Wprowadzenie
Wprowadzenie
Wpisuję hasło "miłość własna"1 na Twitterze (obecnie X); w pasku
wyszukiwania pojawia się informacja: "800 tweetów w ciągu ostatniej
godziny". Zważywszy, że to godzina 11:00 rano we wtorek, można uznać, że
całkiem sporo ludzi rozmyśla o miłości własnej przed południem w dniu
powszednim. Jako psycholog nie mogę się z tego nie cieszyć.
"Bardzo dobrze, moi wirtualni przyjaciele, myślę sobie, że zastanawiacie
się, co oznacza dla was miłość własna, i dzielicie się swoimi
przemyśleniami na Twitterze. Zobaczmy, co napisaliście".
Kiedy zaczynam przeglądać tweety oznaczone hasztagiem #miloscwlasna,
kilka od razu rzuca mi się w oczy:
"Kryształy wzmagające miłość własną".
"Twoja miłość własna musi przewyższać pragnienie bycia kochanym".
"Miłość własna jest rewolucyjna".
"Naszyjnik miłości własnej".
"Miłość własna ponad wszystkie rodzaje miłości".
Natychmiast przyszło mi do głowy kilka myśli. Po pierwsze, uderza mnie,
że ludzie naprawdę czują, że "Miłość własna musi przewyższać wszystko".
(Wrócimy później do tego stwierdzenia). Po drugie, co to jest naszyjnik
miłości własnej?
Nie zrozumcie mnie źle - jak każda kobieta lubię biżuterię, ale wiele
produktów sprzedawanych pod hasłem "miłość własna" sprawia, że zaczynam
czuć się trochę nieswojo. Gdy przewijam dalej, uczucie niepokoju i zdziwienia rośnie.
Być może zastanawiacie się, po co psycholog szuka informacji o miłości
własnej w serwisie X. Zapewniam was: media społecznościowe nie są moim
podstawowym źródłem informacji na ten temat. Próbuję się dowiedzieć, jak
ludzie rozumieją swój stosunek do siebie - fundamentalną koncepcję, do
której zawsze odwołuję się podczas terapii. Widzicie, doszłam do
wniosku, że poszukiwanie i rozwijanie więzi z własnym "ja" to jeden z najpotężniejszych czynników napędowych rozwoju osobistego. Osoby, które
zadają pytania (na przykład: "Dlaczego wciąż ląduję w związkach, które
są skazane na porażkę?" lub "Dlaczego jestem dla siebie taki surowy?"
albo też "Dlaczego czuję taką pustkę, choć mam wszystko, o czym
marzyłem?"), analizują własny sposób rozumienia i wyrażania samooceny,
zaufania do siebie, dbania o siebie i innych aspektów relacji ze sobą,
znajdują odpowiedzi, wnioski, a ostatecznie - sens istnienia.
Dzięki sesjom terapeutycznym miałam szczęście obserwować, jak ludzie
odnajdują drogę do tych części własnej osobowości, które dotąd
ignorowali lub których nie dostrzegali, przytłoczeni ciężarem presji i wymagań. Patrzyłam na ich smutek towarzyszący odkryciu, jak dalece byli
zaniedbywani, jak bardzo brakowało im miłości w okresie dorastania, a w wyniku takiego modelowania i uwarunkowań sami zaczęli siebie spychać na
dalszy plan i utracili miłość własną w wielu pozornie pozbawionych
znaczenia aspektach, co jednak miało na nich ogromny wpływ. Widziałam
też radość i ulgę, które zjawiają się, gdy uczymy się kochać
bezwarunkowo wszystkie części siebie (nie tylko te sympatyczne), gdy
budujemy trwałą wiarę w siebie i swoją zdolność do podejmowania trudnych
wyzwań (teraz i w przyszłości), gdy zaczynamy o siebie dbać - i nie mam
tu na myśli kąpieli w bąbelkach i wpadania w szał zakupów, ale
umiejętność dokonywania trudnych wyborów i stawiania własnego dobra na
pierwszym miejscu.
