Rozdział 2
- JA JESTEM WYJĄTKOWA, TA JEDYNA W SWOIM RODZAJU, NIE WIESZ? - odpowiedziała z pewnością siebie w głosie.
- To ja, wyjątkowo... - Na chwilę wstrzymałem oddech i z pełną powagą powiedziałem: - ...poproszę kolejnego burbona na lodzie.
- Proszę. - Nalała mi po sam czubek szklanki.
- Masz. - Pchnęła mocno drinka w moją stronę, tak że połowa zawartości wylądowała na mojej koszuli. - O kurwa, przepraszam, trzeba to sprać. Zdejmij to szybko.
- Ja wiem, że jesteśmy w klubie go-go, ale nie jestem aż tak pijany, żeby robić tu pokaz - odpowiedziałem z szelmowskim uśmiechem.
- Chodź szybko na zaplecze - powiedziała, a po chwili dodała: - A ty, Kaśka, zastąp mnie na chwilę na barze.
Nie protestując, chwiejnym krokiem, udałem się do wyznaczonego miejsca. O tej godzinie w klubie było już tłoczno, mężczyźni oddawali się rozpuście. Byli w stanie przepuścić ostatni grosz, byleby zobaczyć kawałek cycka lub dupy. Zachowywali się, jakby jutra miało nie być. W domach na większość z nich prawdopodobnie czekały rodziny, a oni pod pretekstem wyjścia z kolegami przy pierwszej okazji udali się do burdelu dać upust swoim fantazjom. Rano wrócą lżejsi o miesięczną wypłatę, nie pamiętając zupełnie niczego. Refleksja godna alfonsa.
Czarna, chociaż pracowała u mnie, wcale o tej mojej działce nie wiedziała. Była przekonana, że jestem przyjacielem jednego z właścicieli i dlatego bywam tutaj tak często i piję za darmo. Nie obrażając jej inteligencji, chociaż w sumie, nie była zbyt spostrzegawcza.
Z reguły stwarzam pozory bycia gościem, w razie gdyby zrobiło się gorąco, mógłbym powiedzieć, że jestem takim samym desperatem jak ci wszyscy faceci. Niczego na mnie nikt nie ma, nie mam się czym przejmować, powtarzałem to sobie dla kurażu.
Weszliśmy z Monią na zaplecze, wypełnione po brzegi regałami z najróżniejszymi alkoholami.
- Zdejmuj to. - Wydała mi stanowczy rozkaz.
- Tak bez pierwszej randki? - Powoli udzielał mi się alkoholowy humor.
- Czemu tak musisz utrudniać? - zapytała lekko poirytowana.
- Ze mną nigdy nie będzie łatwo. - Zdjąłem koszulkę i zobaczyłem, jak Monika mimo woli delikatnie zwilżyła językiem spierzchnięte usta i przygryzła górną wargę. - Spodziewałaś się czegoś innego?
- Nie, to nie to, nie o to... - w jej głosie było słychać, jak powoli traci grunt pod nogami, więc wykonałem ruch w jej stronę.
Zbliżyłem się do niej na tyle, żeby zburzyć jej strefę komfortu, po czym złapałem ją mocno na wysokości bioder i przyciągnąłem do siebie. Podobała mi się jej reakcja na mnie, na faceta z krwi i kości. Jej mocne podniecenie działało na mnie jak płachta na byka.
- Czekaj, co ty robisz? - zapytała, jakby opierając się, ale z sekundy na sekundę coraz bardziej poddawała się chwili.
- Nie o to ci chodziło? Chciałaś przecież krzyczeć... - Zrzuciłem jedno ramiączko jej bluzki i zostawiłem na obojczyku mokrego całusa.
- Czekaj, czekaj - oponowała, ale chyba zupełnie nieświadomie zaczęła mnie łapać za kutasa.
- Jak sobie chcesz. - Zabrałem swoją koszulę i ruszyłem w kierunku drzwi.
Czarna zareagowała natychmiast, jakby po tym zdaniu dostała sygnał od swojej waginy na temat poziomu libido. Złapała mnie przy samych drzwiach i tym razem to ona rzuciła się na mnie.
Zaczęliśmy się niechlujnie całować. Złapałem ją za szyję i, lekko podduszając, przyparłem do regału. Drugą ręką rozpiąłem rozporek, a mój penis wyskoczył. Monika uklękła przede mną i zaczęła go ssać. Złapałem ją za włosy i przyciskałem do siebie tak, że raz po raz się nim krztusiła.
Kazałem jej wstać, obróciłem twarzą do ściany, podwinąłem jej spódniczkę i jednym ruchem ręki ściągnąłem koronkowe stringi do kostek. Tą samą dłonią przejechałem powoli od stóp do jej łona. Czuć było, jak w niektórych miejscach mój dotyk powodował u niej spięcie mięśni. Pochyliłem ją do przodu, naplułem na palce i użyłem śliny jako lubrykantu. Wyjąłem z kieszeni prezerwatywę i założyłem ją na mojego twardego już fiuta.
- Długo się tak będziesz pastwił? - Monika nie potrafiła cierpliwie czekać.
- Tak długo, jak będę uważał - powiedziałem i jednym pchnięciem wsunąłem swojego penisa.
- Ach! - jęknęła głośno.
Złapałem ją za biodra i zacząłem się powoli poruszać, raz po raz klepiąc ją w tyłek. Czarna próbowała zsynchronizować nasze ruchy.
