SCENA 2:
Kampania prezydencka
31 grudnia 2018 r., pięć minut przed północą. Ukraińcy oczekują na Nowy Rok, trzymając w dłoniach kieliszki z szampanem. Trwa odliczanie, niedługo prezydent wygłosi orędzie. Dla Petra Poroszenki te życzenia są ostatnimi, które wygłosi jako głowa państwa.
Sondaże są nieubłagane. Według Kijowskiego Międzynarodowego Instytutu Socjologii tylko 11,6 procent wyborców jest gotowych głosować na urzędującego prezydenta. Faworytką rywalizacji jest długoletnia oponentka Poroszenki, Julia Tymoszenko, z poparciem na poziomie 21,2 procent. Trzecim ewentualnym kandydatem jest aktor ze Studia "Kwartał 95", Wołodymyr Zełenski, z 14,6-procentowym poparciem - choć nie wspomniał o swojej kandydaturze w wyborach na głowę państwa jeszcze ani słowem.
Tradycyjny noworoczny występ "Kwartału 95" na kanale telewizyjnym 1+1 zostaje przerwany w celu wysłuchania orędzia prezydenta. Lecz zamiast Poroszenki na ekranie pojawia się Wołodymyr Zełenski. Wychodzi zza kulis w białej koszuli z podwiniętymi rękawami.
"Dobry wieczór, przyjaciele..." - zaczyna po rosyjsku, ale już po piętnastu sekundach przechodzi na ukraiński.
Mówi o trzech drogach, które mogą obrać Ukraińcy.
Pierwszą jest żyć jak dotychczas.
Drugą - spakować się i wyjechać za granicę.
Trzecią - samemu spróbować coś zmienić.
"Wybrałem dla siebie trzecią drogę" - przemawia dalej Zełenski. "Wszyscy od dawna pytają mnie: idziesz w prezydenty czy nie? Wiecie, że w przeciwieństwie do naszych wielkich polityków, nie chciałem niczego na próżno obiecywać. Ale teraz, kilka minut przed Nowym Rokiem, coś wam obiecam. Zrobię to teraz. Drodzy Ukraińcy, obiecuję wam, że będę kandydował na prezydenta. Robię to teraz. Startuję w wyborach".
Pewnie nie wszyscy z siedzących przy balowych stołach rozumieli, co właśnie nastąpiło, ponieważ wyglądało to zupełnie jak część występu "Kwartału 95".
Kulisy koncertu. Przytłumione światło. Uśmiechnięty Zełenski. I ten głos, którym w kreskówce przemawia niedźwiedź Paddington. To ma być, do diabła, kandydat na prezydenta? Gdzie krawat? Gdzie garnitur? Gdzie podniosłe słowa? Gdzie to wszystko? No i gdzie jest Petro Poroszenko? Gdy zwolennicy urzędującego prezydenta zobaczyli na ekranie Wołodymyra zamiast Petra, rozpętali w mediach społecznościowych wojnę. "Kto? Ten klaun?", "Kim on jest, by kandydować na prezydenta!?", "Co za bezczelność!" Nie przebierali w słowach nie tylko pod adresem Zełenskiego, ale też kontrolującego stację 1+1 oligarchy Ihora Kołomojskiego oraz Ołeksandra Tkaczenki, dyrektora generalnego kanału, późniejszego posła partii Sługa Narodu, a następnie ministra kultury i polityki informacyjnej.
Oczywiście wypowiedź dyrektora artystycznego Studia "Kwartał 95" w wielu sztabach wyborczych została odebrana jako niefortunny dowcip.
Jednak w tę noc sylwestrową Zełenski był poważniejszy niż kiedykolwiek.
Ci, którzy odebrali jego wystąpienie jako kolejny żart znanego komika, nawet nie podejrzewali, iż Zełenski dawno już podjął decyzję o swojej kandydaturze. Jego zespół długo przygotowywał się do wyborów. Przez całe lato 2018 r. Zełenski budował napięcie, prowokując popularnego frontmana zespołu Okean Elzy, Swiatosława Wakarczuka: "Sława, idziesz czy nie? Bo jeśli tak, to ja też. Jeśli ty na bank "tak" lub absolutnie "nie", to ja też. Przecież wszyscy pytają: "a ty co"? A ja, co ja? Ja - to wiadomo. Ale co ty? Po prostu, jeśli ty i ja, to my. Rozumiesz? A jeśli "my", to pokonamy wszystkich".
