Zielnik pierwszej pomocy - Hanna Świątkowska

Kup ebooka

17.00 zł
12.85 zł (12,85 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

TYTUŁEM WSTĘPU

Świat roślin stanowi nieodłączną część ludzkiego życia. Tak integralną jak choćby powietrze, którym oddychamy. Dostępne i życiodajne zresztą właśnie dzięki roślinom i ich unikalnej zdolności odnawiania zasobów tlenu... Rośliny stanowią nasze pożywienie. Wypełniają naszą codzienność. Zazwyczaj w dużym stopniu ją kształtują. Dostarczają całej gamy wrażeń zmysłowych - formą, barwą, wonią. Bywają natchnieniem, uosobieniem piękna i delikatności, ale i całkowicie użytkową częścią naszej codzienności. Spotykamy się z nimi całe życie, od dziecięcych zachwytów nad "ślicnym kwiatuskiem", poprzez doświadczenia podniebienia, wzroku, zapachu, aż po zupełnie najczęściej bezmyślne podskubywanie (w zadumie...) liści lub traw w czasie spaceru lub po prostu w drodze do pracy. Nasze współistnienie z nimi bywa twórcze, ale i całkowicie, przerażająco destrukcyjne... Żyjąc wśród roślin i dzięki nim, w gruncie rzeczy nie dostrzegamy ani ich samych, ani ich przeogromnej roli. Są taką oczywistością! Świadomie sięgamy po nie wyłącznie użytkowo - jako po pożywienie, czerpiąc z ich urody, na przykład w postaci okolicznościowych bukietów, dekoracji, doniczek ożywiających nasze domy. Bywają inspiracją dla artystów, wartościowym surowcem dla kucharzy... Ale czy na pewno potrafimy korzystać z nich w pełni? Czy wiemy chociażby jak wyglądają? Nawet przyprawy kuchenne kojarzą się na ogół nie z konkretną rośliną, ale kupioną w sklepie kolorową paczuszką, której zawartości, notabene, tak naprawdę nie znamy...

Jest obecnie - i chwała im za to - coraz większa grupa ludzi przypominająca sobie o ogromnej mocy i możliwościach roślin. Także w zakresie zdrowia. Niestety, takich, którzy na serio wykorzystują tę świadomość jest jeszcze wciąż zbyt mało! Najczęściej ulegamy modzie, sięgając po zasłyszane, odpisane "od sąsiadki" lub utrwalone w rodzinnej tradycji receptury. Co samo w sobie ma sporą wartość, niestety, wykorzystywaną raczej okazjonalnie. Jako urozmaicenie, atrakcję, ciekawostkę kulinarną - zapominając lub zwyczajnie nie wiedząc, że potęga sił Natury wymaga nade wszystko konsekwencji... i czasu! W efekcie często, zniechęceni brakiem natychmiastowych efektów (do których przywykliśmy), odstawiamy ziołowe preparaty na półkę, gdzie spokojnie obrastają kurzem, wracając do szybkich - i wyniszczających - leków "konwencjonalnych". Ano, leków właśnie... Bo trzeba Ci wiedzieć, drogi czytelniku, że przetworów roślinnych oraz preparatów zielarskich lekami nazywać nie powinniśmy! Nie w znaczeniu współczesnym! Natychmiast rodzi się pytanie: dlaczego w takim razie mamy sięgać po nie w celu utrzymania lub przywrócenia zdrowia? Tu może warto uściślić pojęcia - dla uniknięcia nieporozumień. Czymże bowiem jest obecnie lek? To uzyskany mniej lub bardziej sztuczną metodą preparat, który ma za zadanie przejąć na siebie rolę stabilizatora lub regulatora organizmu. Innymi słowy to takie "nagłe zastępstwo" za nasz własny system odporności i samoobrony.

Oczywiście, w przypadkach nagłych i zagrażających życiu, działanie przy pomocy syntetyków jest usprawiedliwione, często konieczne - i chwała ludzkiemu rozumowi, który potrafił takie "pogotowia" stworzyć! Nawiasem mówiąc, głównie z roślin i ich substancji czynnych...

Nie ma natomiast żadnej potrzeby, aby stosować owe zamienniki Natury tam, gdzie w grę wchodzi profilaktyka, stabilizacja, wzmocnienie, a także leczenie chorób przewlekłych. W takich przypadkach można, warto, a w dzisiejszym, zatrutym świecie, wręcz trzeba powracać do tego, co Boże dzieło stworzenia oferuje nam w takiej obfitości! Zawarte w roślinach związki mają bowiem niesłychanie ważną cechę. Zamiast zastępowania funkcji organizmu - pobudzają je. Inaczej mówiąc, współpracują z naszymi komórkami, pomagając im wrócić do normy lub, w zakresie profilaktyki - utrzymać dobrą kondycję.

Ziołolecznictwo to jedna z najstarszych umiejętności człowieka. Nie tylko człowieka zresztą, o czym świadczą liczne przykłady "wybiórczej diety" zwierząt. Ale o ile w ich przypadku działa (o ile nam wiadomo), instynkt, o tyle człowiek tę instynktowną zdolność zaczął wykorzystywać świadomie. Na jakim etapie swego rozwoju - tego zapewne nigdy się nie dowiemy. Faktem jest, że plejstoceńskie znaleziska dostarczają niezbitych dowodów na stosowanie roślin leczniczych w sposób całkowicie celowy. I to nie tylko w najprostszej postaci. Stosowano mieszanki, preparaty (np. maści), gromadzono rośliny w farmakopee. Trudno mniemać, że przypadkowo. Takie działania dotyczyły zarówno uważanego za bezpośredniego przodka Homo sapiens człowieka z Cro Manion, ale także jego "starszych braci" - np. Neandertalczyków.

W tym ujęciu spokojnie można założyć, że znajomość różnorodnych zastosowań roślin człowiek poniekąd "przyniósł na świat" wraz z umiejętnością kojarzenia faktów, abstrakcyjnego myślenia i innych, uważanych za czysto ludzkie umiejętności. I rozwijał ją "stając się" Człowiekiem!

Nie jest moim celem stworzenie kolejnej publikacji z zakresu ogólnego zielarstwa - powstały i nadal powstają w tym zakresie całe opasłe tomiszcza, a to i tak nigdy nie będzie to cała, gromadzona przez tysiąclecia, wiedza. Spróbuję nieco przybliżyć zapomniany mimo swej wszechobecności świat roślin, wskazując ich dostępność i prostotę zastosowań. Pragnę także podsunąć garść rozwiązań, łatwych i sprawdzonych, umożliwiających lepszą i oby owocną "współpracę" z własnym organizmem. Wskazać, że roślinna "apteczka" zawiera i takie środki, których można użyć jako środki "pierwszej pomocy". Zachęcam też do uzupełniania pomysłów z tej publikacji sposobami przez siebie lub innych wypróbowanymi, które często znamy, a jakoś nam umykają. A szkoda!

Pozostaje, Drogi Czytelniku, życzyć udanych eksperymentów, wspaniałych chwil na łonie Natury, ciekawych doświadczeń oraz coraz większej wrażliwości na wszystko, co nas otacza - a także na siebie samych!

CO TO SĄ ZIOŁA?

Tak zadane pytanie wydaje się absurdalne aż do śmieszności! Jak to - co to są zioła? Każdy wie, że są to rośliny o działaniu leczniczym, stabilizującym. I w gruncie rzeczy, taka odpowiedź jest zupełnie prawidłowa... ale czy pełna? Zasadniczo tak, z jednym "ale". Jakie rośliny obejmujemy tą definicją?

Można założyć, że większość ludzi zapytanych o rośliny lecznicze wymieni przynajmniej kilka gatunków. Zapewne będzie między nimi rumianek, lipa, mięta, dziurawiec, babka, pokrzywa, sosna, mlecz... może jeszcze inne, zapamiętane z dzieciństwa, zasłyszane, takie, o których czytaliśmy. Prawdopodobnie znajdzie się wśród znanych ziół kilka roślin przyprawowych, tak modnych ostatnio (i dobrze!), o których głośno we wszystkich poczytniejszych periodykach. Sporo pomiędzy nimi, mówiąc nawiasem, roślin egzotycznych. Nie umniejszając ich wartości, warto zdać sobie sprawę, że w naszym klimacie także jest z czego wybierać! I że gatunki rodzime, w przeciwieństwie do wyżej wspomnianych, dostępne są wokół nas...

Przecież nawet patrząc choćby na apteczne półki widzimy wręcz zatrzęsienie coraz to nowych ziołowych kompozycji, najczęściej sztucznie przetworzonych, o nazwach mniej lub bardziej podobnych do nazw roślin. A skoro jest ich tak dużo, to czyżby ni z tego ni z owego powstało tyle nowych gatunków? A może nabrały nagle właściwości leczniczych, przez lata całe pozostając sobie zwykłymi chwastami, drzewami, warzywami, ozdobą ogrodów i parapetów?

Niech Cię nie dziwi, Drogi Czytelniku, ani rodzaj wymienionych grup roślin, ani lekka nutka sarkazmu... Nie co innego jak modny popyt na "leki naturalne" skłaniają firmy farmaceutyczne do wyścigu o klienta przez wprowadzanie na rynek owych rewelacyjnych "nowości", które dziesiątkom pokoleń służyły wiernie - i skutecznie. Nowość to, zaiste, niebywała - bez ziołolecznictwa, najstarszej udokumentowanej dziedziny wiedzy, w ogóle nie byłoby medycyny!

Zaś co do tak różnorodnych grup roślin, kwalifikowanych jako zioła... żeby nie być gołosłowną, zaledwie kilka przykładów!

O ziołach - chwastach była już mowa, choć jest ich nieporównanie więcej. Spośród drzew wymieniłam lipę - zróbmy jeszcze miejsce dla czereśni, dębu, kaliny, kruszyny, jałowca, jabłoni, gruszy, kasztanowca, dzikiego bzu... jak widać, wliczam tu również krzewy. Ogród warzywny to źródło kolejnej porcji "ziół" - marchew, pietruszka, seler, buraki, ziemniaki, koper, lubczyk (znany też jako maggi), rzepa, ogórki... można tak długo! No a rośliny ozdobne? Voila! Róża, nagietki, maki, chabry, naparstnica, pierwiosnek, lobelia, ostróżka, konwalia, piwonia, nasturcje, słoneczniki, malwy... Piękny bukiet wychodzi, czyż nie? A zapewniam, że bardzo niekompletny...

Cała ta wyliczanka nie ma bynajmniej wykazać czyjejkolwiek ignorancji! Ani też jakiejś hierarchia ważności czy skuteczności konkretnych roślin. Wymieniam je na chybił trafił. Rzecz w tym, że zapewne mniej czasu i miejsca zajęłoby wymienianie roślin NIE mających właściwości leczniczych, a przynajmniej zbyt słabe, by warto było je wykorzystywać! Istotną częścią odpowiedzi na tytułowe pytanie jest także zakres, w jakim z roślin do celów zielarskich korzystamy. Nie zawsze bowiem jest to cała roślina - dużo częściej niektóre jej części. I znowu możliwości jest ogrom! Korzenie, kłącza, łodygi, pączki, liście, kwiaty, owoce, nasiona... Niektóre spośród roślin dostarczają wyłącznie jednego surowca, inne wielu. Bywa i tak, że działanie różnych elementów tej samej rośliny znacznie odbiega od siebie. Jak choćby kwiaty i owoce dzikiego bzu lub róży.

Sądzę, że po całym tym wywodzie nieco mniej "obraźliwie" przedstawia się tytułowe pytanie tego rozdziału. Rzecz w tym, by, wybierając się na "spotkania z ziołami", mieć szersze rozeznanie, z jak ogromnym bogactwem mamy do czynienia! Tym bardziej, że wśród roślin nieznana jest "wyłączna specjalizacja". Każda z nich posiada cały wachlarz oddziaływań, zaś powstające z nich mieszanki rozszerzają ten zakres jeszcze bardziej. Stąd, mówiąc o ziołach, lepiej mówić o harmonijnej współpracy z organizmem niż o leczeniu. Warto też pamiętać o sporej dozie pokory wobec potęgi Natury!

Á propos pokory - ważna uwaga. Otóż szczerze radzę nie traktować beztrosko powiedzonka, że zioła nie zaszkodzą! Tak jak wszystko w życiu, stosowanie ziół wymaga rozsądku i dyscypliny. I mam tu na myśli nie tylko fakt, że wśród roślin wiele jest zwyczajnie trujących... Znany mi jest przypadek poważnego zatrucia zupełnie zdawałoby się niewinną, pokrzywą! Jak zwykle - co za dużo, to niezdrowo.

Dla własnego dobra zaś warto poznać - gwoli rozróżnienia - rośliny mniej lub bardziej toksyczne. I raczej ich unikać...

Niewinna dzika marchew, pożyteczny dzięgiel lub waleriana, czy śmiertelnie groźna cykuta? Takie pytania staną przed nami w wielu środowiskach roślinnych! Warto o tym pamiętać.

SPOTKAJMY SIĘ

Zanim zawrzemy znajomość z wartościowymi przyjaciółmi, warto zadać sobie pytanie gdzie można ich spotkać? W przypadku roślin odpowiedź zdaje się być prosta: wszędzie! Owszem, tylko owo "wszędzie" jest niesłychanie zróżnicowane, zależne od terenu, klimatu, środowiska; słowem każde takie "wszędzie" jest inne. Inne też są znajdowane tam rośliny.

Spróbujmy zrobić króciutki przegląd miejsc, gdzie warto rozejrzeć się uważnie. Słowem, zastanówmy się dokąd trzeba się udać na poszukiwania roślinnych sprzymierzeńców... I nie mam tu na myśli supermarketów, aptek ani sklepów zielarskich. Raczej nie znajdziemy tam żywych roślin dziko rosnących - a o takich mam zamiar opowiedzieć. W zasadzie na spotkanie z Naturą można udać się w każde miejsce, gdzie cokolwiek rośnie. Wiele bowiem najwartościowszych i przydatnych roślin to pospolite chwasty, rosnące, mówiąc kolokwialnie, gdzie popadnie. A także drzewa, krzewy, kwiaty ogrodowe, warzywa, owoce - zresztą była już o tym mowa. Jest jednak kilka zasad, których powinien przestrzegać każdy, kto chce owe rośliny celowo wykorzystać. Klimat zaś, w jakim żyjemy, wymusza cykliczność i sezonowość, pozornie oczywiste. Nie znajdziemy zimą kwiatów, wiosną - owoców, zaś w środku lata pączków. Ważna także jest podstawowa orientacja w jakim ekosystemie czego szukać warto. Zatem - dokąd? I, co niemniej ważne - kiedy?

W dalszej części zajmiemy się bardziej szczegółowymi wskazówkami. Tutaj tylko kilka najważniejszych. I trochę na przekór, na początek ograniczenia... Przede wszystkim - i mam nadzieję, że Czytelnik jest tego świadom - rośliny w celach użytkowych zbieramy w miejscach pozbawionych, na ile to tylko możliwe, zanieczyszczeń. Zatem nie uda nam się zgromadzić zbyt wiele w obrębie dużych miast, w przydrożnych rowach, w pobliżu np. dróg szybkiego ruchu lub dużych zakładów pracy. To, że przydatne gatunki tam rosną, nie oznacza, że możemy z nich korzystać! Niestety!

