Ziuk. Opowieść o Józefie Piłsudskim - Anna Czerwińska-Rydel

Kup ebooka

26.90 zł
21.51 zł (20,71 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

5 grudnia 1867, Zułów

- Widzisz ten dom? - zapytał kompana rosyjski oficer. - Cały oświetlony, a jest środek nocy...

- Pewnikiem te Polaki znowu jakieś tajne, niepodległościowe zebranie zorganizowali - zdenerwował się drugi oficer. - Lepiej pojedźmy to sprawdzić. Tych nieszczęsnych Lachów [3] trzeba cały czas kontrolować. Durny, paskudny naród - splunął z obrzydzeniem.

Podjechali pod bramę.

- Kto tam po nocy jedzie?! - zawołał Antoni, który usłyszał tętent kopyt i rżenie koni.

- Kontrola carska! Otwierać! - odkrzyknęli oficerowie.

Sługa podbiegł z łuczywem do bramy, otworzył i wpuścił żołnierzy.

- Panowie, ja bardzo proszę - zgiął się w ukłonie. - My tu mamy ciężką noc. Pani...

- Milcz! - wrzasnął jeden z przybyłych. - Wpuść nas do środka.

- Kiedy ja nie mogę... Pani... Pani... - Antoni zaczął się jąkać.

- Cooo?! - ryknął oficer. - Nie chcesz carskich oficerów wpuścić?! A może na katorgę chcesz? Albo podyndać na szubienicy wolisz?! Hę?!

- Nie... Ja... Ja...

- Co się tu dzieje? - Przed dwór wyszedł pan Piłsudski [4].

- To MY chcemy wiedzieć, co się dzieje - oficerowie zeskoczyli z koni i wdarli się do środka przez uchylone drzwi. - Tajne zebranie konspiracyjne urządzacie w środku nocy, ha?

- Jakie zebranie? - Pan Józef, który właśnie uraczył się w kuchni napojami na wzmocnienie, kompletnie nie mógł zrozumieć, o co chodzi żołnierzom.

- One nigdy nic nie wiedzą, te Polaki. A potem nagle wybucha powstanie - wysyczał Rosjanin. - Ale nie z nami takie zabawy. My was wytropimy wszędzie i podusimy jak pchły!

W tym momencie rozległ się płacz noworodka, a zdyszana i spocona panna Celina [5] wybiegła ogłosić kuzynowi ważną nowinę.

- Masz drugiego syna! - wołała już z daleka. - Jest duży, zdrowy i piękny! Maria zmęczona bardzo, ale prosi, żebyś przyszedł zobaczyć dziecko - była tak rozgorączkowana, że dopiero po chwili zauważyła rosyjskich żołnierzy. - A panowie tu w jakiej sprawie? - zapytała chłodno.

- My... - oficer, który zorientował się wreszcie, dlaczego dwór jest cały oświetlony, poczerwieniał na twarzy, a potem krzyknął do kompana: - Jedziemy! To tylko dziecko się urodziło. Polskie. Wielkie mi coś.