Polityk Roman Bezsmertny wspomina, że na długo przed początkiem kampanii spotkał się ze Swiatosławem Wakarczukiem i poprosił go, aby nie kandydował na prezydenta i żeby przekonał do tego samego Wołodymyra Zełenskiego:
- Powiedziałem mu: "Sława, szanuję cię jako artystę, ale proszę, spotkaj się z Zełenskim i ustalcie, że ani ty, ani on nie będziecie kandydować. Bo w przypadku takiego układu podzielicie Ukrainę na pół i trudno będzie potem cokolwiek załatwić" - powiedział mi Bezsmertny. - Nie wiem, czy Wakarczuk posłuchał mnie lub kogoś innego, ale postąpił rozsądnie i nie startował. Zamiast tego strzelił sobie w stopę podczas kampanii do parlamentu. I wcale się nie dziwię, doskonale wiedziałem, iż żaden z nich nie był w stanie udźwignąć na swoich plecach problemów, z którymi borykała się Ukraina, a szczególnie tego najważniejszego, czyli wojny.
Mimo to jesienią 2018 r. powstał sztab kandydata na prezydenta, do którego dołączył też specjalista od wizerunku Dmytro Razumkow - wówczas bodaj jedyna poza frontmanem "Kwartału 95" rozpoznawalna osoba z tego zespołu.
Ekipa Zełenskiego przygotowywała się do wyborów - zimą na przełomie 2018 i 2019 r. opłaciła kampanię reklamową w radiu i na billboardach z hasłem "Nie żartuję" - chociaż mało kto nawet w samym sztabie kandydata liczył wówczas na zwycięstwo. Według byłego szefa Biura Prezydenta, Andrija Bohdana, sam Wołodymyr ostateczną decyzję o udziale w wyborach podjął dopiero 31 grudnia 2018 r. Dla Zełenskiego i jego przyjaciół była to przede wszystkim świetna okazja do zareklamowania przed przyszłymi wyborami do parlamentu partii Sługa Narodu, która została zarejestrowana jeszcze w kwietniu 2016 r., a dla Ihora Kołomojskiego, który miał napiętą relację z Petrem Poroszenką, Zełenski stał się kartą przetargową w negocjacji z Poroszenką i jego odwieczną przeciwniczką - Julią Tymoszenko. Chociaż zdaniem politologa Serhija Hajdaja ludzie Zełenskiego postrzegali wybory prezydenckie jako rodzaj gry.
- Odbyłem rozmowę z ludźmi, którzy mieli do czynienia z braćmi Szefir, partnerami biznesowymi Zełenskiego. Nie wierzyli w niego i uważali jego zwycięstwo w wyborach za niemożliwe. Najwyraźniej coś naszło Wołodymyra, więc uznali, że trzeba było pozwolić mu się pobawić - powiedział mi Hajdaj. - Ale gdy zwyciężył, byli w jeszcze większym szoku. Nie wiedzieli, co robić. Zdawali sobie sprawę, jak wielka to odpowiedzialność, i zrozumieli, że stare życie się skończyło, że nie będzie już więcej "Kwartału 95" i innych firm produkcyjnych... Uświadomili sobie, że wchodzą w zupełnie inną rzeczywistość, w której będą musieli być zupełnie innymi ludźmi. Byli zdezorientowani, próbowali z kimś się skonsultować. Zresztą nie tylko oni, bo i u samego Zełenskiego wszystko się zmieniło. Sadzę, że był już u jego boku Bohdan, który mu powtarzał: "Nie denerwuj się, wiem, co robić i jak. Trzeba iść do przodu". W tym czasie nie wszyscy przepadali za Bohdanem, ponieważ bardzo się wyróżniał w otoczeniu prezydenta i dawało się zauważyć, że jest motorem całego tego przedsięwzięcia.
Tak czy inaczej, krok podjęty przez Wołodymyra Zełenskiego w noc sylwestrową zmienił nie tylko jego karierę, lecz także zasady gry w ukraińskiej polityce.
Jeden z uczestników wyścigu prezydenckiego, Roman Bezsmertny, próbował powstrzymać Zełenskiego: 22 marca 2019 r. publicznie wezwał go do wycofania swojej kandydatury. "Proszę zabrać dokumenty z Centralnej Komisji Wyborczej, bo to wstyd i upokorzenie dla narodu" - powiedział.
Zełenski nie posłuchał.
Jakie będą tego skutki?
Petro Poroszenko dostanie od wyborców pstryczka w nos.
Julii Tymoszenko jeszcze raz prezydentura przejdzie koło nosa.
Ołehowi Laszko wyrośnie silny konkurent na scenie politycznej, a za kilka miesięcy jego Partia Radykalna przegra wybory parlamentarne.
Pułkownik Anatolij Hrycenko[2] przejdzie na polityczną emeryturę.
A Ukraina dostanie to, czego chciała - Wołodymyra Zełenskiego.
Jeden z jego ówczesnych kolegów, Rusłan Rjaboszapka, jakiś czas później powie, że kraj otrzymał zupełnie innego prezydenta niż tego, na którego głosował. Jakby człowiek z kampanii wyborczej stał się już zupełnie inną osobą.
[2] Ukraiński polityk, były minister obrony. Pułkownik rezerwy. W 2010, 2014 i 2019 r. kandydował w wyborach prezydenckich, bezskutecznie.