Odmiennym ograniczeniem jest wynikająca z wszechobecnej cywilizacji potrzeba ochrony przyrody. Obszary chronione, takie jak Parki Narodowe, rezerwaty i tym podobne leżą wprawdzie zazwyczaj na terenach czystych biologicznie, ale ich potencjał jest wg litery prawa objęty zakazem zarówno zbioru, jak i często tylko odwiedzania. Owe maleńkie enklawy wolnej (w miarę możności) Natury to miejsca, gdzie człowiek niczego zmieniać nie powinien. Tam także zatem nie szukamy roślin, chyba że w celu ich poznania. Gatunków chronionych nie zbieramy zresztą nigdzie, także poza terenami objętymi prawną ochroną. Ich podstawowa znajomość jest dziś istotnym elementem wiedzy zielarza. Warto pamiętać o tym, niezależnie od tego, w jakim celu po rośliny sięgamy!

Pozostaje jeszcze dość oczywista uwaga - na terenach prywatnych, stanowiących czyjąś własność, swoje poszukiwania i ewentualne zbiory powinniśmy uzgodnić z właścicielem. A przynajmniej zapytać o zgodę...

I tyle w zasadzie utrudnień. Cała reszta świata przyrody pozostaje otwarta i dostępna. Wraz z całym swym bogactwem. Łąki, pola, lasy, brzegi jezior, rzek, miedze i ugory - każde z tych miejsc ma własny charakter. Zmienny także w zależności od tego, czy jesteśmy w górach, na nizinie, w terenie suchym czy podmokłym. Takich czynników jest znacznie więcej. Nie sposób wymienić i omówić wszystkich - nie zamierzam pisać naukowej pracy porównawczej! Staram się jedynie pokazać, jak wiele elementów może wpływać na ilość i rodzaj spotykanych roślin, ich wygląd i cechy zewnętrzne. Oraz podkreślić, że w każdym z wymienionych miejsc, bez żadnego wyjątku, znajdziemy takie, których zastosowanie warto znać. Często dla bardzo doraźnych korzyści... Istotne jest także, że owa różnorodność i, co za tym idzie, zmienność, może stanowić utrudnienie. O czym warto pamiętać, jako że, łatwiej szukać celowo, jeżeli znamy trudności wyzwania! Pozostaje tylko zadbać, byśmy nie szukali przypadkowo...

Łąki

Znajdziemy je wszędzie: otwarte przestrzenie, śródleśne polany, górskie, podmokłe - różne. Cecha wspólna łąk, to zdecydowanie dominujące trawy. W rodzinie traw stosunkowo niewiele jest takich, których właściwości lecznicze warto byłoby wykorzystywać. Specyfika łąk oferuje jednak wiele innych wrażeń i odczuć, bardzo człowiekowi przydatnych. Traw jest wiele, zmienność gatunkowa zaś na konkretnej łące zależy zarówno od wymienionych wcześniej czynników jak i działalności człowieka. Łąki nieuprawne, pozostawione w stanie, że tak to określę, surowym, zwykle zwie się ugorami. I tutaj znajdziemy najbardziej naturalne kompozycje zarówno traw jak innych roślin łąkowych. A są wśród nich i takie, które spotkać coraz trudniej, jak na przykład świetlik lekarski albo tysiącznik (centuria), ceniona niegdyś tak wysoko, że jej nazwa we wszystkich językach nawiązuje do ceny w złocie... Dla tych gatunków zabójczy jest sam fakt wprowadzania odmiennych, przydatniejszych np. paszowo, traw. Dotyczy to obszarów łąk zarówno kośnych, jak i pastwisk. Wciąż jednak łąka jest ostoją dla wielu roślin zielnych. Znajdziemy tutaj, zależnie od pory roku i warunków klimatyczno-wodnych, mnóstwo gatunków, najczęściej postrzeganych jako uporczywe chwasty. Mniszek lekarski (zwany mleczem), niepozorny bluszczyk kurdybanek i stokrotki, nieocenione babki, pięciorniki, wielobarwne bodziszki, jaskry i strzępiaste firletki, swojski rumian i jego krewni, krwawnik, wyniosłe dzięgle, bylice i biedrzeńce, gwiazdnice, dzika marchew, cykoria, koniczyny i inne motylkowe, złocienie; w miejscach bardziej wilgotnych szczawie, skrzyp, mięta... W porośniętych trawą rowach, przydrożnych chaszczach, na obrzeżach łąk i polnych miedzach spotkamy wszędobylskie pokrzywy, jasnoty, rdesty, dziurawiec, wrotycz, podbiał, łubin, łopiany, krzewinki bagna, żurawiny lub wrzosy. Pola zbóż to także jakaś forma łąki - zboża to wszak trawy!

Maki na granicy pól

Tutaj doskonale czują się rośliny z gatunkami zbóż współżyjące, jak symbiont żyta chaber bławatek, płomienne maki, białe rumiany, fioletowe wyka i ostróżeczka, sztywny szarłat, nieśmiały bratek polny. Od biedy łąką nazwać można także często koszone, ogrodowe trawniki, gdzie rośliny zakłócające ich dywanową gładkość są zwykle bezlitośnie tępione. Co i tak zazwyczaj nie udaje się w 100 %, nawet przy stosowaniu radykalnych środków chemicznych! Ciekawostką jest, że owa nieustępliwość niektórych roślin, bywa celowo wykorzystywana. W Kanadzie na przykład, w porze intensywnego kwitnienia mniszka (mleczem zwanego), urządza się regularne konkursy i rywalizacje, czyj "żółty dywanik" jest bardziej okazały i gęsty. Po co niszczyć, skoro można współżyć i docenić?

Krzewy śródpolne

Wśród pól i łąk znajdziemy często enklawy nieco innych roślin - jak je nazwałam "chaszczy", śródpolnych lub rosnące na obrzeżach. Stanowią najczęściej specyficzną plątaninę dość nieprzystępnych krzewów - tarniny, dzikiej róży, głogu, kaliny, bzu czarnego i koralowego, zmieszane z trwałymi roślinami zielnymi. Maliny, jeżyny, lubiące półcień delikatne ślazy, serdecznik, dumne dziewanny, wiotkie pędy powoju i chmielu - takie miejsca są zawsze bezcenne dla zbieraczy. Często, szczególnie jeżeli znajdujemy się w pobliżu lasu, pojawiają się wśród nich małe, a czasami całkiem spore drzewka. W naszych warunkach klimatycznych to najczęściej zwane gatunkami pionierskimi brzozy i sosny. A także często lubiące samotność jarzębiny i, także zazwyczaj samotnice, rosnące w zasadzie wszędzie - wierzby. Obecność drzew szybko i w sposób znaczący wpływa na skład gatunkowy takich ostoi - w ich cieniu pojawia się puszysty mech, koronki paproci, poletka liliowego wrzosu. Z tak ukształtowanego środowiska już tylko krok do lasu!

Wiosenny las bukowy

Lasów, podobnie jak łąk, nie sposób ujednolicić. Zupełnie inny jest bukowo iglasty las górski niż olchowy, podmokły grąd, suchy bór sosnowy czy liściasta gęstwina mieszanego lasu na nizinie. Każdy z nich jednak jest równie bezcenny. Różnice między nimi są głównie natury gatunkowej - nie jakościowej z punktu widzenia przydatności roślin. Wystarczającym bogactwem każdego lasu są drzewa. A las to wszak także poszycie i runo. Zmienne w zależności od tego, wśród jakich jesteśmy drzew, ale zawsze obecne. Leszczyny, kaliny, wspomniane już bzy, kruszyna, szakłak, krzewy trzmieliny, różnorodne odmiany niskopiennych gatunków drzew; w ich cieniu różnorodność drobnych krzewinek i roślin zielnych. Znajdziemy tu i trawy, chociaż zwykle inne niż łąkowe, mchy, paprocie, krzewinki borówek, bagna, żurawin, wrzosów. Od wiosny do jesieni warto poszukać w lesie - delikatny czosnek niedźwiedzi, wonne konwalie, nieśmiałe fiołki, barwne zawilce i przylaszczki, fioletowe bukwice, zabawny szczawik zajęczy, zagadkowe wilczomlecze, serduszka poziomek, nieustępliwe pędy malin i jeżyn, cieniolubne bluszcze... Wśród nich bardzo często pojawiają się rośliny znane z innych środowisk, szczególnie te najbardziej kosmopolityczne. Takie gatunki, akceptujące w zasadzie każde warunki środowiskowe, spotkamy praktycznie wszędzie, gdzie możliwe jest zapuszczenie korzeni. I we wszystkich bez wyjątku miejscach starają się zadomowić. Poza lasem czy łąką, znajdziemy je i w ogrodach lub sadach, na przychaciach, bezdrożach, wokół zbiorników wodnych a nawet w szczelinach np. rozsypujących się domów. Taka wszechstronność jest o tyle istotna, że wprawdzie ich obecność w wypielęgnowanym ogrodzie nie jest zazwyczaj pożądana, stanowią natomiast stałą i niezawodną bazę zielarską. Poza oczywistą, pozornie nieprzyjazną pokrzywą, warto tu wspomnieć skromny rdest, mniszek (inaczej popularny "mlecz"), dumny łopian, barwne jasnoty, glistnik czyli jaskółcze ziele, uparte babki, lebiody lub bylice. Tak się składa, że z punktu widzenia zielarskiego - a także spożywczego - to bardzo wartościowe rośliny...

Wierzby i nie tylko...

Pozostaje wspomnieć jeszcze o specyfice roślin wodnych i nadwodnych. W pobliżu wszelkich rzek, jezior, stawów, nieistotne, czy naturalnych czy przez człowieka utworzonych, bardzo szybko rozwija się jedyna w swoim rodzaju roślinność. Tutaj także nie zabraknie roślin wartościowych i przydatnych. Do różnych celów. Trzcinowiska, kojarzące się dość jednoznacznie z pograniczem wody i brzegu, same w sobie nie są specjalnie cenne zielarsko. Podobnie jednak jak trawy na łąkach, stwarzają osłonę i doskonałe warunki do rozwoju roślin dużo bardziej zróżnicowanych. Tatarak, pałka wodna i dzikie irysy to ich nieodłączni towarzysze. W zależności od wielkości zbiornika, a także od tego, czy jest to woda "stojąca" (stawy, bagniste oczka, małe jeziorka) czy swobodnie płynąca (rzeki, kanały), pojawią się i inne rośliny cenne dla zbieraczy. Pływające grążele, grzybienie, kotewka, rdest ziemnowodny, strzałka wodna... To gatunki żyjące w wodzie. Wiele jest także pożytecznych i cennych gatunków wśród wodorostów. Na brzegach znajdziemy te rośliny, którym służy wysoka wilgotność gleby. Różne odmiany dzikiej mięty, sit, wikliny (będące odmianą wierzby), kozłek lekarski, podbiał, marzanka wonna, olchy, wierzby, różnorodne krzewy i wiele innych upodobały sobie obrzeża wód, a także tereny podmokłe, przechodzące w bagna i trzęsawiska.

Podmokłe trzciny

Tych ostatnich (czyli trzęsawisk), mimo, że obfitują w cenne gatunki roślin, lepiej jednak unikać. Poza faktem, że jest ich już (w stanie w miarę dzikim) dość niewiele, a co za tym idzie najczęściej stanowią obszary chronione, mogą być po prostu niebezpieczne. Nawet dla wytrawnych przyrodników. Specyfika podmokłych terenów stwarzała skuteczny "wał obronny" dla grodów, wsi i osad, już przed wieloma wiekami. Bez znającego konkretny teren przewodnika łatwo było stracić na nich orientację. A często i życie... Dziś obszary te są znacznie mniejsze, co wcale nie oznacza, że mniej "podstępne".

Znacznie bezpieczniejsze i mniej niedostępne są pola, sady i ogrody. A z punktu widzenia wartości roślin - równie interesujące. Chociaż może nieco mniej romantyczne i tajemnicze, stanowią oczywiste źródło roślin spożywczych, wśród których wiele z powodzeniem można wykorzystać jako zielarskie. Owoce i warzywa, zarówno pochodzenia Rodzimego (marchew, kapusta, pietruszka, fasola, jabłka, gruszki, porzeczki, maliny, poziomki, śliwki) jak i zadomowione na przestrzeni wieków (tzw. "włoszczyzna", czyli selery, brokuły, lubczyk, kalafiory, a także kminek, sałaty, ziemniaki, ogórki, papryka, pomidory) mają, poza walorami smakowymi, sporo właściwości regulujących. A także leczniczych.

Kwiat jabłoni

Podobnie rzecz ma się z roślinami ozdobnymi, których pochodzenie często ginie w mroku dziejów. Przykładowo nagietki, malwy, słoneczniki i nasturcje to nieodłączny element "typowo polskiego" ogródka. Mało kto pamięta, są to rośliny czasami bardzo egzotycznego pochodzenia. Z pewnością natomiast nie sposób pominąć ich pisząc o leczniczym potencjale ogrodów. Podobnie jak typowo "nasze" rumianki, maki, dzikie i mniej dzikie róże, dumne naparstnice, tojady, dziewczęce lilie i wiele innych. We współczesnych ogrodach zresztą, gdzie rośliny rodzime i napływowe uprawiane są równolegle, taki podział nie ma większego sensu. Szczególnie, że różnorodność odmian przyczynia się do znacznego wzbogacenia, zarówno z punktu widzenia estetyki jak i przydatności. Bardzo wartościowa jest na przykład moda na różnorodne iglaki, krzewy ozdobne i pnącza.

Dla tych ostatnich zresztą, podobnie jak dla roślin ozdobnych, znajdujemy miejsce także u siebie w domu. Rośliny doniczkowe dokładają swój potencjał do i tak ogromnej różnorodności dziko rosnących lub uprawianych celowo. Wiele z nich nie zniosłaby warunków klimatu umiarkowanego. Natomiast pielęgnowane w pomieszczeniach rosną pięknie, ciesząc oko, poprawiając ogólny nastrój wnętrz i częstokroć stanowiąc ciekawe uzupełnienie zielarskie. Aloesy, żyworódka, passiflora czy niektóre rośliny przyprawowe to tylko parę przykładów.

Jak widać, spotkać się ze światem roślin nie jest trudno. I jest niewyczerpany. Redaktor tego tekstu, czytając wstęp, zakrzyknął o roślinach: "Jezu, ile tego jest!" A zaręczam, że to tylko drobna część pełni bogactwa Natury.

Spotkania z roślinnymi przyjaciółmi i sprzymierzeńcami wymagają na dobrą sprawę wyłącznie trochę czasu i dobrej woli. Najczęściej zaś są automatyczne, jako, że rośliny żyją wszędzie wokoło! Większym wyzwaniem z pewnością będzie umiejętność ich celowego i korzystnego stosowania. Zarówno w roli "pierwszej pomocy", stabilizatorów organizmu jak i smacznych potraw.

Dosyć dokładnie, jak sądzę, odpowiada ten rozdział na pytanie gdzie. Drugi aspekt, czyli kiedy, nie wymaga aż tak obszernych wyjaśnień. Cykliczność pór roku, a wraz z nimi wegetacji roślin, dość precyzyjnie określa bazowe ramy celowych terminów. Dla celów doraźnej pomocy natomiast sięgamy po rośliny wówczas, kiedy są potrzebne. Bez zwracania uwagi na szczegółowe zasady! Co oczywiście nie znaczy, że nie warto wiedzieć, jaka roślina w danym miejscu i czasie będzie tą optymalną... Ale te informacje postaram się przekazać w części praktycznej.