Zimorodek - Małgorzata Modrak

Kup ebooka

20.19 zł
16.76 zł (17,16 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

***

Patrzę w lustro wody

Znikam na tle nocy,

Nie ma białej skóry,

Lecz czarny piór kopiec

Stałam się dziś krukiem,

Śnię czy może jawa,

Czarna niczym heban,

Mroczna jak ta zjawa

Nagle wznoszę skrzydła,

Są piękne i lśniące,

Pióra w jednej chwili

Objął płomień słońca

Palę się i płonę na jawie

I we śnie,

Cała jestem w ogniu,

Całą ogniu - weź mnie!

Gdy ogień mnie przejął,

Nie zostawił nic,

Strawił nawet ciszę

I mych myśli nić

Stało się przedziwne,

Niepojęte w wierze,

Z czarnego na białe

Przeszło moje pierze

Jestem białym krukiem,

Jedynym na świecie,

Najrzadszym z najrzadszych

Czystszym niżli kwiecie

Ogień mnie wypalił,

Oczyścił, odnowił,

Płomień mnie powalił,

Zgładził, potem powił

Jestem białym krukiem

Nie będzie następnych,

Ogień co mnie stworzył

Spalił cień posępny

***

Powrót Nadziei

Kwiecie nieziemskiej urody,

kto Cię powołał do życia?

Jesteś utkana z marzeń błogich

setek tysięcy istnień.

Porcelanowa lalko,

z gliny szlachetnej lepiona.

Stajesz czarowna pośród niegodnych

twe białe stopy całować.

Dusza twa jasny kryształ,

ciało alabastrowe.

Na ziemi poznasz wszystko,

czego nie powinnaś poznać.

Pozostań wśród nas Aniele,

twa miłość jest bogobojna.

Może odmienisz zbyt wiele

i może Cię nie zapomną...

Pani powstała z diamentów i pereł

błyszczysz blaskiem niedoścignionym.

Duszy twej szkoda w marności kalać,

wracaj Aniele do Rajskich Ogrodów.

W pospolitości żyjemy, pomrzemy,

nawet o tym nie wiedząc.

Nastań na nędzę, zetrzyj zgryzoty

nim ulecisz ku Niebom.

Chwile ulotne, chwile słotne,

przestrzeń to niebywała.

Zostałaś moment, wracasz do siebie,

szarym dniom piękna dodałaś.

Na szczęście byłem, widziałem

wejrzenie twej szlachetności.

I spoczął na mnie twój spokój,

pokój skąpany w wieczności.

***

Na prawym ramieniu stoi mój Anioł

szepcząc o miłosierdziu.

Na lewym ramieniu siedzi mój diabeł

bluźniąc groźne zaklęcia.

Z Niebios spływa tchnienie Boga,

z piekieł - oddech śmierci.

Jakim wyborom dziś podołam,

dokąd mnie diabli ponieśli?

W świecie obłudnym i okrutnym,

nie masz gdzie złożyć głowy.

Żądze rozpasłe władają ludźmi

do upadków ich wiodąc...

Co mi poradzisz jasny Aniele?

Jak mam postąpić w dzień próby?

Odejdź precz diable, nie kuś,

wiem, że przywodzisz do zguby!

Oszczędź mi Boże złych wyborów,

daj posmakować Raju.

Pokusy nęcą, pokusy dręczą,

ale szczęścia nie dają...

Diabły nie dręczcie, diabły nie nęćcie,

jestem tylko człowiekiem.

Noszę w sobie dobrego, noszę i złego ducha,

czasem słyszę jednego,

czasem drugiego usłucham.

Odwieczna walka toczy się we mnie

od narodzin po grób.

Biały Aniele na mym ramieniu

oszczędź mi przegranych prób.

Kiedy mi prawisz o szlachetności

żyje się jakoś znośniej.

Kiedy mi przyjdzie znowu wybierać

szepcz mój Aniele głośniej!