Definicja relacji z samym sobą
Relacja z samym sobą to temat przewodni psychoterapii; podobnie jak inne
związki w naszym życiu ten również składa się z wielu skomplikowanych
warstw. To nasz sposób postrzegania i traktowania samych siebie, od
reagowania na sygnały wysyłane nam przez organizm po świadome
przeżywanie porażek i sukcesów. Zważywszy na to, jak długa jest historia
naszego związku ze sobą (który kształtuje nasze opinie, uczucia,
poczucie bezpieczeństwa, zaufanie, miłość czy dbałość o siebie w wyniku
niezliczonych doświadczeń mających na nas wpływ), najłatwiej jest
porównać relację z samym sobą do innych długofalowych związków w naszym
życiu.
Związki takie, zarówno te romantyczne, jak i te platoniczne, wymagają
pracy, przewartościowań, umiejętności zarządzania konfliktami, zaufania
oraz wsparcia. Relacja z samym sobą także wymusza naprawę sytuacji, gdy
wyrządzamy szkodę lub krzywdę, co zdarza się każdemu; także tutaj
obowiązują zasady funkcjonowania w relacjach międzyludzkich - musimy
uświadomić sobie, na ile związek jest dla nas ważny, co mamy zamiar
zmienić, a następnie przystąpić do działania.
Choć stosunek do siebie jest najważniejszą relacją w naszym życiu, wielu
moich pacjentów ma trudności ze zrozumieniem tej koncepcji - niektórzy
nie mają nawet świadomości, że takie pojęcie istnieje (typowa reakcja na
wzmiankę o zaufaniu do siebie to: "O kurczę, to ma jakieś znaczenie?"),
inni stwierdzają, że jedyne znane im rozumienie pojęć z tego obszaru
wiąże się z ich uproszczoną wersją, prezentowaną w mediach
społecznościowych. Coraz bardziej martwi mnie fakt, że nasza chęć
rozpowszechniania kluczowych zasad psychologii jako wartościowego
przekazu przyczynia się do ogólnego pomylenia pojęć związanych z relacją
z samym sobą.
Wróćmy zatem do naszego wyszukiwania.
W nadziei, że uda mi się rozwiać niepokój wywołany przez wpisy na
Twitterze, wpisuję hasło "miłość własna" w pasku wyszukiwania na
Instagramie i otrzymuję 76,4 miliona wyników. "W porządku, Instagramie,
widzę cię". Mętlik w mojej głowie nasila się na widok kolorowych postów,
rolek i memów, które głoszą:
"Traktuj siebie jak króla".
"Myśl pozytywnie. Nie bądź dla siebie surowy".
"Oznaki gaslightingu - z listą zachowań i wyrażeń, które powinny
budzić czujność".
"Dziś jest nowy dzień. Daj sobie szczyptę miłości własnej, dołóż
odrobinę zarozumialstwa i całą masę tupetu".
Choć ten ostatni cytat naprawdę mi się podoba, myślę sobie: "Jakim cudem
tak niejasny przekaz może pomóc ludziom zrozumieć, czym jest miłość
własna?".
Być może jesteście zdania, że nie należy uczyć się miłości własnej z mediów społecznościowych - źródłem wiedzy na ten temat powinni być
raczej rodzice, autorytety życiowe, może terapeuci. Teoretycznie się z tym zgadzam, lecz doświadczenie zawodowe każe mi mieć wątpliwości. Wielu
moich pacjentów opisuje rodziców, którzy są zawsze gotowi nieść wsparcie
i okazywać miłość swoim dzieciom, lecz pozostają przy tym głusi na
własne potrzeby. Kiedy pytam ich, w jaki sposób ich rodzice dbali o siebie i o własną samoocenę, odpowiedzią jest często puste spojrzenie.
Czasami słyszę: "W mojej rodzinie tego nie było. Wychwalano stawianie
cudzych potrzeb ponad własne, a skupianie się na sobie uważano za
egoizm".
Ach, tak - to wielkie, paskudne słowo, którego wszyscy staramy się
unikać. Słowo "egoizm" traktuje się jak tabu - co jest dziwne,
zważywszy, że oznacza jedynie przyjęcie do wiadomości, że mamy jaźń, a to na niej powinniśmy się skupić. (Więcej na ten temat w dalszej
części).
Media społecznościowe to wspaniała przestrzeń do poszukiwania informacji
i budowania więzi międzyludzkich. Podczas pandemii media społecznościowe
pozwoliły nam tworzyć i rozwijać je w czasie, gdy były nam one
szczególnie potrzebne. Przekonaliśmy się też, że media społecznościowe
są potęgą we wspieraniu ruchów tworzących historię, że różne platformy
stają się miejscem przekazu niezwykle ważnych i trudnych opowieści.
Oczywiście, każdy medal ma dwie strony. Media społecznościowe to świetne
narzędzie do poszukiwania, udostępniania i rozpowszechniania informacji
- zarazem jednak mogą okazać się źródłem dezinformacji i nieścisłości.
Ma to szczególne znaczenie, gdy myślimy o kluczowych pojęciach
psychologicznych, które mogą wywrzeć przemożny wpływ na życie jednostek.
Im częściej te terminy będą używane w postach "nadających się do
udostępnienia", tym większe ryzyko utraty ich pierwotnego znaczenia lub,
co gorsza, ich całkowitego niezrozumienia. Pomyślmy o tym jak o niebezpiecznej zabawie w głuchy telefon, w którym każdy nowy post
(bazujący nie na pierwotnej definicji, lecz na poprzednim poście) oddala
się coraz bardziej od początkowego znaczenia danego terminu.
Być może niezrozumienie tych kluczowych pojęć jest wynikiem przesycenia
nimi mediów społecznościowych, a może efektem zinternalizowanych
przekonań, które wypływają z wzorców międzypokoleniowych - tak czy
inaczej, odchodzimy coraz dalej od prawdziwego zrozumienia i doświadczania tych koncepcji. W rezultacie nie mamy świadomości, że
mogłyby one zmienić diametralnie jakość naszego życia, nadać mu sens i znaczenie.
Dlaczego, Co i Kto
Niniejsza książka to zaproszenie do podróży, która odsłoni i pozwoli wam
lepiej zrozumieć prawdziwą, nieprzefiltrowaną domenę relacji z samym
sobą w kontekście teorii psychologicznych, badań naukowych, przypadków
klinicznych - oczywiście, z solidną szczyptą poczucia humoru. Wspólnie
zbadamy wszystkie wymiary stosunku do siebie, nie pomijając niuansów,
odkryjemy ich korzenie, znaczenie, jak też sposoby realizowania każdego
z tych wymiarów przez całe wasze życie.
Powtórzę znowu: to praca na całe wasze życie.
W wielu opracowaniach znajdziecie krótkie wskazówki - jak poprawić
samoocenę, samokontrolę i samodyscyplinę. Niektóre z nich zamieściłam
także w niniejszej książce, w bardziej rozbudowanej wersji. Choć
straciły przez to na zwięzłości, zyskały niezbędną głębię, byście mogli
osiągnąć długofalowy efekt - wymaga to bowiem wprowadzenia pewnych
praktyk na stałe do swego harmonogramu i nieustannego rozwijania się.
Nasza relacja z samym sobą kształtuje się przez całe życie, dlatego nie
wystarczy raz przeczytać książkę i wykonać zawarte w niej ćwiczenia -
trzeba się z nimi zapoznać, przemyśleć je, wdrożyć... a potem wdrażać
dalej, raz za razem, do czasu wypracowania sobie "pamięci mięśniowej",
która pozwoli nam odłożyć tę książkę na półkę. (Przynajmniej do czasu,
kiedy trzeba będzie przypomnieć sobie to i owo).
Mam nadzieję, że weźmiecie tę książkę do ręki w chwili wielkiej życiowej
przemiany, jak choćby zakończenie związku, rozpoczęcie nowej pracy,
uświadomienie sobie, jak zaniedbywaliście się przez lata, lub
zapragniecie lepiej poznać samych siebie. Mam też nadzieję, że
sięgniecie po nią w chwili, gdy będzie towarzyszyć wam poczucie, że
osiągnęliście w życiu wszystko - świetną pracę, piękny dom, wspaniałą
rodzinę - a jednak nie czujecie się spełnieni.
Przygotujcie się więc na spotkanie ze sobą.
