Zimna wojna - John Lewis Gaddis

Kup ebooka

59.99 zł
27.00 zł (45,49 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

Przedmowa

Co roku w po­nie­dział­kowe i śro­dowe po­po­łu­dnia se­me­stru zi­mo­wego pro­wa­dzę za­ję­cia z hi­sto­rii zim­nej wojny dla kil­ku­set stu­den­tów Yale. W trak­cie wy­kła­dów stale mu­szę so­bie po­wta­rzać, że wła­ści­wie ża­den ze słu­cha­czy nie pa­mięta wy­da­rzeń, o któ­rych mó­wię. Gdy wspo­mi­nam o Sta­li­nie i Tru­ma­nie, a na­wet o Re­aga­nie i Gor­ba­czo­wie, jest tak, jak gdy­bym mó­wił o Na­po­le­onie, Ju­liu­szu Ce­za­rze czy Alek­san­drze Ma­ce­doń­skim. Więk­szość ab­sol­wen­tów, któ­rzy ukoń­czyli uczel­nię w 2005 roku, miała za­le­d­wie pięć lat, gdy ru­nął mur ber­liń­ski. Moi stu­denci zdają so­bie sprawę, że zimna wojna w pe­wien spo­sób ich do­tknęła, po­nie­waż opo­wie­dziano im, jak wpły­nęła na ży­cie ich ro­dzin. Część tych mło­dych lu­dzi - choć z pew­no­ścią nie wszy­scy - ro­zu­mie, że gdyby w kilku kry­tycz­nych chwi­lach tego kon­fliktu pod­jęto inne de­cy­zje, mo­gliby w ogóle nie przyjść na świat. Mimo to słu­cha­cze za­pi­sują się na mój kurs z bar­dzo skromną wie­dzą o po­cząt­kach, przy­czy­nach czy po­wo­dach ta­kiego, a nie in­nego za­koń­cze­nia zim­nej wojny. Jest ona dla nich hi­sto­rią nie­róż­niącą się zbyt­nio od wojny pe­lo­po­ne­skiej.

Jed­nak gdy moi stu­denci do­wia­dują się wię­cej o wiel­kiej ry­wa­li­za­cji, która po­ło­żyła się cie­niem na dru­giej po­ło­wie po­przed­niego stu­le­cia, więk­szość z nich jest za­fa­scy­no­wana, wielu jest prze­ra­żo­nych, a kil­koro - za­zwy­czaj po wy­kła­dzie o kry­zy­sie ku­bań­skim - wy­cho­dzi z sali roz­trzę­sio­nych. "Ojej! - wy­krzy­kują (to wer­sja ocen­zu­ro­wana). - Nie mie­li­śmy po­ję­cia, że tak nie­wiele bra­ko­wało! Nie­sa­mo­wite!" - do­dają za­wsze. Tak więc dla pierw­szego po­zim­no­wo­jen­nego po­ko­le­nia kon­flikt ten jest do­świad­cze­niem za­równo od­le­głym, jak i groź­nym. Czego można się było oba­wiać ze strony pań­stwa, które oka­zało się tak słabe, nie­wy­da­rzone i nie­trwałe jak Zwią­zek Ra­dziecki - za­sta­na­wiają się mło­dzi lu­dzie, jed­no­cze­śnie jed­nak za­da­jąc sa­mym so­bie i mnie py­ta­nie - jak udało nam się wyjść cało z zim­nej wojny?

Książka ta jest próbą od­po­wie­dzi na te py­ta­nia, a po­nadto na inne, znacz­nie bar­dziej pro­za­iczne. Uwa­dze mo­ich stu­den­tów nie umknęło, że na­pi­sa­łem kilka ksią­żek o hi­sto­rii zim­nej wojny - re­gu­lar­nie za­daję im jako lek­turę dzieło, w któ­rym czy­tel­nik do­ciera do 1962 roku do­piero po 300 stro­nach. "Czy nie da­łoby się zmie­ścić więk­szej liczby lat w mniej­szej licz­bie słów?" - py­tają de­li­kat­nie nie­któ­rzy. To roz­sądne py­ta­nie wy­dało mi się jesz­cze bar­dziej sen­sowne, gdy mój dys­po­nu­jący nie­zwy­kłym da­rem prze­ko­ny­wa­nia agent An­drew Wy­lie za­czął mi tłu­ma­czyć, że ist­nieje za­po­trze­bo­wa­nie na krótką, wszech­stron­nie opi­su­jącą te­mat i przy­stępną książkę o zim­nej woj­nie, tak­tow­nie su­ge­ru­jąc tym sa­mym, iż po­przed­nie tych wa­run­ków nie speł­niały. Po­nie­waż opi­nie stu­den­tów i agenta są dla mnie nie­mal tak ważne jak zda­nie mo­jej żony (któ­rej ta kon­cep­cja rów­nież się spodo­bała), uzna­łem po­mysł za wart uwagi.

Zimna wojna jest w związku z tym prze­zna­czona głów­nie dla mło­dego po­ko­le­nia czy­tel­ni­ków, dla któ­rych opi­sane w niej wy­da­rze­nia ni­gdy nie były współ­cze­sne. Mam jed­nak na­dzieję, że lu­dzie, któ­rzy sami do­świad­czyli zim­nej wojny, rów­nież znajdą w tej książce coś dla sie­bie, po­nie­waż, jak po­wie­dział pew­nego razu Gro­ucho Marx: "Poza psem książka jest naj­lep­szym przy­ja­cie­lem czło­wieka. We­wnątrz psa jest zbyt ciemno, żeby czy­tać". Pod­czas zim­nej wojny trudno było się do­wie­dzieć, co się dzieje. Od jej za­koń­cze­nia, gdy za­częto otwie­rać ar­chiwa so­wiec­kie, wschod­nio­eu­ro­pej­skie i chiń­skie, wiemy znacz­nie wię­cej - bo­gac­two in­for­ma­cji stało się wręcz przy­tła­cza­jące. To ko­lejny do­bry po­wód, aby na­pi­sać krótką książkę. Przed­się­wzię­cie to zmu­siło mnie do pod­da­nia wszyst­kich no­wych in­for­ma­cji pro­stemu te­stowi istot­no­ści, który roz­sła­wił mój nie­ży­jący już ko­lega z Yale Ro­bin Winks: "I co z tego?".

Warto też nad­mie­nić, czym ta książka nie jest. Nie jest ona dzie­łem ory­gi­nal­nym. Hi­sto­rycy zim­nej wojny z ła­two­ścią roz­po­znają więk­szość po­ru­sza­nych przeze mnie kwe­stii, po czę­ści dla­tego, że w du­żej mie­rze sko­rzy­sta­łem z ich pracy, a po czę­ści dla­tego, że po­wta­rzam pewne rze­czy, które sam po­wie­dzia­łem wcze­śniej. Nie usi­łuje ona rów­nież do­szu­ki­wać się w zim­nej woj­nie ko­rzeni póź­niej­szych w sto­sunku do niej zja­wisk, ta­kich jak glo­ba­li­za­cja, czystki et­niczne, eks­tre­mizm re­li­gijny, ter­ro­ryzm czy re­wo­lu­cja in­for­ma­cyjna. Nie wnosi też żad­nego wkładu w teo­rię sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych - dzie­dzina ta ma wy­star­cza­jąco dużo pro­ble­mów i bez mo­jego udziału.

Ucie­szy mnie, je­żeli za­pre­zen­to­wany w tej książce ogląd zim­nej wojny jako ca­ło­ści za­owo­cuje no­wa­tor­skimi uję­ciami jej po­szcze­gól­nych aspek­tów. Przede wszyst­kim ude­rza mnie prze­bi­ja­jący z tego ob­razu opty­mizm, który nie jest ce­chą po­wszech­nie ko­ja­rzoną z zimną wojną. Je­stem pe­wien, że świat stał się lep­szy dzięki temu, iż kon­flikt ten po­to­czył się tak, a nie ina­czej, oraz dzięki jego wy­ni­kowi. Obec­nie nikt nie boi się no­wej wojny świa­to­wej, osta­tecz­nego triumfu dyk­ta­to­rów czy per­spek­tywy końca cy­wi­li­za­cji. Na po­czątku zim­nej wojny było jed­nak ina­czej. Mimo wszyst­kich swo­ich nie­bez­pie­czeństw, okrop­no­ści, kosz­tów, nie­po­ko­jów i kom­pro­mi­sów mo­ral­nych zimna wojna - po­dob­nie jak ame­ry­kań­ska wojna se­ce­syjna - była ry­wa­li­za­cją ko­nieczną, która roz­wią­zała pewne fun­da­men­talne kwe­stie. Nie ma po­wodu, by za nią tę­sk­nić. Bio­rąc jed­nak pod uwagę inne moż­li­wo­ści jej za­koń­cze­nia, nie ma rów­nież po­trzeby ża­ło­wać, że ją pro­wa­dzono.

Zimna wojna to­czyła się na róż­nych płasz­czy­znach, w róż­no­rodny spo­sób, w wielu miej­scach i na prze­strzeni bar­dzo dłu­giego czasu. Wszel­kie próby zre­du­ko­wa­nia jej hi­sto­rii wy­łącz­nie do roli ście­ra­ją­cych się wiel­kich sił, mo­carstw czy przy­wód­ców pro­wa­dzi­łyby do znie­kształ­ceń. Wy­siłki ma­jące na celu uję­cie jej w pro­sty chro­no­lo­giczny wy­wód da­łyby w wy­niku papkę. Uzna­łem, że naj­le­piej bę­dzie po­świę­cić każdy roz­dział waż­nemu te­ma­towi; w związku z tym po­kry­wają się one w cza­sie, prze­miesz­cza­jąc w prze­strzeni. Swo­bod­nie zmie­niam plan z ogól­nego na bli­ski, a po chwili po­now­nie się od­da­lam. Nie wa­ham się rów­nież pi­sać z per­spek­tywy w pełni uwzględ­nia­ją­cej wy­nik zim­nej wojny - ina­czej nie umiem.

Na ko­niec chciał­bym po­dzię­ko­wać oso­bom, które za­in­spi­ro­wały po­wsta­nie tej książki, uła­twiły mi jej na­pi­sa­nie i cier­pli­wie na nią cze­kały. Na­leżą do nich z pew­no­ścią moi stu­denci, któ­rych nie­słab­nące za­in­te­re­so­wa­nie zimną wojną pod­syca mój za­pał. Je­stem rów­nież wdzięczny - jak z pew­no­ścią wdzięczni będą też przy­szli stu­denci - An­drew Wy­liemu za pod­su­nię­cie mi me­tody zmiesz­cze­nia więk­szej liczby lat w mniej­szej licz­bie słów oraz za po­moc udzie­loną kilku moim by­łym stu­den­tom w pu­bli­ka­cji ich prac. Scott Moy­ers, Stu­art Prof­fitt, Ja­nie Fle­ming, Vic­to­ria Klose, Mau­reen Clark, Bruce Gif­fords, Sa­man­tha John­son oraz ich współ­pra­cow­nicy w wy­daw­nic­twie Pen­guin wy­ka­zy­wali godny po­dziwu spo­kój du­cha w ob­li­czu nie­do­trzy­my­wa­nych ter­mi­nów oraz wy­jąt­kową spraw­ność w przy­go­to­wa­niu do druku tej opóź­nia­ją­cej się książki, gdy była wresz­cie go­towa. Nie po­wsta­łaby ona w ogóle bez po­mocy Chri­stiana Oster­manna oraz jego współ­pra­cow­ni­ków z Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject, któ­rych ener­gia i sta­ran­ność w gro­ma­dze­niu do­ku­men­tów z ca­łego świata (w chwili kiedy to pi­szę, do­tarła wła­śnie naj­now­sza ich par­tia z ar­chi­wów al­bań­skich) uczy­niły wszyst­kich hi­sto­ry­ków zim­nej wojny ich dłuż­ni­kami. Chcę wresz­cie po­dzię­ko­wać Toni Do­rf­man, która jest naj­lep­szą re­dak­torką i ko­rek­torką oraz naj­bar­dziej ko­cha­jącą żoną na świe­cie.

Dedy­ka­cja upa­mięt­nia jedną z naj­więk­szych po­staci w dzie­jach zim­nej wojny - oraz mo­jego dłu­go­let­niego przy­ja­ciela - któ­rej bio­gra­fia bę­dzie moim ko­lej­nym za­da­niem.

J. L. G. New Ha­ven

Prolog. Spojrzenie naprzód

W 1946 roku czter­dzie­sto­trzy­letni An­glik Eric Blair wy­na­jął na końcu świata dom, w któ­rym za­mie­rzał umrzeć. Dom stał na pół­noc­nym skraju szkoc­kiej wy­spy Jura, u kresu grun­to­wej drogi. Nie dało się doń do­je­chać sa­mo­cho­dem, nie było tam te­le­fonu ani elek­trycz­no­ści. Naj­bliż­szy sklep - je­dyny na wy­spie - był od­da­lony o ja­kieś 40 ki­lo­me­trów na po­łu­dnie. Blair miał po­wody, by za­szyć się w od­lud­nym miej­scu. Czuł się przy­gnę­biony nie­dawną śmier­cią żony i cier­piał na gruź­licę; wkrótce miał za­cząć kasz­leć krwią. Jego kraj ugi­nał się pod brze­mie­niem kosz­tów wy­gra­nej wojny, która nie przy­nio­sła bez­pie­czeń­stwa ani do­bro­bytu - nie dała na­wet pew­no­ści, że wol­ność prze­trwa. Eu­ropa dzie­liła się na dwa wro­gie obozy, a świat zda­wał się za nią po­dą­żać. Ja­ka­kol­wiek na­stępna wojna ozna­cza­łaby apo­ka­lipsę, gdyż za­sto­so­wano by w jej ob­li­czu bomby ato­mowe. Poza tym Blair mu­siał skoń­czyć swoją po­wieść.

Książkę za­ty­tu­ło­wał Rok 1984 - był to ana­gram roku, w któ­rym ją ukoń­czył. Uka­zała się ona w Wiel­kiej Bry­ta­nii i Sta­nach Zjed­no­czo­nych w 1949 roku pod pseu­do­ni­mem li­te­rac­kim Bla­ira, który brzmiał Geo­rge Or­well. Re­cen­zje, jak od­no­to­wał "New York Ti­mes", były w ol­brzy­miej więk­szo­ści pełne uzna­nia, lecz "aplauz za­głu­szyły krzyki prze­ra­że­nia"[1]. Nie było to ni­czym dziw­nym, po­nie­waż Rok 1984 opi­sy­wał erę - od­le­głą o za­le­d­wie 35 lat - w któ­rej to­ta­li­ta­ryzm za­trium­fo­wał na ca­łym świe­cie. Stłam­szono w niej in­dy­wi­du­al­ność, prawo, etykę, kre­atyw­ność, ję­zyk, rze­telną hi­sto­rio­gra­fię, a na­wet mi­łość, z wy­łą­cze­niem, rzecz ja­sna, mi­ło­ści, którą każdy mu­siał czuć do przy­po­mi­na­ją­cego Sta­lina dyk­ta­tora - Wiel­kiego Brata - oraz po­dob­nych do niego wład­ców, któ­rzy rzą­dzili świa­tem ogar­nię­tym wieczną wojną. "Je­żeli chcesz wie­dzieć, jaka bę­dzie przy­szłość - sły­szy bo­ha­ter po­wie­ści Win­ston Smith pod­czas ko­lej­nej se­sji bez­li­to­snych tor­tur - wy­obraź so­bie but dep­czący ludzką twarz, wiecz­nie!"[2].

Or­well zmarł na po­czątku 1950 roku - nie na swo­jej wy­spie, lecz w lon­dyń­skim szpi­talu - wie­dząc tyle, że jego dzieło wy­warło wra­że­nie na pierw­szych czy­tel­ni­kach i ich prze­ra­ziło. Póź­niejsi za­re­ago­wali po­dob­nie: Rok 1984 stał się wy­ra­zi­stą wi­zją moż­li­wej przy­szło­ści w erze po­wo­jen­nej. W miarę zbli­ża­nia się rze­czy­wi­stego roku 1984 po­rów­na­nia z wy­ima­gi­no­wa­nym ro­kiem Or­wella sta­wały się więc nie­unik­nione. Świat nie był jesz­cze w ca­ło­ści to­ta­li­tarny, lecz znaczną jego czę­ścią rzą­dzili dyk­ta­to­rzy. Nie­bez­pie­czeń­stwo wojny po­mię­dzy dwoma su­per­mo­car­stwami - Sta­nami Zjed­no­czo­nymi i Związ­kiem Ra­dziec­kim - w miej­sce trzech prze­po­wia­da­nych przez Or­wella - zda­wało się naj­więk­sze od wielu lat. Wieczny, się wy­da­wało, kon­flikt zwany "zimną wojną", który roz­po­czął się jesz­cze za jego ży­cia, nie wy­ka­zy­wał symp­to­mów zbli­ża­nia się ku koń­cowi.

Tym­cza­sem wie­czo­rem 16 stycz­nia 1984 roku w te­le­wi­zji wy­stą­pił ak­tor, któ­rego Or­well roz­po­znałby z cza­sów, gdy sam pra­co­wał jako kry­tyk fil­mowy - tym ra­zem już w roli pre­zy­denta Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Do tej pory Ro­nald Re­agan ucho­dził za za­cie­kłego uczest­nika zim­nej wojny. Te­raz przed­sta­wiał wi­zję przy­szło­ści w nie­ty­powy dla sie­bie spo­sób:

Wy­obraźmy so­bie przez chwilę, że Iwan i Ania sie­dzą w po­cze­kalni albo chro­nią się przed desz­czem czy bu­rzą wraz z Ji­mem oraz Sally i nie ma ba­riery ję­zy­ko­wej, która unie­moż­li­wia­łaby im na­wią­za­nie zna­jo­mo­ści. Czy roz­trzą­sa­liby róż­nice mię­dzy swo­imi rzą­dami, czy też roz­ma­wia­liby ra­czej o swo­ich dzie­ciach i o tym, gdzie pra­cują? [...] Mo­gliby się na­wet umó­wić na wspólną ko­la­cję. Przede wszyst­kim udo­wod­ni­liby, że to nie lu­dzie wy­wo­łują wojny[3].

Była to nie­spo­dzie­wa­nie ła­godna su­ge­stia, że ludz­kie ob­li­cze może za­trium­fo­wać nad cięż­kim bu­tem, dyk­ta­to­rami oraz me­cha­ni­zmami wojny. Za­po­cząt­ko­wała ona - w zna­mien­nym roku 1984 - ciąg zda­rzeń, który to umoż­li­wił. Nieco po­nad rok po prze­mó­wie­niu Re­agana w Związku Ra­dziec­kim wła­dzę ob­jął czło­wiek, który oka­zał się ostat­nim jego przy­wódcą. W ciągu sze­ściu lat za­koń­czyła się wła­dza tego kraju nad po­łową Eu­ropy. Po ośmiu znik­nął sam Zwią­zek So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik Ra­dziec­kich - pań­stwo, które za­in­spi­ro­wało wiel­kie po­nure pro­roc­two Or­wella.

To wszystko nie stało się dla­tego, że Re­agan wy­gło­sił prze­mó­wie­nie, ani dla­tego, że Or­well na­pi­sał po­wieść: po­zo­stała część ni­niej­szej książki do­wo­dzi, że przy­czyny były bar­dziej zło­żone. Warto jed­nak za­cząć od wi­zji, po­nie­waż bu­dzą one na­dzieje i lęki. O tym, które z nich się zisz­czą, de­cy­duje hi­sto­ria.

[1] Mi­chael Shel­den, Or­well: The Au­tho­ri­zed Bio­gra­phy, New York 1991, s. 430. Opis ostat­nich lat ży­cia Or­wella za­czerp­ną­łem z koń­co­wych roz­dzia­łów po­wyż­szej książki.

[2] Geo­rge Or­well, Rok 1984, tłum. To­masz Mir­ko­wicz, War­szawa 1993, s. 271.

[3] Prze­mó­wie­nie ra­diowe i te­le­wi­zyjne z 16 stycz­nia 1984 r., Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Ro­nald Re­agan, 1984, Wa­shing­ton 1985, s. 45.

Roz­dział 1

Powrót strachu

Cze­ka­li­śmy, aż wyjdą na brzeg. Wi­dzie­li­śmy ich twa­rze. Wy­glą­dali jak zwy­kli lu­dzie. Wy­obra­ża­li­śmy so­bie coś in­nego. To byli prze­cież Ame­ry­ka­nie!

Lubow Kozinczenko 58. Gwardyjska Dywizja Armii Czerwonej

Nie wie­dzie­li­śmy chyba, czego się po Ro­sja­nach spo­dzie­wać, ale kiedy się na nich spoj­rzało i przyj­rzało im uważ­niej, byli tacy sami, ro­zu­miesz? Gdyby dać im ame­ry­kań­skie mun­dury, mo­gliby być Ame­ry­ka­nami!

Al Aronson 69. Dywizja Piechoty Armii Stanów Zjednoczonych[1]

Tak miała się skoń­czyć wojna: wi­wa­to­wa­niem, uści­skami dłoni, tań­cami, pi­jań­stwem i na­dzieją. Był 25 kwiet­nia 1945 roku w Tor­gau nad Łabą we wschod­nich Niem­czech. Do­szło wła­śnie do pierw­szego spo­tka­nia przy­by­wa­ją­cych z prze­ciw­nych stron świata ar­mii, które prze­cięły na pół na­zi­stow­skie Niemcy. Pięć dni póź­niej Adolf Hi­tler strze­lił so­bie w głowę pod gru­zami Ber­lina. Nie­wiele po­nad ty­dzień po tym zda­rze­niu Niemcy bez­wa­run­kowo ska­pi­tu­lo­wały. Przy­wódcy zwy­cię­skiej Wiel­kiej Ko­ali­cji - Fran­klin D. Ro­ose­velt, Win­ston Chur­chill i Jó­zef Sta­lin - wy­mie­nili już uści­ski dłoni, to­a­sty oraz wi­zje lep­szego świata pod­czas dwóch kon­fe­ren­cji przed za­koń­cze­niem wojny: w Te­he­ra­nie w li­sto­pa­dzie 1943 roku i w Jał­cie w lu­tym roku 1945. Te ge­sty nic by jed­nak nie zna­czyły, gdyby woj­ska pod ich do­wódz­twem nie były go­towe zor­ga­ni­zo­wać bar­dziej ży­wio­ło­wych ob­cho­dów tam, gdzie rze­czy­wi­ście były one ważne: na li­niach fron­tów, skąd wła­śnie ustę­po­wał po­ko­nany wróg.

Dla­czego więc ar­mie w Tor­gau pod­cho­dziły do sie­bie ostroż­nie, jak gdyby spo­dzie­wały się przy­by­szy z ob­cej pla­nety? Dla­czego do­strze­żone po­do­bień­stwa wy­da­wały im się tak za­ska­ku­jące - i tak ko­jące? Dla­czego mimo to ich do­wódcy na­le­gali, aby od­były się osobne ce­re­mo­nie ka­pi­tu­la­cji - jedna dla frontu za­chod­niego we fran­cu­skim Re­ims 7 maja, a druga dla frontu wschod­niego w Ber­li­nie 8 maja? Dla­czego wła­dze so­wiec­kie pró­bo­wały po­skro­mić spon­ta­niczne pro­ame­ry­kań­skie de­mon­stra­cje, które wy­bu­chły w Mo­skwie po ofi­cjal­nej ka­pi­tu­la­cji Nie­miec? Dla­czego w na­stęp­nym ty­go­dniu Ame­ry­ka­nie rap­tow­nie wstrzy­mali bar­dzo ważne do­stawy po­mocy dla ZSRR wy­sy­łane zgod­nie z ustawą o po­życzce i dzier­ża­wie (Lend-Le­ase Act), po czym je wzno­wili? Dla­czego je­den z naj­bliż­szych współ­pra­cow­ni­ków Ro­ose­velta Harry Hop­kins, który ode­grał de­cy­du­jącą rolę w bu­do­wie wiel­kiej ko­ali­cji w 1941 roku, sześć ty­go­dni po śmierci swo­jego prze­ło­żo­nego mu­siał w po­śpie­chu udać się do Mo­skwy, aby pod­jąć próbę jej ra­to­wa­nia? Dla­czego kilka lat póź­niej Chur­chill za­ty­tu­ło­wał swoje pa­mięt­niki trak­tu­jące o tych wy­da­rze­niach Triumf i tra­ge­dia?

Od­po­wiedź na wszyst­kie te py­ta­nia brzmi w grun­cie rze­czy tak samo: wojnę wy­grała ko­ali­cja, któ­rej naj­waż­niejsi człon­ko­wie to­czyli już ze sobą ko­lejny kon­flikt - co prawda nie zbrojny, lecz ide­olo­giczny i geo­po­li­tyczny. Nie­za­leż­nie od suk­ce­sów wiel­kiej ko­ali­cji wio­sną 1945 roku jej triumf nie­zmien­nie za­le­żał od sta­wia­nia so­bie da­ją­cych się po­go­dzić ce­lów przez nie­da­jące się po­go­dzić ustroje. Pech po­le­gał na tym, że zwy­cię­stwo zmu­siło wszyst­kich wy­gra­nych do za­ne­go­wa­nia tego, co ich so­jusz za­kła­dał do tej pory.

I

Gdyby w kwiet­niu 1945 roku nad brze­gami Łaby zna­la­zły się istoty po­za­ziem­skie, do­strze­głyby może pewne po­do­bień­stwa mię­dzy obec­nymi tam ar­miami ro­syj­ską i ame­ry­kań­ską, a także mię­dzy spo­łe­czeń­stwami, z któ­rych te ar­mie się wy­wo­dziły. Za­równo Stany Zjed­no­czone, jak i Zwią­zek Ra­dziecki po­wstały w wy­niku re­wo­lu­cji. Oby­dwa kraje re­pre­zen­to­wały ide­olo­gie o glo­bal­nych dą­że­niach: ich przy­wódcy za­kła­dali, że to, co spraw­dza się w oj­czyź­nie, spraw­dzi się też na ca­łym świe­cie. Oby­dwa sko­lo­ni­zo­wały ol­brzy­mie ob­szary po­gra­ni­cza, zaj­mu­jąc po­kaźne czę­ści kon­ty­nen­tów; Zwią­zek Ra­dziecki był w owym cza­sie naj­więk­szym, a Stany Zjed­no­czone trze­cim co do wiel­ko­ści pań­stwem świata. Oby­dwa przy­stą­piły też do wojny w związku z nie­spo­dzie­wa­nym ata­kiem: ofen­sywą Niem­ców na Zwią­zek Ra­dziecki 22 czerwca 1941 roku oraz ude­rze­niem Ja­poń­czy­ków na Pe­arl Har­bor 7 grud­nia 1941 roku, które to cztery dni póź­niej po­słu­żyło Hi­tle­rowi jako pre­tekst do wy­po­wie­dze­nia Sta­nom Zjed­no­czo­nym wojny. Na tym jed­nak po­do­bień­stwa się koń­czyły. Róż­nice - co szybko wska­załby ziem­ski ob­ser­wa­tor - były znacz­nie więk­sze.

Re­wo­lu­cja ame­ry­kań­ska sprzed pół­tora wieku wy­ro­sła z głę­boko za­ko­rze­nio­nej nie­uf­no­ści do scen­tra­li­zo­wa­nej wła­dzy. We­dług oj­ców za­ło­ży­cieli wol­ność i spra­wie­dli­wość osiąga się po­przez ogra­ni­cze­nie wła­dzy rzą­dzą­cych. Dzięki po­my­sło­wej kon­sty­tu­cji, geo­gra­ficz­nej izo­la­cji od po­ten­cjal­nych ry­wali oraz wiel­kiemu bo­gac­twu za­so­bów na­tu­ral­nych Ame­ry­ka­nom udało się zbu­do­wać nie­zwy­kle po­tężne pań­stwo; stało się to ja­sne pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej. Uczy­nili to jed­nak, bar­dzo sil­nie ogra­ni­cza­jąc wpływ rządu na ży­cie co­dzienne - w za­kre­sie za­równo roz­po­wszech­nia­nia idei, jak i or­ga­ni­za­cji go­spo­darki czy pro­wa­dze­nia po­li­tyki. Mimo spu­ści­zny nie­wol­nic­twa, nie­mal cał­ko­wi­tej eks­ter­mi­na­cji In­dian oraz utrzy­mu­ją­cej się dys­kry­mi­na­cji ra­so­wej, płcio­wej i spo­łecz­nej w 1945 roku oby­wa­tele Sta­nów Zjed­no­czo­nych mo­gli nie bez ra­cji twier­dzić, że na­leżą do naj­bar­dziej wol­nego spo­łe­czeń­stwa na ziemi.

