Zemsta - Bolesław Prus
8.49 zł
6.96 zł
(3,90 zł najniższa cena z 30 dni)

Reflow text when sidebars are open.
Paryż. Podziemna kawiarnia, złożona z kilku sal, z których jedna zwie się indyjską. Jest to izba prostokątna, niby wykuta w skale. Sufit płaski, ozdobiony bogatemi rzeźbami roślin, poplątanych w sieć gęstą. Na środku sali, między dwoma wodotryskami, stoi śpiżowy posąg Buddy, wielkości naturalnej. Izbę ze wszystkich stron otaczają kolumny pękate, od podłogi do sufitu okryte rzeźbami. Między kolumnami gabinety; między rzeźbionemi liśćmi i kwiatami lampki elektryczne. Sala robi wrażenie ciasnej, choć jest obszerna i, dzięki wentylatorom, doskonale przewiewana.
W jednym z gabinetów, które od sąsiednich oddzielają gęste, złocone kraty w formie gałązek bluszczu, na taboretach podobnych do kolumn i przy takichże stoliczkach siedzi trzech mężczyzn Polaków. Łysawy szatyn, z ciemną brodą i senną twarzą, ma przed sobą talerz sorbetów. Wysoki brunet, z fizjognomją drapieżnego ptaka, pije kawę, wreszcie niski blondyn, z energicznemi ruchami i oczyma stalowej barwy, miesza łyżeczką limonadę, której nie pije. - A zatem jeszcze nie obmyśliliście niczego? - pyta niecierpliwie blondyn, Władysław Miler. - Owszem - odpowiada Zygmunt Goldberg z twarzą drapieżną. - Dostarcz pieniędzy, ale dużo pieniędzy, i organizację z ludzi gotowych na wszystko, a przedewszystkiem na śmierć, a ja podam ci taki plan, którym będziesz zachwycony. - Chciałbym go jednak usłyszeć, jeżeli nie starasz się o patent wynalazku - odrzekł Władysław. - Plan nietrudny do pojęcia - mówił Zygmunt Goldberg, a w jego okrągłych oczach co chwilę zapalały się iskry. - Za jedno uderzenie - dziesięć uderzeń, za jedną ruinę - dziesięć ruin, za jedną śmierć - dziesięć śmierci... - Takie rzeczy łatwiej proponować, aniżeli wykonać - wtrącił Miler. - Nie możesz dosięgnąć Johana, wal Fryca... nie dasz rady mocniejszemu - bij słabych... dzieci... kobiety... - Ależ to jest podłość!... - Za jedną ich podłość oddaj dziesięć podłości - ciągnął Goldberg. - Kiedy pantera musi walczyć ze słoniem, nie włazi mu pod nogi, ale go chwyta za trąbę... Nie dasz im rady w Poznaniu, idź do Berlina; wypędzą cię z Europy, szukaj ich w Ameryce, Azji, Australji... Za wywłaszczony folwark - niszcz koleje, składy, kamienice, okręty, mosty... Nie masz bagnetów i armat, weź nóż, dynamit, arszenik, wreszcie bakterje cholery i dżumy... A dopiero kiedy całe Niemcy krzykną z bólu, rząd ich zrozumie, że w dwudziestym wieku nawet słabszego nie wolno krzywdzić, bo on w chemji, w bakterjologji znajdzie środki odwetu. Taki jest mój plan.
CIĄG DALSZY TEKSTU W PEŁNEJ WERSJI