Pierwsze spotkanie
Zezia tak naprawdę nie ma na imię Zezia, tylko Zuzia.
Zezią nazwał ją młodszy brat Czarek, gdy Zezia, czyli Zuzia, wróciła z Mamą od optyka. Po raz pierwszy miała wtedy na nosie okulary, które musiała nosić, bo bez nich nie widziała zbyt dobrze. Wszystko było trochę zamglone.
Żeby było jeszcze zabawniej, Rodzice Zezi i Czarka, którego Zuzia z kolei nazywała Gilerem (dlaczego go tak nazwała, o tym troszkę później, dosłownie za momencik), no więc Rodzice Zezi i Czarka mieli na nazwisko Zezik. Zezia nazywała się Zuzanna Zezik, ale z jej nowym przydomkiem brzmiało to rzeczywiście bardzo śmiesznie: Zezia Zezik.
Zezia nie miała żalu do brata, że nazwał ją Zezią, bo nikt w domu nie miał o nic żalu do Gilera. Giler miał pięć lat, a Zezia osiem. Giler był inny niż wszystkie znane Zezi dzieci. Mówił tylko trochę i to bardzo niewyraźnie. Dlatego zamiast gniewać się na swojego brata, Zuzia ucieszyła się, że Czarek, czyli Giler, zawołał na jej widok: "O, Zezia!!!".
A dlaczego Czarek został Gilerem? Zezia nazwała go tak, bo Czarek nie umiał wysmarkać nosa do chusteczki i bardzo często zdarzało mu się chodzić "z gilami pod nosem", jak to zawsze nazywał Tata Zezi i Gilera.
W ogóle to Giler był dziwny. Cały czas miał katar, co chwila się przeziębiał. Był zawsze bardzo delikatny i musiał być na diecie. Dużo różniło Zezię i Gilera. Zezia miała ciemne proste włosy, które Mama Zezi związywała w kucyk lub w dwie kitki. Giler miał jasne kręcone włosy, ale od jakiegoś czasu Tata Zezi i Gilera strzygł go maszynką do włosów na bardzo krótkiego jeżyka. Giler był bardzo zadowolony, bo lubił gładzić się po świeżo ostrzyżonych włosach. Mógł się tak gładzić bardzo długo.
Zezia była "dobrze odżywiona". Tak mówiła o niej Babcia Jasnowłosa, Mama Taty, która była zawsze bardzo szczęśliwa, że Zezia zjada wszystko, co się jej przygotuje. Giler z kolei był bardzo wysoki jak na swój wiek, ale chudy jak słomka, więc Babcia Jasnowłosa ciągle narzekała i wypytywała Mamę Zezi i Gilera, czy przypadkiem nie głodzi swojego synka. Babcia Jasnowłosa była przeciwniczką diety, na którą musiał przejść Giler, bo uważała, że to jakaś bzdura, która pozbawia jej wnuczka, i tu pada mądre słowo, pełnowartościowych składników. Zezia jednak uważała, że to dobrze, że Giler jest na diecie, bo przedtem działy się z nim bardzo przykre rzeczy. Potrafił się drapać przez cały dzień, a nawet nie spać w nocy, a wówczas nikt nie spał. Bo mieszkanie Państwa Zezików nie było za duże.
Cała rodzina plus kotka, która nazywała się Idźstąd, mieszkała w kamienicy przy ulicy Grójeckiej w Warszawie. Zezia bardzo lubiła to mieszkanie i swój malutki pokoik, ale wiedziała, że Mama nie jest zadowolona z tak niewielkiego, i tu pada mądre słowo, metrażu.
Zezia mieszkała w bardzo malutkim pokoiku, w którym mogło się zmieścić tylko piętrowe łóżko i biurko oraz krzesełko. Giler miał do dyspozycji zdecydowanie większy pokój. Mieszkały w nim również wszystkie zabawki Zezi. Tak naprawdę w tym większym pokoju Zezia i Giler zwykle bawili się razem, choć trochę osobno, ale wieczorem Zezia szła spać do swojego pokoiku, a Giler zostawał w większym. Miał piękne łóżko w kształcie samochodu. Giler uwielbiał wszystkie pojazdy, a szczególnie traktory. Bardzo lubił, gdy Zezia brała jego ulubioną książkę "Traktory świata" i czytała mu na głos nazwy i modele traktorów. Z czasem potrafiła sama bez podglądania nazwać każdy pojazd. To dżon dir do upraw rzędowych, a to masej ferguson z podniesionym prześwitem.
