Zimna kalkulacja - Michael Tsokos

Kup ebooka

52.90 zł
42.32 zł (31,74 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

1

Po­nie­dzia­łek, 2 grud­nia, godz. 10:03,Ber­lin, Trep­to­wers,BKA[1] - Jed­nostka "Przy­padki Eks­tre­malne",po­kój prze­słu­chań

- I wtedy je­den z nich kop­nął mo­jego męża w twarz. Musi pani to so­bie wy­obra­zić, pani dok­tor! Wy­wa­żają drzwi do na­szego miesz­ka­nia, po­py­chają mo­jego Bruna... - głos ko­biety stał się drżący, po czym za­mil­kła. Przez krótką chwilę po­kój śled­czy o po­wierzchni około dzie­się­ciu me­trów kwa­dra­to­wych wy­peł­niła pa­ra­li­żu­jąca ci­sza. Ko­bieta, która przed­sta­wiła się Yao jako Ka­trin Grahl, wcią­gnęła kilka razy gło­śno po­wie­trze w płuca, a Sa­bine już za­czy­nała się oba­wiać, że jesz­cze chwila i wy­buch­nie pła­czem. Gdy tym­cza­sem pani Grahl kon­ty­nu­owała:

- W ja­kim świe­cie tak na­prawdę ży­jemy, kiedy czło­wiek już na­wet we wła­snych czte­rech ścia­nach nie jest bez­pieczny? - W każ­dym jej sło­wie dało się wy­czuć praw­dziwe obu­rze­nie. Le­d­wie Ka­trin Grahl skoń­czyła mó­wić, a tuż za nią wy­brzmiał przy­tłu­miony po­dobny do rzę­że­nia głos, zda­jący się wy­ra­żać to samo obu­rze­nie, i w któ­rym jed­no­cze­śnie dało się usły­szeć mie­szankę apro­baty dla tego, co mó­wiła oraz bólu.

- Pro­szę po ko­lei, pani Grahl. Chro­no­lo­gicz­nie, tak jak to wszystko się wy­da­rzyło - po­wie­działa dr Sa­bine Yao, za­stępca kie­row­nika spe­cjal­nej jed­nostki me­dy­cyny są­do­wej "Przy­padki Eks­tre­malne".

Sie­działa na stołku ob­ro­to­wym, w po­miesz­cze­niu bez okien, utrzy­ma­nym w ko­lo­rze dys­kret­nej sza­ro­ści, usy­tu­owa­nym na par­te­rze kom­pleksu bu­dyn­ków Trep­to­wers, w ber­liń­skiej dziel­nicy Alt-Trep­tow, w sie­dzi­bie BKA w Ber­li­nie. Na­prze­ciwko niej, nieco po prze­kąt­nej, bar­dziej na użyt­ko­wym ani­żeli es­te­tycz­nym, by nie po­wie­dzieć nie­wy­god­nym, stołku ob­ro­to­wym sie­działa Ka­trin Grahl.

Yao, jako le­karka dy­żurna, przy­jęła ja­kieś dzie­sięć mi­nut temu ko­bietę w to­wa­rzy­stwie jej męża, Bruno Grahla, w holu wej­ścio­wym bu­dynku BKA. Uwa­dze le­karki nie umknął fakt, że Ka­trin Grahl, wy­glą­da­jąca nie­wąt­pli­wie na osobę dba­jącą o swój wi­ze­ru­nek ze­wnętrzny i kul­tu­ralne za­cho­wa­nie, w tej chwili była zde­ner­wo­wana do gra­nic moż­li­wo­ści. Praw­do­po­dob­nie mo­gła mieć na­wet wy­soki puls.

Ka­trin Grahl, któ­rej wiek Yao osza­co­wała na około sie­dem­dzie­siąt pięć lat, za­częła wła­śnie opo­wia­dać o tym, co spo­tkało ją i jej męża dzień wcze­śniej.

I cho­ciaż in­cy­dent miał miej­sce po­nad dwa­dzie­ścia cztery go­dziny temu, oboje, za­równo Ka­trin, jak i le­żący na ko­zetce le­kar­skiej pod tylną ścianą Bruno Grahl byli wy­raź­nie pod wpły­wem mi­nio­nych wy­da­rzeń. To było jak tsu­nami wy­ła­nia­jące się nie­spo­dzie­wa­nie i ata­ku­jące mał­żeń­stwo Grah­lów. Na­paść, do któ­rej do­szło w ich miesz­ka­niu, jak Yao mo­gła przy­pusz­czać, nie tylko za­chwiała za­ufa­niem wo­bec prawa w ich kraju, lecz praw­do­po­dob­nie już na za­wsze prze­kre­śliła ich wiarę w ist­nie­nie spra­wie­dli­wo­ści. Krótko, za­nim Grah­lo­wie we­szli do po­koju ba­dań, zo­stali Yao za­anon­so­wani przez Re­nate Hüb­ner, se­kre­tarkę i cen­tralną in­stan­cję wy­działu me­dy­cyny są­do­wej BKA, któ­rej su­rowy wy­raz twa­rzy za­po­wia­dał "sprawę spe­cjalną nio­sącą ze sobą wy­zwa­nie". W dal­szej ko­lej­no­ści Re­nate Hüb­ner swoim oso­bli­wym i skła­da­ją­cym się w za­sa­dzie z sa­mych pół­słó­wek ję­zy­kiem, przy­po­mi­na­ją­cym Yao głos ro­bota, zwięźle na­szki­co­wała prze­bieg wy­da­rzeń. Na ko­niec se­kre­tarka po­dała jej kartkę z wy­dru­ko­wa­nym e-ma­ilem od osoby od­po­wie­dzial­nej za do­cho­dze­nie w LKA[2] 341 oraz dwu­stronny ra­port me­dyczny ze Szpi­tala św. Ja­dwigi z wy­ni­kami ba­dań Bruna Grahla.