1. Miłość własna
1
Miłość własna
Dlaczego zaczynamy od miłości własnej
Zaczęłam wyszukiwanie w serwisie X od hasła "miłość własna" nie bez
powodu - nie tylko dlatego, że zostało ono podsunięte przez algorytm
automatycznego uzupełniania tekstu. Miłość do siebie to nieodzowny
fundament trudnej, dogłębnej, a zarazem przełomowej analizy, do której
właśnie przystępujemy. Trwała miłość własna jest jak fundament domu -
tylko ona pozwoli nam udźwignąć ciężar i stres związany ze stosunkiem do
siebie (czyli domem). Podobnie jak ten fundament, miłość własna nie
przetrwa bez uszczerbku długich dziesięcioleci, jeśli nie zadbamy o jej
konserwację.
Niestety często zaniedbujemy konieczność pielęgnowania miłości własnej
jeszcze bardziej niż fundamenty naszych domów. Traktujemy ją jako pewnik
i nie dbamy o jej rozwijanie, pielęgnowanie, ba, nawet nie sprawdzamy,
jak się miewa. Tymczasem dane z wyszukiwarki Google sugerują, że często
myślimy o tym pojęciu. Wyniki globalnego wyszukiwania wskazują, że w trakcie całego roku występuje kilka momentów szczytowego zainteresowania
tym tematem, szczególnie w okolicach lutego (a dokładniej - blisko
walentynek). Możemy założyć, że wiąże się to (1) ze świętem skupionym na
miłości, które zmusza ludzi do przewartościowania własnych związków,
oraz (2) z przekazem medialnym, bez końca powtarza się w nim, jakie to
ważne, żebyśmy kochali siebie ponad wszystko (kupcie parę kryształów,
które wam w tym pomogą!).
Nie spodziewam się, że będziecie nieustannie zanurzać się we własnej
psychice i analizować fundamenty swojej miłości do siebie (no dobrze,
koniec z analogią do domu). Niemniej to bardzo ważne, abyście
pielęgnowali i wzmacniali miłość własną, by pozwolić jej się rozwijać i wzrastać. Ma to szczególne znaczenie ze względu na złożoność etapów
naszego rozwoju, jak i fakt, że wyzwania, które stawia przed nami życie,
także się zmieniają i ewoluują. Solidny fundament miłości własnej
pozwala nam stawić im czoła w pełnym rynsztunku.
Czym jest, a czym nie jest miłość własna
Jak już ustaliliśmy, w mediach społecznościowych można znaleźć wiele
zabawnych, interesujących i niekiedy dość trafnych postów na temat
miłości własnej. Jednakże podobnie jak w przypadku wielu innych pojęć,
które omówimy w tej książce, równie często media społecznościowe
powielają zniekształcone dane i sieją dezinformację. Nawet Amerykańskie
Towarzystwo Psychologiczne, podstawowe źródło informacji dla
specjalistów zajmujących się zdrowiem psychicznym, wydaje się podzielone
w kwestii rozumienia tego pojęcia. W pierwszej definicji czytamy, że
miłość własna to "wzgląd na siebie i zainteresowanie sobą samym lub
samozadowolenie", w drugiej natomiast, że to "nadmierne przywiązywanie
wagi do siebie lub postawa narcystyczna wobec własnego ciała, zdolności
lub osobowości". To dopiero mylące!
Jednym z problemów, które wiążą się z definiowaniem miłości własnej,
jest fakt, że definicja musi być zwięzła. Miłość własna to pojęcie
szerokie obejmujące sposób bycia, myślenia i postępowania względem
siebie. To wewnętrzna akceptacja trudnych myśli i uczuć, a także
działania, które są przejawem aprobaty i bezwarunkowego szacunku do
siebie - jak choćby fakt, że nie winimy siebie za popełnione błędy po
wyjątkowo trudnym dniu.
Kolejnym wyzwaniem przy definiowaniu miłości własnej jest łatwość, z jaką można pomylić to pojęcie z pobłażaniem sobie - spójrzmy na post
koleżanki na Instagramie, która napisała: "Kupiłam sobie tę torebkę, bo
na nią zasługuję #miloscwlasna". Nie mam nic przeciwko folgowaniu sobie
(czego dowodzą moje nowe szałowe kowbojki); miłość własna nie oznacza
jednak natychmiastowego ulegania własnym kaprysom.