Je­śli zaś cho­dzi o re­wo­lu­cję bol­sze­wicką, która wy­bu­chła za­le­d­wie ćwierć wieku wcze­śniej, to scen­tra­li­zo­wana wła­dza zo­stała w niej użyta jako śro­dek do po­zby­cia się wro­gów kla­so­wych i stwo­rze­nia pod­staw re­wo­lu­cji pro­le­ta­riac­kiej ma­ją­cej ogar­nąć cały świat. W Ma­ni­fe­ście ko­mu­ni­stycz­nym z 1848 roku Ka­rol Marks pi­sał, że za­po­cząt­ko­wany przez ka­pi­ta­li­stów pro­ces uprze­my­sło­wie­nia rów­no­cze­śnie po­więk­sza sze­regi klasy ro­bot­ni­czej i na­pę­dza wy­zysk ro­bot­ni­ków, któ­rych wy­zwo­le­nie się po­zo­staje je­dy­nie kwe­stią czasu. Nie ma­jąc cier­pli­wo­ści cze­kać na tę chwilę, Wła­di­mir Il­jicz Le­nin po­sta­no­wił przy­spie­szyć bieg hi­sto­rii, przej­mu­jąc w 1917 roku wła­dzę w Ro­sji i na­rzu­ca­jąc jej mark­sizm, mimo że nie speł­niała ona za­ło­że­nia Marksa, że re­wo­lu­cja może na­stą­pić je­dy­nie w roz­wi­nię­tym spo­łe­czeń­stwie prze­my­sło­wym. Sta­lin roz­wią­zał ten pro­blem, prze­bu­do­wu­jąc Ro­sję w taki spo­sób, by pa­so­wała do ide­olo­gii mark­si­stow­sko-le­ni­now­skiej - za­czął siłą prze­kształ­cać rol­ni­czy w za­sad­ni­czej mie­rze kraj z nie­wiel­kimi tra­dy­cjami wol­no­ści w sil­nie uprze­my­sło­wiony i po­zba­wiony ja­kich­kol­wiek swo­bód. W wy­niku tych dzia­łań pod ko­niec dru­giej wojny świa­to­wej Zwią­zek So­cja­li­stycz­nych Re­pu­blik Ra­dziec­kich był naj­bar­dziej au­to­ry­tar­nym spo­łe­czeń­stwem na Ziemi.

Nie tylko zwy­cię­skie pań­stwa skraj­nie się róż­niły - to samo do­ty­czyło wo­jen, które sto­czyły w la­tach 1941-1945. Stany Zjed­no­czone wal­czyły rów­no­cze­śnie w dwóch kon­flik­tach - prze­ciwko Ja­po­nii na Pa­cy­fiku i Niem­com w Eu­ro­pie - po­no­sząc przy tym sto­sun­kowo nie­wiel­kie straty: na wszyst­kich po­lach bi­twy po­le­gło nie­spełna 300 tys. Ame­ry­ka­nów. Dzięki geo­gra­ficz­nemu od­da­le­niu od li­nii frontu kraj nie padł ofiarą więk­szych ata­ków, poza pierw­szym - na Pe­arl Har­bor. Wraz z bry­tyj­skim so­jusz­ni­kiem (który stra­cił w woj­nie około 357 tys. żoł­nie­rzy) Stany Zjed­no­czone mo­gły de­cy­do­wać, gdzie, kiedy i w ja­kich oko­licz­no­ściach to­czyć walki, co znacz­nie ogra­ni­czało koszty i ry­zyko zwią­zane z walką. Jed­nak w prze­ci­wień­stwie do bry­tyj­skiej go­spo­darki ta ame­ry­kań­ska pod ko­niec wojny kwi­tła - wy­datki wo­jenne spo­wo­do­wały nie­mal po­dwo­je­nie pro­duktu kra­jo­wego brutto w ciągu nie­spełna czte­rech lat. Je­żeli można w ogóle mó­wić o "do­brej" woj­nie, to była ona taka dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

Zwią­zek Ra­dziecki nie miał tyle szczę­ścia. To­czył tylko jedną wojnę, za to być może naj­gor­szą w dzie­jach. Ro­syj­skie mia­sta, mia­steczka i wsie były spu­sto­szone, a in­sta­la­cje prze­my­słowe znisz­czone lub w po­śpie­chu prze­nie­sione za Ural - dla wielu wy­co­fu­ją­cych się jed­no­stek Ar­mii Czer­wo­nej je­dyną moż­li­wo­ścią oprócz ka­pi­tu­la­cji był roz­pacz­liwy opór, w te­re­nie i wa­run­kach wy­bra­nych przez wroga. Sza­cunki do­ty­czące ofiar cy­wil­nych i woj­sko­wych są bar­dzo nie­ści­słe; w wy­niku bez­po­śred­nich dzia­łań wo­jen­nych zgi­nęło praw­do­po­dob­nie około 27 mln so­wiec­kich oby­wa­teli, czyli dzie­więć­dzie­się­cio­krot­nie wię­cej niż Ame­ry­ka­nów. Zwy­cię­stwo nie mo­gło być cię­żej oku­pione: w 1945 roku ZSRR był pań­stwem zdru­zgo­ta­nym, które tylko cu­dem prze­trwało. Jak to okre­ślił współ­cze­sny ko­men­ta­tor, wojna była "naj­strasz­niej­szym, a za­ra­zem bu­dzą­cym naj­więk­szą dumę do­świad­cze­niem Ro­sjan"[2].

Je­żeli cho­dzi o kształ­to­wa­nie po­rządku po­wo­jen­nego, siły zwy­cięz­ców były jed­nak bar­dziej wy­rów­nane, niż po­wyż­szy opis mógłby su­ge­ro­wać. Stany Zjed­no­czone tra­dy­cyj­nie dy­stan­so­wały się wo­bec spraw eu­ro­pej­skich - Ro­ose­velt za­pew­nił wręcz Sta­lina w Te­he­ra­nie, że woj­ska ame­ry­kań­skie po­wrócą do oj­czy­zny w ciągu dwóch lat po za­koń­cze­niu wojny[3]. Bio­rąc pod uwagę przy­gnę­bia­jące do­świad­cze­nia lat trzy­dzie­stych XX wieku, nie było żad­nej gwa­ran­cji, że oży­wie­nie go­spo­dar­cze cza­sów wojny bę­dzie trwało ani że de­mo­kra­cja się od­ro­dzi, poza sto­sun­kowo nie­licz­nymi kra­jami, w któ­rych się utrzy­mała. Trudna do prze­łknię­cia prawda była taka, że Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czycy nie zdo­ła­liby po­ko­nać Hi­tlera bez po­mocy Sta­lina; ozna­czało to, iż druga wojna świa­towa przy­nio­sła zwy­cię­stwo tylko nad fa­szy­zmem - nie ukró­ciła au­to­ry­ta­ry­zmu i jego per­spek­tyw na przy­szłość.

Mimo że Zwią­zek Ra­dziecki po­niósł ol­brzy­mie straty, na­dal dys­po­no­wał zna­czą­cymi atu­tami. W związku ze swoim po­ło­że­niem w Eu­ro­pie nie miał po­trzeby wy­co­fy­wać wojsk z kon­ty­nentu. Jego go­spo­darka na­ka­zowa oka­zała się zdolna do za­pew­nie­nia lu­dziom peł­nego za­trud­nie­nia, pod­czas gdy de­mo­kra­tyczne pań­stwa ka­pi­ta­li­styczne nie były na to go­towe na­wet w la­tach przed­wo­jen­nych. W wielu re­gio­nach Eu­ropy so­wiecka ide­olo­gia cie­szyła się po­wa­ża­niem - szcze­gól­nie tam, gdzie ko­mu­ni­ści sta­nęli na czele ru­chu oporu. Wresz­cie nie­pro­por­cjo­nal­nie wielki wkład Ar­mii Czer­wo­nej w zwy­cię­stwo nad hi­tle­row­skimi Niem­cami zda­niem wielu da­wał ZSRR mo­ralne prawo do istot­nego, a może wręcz de­cy­du­ją­cego wpływu na kształt po­wo­jen­nego po­rządku. W 1945 roku wy­da­wało się, że au­to­ry­tarny ko­mu­nizm ma co naj­mniej taką samą przy­szłość jak de­mo­kra­tyczny ka­pi­ta­lizm.

Zwią­zek Ra­dziecki miał jesz­cze je­den atut - jako je­dyny spo­śród zwy­cię­skich kra­jów za­koń­czył wojnę pod wy­pró­bo­wa­nym przy­wódz­twem. Po na­głej śmierci Ro­ose­velta 12 kwiet­nia 1945 roku go­spo­da­rzem Bia­łego Domu zo­stał nie­do­świad­czony i nie­do­in­for­mo­wany wi­ce­pre­zy­dent Harry S. Tru­man. Trzy mie­siące póź­niej, po nie­spo­dzie­wa­nej po­rażce Chur­chilla w bry­tyj­skich wy­bo­rach par­la­men­tar­nych, fo­tel pre­miera za­jął przy­wódca Par­tii Pracy Cle­ment At­tlee, po­stać znacz­nie mniej­szego for­matu. Na­to­miast Zwią­zek Ra­dziecki miał Sta­lina, nie­kwe­stio­no­wa­nego władcę od 1929 roku, czło­wieka, który zmie­nił ob­li­cze kraju, a na­stęp­nie po­pro­wa­dził go do zwy­cię­stwa w dru­giej woj­nie świa­to­wej. Prze­bie­gły, bu­dzący re­spekt i pe­łen spo­koj­nej de­ter­mi­na­cji dyk­ta­tor Kremla wie­dział, czego chce w erze po­wo­jen­nej. Wy­da­wało się, że Tru­man i At­tlee oraz na­rody pod ich przy­wódz­twem tego nie wie­dzą.

II

Czego za­tem chciał Sta­lin? Na­leży tu za­cząć od niego, po­nie­waż tylko on spo­śród trzech po­wo­jen­nych przy­wód­ców, bę­dąc u wła­dzy, miał czas prze­my­śleć i usze­re­go­wać swoje prio­ry­tety. W mo­men­cie za­koń­cze­nia wojny władca Związku Ra­dziec­kiego miał 65 lat; był wy­czer­pany fi­zycz­nie, oto­czony po­chleb­cami i sa­motny. Mimo to za­rzą­dzał silną, prze­ra­ża­jąco wręcz po­tężną ręką. Jego wąs, prze­bar­wione zęby, ospo­wata twarz i żółte oczy - jak wspo­mina ame­ry­kań­ski dy­plo­mata - "nada­wały mu wy­gląd sta­rego, po­kie­re­szo­wa­nego ty­grysa [...]. Nie­świa­domy gość ni­gdy by się nie do­my­ślił, że za nie­po­zorną fa­sadą kryją się nie­wia­ry­godne wy­ra­cho­wa­nie, am­bi­cja, żą­dza wła­dzy, za­zdrość, okru­cień­stwo i pełna prze­bie­gło­ści mści­wość"[4]. Sta­lin wy­eli­mi­no­wał wszyst­kich ry­wali już dawno, dzięki se­rii czy­stek w la­tach trzy­dzie­stych. Pod­władni wie­dzieli, że unie­sie­nie brwi lub ski­nie­nie pal­cem może de­cy­do­wać o ży­ciu lub śmierci. Mimo ude­rza­jąco ni­skiego wzro­stu (miał za­le­d­wie 163 cen­ty­me­try) ten star­szy męż­czy­zna z brzusz­kiem był ko­lo­sem na czele ko­lo­sal­nego pań­stwa.

Po­wo­jen­nymi ce­lami Sta­lina były: bez­pie­czeń­stwo jego osoby, jego re­żimu, jego kraju oraz jego ide­olo­gii - w ta­kim wła­śnie po­rządku. Cho­dziło mu o pew­ność, że jego rzą­dom nie za­grożą już żadne siły we­wnętrzne, a kra­jowi - żadne nie­bez­pie­czeń­stwo z ze­wnątrz. In­te­resy ko­mu­ni­stów w in­nych czę­ściach świata, choćby i naj­bar­dziej godne wspar­cia, ni­gdy nie prze­wa­ży­łyby nad wy­ty­czo­nymi przez niego prio­ry­te­tami do­ty­czą­cymi so­wiec­kiego pań­stwa. Sta­lin był uoso­bie­niem nar­cy­zmu, pa­ra­noi i wła­dzy ab­so­lut­nej[5]; bano się go po­twor­nie, za­równo w Związku Ra­dziec­kim, jak i w mię­dzy­na­ro­do­wym ru­chu ko­mu­ni­stycz­nym, lecz jed­no­cze­śnie ota­czano go na­bożną czcią.

So­wiecki przy­wódca był zda­nia, że o po­dziale łu­pów po­winny de­cy­do­wać przede wszyst­kim na­kłady wo­jenne: prze­lana krew i wy­dane pie­nią­dze. Zgod­nie z tym Zwią­zek Ra­dziecki mu­siałby ich otrzy­mać bar­dzo wiele[6]. Miał nie tylko od­zy­skać zie­mie utra­cone na rzecz Nie­miec pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej, lecz także za­trzy­mać te­ry­to­ria na­byte wsku­tek opor­tu­ni­stycz­nego, a przy tym krót­ko­wzrocz­nego paktu o nie­agre­sji za­war­tego przez Sta­lina z Hi­tle­rem w sierp­niu 1939 roku: część Fin­lan­dii, Pol­ski i Ru­mu­nii oraz wszyst­kie kraje bał­tyc­kie. Miał się do­ma­gać, aby kraje znaj­du­jące się za prze­su­nię­tymi gra­ni­cami po­zo­stały w stre­fie wpły­wów Mo­skwy, a po­nadto żą­dać ustępstw te­ry­to­rial­nych od Iranu i Tur­cji (w tym kon­troli nad tu­rec­kimi cie­śni­nami) oraz baz ma­ry­narki w re­gio­nie Mo­rza Śród­ziem­nego. Wresz­cie miał uka­rać po­ko­nane i zruj­no­wane Niemcy woj­skową oku­pa­cją, wy­własz­cze­niami, re­pa­ra­cjami oraz ide­olo­giczną trans­for­ma­cją.

Sta­lin stał jed­nak przed trud­nym dy­le­ma­tem. Być może nie­pro­por­cjo­nal­nie wiel­kie w po­rów­na­niu z USA i Wielką Bry­ta­nią straty wo­jenne da­wały Związ­kowi Ra­dziec­kiemu ty­tuł do nie­pro­por­cjo­nal­nie wiel­kich zy­sków po woj­nie, lecz ode­brały mu rów­nież po­tęgę nie­zbędną, by so­bie te ko­rzy­ści za­pew­nić. ZSRR po­trze­bo­wał te­raz po­koju, po­mocy go­spo­dar­czej oraz przy­chyl­no­ści ze strony by­łych so­jusz­ni­ków. Nie miał więc wy­boru: mu­siał za­bie­gać o współ­pracę Ame­ry­ka­nów i Bry­tyj­czy­ków - po­dob­nie jak oni po­trze­bo­wali wcze­śniej Sta­lina, by po­ko­nać Hi­tlera, Sta­lin był te­raz uza­leż­niony od bry­tyj­skiej i ame­ry­kań­skiej życz­li­wo­ści, je­śli miał osią­gnąć swoje po­wo­jenne cele na dro­dze dy­plo­ma­cji i roz­sąd­nym kosz­tem. Nie chciał więc wojny - ani go­rą­cej, ani zim­nej[7]. Inną kwe­stią było jed­nak to, czy miał się oka­zać wy­star­cza­jąco zręczny, by unik­nąć in­nego roz­woju wy­pad­ków.

Oce­nia­jąc swo­ich wo­jen­nych so­jusz­ni­ków oraz ich po­wo­jenne cele, Sta­lin ba­zo­wał w więk­szym stop­niu na wy­obra­że­niach niż na ra­cjo­nal­nej ana­li­zie prio­ry­te­tów Wa­szyng­tonu i Lon­dynu. Wi­dać tu wpływ ide­olo­gii mark­si­zmu-le­ni­ni­zmu, który był źró­dłem jego złu­dzeń. Naj­waż­niej­szą spo­śród tych ilu­zji była wiara (prze­jęta od Le­nina), że ka­pi­ta­li­ści ni­gdy nie będą zdolni współ­pra­co­wać ze sobą na dłuż­szą metę. Ich wro­dzona chci­wość - nie­po­wstrzy­many pęd do przed­kła­da­nia zy­sków nad po­li­tykę - prę­dzej czy póź­niej weź­mie górę, więc ko­mu­ni­ści mu­szą je­dy­nie cier­pli­wie cze­kać, aż ich prze­ciw­nicy sami się znisz­czą. "So­jusz mię­dzy nami a de­mo­kra­tyczną frak­cją ka­pi­ta­li­stów udało się za­wrzeć, po­nie­waż za­po­bie­gnię­cie do­mi­na­cji Hi­tlera było w ich in­te­re­sie - sko­men­to­wał Sta­lin pod ko­niec wojny. - W przy­szło­ści zmie­rzymy się rów­nież z tą frak­cją ka­pi­ta­li­stów"[8].

Przed­sta­wiona kon­cep­cja kry­zysu ka­pi­ta­li­zmu nie była cał­ko­wi­cie nie­do­rzeczna. Osta­tecz­nie pierw­sza wojna świa­towa była kon­flik­tem mię­dzy pań­stwami ka­pi­ta­li­stycz­nymi. To ten kon­flikt umoż­li­wił po­wsta­nie pierw­szego ko­mu­ni­stycz­nego pań­stwa na świe­cie. Pod­czas wiel­kiego kry­zysu w la­tach trzy­dzie­stych po­zo­stałe pań­stwa ka­pi­ta­li­styczne, za­miast współ­pra­co­wać w celu ra­to­wa­nia go­spo­darki świa­to­wej czy utrwa­le­nia po­wo­jen­nego ładu, sta­rały się oca­lić wy­łącz­nie same sie­bie. Jed­nym ze skut­ków było po­wsta­nie na­zi­stow­skich Nie­miec. Sta­lin wie­rzył, że po za­koń­cze­niu dru­giej wojny świa­to­wej kry­zys go­spo­dar­czy po­wróci i wów­czas to kraje ka­pi­ta­li­styczne będą po­trze­bo­wały Związku Ra­dziec­kiego, a nie na od­wrót. Wo­bec tego za­kła­dał z pew­no­ścią, że Stany Zjed­no­czone po­ży­czą ZSRR mi­liardy do­la­rów po­trzebne na od­bu­dowę, po­nie­waż w prze­ciw­nym ra­zie, pod­czas nad­cho­dzą­cego świa­to­wego kra­chu, ZSRR nie sta­nie się ryn­kiem zbytu dla ame­ry­kań­skich pro­duk­tów[9].

Poza tym Sta­lin był prze­ko­nany, że dru­gie ka­pi­ta­li­styczne su­per­mo­car­stwo, Wielka Bry­ta­nia, z któ­rej sła­bo­ści wciąż nie zda­wał so­bie sprawy, wsku­tek ry­wa­li­za­cji go­spo­dar­czej prę­dzej czy póź­niej ze­rwie so­jusz z Ame­ry­ka­nami. "Wojny mię­dzy kra­jami ka­pi­ta­li­stycz­nymi po­zo­stają nie­unik­nione" - twier­dził upar­cie jesz­cze w 1952 roku[10]. Tak więc z punktu wi­dze­nia Sta­lina bieg hi­sto­rii miał w przy­szło­ści wy­na­gro­dzić ka­ta­strofę, jaką dla Związku Ra­dziec­kiego sta­no­wiła druga wojna świa­towa. Bez­po­śred­nia kon­fron­ta­cja z Ame­ry­ka­nami i Bry­tyj­czy­kami nie była nie­zbędna do osią­gnię­cia jego ce­lów. Za­mie­rzał po pro­stu cze­kać, aż pań­stwa ka­pi­ta­li­styczne za­czną się spie­rać, a zde­gu­sto­wani Eu­ro­pej­czycy sami padną w ob­ję­cia ko­mu­ni­zmu.

Ce­lem Sta­lina nie było za­tem przy­wró­ce­nie w Eu­ro­pie rów­no­wagi sił, lecz cał­ko­wita do­mi­na­cja nad kon­ty­nen­tem, do ja­kiej dą­żył Hi­tler. Za­cho­wało się jego no­stal­giczne, wiele mó­wiące wy­zna­nie z 1947 roku: "Gdyby Chur­chill otwo­rzył drugi front na pół­nocy Fran­cji rok póź­niej, Ar­mia Czer­wona by tam do­tarła [...]. Roz­wa­ża­li­śmy wkro­cze­nie do Pa­ryża"[11]. W prze­ci­wień­stwie do Hi­tlera Sta­lin nie kie­ro­wał się jed­nak usta­lo­nym har­mo­no­gra­mem. Z za­do­wo­le­niem przy­jął lą­do­wa­nie alian­tów w Nor­man­dii, mimo że ozna­czało ono, iż w naj­bliż­szym cza­sie Ar­mia Czer­wona nie bę­dzie miała oka­zji za­jąć Eu­ropy Za­chod­niej; naj­waż­niej­sze było po­ko­na­nie Nie­miec. Nie re­zy­gno­wał też z dy­plo­ma­cji jako środka do celu, rów­nież dla­tego, że li­czył - co naj­mniej przez pe­wien czas - na współ­pracę Ame­ry­ka­nów w jego osią­gnię­ciu. Czyż Ro­ose­velt nie dał do zro­zu­mie­nia, że Stany Zjed­no­czone nie będą się sta­rać o wła­sną strefę wpły­wów w Eu­ro­pie? Sta­lin miał więc wielką wi­zję: osią­gnię­tej po­ko­jowo, lecz po­dyk­to­wa­nej de­ter­mi­ni­zmem hi­sto­rycz­nym wła­dzy nad Eu­ropą. Wi­zja ta miała jed­nak pe­wien man­ka­ment: nie uwzględ­niała kry­sta­li­zu­ją­cych się po­wo­jen­nych ce­lów Sta­nów Zjed­no­czo­nych.

III

Czego pra­gnęli po woj­nie Ame­ry­ka­nie? Bez wąt­pie­nia rów­nież bez­pie­czeń­stwa, lecz w prze­ci­wień­stwie do Sta­lina nie byli pewni, co na­leży zro­bić, by je osią­gnąć. Wią­zało się to z dy­le­ma­tem, który po­sta­wiła przed nimi druga wojna świa­towa: Stany Zjed­no­czone nie mo­gły na­dal sta­no­wić wzoru dla reszty świata, jed­no­cze­śnie dy­stan­su­jąc się wo­bec niej.

Ame­ry­ka­nie usi­ło­wali po­dą­żać tą drogą przez więk­szą część swo­jej hi­sto­rii. Po­nie­waż od wszel­kich państw, które mo­głyby wy­rzą­dzić im szkodę, dzie­liły ich oce­any, nie mu­sieli zbyt­nio mar­twić się o bez­pie­czeń­stwo. Już sama nie­za­leż­ność od Wiel­kiej Bry­ta­nii wy­ni­kała, jak cel­nie ujął to Tho­mas Pa­ine w 1776 roku, z nie­praw­do­po­do­bień­stwa sy­tu­acji, w któ­rej "kon­ty­nent [miałby] być stale rzą­dzony przez wy­spę"[12]. Mimo swo­jej prze­wagi na mo­rzu Bry­tyj­czycy ni­gdy nie byli go­towi wy­słać od­po­wied­nio wiel­kich sił woj­sko­wych pięć ty­sięcy ki­lo­me­trów przez Atlan­tyk, aby utrzy­mać Ame­ry­ka­nów w ob­rę­bie im­pe­rium lub po­wstrzy­mać ich przed zdo­mi­no­wa­niem Ame­ryki Pół­noc­nej. Jesz­cze mniej­sze było praw­do­po­do­bień­stwo, że uda się to in­nym pań­stwom eu­ro­pej­skim, gdyż ko­lejne rządy w Lon­dy­nie do­szły do tego sa­mego wnio­sku co Ame­ry­ka­nie: czas za­koń­czyć ko­lo­ni­za­cję za­chod­niej pół­kuli. W związku z tym Stany Zjed­no­czone zna­la­zły się w luk­su­so­wej sy­tu­acji: po­sia­dały ol­brzy­mią strefę wpły­wów, nie ry­zy­ku­jąc przy tym, że na­ru­szą in­te­resy ja­kie­go­kol­wiek in­nego mo­car­stwa.

Ame­ry­ka­nie pra­gnęli roz­po­wszech­niać swoje idee na ca­łym świe­cie - De­kla­ra­cja Nie­pod­le­gło­ści za­wie­rała wszak ra­dy­kalne stwier­dze­nie, że wszy­scy lu­dzie są równi. Przez pierw­sze 140 lat nie­pod­le­gło­ści nie pod­jęli jed­nak wy­sił­ków, by za­mie­nić słowa w czyny. Stany Zjed­no­czone miały sta­no­wić przy­kład, a de­cy­zja o tym, jak i w ja­kich oko­licz­no­ściach pójść za nim, na­le­żała do reszty świata. "Ame­ryka ży­czy wszyst­kim wol­no­ści i nie­pod­le­gło­ści" - oświad­czył w 1821 roku se­kre­tarz stanu John Qu­incy Adams - lecz "broni i strzeże je­dy­nie wła­snej"[13]. Tak więc po­mimo ide­olo­gii uwzględ­nia­ją­cej także inne na­rody Ame­ry­ka­nie prak­ty­ko­wali izo­la­cjo­nizm - nie do­szli jesz­cze do wnio­sku, że wła­sne bez­pie­czeń­stwo wy­maga upo­wszech­nie­nia wy­zna­wa­nych za­sad. Po­li­tyki za­gra­niczna oraz woj­skowa Sta­nów Zjed­no­czo­nych były znacz­nie mniej am­bitne, niż można by ocze­ki­wać po tak wiel­kim i sil­nym pań­stwie.

Do­piero po wy­bu­chu pierw­szej wojny świa­to­wej sy­tu­acja ta ule­gła zmia­nie. Za­nie­po­ko­jony moż­li­wo­ścią po­ko­na­nia Wiel­kiej Bry­ta­nii i Fran­cji przez ce­sar­skie Niemcy Wo­odrow Wil­son prze­ko­nał ro­da­ków, że do przy­wró­ce­nia rów­no­wagi sił w Eu­ro­pie nie­zbędna jest ame­ry­kań­ska po­tęga woj­skowa - jed­nak na­wet on uza­sad­niał ten geo­po­li­tyczny cel ar­gu­men­tami ide­olo­gicz­nymi. Świat, jak twier­dził, na­le­żało uczy­nić "bez­piecz­nym dla de­mo­kra­cji"[14]. Jako pod­stawę po­ko­jo­wego po­rządku Wil­son za­pro­po­no­wał Ligę Na­ro­dów, która miała na­rzu­cać pań­stwom coś na kształt prawa, które pań­stwa - przy­naj­mniej te oświe­cone - na­rzu­cały jed­nost­kom. Miał na­dzieję, że po­łoży to kres za­sa­dzie mó­wią­cej, iż ra­cję ma sil­niej­szy.

