Złe psy. Po ciemnej stronie mocy - Patryk Vega

Kup ebooka

39.90 zł
33.12 zł (19,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

"Zwłoki zna­leź­li­śmy! Gość po­bity". Dy­żurny wy­słał mnie na czyn­no­ści. Wzią­łem tę sprawę, wy­pro­wa­dzi­łem i - umo­rze­nie, "NN".

Nie­faj­nie.

Wła­śnie. Ale po­wiedz mi, co mia­łem, kurwa, zro­bić w ta­kiej sy­tu­acji? Z jed­nej strony mo­głem się za­cho­wać zgod­nie z li­terą prawa. Za­dzwo­nić do Głów­nego i po­wie­dzieć: "Było za­trzy­ma­nie, po­li­cjanci po­bili, do­szło do prze­kro­cze­nia upraw­nień służ­bo­wych". Na­wet gdyby na sek­cji zwłok wy­szło, że gość zmarł w wy­niku za­trzy­ma­nia ak­cji serca, to i tak by po­wie­dzieli, że to na sku­tek po­bi­cia. Zro­bi­łaby się afera, zro­biłby się dym - bo wtedy był taki bum na od­pier­da­la­nie po­li­cjan­tów. Tak że wy­je­ba­liby wszyst­kich. Mnie aku­rat może nie, no bo ja w tym naj­mniej za­wi­ni­łem. Mógł­bym tak zro­bić, ale z dru­giej strony, to był ja­kiś tam pier­do­lony re­kie­ter - Ru­ski, który na chuj się wpier­da­lał do Pol­ski kroić lu­dzi? Po­niósł kon­se­kwen­cje swo­ich czy­nów.

Ale jed­nak czło­wiek...

Tego Ru­ska to za­trzy­my­wa­li­śmy chyba z pięć albo sześć razy - miał na imię Ju­rij. Kroił lu­dzi na do­bry pa­tent. Nie wiem, czy wiesz, ale są ta­kie kro­ple spa­wa­cze do oczu, w ta­kich ma­lut­kich pla­sti­ko­wych fiol­kach. Ja je do­brze znam, bo czę­sto ich uży­wa­li­śmy. Jak się na­chla­łeś, to, żeby na drugi dzień wzrok mieć ide­al­nie kry­sta­liczny, za­pusz­cza­łeś kro­pelki i mia­łeś białka pra­wie błę­kitne. Ale z dru­giej strony, jak kap­ną­łeś dwie kro­pelki ko­muś do kie­liszka, to dzia­łało jak pi­gułka gwałtu. Za­sy­piał po nich od razu. No i ten Ju­rij ro­bił wła­śnie wszyst­kich na te kro­ple spa­wa­cze. Za­pra­szał gdzieś na wó­deczkę, usy­piał, kroił każ­dego, kto tam był, i już. Tu­taj aku­rat, jak go za­trzy­mali, to nie­źle na­pier­da­lał tę Ro­sjankę. Nie dzi­wię się, że się chło­paki wkur­wili.

Od po­czątku było ostro?

Jak za­czą­łem pra­co­wać w War­sza­wie, dali mnie na dwo­rzec ko­le­jowy War­szawa Wschod­nia jako kry­mi­nal­nego - cho­ciaż to się wtedy na­zy­wało "wy­wia­dowca". Mia­łem ja­kieś dwa­dzie­ścia dwa, dwa­dzie­ścia trzy lata - wiesz, młody szczu­rek, jesz­cze bar­dzo am­bitny i tak da­lej. Jest go­dzina dwu­dzie­sta z ha­kiem, idę so­bie po pe­ro­nie, a na sa­mym końcu je­den gość na­pier­dala dru­giego. Nad nimi stoi jesz­cze je­den, a do­dat­kowo dwóch in­nych bie­gnie w tamtą stronę. A ja, wiesz - młody po­li­cjant, ide­ali­sta, no to biorę gi­werę w rękę, bie­gnę tam i krzy­czę:

Za­je­cha­li­śmy do Szpi­tala Bród­now­skiego i tam ta­kiemu jed­nemu le­ka­rzowi ku­pi­li­śmy pięć bu­te­lek wódki - po­zszy­wał mnie na okrętkę, wy­pi­li­śmy ra­zem i przy oka­zji się z chło­pa­kami po­zna­łem. Dla­tego mó­wię, że jak oglą­da­łem Pit­bulla i była ta scena z Łapką, to jak­bym wi­dział sie­bie... Do­brze, że wtedy ni­kogo, kurwa, nie od­je­ba­łem, bo ja też szyb­ciutki by­łem.

Opo­wiedz o tej afe­rze z Ru­skimi na dworcu.

To była, kurwa, wielka afera. Re­kie­te­rzy zro­bili ru­ski po­ciąg - ten Frank­furt-Mo­skwa. Skro­ili prak­tycz­nie wszyst­kich - jesz­cze jak po­ciąg stał na se­ma­fo­rach przed wjaz­dem na War­szawę Wschod­nią. Wcho­dzimy tam, a tu za­pier­dala Ru­ski i wali jed­nego od nas pałą przez łeb. No i już wiesz, że to nie prze­lewki. Do­szło do tego, że za­czę­li­śmy rą­bać drzwi sie­kie­rami, żeby w ogóle wejść do wa­go­nów. W końcu przy­słali nam po­siłki ze Sto­łecz­nej, bo za­częła się strze­la­nina... Ci Ru­scy po­wy­cią­gali noże, ma­czety, co tylko tam mieli pod ręką. Cały dzień się z nimi na­pier­da­la­li­śmy.

Na­prawdę? W sto­ją­cym po­ciągu taka wojna?

W sto­ją­cym po­ciągu. Ten skład to była po­tem jedna wielka ru­ina. Ale o tym ni­g­dzie nie prze­czy­tasz. Za to mo­żesz po­szu­kać, jak to wszystko zo­stało za­tu­szo­wane. Ty­dzień po zda­rze­niu miał się od­być szczyt do­ty­czący bez­pie­czeń­stwa eu­ro­pej­skiego czy cze­goś ta­kiego. Oczy­wi­ście ru­ski mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych po­wie­dział, że Pol­ska po­biła oby­wa­teli ro­syj­skich, bo nie chciała przy­jąć od nich za­wia­do­mie­nia o prze­stęp­stwie. I że w ta­kim ra­zie trzeba od­wo­łać ten szczyt, bo to jest jawna na­paść na Ro­sję. Ro­zu­miesz? Afera się taka zro­biła, że szczyt od­wo­łali. Ale Mil­cza­now­ski, wtedy mi­ni­ster, po­wie­dział, że krzywdy nie da pol­skiemu po­li­cjan­towi zro­bić, bo po­li­cja do­brze dzia­łała. A tam wtedy ze trzech czy czte­rech na­szych zo­stało po­strze­lo­nych...

Czyli to była pro­wo­ka­cja po­li­tyczna?

Oczy­wi­ście! Mie­siąc może mi­nął, ko­men­dant nas woła i mówi: