Rozdział 2
Klara
Siedziałam dzisiaj w firmie ojca, bacznie obserwowałam pracujących tam mężczyzn. Jest jeden, który wpadł mi w oko. Wołają na niego Alex, ale nazywa się Aleksander Merk. Wiem o nim tylko tyle, że pracuje u mojego ojca. Jest kierowcą, rozwozi towar po całej Europie. Czasem wpada tutaj, aby doglądnąć papierów, właściwie to nawet nie wiem jakich, bo to nie on jest tu odpowiedzialny za papierologię. W każdym razie bywa tutaj, ku uciesze moich oczu. Nieziemsko przystojny i chorobliwie podniecający. Niejedna chciałaby być na miejscu jego żony. Patrzyłam na niego przez okno swojego gabinetu, pomagał któremuś z pracowników ładować tira. Miał na sobie białą bokserkę, która idealnie kontrastowała z jego ciemną opalenizną. Jego szyję zdobił dość gruby, złoty łańcuszek. Na ciele skroplił mu się pot, a skóra tak seksownie błyszczała, że miałam ochotę podejść i chociaż popatrzeć na niego z bliska. Obserwować bicepsy napinające się podczas dźwigania ciężarów. Przepadłam. Wszystko we mnie drżało, zastanawiałam się, co by było, gdybym stała z nim twarzą w twarz? Nogi by się pode mną chyba ugięły. Wiedziałam, że jutro bez ociągania się i bez niechęci do tego miejsca wrócę tutaj chętnie, z nadzieją, że wpadnę gdzieś na niego przypadkiem...
Cholera! Do osiemnastej zostały tylko dwie godziny, mam nadzieję, że się wyrobię na sesję. Droga zajmie mi co najmniej pół godziny. Nienawidzę przedzierać się autem przez miasto w popołudniowym szczycie. Szybka kąpiel, makijaż - zdążę się bez problemu wyszykować, obym tylko dotarła na czas.
Przejrzałam moją "dominową" szafę, tak ją nazywam, bo trzymam w niej swoje stroje, które zakładam na sesje z klientami. Dziś padło na błyszczący gorset ze wstawkami z czerwonego materiału. Do tego długie, równie lśniące szpilki sięgające mi przed udo, kabaretki z dużym oczkiem i obowiązkowo płaszcz, który mnie zakrywa, aby nie było widać mojego wyzywającego stroju. I gotowe. Odłożyłam ubrania na łóżko, po czym szybko poszłam pod prysznic, nie mogłam sobie pozwolić na długą kąpiel w wannie z kokosowymi bąbelkami, bo najzwyczajniej w świecie z niczym bym nie zdążyła. Choć nie ukrywam, przydałby mi się taki relaks. Przez nieuwagę podczas kąpieli zacięłam się w łydkę, goląc nogi. Myślami wciąż byłam w firmie i stałam w oknie, śliniąc się i obserwując Aleksandra. Boże, już dawno mnie tak nie wzięło na jakiegokolwiek mężczyznę!
Przerwałam to swoje bujanie w obłokach, rozsunęłam szklane drzwi i chwyciłam za ręcznik. Wytarłam się i zawiązałam turban na głowie. Owinięta ręcznikiem, stanęłam naprzeciwko lustra. Bez makijażu i tych wszystkich fatałaszków wyglądałam całkiem normalnie, tak niewinnie. Zupełnie jak nie ja. Umyłam zęby, włączyłam suszarkę do włosów i powoli zaczęłam się ogarniać. Stwierdziłam, że muszę zrobić sobie wyrazisty i mocny makijaż, dobrze, że mam wprawioną rękę, więc nie zajmie mi to zbyt wiele czasu. Wysuszone włosy związałam w koński ogon, jeszcze tylko ostatnie szlify i będę mogła wyjść z domu.