- Szybciej, przecież ja jestem w pracy. - Właściwie miała rację, ale nie wiedziała, że właśnie spełnia zachcianki swojego szefa. - Mocniej, kurwa! - krzyknęła głośno.
Zacząłem ruszać się tak szybko, jak tylko mogłem. W trakcie zrzuciłem drugie ramiączko jej bluzki i opuściłem ją do pasa tak, żeby uwolnić kształtne, małe jak cytrynki piersi. Uszczypnąłem sutki jeden po drugim. Zaserwowałem jej kolejnego mocnego klapsa w prawy pośladek, zostawiając na nim czerwony ślad.
Włączyłem drugi bieg i zacząłem poruszać się jak Usain Bolt na setkę. Minęła dosłownie chwila i poczułem, że dochodzę, dlatego ściągnąłem Czarną z powrotem do klęku przede mną. Zdjąłem prezerwatywę i podałem jej kutasa do rąk. Zaczęła mi trzepać, a językiem pieściła moje jądra. Przyspieszyła ruch ręką i w finale oblała swoje cycuszki.
Po wszystkim szybko wytarła się papierowym ręcznikiem i oddaliła się, jakby zawstydzona, do drzwi.
- Przepraszam, muszę wrócić do pracy - powiedziała w trakcie tej ucieczki.
- A koszula? - zapytałem.
- Nie, no, jesteś bezczelny. - Zmarszczyła się, a jej twarz, pomimo wypieków, zrobiła się jeszcze bardziej czerwona.
- Nigdy nie byłem inny. - Zaśmiałem i posłałem jej buziaka.
Po wszystkim założyłem swoją oblaną drinkiem koszulę i zadzwoniłem do swojego drugiego przyjaciela i wspólnika.
- Przyjedź po mnie do klubu - powiedziałem.
- Będę za piętnaście minut - odpowiedział głos w słuchawce.
Ten czas spędziłem na zapleczu, chciałem uniknąć niepotrzebnej dalszej rozmowy z Czarną.
Wyszedłem przed klub, gdzie zobaczyłem Złotówę palącego papierosa. Całkowite przeciwieństwo Pawła, bardzo wysoki i chudy brunet z cerą pożółkłą od tytoniowego dymu. Po jednym z naszych wypadów miał pamiątkę - okrągłą bliznę na środku czoła. Podszedłem do niego i podałem rękę w geście przywitania.
- Gdzie jedziemy, panie prezesie? - zapytał z uśmiechem od ucha do ucha. - Coś się panu ulało na koszulę - kontynuował dowcip.
- Czy ty przestaniesz kiedyś tak żartować? Czy mam ci zawsze powtarzać o podsłuchach i innych działaniach operacyjnych? - odpowiedziałem na poważnie. - Odwieź mnie do domu.
Wsiedliśmy do jego audi, którym wtedy jeździł. Odpalił silnik i ruszył z piskiem opon. Przemierzając ulice, zwracałem uwagę na ludzi, było już grubo po północy. Miasto było zepsute, jakby przeżarte od środka i manifestujące swoje zniszczenie. Na ulicach o tej porze roiło się od imprezowiczów, alkoholików, ćpunów, kobiet i mężczyzn, którzy zostawili swoje hamulce i godność w domu.
- Jak nasza przesyłka? - zapytał po chwili.
- Dojechała cała i zdrowa - odpowiedziałem, starając się nie używać bezsensownych zwrotów. - Paweł zajął się logistyką, ale wszystko było, jak miało być - dodałem.
- Czyli bez problemów?
Skinąłem twierdząco głową.
Po dłuższej chwili dojechaliśmy do wynajmowanego przeze mnie domu. Zaprosiłem Karola do środka i nalałem nam po szklance kukurydzianej whisky. Rozsypałem kokainę na stole, zrobiłem zwijkę i wciągnąłem pierwszą kreskę. Złotówa dołączył do mnie.
- Jednego wypiję, ale nie więcej. Pamiętaj, że przyjechałem autem - powiedział.
- Wyluzuj trochę, najwyżej zostaniesz. - Potrząsnął przecząco głową.
- Dobra, powiedz mi w takim razie, jak stoimy z dostawą z Holandii? - zapytałem.
- Jutro przyjeżdża ciężarówka, przerzucam towar i jadę na magazyn. Tak jak się umawialiśmy, spotkamy się później w restauracji.
- Masz wszystko ogarnięte? Telefony, w razie kontroli listy przewozowe i tak dalej? - zapytałem.
- Nie traktuj mnie jak dziecko, wiem, co robię. Poczuł się chyba bardzo dotknięty.
- Odpowiedz.
- Tak, wszystko mam - powiedział.
- Nie można było tak od razu? - Uśmiechnąłem się do niego, żeby trochę go rozluźnić.
Złotówa dokończył drinka i od razu potem pojechał. Ja zostałem sam jak co wieczór z myślami "co jutro może się spierdolić?".
Nazajutrz miała do nas przyjechać duża dostawa koki z Holandii. Towar ściągamy prosto ze źródła, bez pośredników, ale większe szanse na to, że dopłynie, mamy w porcie w Eemshaven niż w jakimkolwiek polskim. Tam udało nam się kupić celników, nasi rodzimi pogranicznicy byli zbyt zachłanni. Wiedziałem, że jest wiele niewiadomych i jeśli tylko coś się spierdoli, będę musiał to posprzątać. Dopiłem do końca swój ulubiony trunek i poszedłem do sypialni.