Zezia uwielbiała cofnąć się trochę w drodze ze szkoły i minąć oddział banku, w którym pracowała Mama Zezi. Jej stanowisko pracy było tuż przy oknie, więc bardzo często Zezi udawało się pomachać Mamie, która odmachiwała dyskretnie, gdy właśnie obsługiwała klienta lub gdy w pobliżu kręciła się Pani Kierownik. Rzadko, ale zdarzało się, że Mama kiwała Zezi, że może wejść do środka. Wtedy padały sobie w ramiona, jakby nie widziały się ze dwa lata. Zezia witała się potem z koleżanką Mamy, która miała biurko bardziej w głębi. Nazywała się Weronika Chuchroń i była Mamą Julki, czyli najlepszej przyjaciółki Zezi. Julka i Zezia chodziły do tej samej klasy i siedziały razem w ławce.
Tata Zezi był rzeźbiarzem i pracował w domu. Mama nie była tym zachwycona, bo Tata robił zawsze dużo bałaganu, który akurat bardzo lubiła Zezia. Uwielbiała patrzeć, jak Tata pracuje. Tata zawsze pozwalał Zezi siadać obok i też coś rzeźbić. Zezia chciała zostać rzeźbiarką jak Tata, ale uważała, że musi się jeszcze dużo nauczyć.
Giler tak jak Mama nienawidził bałaganu. Kiedy był młodszy, potrafił pozbierać wszystko z miejsca pracy Taty i wyrzucić do śmieci. Tata bardzo się wtedy denerwował.
Problem w tym, że Tata tak naprawdę nie miał wyznaczonego miejsca do pracy. Czasem rozkładał narzędzia w łazience, czasem w kuchni, a czasem w saloniku. Żadne z tych miejsc nie podobało się Mamie. Bardzo często kłócili się o to, gdzie Tata ma rzeźbić. W końcu Tata znalazł jakiś opuszczony garaż i przeniósł tam część rzeczy. Większość jednak trzymał w domu i u Babci Jasnowłosej, o co też były kłótnie, bo Mama miała żal do Babci Jasnowłosej, że zamiast wyszykować pokoje dla wnucząt, by je kiedyś do siebie w końcu zaprosić (Zezia i Giler nigdy nie byli u Babci Jasnowłosej w domu), "robi składnicę dla tych hasiorów".
Jako że druga Babcia miała tak samo na imię jak Babcia pierwsza, Zezia do jednej mówiła Jasnowłosa, a do drugiej Ciemnowłosa. Mama Mamy Zezi była Babcią Ciemnowłosą. Oprócz tego Zezia miała jeszcze Dziadka, Tatę Mamy. Dziadka nazywano po prostu Dziadkiem, bo Zezia nie miała drugiego. Dziadek Zezi był bardzo zapracowany. Codziennie po śniadaniu i ćwiczeniach, które odbywał zawsze o tej samej godzinie przez dokładnie dwadzieścia jeden minut, wychodził z domu i wracał wieczorem. Zezia jednak nie wiedziała, czym zajmował się Dziadek ani gdzie pracował. Kiedyś spytała o to Babcię Ciemnowłosą, ale Babcia też nie wiedziała i widać było, że ten temat bardzo ją denerwuje, więc Zezia postanowiła więcej nie pytać. Zezia bardzo lubiła przyjeżdżać do Babci Ciemnowłosej i Dziadka na wakacje.
Zezia miała jeszcze Ciocię Zagranicę. Nigdy jej nie widziała na oczy, ale dostawała od niej przepiękne prezenty w paczkach, które przychodziły na adres Rodziców tuż przed Bożym Narodzeniem. Ciocia Zagranica, której imienia Zezia nie potrafiła zapamiętać, bo Mama każdorazowo witała paczkę od Cioci słowami: "O, Zagranica paczkę przysłała", no więc Ciocia była siostrą Mamy. Podobno dawno, dawno temu wyjechała za granicę, kiedy jeszcze była młodą dziewczyną. Wiadomo też, że zrobiła to z miłości. Zezia kiedyś usłyszała, że Ciocia Zagranica nie ma dzieci i jest sama. Chciała bardzo spytać Mamę, czemu Ciocia siedzi tam sama i czemu nie może wrócić do Babci i Dziadka, ale czuła, że Mama nie lubi rozmawiać na temat Cioci.
I to by było tyle, jeśli chodzi o najbliższą rodzinę Zezi i Gilera.