WCZEŚNIEJ
Rozdział 2
Szesnastoletni Oskar obudził się w wigilijny poranek, lecz nie spodziewał się cudów - w jego rodzinnym domu one się nie zdarzały i ten dzień nie różnił się od wszystkich innych poza tym, że wieczorami mama zmuszała ojca, by usiadł z nią i Oskarem do stołu.
Chłopak odrzucił kołdrę i stanął bosymi stopami na starym gumoleum. Ogarnął go chłód. Na niedużym blacie pod oknem, przy którym zwykle odrabiał lekcje, czekała na niego niepozornie wyglądająca kartka. Gdy wziął ją do ręki, od razu rozpoznał odręczne pismo swojej matki, Maryli. Ogarnęły go jakieś złe przeczucia, ponieważ do tej pory matka nie zostawiała mu żadnych liścików.
Zaniepokojony zaczął czytać wiadomość, a kiedy dotarł do końca, spanikowany od razu wypadł z pokoju. Zaglądał do kolejnych pomieszczeń w domu. W skroniach pulsowała mu krew i nogi miał miękkie jak z waty.
Matka napisała, że postanowiła odebrać sobie życie. Ze łzami w oczach i przerażeniem na twarzy Oskar zaczął przeszukiwać kolejne pokoje, lecz nigdzie nie znalazł mamy. Ojca też nie, choć to akurat go nie zdziwiło - Henryk Wąsowski pewnie pił już z kumplami pod sklepem i w nosie miał swoją rodzinę.
Przerażony nie na żarty chłopak narzucił kurtkę na znoszoną piżamę i wybiegł na mroźne powietrze.
Znalazł mamę w sadzie. Wśród drzew stała drewniana szopka. Otwarte drzwi od razu zaniepokoiły Oskara. Wpadł do środka i wtedy ją zobaczył. Leżała na podłodze. Obok otwarte opakowanie po lekach i butelka po wódce. Wyglądała blado. Zbyt blado. Gdyby nie list w jego pokoju i te rzeczy obok jej ręki, mógłby pomyśleć, że spała...
Z gardła Oskara wyrwał się wrzask. Podbiegł do matki. Zbadał puls. Nie wyczuwał go. Przysunął policzek do jej twarzy. Nie oddychała. Zaczął ją szarpać, lecz nie otworzyła oczu i nic nie powiedziała...
Świat zawirował przed oczami Oskara. Ostatkiem sił wrócił do domu, żeby wezwać karetkę. A wtedy pojawiła się myśl, że i on powinien się teraz powiesić, bo jego życie bez niej nie będzie miało sensu. Odkąd pamiętał, to mama się o niego troszczyła, choć sama nie miała łatwego życia. Ojciec pił. Dużo. Kochał alkohol bardziej niż swoją rodzinę, niż pracę, którą zresztą dawno temu stracił. Po piwie i wódce był nerwowy. Chłopak nie raz widział, jak szarpał żonę. Maryla potem ukrywała siniaki pod makijażem i długimi rękawami.
A teraz leżała biała jak śnieg w sadzie.
Oskar wrócił do matki i przytulił się do niej, powtarzając w myślach jak mantrę, że to nie może być prawda, że nie popełniła samobójstwa naprawdę. Przecież by tego nie zrobiła. Nie jemu!
Wpadł w panikę i kiedy przyjechali ratownicy medyczni z lekarzem, musieli siłą odciągnąć go od mamy.
- Biedny chłopak. Taka tragedia. I to w Wigilię.
Te słowa przez całe święta dźwięczały mu w uszach i powracały do niego jeszcze długo po skromnym pogrzebie. Nie istniała dla dziecka większa tragedia niż śmierć matki. Niezależnie od tego, czy miało sześć czy szesnaście lat.
* * *
Kiedy Maryla Grzelak poznała swojego przyszłego męża, Henryka, na pewno nie sądziła, że tak nędzne i trudne życie będzie przy nim wiodła. Spotkali się na imprezie sylwestrowej w remizie. Matka wspaniałomyślnie pozwoliła dziewczynie włożyć wtedy nową sukienkę, a koleżanka pożyczyła jej przepiękną pomadkę w kolorze szkarłatnej czerwieni. Siedemnastoletnia Maryla jeszcze nigdy w życiu nie czuła się tak atrakcyjna i miała ogromną nadzieję, że ściągnie na siebie tego wieczoru uwagę jakiegoś przystojnego młodego mężczyzny. Jej starsza siostra od trzech miesięcy była już zaręczona i w ich domu ostatnio codziennie mówiło się o ślubie.
