ROZDZIAŁ 1
Simona stawia kubek z herbatą na stole. Bierze do rąk gazetę, która leży na blacie. Jej wzrok przyciąga dziewięć niewielkich zdjęć, widniejących na pierwszej stronie.
Każde z nich przedstawia zaginione dziecko.
Większość dzieci jest w jej wieku. Niektóre są trochę młodsze.
Simona nie ma ochoty o nich czytać.
Jej zdaniem to straszne, że tyle dzieci może zniknąć za jednym razem. A na dodatek wszystkie pochodzą z ich miasta.
Nagle po schodach zbiega Tomek.
– Simono! Ktoś wprowadza się do domu naprzeciwko! – woła.
Simona podnosi wzrok znad gazety.
– Mają dzieci? – pyta.
– Nie mam pojęcia – odpowiada Tomek. – Widziałem tylko furgonetkę z mnóstwem pudeł!
Rodzeństwo podchodzi do okna. Mogą stąd zobaczyć dom naprzeciwko, który przez długi czas stał pusty. Przez prawie pół roku nikt w nim nie mieszkał.
Teraz w końcu ktoś się do niego wprowadza. Przed budynkiem stoi żółta furgonetka. Trzech mężczyzn wnosi do środka meble i pudła.
– Nie widać żadnych dzieci – stwierdza Simona.
– Może weszły już do środka. Chodźmy zobaczyć.
Simona i Tomek przechodzą na drugą stronę ulicy, ale spotykają tylko trzech pracowników firmy przewozowej, którzy są zajęci wnoszeniem pakunków do domu. Nie zwracają uwagi na Simonę i Tomka.
– Kto się tu wprowadza? – pyta Simona jednego z nich.
– Wasz nowy sąsiad nazywa się Jan Beck – odpowiada mężczyzna, z trudem biorąc ciężkie pudło na ramię.
– A ma dzieci? – pyta Simona. – W naszym wieku?
– Nie mam pojęcia – odpowiada mężczyzna, wchodząc do domu.
– Możecie się trochę przesunąć? – karci ich drugi z mężczyzn. – Przeszkadzacie.
Simona i Tomek odsuwają się na bok.
– Beck jest w środku – dodaje pracownik. – Wejdźcie i sami go spytajcie.
Po tych słowach mężczyzna podaje Simonie roślinę w doniczce.
– Weź to ze sobą.
Tomkowi wręcza obraz.
– A ty możesz zabrać to. Przynamniej pomożecie coś wnieść.
Tomek i Simona wchodzą do domu. Dobrze go znają. To tutaj mieszkał Olek z klasy Tomka. Przeprowadził się, bo jego tata dostał pracę w innym mieście.
Pokój Olka znajduje się na piętrze. Chłopiec miał z niego widok na pokój Tomka, który również jest położony na piętrze. Koledzy wielokrotnie machali do siebie z okien.
Na parterze znajdują się dwa salony i kuchnia. W domu jest też piwnica, w której Olek trzymał swój rower, a jego tata miał swój mały warsztat.
Nagle Simona szturcha Tomka łokciem. Chłopiec, zajęty dotąd własnymi myślami, podnosi wzrok. Na środku salonu, w ogromnym fotelu, siedzi mężczyzna.
Pomimo tego, że jest w domu i nie świeci słońce, mężczyzna nosi okulary przeciwsłoneczne. Ma gęste, czarne włosy i krzaczaste brwi, wychodzące zza ciemnych okularów. Obok fotela, na niewielkim dywaniku, leży czarny pies. Kiedy zwierzę zauważa Simonę i Tomka, podnosi się.
– Kto to? – pyta mężczyzna. Nie patrzy w kierunku Tomka i Simony, a w stronę drzwi, przez które właśnie przechodzi mężczyzna z pudłem.
– To tylko ja – odpowiada mężczyzna. – Jeszcze wszystkiego nie wnieśliśmy – mówiąc to, stawia pudło na ziemi i prostuje plecy. – Ach, masz na myśli te dzieciaki. Stały na ulicy przed domem. Chcą się z tobą przywitać.
– Dzień dobry – mówi Tomek, podchodząc do nowego sąsiada i podając mu rękę. – Mam na imię Tomek.
– Cześć – odpowiada mężczyzna. – Jestem Jan.
Tomek nadal stoi przed nim z wyciągniętą dłonią, ale sąsiad nie odwzajemnia uścisku dłoni. Nawet nie patrzy na rękę Tomka.
– Wasz sąsiad jest niewidomy – tłumaczy mężczyzna z firmy przewozowej. – Janie, chłopiec podaje ci rękę. Przywitaj się z nim.
– Cześć – mówi Jan, wyciągając dłoń.
– A to moja siostra – dodaje Tomek.
– Gdzie mieszkacie? – pyta Jan, jednocześnie witając się z Simoną. – Przy tej ulicy?
– Nasz dom jest tuż naprzeciwko – odpowiada Tomek. – Mieszkamy tu już od wielu lat. A w tym domu mieszkał jeden z moich kolegów, więc znam go jak własną kieszeń.
– To wspaniale – stwierdza Jan. – W takim razie może moglibyście mi trochę pomóc? Jestem w końcu niewidomy – mówiąc to, wskazuje palcem na swoje oczy. – Brakuje mi kogoś, kto wychodziłby z Nero na spacery. Czy któreś z Was chciałoby się tym zająć?
– Ja chętnie to zrobię – zgłasza się Tomek.
– Świetnie – mówi Jan. – A czy któreś z Was mogłoby czasem poczytać mi na głos?
– Ja bym mogła – odpowiada Simona. – O ile nie będzie to nic zbyt trudnego.
– Nie, nie będzie – stwierdza Jan. – To wspaniale, że chcecie mi pomóc. Ale przywitajcie się też z Nero. Pomaga mi, kiedy muszę gdzieś pójść. Bez niego bym sobie nie poradził.
Tomek poklepuje Nero, a ten macha ogonem i liże jego dłoń. „Ależ ma sympatyczne spojrzenie”, myśli Tomek. Od zawsze marzył o czworonogu, ale jego mama boi się zwierząt, więc pewnie nigdy nie pozwoli mu na psa.
Tomek zakłada Nero smycz i wychodzi z nim z domu. Pies obwąchuje cały ogród. Przebywało w nim wcześniej wiele innych psów, więc Nero musi obsikać wszystkie te miejsca, w których zostawiły ślady.
Simona siada na tarasie. Nie przepada za psami, a psy nie przepadają za nią. Czuje to.