Dowodem miłości rodzica do dziecka nie jest spełnianie wszystkich jego
zachcianek. To reagowanie na potrzeby dziecka oraz bezwarunkowa troska,
nawet gdy dziecko po raz osiemnasty rzuca kubeczkiem o podłogę lub
wrzeszczy, że zabije wszystkich, jeśli mamusia nie pozwoli mu się bawić
buteleczką z lekarstwami. Rodzic może oczywiście wpaść w gniew,
wyciągnąć konsekwencje z zachowania dziecka lub próbować odwrócić jego
uwagę od problemu; niemniej miłość i troska pozostają fundamentem
relacji z dzieckiem. Rodzic rozumie, że dziecko nie robi scen dla
rozrywki, ale po prostu uczy się radzić sobie z "dużymi" emocjami i eksperymentuje z metodami osiągania celów.
Wiecie co? Gdy dziecko dorośnie, pewnie także będzie czasem wpadać w histerię, robić bałagan i doświadczy niejednej żenującej wpadki. Wówczas
jednak z pomocą przyjdzie mu miłość własna, która pozwoli mu zareagować
z klasą i okazać sobie współczucie.
Co najważniejsze, miłość własna nie oznacza, że dajemy sobie
przyzwolenie na złe zachowanie lub ulegamy wszystkim swoim zachciankom;
przeciwnie, oznacza ona świadomość, że jako istoty ludzkie robimy to, co
kochamy i z czego jesteśmy dumni, ale też nie potrafimy ustrzec się
myśli i działań, na wspomnienie których odczuwamy nieprzyjemny dreszcz.
Miłość własna oznacza, że cenimy osobę, jaką jesteśmy. To szacunek dla
własnych potrzeb, świadomość faktu, że wciąż się uczymy i rozwijamy, by
stać się tym, kim chcemy być.
Pokochaj siebie, zanim ktokolwiek inny zdoła cię pokochać: Największe kłamstwo w historii
Teraz, gdy już wiemy, czym jest, a czym nie jest miłość własna,
przyjrzyjmy się największemu kłamstwu w historii świata. Zostało ono
zgrabnie ujęte we wpisie na Twitterze - przez to, że zdobył mnóstwo
polubień, wyświetlił mi się wielokrotnie, gdy wyszukiwałam hasło
#miloscwlasna: "twoja miłość do siebie musi być większa niż pragnienie
bycia kochanym".
Oczywiście, miłość własna jest bardzo ważna - tak istotna, że
poświęciłam jej cały rozdział - ale problem z tym cytatem leży w sugestii, że powinniśmy ją mierzyć, ważyć i porównywać z miłością, którą
chcielibyśmy otrzymać od innych. W mojej praktyce klinicznej często
stykam się z osobami uważającymi, że nie należy im się niczyja miłość i troska, bo muszą najpierw bezgranicznie pokochać się sami, by mógł ich
pokochać ktoś inny. Jakie to tragiczne. Nie rodzimy się z umiejętnością
kochania siebie - to doświadczanie miłości, dbałości i bezpieczeństwa
pozwala nam wykształcić autonomiczny i zdrowy stosunek do siebie, w tym
miłość własną. Innymi słowy, nasza miłość do siebie rodzi się stąd, że
pozwalamy, by inni nas kochali, dostrzegali i cenili.
Jeszcze jedna uwaga: jeśli nie mieliście w życiu nikogo, kto dałby wam
należną miłość i troskę, to nie znaczy, że wszystko stracone. Oznacza to
jedynie, że należy wziąć pod uwagę tę okoliczność, by zmienić swoje
życie.
Jeśli moje argumenty was nie przekonują, zapoznajcie się z teorią
przywiązania.
Teoria przywiązania, której autorami są John Bowlby i Mary
Ainsworth2, zajmuje się nauką relacji i odpowiada na pytanie,
w jaki sposób rozwijamy, utrzymujemy i doświadczamy więzi z innymi
ludźmi i ze sobą. Teoria przywiązania głosi, że rodzimy się z wewnętrznym pragnieniem więzi, a obecność naszych głównych opiekunów
daje nam poczucie bezpieczeństwa. Możemy odczuwać niepokój, gdy się
oddalają, cieszymy się, kiedy wracają i szukamy ich towarzystwa, gdy
potrzebujemy pocieszenia lub mamy ochotę na zabawę. Fundamentalnym
aspektem budowania bezpiecznej więzi jest doświadczanie na ogół
nieustannej miłości, troski i akceptacji ze strony naszych głównych
opiekunów. To dzięki tej trosce rozwijamy i budujemy naszą miłość
własną.
Słowa "na ogół" wyróżniłam tu kursywą, ponieważ nikt z nas nie jest w stanie okazywać sobie ani innym miłości, troski i akceptacji przez sto
procent czasu. Z badań wynika jednak, że trzydzieści procent wystarczy,
by zbudować bezpieczną więź3. Widzicie, chodzi o jakość, a nie o ilość.
Jako przykład podam wam Cynthię, elokwentną pośredniczkę w handlu
nieruchomościami, z którą pracowałam kilka lat. Była wielką fanką
samopomocy - czytała wszystkie książki, znała fachowy język i robiła
wszystko, żeby jej "szklanka była pełna" (ten refren powtarzał się
często podczas terapii). Cynthia wierzyła, że nie jest w stanie napełnić
swojej szklanki, ponieważ nie pozwala sobie randkować, mimo że pragnie
stałego związku. Myślała, że musi "prawdziwie pokochać siebie", zanim
będzie gotowa na zdrowy związek. Delikatnie wyprowadziłam ją z błędu i pomogłam zrozumieć, dlaczego związek z inną osobą (czy to romantyczny,
czy platoniczny) w rzeczywistości może wzmocnić jej miłość do siebie,
którą tak bardzo starała się w sobie wzbudzić.
My, ludzie, jesteśmy stworzeni do życia w związkach. Jesteśmy
zwierzętami stadnymi, a obecność innych członków stada pozwala nam
przetrwać i się rozwijać. Cynthia doskonale radziła sobie z pracą
indywidualną, analizowała różne aspekty swojej jaźni, nagradzała je
miłością i współczuciem - musiała jednak zrozumieć, że miłość i troska
innych odgrywają kluczową rolę w udowadnianiu tym aspektom, że mają
wartość. Podałam jej przykład łączącej nas relacji pacjenta i terapeuty,
by uświadomić jej, że pełna miłości i troski obecność drugiej osoby
wspiera ją w drodze ku miłości własnej. Rozmawiałyśmy o tym, że kluczowe
elementy pracy nad sobą nie zostaną dopełnione w chwili, gdy Cynthia
wejdzie w związek - przeciwnie, związek pomoże jej ewoluować.
Ostatecznie Cynthia zaczęła chodzić na randki i przeżyła wiele pięknych
chwil, tworząc więzi; doświadczyła też (jakżeby inaczej) niejednej
trudności i przykrości. Rezultat jej romantycznych poszukiwań, choć
istotny, blednie jednak przy tym, jak bardzo ją to wzmocniło, ile
doświadczyła i jak dalece rozwinęła się jej miłość własna - co w zupełności wystarczyło jej, żeby "napełnić szklankę".
Dlaczego kobietom trudno jest pokochać siebie
"Powinnam być w stanie wypełnić obowiązki zawodowe i zatroszczyć się o moją rodzinę".
"Nie powinnam okazywać zdenerwowania; pomyślą, że jestem słaba lub
zbyt uczuciowa".
"Jeśli nie mogę mieć dziecka, czy to znaczy, że nie jestem w pełni
kobietą?"
"Jeśli nie chcę mieć dziecka, czy to znaczy, że nie jestem w pełni
kobietą?"
"Nie wystarczy, że będę osiągać wyniki tak dobre, jak mężczyźni -
muszę radzić sobie lepiej od nich".
Brzmi znajomo? Jako kobiety od chwili narodzin zmagamy się z mnóstwem
zobowiązań. Mówi się nam, że powinnyśmy być czułe (a więc troszczyć się
najpierw o innych), miłe (dozwolone emocje, które możemy okazywać, to
szczęście, pogoda ducha i opanowanie, a może także strach, bo to takie
urocze, prawda?) i że powinnyśmy być w stanie zrobić wszystko (działać
na najwyższych obrotach w pracy, nie zaniedbując przy tym domu - czyli
krzątać się przy domowym ognisku z takim samym zapałem, z jakim
wygłaszamy podsumowanie dla zarządu). Nie pomaga nam fakt, że koncepcja
kobiecości jest często utożsamiana z macierzyństwem, co oznacza, że
decyzja o nieposiadaniu dzieci lub niezdolność do ich urodzenia prowadzi
do kwestionowania tożsamości kobiety.
Podsumowując, wszystkie te oczekiwania tworzą standard miłości
warunkowej, właściwy jedynie kobietom. W rezultacie nasza miłość własna
jest często uwarunkowana spełnieniem określonych wymagań. Zupełnie jakby
cały ten przekaz (jawny i ukryty), którym się nas bombarduje, składał
się na opis stanowiska pracy. Wyobrażam sobie, że mógłby on wyglądać
mniej więcej tak:
Opis stanowiska pracy: Główne obowiązki i wymagania Szukamy pełnej
entuzjazmu, sympatycznej, zawsze miłej kobiety, która dołączy do naszego
zespołu!
Aby stać się odnoszącą sukcesy kobietą, musisz mieć zdolność oceny
potrzeb emocjonalnych wszystkich dookoła i intuicyjnie na nie reagować,
zgodnie ze specjalizacją w dziedzinie opieki nad wszystkimi żywymi
stworzeniami. Dodatkowo musisz mieć udane życie zawodowe, w którym
jesteś w pełni akceptowana i nie pozwalasz, aby realnie istniejące
przeszkody systemowe wpłynęły na twoją zdolność do osiągania sukcesów i budzenia sympatii. Powinnaś także cieszyć się wspaniałym życiem
prywatnym, mieć od 1 do 2,5 dzieci i wspierającego partnera, przy
założeniu, że nawet jeśli praca zawodowa angażuje cię w takim samym
stopniu jak jego, masz wykonywać co najmniej 1,5 raza więcej prac
domowych niż on. (Jeśli twoja praca zawodowa jest mniej wymagająca niż
praca twojego partnera, musisz wziąć na siebie 8,5 raza więcej
obowiązków domowych).
Oferty proszę przesyłać za pośrednictwem swojej strony w mediach
społecznościowych, abyśmy mogli ocenić, na ile spełniasz przedstawione
wymogi. Z przyjemnością powitamy cię w naszej firmie (albo nie)!
Spróbuj przez chwilę wyobrazić sobie, jakie inne cechy, obowiązki lub
wymagania można dodać do tego opisu. Może należałoby uwzględnić także
określone cechy fizyczne lub cechy charakteru, które kobiety powinny
mieć, aby doczekać się uznania. Oczekiwania, jakie mamy wobec siebie,
prowadzą do ukształtowania warunkowej miłości własnej - wierzymy, że
zasługujemy na miłość własną, wyłącznie jeśli spełnimy określone
kryteria.
Jak już pisałam, miłość do siebie to fundament niezbędny, byśmy mogli
podejmować ryzyko, popełniać błędy i ogólnie być ludźmi. Tymczasem
warunkowa miłość własna prowadzi do niepewności, lęku i poczucia wstydu
i może manifestować się perfekcjonizmem, ponieważ usiłujemy spełnić
nawet najbardziej nierealne oczekiwania innych wobec nas.
Warunki miłości własnej, które sobie stwarzamy, niełatwo jest wyplenić.
Są zacementowane w naszych umysłach przez długie lata warunkowania,
jawnego lub też nie, przez nasze rodziny, społeczności, a także
niewątpliwie przez media społecznościowe. Uwarunkowania te są wzmacniane
w dorosłym życiu w różnych sytuacjach i kontekstach, co sprawia, że
pozbycie się ich staje się niemal niemożliwe. Choć nie zawsze jednak
jesteśmy w stanie całkowicie uwolnić się od tych przekonań, możemy je
sobie uświadomić i wyciągnąć z nich wnioski. Znacie to uczucie, że
moglibyście prawdziwie pokochać siebie, gdyby nie tych kilka drobnostek,
których chcielibyście się pozbyć? I tu właśnie praca nad miłością własną
staje się ciekawa.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki