym, pewnym siebie krokiem. Ma na sobie takie same czarne spodnie dresowe i biały T-shirt jak Paige. Góruje nad moją pryczą, na której leżę skulona.
- Będziesz już cicho? - pyta.
Kiwam głową i staram się wyglądać na ustępliwą.
Zdziera taśmę z mojej twarzy. Tym razem nawet się nie wzdrygam. Nie rusza się z miejsca. Kładzie ręce na biodrach.
- Nie jesteśmy wrogami - mówi.
Nie jestem pewna, czy jej wierzę.
- Czy mogę dostać trochę wody? - Mówienie mnie boli.
Idzie za zasłonę. To maleńka przestrzeń. Mniejsza niż moja sypialnia w domu. Wraca z butelką wody w ręce.
- Czy możesz mnie rozwiązać? - pytam.
Potrząsa głową.
- Jeszcze nie. Musimy być pewni, że nic nam nie zrobisz.
Cwani są. Już próbowałam wymyślić, jak ich przechytrzyć.
Zbliża butelkę do moich ust i przechyla. Piję łapczywie. Trochę wody wylewa mi się z buzi i cieknie na bluzkę, ale nie przejmuję się tym. Jestem bardzo spragniona.
- Mogę ją nakarmić? - pyta Paige.
- Mam to gdzieś - odpowiada Sarah.
Wręcza jej butelkę z wodą. Idzie za zasłonę i wraca z paczką krakersów. To saltinesy, które zawsze dawała mi mama, kiedy miałam kłopoty żołądkowe. Rzuca je Paige i zostawia nas same. Ale nie jesteśmy całkiem same, bo ta jej zasłona jest tak blisko łóżka Paige, że mogłaby ją dotknąć, gdyby tylko chciała.
- Chcesz krakersa? - Paige nieśmiało trzyma jednego w górze.
Potrząsam głową. Mój żołądek jest zbyt ściśnięty, by jeść. Zwinął się w ósemkę.
Sama zjada parę, biorąc kilka delikatnych kęsów. Zbiera okruchy, które spadają na łóżko.
- Byłam tam, gdzie ty - mówi. - Wiem, jak się czujesz.
Była? Naprawdę? Czy próbuje mnie udobruchać? Ale ten strach w jej oczach, kiedy wspomniała jego imię, był prawdziwy. Kimkolwiek on jest. Nigdy wcześniej go nie widziałam. Czy ona może mi pomóc? Może możemy pomóc sobie nawzajem?
- Ile masz lat? - pytam.
- Piętnaście.
Stawiałabym na trzynaście, ale jest tylko rok młodsza ode mnie.
- Jak się tu znalazłaś? - dopytuję.
- Tak samo jak ty.
Też biegała? Też ją pytał o swojego zagubionego psa?
- Pytał cię, czy widziałaś jego psa?
Kręci głową.
Oczywiście, przecież nie ma żadnego psa. Żadna z jego historii nie była prawdziwa.
- Zapytał mnie, czy znam jego córkę. - Wpatruje się w ścianę, jakby widziała tam coś, czego ja nie dostrzegam. Jej myśli są daleko stąd. - Wracałam do domu z biblioteki, kiedy mnie porwał.
Spływa na mnie ulga. Przykro mi, że też została porwana, ale jest coś kojącego w tym, że nie jestem w tym sama.
- Gdzie mieszkasz? - pytam.
- Mieszkałam w Phoenix.
Jakim cudem znalazłyśmy się tutaj razem? Ja jestem z Aurory w Colorado. Phoenix nie jest nawet w pobliżu.
- Ale ja jestem z Colorado...
Wzrusza ramionami.
- Nie wiem, jak to działa. Nie wiem nawet, gdzie jesteśmy. Możemy być gdziekolwiek.
Zalewa mnie fala paniki.
- Czy ty... czy my już tu zostaniemy?
W jej oczach widać wręcz namacalną rozpacz.
- Nie.
W moim sercu rośnie nadzieja. Jeśli wyjdziemy na zewnątrz, może uda mi się uciec.
- Kiedy nas wypuszczą?
Potrząsa głową.
- Nigdy nas stąd nie wypuści, ale czasem zabiera nas na górę.
- Gdzie na górę?
Bierze z powrotem swoją książkę.
- Nie chcesz wiedzieć, co jest na górze. Tu na dole jest lepiej.