Yao, po za­po­zna­niu się z tre­ścią e-ma­ila oraz ra­portu le­kar­skiego od razu zro­zu­miała, jaką siłę ra­że­nia dla LKA w Ber­li­nie kryła w so­bie sprawa mał­żeń­stwa Grah­lów i dla­czego wy­niki ba­dań me­dy­cyny są­do­wej po­szko­do­wa­nego Bruna Grahla, od­de­le­go­wano do BKA. Jed­no­cze­śnie była za­do­wo­lona, że wy­niki do­cho­dze­nia po­li­cyj­nego naj­wy­raź­niej nie po­zo­sta­wiały wąt­pli­wo­ści co do usta­lo­nych fak­tów i że jako le­karz me­dy­cyny są­do­wej była od­po­wie­dzialna je­dy­nie za do­ku­men­ta­cję i ocenę ob­ra­żeń Bruna Grahla, a nie za ich zło­żoną in­ter­pre­ta­cję. Bo­wiem ostatni "przy­pa­dek spe­cjalny" prze­ka­zany jej przez Hüb­ner, był na tyle skom­pli­ko­wany, że Yao mu­siała w końcu przed­sta­wić swoją eks­per­tyzę przed Eu­ro­pej­skim Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wo­ści w Stras­burgu, któ­rej treść i wy­nik nie były ko­rzystne dla oskar­że­nia. Jej szef, pro­fe­sor Paul Herz­feld, od­był wiele roz­mów i po­trze­bo­wał rów­nież dużo wy­ja­śnień, aby uspo­koić falę, którą Yao wy­wo­łała swoją eks­per­tyzą przed Eu­ro­pej­skim Try­bu­na­łem Spra­wie­dli­wo­ści. Swego czasu, przy wspar­ciu dok­tora Fuchsa, szefa la­bo­ra­to­rium tok­sy­ko­lo­gicz­nego spe­cjal­nej jed­nostki me­dy­cyny są­do­wej Herz­felda, Yao nadała spra­wie ro­syj­skiego dy­sy­denta Alek­sieja Pe­trowa zu­peł­nie inny ob­rót, niż po­wszech­nie ocze­ki­wano. Czło­wiek ten, bę­dąc na sta­no­wi­sku pre­zesa za­rządu kon­cernu ga­zo­wego, na prze­strzeni kilku lat, na prze­ło­mie dwu­dzie­stego i dwu­dzie­stego pierw­szego wieku, stał się mi­liar­de­rem w Turk­me­ni­sta­nie. Wkrótce po swoim bły­ska­wicz­nym wzlo­cie Pe­trow zo­stał aresz­to­wany i uwię­ziony pod za­rzu­tem uchy­la­nia się od pła­ce­nia po­dat­ków i de­frau­da­cji pie­nię­dzy w Ro­sji. Osta­tecz­nie zo­stał zwol­niony dzięki za­an­ga­żo­wa­niu Za­chodu w coś, co można opi­sać jako jed­no­stronne re­la­cje pra­sowe i do­brze zor­ga­ni­zo­wane wiece pro­te­sta­cyjne w imie­niu praw czło­wieka, po czym zło­żył wnio­sek o azyl po­li­tyczny w Niem­czech. Były oli­gar­cha pu­blicz­nie twier­dził, że zo­stał otruty w ro­syj­skim obo­zie kar­nym przez ich tajne służby. Wię­ziono go przez kilka mie­sięcy w ocze­ki­wa­niu na pro­ces w Mo­skwie. Zgod­nie z ba­da­niami pró­bek krwi i mo­czu Pe­trowa prze­pro­wa­dzo­nymi przez dok­tora Fuchsa w we­wnętrz­nym la­bo­ra­to­rium tok­sy­ko­lo­gicz­nym BKA, cier­piał on na ła­godne, nie­za­gra­ża­jące ży­ciu za­tru­cie rtę­cią, co od­po­wied­nio tłu­ma­czyło jego ob­jawy i do­le­gli­wo­ści, za­równo strupy eg­zemy na obu dło­niach, któ­rych der­ma­to­lo­gicz­nie nie można było przy­pi­sać żad­nej ze zna­nych cho­rób skóry, jak i nud­no­ści i za­wroty głowy. W swo­jej eks­per­ty­zie Yao osta­tecz­nie do­szła do wnio­sku, że rtęć po­wo­du­jącą za­tru­cie naj­praw­do­po­dob­niej Pe­trow sam so­bie po­dał. Zgod­nie z wy­ni­kami ana­lizy wło­sów Pe­trowa, która po­zwa­lała na chro­no­lo­giczne przy­po­rząd­ko­wa­nie wchła­nia­nia tru­cizn przez dłuż­szy czas, nie mógł on do­znać za­tru­cia rtę­cią w cza­sie, kiedy był wię­ziony w ro­syj­skim obo­zie kar­nym, lecz do­piero po przy­jeź­dzie do Nie­miec. Rtęć dało się wy­kryć tylko w pierw­szym cen­ty­me­trze koń­có­wek wło­sów oli­gar­chy. W ciągu czte­rech ty­go­dni, które po­trzebne były, by włosy uro­sły o cen­ty­metr, mu­siał więc na­stą­pić mo­ment wchło­nię­cia rtęci. A w tym cza­sie ro­syj­ski dy­sy­dent spę­dził już kilka mie­sięcy w Niem­czech...

...Ale ten "przy­pa­dek spe­cjalny" wy­gląda ina­czej. Zu­peł­nie ina­czej, co zresztą już Yao wie­działa.

- Po­wie­dzia­łam już wszystko po­li­cji dziś wie­czo­rem. Czy na­prawdę mu­szę... To zna­czy... W czym to po­może? I dla­czego zaj­muje się tym BKA? - kon­ty­nu­owała Ka­trin Grahl, gło­śno wdy­cha­jąc po­wie­trze przez nos mię­dzy ko­lej­nymi zda­niami i sa­piąc przy każ­dym wy­de­chu.

- Pani Grahl, mogę so­bie wy­obra­zić, że trudno jest prze­ży­wać to wszystko jesz­cze raz... - zwró­ciła się Yao spo­koj­nym gło­sem do ko­biety w ciem­no­nie­bie­skim ko­stiu­mie - ...i że pani i pani mąż... - Yao wy­ko­nała le­dwo za­uwa­żalny ruch głową w kie­runku Bruna Grahla, ci­cho po­ję­ku­ją­cego na ko­zetce le­kar­skiej. - Wo­le­li­by­ście za­pewne za­po­mnieć o ca­łej spra­wie, ale nie je­ste­ście tu­taj, po­nie­waż kto­kol­wiek wątpi w pań­stwa ze­zna­nia, zło­żone wczo­raj u ko­le­gów z LKA, tylko dla­tego, że mu­szę udo­ku­men­to­wać ob­ra­że­nia pani męża i za­pro­to­ko­ło­wać je w kon­tek­ście tego, co się wy­da­rzyło. To jest moje za­da­nie i dla­tego oboje je­ste­ście tu dzi­siaj. Chcąc utrzy­mać całą sprawę jak naj­da­lej od LKA, aby za­pew­nić obiek­tyw­ność, za sprawę od­po­wiada Wy­dział Me­dy­cyny Są­do­wej BKA. Mam na­dzieję, że do tej pory to dla pani zro­zu­miałe?

Ka­trin Grahl ski­nęła pra­wie nie­zau­wa­żal­nie głową. Jej siwe włosy były sta­ran­nie przy­strzy­żone na pa­zia. Yao już miała kon­ty­nu­ować swoją anam­nezę[3], jed­nak Ka­trin Grahl na­dal ob­sta­wała przy swoim.

- By­li­śmy wczo­raj na od­dziale ra­tun­ko­wym w Szpi­talu św. Ja­dwigi przez bi­tych dzie­więć go­dzin, za­nim prze­wie­ziono nas na Co­lum­bia­damm, gdzie przez pół nocy za­da­wano mnie i mo­jemu mę­żowi mnó­stwo py­tań. I to w sta­nie, w ja­kim znaj­duje się Bruno... Wszystko za­pi­sano w ra­por­cie me­dycz­nym ze św. Ja­dwigi...

- Zga­dza się... - Yao spo­koj­nym gło­sem prze­rwała ko­bie­cie. - Ale to, co ja tu­taj ro­bię, jak wła­śnie po­wie­dzia­łam, to obiek­tywne usta­le­nie ob­ra­żeń pani męża w kon­tek­ście tego, co już opo­wie­dzie­li­ście w sie­dzi­bie LKA dzi­siaj w nocy i co te­raz jesz­cze raz mi zre­la­cjo­nu­je­cie. Jest to kwe­stia do­ku­men­ta­cji ob­ra­żeń pani męża, która może zo­stać wy­ko­rzy­stana w są­dzie, w trak­cie póź­niej­szej roz­prawy. Po­nie­waż na pod­sta­wie mo­ich usta­leń, w spo­sób zro­zu­miały dla wszyst­kich, moż­liwe bę­dzie zre­kon­stru­owa­nie, jak w ogóle do tych ob­ra­żeń do­szło.

- Jest pani le­ka­rzem me­dy­cyny są­do­wej? - z tyłu po­miesz­cze­nia do­biegł słaby i nie­wy­raź­nie brzmiący głos Bruno Grahla. Yao prze­chy­liła się na swoim stołku lekko w bok, po czym spoj­rzała po­nad mo­ni­to­rem kom­pu­tera i ma­syw­nym te­le­fo­nem sta­cjo­nar­nym na ma­łym biurku mię­dzy nią a pa­nią Grahl, chcąc na­wią­zać kon­takt wzro­kowy z Bruno Grah­lem.

- Zga­dza się, je­stem spe­cja­listką me­dy­cyny są­do­wej. Ja...