Radosna atmosfera oczekiwania na ceremonię oraz wesele udzielała się także Maryli i choć wcześniej nie zwracała uwagi na przedstawicieli płci przeciwnej, nagle sama zaczęła marzyć o wielkiej, romantycznej miłości.
Była przeszczęśliwa, kiedy chwilę po dziewiątej podszedł do niej brunet w ciemnych spodniach oraz eleganckiej koszuli i poprosił ją do tańca. Czy zgodziłaby się i podała mu dłoń, gdyby wiedziała, jakie życie czeka ją u jego boku?
Oskar myślał o tym wiele razy po śmierci matki. W sypialni rodziców znalazł stary album ze zdjęciami Maryli i odkąd odeszła, co dzień wsuwał go pod swoją poduszkę tuż przed snem i w nocy wielokrotnie odnajdywał go dłonią.
Mama była dobra, czuła i kochana. Czuł niesprawiedliwość w tym, że już jej z nim nie było, podczas gdy po świecie nadal chodził taki bydlak jak jego ojciec. Tak. Bydlak. Oskar właśnie tak nazywał go w myślach, odkąd znalazł mamę w ten zimowy poranek, i starał się go unikać, bo każdy widok Henryka Wąsowskiego budził w nim jakieś nieznane dotąd, mordercze, agresywne instynkty. Ojciec udawał przed sąsiadami dobrego męża, którego trawiła żałoba, choć w przeszłości traktował żonę jak śmiecia.
Czy Oskar powinien pomścić mamę i na własna rękę wymierzyć sprawiedliwość? Kusiło go to czasem. W myślach nie raz dolewał ojcu czegoś do wódki albo wsuwał mu do ręki zapalonego papierosa podczas snu. W przeciwieństwie do Henryka Wąsowskiego nie był jednak potworem i w głębi serca wiedział, że przemoc nie jest rozwiązaniem niezależnie od okoliczności. Jak spojrzałby sobie w lustrze w oczy, gdyby pozbawił życia własnego ojca? No i kim by go to uczyniło? Mordercą...
Oskar chodził regularnie na cmentarz do mamy. Zbił z desek niedużą, drewnianą skrzynkę, którą postawił na kopcu ziemi. Podkradł ojcu, gdy ten spał pijackim snem po kolejnej libacji z kumplami, trochę drobnych z portfela i kupił znicz. Zrobił z betonowych bloczków i deski prowizoryczną ławeczkę przy grobie, choć podskórnie czuł, że proboszcz i tak prędzej czy później nakaże mu ją rozebrać i będzie musiał siadać na ziemi przy grobie, żeby snuć monologi do matki. Oskar miał z nim religię i wiedział, że jego zdaniem takie rzeczy kłóciły się z dostojnością miejsc kultu, pochówku. To nie był ksiądz z powołania. Raczej typ biznesmena. Żaden dobry człowiek.
A mówił do mamy dużo i często przesiadywał na ławce. W pierwszych dniach po pogrzebie codziennie przychodził tu i płakał. Opowiadał o swoich emocjach. O tej palącej go pustce, którą nieustannie odczuwał, odkąd odeszła. O myślach samobójczych, które i jego zaczęły nachodzić, nie miał jednak na razie tyle odwagi, by się targnąć na życie. I o tym, że nie rozumie wielu spraw, również jej opowiadał.
A nie rozumiał, naprawdę nie rozumiał, dlaczego od razu sięgnęła po ostateczny środek, zamiast poszukać pomocy. Tak, wiele lat znosiła przemoc ze strony ojca, musiał to przyznać, ale przecież mogła od niego odejść. Mogła się rozwieść. Nawet zmienić nazwisko, by jej nie znalazł. Istniało tyle organizacji, które pomagały kobietom... Nie musiała odbierać sobie życia. Dlaczego tego nie zrobiła? Dlaczego zwyczajnie nie spakowała w tamtą Wigilię walizki, a raczej: nie spakowali walizek, bo przecież nie pozwoliłby jej odejść samotnie, i nie wyjechali gdzieś daleko? Nie zaczęli lepszego życia? Przecież on by we wszystkim jej pomógł! Była jego matką, a on już prawie dorosłym chłopakiem!
Płakał długo i często. Przez kilka pierwszych tygodni po stracie mamy właściwie nie opuszczał swojego pokoju. Schudł. Chodził jedynie na cmentarz, skąd wracał tak wyczerpany emocjonalnie, że zasypiał niemal od razu, gdy znajdował się w łóżku. Odpuścił sobie szkołę i zaniedbał naukę, choć nigdy nie był orłem. Kiedy człowiek pochodzi z takiej rodziny, z jakiej pochodził Oskar Wąsowski, nie ma wysokiego poczucia własnej wartości i nie wierzy w to, że może coś osiągnąć. No bo co taki chłopak może? Półsierota i syn alkoholika?
Przez całe życie słyszał z ust ojca, że nic z niego nie będzie i że do niczego się nie nadaje. Że na niczym się nie zna i ojciec wie lepiej. A kiedy jako mały chłopiec płakał z tego powodu, dostawał lanie, bo przecież chłopaki nie płaczą.
To wszystko wpłynęło na to, jakim stał się młodym człowiekiem. Uwierzył w to, co mówił mu ojciec, jego słowa przylgnęły do niego niczym druga skóra. Towarzyszyły mu ciągle. Wziąwszy sobie szczególnie do serca zdanie ojca o tym, że odczuwanie emocji jest niemęskie, coraz częściej odcinał się od nich i wreszcie zepchnął gdzieś głęboko nawet ból i żałobę po śmierci mamy. Udawał, że to już go nie rusza. Wyłączył swoje serce i tylko w bardzo krótkich chwilach pozwalał sobie na tęsknotę za bliskością i za miłością. Za mamą.
Coś w nim umarło. Przestały go poruszać kolejne wyzwiska ojca, który teraz to na nim wyładowywał swoje frustracje, nazywał go debilem, idiotą i powodem wszystkich problemów.
A było ich dużo, choć Oskar o wielu z nich dowiedział się dopiero kilka miesięcy po śmierci mamy. Wtedy zrozumiał, dlaczego targnęła się na swoje życie. Rąbał na podwórzu drewno na opał, kiedy pod dom zajechał jakiś mężczyzna. Chłopak schował się za stertą drewna, żeby ojciec nie widział, że podsłuchuje.
Dowiedział się, że z powodu długów ojca ich dom niebawem trafi pod młotek, tak samo jak stary samochód i ciągnik, które stały na podwórzu, choć Henryk Wąsowski stracił prawo jazdy już wiele lat temu. Za prowadzenie pod wpływem alkoholu.
Oskar nagle zrozumiał, dlaczego mama odeszła. Mieć męża alkoholika to jedno. Być bezdomną i do tego spłacać nie swoje długi - to drugie.
Rzucił siekierę pod stertę drzewa i bezszelestnie opuścił posesję. W jego głowie zaczęły się mnożyć pytania o przyszłość. Co teraz z nim będzie? Czy jest w ogóle jakaś nadzieja na to, żeby ojciec oddał jakoś te pieniądze? A jeśli nie, to gdzie zamieszkają? Ojciec nie był zaradny. Bardzo lubiany też nie. Właściwie to nie utrzymywał kontaktu nawet ze swoją matką. To Maryla do niej czasem jeździła. Czy zatem babcia zechce im pomóc?
Kilkaset metrów od domu Oskar przysiadł na kamieniu przy polnej ścieżce i załamany ukrył twarz w dłoniach.
Dlaczego, na Boga, nie mógł się urodzić w innej rodzinie? W takiej, w której nie lałby się strumieniami alkohol, a ojciec kochałby matkę, zamiast doprowadzić ją na skraj rozpaczy? Czasami tak bardzo zazdrościł koleżankom i kolegom z klasy tego, że o tyle rzeczy nie muszą się martwić. Zawsze mieli co jeść. W ich domach zawsze było ciepło. Rodzice nie skakali sobie do gardeł i nawet się kochali...
Czując potworną niesprawiedliwość, pomyślał o tym, że powinien pojechać do babci. Nie miał pojęcia, czy osiemdziesięcioletnia Wanda Wąsowska wiedziała o problemach syna, ale dla wnuka pozostawała ostatnią deską ratunku. Tylko czy zechce ich przyjąć pod swój dach, jeżeli z powodu głupoty ojca zostaną niedługo bezdomni?
Wrócił do domu po rower i pojechał rozeznać się w sytuacji. Babcia mieszkała sama kilka miejscowości dalej, w niedużym, parterowym domu położonym naprzeciwko jeziora. Oskar ostatnio rzadziej tu bywał, ponieważ babcia obraziła się na swojego syna za to, że kiedyś ukradł jej sporą sumę pieniędzy. Na alkohol.
Zostawił rower przy furtce, a potem wszedł na dobrze znane podwórze i zadzwonił do drzwi. Nie miał pojęcia, czy zastał babcię w domu - lubiła spędzać popołudnia u koleżanek albo w pobliskim kościele - więc odetchnął z ulgą, kiedy po kilku chwilach usłyszał poruszenie na korytarzu i Wanda Wąsowska otworzyła mu drzwi.
- Oskar? Ty tutaj?
- Cześć, babciu. - Wsunął dłonie w kieszenie spodni. - Możemy chwilę pogadać?
Babcia wpuściła go do środka i chłopak zaraz poczuł zapach lawendy. Starsza pani od lat trzymała ją w szafie, dla ochrony przed molami.
Zdjął buty, a potem przeszli do kuchni i Wanda zaproponowała wnukowi herbatę.
- Pewnie zmarzłeś.
Babcia wstawiła wodę, a potem sięgnęła do chlebaka.
- Kanapkę pewnie też zjesz.
Babcia zakrzątnęła się w kuchni. Przygotowała talerz kanapek z serem i szynką i usiedli naprzeciw siebie przy stole.
- Schudłeś - stwierdziła.
Oskar odruchowo spojrzał w dół, na swój brzuch. Czy miała rację?
- Może. Nie pamiętam, kiedy ostatni raz się ważyłem.
- Ojciec w ogóle robi zakupy?
- Zdarza się, że zapomni.
Wanda Wąsowska westchnęła.
- Odwiedzaj mnie, jak będziesz w potrzebie. Przecież głodnego trzeba nakarmić.
- Dzięki, babciu. Tylko, żebyś nie powiedziała tego w złą godzinę.
- Henryk ma jakieś problemy?
- Najprawdopodobniej był u nas dzisiaj komornik.
- Co ty mówisz?!
- Z tego, co zrozumiałem, ma skonfiskować samochód, traktor i... dom.
- Oczadział ten Heniek?! - Wandę ogarnęło wzburzenie. - To ile on narobił tych długów?
- Nie wiem. Prawdę mówiąc, liczyłem na to, że ty mi coś powiesz.
Starsza pani odchyliła się lekko do tyłu i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Twoja świętej pamięci mama odwiedzała mnie czasem w tajemnicy przed Heńkiem i raz czy dwa zwierzyła się, że ma przez niego problemy finansowe, ale nie sądziłam, że aż takie poważne, żeby groziła wam konfiskata mienia.
Oskar zebrał się na odwagę i popatrzył jej w oczy.
- Boję się, babciu.
Wanda wyciągnęła rękę do wnuka i uścisnęła jego palce.
- Nie załamuj się, Osek. Przecież jakoś to będzie.
- Myślisz, że to przez te długi mama się... no wiesz?
- Nie wiem. Naprawdę nie wiem, co ona miała wtedy w głowie.
- Brakuje mi jej. - Oskar niespodziewanie zupełnie się rozkleił.
- Słyszałam od ludzi, że Heniek pije teraz jeszcze więcej niż wtedy, jak żyła.
- Zwykle jak się budzę, to już nie ma go w domu, a potem wraca zupełnie pijany.
- Wykończy się wreszcie.
Oskar utkwił wzrok w blacie stołu. Przez dłuższą chwilę oboje milczeli. Dojadł kanapki, a potem Wanda westchnęła i wstała.
- Poczekaj tu chwilę - poprosiła i wyszła do innego pokoju.
Kiedy wróciła, wepchnęła wnukowi do ręki zwitek banknotów.
- Masz. Tylko dobrze schowaj przed ojcem. Znam cię i wiem, że nie wydasz na głupoty.
Oskar posłał jej pełne wdzięczności spojrzenie.
- A tym komornikiem się nie martw. Nawet jak sąd zabierze Heńkowi dom, to przecież nie pozwolę, żeby mój wnuk wylądował na bruku.
- Dzięki, babciu. Naprawdę w tobie jest moja ostatnia nadzieja.
Babcia poklepała go życzliwie po policzku, a potem dopił swoją herbatę i pojechał do domu. Umył się w zimnej wodzie, bo po kilkukilometrowej podróży nie miał już siły, żeby rozpalać w piecu, a potem zamknął się na klucz w swoim pokoju i skulił pod kołdrą. Położył rękę na albumie ze zdjęciami mamy pod poduszką. Wciąż za nią tęsknił, ale dzisiejsza rozmowa z babcią sprawiła, że pierwszy raz od dawna poczuł się trochę mniej samotny niż zwykle.
W listopadzie ojciec otrzymał nakaz eksmisji. Gdy Oskar pakował swoje rzeczy w reklamówki, przemknęło mu przez myśl, że najgorsze rzeczy w życiu spotykają go zimą i że chyba znienawidzi tę przeklętą porę roku.