Za­równo ta wi­zja, jak i rów­no­waga, którą dzięki niej przy­wró­cono, wy­prze­dziły jed­nak swój czas. Zwy­cię­stwo w pierw­szej woj­nie świa­to­wej nie uczy­niło Sta­nów Zjed­no­czo­nych świa­to­wym mo­car­stwem; w oczach więk­szo­ści Ame­ry­ka­nów po­twier­dziło wręcz, że nad­mierne za­an­ga­żo­wa­nie w kon­flikty zbrojne jest szko­dliwe. Plany Wil­sona do­ty­czące utwo­rze­nia po woj­nie or­ga­ni­za­cji zbio­ro­wego bez­pie­czeń­stwa były, zda­niem jego ro­da­ków, za da­leko po­su­nięte. Roz­cza­ro­wa­nie so­jusz­ni­kami, wraz z nie­prze­my­ślaną i nie­zde­cy­do­waną in­ter­wen­cją Wil­sona prze­ciwko bol­sze­wi­kom na Sy­be­rii i pół­nocy Ro­sji w la­tach 1918-1920, ode­brało ra­dość ze zwy­cię­stwa. Wa­runki ze­wnętrzne sprzy­jały po­wro­towi do izo­la­cjo­ni­zmu: uwa­żany przez nie­które na­rody za nie­spra­wie­dliwy trak­tat wer­sal­ski, na­dej­ście świa­to­wego kry­zysu, a na­stęp­nie po­ja­wie­nie się w Eu­ro­pie i Azji Wschod­niej agre­syw­nych państw prze­ko­nały Ame­ry­ka­nów, że naj­roz­sąd­niej jest uni­kać an­ga­żo­wa­nia się w sprawy mię­dzy­na­ro­dowe. Na­stą­piło zja­wi­sko rzadko spo­ty­kane: mo­car­stwo wy­co­fy­wało się ze swo­ich za­gra­nicz­nych zo­bo­wią­zań.

Po prze­pro­wa­dze­niu się w 1933 roku do Bia­łego Domu Fran­klin D. Ro­ose­velt dzia­łał wy­trwale (choć nie­raz okrężną drogą) na rzecz zwięk­sze­nia udziału Sta­nów Zjed­no­czo­nych w po­li­tyce świa­to­wej. Nie było to ła­twe. "Czuję się, jak gdy­bym po omacku szu­kał drzwi w li­tej ścia­nie"[15] - stwier­dził. Na­wet po wy­bu­chu wojny chiń­sko-ja­poń­skiej w 1937 roku i dru­giej wojny świa­to­wej w Eu­ro­pie w roku 1939 Ro­ose­velt nie od­niósł szcze­gól­nego suk­cesu w swo­ich pró­bach prze­ko­na­nia na­rodu, iż Wil­son miał ra­cję: wy­da­rze­nia w in­nej czę­ści świata mogą za­chwiać bez­pie­czeń­stwem w ich kraju. Do­piero po wstrzą­sa­ją­cych wy­pad­kach z lat 1940-1941 - upadku Fran­cji, Bi­twie o An­glię, wresz­cie ja­poń­skim ataku na Pe­arl Har­bor - Ame­ry­ka­nie po­now­nie za­an­ga­żo­wali się w za­da­nie przy­wró­ce­nia rów­no­wagi sił poza pół­kulą za­chod­nią. "Uczymy się na błę­dach z prze­szło­ści. Tym ra­zem bę­dziemy wie­dzieć, jak w pełni wy­ko­rzy­stać zwy­cię­stwo"[16] - za­po­wie­dział pre­zy­dent w 1942 roku.

Pod­czas wojny Ro­ose­velt kie­ro­wał się czte­rema pod­sta­wo­wymi prio­ry­te­tami. Pierw­szym było utrzy­ma­nie so­jusz­ni­ków - przede wszyst­kim Wiel­kiej Bry­ta­nii, Związku Ra­dziec­kiego oraz (z mniej­szym po­wo­dze­niem) rzą­dzo­nych przez na­cjo­na­li­stów Chin - gdyż była to je­dyna droga do zwy­cię­stwa: Stany Zjed­no­czone nie mo­gły wal­czyć z Niem­cami i Ja­po­nią w po­je­dynkę. Dru­gim było za­pew­nie­nie so­bie współ­pracy ze sprzy­mie­rzeń­cami przy kształ­to­wa­niu po­wo­jen­nego po­rządku, po­nie­waż w prze­ciw­nym ra­zie szanse na trwały po­kój by­łyby mi­ni­malne. Trzeci prio­ry­tet do­ty­czył cha­rak­teru tego po­rządku. Ro­ose­velt li­czył, że so­jusz­nicy zde­cy­dują się na roz­wią­za­nie, które wy­eli­mi­nuje naj­bar­dziej praw­do­po­dobne przy­czyny przy­szłych wo­jen. Cho­dziło o nową or­ga­ni­za­cję zbio­ro­wego bez­pie­czeń­stwa, która mia­łaby peł­no­moc­nic­two do po­wstrzy­my­wa­nia agre­so­rów i w ra­zie po­trzeby ka­ra­nia ich, a także o uzdro­wie­nie świa­to­wego sys­temu go­spo­dar­czego oraz wy­po­sa­że­nie go w me­cha­ni­zmy chro­niące przed no­wym glo­bal­nym kry­zy­sem. Wresz­cie po­rzą­dek ten mu­siałby być moż­liwy do za­ak­cep­to­wa­nia przez ame­ry­kań­skie spo­łe­czeń­stwo. Ro­ose­velt był zde­cy­do­wany nie po­wta­rzać błędu Wil­sona, który przed­sta­wił Ame­ry­ka­nom zbyt da­leko idące roz­wią­za­nia. Po dru­giej woj­nie świa­to­wej nie było więc już po­wrotu do izo­la­cjo­ni­zmu, jed­nak Stany Zjed­no­czone nie za­mie­rzały - po­dob­nie jak Zwią­zek Ra­dziecki - za­ak­cep­to­wać kształtu świata, który przy­po­mi­nał ten sprzed wojny.

Na­leży jesz­cze po­wie­dzieć coś o ce­lach Wiel­kiej Bry­ta­nii. Win­ston Chur­chill okre­ślił je w do­syć pro­sty spo­sób: prze­trwa­nie za wszelką cenę, na­wet gdyby ozna­czało to zrze­cze­nie się na rzecz Wa­szyng­tonu przy­wódz­twa w bry­tyj­sko-ame­ry­kań­skiej ko­ali­cji, osła­bie­nie bry­tyj­skiego im­pe­rium, a na­wet współ­pracę ze Związ­kiem Ra­dziec­kim, który Chur­chill, bę­dąc młod­szym, bez­po­śred­nio po bol­sze­wic­kiej re­wo­lu­cji, miał na­dzieję zmiaż­dżyć[17]. Bry­tyj­czycy mieli się sta­rać wy­wie­rać na Ame­ry­ka­nów jak naj­więk­szy wpływ - aspi­ro­wali do roli Gre­ków bę­dą­cych men­to­rami no­wych Rzy­mian - lecz w żad­nym ra­zie nie za­mie­rzali wcho­dzić z nimi w kon­flikt. Ocze­ki­wa­nia Sta­lina, który wy­obra­żał so­bie nie­za­leżną Wielką Bry­ta­nię, zdolną sprze­ci­wić się Sta­nom Zjed­no­czo­nym, a na­wet wal­czyć z nimi, bar­dzo za­sko­czy­łyby lu­dzi, któ­rzy w rze­czy­wi­sto­ści two­rzyli wo­jenną i po­wo­jenną stra­te­gię tego kraju.

IV

Bio­rąc pod uwagę po­wyż­sze prio­ry­tety, ja­kie były wi­doki na po­wo­jenny układ, który umoż­li­wiłby za­cho­wa­nie wiel­kiej ko­ali­cji? Ro­ose­velt, Chur­chill i Sta­lin z pew­no­ścią mieli na to na­dzieję - nikt nie pra­gnął no­wych wro­gów na­tych­miast po po­ko­na­niu sta­rych. Jed­nak ich ko­ali­cja od sa­mego po­czątku była za­równo środ­kiem do po­ko­na­nia Osi, jak i na­rzę­dziem, które miało po­móc każ­demu ze zwy­cięz­ców w osią­gnię­ciu jak naj­więk­szych wpły­wów w po­wo­jen­nym świe­cie. Nie mo­gło być ina­czej - po­mimo pu­blicz­nych oświad­czeń wiel­kiej trójki, że po­li­tyka ulega za­wie­sze­niu na czas wojny, ża­den z jej człon­ków nie wie­rzył w tę za­sadę ani nie za­mie­rzał jej sto­so­wać. W rze­czy­wi­sto­ści - pod­czas kon­tak­tów i kon­fe­ren­cji, które za­zwy­czaj od­by­wały się bez udziału ob­ser­wa­to­rów - sta­rali się go­dzić roz­bieżne cele po­li­tyczne, rów­no­cze­śnie kon­ty­nu­ując współ­pracę mi­li­tarną. W du­żej mie­rze po­nie­śli przy tym po­rażkę, w któ­rej na­leży się do­pa­try­wać po­cząt­ków zim­nej wojny. Naj­waż­niej­szymi oma­wia­nymi kwe­stiami były:

Drugi front i pokój separatystyczny

Oprócz klę­ski Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie naj­bar­dziej oba­wiali się po­now­nego układu mię­dzy Związ­kiem Ra­dziec­kim a na­zi­stow­skimi Niem­cami, jak w 1939 roku. W ta­kich oko­licz­no­ściach znaczna część Eu­ropy po­zo­sta­łaby pod rzą­dami au­to­ry­tar­nymi, dla­tego też Ro­ose­velt i Chur­chill przy­wią­zy­wali wielką wagę do dal­szego udziału ZSRR w woj­nie. Wią­zało się to z do­star­cza­niem tam wszel­kiej moż­li­wej po­mocy w po­staci żyw­no­ści, odzieży oraz broni, na­wet roz­pacz­li­wymi me­to­dami i wiel­kim kosz­tem - wy­sy­ła­nie kon­wo­jów do Mur­mań­ska i Ar­chan­giel­ska oraz chro­nie­nie ich przed nie­miec­kimi ło­dziami pod­wod­nymi nie było ła­twe do wy­ko­na­nia. Ozna­czało rów­nież nie­sprze­ci­wia­nie się żą­da­niom Sta­lina do­ty­czą­cym zwrotu utra­co­nych te­ry­to­riów, mimo że nie­które z nich - kraje bał­tyc­kie, wschod­nia Pol­ska oraz część Fin­lan­dii i Ru­mu­nii - do­stały się w ręce So­wie­tów w wy­niku paktu z Hi­tle­rem. Wresz­cie za­po­bie­ga­nie po­ko­jowi se­pa­ra­ty­stycz­nemu ozna­czało utwo­rze­nie dru­giego frontu w Eu­ro­pie tak szybko, jak tylko było to moż­liwe z woj­sko­wego punktu wi­dze­nia, choć w Lon­dy­nie i Wa­szyng­to­nie uwa­żano, że trzeba odło­żyć tę de­cy­zję do czasu, gdy praw­do­po­dobne sta­nie się od­nie­sie­nie suk­cesu moż­li­wym do przy­ję­cia kosz­tem.

W tej sy­tu­acji drugi front - a do­kład­niej: dru­gie fronty - ma­te­ria­li­zo­wał się po­woli, wy­wo­łu­jąc tym sa­mym gniew u nę­ka­nych przez wroga Ro­sjan, któ­rzy nie mo­gli so­bie po­zwo­lić na ogra­ni­cza­nie strat w lu­dziach. Do pierw­szych dzia­łań do­szło w oku­po­wa­nej przez re­żim Vi­chy Afryce Pół­noc­nej, gdzie siły ame­ry­kań­skie i bry­tyj­skie wy­lą­do­wały w li­sto­pa­dzie 1942 roku; z ko­lei w le­cie 1943 roku na­stą­piła in­wa­zja na Sy­cy­lię i po­łu­dniowe Wło­chy. Do­piero jed­nak po lą­do­wa­niu w Nor­man­dii w czerwcu 1944 roku bry­tyj­skie i ame­ry­kań­skie dzia­ła­nia mi­li­tarne za­częły wy­raź­niej od­cią­żać Ar­mię Czer­woną, która zdą­żyła od­wró­cić bieg zda­rzeń na fron­cie wschod­nim i wy­pie­rała już Niem­ców z ob­sza­rów przez nich oku­po­wa­nych. Sta­lin po­gra­tu­lo­wał so­jusz­ni­kom uda­nego de­santu; miał jed­nak po­dej­rze­nia, że opóź­nie­nie było ce­lowe i miało prze­rzu­cić jak naj­więk­szy cię­żar walk na ZSRR[18]. Jak stwier­dził póź­niej pe­wien so­wiecki ana­li­tyk, plan Sta­nów Zjed­no­czo­nych po­le­gał na wzię­ciu udziału "do­piero w ostat­niej chwili, gdy będą mo­gły z ła­two­ścią wy­wrzeć wpływ na wy­nik wojny i w pełni za­bez­pie­czyć swoje in­te­resy"[19].

Zna­cze­nie po­li­tyczne dru­gich fron­tów co naj­mniej do­rów­ny­wało mi­li­tar­nemu - dzięki nim Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czycy mieli wraz ze Związ­kiem Ra­dziec­kim uczest­ni­czyć w ka­pi­tu­la­cji i oku­pa­cji Nie­miec oraz ich kra­jów sa­te­lic­kich. We wrze­śniu 1943 roku, gdy ska­pi­tu­lo­wały Wło­chy, bry­tyj­skie i ame­ry­kań­skie do­wódz­two woj­skowe nie do­pu­ściło Ro­sjan do udziału w tych pro­ce­du­rach - przede wszyst­kim ze wzglę­dów prak­tycz­nych. Sta­lin wy­ko­rzy­stał to jako pre­tekst do po­su­nię­cia, na które za­pewne i tak by się zde­cy­do­wał: cho­dzi tu o od­mó­wie­nie Ame­ry­ka­nom oraz Bry­tyj­czy­kom zna­czą­cej roli w oku­pa­cji Ru­mu­nii, Buł­ga­rii i Wę­gier po wej­ściu Ar­mii Czer­wo­nej na ich te­ry­to­ria w la­tach 1944-1945.

Sta­lin i Chur­chill uzgod­nili bez więk­szych trud­no­ści w paź­dzier­niku 1944 roku, że Zwią­zek Ra­dziecki uzy­ska w tych kra­jach prze­wa­ża­jące wpływy w za­mian za uzna­nie bry­tyj­skich wpły­wów w Gre­cji. Sy­tu­acja była jed­nak bar­dziej zło­żona, niż się na po­zór wy­da­wało. Ro­ose­velt za­pro­te­sto­wał, bo nie uzgod­niono z nim po­ro­zu­mie­nia mię­dzy Sta­li­nem a Chur­chil­lem, a gdy z ko­lei Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie roz­po­częli ne­go­cja­cje w spra­wie ka­pi­tu­la­cji nie­miec­kich wojsk w pół­noc­nych Wło­szech wio­sną 1945 roku, Sta­lin nie­mal wpadł w pa­nikę; ostrzegł wów­czas swo­ich do­wód­ców, że może zo­stać za­warty układ, zgod­nie z któ­rym Niemcy za­koń­czą walkę na Za­cho­dzie, kon­ty­nu­ując opór na Wscho­dzie[20]. Ujaw­nił tym sa­mym swoje głę­bo­kie obawy do­ty­czące po­koju se­pa­ra­ty­stycz­nego. To, że są­dził, iż so­jusz­nicy mo­gliby za­wrzeć taki po­kój na tak póź­nym eta­pie wojny, do­wo­dziło, w jak nie­wiel­kim stop­niu uspo­ko­iło go utwo­rze­nie dru­gich fron­tów i jak mało ufał in­nym.

Strefy wpływów

Po­dział Eu­ropy na strefy wpły­wów wy­ni­ka­jący z umowy mię­dzy Chur­chil­lem a Sta­li­nem nie po­zo­sta­wiał Eu­ro­pej­czy­kom wielu moż­li­wo­ści de­cy­do­wa­nia o wła­snych przy­szłych lo­sach, co nie­po­ko­iło Ro­ose­velta. Choć z jego punktu wi­dze­nia uspra­wie­dli­wie­niem dla wojny było za­cho­wa­nie rów­no­wagi sił, Ame­ry­ka­nom przed­sta­wił ją po­dob­nie, jak uczy­niłby to Wil­son - jako walkę o sa­mo­sta­no­wie­nie. Chur­chill zgo­dził się z tym sta­no­wi­skiem w 1941 roku, pod­pi­su­jąc Kartę atlan­tycką - zbiór Wil­so­now­skich za­sad sfor­mu­ło­wa­nych po­now­nie przez Ro­ose­velta. Wo­bec tego pod­sta­wo­wym ce­lem Bry­tyj­czy­ków i Ame­ry­ka­nów stało się po­go­dze­nie tych ide­ałów z rosz­cze­niami te­ry­to­rial­nymi Sta­lina oraz jego żą­da­niami do­ty­czą­cymi stref wpływu gwa­ran­tu­ją­cych obec­ność przy­ja­znych państw za po­wo­jen­nymi gra­ni­cami Związku Ra­dziec­kiego. Ro­ose­velt i Chur­chill wie­lo­krot­nie na­ci­skali na Sta­lina, by po­zwo­lił na wolne wy­bory w kra­jach bał­tyc­kich, Pol­sce i po­zo­sta­łych pań­stwach Eu­ropy Wschod­niej. Zgo­dził się on na to pod­czas kon­fe­ren­cji jał­tań­skiej, nie ma­jąc jed­nak naj­mniej­szego za­miaru do­trzy­mać obiet­nic. "Nie ma się co mar­twić - uspo­koił mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych Wia­cze­sława Mo­ło­towa. - Mo­żemy to zro­bić po swo­jemu póź­niej. Naj­waż­niej­szy jest układ sił"[21].

Sta­lin uzy­skał więc na­bytki te­ry­to­rialne i strefę wpły­wów, ja­kich pra­gnął. Gra­nice Związku Ra­dziec­kiego prze­su­nęły się kil­ka­set ki­lo­me­trów na za­chód, a w po­zo­sta­łej czę­ści Eu­ropy Wschod­niej Ar­mia Czer­wona przy­nio­sła na ba­gne­tach słu­żal­cze re­żimy. Nie wszyst­kie były już ko­mu­ni­styczne - władca Kremla po­zo­sta­wał jesz­cze ela­styczny w tej kwe­stii - lecz ża­den z nich nie kwe­stio­no­wał ro­sną­cych so­wiec­kich wpły­wów w sercu kon­ty­nentu. Ame­ry­ka­nie i Bry­tyj­czycy li­czyli na co in­nego: chcieli, aby miesz­kańcy Eu­ropy Wschod­niej, a w szcze­gól­no­ści Pol­ski - pierw­szej ofiary Nie­miec pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej - wy­brali wła­sne rządy. Te dwa sta­no­wi­ska mo­głyby dać się po­go­dzić, gdyby wszyst­kie kraje Eu­ropy Wschod­niej były go­towe wy­brać przy­wód­ców speł­nia­ją­cych wy­mogi Mo­skwy, jak uczy­niły to Fin­lan­dia i Cze­cho­sło­wa­cja. W Pol­sce taki sce­na­riusz był jed­nak nie do po­my­śle­nia - po­stę­po­wa­nie Sta­lina już dawno zni­we­czyło wszel­kie szanse na to, aby rząd pod­po­rząd­ko­wany ZSRR mógł się cie­szyć po­par­ciem Po­la­ków.

Li­sta krzywd za­czy­nała się od za­war­tego w 1939 roku paktu mię­dzy hi­tle­row­cami a So­wie­tami, który ode­brał Pol­sce nie­pod­le­głość. Póź­niej od­kryto, że w 1940 roku Ro­sja­nie wy­mor­do­wali w le­sie ka­tyń­skim około czte­rech ty­sięcy pol­skich ofi­ce­rów, a dal­szych 11 tys. za­gi­nęło bez wie­ści. W 1943 roku Sta­lin ze­rwał w związku z tą sprawą sto­sunki z pol­skim rzą­dem na uchodź­stwie w Lon­dy­nie i po­parł grupę pol­skich ko­mu­ni­stów z sie­dzibą w Lu­bli­nie. Na­stęp­nie ce­lowo wstrzy­mał dzia­ła­nia wo­jenne, gdy Niemcy bru­tal­nie pa­cy­fi­ko­wali zor­ga­ni­zo­wane w 1944 roku przez rząd lon­dyń­ski po­wsta­nie war­szaw­skie, mimo że Ar­mia Czer­wona stała wów­czas na przed­mie­ściach pol­skiej sto­licy. Rosz­cze­nia Sta­lina do nie­mal po­łowy po­wo­jen­nego te­ry­to­rium Pol­ski wzbu­dziły jesz­cze więk­sze roz­go­ry­cze­nie; jego obiet­nica wy­rów­na­nia strat kosz­tem Nie­miec nie była wy­star­cza­ją­cym za­dość­uczy­nie­niem.

Po­nie­waż Po­lacy z pew­no­ścią nie wy­bra­liby pro­so­wiec­kiego rządu, Sta­lin im go na­rzu­cił - kosz­to­wało go to jed­nak trwałą urazę ze strony Po­la­ków oraz utratę za­ufa­nia ame­ry­kań­skiego i bry­tyj­skiego so­jusz­nika. Po­zba­wiony złu­dzeń Ro­ose­velt stwier­dził na dwa ty­go­dnie przed śmier­cią: "[Sta­lin] zła­mał wszyst­kie swoje przy­rze­cze­nia z Jałty"[22].

Pokonani wrogowie

Nikt nie miał wąt­pli­wo­ści - przy­naj­mniej od chwili de­santu w Nor­man­dii - że w prze­ci­wień­stwie do kon­tro­lo­wa­nej jed­no­stron­nie przez ZSRR Eu­ropy Wschod­niej Niemcy znajdą się pod wspólną oku­pa­cją. Ro­sja­nie czuli się jed­nak oszu­kani spo­so­bem wpro­wa­dze­nia tej oku­pa­cji. Stany Zjed­no­czone, Wielka Bry­ta­nia oraz (dzięki hoj­no­ści obu tych kra­jów) Fran­cja kon­tro­lo­wały osta­tecz­nie ? Nie­miec - nie z po­wodu liczby po­le­głych pod­czas wojny, a wsku­tek geo­gra­ficz­nej bli­sko­ści ich na­cie­ra­ją­cych ar­mii oraz tego, że Sta­lin od­dał znaczną część wschod­nich Nie­miec Pol­sce. Oku­po­wany wspól­nie Ber­lin ota­czała so­wiecka strefa, jed­nak obej­mo­wała ona za­le­d­wie około ? lud­no­ści Nie­miec i jesz­cze mniej­szą część obiek­tów prze­my­sło­wych.

Dla­czego Sta­lin zgo­dził się na taki układ? Praw­do­po­dob­nie dla­tego, że są­dził, iż mark­si­stow­sko-le­ni­now­ski rząd, który pla­no­wał za­in­sta­lo­wać we wschod­nich Niem­czech, przy­cią­gnie Niem­ców z za­chod­nich stref oku­pa­cyj­nych, a ci wy­biorą przy­wód­ców, któ­rzy osta­tecz­nie zjed­no­czą cały kraj pod kon­trolą so­wiecką. Na­stą­pi­łaby wów­czas spóź­niona o wiele lat pro­le­ta­riacka re­wo­lu­cja, którą za­po­wia­dał w Niem­czech Marks. "Całe Niemcy mu­szą być na­sze - czyli so­wiec­kie, ko­mu­ni­styczne" - stwier­dził w 1946 roku Sta­lin[23]. Z tym za­my­słem łą­czyły się jed­nak dwa po­ważne pro­blemy.

Pierw­szy wy­ni­kał z bru­tal­nego po­stę­po­wa­nia Ar­mii Czer­wo­nej w oku­po­wa­nych wschod­nich Niem­czech. So­wiec­kie woj­ska nie tylko do­ko­ny­wały wy­własz­czeń i ścią­gały wy­so­kie re­pa­ra­cje, lecz rów­nież do­pusz­czały się ma­so­wych gwał­tów - ich ofiarą pa­dło w la­tach 1945-1947 około dwóch mi­lio­nów nie­miec­kich ko­biet[24]. Wsku­tek tego Ro­sja­nie zra­zili do sie­bie nie­mal wszyst­kich Niem­ców, co do­pro­wa­dziło do sy­tu­acji, która miała się utrzy­mać całą zimną wojnę - re­żi­mowi za­in­sta­lo­wa­nemu przez Sta­lina na Wscho­dzie bra­ko­wało le­gi­ty­mi­za­cji, którą jego od­po­wied­nik na Za­cho­dzie wkrótce miał zy­skać.

Drugi pro­blem wią­zał się z so­jusz­ni­kami. Uni­la­te­ra­lizm dzia­łań so­wiec­kich w Niem­czech i Eu­ro­pie Wschod­niej spo­wo­do­wał, że Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie nie­uf­nie pod­cho­dzili do współ­pracy z Mo­skwą w ra­mach oku­pa­cji po­zo­sta­łej czę­ści Nie­miec. W związku z tym ko­rzy­stali z każ­dej moż­li­wo­ści kon­so­li­da­cji wła­snych stref, wraz z fran­cu­ską, go­towi za­ak­cep­to­wać po­dział kraju. Cho­dziło im o za­cho­wa­nie jak naj­więk­szej czę­ści Nie­miec pod rzą­dami za­chod­nimi i unik­nię­cie ry­zyka, że kraj do­sta­nie się w ca­ło­ści pod kon­trolę So­wie­tów. Po­nie­waż więk­szość Niem­ców co­raz le­piej zda­wała so­bie sprawę z tego, co ozna­cza­łyby rządy Sta­lina, z ocią­ga­niem po­parli oni bry­tyj­sko-ame­ry­kań­skie plany.

To, co wy­da­rzyło się w Niem­czech i Eu­ro­pie Wschod­niej, sta­no­wiło z ko­lei dla Sta­nów Zjed­no­czo­nych ar­gu­ment prze­ciwko wspól­nej ame­ry­kań­sko-so­wiec­kiej oku­pa­cji Ja­po­nii. Zwią­zek Ra­dziecki nie wy­po­wie­dział temu kra­jowi wojny po ataku na Pe­arl Har­bor, przy czym so­jusz­nicy nie ocze­ki­wali tego w sy­tu­acji, gdy na przed­mie­ściach Mo­skwy stała nie­miecka ar­mia. Sta­lin obie­cał jed­nak wziąć udział w woj­nie na Pa­cy­fiku trzy mie­siące po ka­pi­tu­la­cji Nie­miec, w za­mian za co Ro­ose­velt i Chur­chill zgo­dzili się prze­ka­zać pod kon­trolę So­wie­tów na­le­żące do Ja­po­nii Wy­spy Ku­ryl­skie, a po­nadto zwró­cić im po­łu­dniową część Sa­cha­linu oraz te­reny i bazy ma­ry­narki w Man­dżu­rii - wszystko to Ro­sja utra­ciła w wy­niku po­rażki w woj­nie ro­syj­sko-ja­poń­skiej w la­tach 1904-1905.

W Wa­szyng­to­nie i Lon­dy­nie po­wszech­nie uwa­żano, że po­moc Ar­mii Czer­wo­nej, a szcze­gól­nie jej in­wa­zja na oku­po­waną przez Ja­poń­czy­ków Man­dżu­rię, zna­cząco przy­spie­szy zwy­cię­stwo. Było to jed­nak przed tym, jak Stany Zjed­no­czone w lipcu 1945 roku prze­pro­wa­dziły po­myślny test pierw­szej bomby ato­mo­wej. Gdy stało się ja­sne, że Ame­ry­ka­nie dys­po­nują taką bro­nią, za­po­trze­bo­wa­nie na so­wiecką po­moc mi­li­tarną znik­nęło[25]. Nowa ad­mi­ni­stra­cja Tru­mana do­sko­nale pa­mię­tała o wcze­śniej­szych jed­no­stron­nych dzia­ła­niach So­wie­tów w Eu­ro­pie i nie chciała do­pu­ścić do po­wtórki w Azji Pół­nocno-Wschod­niej. W tych oko­licz­no­ściach Ame­ry­ka­nie po­parli po­dej­ście Sta­lina, który prze­kła­dał prze­laną na woj­nie krew na póź­niej­sze wpływy. Skoro to na nich spo­czął w więk­szo­ści cię­żar walk na Pa­cy­fiku, za­mie­rzali sami oku­po­wać kraj, który tę wojnę roz­po­czął.

Bomba atomowa

Tym­cza­sem do wza­jem­nej nie­uf­no­ści So­wie­tów i Ame­ry­ka­nów przy­czy­niała się sama bomba. Stany Zjed­no­czone i Wielka Bry­ta­nia opra­co­wy­wały tę broń w ta­jem­nicy, aby użyć jej prze­ciwko Niem­com, lecz ci ska­pi­tu­lo­wali, nim prace zo­stały ukoń­czone. Pro­gram Man­hat­tan nie był jed­nak utaj­niony na tyle do­brze, aby so­wiecki wy­wiad nie mógł ze­brać o nim in­for­ma­cji za po­śred­nic­twem szpie­gów - So­wieci pod­jęli co naj­mniej trzy udane próby prze­nik­nię­cia za­bez­pie­czeń Los Ala­mos, gdzie kon­stru­owano bombę[26]. To, że Sta­lin na­ka­zał za­kro­joną na wielką skalę ope­ra­cję szpie­go­wa­nia so­jusz­ni­ków w trak­cie wspól­nie to­czo­nej wojny, jest ko­lej­nym do­wo­dem na jego brak za­ufa­nia do nich. Trzeba jed­nak przy­znać, że Bry­tyj­czycy i Ame­ry­ka­nie nie zde­cy­do­wali się po­in­for­mo­wać go o bom­bie do chwili, gdy prze­pro­wa­dzono pierw­szy udany test na pu­styni w No­wym Mek­syku.

So­wiecki przy­wódca nie oka­zał więc wiel­kiego za­sko­cze­nia, gdy Tru­man prze­ka­zał mu tę wia­do­mość na kon­fe­ren­cji pocz­dam­skiej. Wie­dział o bom­bie na długo przed no­wym pre­zy­den­tem Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Jed­nak gdy trzy ty­go­dnie póź­niej Wa­szyng­ton zde­cy­do­wał się użyć tej broni prze­ciwko Ja­po­nii, Sta­lin za­re­ago­wał ostro. Test na pu­styni był jedną rze­czą, za­sto­so­wa­nie broni w wa­run­kach rze­czy­wi­stych czymś zu­peł­nie in­nym. "Wojna to bar­ba­rzyń­stwo, ale uży­cie bomby A to wy­jąt­kowe bar­ba­rzyń­stwo" - oświad­czył, do­wie­dziaw­szy się, jak znisz­czono Hi­ro­szimę. Do­ko­nany przez Ame­ry­ka­nów prze­łom był ko­lej­nym wy­zwa­niem dla jego teo­rii, że ilość prze­la­nej krwi po­winna się prze­kła­dać na osią­gane wpływy - Stany Zjed­no­czone zdo­były na­gle siłę mi­li­tarną, która nie wy­ma­gała roz­miesz­cze­nia ar­mii na polu bi­twy. Obec­nie w ta­kim sa­mym stop­niu li­czyły się wie­dza oraz opra­co­wy­wana dzięki niej tech­nika woj­skowa. "Hi­ro­szima wstrzą­snęła świa­tem - po­wie­dział Sta­lin swoim na­ukow­com, uru­cha­mia­jąc in­ten­sywny so­wiecki pro­gram ma­jący na celu nad­ro­bie­nie za­le­gło­ści. - Rów­no­waga zo­stała na­ru­szona [...]. Tak nie może być"[27].

Zda­niem Sta­lina bomba skró­ciła wojnę, unie­moż­li­wia­jąc tym sa­mym Ro­sja­nom ode­gra­nie istot­niej­szej roli w po­ko­na­niu i oku­pa­cji Ja­po­nii; uwa­żał ją też za śro­dek, za po­mocą któ­rego Stany Zjed­no­czone będą pró­bo­wały zmu­sić Zwią­zek Ra­dziecki do póź­niej­szych ustępstw. "Ato­mowy szan­taż to nowa po­li­tyka ame­ry­kań­ska"[28]. Było w tym nieco prawdy. Tru­man użył bomby przede wszyst­kim po to, by za­koń­czyć wojnę, lecz pre­zy­dent Sta­nów Zjed­no­czo­nych i jego do­radcy rze­czy­wi­ście spo­dzie­wali się, że nowa broń skłoni ZSRR do przy­ję­cia bar­dziej po­jed­naw­czej po­stawy. Nie opra­co­wali jed­nak stra­te­gii po­zwa­la­ją­cej osią­gnąć ten cel, a Sta­lin szybko ob­my­ślił plan ma­jący im to unie­moż­li­wić. Choćby po to, by po­ka­zać, że nie da się za­stra­szyć, for­so­wał so­wiec­kie in­te­resy z jesz­cze więk­szą siłą. "Jest oczy­wi­ste - po­wie­dział głów­nym do­rad­com pod ko­niec 1945 roku - że [...] nie osią­gniemy ni­czego zna­czą­cego, je­żeli ule­gniemy w ob­li­czu gróźb lub oka­żemy nie­pew­ność"[29].

Zimna wojna wy­ro­sła z wojny świa­to­wej, co tłu­ma­czy, dla­czego nowy kon­flikt za­ry­so­wał się tak szybko po za­koń­cze­niu sta­rego. Ry­wa­li­za­cja już od dawna była wśród mo­carstw co naj­mniej tak samo po­wszechna jak ich przy­mie­rza. Przy­bysz z in­nej pla­nety, gdyby był tego świa­dom, mógłby za­pewne do­kład­nie prze­wi­dzieć dal­szy ciąg wy­da­rzeń. Teo­re­ty­kowi sto­sun­ków mię­dzy­na­ro­do­wych uda­łoby się to z pew­no­ścią. In­te­re­su­ją­cym py­ta­niem jest, dla­czego przy­wódcy z cza­sów wojny byli za­sko­czeni, a wręcz za­alar­mo­wani roz­pa­dem wiel­kiej ko­ali­cji. Jak naj­bar­dziej szcze­rze li­czyli na inny ob­rót spraw, w prze­ciw­nym ra­zie bo­wiem nie usi­ło­wa­liby, gdy jesz­cze to­czyły się walki, uzgad­niać pla­nów na czas, kiedy się za­koń­czą. Ich na­dzieje były po­dobne, lecz wi­zje się róż­niły.

Mó­wiąc naj­pro­ściej, Ro­ose­velt i Chur­chill wy­obra­żali so­bie po­wo­jenny po­rzą­dek, który gwa­ran­to­wałby rów­no­wagę sił, a przy tym po­sza­no­wa­nie pew­nych za­sad. Cho­dziło o to, by za­po­biec no­wym kon­flik­tom zbroj­nym, uni­ka­jąc błę­dów, które do­pro­wa­dziły do dru­giej wojny świa­to­wej: mieli za­miar za­pew­nić współ­pracę mię­dzy mo­car­stwami, do­pro­wa­dzić do od­ro­dze­nia się Ligi Wil­sona w po­staci no­wej or­ga­ni­za­cji zbio­ro­wego bez­pie­czeń­stwa: Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych, oraz dzia­łać na rzecz jak naj­da­lej po­su­nię­tego sa­mo­sta­no­wie­nia po­li­tycz­nego i in­te­gra­cji go­spo­dar­czej po­szcze­gól­nych kra­jów, co wy­eli­mi­no­wa­łoby z cza­sem przy­czyny wo­jen, tak jak je oni poj­mo­wali. Wi­zja Sta­lina była krań­cowo różna: po­wo­jenny układ miał za­pew­nić bez­pie­czeń­stwo jemu sa­memu i jego kra­jowi, pod­sy­ca­jąc za­ra­zem ry­wa­li­za­cję mię­dzy ka­pi­ta­li­stami, co mia­łoby, w jego opi­nii, wy­wo­łać ko­lejną wojnę. Z ko­lei ka­pi­ta­li­styczne bra­to­bój­stwo za­gwa­ran­to­wa­łoby w końcu So­wie­tom wła­dzę nad całą Eu­ropą. Pierw­sza wi­zja była wie­lo­stronna i za­kła­dała moż­li­wość wy­stę­po­wa­nia da­ją­cych się po­go­dzić in­te­re­sów, na­wet przy nie­da­ją­cych się po­go­dzić ustro­jach. Druga za­kła­dała coś zu­peł­nie in­nego.

V

Po­li­to­lo­dzy chęt­nie po­słu­gują się po­ję­ciem dy­le­matu bez­pie­czeń­stwa - do­ty­czy ono sy­tu­acji, kiedy pewne pań­stwo po­dej­muje dzia­ła­nia, by zwięk­szyć swoje bez­pie­czeń­stwo, lecz po­gar­sza tym sa­mym bez­pie­czeń­stwo jed­nego lub więk­szej liczby in­nych państw, te z ko­lei usi­łują na­pra­wić sy­tu­ację, wpro­wa­dza­jąc środki, które po­gar­szają bez­pie­czeń­stwo pań­stwa pierw­szego. Pro­wa­dzi to do roz­krę­ca­nia się spi­rali nie­uf­no­ści, z któ­rej trudno jest się wy­rwać na­wet naj­bar­dziej da­le­ko­wzrocz­nym i po­sia­da­ją­cym naj­lep­sze in­ten­cje przy­wód­com - ich po­dej­rze­nia stają się sa­mo­speł­nia­jącą się prze­po­wied­nią[30]. Jako że sto­sunki Bry­tyj­czy­ków i Ame­ry­ka­nów ze Związ­kiem Ra­dziec­kim za­częły się roz­wi­jać we­dług tego sche­matu na długo przed za­koń­cze­niem dru­giej wojny świa­to­wej, trudno jest do­kład­nie umiej­sco­wić w cza­sie po­czą­tek zim­nej wojny. Nie do­szło do ataku z za­sko­cze­nia, wy­po­wie­dze­nia wojny czy na­wet ze­rwa­nia sto­sun­ków dy­plo­ma­tycz­nych. Na szczy­tach wła­dzy w Wa­szyng­to­nie, Lon­dy­nie i Mo­skwie ro­sło jed­nak po­czu­cie za­gro­że­nia wy­wo­łane wy­sił­kami sprzy­mie­rzeń­ców z cza­sów wojny na rzecz za­pew­nie­nia so­bie bez­pie­czeń­stwa po jej za­koń­cze­niu. Po po­ko­na­niu wro­gów dawni so­jusz­nicy mieli co­raz mniej po­wo­dów, by skry­wać swoje obawy. Każdy ko­lejny kry­zys na­pę­dzał na­stępny, co spo­wo­do­wało, że po­dział Eu­ropy stał się rze­czy­wi­sto­ścią.

Iran, Turcja, region Morza Śródziemnego i powstrzymywanie Rosji

Po uzy­ska­niu ustępstw te­ry­to­rial­nych w Eu­ro­pie Wschod­niej i Azji Pół­nocno-Wschod­niej naj­waż­niej­szym po­wo­jen­nym ce­lem Sta­lina było umoc­nie­nie nie­wy­star­cza­jąco, jego zda­niem, za­bez­pie­czo­nych ru­bieży po­łu­dnio­wych. Miał on po­noć wy­ra­zić sa­tys­fak­cję w związku z mapą przed­sta­wia­jącą nowe gra­nice Związku Ra­dziec­kiego, wska­zu­jąc jed­nak z nie­za­do­wo­le­niem na Kau­kaz: "Na­sza gra­nica tu­taj mi się nie po­doba!"[31]. Skut­kiem były trzy ini­cja­tywy: Sta­lin od­wlekł w cza­sie wy­co­fa­nie so­wiec­kich wojsk z pół­noc­nego Iranu, gdzie sta­cjo­no­wały od 1942 roku w ra­mach bry­tyj­sko-so­wiec­kiego układu za­bez­pie­cza­ją­cego złoża naf­towe w tym kraju przed do­sta­niem się w ręce nie­miec­kie. Poza tym za­żą­dał ustępstw te­ry­to­rial­nych od Tur­cji, a także do­stępu do baz, które da­łyby Związ­kowi Ra­dziec­kiemu efek­tywną kon­trolę nad tu­rec­kimi cie­śni­nami. Do­ma­gał się wresz­cie udziału w za­rzą­dza­niu by­łymi wło­skimi ko­lo­niami w Afryce Pół­noc­nej, z na­dzieją na zdo­by­cie jed­nej lub kilku do­dat­ko­wych baz ma­ry­narki wo­jen­nej we wschod­nim re­gio­nie Mo­rza Śród­ziem­nego.

Bar­dzo szybko stało się ja­sne, że Sta­lin po­su­nął się za da­leko. "Nie zgo­dzą się na to" - ostrze­gał usłużny za­zwy­czaj mi­ni­ster spraw za­gra­nicz­nych Mo­ło­tow, od­no­sząc się do cie­śnin. "Na­ci­skaj na wspólny za­rząd! - od­burk­nął zde­ner­wo­wany gen­sek. - Żą­daj tego!"[32]. Mo­ło­tow zro­bił, jak mu ka­zano, ale nic nie osią­gnął. Tru­man i At­tlee ka­te­go­rycz­nie od­rzu­cili so­wiec­kie żą­da­nia do­ty­czące ko­rekt gra­nic kosz­tem Tur­cji oraz tu­rec­kich i śród­ziem­no­mor­skich baz ma­ry­narki. Za­sko­czyli rów­nież Sta­lina, pod­no­sząc kwe­stię prze­dłu­ża­ją­cej się so­wiec­kiej oku­pa­cji pół­noc­nego Iranu na fo­rum Rady Bez­pie­czeń­stwa ONZ na po­czątku 1946 roku - była to pierw­sza zna­cząca próba wy­ko­rzy­sta­nia no­wej świa­to­wej or­ga­ni­za­cji w celu za­ra­dze­nia mię­dzy­na­ro­do­wemu kry­zy­sowi. Kilka mie­sięcy póź­niej, zda­jąc so­bie sprawę, że jego siły woj­skowe są prze­cią­żone, a jego am­bi­cje zo­stały zde­ma­sko­wane, Sta­lin na­ka­zał dys­kretne wy­co­fa­nie wojsk z Iranu. Tru­man zdą­żył już jed­nak wzmoc­nić wła­sną po­zy­cję, roz­lo­ko­wu­jąc ame­ry­kań­ską Szó­stą Flotę na czas nie­okre­ślony we wschod­niej czę­ści Mo­rza Śród­ziem­nego. Był to wy­raźny sy­gnał, że Sta­lin wy­czer­pał li­mit ustępstw, któ­rych mógł się spo­dzie­wać w za­mian za współ­pracę pod­czas wojny[33].

Usztyw­nie­nie sta­no­wi­ska Wa­szyng­tonu zbie­gło się w cza­sie z po­szu­ki­wa­niem wy­ja­śnień za­cho­wa­nia So­wie­tów: dla­czego wielka ko­ali­cja się roz­pa­dła? Czego jesz­cze chce Sta­lin? Naj­traf­niej­szej od­po­wie­dzi udzie­lił Geo­rge F. Ken­nan, sza­no­wany, lecz wciąż nie­wy­soko po­sta­wiony urzęd­nik służby dy­plo­ma­tycz­nej de­le­go­wany do ame­ry­kań­skiej am­ba­sady w Mo­skwie. Dwu­dzie­stego dru­giego lu­tego 1946 roku Ken­nan od­po­wie­dział na naj­now­sze z dłu­giej se­rii za­py­tań De­par­ta­mentu Stanu, prze­sy­ła­jąc po­spiesz­nie zre­da­go­wany, li­czący osiem ty­sięcy słów te­le­gram - jak sam póź­niej przy­znał, był to "skan­da­liczny spo­sób wy­ko­rzy­sta­nia te­le­grafu". Stwier­dze­nie, że jego wia­do­mość od­biła się echem w Wa­szyng­to­nie, by­łoby eu­fe­mi­zmem. "Długi te­le­gram" Ken­nana po­zo­stał pod­stawą stra­te­gii Sta­nów Zjed­no­czo­nych wo­bec Związku Ra­dziec­kiego przez całą resztę zim­nej wojny[34].

Ken­nan twier­dził, że nie­prze­jed­na­nie Mo­skwy nie wy­nika z żad­nych po­su­nięć Za­chodu, lecz sta­nowi od­bi­cie we­wnętrz­nych uwa­run­ko­wań sta­li­now­skiego re­żimu i żadne ru­chy Za­chodu w da­ją­cej się prze­wi­dzieć przy­szło­ści tego nie zmie­nią. Przy­wódcy so­wieccy mu­szą trak­to­wać świat ze­wnętrzny jak wroga, po­nie­waż sta­nowi to je­dyne uspra­wie­dli­wie­nie "dyk­ta­tury, bez któ­rej nie po­tra­fią rzą­dzić, okru­cieństw, od któ­rych nie mają od­wagi się po­wstrzy­mać, i po­świę­ceń, któ­rych czują się zmu­szeni wy­ma­gać". Na­iwne jest ocze­ki­wa­nie, że ustęp­stwa zo­staną od­wza­jem­nione, gdyż stra­te­gia Związku Ra­dziec­kiego nie zmieni się, do­póki nie po­nie­sie on wy­star­cza­jąco wielu po­ra­żek, aby przy­szły przy­wódca na Kremlu uznał - Ken­nan nie ży­wił więk­szych na­dziei, że Sta­lin kie­dy­kol­wiek to do­strzeże - iż po­stę­po­wa­nie jego kraju nie służy so­wiec­kim in­te­re­som. Aby osią­gnąć ten re­zul­tat, nie bę­dzie po­trzebna wojna. Po­trzebne bę­dzie - jak Ken­nan ujął to w opu­bli­ko­wa­nej rok póź­niej wer­sji swo­jego wy­wodu - "dłu­go­ter­mi­nowe i cier­pliwe, lecz za­ra­zem twarde i czujne po­wstrzy­my­wa­nie eks­pan­sjo­ni­stycz­nych ten­den­cji Ro­sji"[35].

Ken­nan nie mógł wów­czas wie­dzieć, że jed­nym z naj­uważ­niej­szych czy­tel­ni­ków jego te­le­gramu był sam Sta­lin. So­wiecki wy­wiad szybko uzy­skał do­stęp do "dłu­giego te­le­gramu" - nie było to trudne, skoro do­ku­ment, choć utaj­niony, znaj­do­wał się w sze­ro­kim obiegu[36]. Nie chcąc po­zo­stać z tyłu, Sta­lin na­ka­zał swo­jemu am­ba­sa­do­rowi w Wa­szyng­to­nie Ni­ko­ła­jowi No­wi­ko­wowi spo­rzą­dze­nie wła­snego "te­le­gramu", który zo­stał prze­słany do Mo­skwy 27 wrze­śnia 1946 roku. "Po­li­tyka za­gra­niczna Sta­nów Zjed­no­czo­nych - pi­sał No­wi­kow - od­zwier­cie­dla im­pe­ria­li­styczne ten­den­cje ame­ry­kań­skiego mo­no­po­li­stycz­nego ka­pi­ta­li­zmu [i] ce­chuje ją [...] dą­że­nie do świa­to­wej do­mi­na­cji". Am­ba­sa­dor twier­dził, że Stany Zjed­no­czone ko­lo­sal­nie zwięk­szyły wy­datki na cele woj­skowe, za­kła­da­jąc bazy da­leko poza swo­imi gra­ni­cami, oraz za­warły z Wielką Bry­ta­nią układ o po­dziale świata na strefy wpły­wów. Bry­tyj­sko-ame­ry­kań­ska współ­praca jest jed­nak "pełna we­wnętrz­nych sprzecz­no­ści i z pew­no­ścią nie bę­dzie trwała [...]. Jest bar­dzo moż­liwe, że Bli­ski Wschód sta­nie się ogni­skiem kon­fliktu mię­dzy Bry­tyj­czy­kami a Ame­ry­ka­nami, który zni­we­czy umowy za­wie­rane obec­nie przez Stany Zjed­no­czone i An­glię"[37].

Ana­liza No­wi­kowa, któ­rej au­to­rem w rze­czy­wi­sto­ści był Mo­ło­tow[38], od­zwier­cie­dlała po­glądy Sta­lina, co mo­gło tłu­ma­czyć spo­kojną pew­ność sie­bie, z jaką władca Kremla przyj­mo­wał mia­no­wa­nego nie­dawno se­kre­ta­rza stanu w ad­mi­ni­stra­cji Tru­mana Geo­rge'a C. Mar­shalla pod­czas spo­tka­nia ame­ry­kań­skich, bry­tyj­skich, fran­cu­skich i so­wiec­kich mi­ni­strów spraw za­gra­nicz­nych w Mo­skwie w kwiet­niu 1947 roku. Sta­lin od lat miał na­wyk szki­co­wa­nia w no­tat­niku czer­wo­nym ołów­kiem wil­czych łbów pod­czas przyj­mo­wa­nia waż­nych go­ści; nie prze­ry­wa­jąc ry­so­wa­nia, za­pew­nił Mar­shalla, że nie­moż­ność po­ro­zu­mie­nia się co do przy­szło­ści po­wo­jen­nej Eu­ropy nie jest pro­ble­mem - nie ma po­śpie­chu. Mar­shall - spo­kojny, la­ko­niczny, lecz by­stry były ge­ne­rał, który był głów­nym twórcą ame­ry­kań­skiej stra­te­gii woj­sko­wej pod­czas dru­giej wojny świa­to­wej - nie miał co do tego pew­no­ści. "Przez całą drogę do Wa­szyng­tonu - wspo­mi­nał póź­niej jego współ­pra­cow­nik - mó­wił o ko­niecz­no­ści wyj­ścia z ini­cja­tywą, która za­po­bie­gnie cał­ko­wi­temu roz­pa­dowi Eu­ropy Za­chod­niej"[39].

Doktryna Trumana i plan Marshalla

Gdyby Sta­lin rów­nie uważ­nie czy­tał spra­woz­da­nia wy­wiadu do­ty­czące kon­fe­ren­cji mi­ni­strów spraw za­gra­nicz­nych jak te na te­mat bomby ato­mo­wej i "dłu­giego te­le­gramu" Ken­nana, może zdo­łałby prze­wi­dzieć dal­szy prze­bieg zda­rzeń. Mar­shall spę­dził w Mo­skwie wiele go­dzin wraz z bry­tyj­skim i fran­cu­skim mi­ni­strem spraw za­gra­nicz­nych - po­mi­ja­jąc bez­owocne spo­tka­nia z Mo­ło­to­wem - na roz­mo­wach o po­trze­bie współ­pracy przy od­bu­do­wie Eu­ropy. W po­miesz­cze­niach, gdzie to­czyły się roz­mowy, bez wąt­pie­nia za­in­sta­lo­wano pod­słu­chy. Ide­olo­gia nie po­zwo­liła jed­nak Sta­li­nowi po­waż­nie po­trak­to­wać wy­chwy­co­nych in­for­ma­cji. Czyż Le­nin nie wy­ka­zał, że ka­pi­ta­li­ści nie są zdolni do dłu­go­trwa­łej współ­pracy? Czyż "te­le­gram" No­wi­kowa tego nie po­twier­dził? Władca Kremla miał po­wody, by po­zo­stać pew­nym sie­bie.

Nie były to jed­nak po­wody słuszne. Tru­man ogło­sił już wcze­śniej (12 marca 1947 roku) pro­gram po­mocy woj­sko­wej oraz go­spo­dar­czej dla Gre­cji i Tur­cji w związku z nie­spo­dzie­wa­nym, wcze­śniej­szym o do­kład­nie dwa ty­go­dnie ko­mu­ni­ka­tem bry­tyj­skiego rządu o za­koń­cze­niu fi­nan­so­wego wspie­ra­nia tych kra­jów. Pro­gram był za­kro­jony na nie­zwy­kle sze­roką skalę. Jak po­wie­dział Tru­man: "po­li­tyką Sta­nów Zjed­no­czo­nych musi być po­par­cie dla wol­nych na­ro­dów, które opie­rają się pró­bom zdo­mi­no­wa­nia przez uzbro­jone mniej­szo­ści lub siły ze­wnętrzne. [...]. Mu­simy po­móc wol­nym na­ro­dom w sa­mo­dziel­nym kształ­to­wa­niu wła­snego losu"[40]. Sta­lin nie zwró­cił więk­szej uwagi na mowę Tru­mana, choć tam­tej wio­sny zna­lazł czas, aby do­ma­gać się prze­re­da­go­wa­nia opu­bli­ko­wa­nej wła­śnie hi­sto­rii fi­lo­zo­fii w celu mniej­szego wy­eks­po­no­wa­nia osią­gnięć my­śli­cieli Za­chodu[41].

Pod­czas gdy Sta­lin zaj­mo­wał się tą kwe­stią, Mar­shall - idąc w ślady Tru­mana - opra­co­wy­wał stra­te­gię pro­wa­dze­nia zim­nej wojny. W "dłu­gim te­le­gra­mie" Ken­nan zi­den­ty­fi­ko­wał pro­blem: wy­ni­ka­jącą z we­wnętrz­nych uwa­run­ko­wań wro­gość Związku Ra­dziec­kiego w sto­sunku do świata ze­wnętrz­nego. Nie su­ge­ro­wał jed­nak żad­nego roz­wią­za­nia. Te­raz Mar­shall za­le­cił Ken­na­nowi przed­sta­wie­nie jego pro­po­zy­cji; je­dy­nym za­strze­że­niem było, aby "uni­kał su­ge­stii try­wial­nych"[42]. Trzeba przy­znać, że po­le­ce­nie zo­stało wy­peł­nione. Ogło­szony przez Mar­shalla w czerwcu 1947 roku Eu­ro­pej­ski Pro­gram Od­bu­dowy zo­bo­wią­zy­wał Stany Zjed­no­czone do ni mniej, ni wię­cej tylko od­bu­dowy Eu­ropy. Plan Mar­shalla, jak go na­tych­miast ochrzczono, nie wpro­wa­dzał co prawda po­działu kon­ty­nentu na czę­ści znaj­du­jące się pod rzą­dami So­wie­tów i te, które były poza ich kon­trolą, lecz idea le­żąca u jego pod­staw z pew­no­ścią go uwzględ­niała.

Plan Mar­shalla ba­zo­wał na kilku pod­sta­wo­wych prze­słan­kach: to nie per­spek­tywa so­wiec­kiej in­ter­wen­cji woj­sko­wej jest naj­więk­szym za­gro­że­niem dla za­chod­nich in­te­re­sów w Eu­ro­pie, lecz ry­zyko, że głód, ubó­stwo i de­spe­ra­cja skło­nią Eu­ro­pej­czy­ków do gło­so­wa­nia w wy­bo­rach na wła­snych ko­mu­ni­stów, któ­rzy będą na­stęp­nie po­słusz­nie wy­ko­ny­wać po­le­ce­nia Mo­skwy; ame­ry­kań­ska po­moc go­spo­dar­cza od razu za­owo­cuje ko­rzy­ściami psy­cho­lo­gicz­nymi, a póź­niej ma­te­rial­nymi, które tę ten­den­cję od­wrócą; Zwią­zek Ra­dziecki nie za­ak­cep­tuje ta­kiej po­mocy i nie po­zwoli na to rów­nież swoim sa­te­li­tom, przez co na­razi swoje sto­sunki z nimi na szwank; wów­czas Stany Zjed­no­czone będą mo­gły prze­jąć ini­cja­tywę geo­po­li­tyczną i mo­ralną w ry­su­ją­cej się na ho­ry­zon­cie zim­nej woj­nie.

Sta­lin wpadł w za­sta­wioną przez Mar­shalla pu­łapkę, która po­le­gała na spo­wo­do­wa­niu, aby to on zbu­do­wał mur dzie­lący Eu­ropę. Za­sko­czony pro­po­zy­cją Mar­shalla wy­słał do Pa­ryża liczną de­le­ga­cję w celu prze­dys­ku­to­wa­nia udziału So­wie­tów w pla­nie, a na­stęp­nie ją od­wo­łał, po­zwa­la­jąc kra­jom wschod­nio­eu­ro­pej­skim, w tym Pol­sce, po­zo­stać na miej­scu, po czym za­ka­zał im - w szcze­gól­nie dra­ma­tyczny spo­sób Cze­chom, któ­rych przy­wód­ców ścią­gnięto do Mo­skwy - przyj­mo­wa­nia ta­kiej po­mocy[43]. Była to nie­ty­powa nie­kon­se­kwen­cja w dzia­ła­niu za­zwy­czaj pew­nego sie­bie krem­low­skiego dyk­ta­tora, su­ge­ru­jąca, że stra­te­gia po­wstrzy­my­wa­nia eks­pan­sji ko­mu­ni­zmu, którą za­kła­dał plan Mar­shalla, za­częła krzy­żo­wać jego plany. Dal­sze ulep­sza­nie tek­stów o fi­lo­zo­fii mu­siało po­cze­kać.

Czechosłowacja, Jugosławia i blokada Berlina

Ken­nan traf­nie prze­wi­dział re­ak­cję Sta­lina na plan Mar­shalla: so­wiecki dyk­ta­tor umoc­nił swoje wpływy tam, gdzie było to moż­liwe. We wrze­śniu 1947 roku ogło­sił utwo­rze­nie Ko­min­formu, no­wej wer­sji przed­wo­jen­nego Ko­min­ternu, któ­rego za­da­niem było sta­nie na straży or­to­dok­sji w mię­dzy­na­ro­do­wym ru­chu ko­mu­ni­stycz­nym. "Nie bądź­cie tacy ważni - upo­mniał wy­ra­ża­ją­cego wąt­pli­wo­ści Po­laka An­driej Żda­now, rzecz­nik Sta­lina w no­wej or­ga­ni­za­cji. - My w Mo­skwie le­piej wiemy, jak sto­so­wać mark­sizm-le­ni­nizm"[44]. Zna­cze­nie tych słów stało się ja­sne w lu­tym 1948 roku, gdy Sta­lin za­apro­bo­wał opra­co­wany przez cze­cho­sło­wac­kich ko­mu­ni­stów plan prze­ję­cia wła­dzy w je­dy­nym na­dal de­mo­kra­tycz­nie rzą­dzo­nym pań­stwie Eu­ropy Wschod­niej. Wkrótce po za­ma­chu stanu na dzie­dzińcu pra­skiego zamku zna­le­ziono zwłoki mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych Jana Ma­sa­ryka - syna To­maša Ma­sa­ryka, jed­nego z twór­ców Cze­cho­sło­wa­cji po pierw­szej woj­nie świa­to­wej. Ni­gdy nie usta­lono, czy sko­czył z okna, czy ktoś go wy­pchnął[45]. Nie czy­niło to jed­nak róż­nicy: per­spek­tywa ja­kiej­kol­wiek nie­pod­le­gło­ści w ob­rę­bie strefy wpły­wów Sta­lina zda­wała się od­cho­dzić w prze­szłość wraz z Ma­sa­ry­kiem.

Nie wszy­scy ko­mu­ni­ści chcieli jed­nak po­zo­stać w tej stre­fie. Od za­koń­cze­nia dru­giej wojny świa­to­wej Ju­go­sła­wia była jed­nym z naj­wier­niej­szych so­jusz­ni­ków Związku Ra­dziec­kiego, a jej przy­wódca Jo­sip Broz Tito do­szedł do wła­dzy wła­snymi si­łami. To on i jego par­ty­zanci, a nie Ar­mia Czer­wona, wy­gnali Niem­ców ze swo­jego kraju; w prze­ci­wień­stwie do przy­wód­ców z Eu­ropy Wschod­niej Tito nie po­trze­bo­wał po­par­cia Sta­lina, by po­zo­stać u wła­dzy. Ob­ru­szał się też na próby zmu­sze­nia go do prze­strze­ga­nia or­to­dok­syj­nej li­nii Ko­min­formu, a pod ko­niec czerwca 1948 roku otwar­cie ze­rwał z Mo­skwą. Sta­lin uda­wał obo­jęt­ność. "Skinę tylko ma­łym pal­cem i Tity już nie bę­dzie" - stwier­dził[46]. Wstrząs w Związku Ra­dziec­kim i mię­dzy­na­ro­do­wym ru­chu ko­mu­ni­stycz­nym po pierw­szym ak­cie nie­sub­or­dy­na­cji ko­mu­ni­sty wo­bec Kremla nie przy­po­mi­nał by­naj­mniej ski­nię­cia pal­cem, nie­mniej Tito oca­lał, a wkrótce za­czął otrzy­my­wać po­moc go­spo­dar­czą ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych. Ju­go­sło­wiań­ski dyk­ta­tor może i był "su­kin­sy­nem", jak to okre­ślił w 1949 roku nowy ame­ry­kań­ski se­kre­tarz stanu Dean Ache­son, ale był te­raz "na­szym su­kin­sy­nem"[47].

Tym­cza­sem Sta­lin po­rwał się na jesz­cze mniej obie­cu­jące przed­się­wzię­cie: blo­kadę Ber­lina. Po­wody, dla któ­rych to uczy­nił, do dziś są nie­ja­sne. Być może miał na­dzieję zmu­sić Ame­ry­ka­nów, Bry­tyj­czy­ków i Fran­cu­zów do opusz­cze­nia ich sek­to­rów w po­dzie­lo­nym mie­ście, wy­ko­rzy­stu­jąc za­leż­ność tych sek­to­rów od li­nii za­opa­trze­nio­wych prze­bie­ga­ją­cych przez so­wiecką strefę oku­pa­cyjną. Moż­liwe, że jego ce­lem było opóź­nie­nie ich dzia­łań na rzecz kon­so­li­da­cji wła­snych stref oku­pa­cyj­nych, mo­gą­cych z du­żym praw­do­po­do­bień­stwem dać po­czą­tek sil­nemu za­chod­nio­nie­miec­kiemu pań­stwu, w któ­rym Mo­skwa nie mia­łaby już żad­nych wpły­wów. Nie­za­leż­nie od jej ce­lów blo­kada Sta­lina spa­liła na pa­newce po­dob­nie jak jego próba zdy­scy­pli­no­wa­nia Tity. Za­chodni so­jusz­nicy za­im­pro­wi­zo­wali most po­wietrzny do ob­lę­żo­nego mia­sta, zy­sku­jąc tym spo­so­bem wielką wdzięcz­ność ber­liń­czy­ków, sza­cu­nek więk­szo­ści Niem­ców oraz ogól­no­świa­towy triumf pro­pa­gan­dowy, na tle któ­rego Sta­lin ja­wił się jako przy­wódca bru­talny i nie­kom­pe­tentny. "Dra­nie - od­no­to­wał, jak gdyby tłu­ma­cząc się, sta­rze­jący się dyk­ta­tor na opi­su­ją­cej wy­da­rze­nia de­pe­szy dy­plo­ma­tycz­nej. - To stek kłamstw [...]. To nie blo­kada, ale śro­dek obronny"[48].

Może i był to śro­dek obronny, lecz agre­sywny cha­rak­ter tej i po­zo­sta­łych re­ak­cji Sta­lina na plan Mar­shalla do­pro­wa­dził do za­ostrze­nia, nie zaś zła­go­dze­nia pro­ble­mów Związku Ra­dziec­kiego w za­kre­sie bez­pie­czeń­stwa. Za­mach w Cze­cho­sło­wa­cji skło­nił Kon­gres Sta­nów Zjed­no­czo­nych - jesz­cze przed za­twier­dze­niem Tru­ma­now­skiego pro­gramu od­bu­dowy Eu­ropy - do szyb­kiego prze­gło­so­wa­nia od­po­wied­nich ustaw. Wy­da­rze­nia w Pra­dze wraz z blo­kadą Ber­lina prze­ko­nały eu­ro­pej­skich od­bior­ców ame­ry­kań­skiej po­mocy go­spo­dar­czej, że po­trze­bują rów­nież ochrony mi­li­tar­nej. W związku z tym za­żą­dali stwo­rze­nia Or­ga­ni­za­cji Paktu Pół­noc­no­atlan­tyc­kiego. Tym sa­mym Stany Zjed­no­czone po raz pierw­szy w hi­sto­rii zo­bo­wią­zały się do za­pew­nie­nia Eu­ro­pie Za­chod­niej obrony w cza­sach po­koju. Za­nim Sta­lin z ocią­ga­niem zniósł blo­kadę Ber­lina w maju 1949 roku, w Wa­szyng­to­nie zo­stał pa­ra­fo­wany trak­tat pół­noc­no­atlan­tycki, a w Bonn ogło­szono po­wsta­nie Re­pu­bliki Fe­de­ral­nej Nie­miec - była to ko­lejna rzecz, któ­rej dyk­ta­tor chciał unik­nąć. He­re­zja Tity po­zo­stała bez kary, co sta­no­wiło przy­kład, że rów­nież ko­mu­ni­ści mogą stop­niowo unie­za­leż­nić się od Mo­skwy. Wbrew prze­wi­dy­wa­niom Sta­lina, który kar­mił się ide­olo­gicz­nymi złu­dze­niami, nie po­ja­wiły się też żadne oznaki nie­zgody mię­dzy ka­pi­ta­li­stami ani kon­fliktu mię­dzy Wielką Bry­ta­nią a Sta­nami Zjed­no­czo­nymi. Jego stra­te­gia opa­no­wa­nia Eu­ropy po woj­nie le­gła w gru­zach, a wi­nić za to mógł przede wszyst­kim sie­bie.

VI

Przy­naj­mniej tak pre­zen­tuje się to z per­spek­tywy czasu. Wów­czas bo­wiem sprawy wy­glą­dały ina­czej. W la­tach 1949-1950 Za­chód po­niósł wiele po­zor­nych po­ra­żek, lecz żadna nie była aż tak po­ważna, aby od­wró­cić pro­ces, dzięki któ­remu Stany Zjed­no­czone i ich so­jusz­nicy prze­jęli ini­cja­tywę w Eu­ro­pie, czyli na naj­waż­niej­szej are­nie zma­gań. Nie mo­gli jed­nak tego wie­dzieć ów­cze­śni ob­ser­wa­to­rzy wy­da­rzeń, z punktu wi­dze­nia któ­rych triumfy Za­chodu w Eu­ro­pie zo­stały przy­ćmione przez nie­ocze­ki­wane roz­prze­strze­nia­nie się zim­nej wojny - nie­mal rów­no­cze­śnie - na kilka in­nych fron­tów, gdzie wi­doki na przy­szłość ry­so­wały się nie­po­myśl­nie.

Pierw­szym z tych fron­tów była tech­nika woj­skowa. We­dług Ame­ry­ka­nów ich mo­no­pol na bombę ato­mową miał prze­trwać sześć-osiem lat, wo­bec czego ogromna prze­waga Ar­mii Czer­wo­nej w Eu­ro­pie pod wzglę­dem sił kon­wen­cjo­nal­nych nad­mier­nie ich nie mar­twiła. "Póki je­ste­śmy zdolni pro­du­ko­wać wię­cej niż reszta świata, nad­zo­ro­wać mo­rza i za­ata­ko­wać na lą­dzie, uży­wa­jąc bomby ato­mo­wej - mó­wił pod ko­niec 1947 roku se­kre­tarz obrony Ja­mes For­re­stal - mo­żemy po­dej­mo­wać ry­zyko, które w prze­ciw­nym ra­zie by­łoby nie do przy­ję­cia"[49]. Zgod­nie z klu­czową prze­słanką planu Mar­shalla Stany Zjed­no­czone mo­gły bez obaw skon­cen­tro­wać się na od­bu­do­wie go­spo­dar­czej Eu­ropy, od­kła­da­jąc w cza­sie więk­sze na­kłady na zbro­je­nia, które mia­łyby im po­zwo­lić zrów­nać się z So­wie­tami. Pod­czas gdy Ame­ry­ka­nie przy­wra­cali do ży­cia i uspo­ka­jali Eu­ro­pej­czy­ków, Ro­sjan miała od­stra­szać broń nu­kle­arna.

Jed­nak 29 sierp­nia 1949 roku Zwią­zek Ra­dziecki wy­pro­du­ko­wał wła­sną bombę. Wy­niki prze­pro­wa­dzo­nego na pu­styni w Ka­zach­sta­nie uda­nego te­stu nie zo­stały ogło­szone pu­blicz­nie, lecz już po kilku dniach ame­ry­kań­skie sa­mo­loty zwia­dow­cze, które we­szły do służby nie­wiele wcze­śniej, wy­kryły ra­dio­ak­tywny opad - jed­no­znaczny sy­gnał, że na te­ry­to­rium Związku Ra­dziec­kiego miała miej­sce eks­plo­zja ato­mowa. Tru­man był za­sko­czony, że na­stą­piło to tak szybko; po­nie­waż oba­wiał się, że w ra­zie próby za­tu­szo­wa­nia tej kwe­stii mo­głoby dojść do prze­cie­ków, sam ogło­sił 23 wrze­śnia, że Zwią­zek Ra­dziecki jest w po­sia­da­niu broni ato­mo­wej. Kreml to po­twier­dził.

Ame­ry­ka­nie zna­leźli się w przy­gnę­bia­ją­cym po­ło­że­niu. Po­zba­wiona mo­no­polu ato­mo­wego ad­mi­ni­stra­cja Tru­mana mu­siała te­raz roz­wa­żyć roz­bu­dowę sił kon­wen­cjo­nal­nych, a być może na­wet trwałe roz­lo­ko­wa­nie ich czę­ści w Eu­ro­pie, czego nie prze­wi­dy­wał trak­tat pół­noc­no­atlan­tycki. Mu­siała też zle­cić bu­dowę na­stęp­nych bomb w celu za­cho­wa­nia ilo­ścio­wej i ja­ko­ścio­wej prze­wagi nad ZSRR. Po­nadto za­częto roz­wa­żać trze­cią, bar­dziej zło­wiesz­czą moż­li­wość, o któ­rej ist­nie­niu Tru­man wła­śnie się do­wie­dział od ame­ry­kań­skich na­ukow­ców: próbę bu­dowy tzw. su­per­bomby - czyli, zgod­nie z dzi­siej­szą ter­mi­no­lo­gią, bomby ter­mo­ją­dro­wej lub wo­do­ro­wej - co naj­mniej ty­siąc razy po­tęż­niej­szej od broni, która znisz­czyła Hi­ro­szimę i Na­ga­saki.

Osta­tecz­nie Tru­man za­twier­dził wszyst­kie trzy pro­gramy. Dys­kret­nie na­ka­zał przy­spie­sze­nie pro­duk­cji bomb ato­mo­wych; w chwili so­wiec­kiego te­stu Stany Zjed­no­czone miały ich w swoim ar­se­nale nie­spełna 200, a ba­da­nia Pen­ta­gonu wska­zy­wały, że nie była to liczba gwa­ran­tu­jąca po­ko­na­nie Związku Ra­dziec­kiego w ra­zie wy­bu­chu praw­dzi­wej wojny[50]. Na­stęp­nie, 31 stycz­nia 1950 roku, pre­zy­dent ogło­sił, że Stany Zjed­no­czone uru­cha­miają pro­jekt bu­dowy "su­per­bomby". Naj­dłu­żej od­wle­kał roz­bu­dowę ame­ry­kań­skich sił kon­wen­cjo­nal­nych, głów­nie z po­wodu kosz­tów. Pro­duk­cja więk­szej liczby bomb ato­mo­wych, a na­wet wo­do­ro­wych, by­łaby tań­sza niż przy­wró­ce­nie ar­mii, ma­ry­narki i lot­nic­twa do li­czeb­no­ści choćby zbli­żo­nej do tej z cza­sów dru­giej wojny świa­to­wej. Wdra­ża­jąc plan Mar­shalla, Tru­man pod­jął wiel­kie ry­zyko: zo­bo­wią­zy­wał Stany Zjed­no­czone do in­we­sto­wa­nia nie­mal 10 pro­cent rocz­nych wy­dat­ków rzą­do­wych w od­bu­dowę Eu­ropy. Miał jed­nak na­dzieję na "dy­wi­dendę po­koju", która po­zwoli zrów­no­wa­żyć bu­dżet fe­de­ralny po la­tach de­fi­cytu. Oczy­wi­ście na­le­żało zre­zy­gno­wać z jed­nej z trzech rze­czy: rów­no­wagi fi­skal­nej, roz­bu­dowy ar­mii lub od­bu­dowy Eu­ropy. Nie można było re­ali­zo­wać wszyst­kich tych ce­lów, zma­ga­jąc się rów­no­cze­śnie z no­wym za­gro­że­niem stwo­rzo­nym przez so­wiec­kie zdo­by­cze ato­mowe.

Dru­gie wy­da­rze­nie ozna­cza­jące roz­sze­rza­nie się zim­nej wojny miało miej­sce w Azji Wschod­niej 1 paź­dzier­nika 1949 roku: ty­dzień po ko­mu­ni­ka­cie Tru­mana do­ty­czą­cym so­wiec­kiej bomby ato­mo­wej Mao Ze­dong ogło­sił utwo­rze­nie Chiń­skiej Re­pu­bliki Lu­do­wej. Ko­niec trwa­ją­cej nie­mal ćwierć wieku wojny do­mo­wej, w któ­rej chiń­scy na­cjo­na­li­ści wal­czyli z ko­mu­ni­stami, uczczono wiel­kimi uro­czy­sto­ściami zor­ga­ni­zo­wa­nymi na pe­kiń­skim placu Tia­nan­men. Triumf Mao za­sko­czył za­równo Tru­mana, jak i Sta­lina, któ­rzy za­kła­dali, że po dru­giej woj­nie świa­to­wej Chi­nami na­dal będą rzą­dzić na­cjo­na­li­ści pod wo­dzą dłu­go­let­niego przy­wódcy Czang Kai-szeka. Ża­den z nich nie prze­wi­dy­wał, że cztery lata po ka­pi­tu­la­cji Ja­po­nii na­cjo­na­li­ści ura­tują się dzięki ucieczce na wy­spę Taj­wan, a ko­mu­ni­ści będą się szy­ko­wać do rzą­dze­nia naj­lud­niej­szym kra­jem świata.

Czy wo­bec tego Chiny miały się stać so­wiec­kim sa­te­litą? Tru­man i jego do­radcy, bę­dący pod wra­że­niem wy­da­rzeń w Ju­go­sła­wii, są­dzili ina­czej. "Mo­skwa ma przed sobą trudne za­da­nie, je­żeli za­mie­rza w pełni kon­tro­lo­wać chiń­skich ko­mu­ni­stów - kon­klu­do­wał w swo­jej ana­li­zie pod ko­niec 1948 roku De­par­ta­ment Stanu - choćby z tego po­wodu, że Mao Ze­dong po­zo­staje u wła­dzy nie­mal dzie­się­cio­krot­nie dłu­żej niż Tito"[51]. Za­równo Mao, jak i Tito od dawna cie­szyli się peł­nią przy­wódz­twa w swo­ich par­tiach ko­mu­ni­stycz­nych; oby­dwaj po­pro­wa­dzili je do zwy­cię­stwa w woj­nach do­mo­wych, które zbie­gły się w cza­sie z wojną świa­tową, i oby­dwaj osią­gnęli triumf bez po­mocy Związku Ra­dziec­kiego. Ame­ry­kań­scy urzęd­nicy pa­mię­tali o nie­spo­dzie­wa­nych ko­rzy­ściach wy­ni­ka­ją­cych z ze­rwa­nia Tity ze Sta­li­nem, po­cie­szali się więc, że "strata" Chin na rzecz ko­mu­ni­zmu nie ozna­cza "zy­sku" dla Związku Ra­dziec­kiego. Mao, jak są­dzili, mógł się jesz­cze oka­zać "azja­tyc­kim Titą", dla­tego też ad­mi­ni­stra­cja nie zo­bo­wią­zała się do obrony Taj­wanu, mimo że do­ma­gało się tego silne, sprzy­ja­jące Czang Kai-sze­kowi "chiń­skie lobby" w ame­ry­kań­skim Kon­gre­sie. Stany Zjed­no­czone, jak ujął to se­kre­tarz stanu Ache­son, za­mie­rzały po pro­stu po­cze­kać, aż kurz opad­nie[52].

Prze­wi­dy­wa­nia te oka­zały się nie­trafne - Mao nie miał za­miaru iść w ślady Tity. Po­mimo że zbu­do­wał wła­sną par­tię bez szcze­gól­nej po­mocy Mo­skwy, nowy przy­wódca Chin, jako żar­liwy mark­si­sta-le­ni­ni­sta, był w pełni go­towy uznać zwierzch­nic­two sto­ją­cego na czele mię­dzy­na­ro­do­wego ru­chu ko­mu­ni­stycz­nego Sta­lina. W czerwcu 1949 roku oświad­czył, że nowe Chiny mu­szą się sprzy­mie­rzyć "ze Związ­kiem Ra­dziec­kim [...] oraz z pro­le­ta­ria­tem i sze­ro­kimi ma­sami lu­do­wymi wszyst­kich in­nych kra­jów, two­rząc zjed­no­czony mię­dzy­na­ro­dowy front. [...] Mu­simy opo­wie­dzieć się po jed­nej ze stron"[53].

Wy­bór Mao do­ty­czył przede wszyst­kim ide­olo­gii. Mark­sizm-le­ni­nizm po­zwa­lał mu po­wią­zać swoją re­wo­lu­cję z tą, którą uwa­żał za naj­więk­szy suk­ces w dzie­jach - bol­sze­wicką re­wo­lu­cją z 1917 roku. Dyk­ta­tura Sta­lina sta­no­wiła ko­lejny uży­teczny pre­ce­dens, Mao za­mie­rzał bo­wiem rzą­dzić Chi­nami w ten sam spo­sób co on. Poza tym chiń­ski przy­wódca czuł się zdra­dzony przez Ame­ry­ka­nów. Pod­czas wojny chęt­nie na­wią­zał z nimi kon­takty, lecz wnet uznał, że biorą stronę Czang Kai-szeka, skoro na­dal udzie­lają mu po­mocy woj­sko­wej i go­spo­dar­czej; Mao nie ro­zu­miał, że ad­mi­ni­stra­cja Tru­mana czy­niła to nie­chęt­nie, pod na­ci­skiem chiń­skiego lobby, jesz­cze długo po tym, jak na­brała prze­ko­na­nia, że Czang nie wy­gra. Nowy ko­mu­ni­styczny chiń­ski przy­wódca uznał, że Tru­man przy­go­to­wuje in­wa­zję na Chiny kon­ty­nen­talne, by przy­wró­cić do wła­dzy na­cjo­na­li­stów. Ame­ry­ka­nie byli za­jęci od­bu­dową Eu­ropy, nie­spo­kojni z po­wodu nie­wy­star­cza­ją­cych za­so­bów broni kon­wen­cjo­nal­nej i prze­cią­żeni obo­wiąz­kami - nie pla­no­wali więc ni­czego po­dob­nego, jed­nak obawy Mao, że mo­gliby - w po­łą­cze­niu z silną de­ter­mi­na­cją, by do­wieść, że jest praw­dzi­wym re­wo­lu­cjo­ni­stą, oraz pra­gnie­niem na­śla­do­wa­nia rzą­dów Sta­lina - wy­star­czały, by opo­wie­dział się po stro­nie so­wiec­kiej[54].

Z ko­lei w Sta­nach Zjed­no­czo­nych oświad­cze­nie o "opo­wie­dze­niu się po jed­nej ze stron" wy­wo­łało obawę, że po­mimo przy­padku Tity mię­dzy­na­ro­dowy ko­mu­nizm jest w rze­czy­wi­sto­ści mo­no­li­tycz­nym ru­chem ste­ro­wa­nym z Mo­skwy. Moż­liwe, że Sta­lin od po­czątku ty­po­wał zwy­cię­stwo chiń­skich ko­mu­ni­stów na wła­sny "drugi front" zim­nej wojny, na wy­pa­dek gdyby jego dzia­ła­nia w Eu­ro­pie nie przy­nio­sły suk­cesu. "Chiń­ski rząd jest w isto­cie na­rzę­dziem ro­syj­skiego im­pe­ria­li­zmu" - przy­znał Ache­son wkrótce po ob­ję­ciu wła­dzy przez Mao[55]. Nie ma do­wo­dów na to, że Sta­lin pla­no­wał w Azji taką dłu­go­ter­mi­nową stra­te­gię; szybko jed­nak do­strzegł moż­li­wo­ści wy­ni­ka­jące z suk­cesu Mao i za­czął po­szu­ki­wać dróg ich wy­ko­rzy­sta­nia.

Pierw­szym kro­kiem - co w jego przy­padku nie­zwy­kłe - było prze­pro­sze­nie chiń­skich to­wa­rzy­szy za nie­do­ce­nia­nie ich w prze­szło­ści. "Na­sze opi­nie nie za­wsze są trafne" - oświad­czył gosz­czo­nej przez sie­bie de­le­ga­cji z Pe­kinu w lipcu 1949 roku. Na­stęp­nie jed­nak za­pro­po­no­wał otwar­cie "dru­giego frontu", któ­rego oba­wiali się Ame­ry­ka­nie:

Po­winno dojść po­mię­dzy nami do po­działu pracy. [...] Zwią­zek Ra­dziecki nie może [...] po­sia­dać ta­kich sa­mych wpły­wów [w Azji] jak Chiny [...]. Po­dob­nie Chiny nie mogą po­sia­dać w Eu­ro­pie ta­kich sa­mych wpły­wów, ja­kie ma Zwią­zek Ra­dziecki. A za­tem w in­te­re­sie mię­dzy­na­ro­do­wej re­wo­lu­cji [...] po­win­ni­ście prze­jąć od­po­wie­dzial­ność za pracę na Wscho­dzie [...]; my zaś przej­miemy od­po­wie­dzial­ność za Za­chód [...]. Krótko mó­wiąc, jest to nasz pod­sta­wowy obo­wią­zek[56].

Mao był otwarty na współ­pracę, więc w grud­niu 1949 roku udał się w długą po­dróż do Mo­skwy - pierw­szy raz w ży­ciu wy­je­chał poza gra­nice Chin - aby spo­tkać się z przy­wódcą świa­to­wego ru­chu ko­mu­ni­stycz­nego i wy­pra­co­wać wspólną stra­te­gię. Wi­zyta trwała dwa mie­siące, a jej efek­tem było uzgod­nie­nie trak­tatu chiń­sko-so­wiec­kiego, który do pew­nego stop­nia przy­po­mi­nał pod­pi­sany nie­mal rok wcze­śniej trak­tat pół­noc­no­atlan­tycki; każde z dwóch ko­mu­ni­stycz­nych państw zo­bo­wią­zy­wało się w nim do po­mocy dru­giemu w ra­zie ataku.

Wła­śnie wtedy, gdy Mao był w Mo­skwie, a Tru­man po­dej­mo­wał de­cy­zję o bu­do­wie bomby wo­do­ro­wej, wy­bu­chły dwa wiel­kie skan­dale szpie­gow­skie - je­den w Sta­nach Zjed­no­czo­nych, a drugi w Wiel­kiej Bry­ta­nii. Dwu­dzie­stego pierw­szego stycz­nia były urzęd­nik De­par­ta­mentu Stanu Al­ger Hiss zo­stał ska­zany za krzy­wo­przy­się­stwo, po tym jak za­prze­czył wcze­śniej pod przy­sięgą, że na prze­ło­mie lat trzy­dzie­stych i czter­dzie­stych był so­wiec­kim agen­tem. Trzy dni póź­niej rząd bry­tyj­ski ujaw­nił, że emi­grant z Nie­miec, na­uko­wiec Klaus Fuchs, przy­znał się do szpie­go­stwa na rzecz Ro­sjan pod­czas pracy przy Pro­gra­mie Man­hat­tan w cza­sie wojny.

Obawy przed in­fil­tra­cją nie były no­wo­ścią - za­rzuty o szpie­go­stwo na rzecz So­wie­tów wy­pły­wały przez cały okres wojny, a w 1947 roku Tru­man był już na tyle za­nie­po­ko­jony, by wdro­żyć pro­gram ba­da­nia lo­jal­no­ści człon­ków swo­jej ad­mi­ni­stra­cji. Jed­nakże do chwili nie­mal rów­no­cze­snego po­da­nia do wia­do­mo­ści pu­blicz­nej in­for­ma­cji o ska­za­niu Hissa i przy­zna­niu się Fuchsa bra­ko­wało jed­no­znacz­nego po­twier­dze­nia szpie­gow­skiego pro­ce­deru. Wy­cią­gnię­cie wnio­sku - słusz­nego, jak się póź­niej oka­zało - że to dzięki szpie­gom Zwią­zek Ra­dziecki tak szybko zbu­do­wał wła­sną bombę ato­mową, nie wy­ma­gało wiele wy­siłku[57]. Czy szpie­dzy uła­twili rów­nież zwy­cię­stwo Mao w Chi­nach? Za­ist­niały ciąg zda­rzeń wy­da­wał się zbyt nie­for­tunny, by mógł być przy­pad­kowy. W umy­słach kry­ty­ków ad­mi­ni­stra­cji nie­po­ko­jąca liczba tro­pów za­częła łą­czyć się w jedną ca­łość.

Jako pierw­szy pu­blicz­nie po­wie­dział o tym se­na­tor Jo­seph McCar­thy, mało wów­czas znany re­pu­bli­ka­nin z Wi­scon­sin, który w lu­tym 1950 roku za­czął za­da­wać py­ta­nia, jak Związ­kowi Ra­dziec­kiemu udało się tak szybko zdo­być bombę ato­mową w cza­sie, gdy ko­mu­ni­ści rów­nie bły­ska­wicz­nie ob­jęli wła­dzę w Chi­nach. Od­po­wiedź - jak stwier­dził w oskar­ży­ciel­skiej mo­wie przed nie­ty­po­wym nieco au­dy­to­rium Re­pu­bli­kań­skiego Klubu Ko­bie­cego w Whe­eling w Wir­gi­nii Za­chod­niej - tkwiła "nie w tym, że wróg wy­słał lu­dzi, by prze­nik­nęli na­sze gra­nice, lecz w zdra­dziec­kich czy­nach tych [...], któ­rzy ko­rzy­stali ze wszyst­kiego, co naj­bo­gat­szy kraj świata miał do za­ofe­ro­wa­nia - naj­lep­szych do­mów, naj­lep­szego wy­kształ­ce­nia i naj­lep­szych po­sad rzą­do­wych, ja­kie mamy"[58]. Przez ko­lejne mie­siące ad­mi­ni­stra­cja Tru­mana pró­bo­wała ode­przeć za­rzuty McCar­thy'ego, które sta­wały się co­raz bar­dziej nie­praw­do­po­dobne, w miarę jak se­na­tor roz­pacz­li­wie usi­ło­wał udo­wod­nić ich praw­dzi­wość. Jak­kol­wiek źle sprawy się to­czyły, wy­ja­śnie­nie ba­zu­jące na zdra­dzie na szczy­tach wła­dzy wy­da­wało się zu­peł­nie nie­wia­ry­godne, do­póki 25 czerwca 1950 roku Ko­rea Pół­nocna nie za­ata­ko­wała Ko­rei Po­łu­dnio­wej.

VII

Pod ko­niec dru­giej wojny świa­to­wej Ko­rea po­dob­nie jak Niemcy była wspól­nie oku­po­wana przez siły so­wiec­kie i ame­ry­kań­skie. Od 1910 roku kraj ten sta­no­wił część im­pe­rium ja­poń­skiego, a gdy la­tem 1945 roku ja­poń­ski opór na­gle się za­ła­mał, Ar­mia Czer­wona, która pla­no­wała in­wa­zję na Man­dżu­rię, bez prze­szkód wkro­czyła rów­nież do pół­noc­nej Ko­rei. Z ko­lei dla czę­ści wojsk ame­ry­kań­skich, któ­rych pier­wot­nym za­da­niem była in­wa­zja na Wy­spy Ja­poń­skie, sta­nęła otwo­rem droga do po­łu­dnio­wej Ko­rei. Oku­pa­cja pół­wy­spu była za­tem w więk­szej mie­rze dzie­łem przy­padku niż po­czy­nio­nych pla­nów, co za­pewne tłu­ma­czy zgodną de­cy­zję Mo­skwy i Wa­szyng­tonu o utwo­rze­niu li­nii de­mar­ka­cyj­nej wzdłuż roz­ci­na­ją­cego kraj na pół trzy­dzie­stego ósmego rów­no­leż­nika do czasu ukształ­to­wa­nia się wspól­nego rządu ko­re­ań­skiego i wy­co­fa­nia z tam­tej­szych ziem sił oku­pa­cyj­nych.

Zo­stały one wy­co­fane w la­tach 1948-1949, lecz w kwe­stii rządu nie udało się dojść do po­ro­zu­mie­nia. Kraj po­zo­stał po­dzie­lony - na po­łu­dniu po­wstała po­pie­rana przez Ame­ry­ka­nów Re­pu­blika Ko­rei, gdzie wła­dze wy­ło­niono w wy­bo­rach pod egidą ONZ, a na pół­nocy po­pie­rana przez ZSRR Ko­re­ań­ska Re­pu­blika Lu­dowo-De­mo­kra­tyczna, gdzie wy­bo­rów nie prze­pro­wa­dzono. Tym, co do­ty­czyło oby­dwu kra­jów, była wojna do­mowa, przy czym każdy z rzą­dów uwa­żał się za pra­wo­wity i gro­ził dru­giej stro­nie in­wa­zją.

Ża­den nie był jed­nak zdolny do wpro­wa­dze­nia gróźb w ży­cie bez po­par­cia su­per­mo­carstw. Ame­ry­ka­nie od­mó­wili wspar­cia so­jusz­ni­czej Ko­rei Po­łu­dnio­wej, głów­nie w związku z tym, że ad­mi­ni­stra­cja Tru­mana zde­cy­do­wała się wy­co­fać wszyst­kie woj­ska z kon­ty­nentu azja­tyc­kiego i skon­cen­tro­wać się na obro­nie wysp: Ja­po­nii, Oki­nawy i Fi­li­pin, lecz już nie Taj­wanu. Pre­zy­dent Ko­rei Po­łu­dnio­wej, Li Syng­man, wiele razy pro­sił o po­par­cie dla swo­ich pla­nów wy­zwo­le­nia Pół­nocy u wa­szyng­toń­skich urzęd­ni­ków, a także u ge­ne­rała Do­uglasa Ma­cAr­thura, do­wódcy ame­ry­kań­skich wojsk oku­pa­cyj­nych w Ja­po­nii, lecz ni­gdy go nie uzy­skał. Jed­nym z po­wo­dów wy­co­fa­nia przez Ame­ry­ka­nów wojsk z Ko­rei Po­łu­dnio­wej była wła­śnie obawa, że nie­obli­czalny Li może "po­ma­sze­ro­wać na pół­noc", wcią­ga­jąc ich tym sa­mym w wojnę, któ­rej nie chcą[59].

Pół­noc­no­ko­re­ań­ski od­po­wied­nik Li, Kim Ir Sen, miał po­dobne za­miary co do Po­łu­dnia i przez pe­wien czas rów­nież spo­ty­kał się z od­mową po­mocy ze strony po­pie­ra­ją­cego go su­per­mo­car­stwa. Wie­lo­krot­nie szu­kał w Mo­skwie wspar­cia dla kam­pa­nii woj­sko­wej ma­ją­cej zjed­no­czyć Ko­reę i wie­lo­krot­nie od­cho­dził z ni­czym - aż do stycz­nia 1950 roku, gdy jego ko­lejna prośba zy­skała więk­szą przy­chyl­ność. Wy­daje się, że o zmia­nie kursu za­de­cy­do­wało prze­ko­na­nie Sta­lina, iż moż­liwe stało się otwar­cie "dru­giego frontu" w Azji Wschod­niej i można tego do­ko­nać za po­śred­nic­twem in­nych, mi­ni­ma­li­zu­jąc w ten spo­sób za­gro­że­nie dla Związku Ra­dziec­kiego i uni­ka­jąc re­ak­cji Ame­ry­ka­nów. Nie uczy­nili prze­cież nic, by oca­lić chiń­skich na­cjo­na­li­stów; 12 stycz­nia 1950 roku se­kre­tarz stanu Ache­son ob­wie­ścił pu­blicz­nie, że ame­ry­kań­ska "strefa obronna" nie sięga Ko­rei Po­łu­dnio­wej. Sta­lin wni­kli­wie prze­czy­tał tę mowę wraz ze (do­star­czo­nym przez bry­tyj­skich szpie­gów) ści­śle taj­nym stu­dium Na­ro­do­wej Rady Bez­pie­czeń­stwa Sta­nów Zjed­no­czo­nych, na któ­rym była oparta, po czym upo­waż­nił mi­ni­stra spraw za­gra­nicz­nych Mo­ło­towa do omó­wie­nia tej kwe­stii z Mao Ze­don­giem. Na­stęp­nie so­wiecki przy­wódca po­in­for­mo­wał Kim Ir Sena, że "zgod­nie z wie­ściami na­pły­wa­ją­cymi ze Sta­nów Zjed­no­czo­nych [...] prze­waża tam sta­no­wi­sko prze­ciwne in­ter­wen­cji". Z ko­lei Kim za­pew­nił, że "atak bę­dzie bły­ska­wiczny, a wojna zo­sta­nie wy­grana w trzy dni"[60].

Zie­lone świa­tło Sta­lina dla Kim Ir Sena sta­no­wiło część omó­wio­nej już z Chiń­czy­kami szer­szej stra­te­gii wy­ko­rzy­sty­wa­nia spo­sob­no­ści w Azji Wschod­niej - wkrótce po po­par­ciu in­wa­zji na Ko­reę Po­łu­dniową za­chę­cił on rów­nież Ho Chi Minha do na­si­le­nia ofen­sywy Viet Minhu prze­ciwko Fran­cu­zom w In­do­chi­nach. Zwy­cię­stwa w oby­dwu kra­jach pod­trzy­ma­łyby im­pet za­po­cząt­ko­wany przez ubie­gło­roczny triumf Mao, by­łyby re­kom­pen­satą za po­rażki Związku Ra­dziec­kiego w Eu­ro­pie i po­zwo­li­łyby prze­szko­dzić Ame­ry­ka­nom, któ­rzy co­raz wy­raź­niej sta­rali się włą­czyć Ja­po­nię w swój sys­tem po­wo­jen­nych so­ju­szy woj­sko­wych. Szcze­gólną za­letą tej stra­te­gii było to, że nie wy­ma­gała bez­po­śred­niego za­an­ga­żo­wa­nia So­wie­tów: ini­cja­tywa na­le­ża­łaby do Ko­re­ań­czy­ków z Pół­nocy i Viet Minhu, dzia­ła­ją­cych pod pre­tek­stem jed­no­cze­nia swo­ich kra­jów. Chiń­czycy zaś, na­dal pra­gnący le­gi­ty­mi­za­cji dla swo­jej re­wo­lu­cji po­przez zdo­by­cie apro­baty Sta­lina, w ra­zie po­trzeby byli jak naj­bar­dziej skłonni za­pew­nić wspar­cie[61].

Taki oto ciąg zda­rzeń do­pro­wa­dził do in­wa­zji Ko­rei Pół­noc­nej na Ko­reę Po­łu­dniową. Sta­lin nie prze­wi­dział jed­nak wpływu tej sy­tu­acji na Ame­ry­ka­nów - nie­spo­dzie­wany atak oka­zał się dla nich nie­mal ta­kim sa­mym szo­kiem jak zbom­bar­do­wa­nie Pe­arl Har­bor dzie­więć lat wcze­śniej, a jego kon­se­kwen­cje dla stra­te­gii Wa­szyng­tonu były co naj­mniej tak samo do­nio­słe. Ko­rea Po­łu­dniowa sama w so­bie nie miała wiel­kiego zna­cze­nia z punktu wi­dze­nia świa­to­wej rów­no­wagi sił, lecz tak zu­chwała na­paść w po­staci prze­kro­cze­nia trzy­dzie­stego ósmego rów­no­leż­nika, gra­nicy usank­cjo­no­wa­nej przez ONZ, zda­wała się pod­wa­żać cały po­wo­jenny sys­tem zbio­ro­wego bez­pie­czeń­stwa. Wła­śnie ta­kie wy­da­rze­nia do­pro­wa­dziły w la­tach trzy­dzie­stych do roz­padu mię­dzy­na­ro­do­wego po­rządku i - w kon­se­kwen­cji - wy­bu­chu dru­giej wojny świa­to­wej. Tru­man nie za­sta­na­wiał się długo. "Nie wolno nam za­wieść ONZ" - wie­lo­krot­nie po­wta­rzał do­rad­com[62]. Ad­mi­ni­stra­cja prędko zde­cy­do­wała o tym, że Stany Zjed­no­czone ujmą się za Ko­reą Po­łu­dniową - nie tylko we wła­snym imie­niu, lecz rów­nież z ra­mie­nia Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych.

Szybka in­ter­wen­cja była moż­liwa z dwóch po­wo­dów. Pierw­szy był taki, że ar­mia ame­ry­kań­ska sta­cjo­no­wała nie­da­leko, w oku­po­wa­nej Ja­po­nii, co Sta­lin naj­wy­raź­niej prze­oczył. Drugi - rów­nież wy­ni­ka­jący z nie­do­pa­trze­nia Sta­lina - to nie­obec­ność w Ra­dzie Bez­pie­czeń­stwa przed­sta­wi­ciela ZSRR, który za­we­to­wałby ak­cję ONZ: zo­stał on od­wo­łany kilka mie­sięcy wcze­śniej na znak pro­te­stu prze­ciwko od­mo­wie przy­ję­cia do or­ga­ni­za­cji chiń­skich ko­mu­ni­stów. Po uzy­ska­niu apro­baty Na­ro­dów Zjed­no­czo­nych świa­towa spo­łecz­ność zmo­bi­li­zo­wała się w ciągu kilku dni, by ode­przeć nowe za­gro­że­nie dla mię­dzy­na­ro­do­wego bez­pie­czeń­stwa. Ta­kiej re­ak­cji Mo­skwa rów­nież nie prze­wi­działa.

Trzeba jed­nak przy­znać, że nie­wiele za­bra­kło, by ak­cja za­koń­czyła się po­rażką - woj­ska ame­ry­kań­skie i po­łu­dnio­wo­ko­re­ań­skie zo­stały zmu­szone do od­wrotu na po­łu­dniowo-wschodni kra­niec Pół­wy­spu Ko­re­ań­skiego i być może mu­sia­łyby się ewa­ku­ować, gdyby nie bły­sko­tliwy ma­newr do­wódcy sił ONZ ge­ne­rała Ma­cAr­thura, który za­sko­czył Ko­re­ań­czy­ków z Pół­nocy od­waż­nym de­san­tem w In­czhon pod Seu­lem w po­ło­wie wrze­śnia. Wkrótce schwy­tał pół­noc­no­ko­re­ań­ską ar­mię w po­trzask po­ni­żej trzy­dzie­stego ósmego rów­no­leż­nika, a jego od­działy mo­gły po­su­wać się na­przód, nie­mal nie na­po­ty­ka­jąc oporu, w głąb Ko­rei Pół­noc­nej. Zszo­ko­wany tymi wy­da­rze­niami Sta­lin nie­mal za­ak­cep­to­wał już klę­skę, a na­wet per­spek­tywę ame­ry­kań­skiej oku­pa­cji Ko­rei Pół­noc­nej gra­ni­czą­cej z Chi­nami i ze Związ­kiem Ra­dziec­kim. "I co z tego? Niech tak bę­dzie. Niech Ame­ry­ka­nie będą na­szymi są­sia­dami" - stwier­dził ze znu­że­niem[63].

Po­zo­sta­wała jed­nak jesz­cze kwe­stia re­ak­cji Chiń­czy­ków. Mao po­pie­rał in­wa­zję na Ko­reę Po­łu­dniową i jesz­cze przed lą­do­wa­niem w In­czhon - które prze­wi­dział i przed któ­rym ostrze­gał Kim Ir Sena - za­czął prze­miesz­czać woj­ska z chiń­skiego wy­brzeża w po­bliżu Taj­wanu w stronę gra­nicy z Ko­reą Pół­nocną. "Nie mo­żemy nie udzie­lić po­mocy Ko­re­ań­czy­kom - oświad­czył swoim do­rad­com na po­czątku sierp­nia. - Mu­simy ich wspo­móc, wy­sy­ła­jąc tam żoł­nie­rzy ochot­ni­ków"[64]. Wa­szyng­ton oba­wiał się in­ter­wen­cji Chin - Tru­man na­ka­zał w związku z tym Ma­cAr­thu­rowi za­trzy­mać się w pew­nej od­le­gło­ści od rzeki Yalu, która wy­ty­czała chiń­sko-ko­re­ań­ską gra­nicę. Tym­cza­sem De­par­ta­ment Stanu usi­ło­wał od­stra­szyć Chiń­czy­ków per­spek­tywą prze­ra­ża­ją­cej liczby ofiar, uży­wa­jąc róż­nych po­śred­ni­ków. Przez pe­wien czas Mao miał pro­blem z prze­ko­na­niem wła­snych do­rad­ców, że in­ter­wen­cja jest ko­nieczna. Wo­bec tego na po­czątku paź­dzier­nika Sta­lin prze­ka­zał Kim Ir Se­nowi, że bę­dzie on mu­siał opu­ścić Ko­reę Pół­nocną. Nie­długo póź­niej Mao po­sta­wił jed­nak na swoim i mógł po­wia­do­mić Ro­sjan oraz Ko­re­ań­czy­ków z Pół­nocy, że Chiny wkrótce przy­będą im na po­moc[65].

Pod ko­niec li­sto­pada 1950 roku na prze­ciw­le­głych brze­gach rzeki po­now­nie sta­nęły dwie ar­mie. Tym ra­zem nie­uf­ność nie za­mie­niła się w wi­wa­to­wa­nie, uści­ski dłoni, pi­jań­stwo, tańce i na­dzieję. "Są­dzi­łem, że wy­gra­li­śmy wojnę! - wspo­mi­nał ame­ry­kań­ski ofi­cer. - Na­de­szło Święto Dzięk­czy­nie­nia i je­dli­śmy do­kład­nie to samo [...], co tego dnia ja­da­li­śmy w domu [...]. Zbli­ża­li­śmy się już do rzeki Yalu, a to ozna­czało po­wrót do kraju"[66]. Tym ra­zem ar­mia po dru­giej stro­nie rzeki miała inne za­miary. "Bę­dziemy się sta­rać - wy­ja­śnił Sta­li­nowi jej do­wódca Mao Ze­dong - roz­wią­zać kon­flikt [ko­re­ań­ski], czyli roz­bić woj­ska Sta­nów Zjed­no­czo­nych w Ko­rei albo je wy­przeć, po­dob­nie jak na­past­ni­ków po­cho­dzą­cych z in­nych kra­jów"[67]. Dwu­dzie­stego szó­stego li­sto­pada około 300 tys. Chiń­czy­ków za­częło wpro­wa­dzać to po­sta­no­wie­nie w czyn - roz­legł się dźwięk trą­bek i ku peł­nemu za­sko­cze­niu prze­ciw­nika roz­po­częto ataki fa­lowe. Dwa dni póź­niej ge­ne­rał Ma­cAr­thur po­in­for­mo­wał Po­łą­czone Ko­le­gium Sze­fów Szta­bów: "Sto­imy w ob­li­czu no­wej wojny"[68].

VIII

Wy­grana w dru­giej woj­nie świa­to­wej nie przy­nio­sła zwy­cięz­com ocze­ki­wa­nego po­czu­cia bez­pie­czeń­stwa. Ani Stany Zjed­no­czone, ani Wielka Bry­ta­nia, ani Zwią­zek Ra­dziecki nie mo­gły stwier­dzić pod ko­niec 1950 roku, że krew i pie­nią­dze, któ­rymi oku­piły triumf nad Niem­cami oraz Ja­po­nią, uczy­niły je bez­piecz­niej­szymi. Człon­ko­wie wiel­kiej ko­ali­cji byli te­raz prze­ciw­ni­kami w zim­nej woj­nie. Ich in­te­resy oka­zały się nie do po­go­dze­nia, ide­olo­gie dzie­liły ich co naj­mniej tak samo sil­nie jak przed wojną, a obawa przed nie­spo­dzie­wa­nym ata­kiem na­dal nie opusz­czała woj­sko­wych w Wa­szyng­to­nie, Lon­dy­nie i Mo­skwie. Ry­wa­li­za­cja, która po­cząt­kowo do­ty­czyła losu po­wo­jen­nej Eu­ropy, roz­sze­rzyła się na Azję. Sta­li­now­ska dyk­ta­tura wciąż ba­zo­wała na czyst­kach i po­zo­stała taka sama, jaka była od sa­mego po­czątku, lecz wraz z na­dej­ściem mac­car­ty­zmu w Sta­nach Zjed­no­czo­nych i wyj­ściem na jaw nie­pod­wa­żal­nych do­wo­dów, że szpie­dzy dzia­łali po obu stro­nach Atlan­tyku, nie było wcale pewne, czy za­chod­nie de­mo­kra­cje na­dal będą go­towe to­le­ro­wać skraj­nie od­mienne po­dej­ście w kwe­stii prze­strze­ga­nia swo­bód oby­wa­tel­skich, które pre­zen­to­wały fa­szy­stow­skie i ko­mu­ni­styczne dyk­ta­tury.

"W rze­czy­wi­sto­ści w głębi każ­dego z nas tkwi za­lą­żek to­ta­li­ta­ry­sty - po­wie­dział Ken­nan w 1947 roku stu­den­tom ame­ry­kań­skiej Wyż­szej Szkoły Wo­jen­nej. - Tego ge­niu­sza zła po­wstrzy­muje je­dy­nie ra­do­sny blask pew­no­ści sie­bie i bez­pie­czeń­stwa. Gdyby pew­ność sie­bie i bez­pie­czeń­stwo znik­nęły, nie my­śl­cie, że za­wa­hałby się za­jąć ich miej­sce"[69]. To ostrze­że­nie twórcy kon­cep­cji po­wstrzy­ma­nia ko­mu­ni­zmu - że nie­przy­ja­ciel, któ­rego trzeba po­wstrzy­mać, może rów­nie do­brze czaić się w sa­mych be­ne­fi­cjen­tach wol­no­ści, jak wśród jej wro­gów - po­ka­zuje wszech­obec­ność stra­chu w po­wo­jen­nym po­rządku mię­dzy­na­ro­do­wym, w któ­rym po­kła­dano tak wiel­kie na­dzieje. Wie­dząc o tym, ła­twiej jest zro­zu­mieć, dla­czego Rok 1984 Or­wella, który uka­zał się w 1949 roku, od­niósł na­tych­miast tak wielki suk­ces[70].

Or­well za­kła­dał jed­nak, że bę­dzie ja­kaś przy­szłość - nie­za­leż­nie od tego, jak bar­dzo po­nura. Na po­czątku 1950 roku Ken­nan oba­wiał się, że przy­szło­ści może nie być. W ści­śle taj­nym me­mo­ran­dum spo­rzą­dzo­nym dla ad­mi­ni­stra­cji Tru­mana, które ta zresztą zi­gno­ro­wała, wska­zał, że w hi­sto­rii uży­wano siły "jako środka do celu in­nego niż wojna [...], celu, który nie za­prze­czał przy­naj­mniej sa­mej isto­cie ży­cia". Bomby ato­mowe i wo­do­rowe były jed­nak czymś in­nym:

Są one spoj­rze­niem wstecz poza gra­nice za­chod­niej cy­wi­li­za­cji - ku kon­cep­cjom wojny sto­so­wa­nym nie­gdyś przez azja­tyc­kie hordy. Nie da się ich po­go­dzić z po­li­tycz­nym ce­lem prze­kształ­ce­nia, nie zaś znisz­cze­nia, ży­cia prze­ciw­nika. Nie uwzględ­niają tego, że lu­dzie są w osta­tecz­nym roz­ra­chunku od­po­wie­dzialni za sie­bie wza­jem­nie, a na­wet za błędy i po­myłki in­nych. Zmu­szają do przy­zna­nia, że czło­wiek nie tylko może być, lecz jest swoim naj­gor­szym i naj­strasz­niej­szym wro­giem.

Ken­nan za­uwa­żył, że pi­sał o tym już Szek­spir:

Moc wolą, wola apetytem, Apetyt zaś, drapieżnik doskonały, Wsparty przez wolę i moc pospołu, Stać się musi zdobyczą doskonałą I sam siebie wreszcie pożreć[71].

[1] Wy­wiady, se­rial do­ku­men­talny CNN Zimna wojna, od­ci­nek 1. To­wa­rzy­sze (1917-1945).

[2] Ale­xan­der Werth, Rus­sia at War: 1941-1945, New York 1964, s. 1045. Dane o licz­bie ofiar wśród Bry­tyj­czy­ków i Ame­ry­ka­nów po­cho­dzą z En­cyc­lo­pa­edia Bri­tan­nica On­line. Dane o licz­bie ofiar w Związku Ra­dziec­kim po­cho­dzą z: Vla­di­mir O. Pe­chat­nov i C. Earl Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, w: Ralph B. Le­ve­ring, Vla­di­mir O. Pe­chat­nov, Ve­rena Bot­zen­hart-Viehe i C. Earl Ed­mond­son, De­ba­ting the Ori­gins of the Cold War: Ame­ri­can and Rus­sian Per­spec­ti­ves, New York 2002, s. 86.

[3] War­ren F. Kim­ball, The Jug­gler: Fran­klin Ro­ose­velt as War­time Sta­te­sman, Prin­ce­ton 1991, s. 97-99.

[4] Geo­rge F. Ken­nan, Me­mo­irs: 1925-1950, Bo­ston 1967, s. 279.

[5] Na ten te­mat zob. Alan Bul­lock, Hi­tler i Sta­lin: ży­woty rów­no­le­głe, tłum. Jan Mia­now­ski i Fe­liks Pa­stu­siak, War­szawa 1994, t. I, s. 471.

[6] Pe­chat­nov i Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, dz. cyt., s. 92.

[7] Geof­frey Ro­berts, Sta­lin and So­viet Fo­re­ign Po­licy, w: Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler, Da­vid S. Pa­in­ter, wyd. II, New York 2005, s. 42-57.

[8] Tamże, s. 51.

[9] John Le­wis Gad­dis, The Uni­ted Sta­tes and the Ori­gins of the Cold War, 1941-1947, New York 1972, s. 190.

[10] Jó­zef Sta­lin, Eko­no­miczne pro­blemy so­cja­li­zmu w ZSRR, War­szawa 1953.

[11] Za­pis roz­mowy Sta­lina z Tho­re­zem z 18 li­sto­pada 1947 r., w: De­ba­ting the Ori­gins of the Cold War, dz. cyt., s. 174.

[12] Uwaga Pa­ine'a po­cho­dzi z jego pam­fletu Com­mon Sense z 1776 r., frag­menty w: Ma­jor Pro­blems in Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, red. Den­nis Mer­rill, Tho­mas G. Pa­ter­son, wyd. VI, New York 2005, t. I, s. 34.

[13] Mowa Johna Qu­incy'ego Adamsa z 4 lipca 1821 r., tamże, t. I, s. 132.

[14] Prze­mó­wie­nie przed Kon­gre­sem Sta­nów Zjed­no­czo­nych z 2 kwiet­nia 1917 r., tamże, t. I, s. 431.

[15] Ro­bert Dal­lek, Fran­klin D. Ro­ose­velt and Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, 1932-1945, New York 1979, s. 70.

[16] Mowa do In­ter­na­tio­nal Stu­dent As­sem­bly z 3 wrze­śnia 1942 r., w: The Pu­blic Pa­pers and Ad­dres­ses of Fran­klin D. Ro­ose­velt, red. Sa­muel I. Ro­sen­man, New York 1941-1950, t. XI, s. 353.

[17] Roy Jen­kins, Chur­chill: A Bio­gra­phy, New York 2001, s. 350-351.

[18] Voj­tech Mastny, Rus­sia's Road to the Cold War: Di­plo­macy, War­fare, and the Po­li­tics of Com­mu­nism, 1941-1945, New York 1979, s. 156-162.

[19] Te­le­gram Ni­ko­łaja No­wi­kowa do so­wiec­kiego mi­ni­ster­stwa spraw za­gra­nicz­nych z 27 wrze­śnia 1946 r., w: Ori­gins of the Cold War: The No­vi­kov, Ken­nan, and Ro­berts "Long Te­le­grams" of 1946, red. Ken­neth M. Jen­sen, Wa­shing­ton 1993, s. 3-4.

[20] Mastny, Rus­sia's Road to the Cold War, dz. cyt., s. 270. O umo­wie mię­dzy Sta­li­nem a Chur­chil­lem: Kim­ball, The Jug­gler, dz. cyt., s. 160-164.

[21] Pe­chat­nov i Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, dz. cyt., s. 98.

[22] W. Ave­rell Har­ri­man, Elie Abel, Spe­cial Envoy to Chur­chill and Sta­lin, 1941-1946, New York 1975, s. 444.

[23] Pe­chat­nov i Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, dz. cyt., s. 109.

[24] Nor­man M. Na­imark, The Rus­sians in Ger­many: A Hi­story of the So­viet Zone of Oc­cu­pa­tion, 1945-1949, Cam­bridge 1995, s. 69-140.

[25] Naj­now­szy opis można zna­leźć w: Tsuy­oshi Ha­se­gawa, Ra­cing the Enemy: Sta­lin, Tru­man, and the Sur­ren­der of Ja­pan, Cam­bridge 2005.

[26] Szcze­gó­łowy opis ope­ra­cji Da­vida Gre­en­glassa i Ju­liusa Ro­sen­berga oraz Klausa Fuchsa znaj­duje się w: Ri­chard Rho­des, Dark Sun: The Ma­king of the Hy­dro­gen Bomb, New York 1995, s. 27-198. Trze­cia próba (Teda Halla) zo­stała po­krótce opi­sana w: Kai Bird, Mar­tin J. Sher­win, Ame­ri­can Pro­me­theus: The Triumph and Tra­gedy of J. Ro­bert Op­pen­he­imer, New York 2005, s. 286-287, jak też w wy­wia­dzie z Hal­lem w se­rialu CNN Zimna wojna, od­ci­nek 21. Szpie­dzy.

[27] Si­mon Se­bag Mon­te­fiore, Sta­lin: dwór czer­wo­nego cara, tłum. Ma­ciej An­to­sie­wicz, War­szawa 2004, s. 503.

[28] Tamże.

[29] Sta­lin w roz­mo­wie z Mo­ło­to­wem, Be­rią, Mi­ko­ja­nem i Ma­len­ko­wem z 9 grud­nia 1945 r., w: De­ba­ting the Ori­gins of the Cold War, dz. cyt., s. 155.

[30] Wię­cej in­for­ma­cji w: Ro­bert Je­rvis, Per­cep­tion and Mi­sper­cep­tion in In­ter­na­tio­nal Po­li­tics, Prin­ce­ton 1976, s. 62-67.

[31] Mo­lo­tov Re­mem­bers: In­side Krem­lin Po­li­tics: Co­nver­sa­tions with Fe­lix Chuev, red. Al­bert Re­sis, Chi­cago 1993, s. 8.

[32] Tamże, s. 73.

[33] Wię­cej in­for­ma­cji o tych kry­zy­sach w: Fer­nande Scheid Rame, The Ira­nian Cri­sis of 1946 and the Ori­gins of the Cold War, w: Ori­gins of the Cold War, dz. cyt., s. 93-111, oraz w: Edu­ard Mark, The Tur­kish War Scare of 1946, tamże, s. 112-133.

[34] Ken­nan, Me­mo­irs: 1925-1950, dz. cyt., s. 292-295.

[35] Ken­nan do De­par­ta­mentu Stanu 22 lu­tego 1946 r., De­par­ta­ment Stanu USA, Fo­re­ign Re­la­tions of the Uni­ted Sta­tes [da­lej jako FRUS], 1946, t. VI, s. 699-700; "X" [Geo­rge F. Ken­nan], The So­ur­ces of So­viet Con­duct, "Fo­re­ign Af­fa­irs" 1947, nr 25, s. 575, pod­kre­śle­nie moje.

[36] Pe­chat­nov i Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, s. 116.

[37] Ni­ko­łaj No­wi­kow do so­wiec­kiego mi­ni­ster­stwa spraw za­gra­nicz­nych 27 wrze­śnia 1946 r., w: Ori­gins of the Cold War, dz. cyt., s. 3-16.

[38] Vik­tor L. Mal'kov, Com­men­tary, tamże, s. 75.

[39] Char­les E. Boh­len, Wit­ness to Hi­story: 1929-1969, New York 1973, s. 263.

[40] Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Harry S. Tru­man, 1947, Wa­shing­ton 1963, s. 178-179.

[41] Y. Gor­lizki, O. Khle­vniuk, Cold Pe­ace: Sta­lin and the So­viet Ru­ling Circle, 1945-1953, New York 2004, s. 35-36.

[42] Ken­nan, Me­mo­irs: 1925-1950, dz. cyt., s. 326.

[43] John Le­wis Gad­dis, Te­raz już wiemy...: nowa hi­sto­ria zim­nej wojny, tłum. Ma­ciej An­to­sie­wicz, War­szawa 1999, s. 65-66.

[44] Mon­te­fiore, Sta­lin, dz. cyt., s. 574.

[45] John A. Ar­mi­tage, The View from Cze­cho­slo­va­kia, w: Wit­nes­ses to the Ori­gins of the Cold War, red. Tho­mas T. Ham­mond, Se­at­tle 1982, s. 225-226.

[46] Ni­kita S. Khru­sh­chev, Khru­sh­chev Re­mem­bers, tłum. i red. Strobe Tal­bott, New York 1970, przy­pis na s. 411.

[47] John Le­wis Gad­dis, The Long Pe­ace: In­qu­iries into the Hi­story of the Cold War, New York 1987, s. 158-159.

[48] Pe­chat­nov i Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, dz. cyt., s. 139.

[49] Ja­mes V. For­re­stal do Chana Gur­neya 8 grud­nia 1947 r., w: The For­re­stal Dia­ries, red. Wal­ter Mil­lis, New York 1951, s. 350-351.

[50] Gad­dis, The Long Pe­ace, dz. cyt., s. 111-112.

[51] PPS/39, Uni­ted Sta­tes Po­licy To­ward China, 7 wrze­śnia 1948 r., FRUS, 1948, t. VIII, s. 148.

[52] Ja­mes Chace, Ache­son: The Se­cre­tary of State Who Cre­ated the Mo­dern World, New York 1998, s. 217.

[53] Chen Jian, Mao's China and the Cold War, Cha­pel Hill 2001, s. 50.

[54] Gad­dis, Te­raz już wiemy..., dz. cyt., s. 85-93.

[55] Marc Se­lver­stone, "All Ro­ads Lead to Mo­scow": The Uni­ted Sta­tes, Great Bri­tain, and the Com­mu­nist Mo­no­lith, praca dok­tor­ska, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Ohio, 2000, s. 380.

[56] Gad­dis, Te­raz już wiemy..., dz. cyt., s. 94.

[57] Tamże, s. 127-128.

[58] Da­vid M. Oshin­sky, A Con­spi­racy So Im­mense: The World of Joe McCar­thy, New York 1983, s. 108-109.

[59] Gad­dis, The Long Pe­ace..., dz. cyt., s. 96.

[60] Ka­th­ryn We­athersby, Sta­lin and the Ko­rean War, w: Ori­gins of the Cold War..., dz. cyt., s. 274-275.

[61] Gad­dis, Te­raz już wiemy..., dz. cyt., s. 94-98 i 198-201.

[62] Gad­dis, The Long Pe­ace..., dz. cyt., s. 97.

[63] Mon­te­fiore, Sta­lin, dz. cyt., s. 613.

[64] Chen Jian, China's Road to the Ko­rean War: The Ma­king of the Sino-Ame­ri­can Con­fron­ta­tion, New York 1994, s. 143. Zob. też: Shu Gu­ang Zhang, Mao's Mi­li­tary Ro­man­ti­cism: China and the Ko­rean War, 1950-1953, Law­rence 1995, s. 55-86.

[65] Gad­dis, Te­raz już wiemy..., dz. cyt., s. 110-111.

[66] Wy­wiad z pod­puł­kow­ni­kiem Char­le­sem Bus­seyem z 24. Pułku Pie­choty Ar­mii USA, se­rial CNN Zimna wojna, od­ci­nek 5. Ko­rea.

[67] Zhang, Mao's Mi­li­tary Ro­man­ti­cism..., dz. cyt., s. 78.

[68] D. Clay­ton Ja­mes, The Years of Ma­cAr­thur: Triumph and Di­sa­ster, 1945-1964, Bo­ston 1985, s. 536.

[69] Ken­nan, Me­mo­irs: 1925-1950, dz. cyt., s. 319.

[70] Mi­chael Shel­den, Or­well: The Au­tho­ri­zed Bio­gra­phy, New York 1991, s. 430.

[71] In­ter­na­tio­nal Con­trol of Ato­mic Energy, 20 stycz­nia 1950 r., w: Con­ta­in­ment: Do­cu­ments on Ame­ri­can Po­licy and Stra­tegy, 1945-1950, red. Tho­mas H. Et­zold, John Le­wis Gad­dis, New York 1978, s. 380. Frag­ment po­cho­dzi z Tro­ilusa i Kres­sydy, akt I, scena III, w. 119-124, tłum. Bar­tło­miej Pie­trzyk.

Bibliografia

Do­ku­menty

A Do­cu­men­tary Hi­story of Com­mu­nism, red. Ro­bert V. Da­niels, Ha­no­ver 1984.

Abuse of Po­wer: The New Ni­xon Ta­pes, red. Stan­ley I. Ku­tler, New York 1997.

"Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject. Bul­le­tin", Wa­shing­ton 1992.

The Cold War: A Hi­story in Do­cu­ments and Ey­ewit­ness Ac­co­unts, red. Jussi M. Han­hi­mäki i Odd Arne We­stad, New York 2003.

Con­ta­in­ment: Do­cu­ments on Ame­ri­can Po­licy and Stra­tegy, 1945-1950, red. Tho­mas H. Et­zold i John Le­wis Gad­dis, New York 1978.

The For­re­stal Dia­ries, red. Wal­ter Mil­lis, New York 1951.

The Ken­nedy Ta­pes: In­side the White Ho­use du­ring the Cu­ban Mis­sile Cri­sis, red. Er­nest R. May i Phi­lip D. Ze­li­kow, Cam­bridge 1997.

The Kis­sin­ger Trans­cripts: The Top Se­cret Talks with Be­ijing and Mo­scow, red. Wil­liam Burr, New York 1998.

Off the Re­cord: The Pri­vate Pa­pers of Harry S. Tru­man, red. Ro­bert H. Fer­rell, New York 1980.

Ori­gins of the Cold War: The No­vi­kov, Ken­nan, and Ro­berts "Long Te­le­grams" of 1946, red. Ken­neth M. Jen­sen, Wa­shing­ton 1993.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Dwi­ght D. Eisen­ho­wer, 1953-1961, Wa­shing­ton 1960-1961.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Harry S. Tru­man, 1945-1953, Wa­shing­ton 1961-1966.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Jimmy Car­ter, 1977-1981, Wa­shing­ton 1978-1981.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: John F. Ken­nedy, 1961-1963, Wa­shing­ton 1962-1964.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Lyn­don B. John­son, 1963-1969, Wa­shing­ton 1965-1969.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Ri­chard M. Ni­xon, 1969-1974, Wa­shing­ton 1970-1975.

Pu­blic Pa­pers of the Pre­si­dents of the Uni­ted Sta­tes: Ro­nald Re­agan, 1981-1989, Wa­shing­ton 1982-1990.

Re­aching for Glory: Lyn­don John­son's Se­cret White Ho­use Ta­pes, 1964-1965, red. Mi­chael R. Be­schloss, New York 2001.

Re­agan, In His Own Hand, red. Ki­ron K. Skin­ner, An­ne­lise An­der­son i Mar­tin An­der­son, New York 2001.

Ta­king Charge: The John­son White Ho­use Ta­pes, 1963-1964, red. Mi­chael R. Be­schloss, New York 1997.

The Pi­no­chet File: A Dec­las­si­fied Do­ssier on Atro­city and Ac­co­un­ta­bi­lity, red. Pe­ter Korn­bluh, New York 2004.

The Pu­blic Pa­pers and Ad­dres­ses of Fran­klin D. Ro­ose­velt, red. Sa­muel I. Ro­sen­man, New York 1941-1950.

The Sol­zhe­nit­syn Fi­les, red. Mi­chael Scam­mell, Chi­cago 1995.

The Unk­nown Le­nin: From the Se­cret Ar­chive, red. Ri­chard Pi­pes, New Ha­ven 1996.

U.S. Con­gress, Se­nate, Se­lect Com­mit­tee to Study Go­vern­ment Ope­ra­tions with Re­spect to In­tel­li­gence Ac­ti­vi­ties, Fi­nal Re­port: Sup­ple­men­tary De­ta­iled Staff Re­ports on Fo­re­ign and Mi­li­tary In­tel­li­gence: Book IV, Wa­shing­ton 1976.

U.S. De­part­ment of State, Fo­re­ign Re­la­tions of the Uni­ted Sta­tes: 1946-1964/68, Wa­shing­ton 1970-2003.

Upri­sing in East Ger­many, 1953, red. Chri­stian Oster­mann, Bu­da­pest 2001.

Wy­wiady

Se­rial do­ku­men­talny CNN Zimna wojna, 1998.

Se­rial do­ku­men­talny PBS/BBC Mes­sen­gers from Mo­scow, 1995.

Książki

Am­brose Ste­phen, Ni­xon: The Triumph of a Po­li­ti­cian, 1962-1972, New York 1989.

An­drew Chri­sto­pher i Oleg Gor­di­jew­ski, KGB, tłum. Ra­fał Brze­ski, War­szawa 1997.

Ap­ple­baum Anne, Gu­łag, tłum. Ja­kub Urbań­ski, War­szawa 2005.

Ar­ba­tov Geo­rgi, The Sys­tem: An In­si­der's Life in So­viet Po­li­tics, New York 1992.

Ash Ti­mo­thy Gar­ton, Pol­ska re­wo­lu­cja: "So­li­dar­ność" 1980-1981, tłum. Mał­go­rzata Dzie­wul­ska i Mar­cin Król, War­szawa 1990.

Ash Ti­mo­thy Gar­ton, Po­mimo i wbrew: eseje o Eu­ro­pie Środ­ko­wej, tłum. Anna Hu­sar­ska i Ja­ro­sław An­ders, Lon­dyn 1990.

Ash Ti­mo­thy Gar­ton, W imie­niu Eu­ropy: Niemcy i po­dzie­lony kon­ty­nent, tłum. Ser­giusz Ko­wal­ski, Lon­dyn 1996.

Ash Ti­mo­thy Gar­ton, Wio­sna oby­wa­teli. Re­wo­lu­cja 1989 wi­dziana w War­sza­wie, Bu­da­pesz­cie, Ber­li­nie i Pra­dze, tłum. Anna Hu­sar­ska, Lon­dyn 1990.

Bak Per, How Na­ture Works: The Science of Self-Or­ga­ni­zed Cri­ti­ca­lity, New York 1997.

Baum Ri­chard, Bu­ry­ing Mao: Chi­nese Po­li­tics in the Age of Deng Xia­oping, Prin­ce­ton 1994.

Bec­ker Ja­sper, Hun­gry Gho­sts: Mao's Se­cret Fa­mine, New York 1996.

Ber­man Larry, Plan­ning a Tra­gedy: The Ame­ri­ca­ni­za­tion of the War in Viet­nam, New York 1982.

Be­schloss Mi­chael R., The Cri­sis Years: Ken­nedy and Khru­sh­chev, 1960-1963, New York 1991.

Be­schloss Mi­chael R., May­day: Eisen­ho­wer, Khru­sh­chev and the U-2 Af­fair, New York 1986.

Be­schloss Mi­chael R. i Strobe Tal­bott, At the Hi­ghest Le­vels: The In­side Story of the End of the Cold War, Bo­ston 1993.

Bill Ja­mes A., The Eagle and the Lion: The Tra­gedy of Ame­ri­can-Ira­nian Re­la­tions, New Ha­ven 1988.

Bird Kai i Mar­tin J. Sher­win, Ame­ri­can Pro­me­theus: The Triumph and Tra­gedy of J. Ro­bert Op­pen­he­imer, New York 2005.

Bli­ght Ja­mes G., Bruce J. Al­lyn i Da­vid A. We­lch, Cuba on the Brink: Ca­stro, the Mis­sile Cri­sis, and the So­viet Col­lapse, New York 1993.

Bli­ght Ja­mes G. i Da­vid A. We­lch, On the Brink: Ame­ri­cans and So­viets Re­exa­mine the Cu­ban Mis­sile Cri­sis, New York 1989.

Boh­len Char­les E., Wit­ness to Hi­story: 1929-1969, New York 1973.

Brent Jo­na­than i Vla­di­mir P. Na­umov, Sta­lin's Last Crime: The Plot Aga­inst the Je­wish Do­ctors, 1948-1953, New York 2003.

Bre­zh­nev Le­onid, On the Po­licy of the So­viet Union and the In­ter­na­tio­nal Si­tu­ation, New York 1973.

Brze­zin­ski Zbi­gniew, Po­wer and Prin­ci­ple: Me­mo­irs of the Na­tio­nal Se­cu­rity Ad­vi­ser, 1977-1981, New York 1983.

Bul­lock Alan, Hi­tler i Sta­lin: ży­woty rów­no­le­głe, tłum. Jan Mia­now­ski i Fe­liks Pa­stu­siak, War­szawa 1994.

Bundy McGe­orge, Dan­ger and Su­rvi­val: Cho­ices About the Bomb in the First Fi­fty Years, New York 1988.

Bush Geo­rge i Brent Scow­croft, Świat prze­kształcony, tłum. Je­rzy Jan Gór­ski, War­szawa 2000.

Ca­hill Tho­mas, Jak Ir­land­czycy oca­lili cy­wi­li­za­cję, tłum. Anna Ba­rań­czak, Po­znań 1999.

Carr Edward Hal­lett, The Twenty Years' Cri­sis, 1919-1939: An In­tro­duc­tion to the Study of In­ter­na­tio­nal Re­la­tions, Lon­don 1940.

Car­ter Jimmy, Ke­eping Fa­ith: Me­mo­irs of a Pre­si­dent, New York 1982.

Chace Ja­mes, Ache­son: The Se­cre­tary of State Who Cre­ated the Mo­dern World, New York 1998.

Cher­ny­aev Ana­toly S., My Six Years with Gor­ba­chev, tłum. i red. Ro­bert D. En­glish i Eli­za­beth Tuc­ker, Uni­ver­sity Park 2000.

Chri­sten­sen Tho­mas J., Use­ful Ad­ver­sa­ries: Grand Stra­tegy, Do­me­stic Mo­bi­li­za­tion, and Sino-Ame­ri­can Con­flict, 1947-1958, Prin­ce­ton 1996.

Chur­chill Win­ston S., Druga wojna świa­towa, tłum. Krzysz­tof Fi­lip Ru­dolf, t. I, ks. I, Gdańsk 1994.

Clau­se­witz Carl von, O woj­nie, tłum. Au­gu­styn Ci­cho­wicz, Leon Wa­cław Koc, Fran­ci­szek Scho­ener, Lu­blin 1995.

Cold War Sta­te­smen Con­front the Bomb: Nuc­lear Di­plo­macy since 1945, red. Gad­dis John Le­wis, Phi­lip H. Gor­don, Er­nest R. May i Jo­na­than Ro­sen­berg, New York 1999.

Con­nelly Mat­thew, A Di­plo­ma­tic Re­vo­lu­tion: Al­ge­ria's Fi­ght for In­de­pen­dence and the Ori­gins of the Post-Cold War Era, New York 2002.

Co­ur­tois Stéphane i in., Czarna księga ko­mu­ni­zmu: zbrod­nie, ter­ror, prze­śla­do­wa­nia, tłum. Krzysz­tof Wa­kar i in., War­szawa 1999.

Craig Camp­bell, De­stroy­ing the Vil­lage: Eisen­ho­wer and Ther­mo­nuc­lear War, New York 1999.

Cul­la­ther Ni­cho­las, Ope­ra­tion PBSuc­cess: The Uni­ted Sta­tes and Gu­ate­mala, 1952-1954, Wa­shing­ton 1994.

Dal­lek Ro­bert, Fla­wed Giant: Lyn­don John­son and His Ti­mes, 1961-1973, New York 1998.

Dal­lek Ro­bert, Fran­klin D. Ro­ose­velt and Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, 1932-1945, New York 1979.

Dia­mond Ja­red, Strzelby, za­razki, ma­szyny: losy ludz­kich spo­łe­czeństw, tłum. Ma­rek Ko­na­rzew­ski, War­szawa 2000.

Di­sra­eli Ben­ja­min, Sy­bil; or, The Two Na­tions, New York 1991.

Dji­las Mi­lo­van, Roz­mowy ze Sta­li­nem, tłum. Adam Cioł­kosz, War­szawa 1991.

Do­bry­nin Ana­toly, In Con­fi­dence: Mo­scow's Am­bas­sa­dor to Ame­rica's Six Cold War Pre­si­dents (1962-1986), New York 1995.

Early Cold War Over­fli­ghts, t. I-II, red. R. Car­gill Hall i Clay­ton D. Lau­rie, Wa­shing­ton 2003.

En­glish Ro­bert D., Rus­sia and the Idea of the West: Gor­ba­chev, In­tel­lec­tu­als, and the End of the Cold War, New York 2000.

Evans Ri­chard, Deng Xia­oping and the Ma­king of Mo­dern China, New York 1997.

Ford Ge­rald R., A Time to Heal: The Au­to­bio­gra­phy of Ge­rald R. Ford, New York 1979.

Fox Ri­chard Wi­ght­man, Re­in­hold Nie­buhr: A Bio­gra­phy, New York 1985.

Fre­ed­man Law­rence, The Evo­lu­tion of Nuc­lear Stra­tegy, New York 1983.

Fre­ed­man Law­rence, Ken­nedy's Wars: Ber­lin, Cuba, Laos, and Viet­nam, New York 2000.

Fre­edom Ho­use, De­mo­cracy's Cen­tury: A Su­rvey of Glo­bal Po­li­ti­cal Change in the 20th Cen­tury, New York 1999.

Fried­berg Aaron L., In the Sha­dow of the Gar­ri­son State: Ame­rica's Anti-Sta­tism and Its Cold War Grand Stra­tegy, Prin­ce­ton 2000.

Fur­senko Alek­sandr i Ti­mo­thy Naf­tali, One Hell of a Gam­ble: Khru­sh­chev, Ca­stro and Ken­nedy, 1958-1964, New York 1997.

Gad­dis John Le­wis, Rus­sia, the So­viet Union, and the Uni­ted Sta­tes: An In­ter­pre­tive Hi­story, New York 1990.

Gad­dis John Le­wis, Stra­te­gies of Con­ta­in­ment: A Cri­ti­cal Ap­pra­isal of Ame­ri­can Na­tio­nal Se­cu­rity Po­licy Du­ring the Cold War, New York 2005.

Gad­dis John Le­wis, Te­raz już wiemy...: Nowa hi­sto­ria zim­nej wojny, tłum. Ma­ciej An­to­sie­wicz, War­szawa 1999.

Gad­dis John Le­wis, The Land­scape of Hi­story: How Hi­sto­rians Map the Past, New York 2002.

Gad­dis John Le­wis, The Long Pe­ace: In­qu­iries into the Hi­story of the Cold War, New York 1987.

Gad­dis John Le­wis, The Uni­ted Sta­tes and the End of the Cold War: Im­pli­ca­tions, Re­con­si­de­ra­tions, Pro­vo­ca­tions, New York 1992.

Gad­dis John Le­wis, The Uni­ted Sta­tes and the Ori­gins of the Cold War, 1941-1947, New York 1972.

Ga­iduk Ilya V., The So­viet Union and the Viet­nam War, Chi­cago 1996.

Gar­thoff Ray­mond, Détente and Con­fron­ta­tion: Ame­ri­can-So­viet Re­la­tions from Ni­xon to Re­agan, Wa­shing­ton 1994.

Gar­thoff Ray­mond, The Great Trans­i­tion: Ame­ri­can-So­viet Re­la­tions and the End of the Cold War, Wa­shing­ton 1994.

Gil­bert Mar­tin, Ne­ver De­spair: Win­ston S. Chur­chill, 1945-1965, Lon­don 1988.

Gle­ije­ses Piero, Con­flic­ting Mis­sions: Ha­vana, Wa­shing­ton, and Africa, 1959-1976, Cha­pel Hill 2002.

Gold­ge­ier Ja­mes M., Not Whe­ther But When: The U.S. De­ci­sion to En­large NATO, Wa­shing­ton 1999.

Gon­cha­rov Ser­gei N., John W. Le­wis i Xue Li­tai, Un­cer­tain Part­ners: Sta­lin, Mao, and the Ko­rean War, Stan­ford 1993.

Gor­ba­chev Mi­khail i Zde­něk Mly­nář, Co­nver­sa­tions with Gor­ba­chev: On Pe­re­stro­ika, The Pra­gue Spring, and the Cros­sro­ads of So­cia­lism, New York 2002.

Gor­ba­chev Mi­khail, Me­mo­irs, New York 1995.

Gor­ba­czow Mi­chaił, Prze­bu­dowa i nowe myśle­nie dla na­szego kraju i dla ca­łego świata, tłum. Alina Kur­kus i in., War­szawa 1988.

Gor­don Phi­lip H., A Cer­tain Idea of France: French Se­cu­rity Po­licy and the Gaul­list Le­gacy, Prin­ce­ton 1993.

Gor­lizki Yoram i Oleg Khle­vniuk, Cold Pe­ace: Sta­lin and the So­viet Ru­ling Circle, 1945-1953, New York 2004.

Hamby Alonzo L., Man of the Pe­ople: A Life of Harry S. Tru­man, New York 1995.

Har­ri­man W. Ave­rell i Elie Abel, Spe­cial Envoy to Chur­chill and Sta­lin, 1941-1946, New York 1975.

Har­ri­son Hope M., Dri­ving the So­viets Up the Wall: So­viet-East Ger­man Re­la­tions, 1953-1961, Prin­ce­ton 2003.

Ha­se­gawa Tsuy­oshi, Ra­cing the Enemy: Sta­lin, Tru­man, and the Sur­ren­der of Ja­pan, Cam­bridge 2005.

Ha­slam Jo­na­than, No Vir­tue Like Ne­ces­sity: Re­alist Tho­ught in In­ter­na­tio­nal Re­la­tions since Ma­chia­velli, New Ha­ven 2002.

Ha­vel Vác­lav, Li­ving in Truth, Lon­don 1989.

He­ikal Mo­ha­med, The Sphinx and the Com­mis­sar: The Rise and Fall of So­viet In­flu­ence in the Mid­dle East, New York 1978.

Hitch­cock Wil­liam I., The Strug­gle for Eu­rope: The Tur­bu­lent Hi­story of a Di­vi­ded Con­ti­nent 1945-2002, New York 2002.

Hit­chens Chri­sto­pher, The Trial of Henry Kis­sin­ger, New York 2001.

Hobs­bawm Eric, Wiek skraj­no­ści: spoj­rze­nie na krót­kie dwu­dzie­ste stu­le­cie, tłum. Ju­lia Ka­li­now­ska-Król i Mar­cin Król, War­szawa 1999.

Hol­lo­way Da­vid, Sta­lin and the Bomb: The So­viet Union and Ato­mic Energy, 1939-1956, New Ha­ven 1994.

Hol­lo­way Da­vid, The So­viet Union and the Arms Race, New Ha­ven 1983.

Hull Cor­dell, The Me­mo­irs of Cor­dell Hull, New York 1948.

Hy­land Wil­liam G., Mor­tal Ri­vals: Un­der­stan­ding the Hid­den Pat­tern of So­viet-Ame­ri­can Re­la­tions, New York 1987.

Ja­mes D. Clay­ton, The Years of Ma­cAr­thur: Triumph and Di­sa­ster, 1945-1964, Bo­ston 1985.

Jen­kins Roy, Chur­chill: A Bio­gra­phy, New York 2001.

Je­rvis Ro­bert, Per­cep­tion and Mi­sper­cep­tion in In­ter­na­tio­nal Po­li­tics, Prin­ce­ton 1976.

Jian Chen, China's Road to the Ko­rean War: The Ma­king of the Sino-Ame­ri­can Con­fron­ta­tion, New York 1994.

Jian Chen, Mao's China and the Cold War, Cha­pel Hill 2001.

John­son Loch K., Ame­rica's Se­cret Po­wer: The CIA in a De­mo­cra­tic So­ciety, New York 1989.

Kar­now Stan­ley, Viet­nam: A Hi­story, New York 1983.

Ke­egan John, The Face of Bat­tle: A Study of Agin­co­urt, Wa­ter­loo, and the Somme, New York 1976.

Ken­nan Geo­rge F., Me­mo­irs: 1925-1950, Bo­ston 1967.

Ken­nan Geo­rge F., Me­mo­irs: 1950-1963, Bo­ston 1972.

Ken­nedy Paul, Mo­car­stwa świata: na­ro­dziny, roz­kwit, upa­dek: prze­miany go­spo­dar­cze i kon­flikty zbrojne w la­tach 1500-2000, tłum. Mi­ro­sław Kluź­niak, War­szawa 1994.

Ker­sten Kry­styna, Na­ro­dziny sys­temu wła­dzy: Pol­ska 1943-1948, Po­znań 1990.

Khru­sh­chev Ni­kita S., Khru­sh­chev Re­mem­bers, tłum. i red. Strobe Tal­bott, New York 1971.

Khru­sh­chev Ni­kita S., Khru­sh­chev Re­mem­bers: The Last Te­sta­ment, tłum. i red. Strobe Tal­bott, Bo­ston 1974.

Khru­sh­chev Ser­gei, Khru­sh­chev on Khru­sh­chev: An In­side Ac­co­unt of the Man and His Era, Bo­ston 1990.

Kim­ball War­ren F., The Jug­gler: Fran­klin Ro­ose­velt as War­time Sta­te­sman, Prin­ce­ton 1991.

Kis­sin­ger Henry A., Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, New York 1977.

Kis­sin­ger Henry A., A World Re­sto­red: Met­ter­nich, Ca­stle­re­agh and the Pro­blems of Pe­ace, 1812-22, New York 1957.

Kis­sin­ger Henry, Dy­plo­ma­cja, tłum. Sta­ni­sław Głą­biń­ski, Grze­gorz Woź­niak i Iwona Zych, War­szawa 1996.

Kis­sin­ger Henry, White Ho­use Years, Bo­ston 1979.

Kis­sin­ger Henry, Years of Re­ne­wal, New York 1999.

Kis­sin­ger Henry, Years of Uphe­aval, Bo­ston 1982.

Kni­ght Amy, Be­ria - prawa ręka Sta­lina, tłum. Mi­chał Ro­ni­kier, War­szawa 1996.

Kroń­ski Ta­de­usz, Kant, War­szawa 1966.

Kunz Diane B., The Eco­no­mic Di­plo­macy of the Suez Cri­sis, Cha­pel Hill 1991.

Kyle Ke­ith, Suez: Bri­tain's End of Em­pire in the Mid­dle East, New York 1991.

Let­tow Paul, Ro­nald Re­agan and His Qu­est to Abo­lish Nuc­lear We­apons, New York 2005.

Le­va­thes Lo­uise, When China Ru­led the Seas: The Tre­asure Fleet of the Dra­gon Throne, 1405-1433, New York 1994.

Le­ve­ring Ralph B., Vla­di­mir O. Pe­chat­nov, Ve­rena Bot­zen­hart-Viehe i C. Earl Ed­mond­son, De­ba­ting the Ori­gins of the Cold War: Ame­ri­can and Rus­sian Per­spec­ti­ves, New York 2002.

Le­wis John Wil­son i Xue Li­tai, China Bu­ilds the Bomb, Stan­ford 1988.

Li­lien­thal Da­vid E., The Jo­ur­nals of Da­vid E. Li­lien­thal: The Ato­mic Energy Years, 1945-1950, New York 1964.

Lit­tle Do­uglas, Ame­ri­can Orien­ta­lism: The Uni­ted Sta­tes and the Mid­dle East since 1945, Cha­pel Hill 2002.

Lo­ge­vall Fre­drik, Cho­osing War: The Lost Chance for Pe­ace and the Esca­la­tion of the War in Viet­nam, Ber­ke­ley 1999.

Ma­chia­velli Nic­col?, Książę, tłum. Win­centy Rzy­mow­ski, War­szawa 2001.

Mac­mil­lan Mar­ga­ret, Pa­ris 1919: Six Mon­ths That Chan­ged the World, New York 2001.

Ma­ier Char­les S., Dis­so­lu­tion: The Cri­sis of Com­mu­nism and the End of East Ger­many, Prin­ce­ton 1997.

Ma­jor Pro­blems in Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, red. Den­nis Mer­rill i Tho­mas G. Pa­ter­son, New York 2005.

Marks Ka­rol, 18 Bru­ma­ire'a Lu­dwika Bo­na­parte, War­szawa 2002.

Marks Ka­rol, Fry­de­ryk En­gels, Ma­ni­fest ko­mu­ni­styczny, War­szawa 1949.

Mar­tel Yann, Ży­cie Pi, tłum. Zbi­gniew Batko, Kra­ków 2003.

Mastny Voj­tech, The Cold War and So­viet In­se­cu­rity: The Sta­lin Years, New York 1996.

Mastny Voj­tech, Rus­sia's Road to the Cold War: Di­plo­macy, War­fare, and the Po­li­tics of Com­mu­nism, 1941-1945, New York 1979.

Ma­tu­sow Al­len J., The Unra­ve­ling of Ame­rica: A Hi­story of Li­be­ra­lism in the 1960s, New York 1984.

Mayer Arno J., Wil­son vs. Le­nin: Po­li­ti­cal Ori­gins of the New Di­plo­macy, 1917-1918, New Ha­ven 1959.

McMa­hon Ro­bert J., The Cold War on the Pe­ri­phery: The Uni­ted Sta­tes, In­dia, and Pa­ki­stan, New York 1994.

McNe­ill J.R. i Wil­liam H. McNe­ill, The Hu­man Web: A Bird's-Eye View of World Hi­story, New York 2003.

Mer­ri­dale Ca­the­rine, Ni­ght of Stone: De­ath and Me­mory in Rus­sia, Lon­don 2000.

Mil­ler Ja­mes Edward, The Uni­ted Sta­tes and Italy, 1940-1950: The Po­li­tics and Di­plo­macy of Sta­bi­li­za­tion, Cha­pel Hill 1986.

Mi­scam­ble Wil­son D., Geo­rge F. Ken­nan and the Ma­king of Ame­ri­can Fo­re­ign Po­licy, 1947-1950, Prin­ce­ton 1992.

Mo­lo­tov Re­mem­bers: In­side Krem­lin Po­li­tics: Co­nver­sa­tions with Fe­lix Chuev, red. Al­bert Re­sis, Chi­cago 1993.

Mon­te­fiore Si­mon Se­bag, Sta­lin: dwór czer­wo­nego cara, tłum. Ma­ciej An­to­sie­wicz, War­szawa 2004.

Mu­el­ler John, Re­treat from Do­oms­day: The Ob­so­le­scence of Ma­jor War, New York 1989.

Mur­phy Da­vid E., Ser­gei A. Kon­dra­shev i Geo­rge Ba­iley, Bat­tle­gro­und Ber­lin: CIA vs KGB in the Cold War, New Ha­ven 1997.

Na­imark Nor­man M., The Rus­sians in Ger­many: A Hi­story of the So­viet Zone of Oc­cu­pa­tion, 1945-1949, Cam­bridge 1995.

Ni­xon Ri­chard M., RN: The Me­mo­irs of Ri­chard Ni­xon, New York 1978.

Obe­rdor­fer Don, From the Cold War to a New Era: The Uni­ted Sta­tes and the So­viet Union, 1983-1991, Bal­ti­more 1998.

Ol­son Ke­ith W., Wa­ter­gate: The Pre­si­den­tial Scan­dal that Shook Ame­rica, Law­rence 2003.

Or­der and Ju­stice in In­ter­na­tio­nal Re­la­tions, red. Ro­se­mary Foot, John Le­wis Gad­dis i An­drew Hur­rell, New York 2003.

Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler i Da­vid S. Pa­in­ter, New York 2005.

Or­well Geo­rge, Rok 1984, tłum. To­masz Mir­ko­wicz, War­szawa 1993.

Oshin­sky Da­vid M., A Con­spi­racy So Im­mense: The World of Joe McCar­thy, New York 1983.

Ouimet Mat­thew J., The Rise and Fall of the Bre­zh­nev Do­ctrine in So­viet Fo­re­ign Po­licy, Cha­pel Hill 2003.

Overy Ri­chard, Why the Al­lies Won, New York 1996.

Pi­pes Ri­chard, Ży­łem: wspo­mnie­nia nie­za­leż­nego, tłum. Da­vid M. Da­stych i Wła­dy­sław Je­żew­ski, War­szawa 2004.

Pi­sani Sal­lie, The CIA and the Mar­shall Plan, Law­rence 1991.

Po­wer Sa­man­tha, "A Pro­blem from Hell": Ame­rica in the Age of Ge­no­cide, New York 2002.

Qu­andt Wil­liam B., Camp Da­vid: Pe­ace­ma­king and Po­li­tics, Wa­shing­ton 1986.

Qu­irk Ro­bert E., Fi­del Ca­stro, New York 1993.

Ra­ne­lagh John, The Agency: The Rise and Dec­line of the CIA, New York 1986.

Re­agan Ro­nald, An Ame­ri­can Life, New York 1990.

Rey­nolds Da­vid, One World Di­vi­si­ble: A Glo­bal Hi­story Since 1945, New York 2000.

Rho­des Ri­chard, Dark Sun: The Ma­king of the Hy­dro­gen Bomb, New York 1995.

Rot­ter An­drew J., Com­ra­des at Odds: The Uni­ted Sta­tes and In­dia, 1947-1964, Ithaca 2000.

Rusk Ri­chard, As I Saw It, New York 1990.

Sa­cha­row An­driej, Wspo­mnie­nia, tłum. Alek­san­der M. Bog­dań­ski i in., t. II, War­szawa 1991.

Sa­dat An­war el-, In Se­arch of Iden­tity: An Au­to­bio­gra­phy, New York 1977.

Sa­rotte, M.E., De­aling with the De­vil: East Ger­many, Détente, and Ost­po­li­tik, 1969-1973, Cha­pel Hill 2001.

Schell Jo­na­than, The Un­co­nqu­era­ble World: Po­wer, No­nvio­lence, and the Will of the Pe­ople, New York 2003.

Shel­den Mi­chael, Or­well: The Au­tho­ri­zed Bio­gra­phy, New York 1991.

Shultz Geo­rge P., Tur­moil and Triumph: My Years as Se­cre­tary of State, New York 1993.

Smith Gad­dis, Mo­ra­lity, Re­ason, and Po­wer: Ame­ri­can Di­plo­macy in the Car­ter Years, New York 1986.

Smith Tony, Ame­rica's Mis­sion: The Uni­ted Sta­tes and the Worl­dwide Strug­gle for De­mo­cracy in the Twen­tieth Cen­tury, Prin­ce­ton 1994.

Smith Tony, Thin­king Like a Com­mu­nist: State and Le­gi­ti­macy in the So­viet Union, China, and Cuba, New York 1987.

Sta­lin Jó­zef, Eko­no­miczne pro­blemy so­cja­li­zmu w ZSRR, War­szawa 1952.

Sto­kes Gale, The Walls Came Tum­bling Down: The Col­lapse of Com­mu­nism in Eastern Eu­rope, New York 1993.

Stu­eck Wil­liam, Re­thin­king the Ko­rean War: A New Di­plo­ma­tic and Stra­te­gic Hi­story, Prin­ce­ton 2002.

Stu­eck Wil­liam, The Ko­rean War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, Prin­ce­ton 1995.

Suny Ro­nald Gri­gor, The So­viet Expe­ri­ment: Rus­sia, the USSR, and the Suc­ces­sor Sta­tes, New York 1998.

Suri Je­remi, Po­wer and Pro­test: Glo­bal Re­vo­lu­tion and the Rise of Détente, Cam­bridge 2003.

Taub­man Wil­liam, Khru­sh­chev: The Man and His Era, New York 2003.

That­cher Mar­ga­ret, Lata na Do­wning Street, tłum. Anna Ko­ściu­kie­wicz i Ka­ta­rzyna Mi­chal­ska, Gdańsk 1996.

The Ab­so­lute We­apon: Ato­mic Po­wer and World Or­der, red. Ber­nard Bro­die, New York 1946.

The Col­lapse of Com­mu­nism, red. Ber­nard Gwert­zman i Mi­chael T. Kauf­man, New York 1990.

The Di­plo­mats: 1939-1979, red. Gor­don A. Craig i Fran­cis L. Lo­ewen­heim, Prin­ce­ton 1994.

The Fall of Détente: So­viet-Ame­ri­can Re­la­tions du­ring the Car­ter Years, red. Odd Arne We­stad, Oslo 1997.

Tho­mas Da­niel C., The Hel­sinki Ef­fect: In­ter­na­tio­nal Norms, Hu­man Ri­ghts, and the De­mise of Com­mu­nism, Prin­ce­ton 2001.

Trach­ten­berg Marc, A Con­struc­ted Pe­ace: The Ma­king of a Eu­ro­pean Set­tle­ment, 1945-1963, Prin­ce­ton 1999.

Tu­ki­dy­des, Wojna pe­lo­po­ne­ska, tłum. Ka­zi­mierz Ku­ma­niecki, Wro­cław 1991.

Von­ne­gut Kurt, Rzeź­nia nu­mer pięć, tłum. Lech Jęcz­myk, War­szawa 1989.

Waltz Ken­neth N., The­ory of In­ter­na­tio­nal Po­li­tics, New York 1979.

We­igel Geo­rge, Świa­dek na­dziei: bio­gra­fia pa­pieża Jana Pawła II, tłum. Ma­ria Tar­now­ska i in., Kra­ków 2000.

Werth Ale­xan­der, Rus­sia at War: 1941-1945, New York 1964.

Wit­nes­ses to the Ori­gins of the Cold War, red. Tho­mas T. Ham­mond, Se­at­tle 1982.

Yaqub Sa­lim, Con­ta­ining Arab Na­tio­na­lism: The Eisen­ho­wer Do­ctrine and the Mid­dle East, Cha­pel Hill 2004.

Za­loga Ste­phen J., The Krem­lin's Nuc­lear Sword: The Rise and Fall of Rus­sia's Stra­te­gic Nuc­lear For­ces, 1945-2000, Wa­shing­ton 2002.

Ze­li­kow Phi­lip i Con­do­le­ezza Rice, Ger­many Uni­fied and Eu­rope Trans­for­med: A Study in Sta­te­craft, Cam­bridge 1995.

Zhai Qiang, China and the Viet­nam Wars, 1950-1975, Cha­pel Hill 2000.

Zhang Shu Gu­ang, Mao's Mi­li­tary Ro­man­ti­cism: China and the Ko­rean War, 1950-1953, Law­rence 1995.

Zhi­sui Li, Pry­watne ży­cie prze­wod­ni­czą­cego Mao, tłum. z j. an­giel­skiego Zyg­munt Za­czyn, War­szawa 1996.

Ar­ty­kuły

Ar­mi­tage John A., The View from Cze­cho­slo­va­kia, w: Wit­nes­ses to the Ori­gins of the Cold War, red. Tho­mas T. Ham­mond, Se­at­tle 1982, s. 210-230.

Bro­die Ber­nard, War in the Ato­mic Age, w: The Ab­so­lute We­apon: Ato­mic Po­wer and World Or­der, red. Ber­nard Bro­die, New York 1946, s. 21-69.

Bro­scious S. Da­vid, Lon­ging for In­ter­na­tio­nal Con­trol, Ban­king on Ame­ri­can Su­pe­rio­rity: Harry S. Tru­man's Ap­pro­ach to Nuc­lear We­apons, w: Cold War Sta­te­smen Con­front the Bomb: Nuc­lear Di­plo­macy since 1945, red. John Le­wis Gad­dis, Phi­lip H. Gor­don, Er­nest R. May i Jo­na­than Ro­sen­berg, New York 1999, s. 15-38.

Co­ur­tois Stéphane, Zbrod­nie ko­mu­ni­zmu, w: Co­ur­tois i in., Czarna księga ko­mu­ni­zmu: zbrod­nie, ter­ror, prze­śla­do­wa­nia, tłum. Krzysz­tof Wa­kar i in., War­szawa 1999, s. 23-52.

Ding­man Ro­ger, Ato­mic Di­plo­macy Du­ring the Ko­rean War, "In­ter­na­tio­nal Se­cu­rity" 1988/89, nr 13, s. 50-91.

Erd­mann An­drew P.N., "War No Lon­ger Has Any Lo­gic Wha­te­ver": Dwi­ght D. Eisen­ho­wer and the Ther­mo­nuc­lear Re­vo­lu­tion, w: Cold War Sta­te­smen Con­front the Bomb: Nuc­lear Di­plo­macy since 1945, red. John Le­wis Gad­dis, Phi­lip H. Gor­don, Er­nest R. May i Jo­na­than Ro­sen­berg, New York 1999, s. 87-119.

Gad­dis John Le­wis, One Ger­many-in Both Al­lian­ces, "New York Ti­mes" z 21 marca 1990, s. 27.

Gad­dis John Le­wis, Re­scu­ing Cho­ice from Cir­cum­stance: The Sta­te­craft of Henry Kis­sin­ger, w: The Di­plo­mats: 1939-1979, red. Gor­don A. Craig i Fran­cis L. Lo­ewen­heim, Prin­ce­ton 1994, s. 564-592.

Glenn Da­vid, "Fo­re­ign Af­fa­irs" Lo­ses a Long­time Edi­tor and His Re­pla­ce­ment in Row Over Edi­to­rial In­de­pen­dence, "Chro­nicle of Hi­gher Edu­ca­tion" z 25 czerwca 2004 r.

Her­tle Hans-Her­mann, The Fall of the Wall: The Unin­ten­ded Self-Dis­so­lu­tion of East Ger­many's Ru­ling Re­gime, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 2001, nr 12/13.

Ja­mes Ha­rold i Ma­rzenna Ja­mes, The Ori­gins of the Cold War: Some New Do­cu­ments, "Hi­sto­ri­cal Jo­ur­nal" 1994, nr 37, s. 615-622.

Anne Ka­ra­le­kas, Hi­story of the Cen­tral In­tel­li­gence Agency, w: U.S. Con­gress, Se­nate, Se­lect Com­mit­tee to Study Go­vern­ment Ope­ra­tions with Re­spect to In­tel­li­gence Ac­ti­vi­ties, Fi­nal Re­port: Sup­ple­men­tary De­ta­iled Staff Re­ports on Fo­re­ign and Mi­li­tary In­tel­li­gence: Book IV, Wa­shing­ton 1976.

[Ken­nan Geo­rge F.] "X", The So­ur­ces of So­viet Con­duct, "Fo­re­ign Af­fa­irs" 1947, nr 25.

Kra­mer Mark, Ja­ru­zel­ski, the So­viet Union, and the Im­po­si­tion of Mar­tial Law in Po­land, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 1998, nr 11, s. 5-14.

Kra­mer Mark, Po­land, 1980-1981, So­viet Po­licy Du­ring the Po­lish Cri­sis, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 1995, nr 5.

Mal'kov Vik­tor L., Com­men­tary, w: Ori­gins of the Cold War: The No­vi­kov, Ken­nan, and Ro­berts "Long Te­le­grams" of 1946, red. Ken­neth M. Jen­sen, Wa­shing­ton 1993, s. 73-79.

Mar­go­lin Jean-Lo­uis, Chiny: długi marsz w ciem­no­ści, w: Co­ur­tois i in., Czarna księga ko­mu­ni­zmu: zbrod­nie, ter­ror, prze­śla­do­wa­nia, tłum. Krzysz­tof Wa­kar i in., War­szawa 1999.

Mar­go­lin Jean-Lo­uis, Kam­bo­dża: w kraju nie­po­ję­tej zbrodni, w: Co­ur­tois i in., Czarna księga ko­mu­ni­zmu: zbrod­nie, ter­ror, prze­śla­do­wa­nia, tłum. Krzysz­tof Wa­kar i in., War­szawa 1999.

Mark Edu­ard, The Tur­kish War Scare of 1946, w: Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler i Da­vid S. Pa­in­ter, New York 2005, s. 112-133.

My­dans Seth, At Cre­ma­tion of Pol Pot, No Te­ars Shed, "New York Ti­mes" z 19 kwiet­nia 1998, s. 13.

Nie­buhr Re­in­hold, Rus­sia and the West, "The Na­tion" 1943, nr 156.

NRDC Nuc­lear No­te­book: Glo­bal Nuc­lear Stock­pi­les, "Bul­le­tin of the Ato­mic Scien­ti­sts" 2002, nr 58.

Pe­chat­nov Vla­di­mir O. i C. Earl Ed­mond­son, The Rus­sian Per­spec­tive, w: Ralph B. Le­ve­ring, Vla­di­mir O. Pe­chat­nov, Ve­rena Bot­zen­hart-Viehe i C. Earl Ed­mond­son, De­ba­ting the Ori­gins of the Cold War: Ame­ri­can and Rus­sian Per­spec­ti­ves, New York 2002.

Ra­ine Fer­nande Scheid, The Ira­nian Cri­sis of 1946 and the Ori­gins of the Cold War, w: Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler i Da­vid S. Pa­in­ter, New York 2005, s. 93-111.

Ro­berts Adam, Or­der/Ju­stice Is­sues at the Uni­ted Na­tions, w: Or­der and Ju­stice in In­ter­na­tio­nal Re­la­tions, red. Ro­se­mary Foot, John Le­wis Gad­dis i An­drew Hur­rell, New York 2003.

Ro­berts Geof­frey, Sta­lin and So­viet Fo­re­ign Po­licy, w: Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler i Da­vid S. Pa­in­ter, New York 2005, s. 42-57.

Ro­gers Wil­liam D. i Ken­neth Ma­xwell, Fle­eing the Chi­lean Coup, "Fo­re­ign Af­fa­irs" 2004, nr 83.

Ro­sen­berg Jo­na­than, Be­fore the Bomb and After: Win­ston Chur­chill and the Use of Force, w: Cold War Sta­te­smen Con­front the Bomb: Nuc­lear Di­plo­macy since 1945, red. John Le­wis Gad­dis, Phi­lip H. Gor­don, Er­nest R. May i Jo­na­than Ro­sen­berg, New York 1999, s. 171-193.

Scha­fer Bernd, We­athe­ring the Sino-So­viet Con­flict: The GDR and North Ko­rea, 1949-1989, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 2003/2004, nr 14/15.

Sza­lon­tai Ba­lázs, "You Have No Po­li­ti­cal Line of Your Own": Kim II Sung and the So­viets, 1953-1964, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 2003/2004, nr 14/15.

Tho­mas Da­niel C., Hu­man Ri­ghts Ideas, the De­mise of Com­mu­nism, and the End of the Cold War, "Jo­ur­nal of Cold War Stu­dies" 2005, nr 7, s. 110-141.

Var­gas Llosa Alvaro, The Kil­ling Ma­chine: Che Gu­evara, From Com­mu­nist Fi­re­brand to Ca­pi­ta­list Brand, "The New Re­pu­blic" z 11 i 18 lipca 2005, nr 233.

We­athersby Ka­th­ryn, New Evi­dence on North Ko­rea: In­tro­duc­tion, "Cold War In­ter­na­tio­nal Hi­story Pro­ject Bul­le­tin" 2003/2004, nr 14/15.

We­athersby Ka­th­ryn, Sta­lin and the Ko­rean War, w: Ori­gins of the Cold War: An In­ter­na­tio­nal Hi­story, red. Me­lvyn P. Lef­fler i Da­vid S. Pa­in­ter, New York 2005.

We­stad Odd Arne, The Fall of Détente and the Tur­ning Ti­des of Hi­story, w: The Fall of Détente: So­viet-Ame­ri­can Re­la­tions du­ring the Car­ter Years, red. Odd Arne We­stad, Oslo 1997.

We­stad Odd Arne, The Road to Ka­bul: So­viet Po­licy on Afgha­ni­stan, 1978-1979, w: The Fall of Détente: So­viet-Ame­ri­can Re­la­tions du­ring the Car­ter Years, red. Odd Arne We­stad, Oslo 1997.

Zu­bok Vla­di­slav M., Sta­lin and the Nuc­lear Age, w: Cold War Sta­te­smen Con­front the Bomb: Nuc­lear Di­plo­macy since 1945, red. John Le­wis Gad­dis, Phi­lip H. Gor­don, Er­nest R. May i Jo­na­than Ro­sen­berg, New York 1999, s. 39-61.

Ma­te­riały nie­opu­bli­ko­wane

Gre­en­berg Ha­rold M., The Do­olit­tle Re­port: Co­vert Ac­tion and Con­gres­sio­nal Over­si­ght of the Cen­tral In­tel­li­gence Agency in the mid-1950s, praca stu­dencka, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2005.

Ken­nedy Paul, The Par­lia­ment of Man: The Past, Pre­sent, and Fu­ture of the Uni­ted Na­tions, ma­nu­skrypt.

Lüthi Lo­renz, The Sino-So­viet Split, 1956-1966, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2003.

Ma­nela Erez, The Wil­so­nian Mo­ment: Self De­ter­mi­na­tion and the In­ter­na­tio­nal Ori­gins of An­ti­co­lo­nial Na­tio­na­lism, 1917-1920, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2003.

Mi­chel Chris, Brid­ges Bu­ilt and Bro­ken Down: How Lyn­don John­son Lost His Gam­ble on the Fate of the Pra­gue Spring, praca stu­dencka, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2003.

Mor­gan Mi­chael D. J., North Ame­rica, Atlan­ti­cism, and the Hel­sinki Pro­cess, ma­nu­skrypt.

Ro­sen­zweig Anne Le­sley, Sa­dat's Stra­te­gic De­ci­sion Ma­king: Les­sons of Egyp­tian Fo­re­ign Po­licy, 1970-1981, praca stu­dencka, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2005.

Se­lver­stone Marc, "All Ro­ads Lead to Mo­scow": The Uni­ted Sta­tes, Great Bri­tain, and the Com­mu­nist Mo­no­lith, praca dok­tor­ska, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Ohio, 2000.

Wells Chri­sto­pher W., Kis­sin­ger and Sa­dat: Im­pro­ba­ble Part­ners for Pe­ace, praca stu­dencka, Wy­dział Hi­sto­rii Uni­wer­sy­tetu Yale, 2004.

Wong Bryan, The Grand Stra­tegy of Deng Xia­oping, praca stu­dencka, Wy­dział Sto­sun­ków Mię­dzy­na­ro­do­wych Uni­wer­sy­tetu Yale, 2005.

Źró­dła map

"Zmiany te­ry­to­rialne w Eu­ro­pie w la­tach 1939-1947", s. 27, za: John Le­wis Gad­dis, Rus­sia, the So­viet Union, and the Uni­ted Sta­tes: An In­ter­pre­tive Hi­story, wyd. II, New York 1990, s. 162.

"Po­dział Nie­miec i Au­strii", s. 39, za: Gad­dis, Rus­sia, the So­viet Union, and the Uni­ted Sta­tes: An In­ter­pre­tive Hi­story, s. 192.

"Wojna ko­re­ań­ska 1950-1953", s. 63, za: Da­vid Rey­nolds, One World Di­vi­si­ble: A Glo­bal Hi­story Since 1945, New York 2000, s. 48.

"So­ju­sze oraz bazy USA i ZSRR na po­czątku lat sie­dem­dzie­sią­tych", s. 122-123, za: Wal­ter La­Fe­ber, Ame­rica, Rus­sia, and the Cold War, 1945-1990, wyd. VI, New York 1991, s. xii-xiii.

"Bli­ski Wschód 1967, 1969", s. 254, za: La­Fe­ber, Ame­rica, Rus­sia, and the Cold War, s. 276.

"Wstrząsy na Bli­skim Wscho­dzie 1980", s. 260, za: La­Fe­ber, Ame­rica, Rus­sia, and the Cold War, s. 295.

"Świat wi­dziany z ZSRR w la­tach osiem­dzie­sią­tych XX wieku", s. 276-277, za: La­Fe­ber, Ame­rica, Rus­sia, and the Cold War, s. 270.

"Eu­ropa po zim­nej woj­nie", s. 322-323, za: Ri­chard Croc­katt, The Fi­fty Years War: The Uni­ted Sta­tes and the So­viet Union in World Po­li­tics, 1941-1991, New York 1995, s. xxi.