- Prze­cież nie je­stem mar­twy! - Bruno Grahl za­pro­te­sto­wał stłu­mio­nym gło­sem i pró­bo­wał wstać z ko­zetki le­kar­skiej, ale na­tych­miast opadł na nią z po­wro­tem ze zbo­lałą twa­rzą i gło­śnym ję­kiem.

- Je­stem spe­cja­listką me­dy­cyny są­do­wej, to prawda - ode­zwała się po­now­nie Yao - ale wbrew po­wszech­nemu prze­ko­na­niu, nie zaj­mu­jemy się tylko mar­twymi, ba­damy rów­nież ży­wych.

Za­uwa­żyła py­ta­jące spoj­rze­nie Bruna Grahla i kon­ty­nu­owała.

- Ten dział na­szej spe­cja­li­za­cji na­zywa się Me­dy­cyną Są­dowo-Kli­niczną. Ba­damy ży­wych, a ra­czej tych, któ­rzy prze­żyli. Ofiary prze­mocy do­mo­wej...

- Prze­moc do­mowa, to bar­dzo eu­fe­mi­styczne okre­śle­nie tego, co spo­tkało mo­jego męża! - do roz­mowy po­now­nie włą­czyła się Ka­trin Grahl, a jej głos pe­łen był obu­rze­nia.

- Prze­pra­szam, ale jesz­cze nie skoń­czy­łam... - od­po­wie­działa Yao - ...a je­śli źle się wy­ra­zi­łam, to prze­pra­szam. To był tylko przy­kład. W me­dy­cy­nie są­do­wej kli­nicz­nej ba­damy ofiary prze­stępstw, które prze­żyły, ta­kie jak ofiary prze­mocy do­mo­wej, ale także ofiary prze­stępstw sek­su­al­nych, wy­ko­rzy­sty­wa­nia dzieci lub prze­mocy in­ter­per­so­nal­nej, co też jest pro­fe­sjo­nal­nym okre­śle­niem tego, co się wczo­raj pań­stwu przy­da­rzyło. A więc... pro­szę mi za­ufać i po­wtó­rzyć jesz­cze raz, co oboje po­wie­dzie­li­ście już wczo­raj pod­czas prze­słu­cha­nia w LKA.

- Prze­moc in­ter­per­so­nalna to taki sam eu­fe­mizm - po­wie­działa ci­cho Ka­trin Grahl, ale bar­dziej do sie­bie niż do Yao, która po­zo­sta­wiła tę uwagę bez ko­men­ta­rza. We­dług dwóch stron ra­portu me­dycz­nego ze Szpi­tala św. Ja­dwigi, le­żą­cego na biurku przed Yao, sie­dem­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­letni Bruno Grahl do­znał po­waż­nego stłu­cze­nia twa­rzo­czaszki. Świad­czyła o tym wy­raź­nie nie­zdrowo błysz­cząca skóra roz­cią­gnięta na ma­syw­nym, fio­le­to­wo­nie­bie­skim i li­lio­wym obrzęku po pra­wej stro­nie twa­rzy. Ko­le­dzy ze Szpi­tala św. Ja­dwigi w Ber­lin-Mitte zba­dali star­szego męż­czy­znę i przy­go­to­wali roz­po­zna­nie ra­dio­lo­giczne, w tym kon­sul­ta­cję la­ryn­go­lo­giczną oraz kon­sul­ta­cję sto­ma­to­lo­giczną. Cho­ciaż wy­klu­czono zła­ma­nie środ­ko­wej czę­ści twa­rzy, zdia­gno­zo­wano zła­ma­nie ko­ści no­so­wej z ode­rwa­niem ko­ści­stej prze­grody no­so­wej od jej osa­dze­nia w dnie jamy no­so­wej. Bruno Grahl stra­cił rów­nież dwa górne sie­ka­cze, co było po­wo­dem jego nie­wy­raź­nie brzmią­cej i za­bu­rzo­nej wy­mowy.

Sie­dem­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­la­tek miał zgło­sić się po­now­nie do Szpi­tala św. Ja­dwigi, gdy jego gro­te­skowo opuch­nięty nos, od­bar­wiony przez ogromny ciem­no­fio­le­towy krwiak, po­wróci do swo­jego nor­mal­nego stanu. Bez­dy­sku­syj­nie przy­po­mi­nał on Yao bul­wia­sty nos po­staci z książki dla dzieci, którą ja­kiś czas temu czy­tała swo­jej ma­łej sio­strze­nicy Si­nie. Gdy tylko z twa­rzy Bruno Grahla zej­dzie opu­chli­zna, jego nos trzeba na­sta­wić, zgod­nie z ra­por­tem me­dycz­nym. Prze­groda no­sowa zo­sta­nie chi­rur­gicz­nie przy­wró­cona do pier­wot­nej po­zy­cji. Zaś po­tem den­ty­sta ro­dziny Grah­lów bę­dzie miał sporo pracy. Yao za­pi­sała w no­tat­niku le­żą­cym przed nią na ko­la­nach, aby po­pro­sić Re­nate Hüb­ner o zdję­cia rent­ge­now­skie i for­mu­la­rze kon­sul­ta­cji wy­peł­nione przez la­ryn­go­lo­gów i den­ty­stę w Szpi­talu św. Ja­dwigi. W tym celu wy­jęła z gór­nej szu­flady ma­łego biurka for­mu­larz zwol­nie­nia z za­cho­wa­nia obo­wiązku ta­jem­nicy za­wo­do­wej i po­ło­żyła go na bla­cie przed sobą. Ka­trin Grahl naj­wy­raź­niej tro­chę się uspo­ko­iła, po­go­dzona ze swoim lo­sem, na­gle za­częła opo­wia­dać.

- By­li­śmy z moim Bru­nem w kuchni, przy­go­to­wy­wa­li­śmy ko­la­cję. Wtedy Foffy, nasz mały te­rier - mie­sza­niec, za­czął szcze­kać. Po­biegł do drzwi wej­ścio­wych i szcze­kał jak sza­lony...

- Wcze­śniej ni­gdy tego nie ro­bił - roz­legł się nie­wy­raźny głos w tle, na co Ka­trin Grahl rzu­ciła mę­żowi su­rowe spoj­rze­nie, które na­tych­miast go uci­szyło.

- Cóż, w każ­dym ra­zie Foffy szczeka jak sza­lony, a mój Bruno, który kroi ce­bulę, bie­gnie do drzwi, żeby zo­ba­czyć, co się dzieje. Po­nie­waż wszystko od­bywa się na­gle i bar­dzo szybko, wciąż trzyma w ręku nóż ku­chenny, któ­rym kroił ce­bulę...

- Na­wet tego nie za­uwa­ży­łem. Nie za­mie­rza­łem ni­kogo skrzyw­dzić tym no­żem, musi mi pani...

Bruno Grahl po raz ko­lejny za swoje słowa zo­stał ob­rzu­cony przez żonę nie­przy­jem­nym spoj­rze­niem, któ­remu tym ra­zem to­wa­rzy­szyło znie­cier­pli­wione mla­śnię­cie ję­zy­kiem, po czym za­milkł i za­ła­many le­żał na ko­zetce le­kar­skiej.

- Po­szłam za Bru­nem i w tym mo­men­cie na­stą­piło to ude­rze­nie, które na­wet trudno so­bie wy­obra­zić. Na­sze drzwi wej­ściowe roz­trza­skały się na ty­siąc ka­wał­ków, a do środka wpa­dli ubrani na czarno męż­czyźni. Było ich wielu. Wszy­scy mieli na so­bie ma­ski. I byli uzbro­jeni po zęby. Ni­czym czarna chmura, która na­gle wtar­gnęła do na­szego ma­łego ko­ry­ta­rza. Mój Foffy mi­nął mnie jak ude­rzony obu­chem. Na szczę­ście. Nie mogę so­bie na­wet wy­obra­zić, co ci fa­ceci by mu zro­bili, gdyby... - Ka­trin Grahl za­mil­kła na­gle i zda­wała się błą­dzić my­ślami, po czym za­py­tała. - Kto wła­ści­wie za­płaci za uszko­dze­nie na­szych drzwi wej­ścio­wych? Praw­do­po­dob­nie nie ma sensu ich na­pra­wiać. Po­trze­bu­jemy no­wych drzwi...

Yao już miała od­po­wie­dzieć, gdy star­sza pani jakby oprzy­tom­niała i po­now­nie pod­jęła wą­tek swo­jej opo­wie­ści.

- W każ­dym ra­zie ... mój Bruno ... nie był tak zwinny jak nasz Foffy. Cho­ciaż wszystko inne działo się bar­dzo szybko... - Dolna warga Ka­trin Grahl za­drżała na te słowa i na­gle za­częła ma­so­wać skro­nie obiema rę­kami, kon­ty­nu­ując. - Je­den z nich krzyk­nął: 'On ma nóż', a wtedy Bruno le­żał już na ziemi. Dwóch z tych sza­leń­ców wy­ce­lo­wało swoje ka­ra­biny lub pi­sto­lety ma­szy­nowe, czy jak­kol­wiek to się na­zywa, w mo­jego Bruna i po­my­śla­łam, że to już ko­niec. Za­strzelą nas. Naj­pierw jego, a po­tem mnie. Ale wtedy je­den z tych sza­leń­ców prze­biegł obok po­zo­sta­łych dwóch, od tyłu jak dzika be­stia, i kop­nął mo­jego Bruna w twarz. Ten dźwięk był taki okropny... - Ka­trin Grahl wal­czyła te­raz ze łzami, szlo­cha­jąc rów­no­cze­śnie. - My­śla­łam, że mój Bruno nie żyje.

W tle Bruno Grahl sko­men­to­wał słowa swo­jej żony gło­śnym ję­kiem.

- Je­den z męż­czyzn uklęk­nął na ple­cach Bruna i za­py­tał, czy już się uspo­koił. Musi pani to so­bie wy­obra­zić! Czy Bruno już się uspo­koił! Nic nie zro­bi­li­śmy! Ten Rol­l­kom­mando [4]...

Nie­całą go­dzinę póź­niej Yao za­koń­czyła anam­nezę oraz ba­da­nie po­szko­do­wa­nego, w tym szcze­gó­łową do­ku­men­ta­cję fo­to­gra­ficzną ob­ra­żeń twa­rzy i jamy ust­nej Bruno Grahla. Za­pro­wa­dziła star­sze mał­żeń­stwo do re­cep­cji Trep­to­wers i we­zwała stam­tąd tak­sówkę. Oczy­wi­ście wrę­czyła im ulotkę Po­moc ofia­rom w Ber­li­nie oraz wi­zy­tówkę ber­liń­skiego peł­no­moc­nika po­szko­do­wa­nych, do­ra­dza­jąc, aby szu­kali pro­fe­sjo­nal­nej po­mocy i wspar­cia w za­kre­sie wy­zna­cze­nia ad­wo­kata dla po­szko­do­wa­nych i moż­li­wo­ści po­stę­po­wa­nia ad­he­zyj­nego.

- W po­stę­po­wa­niu ad­he­zyj­nym ofiary prze­stęp­stwa mają moż­li­wość do­cho­dze­nia i, w ra­zie po­trzeby, sku­tecz­nego eg­ze­kwo­wa­nia swo­ich rosz­czeń cy­wil­no­praw­nych, za­dość­uczy­nie­nia za ból i cier­pie­nie wraz z od­szko­do­wa­niem. Wszyst­kiego naj­lep­szego dla pań­stwa! - Yao po­że­gnała się z mał­żeń­stwem Grahl.

Koszty le­cze­nia i ze­psute drzwi wej­ściowe to zde­cy­do­wa­nie naj­mniej­sze zmar­twie­nie tych dwojga, na­wet je­śli jesz­cze nie zdają so­bie z tego sprawy - po­my­ślała Yao. - Ta­kie do­świad­cze­nie po­zo­sta­wia ślad i zmie­nia czło­wieka. Każdy ro­dzaj prze­mocy po­wo­duje traumę, któ­rej to­wa­rzy­szą stany szoku, po­czu­cie oso­bi­stej bez­bron­no­ści i strach przed ko­lej­nymi ata­kami. Nie­któ­rzy lu­dzie le­piej so­bie z tym ra­dzą, przy­naj­mniej w ta­kim stop­niu, że w końcu są w sta­nie pro­wa­dzić nor­malne co­dzienne ży­cie bez po­trzeby więk­szego wspar­cia z ze­wnątrz. A inni go­rzej. Grah­lo­wie do­brze by zro­bili, po­dej­mu­jąc le­cze­nie psy­cho­te­ra­peu­tyczne w celu opa­no­wa­nia nie­kon­tro­lo­wa­nego po­now­nego prze­ży­wa­nia tej ogrom­nej in­ge­ren­cji w ich ży­cie. Aby nie stra­cili za­ufa­nia do spo­łe­czeń­stwa i pra­wo­rząd­no­ści pań­stwa, nie stali się po­dejrz­liwi, nie wy­co­fali się ze świata ze­wnętrz­nego w roz­cza­ro­wa­niu i nie od­izo­lo­wali się cał­ko­wi­cie - co nie­stety zbyt czę­sto jest wy­ni­kiem tak trau­ma­tycz­nych do­świad­czeń prze­mocy.

Yao wie­działa o tym aż za do­brze. Wy­ni­kało to nie tylko z jej dzie­się­cio­let­niego do­świad­cze­nia za­wo­do­wego, jako le­karki me­dy­cyny są­do­wej, ale także z jej wła­snych bo­le­snych do­świad­czeń z młod­szą sio­strą Ma­ilin. Re­nate Hüb­ner nie my­liła się co do hi­sto­rii Grah­lów - praw­dziwy "przy­pa­dek spe­cjalny". Nie­wąt­pli­wie mu­siał to być nie tylko strasz­liwy i prze­ra­ża­jący wi­dok, ale rów­nie głę­boko trau­ma­tyczny, gdy funk­cjo­na­riu­sze ber­liń­skiego Ze­społu ds. Szyb­kiego Re­ago­wa­nia SEG 2, Ber­liń­skiej Grupy do Za­dań Spe­cjal­nych SEK ta­ra­nem otwo­rzyli drzwi do miesz­ka­nia Grah­lów i uzbro­jeni po zęby wtar­gnęli w sam śro­dek do­tych­czas spo­koj­nego ży­cia dwójki star­szych lu­dzi. Z wy­druku e-ma­ila LKA 341, który Re­nate Hüb­ner prze­ka­zała jej wraz z do­ku­men­ta­cją me­dyczną Bruno Grahla, Yao do­wie­działa się, że SEG 2 Grupa do Za­dań Spe­cjal­nych pod­le­ga­jąca LKA zo­stała wczo­raj we­zwana do bu­dynku wie­lo­ro­dzin­nego zaj­mo­wa­nego przez Grah­lów. Miesz­ka­niec domu, ska­zany za kra­dzież w zor­ga­ni­zo­wa­nej gru­pie, roz­bój i wy­mu­sze­nie, nie sta­wił się na od­by­cie za­są­dzo­nej kary w aresz­cie, a po­nie­waż był po­wią­zany ze śro­do­wi­skiem gan­gów mo­to­cy­klo­wych, na miej­sce we­zwana zo­stała jed­nostka SEK.

Yao do­sko­nale zda­wała so­bie sprawę, że funk­cjo­na­riu­sze Grupy do Za­dań Spe­cjal­nych nie dzwo­nili do drzwi i nie mó­wili "Dzień do­bry!", ale w tym przy­padku tra­fili pod nie­wła­ściwy ad­res. Męż­czy­zna, który w rze­czy­wi­sto­ści był ce­lem ope­ra­cji SEG 2, miesz­kał pię­tro nad Grah­lami i nie­długo po tym, gdy funk­cjo­na­riu­sze zdali so­bie sprawę z po­myłki, aresz­to­wali go w trak­cie nie­uda­nej próby ucieczki przez bal­kon swo­jego miesz­ka­nia. Nie miało to jed­nak żad­nego zna­cze­nia dla Grah­lów, bę­dą­cych w cięż­kim sta­nie psy­chicz­nym. LKA 341, od­po­wie­dzialna za prze­stęp­stwa po­peł­nione przez funk­cjo­na­riu­szy i we­wnętrzne do­cho­dze­nia po­li­cyjne, prze­jęła sprawę Grah­lów, i tak do gry we­szła Yao, aby zba­dać ob­ra­że­nia Bruno Grahla od strony me­dy­cyny są­do­wej, a przede wszyst­kim, aby je udo­ku­men­to­wać nie­za­leż­nie od LKA. Yao wie­działa, że ko­le­dzy z LKA 341 nie byli lu­biani w po­li­cji, z tego też po­wodu nadano im przy­do­mek EDEKA. Czę­sto ozna­czali ko­niec ka­riery[5] dla ko­le­gów, znaj­du­ją­cych się na ich ce­low­niku. Kim był po­li­cjant, który kop­nął le­żą­cego na ziemi Bruno Grahla w głowę, na­dal po­zo­sta­wało przed­mio­tem do­cho­dze­nia. To, że sie­dem­dzie­się­cio­dzie­wię­cio­la­tek do­znał je­dy­nie zła­ma­nia nosa, obrzęku twa­rzy i utraty dwóch sie­ka­czy w wy­niku po­tęż­nego kop­nię­cia w głowę i nie za­padł w śpiączkę na ja­kimś neu­ro­chi­rur­gicz­nym od­dziale in­ten­syw­nej te­ra­pii z po­waż­nym ura­zem czasz­kowo-mó­zgo­wym, gra­ni­czyło nie­mal z cu­dem. Yao miała tego świa­do­mość. Wtedy nie tylko bru­talny funk­cjo­na­riusz mu­siałby od­po­wie­dzieć za "spo­wo­do­wa­nie uszko­dze­nia ciała i to na służ­bie", ale ofi­cer kie­ru­jący całą ope­ra­cją SEK, która cał­ko­wi­cie wy­mknęła się spod kon­troli, mu­siałby rów­nież sta­wić czoła nie­przy­jem­nym py­ta­niom ze strony swo­ich ko­le­gów ze służb są­do­wych, pod­le­ga­ją­cych bez­po­śred­nio ko­men­dan­towi ber­liń­skiej po­li­cji.

2

Po­nie­dzia­łek, 2 grud­nia, godz. 18:12Ber­lin-Wil­mers­dorfMiesz­ka­nie Ma­ilin Zhou

Młod­sza sio­stra Yao, Ma­ilin, cze­kała już w otwar­tych drzwiach miesz­ka­nia na trze­cim pię­trze ber­liń­skiej ka­mie­nicy wie­lo­ro­dzin­nej z okresu se­ce­sji. Yao za­ko­chała się w trzy­po­ko­jo­wym apar­ta­men­cie, kiedy tylko po raz pierw­szy go uj­rzała. Zlo­ka­li­zo­wany był w ele­ganc­kiej dziel­nicy Wil­mers­dorf z za­byt­ko­wym dę­bo­wym par­kie­tem, su­fi­tami na wy­so­ko­ści czte­rech me­trów i wi­tra­żo­wymi oknami w ko­ry­ta­rzu. Cztery mie­siące temu roz­po­częła po­szu­ki­wa­nie no­wego domu dla swo­jej młod­szej o sześć lat sio­stry, którą los mocno do­świad­czył i już po krót­kim cza­sie od­kryła to, czego szu­kała. Oglą­da­jąc po raz pierw­szy miesz­ka­nie i prze­cho­dząc przez po­koje prze­peł­nione tego dnia świa­tłem sło­necz­nym, trzy­dzie­sto­ośmio­latka wi­działa w nim Ma­ilin i jej córki bliź­niaczki, które miały te­raz pra­wie trzy i pół roku. Wła­śnie dla­tego zde­cy­do­wała się wziąć na sie­bie koszty zwią­zane z przej­ścio­wym wy­naj­mem miesz­ka­nia oraz wszel­kie do­dat­kowe ko­nieczne za­kupy, za­my­ka­jące się w kwo­cie pra­wie pię­cio­cy­fro­wej. Do tego do­cho­dził hor­ren­dalny czynsz, który przez kilka na­stęp­nych mie­sięcy bę­dzie mu­siała sama opła­cać, do­póki Ma­ilin nie uzy­ska sta­bil­nego stanu zdro­wia psy­chicz­nego i nie usa­mo­dzielni się rów­nież fi­nan­sowo. Kiedy Yao pod­pi­sy­wała umowę najmu w jej imie­niu i or­ga­ni­zo­wała prze­pro­wadzkę ze sta­rego miesz­ka­nia w Ma­rzahn, młod­sza o sześć lat sio­stra znaj­do­wała się pod opieką spe­cja­li­stycz­nej kli­niki psy­chia­trycz­nej w Ber­li­nie-Lich­ter­felde, na le­cze­niu sta­cjo­nar­nym. Po­byt w kli­nice nie tylko wią­zał się z próbą sa­mo­bój­czą Ma­ilin. Był także tym mo­men­tem, w któ­rym Yao je­dyna bli­ska krewna trzy­dzie­sto­dwu­latki znaj­du­ją­cej się wtedy w sta­nie cięż­kim, do­pro­wa­dzona zo­stała do gra­nic swo­ich moż­li­wo­ści psy­chicz­nych i fi­zycz­nych.

Ma­ilin po wy­pi­sa­niu ze szpi­tala, ko­rzy­stała od dwóch mie­sięcy z opieki am­bu­la­to­ryj­nej w ośrodku te­ra­peu­tycz­nym, za­le­d­wie kilka ulic da­lej. Te­ra­pia zor­ga­ni­zo­wana przez Yao, była płynną kon­ty­nu­acją po­bytu sio­stry w szpi­talu, od­by­wała się tylko trzy dni w ty­go­dniu i to nie w peł­nym wy­mia­rze go­dzin. Opie­kun Ma­ilin, z któ­rym Yao była w bli­skim kon­tak­cie, na­zwał to "stop­nio­wym wy­co­fy­wa­niem wspar­cia", więc na chwilę obecną mo­gła po­su­nąć się do stwier­dze­nia, że jej sio­stra była na do­brej dro­dze...

- Zro­bię nam szybki ma­ka­ron, a na po­czą­tek sa­łatkę Ca­prese - po­wie­działa Yao, wy­cią­ga­jąc w stronę sio­stry płó­cienną torbę z za­ku­pami - ma­ka­ro­nem, moz­za­rellą, szynką, po­mi­dor­kami kok­taj­lo­wymi i ba­zy­lią - ale Ma­ilin de­li­kat­nie od­su­nęła jej rękę na bok, po­de­szła bar­dzo bli­sko i przy­tu­liła ją tak mocno, że Yao pra­wie stra­ciła od­dech. Sio­stry przez chwilę stały bli­sko sie­bie, po czym Ma­ilin od­su­wa­jąc się od niej po­wie­działa:

- Chodź tu, Bine. Odłóż to. Bę­dziemy go­to­wać ra­zem, jak kie­dyś. Je­stem tak nie­skoń­cze­nie...

- Zro­bi­ła­byś to samo dla mnie, ma­leńka - prze­rwała jej Yao i de­li­kat­nie po­gła­skała sio­strę po po­liczku, po czym zdjęła w ko­ry­ta­rzu buty i kurtkę, a na­stęp­nie skie­ro­wała się z za­ku­pami do kuchni. Ma­ilin obec­nie żyła jesz­cze sama w miesz­ka­niu re­kla­mo­wa­nym w ogło­sze­niu jako "no­bliwe", z su­fi­tem na im­po­nu­ją­cej wy­so­ko­ści. Agent nie­ru­cho­mo­ści by­naj­mniej nie prze­sa­dził, uświa­da­miała so­bie za każ­dym ra­zem Yao, wcho­dząc do po­szcze­gól­nych po­koi. Córka Ma­ilin, Sina, miała wpro­wa­dzić się do niej za kilka ty­go­dni. Po dra­ma­tycz­nych wy­da­rze­niach, które roz­darły ro­dzinę Ma­ilin, Sina spę­dziła po­cząt­kowo sześć mie­sięcy w gru­pie wspar­cia w ośrodku kry­zy­so­wym. Miesz­kali tam pra­cow­nicy so­cjalni wraz ze swo­imi ro­dzi­nami oraz dziećmi, które mu­siały zo­stać za­brane z domu ro­dzin­nego i ob­jęte opieką przez Ju­gen­damt[6]. Po­tem Sina miesz­kała z ro­dziną za­stęp­czą w Ber­li­nie-Hel­lers­dor­fie przez pra­wie osiem mie­sięcy, gdzie - bio­rąc pod uwagę oko­licz­no­ści - ra­dziła so­bie cał­kiem nie­źle, nie­stety wciąż od­dzie­lona od matki i sio­stry bliź­niaczki. Yao prze­ko­nała się o ich do­brych re­la­cjach na wła­sne oczy, pod­czas re­gu­lar­nych od­wie­dzin u Ma­ilin, gdy ta prze­by­wała w spe­cja­li­stycz­nej kli­nice psy­chia­trycz­nej. Obec­nie pra­wie trzy­let­nia Sina spę­dzała dwa po­po­łu­dnia w ty­go­dniu z matką i wkrótce gdy tylko zo­staną za­ła­twione ostat­nie for­mal­no­ści z Urzę­dem ds. Mło­dzieży, miała za­miesz­kać w Wil­mers­dorf. Ma­ilin urzą­dziła po­kój dzie­cięcy bar­dzo przy­tul­nie i z ol­brzy­mią tro­ską o do­bre sa­mo­po­czu­cie có­reczki, a Yao rów­nież tę­sk­niła za dniem, w któ­rym matka i córka znowu będą mo­gły być ra­zem.

- Byli tu dzi­siaj męż­czy­zna i ko­bieta z "Wohl­fahrtu"[7] - po­wie­działa Ma­ilin, sie­dząc przy ku­chen­nym stole i kro­jąc moz­za­rellę na pla­sterki wiel­ko­ści kęsa, pod­czas kiedy Yao myła po­mi­dorki kok­taj­lowe w zle­wie.

- I co? - za­py­tała Yao, która wie­działa, że to draż­liwy te­mat dla jej sio­stry, po­nie­waż do­ty­czył dru­giej córki Ma­ilin, Siary, sio­stry bliź­niaczki Siny.

- Naj­pierw mu­szę uzy­skać zgodę wła­ści­ciela miesz­ka­nia na wszel­kie zmiany bu­dow­lane, po­wie­dzieli - Yao w mil­cze­niu ski­nęła głową, osu­sza­jąc po­mi­dorki kok­taj­lowe ręcz­ni­kiem ku­chen­nym. - Tak jak mó­wi­łaś, za­py­ta­łam ich rów­nież o do­ta­cje na prze­bu­dowę tego miesz­ka­nia - kon­ty­nu­owała Ma­ilin. - Po­wie­dzieli, że są różne spo­soby na uzy­ska­nie wspar­cia fi­nan­so­wego. Ubez­pie­cze­nie pie­lę­gna­cyjne, usta­wowe ubez­pie­cze­nie wy­pad­kowe, urząd opieki spo­łecz­nej, urząd ds. mło­dzieży, ośrodki re­ha­bi­li­ta­cyjne... - wy­mie­niała po­ten­cjal­nych dar­czyń­ców.

Ma­ilin chcąc za­pew­nić w no­wym domu do­godne i przy­ja­zne ży­cie dla swo­jej córki Siary, bę­dą­cej osobą nie­peł­no­sprawną, mu­siała prze­pro­wa­dzić pil­nie re­mont. Gdy có­reczka za­koń­czy le­cze­nie re­ha­bi­li­ta­cyjne, do­łą­czy do ma­łej ro­dziny, tym sa­mym czy­niąc ją znów pełną. Córka Ma­ilin, Siara, gdy miała pół­tora roku pa­dła ofiarą bru­tal­nego prze­stęp­stwa, do­zna­jąc po­waż­nych ob­ra­żeń głowy, w wy­niku któ­rych do­świad­czyła po­ra­że­nia po­ło­wi­czego. Jakby tego było mało, Ma­ilin była po­cząt­kowo po­dej­rze­wana przez po­li­cję o znę­ca­nie się nad córką. W re­zul­ta­cie zo­stała nie tylko po­zba­wiona opieki nad Siarą, ale także nad Siną, która zo­stała przez Urząd ds. Mło­dzieży umiesz­czona w ośrodku kry­zy­so­wym.

I na­wet gdy nie­długo póź­niej oka­zało się, że sio­stra Yao nie­słusz­nie zna­la­zła się w cen­trum za­in­te­re­so­wa­nia or­ganu do­cho­dze­nio­wego, wy­da­rze­nia te wy­wo­łały ka­ta­stro­falną spi­ralę nad­uży­wa­nia al­ko­holu i sa­mo­oka­le­cza­nia się Ma­ilin. Do tego stop­nia, że trzy­dzie­sto­dwu­latka zo­stała osta­tecz­nie przy­jęta na od­dział za­mknięty w szpi­talu psy­chia­trycz­nym im. Karla Bon­ho­ef­fera, na mocy na­kazu są­do­wego z po­wodu sta­no­wie­nia po­waż­nego za­gro­że­nia ży­cia dla sa­mej sie­bie, gdzie była ho­spi­ta­li­zo­wana przez po­nad rok.

- W sa­lo­nie znaj­duje się ulotka o tym, ja­kie do­ta­cje są do­stępne na prze­bu­dowę i wi­zy­tówka tych dwojga z "Wohl­fahrtu" - Ma­ilin kon­ty­nu­owała swoją re­la­cję z dzi­siej­szej wi­zyty.

Yao od dawna zda­wała so­bie sprawę, że do­godna, bez ba­rier i przy­ja­zna dla osób nie­peł­no­spraw­nych prze­bu­dowa miesz­ka­nia z trzema sy­pial­niami bę­dzie dla nich ko­lej­nym ogrom­nym wy­zwa­niem fi­nan­so­wym, o ile nie będą w sta­nie uzy­skać fun­du­szy lub in­nego wspar­cia.

Do­ko­nu­jąc wy­boru miesz­ka­nia, Yao upew­niła się, że winda ja­dąca z re­pre­zen­ta­cyj­nego ko­ry­ta­rza se­ce­syj­nego bu­dynku Wil­mers­dorf na par­te­rze pod same drzwi miesz­ka­nia na trze­cim pię­trze, znaj­duje się na po­zio­mie gruntu i nie trzeba do niej wcho­dzić po scho­dach. Ale na­wet je­śli prze­bu­dowa miała do­ty­czyć tylko przy­szłej sy­pialni i ła­zienki ma­łej Siary, wstępne sza­co­wa­nie Yao wy­ka­zało, że suma po­trzeb­nych na to środ­ków mie­ści się i tak w prze­dziale pię­cio­cy­fro­wym.

Dra­mat to­wa­rzy­szący ro­dzi­nie Ma­ilin roz­po­czął swój nie­szczę­sny bieg już ja­kiś czas przed okrut­nym zmal­tre­to­wa­niem Siary i od­dzie­le­niem sióstr bliź­nia­czek od matki. Mąż Ma­ilin, Thanh, zgi­nął przed pra­wie dwoma laty w wy­padku przy pracy pod­czas wcze­snej zmiany w stre­fie ob­sługi sa­mo­cho­dów na lot­ni­sku BER. Zo­stał zmiaż­dżony przez wa­żący kilka ton kon­te­ner. Z dnia na dzień Ma­ilin zo­stała po­zo­sta­wiona sama so­bie, z cór­kami, które wów­czas miały za­le­d­wie pół­tora roku. Niemka o chiń­skich ko­rze­niach i jej wiet­nam­ski mąż ko­chali się. Wy­soki Thanh o kru­czo­czar­nych wło­sach miał do­bry wpływ na Ma­ilin, wy­ka­zu­jącą w okre­sie doj­rze­wa­nia ten­den­cje au­to­agre­sywne, obej­mu­jące rów­nież sa­mo­oka­le­cza­nie się. Thanh był nie tylko za­wsze we­so­łym, do­bro­dusz­nym i pra­co­wi­tym męż­czy­zną, no­szą­cym swoją żonę na rę­kach i speł­nia­ją­cym każde jej ży­cze­nie. Był także ko­cha­ją­cym oj­cem dla ich oby­dwu có­re­czek.

Sio­stry bliź­niaczki do­ra­stały bez ojca przez pra­wie dwa lata, a te­raz od­dzie­lono je na­wet od matki oraz sie­bie na­wza­jem i to na po­nad rok. Do­ra­stały osobno, po­my­ślała Yao, przy­po­mi­na­jąc so­bie fa­talne wy­da­rze­nia tam­tego okresu. Ale w końcu udało jej się otrzą­snąć z mrocz­nych ob­ra­zów i zwró­ciła się do sio­stry, sta­ra­jąc się, aby to, co te­raz po­wie za­brzmiało jak naj­bar­dziej en­tu­zja­stycz­nie i po­zy­tyw­nie:

- Jedno po dru­gim. Spro­wa­dzimy Siarę do cie­bie. Krok po kroku, tak jak za­wsze ci mó­wi­łam. Je­steś znowu sa­mo­dzielna i prak­tycz­nie da­jesz sama radę. Sina wkrótce za­mieszka tu z tobą. Bę­dziemy świę­to­wać Boże Na­ro­dze­nie we trójkę, a ja nie mogę się już do­cze­kać. Z Siarą też wszystko się ułoży. Mo­żesz mi za­ufać.

Yao li­czyła, że sio­stra uwie­rzy w to co mówi. Ale miała na­dzieję na coś jesz­cze. Że al­ko­hol oraz zwią­zane z nim im­pul­sywne wy­bu­chy i sa­mo­oka­le­cze­nia Ma­ilin na­leżą do prze­szło­ści. Jed­nak jako le­karka wie­działa rów­nież, że jej młod­sza sio­stra już przez całe ży­cie bę­dzie osobą ma­jącą pre­dys­po­zy­cje do po­now­nego po­pad­nię­cia w uza­leż­nie­nie. Nie­sta­bilną, któ­rej w każ­dej chwili może pod­wi­nąć się noga z róż­nych po­wo­dów oso­bi­stych lub ro­dzin­nych po­ra­żek. Naj­więk­szy wróg Ma­ilin czai się w niej sa­mej. W tej chwili wróg ten jest uśpiony, za­cho­wuje spo­kój. Ale być może wkrótce znów bę­dzie ostrzył swoje noże, po­my­ślała Yao, kła­dąc ostat­nią moz­za­rellę na ta­le­rzu przed sobą.

Za­pra­szamy do za­kupu peł­nej wer­sji książki

Pro­log

W za­sa­dzie nie było o czym my­śleć. Zde­cy­do­wa­nie le­piej, je­żeli po pro­stu pój­dzie z męż­czy­zną, po­mimo za­kazu matki. Nie uma­wiaj się ni­gdy z nie­zna­jo­mymi. Nie roz­ma­wiaj z nie­zna­jo­mymi, tego uczyła go matka. Po­wta­rza­jąc za­kaz bar­dzo czę­sto. Ale on roz­ma­wiał z tym męż­czy­zną i ra­czej nie mógł tego unik­nąć. A te­raz był tu­taj, na te­re­nie sta­rej fa­bryki, z tym czło­wie­kiem sam. Ide­al­nie. Tak po­wie­dział męż­czy­zna. On był ide­alny czy ide­al­nie jest tu­taj? Co w su­mie zna­czyło tyle, że nie po­winno go tu­taj być.

- To, co tu ro­bisz, jest nie­le­galne - męż­czy­zna po­wtó­rzył jesz­cze raz. Nie­le­galne, to było to słowo, przy­po­mniał so­bie chło­piec. - I mó­wię ci po raz ostatni, pój­dziesz te­raz ze mną - do­dał męż­czy­zna to­nem nie po­zo­sta­wia­ją­cym wąt­pli­wo­ści, że to, co mó­wił, na­le­żało trak­to­wać po­waż­nie.

Chło­piec ro­zej­rzał się ukrad­kiem, ale męż­czy­zna jakby czy­tał w jego my­ślach:

- Na­wet o tym nie myśl, mały. I tak je­stem szyb­szy od cie­bie.

- Pew­nie ma ra­cję - po­my­ślał ośmio­la­tek.

Le­piej go nie de­ner­wo­wać, fa­cet wy­glą­dał fak­tycz­nie na sil­nego.

Chło­piec roz­my­ślał in­ten­syw­nie da­lej. Czy męż­czy­zna fak­tycz­nie był dla niego obcy? Za­sta­no­wił się jesz­cze raz. Tak, nie znał go. Tak więc nie­zna­jomy. Ale... męż­czy­zna miał na so­bie mun­dur. Może był po­li­cjan­tem, choć oni w za­sa­dzie no­sili za­wsze inne mun­dury, przy­naj­mniej ci nie­liczni, któ­rych spo­tkał do tej pory lub wi­dział w te­le­wi­zji. Ale...

Może ten męż­czy­zna był żoł­nie­rzem?

- Je­steś żoł­nie­rzem?

- Nie - pa­dła zdaw­kowa od­po­wiedź. - Po­wiem ci jesz­cze raz... - po czym męż­czy­zna zro­bił krótką prze­rwę, spoj­rzał mu pro­sto w oczy i w tej sa­mej chwili chło­piec przez je­den krótki mo­ment miał wra­że­nie jakby były czarne, a nie bla­do­szare. Na­stęp­nie od­wró­cił od niego wzrok i ro­zej­rzał się wo­kół sie­bie. Albo cze­goś szu­kał, albo chciał się upew­nić, że ni­kogo poza nim i chłop­cem tu­taj nie było. Za­czął mó­wić da­lej, gło­sem nie­zno­szą­cym sprze­ciwu:

- To miej­sce to nie plac za­baw. Nie masz tu nic do ro­boty. Za­biorę cię te­raz do domu. Idziesz ze mną.

Męż­czy­zna zro­bił ol­brzymi krok w kie­runku chłopca i kiedy stał tuż przy nim, pró­bo­wał zła­pać go za rękę. Ale tam­ten nie po­zwo­lił na to. Scho­wał obie ręce za ple­cami, zro­bił duży acz nie­pewny krok do tyłu, od­su­wa­jąc się tym sa­mym. Męż­czy­zna zro­bił ko­lejny krok w stronę chłopca, a jego oczy zwę­ziły się, wy­glą­dem przy­po­mi­na­jąc te­raz dwie wą­skie szpary. I znowu przez uła­mek se­kundy wy­da­wało się, że jego tę­czówki stały się tak samo czarne jak źre­nice. Chło­piec po­now­nie chciał się wy­co­fać, jed­nak tym ra­zem ma­newr ten mu się nie po­wiódł, jak za­uwa­żył, ku swemu prze­ra­że­niu. Tuż za nim znaj­do­wała się ściana jed­nego z bu­dyn­ków, w to­tal­nej ru­inie, sto­ją­cych na te­re­nie naj­praw­do­po­dob­niej już od dawna opusz­czo­nej fa­bryki.

Chłopca ogar­nęło uczu­cie do tej pory nie­znane.

- Chcesz, żeby twój oj­ciec i matka wpa­dli w nie­złe ta­ra­paty, bo po­zwo­lili sy­nowi ba­wić się w ta­kim miej­scu? Można na­wet zło­żyć na nich do­nie­sie­nie - głos męż­czy­zny po­now­nie się zmie­nił, brzmiał jakby był tro­chę za­chryp­nięty.

- Mo­jego ojca już z nami nie ma, moja mama... - chło­piec za­czął się nie­śmiało tłu­ma­czyć, ale męż­czy­zna na­tych­miast mu prze­rwał.

- Twoja matka bę­dzie miała spore kło­poty, je­śli od razu nie za­czniesz ro­bić tego, co do cie­bie mó­wię.

Chło­piec ko­chał swoją mamę i do­brze wie­dział, że i ona go ko­chała. Nie chciał, żeby miała przez niego kło­poty, i tak nie miała prze­cież ła­two, od­kąd oj­ciec z dnia na dzień na­gle znik­nął. I to dwa dni po jego siód­mych uro­dzi­nach. Nie, nie mógł tego zro­bić swo­jej ma­mie. Po­woli roz­luź­nił ręce za ple­cami i po­zwo­lił im opaść luźno wzdłuż tu­ło­wia.

Nie spoj­rzał na męż­czy­znę. Pa­trzył przed sie­bie na po­krytą żwi­rem na­wierzch­nię te­renu sta­rej fa­bryki, po­ro­śniętą wy­su­szo­nymi chwa­stami, kie­ru­jąc wzrok na czarne, skó­rzane buty męż­czy­zny.

Po czym, nie wie­dząc czy do­brze robi, bar­dzo po­woli uniósł lewe przed­ra­mię, które męż­czy­zna na­tych­miast po­chwy­cił.

Jego mała ręka cał­ko­wi­cie znik­nęła w łap­sku męż­czy­zny w ciem­nym mun­du­rze.

W tym mo­men­cie po­czuł na dłoni tego czło­wieka mo­dzele. Wy­czuł coś jesz­cze. Jego dłoń była mo­kra od potu. Chło­piec roz­po­znał te­raz uczu­cie, ja­kie ogar­nęło go w tam­tej chwili. To był strach.

Ty­tuł ory­gi­nału Mit kal­tem Kal­kül
Re­dak­cja Da­ria Le­bida
Tłu­ma­cze­nie Ma­riola Ster­nahl
Ko­rekta Bo­żena i Ja­nusz Si­gi­smun­do­wie
Skład i ła­ma­nie Agnieszka Kie­lak
Pro­jekt gra­ficzny okładki Ma­riusz Ba­na­cho­wicz
Mi­chael Tso­kos: Mit kal­tem Kal­kül Co­py­ri­ght ? 2024 by Ver­lags­gruppe Dro­emer Knaur GmbH & Co. KG, Mu­nich, Ger­many The book has been ne­go­tia­ted thro­ugh AVA in­ter­na­tio­nal GmbH, Ger­many (www.ava-in­ter­na­tio­nal.de) Po­lish edi­tion co­py­ri­ght ? 2025 Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o. o. Po­lish trans­la­tion co­py­ri­ght ? 2025 Ma­riola Ster­nahl
Ze­zwa­lamy na udo­stęp­nia­nie okładki książki w in­ter­ne­cie
Wy­da­nie pierw­sze
ISBN 978-83-83297-97-2
Wy­dawca Agen­cja Wy­daw­ni­czo-Re­kla­mowa Skarpa War­szaw­ska Sp. z o.o. ul. K. K. Ba­czyń­skiego 1 lok. 2 00-036 War­szawa tel. 22 416 15 81 re­dak­cja@skar­pa­war­szaw­ska.pl www.skar­pa­war­szaw­ska.pl
Kon­wer­sja: eLi­tera s.c.

Przy­pisy

[1] BKA to skrót od Bun­de­skri­mi­na­lamt (niem.) - Fe­de­ralny Urząd Kry­mi­nalny w Niem­czech. Jest to cen­tralna agen­cja po­li­cyjna zaj­mu­jąca się zwal­cza­niem po­waż­nych prze­stępstw, ko­or­dy­na­cją dzia­łań mię­dzy po­li­cją fe­de­ralną a po­li­cją lan­dów, a także współ­pracą mię­dzy­na­ro­dową w za­kre­sie ści­ga­nia prze­stępstw. Źró­dło: https://www.bka.de/EN/Home/ho­me­_node.htmlWszyst­kie przy­pisy po­cho­dzą od tłu­maczki.
[2] LKA to skrót od Lan­de­skri­mi­na­lamt (niem.), czyli Kra­jowy Urząd Kry­mi­nalny w Niem­czech. Jest to od­po­wied­nik BKA (Bun­de­skri­mi­na­lamt) na po­zio­mie po­szcze­gól­nych lan­dów. Każdy z 16 nie­miec­kich kra­jów związ­ko­wych (lan­dów) ma wła­sne LKA, które pełni funk­cję cen­tral­nej jed­nostki ko­or­dy­nu­ją­cej i wy­ko­naw­czej w ra­mach da­nego landu. Źró­dło: https://www.kri­mi­nal­po­li­zei.de/se­rvice/pra­even­tion-kom­pakt.html
[3] Anam­neza (wy­wiad me­dyczny) to zbiór in­for­ma­cji uzy­ska­nych od pa­cjenta na te­mat jego prze­szło­ści zdro­wot­nej, w tym prze­by­tych cho­rób, do­le­gli­wo­ści, hi­sto­rii le­cze­nia, aler­gii oraz in­nych czyn­ni­ków mo­gą­cych mieć wpływ na obecny stan zdro­wia. Wy­wiad ana­mne­styczny jest klu­czowy w pro­ce­sie dia­gno­stycz­nym, po­ma­ga­jąc le­ka­rzowi usta­lić od­po­wied­nią dia­gnozę i le­cze­nie (Słow­nik ję­zyka pol­skiego PWN, 2023) (przy­pis re­dak­cji).
[4] Rol­l­kom­mando (niem.) - zmo­to­ry­zo­wana jed­nostka Ge­stapo, grupa sztur­mowa, od­dział sztur­mowy, pod­czas II wojny świa­to­wej na te­re­nach oku­po­wa­nych uży­wany do ter­ro­ry­zo­wa­nia oraz mor­do­wa­nia lud­no­ści - to słowo ma ne­ga­tywny wy­dźwięk w ję­zyku nie­miec­kim i dla­tego nie jest uży­wane w Po­li­cji. Zo­stało za­stą­pione sło­wem Jed­nostka Spe­cjalna. Gro­ßes Wör­ter­buch der deut­schen Spra­che, strona www: wis­sen.de; do­stęp z dnia: 3.04.2020.
[5] EDEKA (niem.) - skrót od zwrotu "Ende der Kar­riere", co w tłu­ma­cze­niu brzmi: ko­niec ka­riery.
[6] Ju­gen­damt (niem.) - Nie­miecki Urząd ds. Dzieci i Mło­dzieży (zgod­nie ze źró­dłem: https://iws.gov.pl/wp-con­tent/uplo­ads/2018/09/Ka­ta­rzyna-Kryla-Cudna-Nie­miecki-Urz%C4%85d-do-spraw-Dzieci-i-M%C5%82o­dzie%C5%BCy-Ju­gen­damt.pdf (przyp. Re­dak­cji)
[7] "Wohl­fahrt" (niem.) - na­zwa wła­sna or­ga­ni­za­cji cha­ry­ta­tyw­nej ber­liń­skiego "Czer­wo­nego Krzyża". Źró­dło: https://www.drk-ber­lin.de/start/eh­re­namt/wohl­fahrt-und-so­zia­les.html