Zimna krew 1: Zaginione dzieci - Jrn Jensen

Kup ebooka

9.99 zł
7.99 zł (2,90 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

ROZDZIAŁ 1 

Simona stawia kubek z herbatą na stole. Bierze do rąk gazetę, która leży na blacie. Jej wzrok przyciąga dziewięć niewielkich zdjęć, widniejących na pierwszej stronie.

Każde z nich przedstawia zaginione dziecko.

Większość dzieci jest w jej wieku. Niektóre są trochę młodsze.

Simona nie ma ochoty o nich czytać.

Jej zdaniem to straszne, że tyle dzieci może zniknąć za jednym razem. A na dodatek wszystkie pochodzą z ich miasta.

Nagle po schodach zbiega Tomek.

– Simono! Ktoś wprowadza się do domu naprzeciwko! – woła.

Simona podnosi wzrok znad gazety.

– Mają dzieci? – pyta.

– Nie mam pojęcia – odpowiada Tomek. – Widziałem tylko furgonetkę z mnóstwem pudeł!

Rodzeństwo podchodzi do okna. Mogą stąd zobaczyć dom naprzeciwko, który przez długi czas stał pusty. Przez prawie pół roku nikt w nim nie mieszkał.

Teraz w końcu ktoś się do niego wprowadza. Przed budynkiem stoi żółta furgonetka. Trzech mężczyzn wnosi do środka meble i pudła.

– Nie widać żadnych dzieci – stwierdza Simona.

– Może weszły już do środka. Chodźmy zobaczyć.

Simona i Tomek przechodzą na drugą stronę ulicy, ale spotykają tylko trzech pracowników firmy przewozowej, którzy są zajęci wnoszeniem pakunków do domu. Nie zwracają uwagi na Simonę i Tomka.

– Kto się tu wprowadza? – pyta Simona jednego z nich.

– Wasz nowy sąsiad nazywa się Jan Beck – odpowiada mężczyzna, z trudem biorąc ciężkie pudło na ramię.

– A ma dzieci? – pyta Simona. – W naszym wieku?

– Nie mam pojęcia – odpowiada mężczyzna, wchodząc do domu.

– Możecie się trochę przesunąć? – karci ich drugi z mężczyzn. – Przeszkadzacie.

Simona i Tomek odsuwają się na bok.

– Beck jest w środku – dodaje pracownik. – Wejdźcie i sami go spytajcie.

Po tych słowach mężczyzna podaje Simonie roślinę w doniczce.

– Weź to ze sobą.

Tomkowi wręcza obraz.

– A ty możesz zabrać to. Przynamniej pomożecie coś wnieść.

Tomek i Simona wchodzą do domu. Dobrze go znają. To tutaj mieszkał Olek z klasy Tomka. Przeprowadził się, bo jego tata dostał pracę w innym mieście.

Pokój Olka znajduje się na piętrze. Chłopiec miał z niego widok na pokój Tomka, który również jest położony na piętrze. Koledzy wielokrotnie machali do siebie z okien.

Na parterze znajdują się dwa salony i kuchnia. W domu jest też piwnica, w której Olek trzymał swój rower, a jego tata miał swój mały warsztat.

Nagle Simona szturcha Tomka łokciem. Chłopiec, zajęty dotąd własnymi myślami, podnosi wzrok. Na środku salonu, w ogromnym fotelu, siedzi mężczyzna.

Pomimo tego, że jest w domu i nie świeci słońce, mężczyzna nosi okulary przeciwsłoneczne. Ma gęste, czarne włosy i krzaczaste brwi, wychodzące zza ciemnych okularów. Obok fotela, na niewielkim dywaniku, leży czarny pies. Kiedy zwierzę zauważa Simonę i Tomka, podnosi się.

– Kto to? – pyta mężczyzna. Nie patrzy w kierunku Tomka i Simony, a w stronę drzwi, przez które właśnie przechodzi mężczyzna z pudłem.

– To tylko ja – odpowiada mężczyzna. – Jeszcze wszystkiego nie wnieśliśmy – mówiąc to, stawia pudło na ziemi i prostuje plecy. – Ach, masz na myśli te dzieciaki. Stały na ulicy przed domem. Chcą się z tobą przywitać.

– Dzień dobry – mówi Tomek, podchodząc do nowego sąsiada i podając mu rękę. – Mam na imię Tomek.

– Cześć – odpowiada mężczyzna. – Jestem Jan.

Tomek nadal stoi przed nim z wyciągniętą dłonią, ale sąsiad nie odwzajemnia uścisku dłoni. Nawet nie patrzy na rękę Tomka.

– Wasz sąsiad jest niewidomy – tłumaczy mężczyzna z firmy przewozowej. – Janie, chłopiec podaje ci rękę. Przywitaj się z nim.

– Cześć – mówi Jan, wyciągając dłoń.

– A to moja siostra – dodaje Tomek.

– Gdzie mieszkacie? – pyta Jan, jednocześnie witając się z Simoną. – Przy tej ulicy?

– Nasz dom jest tuż naprzeciwko – odpowiada Tomek. – Mieszkamy tu już od wielu lat. A w tym domu mieszkał jeden z moich kolegów, więc znam go jak własną kieszeń.

– To wspaniale – stwierdza Jan. – W takim razie może moglibyście mi trochę pomóc? Jestem w końcu niewidomy – mówiąc to, wskazuje palcem na swoje oczy. – Brakuje mi kogoś, kto wychodziłby z Nero na spacery. Czy któreś z Was chciałoby się tym zająć?

– Ja chętnie to zrobię – zgłasza się Tomek.

– Świetnie – mówi Jan. – A czy któreś z Was mogłoby czasem poczytać mi na głos?

– Ja bym mogła – odpowiada Simona. – O ile nie będzie to nic zbyt trudnego.

– Nie, nie będzie – stwierdza Jan. – To wspaniale, że chcecie mi pomóc. Ale przywitajcie się też z Nero. Pomaga mi, kiedy muszę gdzieś pójść. Bez niego bym sobie nie poradził.

Tomek poklepuje Nero, a ten macha ogonem i liże jego dłoń. „Ależ ma sympatyczne spojrzenie”, myśli Tomek. Od zawsze marzył o czworonogu, ale jego mama boi się zwierząt, więc pewnie nigdy nie pozwoli mu na psa.

Tomek zakłada Nero smycz i wychodzi z nim z domu. Pies obwąchuje cały ogród. Przebywało w nim wcześniej wiele innych psów, więc Nero musi obsikać wszystkie te miejsca, w których zostawiły ślady.

Simona siada na tarasie. Nie przepada za psami, a psy nie przepadają za nią. Czuje to.