Zdumiewająca potęga wiary - Merlin Carothers

-
Proszę czekać

Niemal zbyt dobre, aby w to uwierzyć

Bóg zesłał Jezusa, aby zrobić coś tak cudownego, że wiele osób nie jest w stanie w to uwierzyć. Pomyślcie tylko: Bóg wysyła własnego Syna, by poniósł On karę za każdy z naszych grzechów. Jak wielki to dar! Dlaczego zdecydował się to dla nas zrobić?

Bóg uczynił ze mnie swojego adoptowanego syna. Jakie z tego płyną dla mnie korzyści? Im bardziej zagłębiałem się w to, co mówi na ten temat Pismo Święte, tym większy ogarniał mnie zachwyt.

Zapisywałem kolejne strony wersetami z Biblii, w których jasno opisano dary, które zsyła nam Bóg. W miarę moich badań, mocą Ducha Świętego, moje serce wypełniało się radością z tego, co Bóg dla mnie uczynił. Coraz lepiej rozumiałem, co znaczy być synem Bożym.

Pomyślcie, jak często modlicie się słowami, których nauczył nas Jezus: "Ojcze nasz, który jesteś w niebie". Skoro On jest waszym ojcem, to kim wy jesteście? To jasne - musicie być Jego dziećmi.

Wiem, że gdyby mój ojciec, Dave Carothers, był prezydentem Stanów Zjednoczonych, przynosiłoby to mnie, Merlinowi, określone korzyści. Mógłbym stanąć przed głównym wejściem do Białego Domu i strażnicy by mnie rozpoznali. Wiedzieliby, że mają mnie jak najszybciej zaprowadzić do prezydenta, ponieważ wydał im on takie instrukcje na piśmie. Żaden z urzędników, nikt z całego rządu nie mógłby liczyć na tak sprawną i kompleksową obsługę jak ja. Dlaczego? Czy musiałbym zrobić coś wyjątkowego? Nie. Strażników interesowałoby tylko jedno: takie jest polecenie prezydenta.

To doskonała ilustracja. Jestem synem Bożym. Bóg jest gotów ze mną porozmawiać zawsze, gdy zapragnę pobyć w bliskości z Nim. Zrobi dla mnie wszystko, co wedle Jego wiedzy będzie dla mnie dobre. Ja zaś jestem jak syn marnotrawny, który powraca do ojca. Syn, który sądził, że nie jest godzien nawet być w domu ojca służącym. Tak właśnie postrzegałem swoją relację z Bogiem. Myślałem, że nie jestem Go godny. Nie miałem w sobie tej bezwzględnej wiary, że będę mógł być przy Nim na zawsze jako jedno z Jego dzieci. Byłem przecież nieposłuszny i zapewne jeszcze nie raz Go zawiodę. Skąd więc miałbym mieć pewność, że On weźmie mnie do nieba? Teraz jednak rozumiem cud wiary.

Teraz wiem, kim jestem. Nie łudzę się, że zasłużyłem na tak wielki zaszczyt, lecz Bóg postanowił obdarzyć nim swoje dzieci. Nie przez wzgląd na to, kim one są, lecz dlatego, że On jest Tym, Kim jest. Chcę, abyście i wy dostąpili tego honoru, abyście uwierzyli, że jest on waszym udziałem, i abyście się nim radowali. Wówczas będziecie mogli powiedzieć każdemu, kim jesteście, i wskazać innym, w jaki sposób oni także mogą się stać ukochanymi dziećmi Bożymi.

Jesteś pewien czy się wahasz?

Czy pójdziesz do nieba? Czy jesteś tego pewien? A może masz wątpliwości?

Jeśli zdarza się wam czasem wątpić w to, co się z wami stanie po śmierci, codziennie czytajcie to nabożne wyznanie, aż stanie się ono dla was tak prawdziwe, że będziecie mogli pomóc innym poznać prawdę, której sami doświadczyliście. Wszyscy ­musimy ją poznać! Duch Święty natchnie was radością, która przerodzi się stopniowo w poczucie zwycięstwa.

Setki razy stawałem przy łóżkach ludzi, którzy czuli, że wkrótce umrą. I wszyscy oni chcieli się dowiedzieć, co się z nimi stanie w chwili śmierci.

Apostoł Paweł przez wiele lat był skuty w więziennej celi. I tam właśnie opisał swoją radość. Gdy Jezus żyje w naszych sercach, chce, abyśmy mieli w sobie tę samą pewność, którą żywił Paweł. "Temu zaś, który mocą działającą w nas może uczynić nieskończenie więcej, niż prosimy czy rozumiemy, Jemu chwała w Kościele i w Chrystusie Jezusie po wszystkie pokolenia wieku wieków!" (Ef 3, 20-21)*.

On dokona dzieła - my musimy uwierzyć.

Zapraszając Jezusa do swego serca, zapewniamy sobie wieczność w niebie. Dla każdego, kto znalazł w sobie tę pewność, wszystko się zmienia - nagle wiemy to, co powinniśmy wiedzieć!

Ilu ludzi ma w sobie absolutną pewność, że trafi do nieba? Na pewno wielu ma taką nadzieję, ale nie pewność. Coraz więcej osób uważa, że do nieba mogą nas doprowadzić różne religie. Jezus jednak mówi: "Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie" (J 14, 6).

Czy Jezus może się mylić?

W szesnastym wieku Pismo Święte posiadali przede wszystkim duchowni. Marcin Luter, ryzykując własnym życiem, walczył o to, żeby Biblia mogła być w każdym domu. Wtedy narodziła się wiara protestancka.

Dziś i wy, i ja możemy pomóc tym wszystkim, którzy nie wiedzą, co mówi Biblia. Możemy pomóc im zrozumieć, że za sprawą Jezusa każdy może mieć w sercu pewność, że jest dzieckiem Bożym.

* Wszystkie tłumaczenia wersetów biblijnych pochodzą z Biblii Tysiąclecia (http://biblia.deon.pl/) - przyp. tłum.

Napełnieni radością

"To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna" (J 15, 11).

Czy czujecie w sobie radość? Radość, która wypełnia was bez reszty? Uczniowie Jezusa musieli się zastanawiać, w jaki sposób ich Nauczyciel zdoła spełnić tę obietnicę.

Jezus wiedział, że Jego uczniowie będą się radowali. Oni jednak nie potrafili pojąć, skąd mieliby czerpać szczęście, jeśli On ich opuści. Ich wiara była słaba i mieli tego świadomość; dopiero później nauczyli się wierzyć w to, co mówił im Jezus. Wszyscy możemy się tego nauczyć.

Chcę w tej książce zaznaczyć, że nasza wiara może przepełnić nas cudowną radością. Czy jednak nie odnosicie się do moich słów sceptycznie, skoro nie mam pojęcia o waszych problemach? Wiem, że gdy ja sam uwierzyłem w obietnicę Jezusa, moja wewnętrzna radość niewypowiedzianie wzrosła. Im bardziej umacniam się w wierze, tym większą odczuwam radość w Panu. Wiele osób dzieli się ze mną podobnym doświadczeniem.

Niektórzy potrzebują więcej czasu, aby odczuć, jak narasta w nich radość, lecz Bóg podsuwa rozwiązanie. Mówi: "W czynieniu dobrze nie ustawajmy, bo gdy pora nadejdzie, będziemy zbierać plony, o ile w pracy nie ustaniemy" (Ga 6, 9).

Niektórych trudniej przekonać niż innych. Gdy jednak zyskamy przeświadczenie, że możemy w pełni i nieskończenie się radować, staniemy się posłańcami Bożej Nowiny dla pozostałych, którym również niełatwo przychodzi poddanie się temu przekonaniu. Jezus i Duch Święty pomogą nam uwierzyć w "niemożliwe".

Jeśli nie wiecie, jak dokonać tych wielkich rzeczy, rozwiązanie wskaże Biblia: "Jeśli zaś komuś z was brakuje mądrości, niech prosi o nią Boga, który daje wszystkim chętnie i nie wymawiając; a na pewno ją otrzyma" (Jk 1, 5).

Jezus powiedział: "Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie" (Łk 11, 9). Jeśli będziecie kontynuować lekturę tej książki, oznacza to, że "szukacie" - "szukajcie, a znajdziecie".

Jeśli więc brakuje wam mądrości, zwróćcie się do Boga, a On da wam wszystko, co potrzebne, abyście mogli się stać tym, kim On chce, żebyście się stali. Nie ma nic wspanialszego niż być tym, kim Bóg chce, abyśmy byli.

Tylko przez wiarę

Pewien młodzieniec zakochał się w pięknej młodej damie. Wydawało mu się, że za każdym razem, gdy ją widzi, dowiaduje się o niej czegoś nowego, i zdumiewało go, że w jednej dziewczynie znajduje wszystko, o czym zawsze marzył. Była cudowna. Nigdy wcześniej nie sądził, że na świecie może żyć ktoś tak niezwykły.

Mężczyzna był studentem; razem z "aniołem" należeli do tej samej grupy. Widywał ją co dzień i często miał szczęście siedzieć obok niej podczas zajęć. Gdy się do niej odzywał, ona uprzejmie odpowiadała, wydawała się jednak mało zainteresowana podejmowaniem rozmowy. Bywał jednak świadkiem, jak radośnie rozprawiała z innymi chłopakami, i ten widok sprawiał, że niemal pękało mu serce. Często widział, jak po imprezach studenckich różni koledzy odprowadzają ją do domu, i czuł niepohamowaną zazdrość. Tamci mężczyźni trzymali ją za rękę i siadali blisko niej. Serce tłukło mu się w piersiach i ogarniało go poczucie całkowitej beznadziei.

Nieustannie ćwiczył wypowiedzi, których chciał użyć, aby zaprosić obiekt swoich westchnień na randkę. Kiedy jednak stawał przed nią, a ona patrzyła na niego, wcale go nie widząc, wycofywał się, by obmyślić nową kwestię.

Aż wreszcie noc w jego sercu zmieniła się w dzień. Stanął przed nią twarzą w twarz na szkolnym korytarzu i zanim zdołał sobie przypomnieć, co dokładnie miał jej powiedzieć, zapytał wprost: "Czy mogę cię zaprosić na kolację w przyszłą sobotę?". Dziewczyna uśmiechnęła się i odrzekła: "Tak".

Chłopak nie posiadał się ze szczęścia. Powiedziała: tak! Przez cały tydzień planował idealną randkę, wyjątkowy wieczór, który jego wybranka z pewnością na zawsze zapamięta: kwiaty, najlepszy stolik w najlepszej restauracji. Porozmawiał nawet z kelnerem, który miał ich obsługiwać, i wyjaśnił mu, jak ważny będzie to wieczór. Młodzieniec obiecał mu szczególnie hojny napiwek, jeśli zadba, aby towarzysząca mu młoda dama poczuła się wyjątkowo.

Specjalnie na tę okazję kupił garnitur, koszulę, krawat i buty. Ojciec pożyczył mu na ten wieczór samochód, więc chłopak dokładnie go wypucował. Obserwując jego entuzjazm, ojciec wyznał synowi, że bardzo się cieszy, widząc go tak szczęśliwym.

W końcu nadeszła wyczekiwana sobota. O ustalonej godzinie młodzieniec stanął przed drzwiami ukochanej i nacisnął dzwonek. Drzwi otworzyła matka dziewczyny, która wydawała się zaskoczona, widząc na progu elegancko ubranego mężczyznę dzierżącego bukiet kwiatów.

- Czy mogę w czymś pomóc? - zapytała.

- Owszem - odparł chłopak. - Przyszedłem po pani córkę. Wybieramy się na kolację.

Matka wydawała się jeszcze bardziej zdumiona.

- Chwileczkę - powiedziała. - Powiem jej, że pan przyszedł. Jak się pan nazywa?

Po kilku minutach, które zdawały się ciągnąć w nieskończoność, w drzwiach stanął piękny "anioł".

- Cześć - powiedziała dziewczyna ze zdziwieniem w głosie. - Mama mówi, że po mnie przyjechałeś. Skąd ci przyszło do głowy, że razem wychodzimy?

Chłopaka zamurowało, a gdy odzyskał mowę, wydukał:

- Przecież powiedziałaś, że pójdziesz dziś ze mną na kolację.

- Myślałam, że robisz sobie żarty - odparła. - Nie planowałam tego wieczoru nigdzie wychodzić. Przepraszam, musiałam cię źle zrozumieć.

Usłyszawszy to, chłopak się odwrócił i odszedł, przekonany o swojej naiwności, która pozwoliła mu mieć nadzieję, że piękny "anioł" kiedykolwiek obdarzy go względami.

W porządku, to zmyślona historia, ale byłem świadkiem tego, jak się naprawdę rozgrywała w życiu wielu osób. Jezus zapraszał tych ludzi, aby za Nim poszli, aby na wieki żyli z Nim w niebie. Oni odpowiadali: "Dobrze, chcę pójść za Tobą", później zaś, gdy ktoś ich pytał, czy trafią do nieba, odpowiadali: "Nie wiem". Te dwa słowa świadczą o tym, że ludziom tym brakuje ufności w to, co powiedział nam Jezus. Nie czują w sercu potrzeby, by modlitwę zaczynać od słów: "Witaj, Ojcze, zwraca się do Ciebie Twoje dziecko".

Powyższy przykład jest niedoskonały, lecz porównanie jest trafne. Musimy być pewni, co mówi do nas Jezus, i dokładnie wiedzieć, w co wierzymy.

Jedyny warunek Boży

"Albowiem i myśmy otrzymali dobrą nowinę, jak i tamci, lecz tamtym słowo usłyszane nie było pomocne, gdyż nie łączyli się przez wiarę z tymi, którzy je usłyszeli" (Hbr 4, 2).

Jeśli będziemy jedynie słyszeli Bożą obietnicę zbawienia poprzez wiarę w Jezusa, lecz nie będziemy jej rozumieli, Bóg odpowie nam tak, jak odpowiedział ludziom z czasów Mojżesza. To, co słyszymy, w niczym nam nie pomoże, jeśli w to nie wierzymy. Niektórym ludziom wydaje się dziwne, że Bóg przykłada tak wielką wagę do tego, w co wierzymy. Lecz to On ustala zasady i ignorowanie ich byłoby z naszej strony bardzo nierozważne.

Zważcie, że Bóg stworzył wszystko, co istnieje, tylko mocą swego słowa. Jest tak potężny, że słowem powołał do życia człowieka! Jezus wielokrotnie pokazał swoją moc, dokonując rzeczy "niemożliwych". Nie pojmował ludzkiego niedowierzania. Bóg z kolei nie znajduje usprawiedliwienia dla naszego braku wiary w Jego Syna, dlatego nie powinniśmy szczędzić czasu na naukę zawierzania Mu: "Wchodzimy istotnie do odpoczynku my, którzy uwierzyliśmy, jak to powiedział: Toteż przysiągłem w gniewie moim: Nie wejdą do mego odpoczynku, aczkolwiek dzieła były dokonane od stworzenia świata" (Hbr 4, 3). Wejdziemy do Bożego miejsca odpoczynku tylko, jeśli Mu uwierzymy.

"I was, którzy byliście niegdyś obcymi [dla Boga] i [Jego] wrogami przez sposób myślenia i wasze złe czyny, teraz znów pojednał w doczesnym Jego ciele przez śmierć, by stawić was wobec siebie jako świętych i nieskalanych, i nienagannych, bylebyście tylko trwali w wierze - ugruntowani i stateczni - a nie chwiejący się w nadziei [właściwej dla] Ewangelii. Ją to posłyszeliście głoszoną wszelkiemu stworzeniu, które jest pod niebem - jej sługą stałem się ja, Paweł" (Kol 1, 21-23). Jedynym warunkiem, jaki stawia nam Bóg, jest, abyśmy uwierzyli w to, co jest prawdą.

"I was, umarłych na skutek występków i "nie­obrzezania" waszego [grzesznego] ciała, razem z Nim przywrócił do życia" (Kol 2, 13). Bóg wykreślił wszystkie zarzuty wobec nas w odniesieniu do wszystkich przykazań, jakich nie wypełniliśmy. Zniszczył listę naszych grzechów, przybijając ją do krzyża Chrystusowego: "Darował nam wszystkie występki, skreślił zapis dłużny obciążający nas nakazami. To właśnie, co było naszym przeciwnikiem, usunął z drogi, przygwoździwszy do krzyża" (Kol 2, 13-14). I teraz Jezus może nas przedstawić Bogu jako świętych w Jego oczach, bez skazy i wolnych od wszelkich oskarżeń.