Gdy byłam gotowa, wyszłam z mieszkania i odpaliłam swojego ukochanego SUV-a bmw X5. Droga minęła mi niezwykle szybko, miałam jeszcze co najmniej piętnaście minut do umówionego czasu. Nie wiadomo czemu, gdzieś w głębi siebie czułam dziwny niepokój, nigdy wcześniej to mi się nie zdarzało. A jeździłam już przecież do setek, jak nie tysięcy, klientów. Trudno. Może to tylko lekki stres. Całe szczęście zawsze mam w schowku zioło, na rozluźnienie. Wyciągnęłam je, wyjęłam również bletki, nasypałam na jedną z nich susz i zwinęłam gibona. Wiedziałam, że nie spalę całego, zaraz bym się porzygała po takiej ilości, zwykle właśnie tak to na mnie działało. Wzięłam bucha, zaciągnęłam się głęboko w płuca, wstrzymałam oddech i trwałam tak dłuższą chwilę. Lubię sobie czasem zajarać, zwłaszcza wtedy, kiedy dopadają mnie różne stresy. Powtórzyłam czynność jeszcze dwa razy, po czym zaraz schowałam niedopałek w samarkę, a następnie z powrotem do schowka. Idę tam, zdecydowałam.
Rozglądałam się za drewnianym, dużym i gustownym ogrodzeniem, by upewnić się, czy to właśnie ten dom. Moim oczom ukazała się piękna willa w nowoczesnym stylu. Zadzwoniłam domofonem, nikt nie odbierał, ale za to otworzyła się brama. Doszłam do drzwi i niemal natychmiast stanął w nich mężczyzna, dość młody, na oko miał może trzydzieści, czterdzieści lat. Na pewno nie więcej. Bardzo zadbany, elegancko ubrany i modnie ostrzyżony. Cały wyglądał modnie i zdecydowanie na topie. Zaprosił mnie do środka, a po chwili się przedstawił.
- Marek jestem, miło mi panią poznać. Proszę się rozgościć.
- Lady Ann. - Podałam mu dłoń na przywitanie, ucałował ją przeciągle, w dość obleśny sposób. Nie spodobało mi się to.
- Napijesz się czegoś? Kawa, herbata, może coś mocniejszego? - zapytał mężczyzna.
- Dziękuję, zwykła woda wystarczy.
Zastanawiałam się, czy aby na pewno napić się czegokolwiek z jego rąk... Dla pewności obserwowałam każdy jego ruch. Nie miał możliwości, żeby mi czegoś tam dosypać, od razu bym zareagowała. Jestem ostrożna. Przezorny zawsze ubezpieczony.
Podziękowałam mu za wodę, kiedy podstawił mi ją pod sam nos.
I przeszłam do rzeczy, nie byłam przecież tutaj w celach koleżeńskich.
- Znasz zasady sesji? Prosiłam, byś zapoznał się z nimi przed spotkaniem.
- Tak, przejrzałem je. Rozumiem każdy wymieniony w nich podpunkt.
- Czy jest coś, na co się nie zgadzasz? - zapytałam surowo.
- Owszem. Scat, nie zgadzam się na to. A poza tym... Wszystkie chwyty dozwolone. - Uśmiechnął się zawadiacko.
- Dobrze, rozumiem. A hasło bezpieczeństwa? Nie polecam zwykłego "nie". Wiele osób lubi udawać, że się na coś nie zgadza, tylko dlatego, że podnieca je to jeszcze bardziej. Wiesz, co najmniej jak gwałt za przyzwoleniem - wytłumaczyłam mu i przepłukałam zaschnięte usta wodą. Suszy mnie ostro po zielsku. Nie wybucham śmiechem, nie zachowuję się po nim jak kretynka, jedynie mnie mocno luzuje, co najbardziej w tym uwielbiam. Najgorsze jest gastro - mogłabym wtedy połknąć konia z kopytami. Na szczęście tym razem jedynie suszyło mnie w buzi.
- Z tym hasłem to... Głupio tak, ale no dobra, niech będzie "kalafior". Może być? - Roześmiał się.
- Oczywiście. Może być, jak najbardziej.
- Słuchaj, przejdźmy do rzeczy, wiem, co i z czym się je. Nie musisz mi wszystkiego tłumaczyć, naprawdę.
- Okej, lubię, jak wszystko jest wyłożone czarno na białym.
- Spoko, pójdę się przygotować, daj mi maksymalnie pięć minut i zaczynamy.
Zdjęłam płaszcz, podniosłam walizkę, po czym wyjęłam z niej najróżniejsze gadżety, które mogły mi się dzisiaj przydać. Zastanawiałam się, w jaki sposób on ma się przygotować. Co, kurwa, pampersa sobie założy, czy jak? - rozmyślałam. Doznałam ogromnego szoku, kiedy przyszedł ubrany w lateksowe męskie bokserki i miał już nałożoną na szyję obrożę. Mało tego, umawiałam się z nim na sesję, nie było mowy o większej liczbie osób, a ten kretyn przyprowadził ze sobą drugiego mężczyznę, który był ubrany identycznie jak on. Wkurzyłam się.
- Zajmiesz się nami obydwoma? Będziemy grzecznymi pieskami, nie damy ci powodu do złości. - Jego mina budziła skojarzenia z dzieckiem, które prosi o kolejną nową zabaweczkę.
- Nie tak się umawialiśmy. - Chłodno mu dałam do zrozumienia, że nie, nie zajmę się nimi dwoma.
- Zapłacę, ile będziesz chciała, w granicach rozsądku oczywiście, tylko zajmij się nami, proszę.
Czas mu uciekał, nie chciałam go marnować, więc zgodziłam się. Niech stracę, trudno. Kilka tysięcy piechotą nie chodzi...
Przypięłam im obu smycze do obroży, które mieli już na sobie. Potulne i grzeczne psiaki.
- Tu do pańci, chodźcie, nóżka! - przywołałam ich.
Nie minęła nawet minuta, gdy już stali przy moich nogach, udając, że merdają ogonkami. Właśnie. Miałam przygotowane dwa korki analne z futerkiem przypominającym ogon. Podeszłam z powrotem do walizki.
- Włóżcie to sobie - rozkazałam.
Nie protestowali, wykonali rozkaz od razu. Śmiesznie to wyglądało, dwóch dorosłych facetów z korkami z różowym futerkiem w tyłkach. Uśmiechnęłam się sama do siebie, rozbawiona.
- A teraz, kundle, idziemy na spacerek.
Wyszłam z nimi na trawę do ogrodu, przez duży, przeszklony taras. Jeju, jak tutaj jest pięknie - westchnęłam w duchu. Ogród Marka robił naprawdę piorunujące wrażenie. Kątem rozmarzonego oka widziałam gdzieś tutaj siebie, jak leżę w słoneczne popołudnie na hamaku i czytam książki swoich ulubionych autorów.
- No dalej, pijecie posłusznie wodę z miseczki, robicie siusiu i wracamy do środka.
Marek pojebaniec zrobił to perfidnie i bezczelnie wprost na moje szpilki. Uczynił to celowo - chciał zostać ukarany.
- Co zrobiłeś, psie?! Naszczałeś mi na buty?! - Trzasnęłam batem z całej siły po jego plecach. Cały kształt bicza mu się na nich odbił. Mareczek lubił takie zabawy.
- Do mieszkania, kundle, ale to już!
Wbiegli na czworakach do środka.
Zdjęłam szpilki, zapach był odrażający.
- Mareczek, liż je! Masz zlizać z nich zapach i smak swojego moczu!
Skrzywił się, ale wykonał wzorowo zadanie.
Drugi kundel gdzieś mi zniknął.
Zagwizdałam, żeby go zawołać. Spotkałam się jednak z brakiem reakcji.
- Przybłędo, noga! - wydałam komendę po raz kolejny.
Przybiegł, dziwnie się zachowywał, lecz robił to, co mu kazałam. Leżał mi na stopach, ogrzewając je. Grzeczna psinka. Pogłaskałam go po główce. Rzuciłam mu gumową kość - pobiegł po nią i przyniósł mi ją w zębach.
- Co, pieski, dzisiaj tylko krótki spacerek, a kiedy indziej umówimy się na dłuższą sesję?
Czas im uciekł, a jak wiadomo, dla mnie czas to pieniądz. Miało być dwa tysiące za godzinę, jak będzie sam Marek, jednak za akcję z drugim psem niech płacą pięć koła. Na biednych nie wyglądają. Chyba muszę sobie znaleźć niewolnika, który albo ze mną zamieszka, albo będzie siedział ze mną w domu, kiedy ja w nim będę.
- Wstań z moich nóg - rozkazałam przybłędzie, nawet nie wiedziałam, jak on ma na imię, więc ochrzciłam go po swojemu.
Wstał, stanął naprzeciwko mnie i patrzył mi prosto w oczy.
- I co, to już? To koniec? I mamy zapłacić ci pięć kafli, za to, że przyczepiłaś nam smycz i wyprowadziłaś nas na spacer? To żart, prawda? - Nie wyglądał na zadowolonego.
- A czy to jest moja wina, że tak się ociągaliście? Moja godzina robocza zaczęła się w momencie wejścia do tego domu. Nikt mi nie płaci za siedzenie, rozmowy i inne srele morele. Mam wykonać daną robotę i mam na to wyznaczony czas. Umowa to umowa. Więc... Wyskakujcie z hajsu
Co za kretyni, myślą, że będę pracowała za darmo czy co? Warunki są konkretne, a to, że czas im mijał na zupełnie innych rzeczach, przez kompletne nieprzygotowanie, to już nie moja wina. Niech mi zapłacą i spadam stąd najszybciej jak się da.
- Słuchaj... Zostań z nami jeszcze trochę. Chcę, żebyś mnie solidnie ukarała - zabrał głos Marek.
- Mogę cię ukarać na następnej sesji, jeśli się ze mną na nią umówisz. - Byłam nieugięta.
Padli przede mną na kolana. Obydwaj złączyli dłonie jak do modlitwy i prosili, abym jeszcze ich nie opuszczała. Wyglądali śmiesznie.
Podeszłam do nich bardzo blisko, obydwóch złapałam za obroże i pociągnęłam je do góry.
- Nie znaczy nie, czego nie rozumiecie, kundle? - wysyczałam w ich kierunku.
- Ale...
- Ale, kurwa, co? Mam wam to przeliterować?
- Nie musisz. Już dobrze. Ile jesteśmy ci winni?
- Pięć koła.
- Teraz chyba naprawdę powinnaś przeliterować, bo mam wrażenie, że źle zrozumiałem.
Nie pojmowałam, dlaczego są tacy zdziwieni ceną za moją usługę. Przecież ustaliliśmy, co i jak, za samego Mareczka miałam zgarnąć dwa tysiące, a że natknęłam się po drodze na dodatkowy egzemplarz, to stawka od razu wzrosła. Mówił, że zapłaci każdą cenę. Więc, do chuja, niech się uspokoją. Nie będę tu kwitła i prosiła się o swoje zarobione pieniądze.
- Macie do zapłaty pięć tysięcy złotych, teraz łapiesz?
- Ale za co, ja się pytam?!
- Za gówno, kurwa. - Nerwy mi puściły, nie lubię takich sytuacji.
Odwróciłam się na pięcie i chciałam stamtąd wyjść, niech stracę te pieniądze, trudno się mówi, ale załatwię to tak, że żadna domina nigdy nie wykona dla nich jakichkolwiek usług. Mam władzę w ręku, to mój świat. To ja go tutaj w Polsce stworzyłam. To ja nim rządzę. Wszyscy jedzą mi z ręki i mnie słuchają. Niewiernych i sprzeciwiających mi się osób pozbywam się bardzo szybko. Jestem kobietą na oko bardzo wrażliwą i delikatną, ale to tylko pozory.
Nie potrafię kochać, nie potrafię współczuć, nie ruszają mnie ludzie i ich tragedie. Zawsze sięgam po to, co moje, albo jeśli chcę, aby moje było. Nigdy nie miałam z tym problemu. I nie - nie jestem złodziejką. Nigdy niczego nie ukradłam, mam pieniądze na wszystko, o czym tylko zdołam pomyśleć.
Poczułam naraz, jak ktoś szarpnął mnie za ramię.
Odwróciłam się. To przybłęda.
- Jak śmiesz mnie dotykać? A co dopiero szarpać? Jakim prawem? - Oparłam dłonie o biodra. Oni chyba nie wiedzą, z kim zadzierają. Odważniacy.
- Proszę, nie wychodź, nie zostawiaj nas takich... nienasyconych tobą.
- Zdajesz sobie sprawę, że się już powtarzasz? To raz, a dwa, nawet mi nie zapłaciliście i teraz co? Chcecie więcej? Pojebało was? Załatwię wam to, że żadna nigdy nie podejmie się sesji z wami. Przynajmniej nie w Polsce. Jesteście już całkowicie wykluczeni.
Obydwaj się wściekli, wiedziałam, że lubią zabawy na ostro. I nie tylko sesje dominacji. Marek pewnie chodzi po najróżniejszych burdelach, po jego wizytach dziwki często kończą w szpitalu. Pierdolony psychol. Wyładowuje swoje emocje i najróżniejsze frustracje na tle seksualnym na kobietach. Skądś to znam... Na moment wróciłam myślami w przeszłość. Jednak szybko zdusiłam to w sobie.
Zamroczyło mnie, gdy nagle dostałam w twarz z otwartej ręki. To Mareczek odważył się wyciągnąć łapy w moim kierunku.
Roześmiałam się. Przejechałam palcem po wargach, brudząc dłoń od sączącej się krwi.
- Wiesz, ja już naprawdę nie wiem, czy ty jesteś najzwyczajniej w świecie głupi, czy po prostu pojebany. Nie zdajesz sobie sprawy z tego, z kim tańczysz. - Uniosłam głowę, akcentując swoją przewagę nad nimi.
- Słuchaj, dziwko. To teraz zabawimy się inaczej, to ja będę rozdawał karty. Zatańczymy teraz po mojemu, sama tego chciałaś - powiedział Marek. - Igor, zamknij drzwi na klucz i przynieś mi go tutaj, ta mała suka stąd się nie wymknie. Wyjdzie dopiero wtedy, kiedy jej na to pozwolę.
- Nie jestem dziwką i to ja nie pozwolę, żeby taki byle pet jak ty w ten sposób się do mnie odnosił. Nie masz prawa trzymać mnie tutaj siłą, i tak prędzej czy później stąd wyjdę, a ty zapłacisz za to wszystko wysoką cenę.
Choć jest ich dwóch, nie boję się - myślę. Obmyślam plan, jak wybrnąć z całej sytuacji. Nie wiem, czy dam radę, jestem tylko kobietą.
Całe szczęście, że za szortami mam nóż, który zawsze noszę ze sobą na sesję w celach samoobrony. Najłatwiej go ukryć. Najbezpieczniej, nie widać go pod skąpym ubraniem.
Marek śmiał się. Tak paskudnie i tak głośno, że echo roznosiło się po całym wnętrzu jego domu. Aż uszy bolały. Pojeb, najzwyklejszy w świecie pojeb.
- Mam prawo do wszystkiego, czego tylko zapragnę, rozumiesz, mała? Skończ pierdolić już te swoje farmazony.
Wiedziałam, że jego pewność siebie już za chwilę go zgubi. Wystarczyła chwila nieuwagi.
- Nie boję się ciebie, są na tym świecie ludzie, którzy drobnym gestem wdepczą cię w ziemię jak karalucha. Nie uciekniesz przed konsekwencjami - ostrzegłam.
- Ty mnie straszysz, grozisz mi, tak mam to rozumieć?
- Nie, skarbie, informuję.
- Znam Jana Milewicza, który rozdaje tutaj karty, wiesz, co ten człowiek robi z takimi sukami jak ty?
Ojej, mój ojciec, no przecież, jak śmiałabym go znać? Niedorzeczne. To mój ojciec, ale nie mogę się z tym zdradzić, bo zaraz się dowie o mojej dorywczej pracy dominy. Ciepło mi się na sercu zrobiło, nie powiem, że nie, ojciec nigdy by mnie nie zabił, choć nieraz miał na to ochotę, jak dawałam mu popalić.
- Ach, to faktycznie musi być zły człowiek, no powiedz, Mareczku, co ten pan robi z takimi sukami jak ja?
Zaciekawił mnie.
- Najpierw zerżnie cię na wszelkie możliwe sposoby, nie patrząc, czy ci się to podoba, czy nie, a potem... potem znikniesz z powierzchni ziemi już na zawsze, znikniesz, nie zostawiając po sobie żadnego śladu.
- Mogłeś się bardziej wysilić, bardziej mnie przestraszyć, takie rzeczy to ty możesz opowiadać dzieciom z przedszkola, wiesz?
- Stul pysk.
- A jak nie, to co mi zrobisz? Ukarzesz mnie?
- Zamknij się, suko! - Wyglądał na dziwnie zakłopotanego. Denerwował się wyraźnie.
- Mamusia cię nie nauczyła, że do kobiety odnosimy się z szacunkiem?
- Odpieprz się od mojej matki, nic ci nie zrobiła.
- Owszem, nic mi nie zrobiła, a i ja nic złego na jej temat nie powiedziałam.
Miałam już dość tej rozmowy, serio. Niby jestem opanowana, niby nie daję się sprowokować w żaden możliwy sposób, ale wkurwiał mnie ten człowiek i strasznie irytował, najgorsze, że nie mogłam wyjść, bo zamknęli mi drzwi.
Przybłęda, a właściwie Igor, z tego, co się dowiedziałam, znów zniknął, zostałam sama z Markiem. Czekałam na dalszy rozwój wydarzeń.
- I co ja mam tutaj z tobą zrobić, co? - Przeczesał dłonią włosy.
Stał naprzeciwko mnie, opierając nogę o krzesło, a o nogę jedną rękę.
Chyba chciał wyglądać niegrzecznie i surowo, a wyglądał... stanowczo wieśniacko! Bawił mnie tak bardzo, jak nikt inny. Chciał być niegrzeczny. Dobre sobie! Zwykły, pierdolony burak i nic więcej.
- Zrobisz to, co będziesz chciał, przecież nie mogę się nie zgodzić, prawda?
- Szybko się uczysz, złotko. Właściwie to, czy się na cokolwiek zgodzisz, czy nie, wcale mnie nie interesuje. I owszem, zrobię z tobą, co tylko będę chciał. A ty masz guzik do powiedzenia. Jedynie od ciebie i od twojego zachowania zależy, czy będzie cię to bolało, czy nie.
- Lubię ból. - Igrałam z nim.
- Doprawdy? - Podszedł do mnie i chwycił mnie mocno za moją smukłą szyję. Lekko ją przycisnął. On o tym nie wiedział, ale lubię tak. Podnieca mnie to strasznie! Uwielbiam podduszanie, łapanie i ściskanie za szyję. Mam spierdolony charakter, nieadekwatny do swojej aparycji. Chętnie bym go przeleciała, tak po prostu. Ale odrzuca mnie tym durnym zachowaniem i udawaniem kogoś, kim nie jest.
- Za dużo sobie pozwalasz.
- Naprawdę? Ojej i co, zbijesz mnie? - Złapał mnie za pośladek i delikatnie do siebie przycisnął.
- Pierwsza, bezwzględna zasada dominy: nie dotykasz mnie bez pozwolenia, druga zasada: zero seksu. Nie sypiam ze swoimi podwładnymi. Chyba że mam na to ochotę. Ale tak się składa, że tej ochoty na ciebie w żadnym stopniu nie mam. Poza tym przetrzymujesz mnie tutaj wbrew mojej woli.
- Może Lady Ann zrobi dla mnie wyjątek? Obiecuję, że nie pożałujesz. Daję sobie rękę uciąć, że tak właśnie będzie. Zajebiście, krótko mówiąc.
- Nie robię wyjątków, przykro mi. A poza tym mówisz, że dajesz sobie rękę uciąć, tak? Że będzie zajebiście i że nie pożałuję tego? W takim razie zostaniesz bez ręki, bo ciężko jest mnie zadowolić. Nie podnieca mnie byle co i byle kto.
- A to cię nie podnieca? - Wbił się w moje wargi, lekko je przygryzał, robił to celowo, a przy tym subtelnie pociągnął mnie za włosy. Podobało mi się, ale przecież tego nie mogłam przyznać.
- Ależ skąd, słabo się starasz.
- Mam cię! Czyli mam się bardziej postarać, tak, dajesz mi na to przyzwolenie?
Kurde, co za debil, rozpoczął ze mną grę słów, nie lubię, gdy ktoś w ten sposób ze mną igra, zwłaszcza ktoś, kogo nie znam. A już szczególnie klient. Jarał mnie jak diabli, choć też strasznie irytował, wzbudzał we mnie pożądanie.
- Nie łap mnie za słówka, nie jestem tutaj z własnej woli. Twoje zachowanie jest całkowicie niedorzeczne.
- Mmm... - zamruczał. - Kusisz mnie, mała, oj, kusisz. Najchętniej zdarłbym z ciebie zębami te szorty, a potem przepieprzył twoją, pewnie już mokrą, cipkę językiem. Wylizałbym ją tak, że błagałabyś, abym to robił co rusz, a następnie zlizałbym wszystkie twoje soki, żeby po chwili wbić się w ciebie swoim kutasem i pieprzyć cię z całych sił.
Jezu... Zaraz oszaleję! Próbował mnie wystraszyć, nastawiłam się na to, że będzie tutaj krwawa jatka. Nastawiłam się na to, że będę musiała go szybciej odjebać. A tu... Ahhh... Czułam, jak moja kobiecość robi się coraz bardziej nabrzmiała i mokra. Przebierałam nóżkami w miejscu, miałam ochotę zdjąć spodenki i wypiąć mu się, najbardziej i najlepiej, jak potrafię.
- Ponosi cię, serio. Mówisz o tym, co dla ciebie jest nieosiągalne, wiesz?
- Nie udawaj świętoszki z zasadami, wiem, o czym myślisz teraz, wiem, że chcesz, abym się już znalazł w tobie.
- Skoro wspomniałeś zasady... Ty złamałeś ich kilka.
- Od tego właśnie są, czyż nie? Od tego, żeby je łamać. Coś czuję, że zaraz złamię tę najbardziej żelazną z twoich zasad.
- Niby jaką?
Ciekawe, co wymyśli.
- A niby taką. - Jednym pociągnięciem zdjął ze mnie szorty, tym samym od dołu zostawił mnie w samych kusych, koronkowych bokserkach.
- Przegiąłeś pałę. - Odwróciłam się od niego, chciałam odejść jak najdalej, byleby mnie nie dotykał.
- Ale masz śliczny tyłeczek! - Pobiegł za mną, złapał mnie za niego i znów przyciągnął do siebie.
- Widzę, że tak szybko się nie poddajesz.
- Nie poddaję się nigdy, a już na pewno nie wtedy, kiedy mam ochotę na taką piękną kobietę jak ty. - Patrzył na moje usta, staliśmy ze sobą twarzą w twarz, czułam jego ciepły oddech. Nasze wargi się ze sobą stykały. Pocałował mnie, a zaraz potem wodził już dłonią po moim udzie, nawet nie wiem kiedy, ale zrobił to, wsunął rękę pod moje majtki. Zanurzył w cipce palce i delikatnie, rytmicznie nimi poruszał. Jego kciuk pocierał moją łechtaczkę, było mi niesamowicie dobrze. Moje biodra się kołysały, a ja sama oddawałam się chwili.
Odsunęłam go od siebie. Przerwałam to, zanim się na dobre zaczęło.
- Co ty robisz? Przecież jest ci przyjemnie, więc czemu to przerywasz? Możemy się świetnie zabawić.
Jego kutas sterczał. Był w pełni gotowości. A jego wielkość wywarła na mnie wrażenie... Imponujące.
- Zostaw mnie, wcale tego nie chcę. - Złożyłam ręce, jedna na drugą. Wyglądałam jak mała, strojąca fochy dziewuszka.
- Nie wygłupiaj się, chodź ze mną...
Wyciągnął dłoń w moim kierunku. Chwyciłam ją. Posadził mnie w salonie na rogówce. Znów, nie zwalniając tempa, całował mnie, nasze języki łączyły się ze sobą, nienasycone, wciąż im było mało... Wkradł się między moje uda, nadał rytm palcom i pieprzył mnie nimi, nie przerywając naszego tańca warg. Otworzyłam się na niego, oddałam się jemu i jego pieszczotom. Potrzebowałam tego, teraz, natychmiast. Musiał mnie pieprzyć, nie: mógł - musiał. Pragnęłam go tak bardzo, jak dawno nikogo. Po raz kolejny odsunęłam go od siebie, ale nie zostawiłam, nie tym razem, po prostu podniosłam się i ustawiłam do niego tyłem, wsparta na oparciu sofy. Wiedział doskonale, co ma teraz zrobić. I robił to. Mocno i dogłębnie rżnął mnie od tyłu. Nie pozwalałam mu tego przerywać, w sumie nawet nie próbował, jęczałam i kazałam się rżnąć jeszcze mocniej. Lubię mocno. Lubię na ostro. Złapał mnie za kucyka i ciągnął za włosy, odchylałam się do tyłu jeszcze bardziej, jeszcze bardziej eksponowałam to, co jemu podobało się najbardziej. Przyspieszył. Wiedziałam, że zaraz dojdzie, a ja razem z nim. Ścisnął mnie solidnie za gardło, tym samym odciął dopływ powietrza. Dochodziłam i jednocześnie powoli traciłam przytomność. Kochałam to. Taki orgazm na pograniczu życia i śmierci, ryzykowne, ale bardzo efektowne. Poczułam jego gorący wystrzał na swoich plecach. Marek klepnął mnie w tyłek i opadł bezsilnie obok mnie na rogówce.
Pobiegłam prędko do łazienki, wzięłam szybki prysznic i z powrotem się ubrałam. Nie mogłam wyjść stamtąd cała spocona i oblepiona spermą. Trwało to zaledwie kilka minut; kiedy wróciłam, Marek siedział w tym samym miejscu i w tej samej pozycji, co wcześniej. Spojrzałam na niego, nasze spojrzenia się spotkały...
To nie tak miało być. Nie chciałam się rżnąć ze swoim klientem, nie jestem prostytutką, która robi to dla pieniędzy. Zrobiłam to z czystego pożądania.
- To nie miało prawa się wydarzyć, wiesz o tym? - powiedziałam na głos. Nie tak miało być.
- Ann, czy sama byś mi się oddała, czy też nie, i tak bym cię posiadł. Kiedy tylko przekroczyłaś próg mojego domu, wiedziałem już, że tego wieczoru będziesz moja. I tak też się stało. Oddałaś mi się z pragnienia, nie z przymusu, więc ciesz się. Gdybyś wybrała przymus, teraz bardzo byś cierpiała. Płakałabyś przed lustrem z bólu i na widok swoich ran. Ale tak się nie stało. Zrobiliśmy to, bo chcieliśmy.
- Mam nadzieję, że zrozumiesz, jak powiem ci, że nie możemy się już więcej spotkać?
Dopadły mnie wyrzuty sumienia. Szlag trafił mój kodeks dominy. Szlag jasny trafił moje zasady, których zawsze twardo się trzymałam, choć sytuacje w życiu bywały różne.
- I co, nie będziesz chciała tego więcej powtórzyć? - Spojrzał na mnie wymownie, miał zawiedzioną minę. Wiedziałam, że będzie chciał więcej.
- Nie, Marku. Każdy niech się zajmie sobą i tyle. Tego, co się wydarzyło, nigdy nie było i w ten sposób o tym myślmy.
- Ale jak mam w ten sposób o tym myśleć? Na twój widok czuję, że mój penis z powrotem twardnieje, przypomina sobie o tym, co przed chwilą robiliśmy. Naprawdę nie chcesz tego powtórzyć? Nie wierzę ci.
- Nie musisz, nie chcę i już. Otwórz mi drzwi, chcę już stąd wyjść - powiedziałam poirytowana.
Nie miałam zamiaru się z nim więcej pieprzyć, to była jednorazowa akcja i nic poza tym. Musiał się z tym pogodzić. I tyle.
- Okej, jak chcesz, nie będę cię zmuszał do czegokolwiek.
Otworzył drzwi, a ja wzięłam szybko torebkę i walizkę i poszłam w kierunku swojego SUV-a. Wsiadłam do auta, odpaliłam je i ruszyłam z piskiem opon. Nigdy więcej tu nie wrócę. Maruś musi zapomnieć. Nie dość, że była to nieudana sesja, która, do kurwy nędzy, nie wiem, jakim cudem zakończyła się seksem, to jeszcze doszła do niej ich nieudolna próba zatrzymania mnie u siebie. Pokurwiło tych ludzi do reszty. Mam dosyć, serio.