"Zwłoki znaleźliśmy! Gość pobity". Dyżurny wysłał mnie na czynności. Wziąłem tę sprawę, wyprowadziłem i - umorzenie, "NN".
Niefajnie.
Właśnie. Ale powiedz mi, co miałem, kurwa, zrobić w takiej sytuacji? Z jednej strony mogłem się zachować zgodnie z literą prawa. Zadzwonić do Głównego i powiedzieć: "Było zatrzymanie, policjanci pobili, doszło do przekroczenia uprawnień służbowych". Nawet gdyby na sekcji zwłok wyszło, że gość zmarł w wyniku zatrzymania akcji serca, to i tak by powiedzieli, że to na skutek pobicia. Zrobiłaby się afera, zrobiłby się dym - bo wtedy był taki bum na odpierdalanie policjantów. Tak że wyjebaliby wszystkich. Mnie akurat może nie, no bo ja w tym najmniej zawiniłem. Mógłbym tak zrobić, ale z drugiej strony, to był jakiś tam pierdolony rekieter - Ruski, który na chuj się wpierdalał do Polski kroić ludzi? Poniósł konsekwencje swoich czynów.
Ale jednak człowiek...
Tego Ruska to zatrzymywaliśmy chyba z pięć albo sześć razy - miał na imię Jurij. Kroił ludzi na dobry patent. Nie wiem, czy wiesz, ale są takie krople spawacze do oczu, w takich malutkich plastikowych fiolkach. Ja je dobrze znam, bo często ich używaliśmy. Jak się nachlałeś, to, żeby na drugi dzień wzrok mieć idealnie krystaliczny, zapuszczałeś kropelki i miałeś białka prawie błękitne. Ale z drugiej strony, jak kapnąłeś dwie kropelki komuś do kieliszka, to działało jak pigułka gwałtu. Zasypiał po nich od razu. No i ten Jurij robił właśnie wszystkich na te krople spawacze. Zapraszał gdzieś na wódeczkę, usypiał, kroił każdego, kto tam był, i już. Tutaj akurat, jak go zatrzymali, to nieźle napierdalał tę Rosjankę. Nie dziwię się, że się chłopaki wkurwili.
Od początku było ostro?
Jak zacząłem pracować w Warszawie, dali mnie na dworzec kolejowy Warszawa Wschodnia jako kryminalnego - chociaż to się wtedy nazywało "wywiadowca". Miałem jakieś dwadzieścia dwa, dwadzieścia trzy lata - wiesz, młody szczurek, jeszcze bardzo ambitny i tak dalej. Jest godzina dwudziesta z hakiem, idę sobie po peronie, a na samym końcu jeden gość napierdala drugiego. Nad nimi stoi jeszcze jeden, a dodatkowo dwóch innych biegnie w tamtą stronę. A ja, wiesz - młody policjant, idealista, no to biorę giwerę w rękę, biegnę tam i krzyczę: