Zjawa - Ulla Rasmussen
7.99 zł
6.39 zł
(1,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Sklepikarz powiedział, że w fabryce straszy. Wśród najczarniejszej nocy światła unoszą się tam
w ciemnościach. Widział to wiele razy... i słyszał.
Wracając do domu po zakończeniu sezonu piłkarskiego, Henrik też to zobaczył. Był ostatni weekend przed wakacjami.
- Szkoda, że tego nie widziałeś, Mikkelu. To coś poruszało się z jednego pomieszczenia do drugiego... tak jakby trochę unosiło się nad podłogą. To nie było światło latarki, bardziej takie... no wiesz... jak upiór ... albo zjawa. - Henrik jechał bez trzymanki i ręką pokazywał, jak wyglądało to światło.
-Zjawy są trochę jak duchy... tylko o wiele gorsze.
Miałem nadzieję, że Henrik całkiem zapomniał o tym świetle, ale w głębi duszy dobrze wiedziałem, że to niemożliwe. Duży Henrik uwielbiał się bać - a ja uwielbiałem Henrika. Dlatego byliśmy właśnie w drodze do fabryki, żeby "trochę powęszyć", jak określił to Henrik.
Grzybownia leżała za miastem, między szkołą jeździectwa a obwodnicą.
Kiedyś była tu pełna życia fabryka. Pieczarki rosły wszędzie w ogromnej, ciemnej hali. Zasadzono je w skrzynkach, ustawionych jedna na drugiej.
Mój starszy brat pracował tam ostatniego lata przed zamknięciem fabryki. Podczas zbierania grzybów trzeba było czołgać się po wąskich deskach wysoko pod sufitem, z latarką przy pasie.
Pewnego dnia chłopak spadł spod sufitu. Wylądował na betonowej podłodze i umarł. Prawdopodobnie przejechał go w ciemnościach wózek widłowy, zanim go znaleźli.
I zamknięto fabrykę. Obowiązywał zakaz wstępu na jej teren, ale wszyscy wiedzieli, gdzie była dziura.
To tam zmierzaliśmy... do dziury w płocie.
Samochód za nami zatrąbił i wyprzedził nas szerokim łukiem. Tak się przestraszyłem, że skręciłem kierownicą ostro w prawo. Rower wpadł w poślizg i prawie wjechałem do rowu.
- Idiota! - Henrik krzyknął za samochodem. - Zrobiłeś sobie coś?
Pokręciłem przecząco głową. Daleko w dole,
za wysokimi drzewami, widać było dach Grzybowni.
- Może zrobimy najpierw rundkę wokół fabryki, żeby zobaczyć, czy ktoś jest
w środku?
Henrik nie odpowiedział. Odbił od drogi i ostatni kawałek przejechał w poprzek bruzd ścierniska. Stał na swoim rowerze górskim i przypominał Armstronga, który podczas Tour de France przejechał
w poprzek przez zaorane pole.
Mój rower nie przejechałby w poprzek niczego. Łańcuch wciąż spadał, nawet kiedy zjeżdżałem
z krawężnika. Zeskoczyłem z siodełka
i przeciągnąłem rower przez pole.
Henrik czekał przy płocie.
To niestety koniec bezpłatnego fragmentu. Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki.