WPROWADZENIE
Jako współzałożycielka i dyrektorka zarządzająca programu Integrative
Health and Wellbeing w New York-Presbiterian Hospital - Weill Cornell
Medicine (wielkiej, supernowoczesnej oazie lecznictwa w Upper East Side
na Manhattanie) mam świadomość, że pacjenci nieraz miesiącami czekają na
wizytę. Przychodzą do nas z nadzieją na to, że wreszcie usłyszą
prawidłową diagnozę. Większość odczuwa dolegliwości przez miesiące - a nawet lata. W tym czasie są odsyłani od specjalisty do specjalisty jak
nikomu niepotrzebny kłopot. Kolejni lekarze skupiają się na tym objawie
lub części ciała, którymi zajmuje się ich specjalizacja.
Medycyna zachodnia uczy zwracania uwagi na określone zespoły objawów,
generowania listy pasujących do nich rozpoznań i wypisywania recept.
Inaczej mówiąc, wyrabia umiejętność przyporządkowywania każdej
dolegliwości do leku. Takie podejście zakłada, że wszystkim pacjentom z takimi samymi objawami lub diagnozą pomoże ten sam specyfik. Być może
sprawdza się to w naprawie samochodów albo komputerów, ale my przecież
nie jesteśmy tylko sumą części naszego ciała. Nie można nas zredukować
do tak uproszczonych kategorii.
Sama również byłam pacjentką, dlatego wiem, jak zniechęcające bywa
korzystanie z opieki zdrowotnej. Do gabinetu lekarskiego trafiamy zwykle
na dziesięć lub piętnaście minut. Jak pacjent może w tak krótkim czasie
opowiedzieć o wszystkim, co mu dolega? Z kolei lekarze w ciągu tych
samych dziesięciu czy piętnastu minut często muszą przejrzeć historię
choroby z wielu lat, zbadać chorego, ustalić diagnozę i plan leczenia.
Przecież w tak krótkim czasie nie da się nawet obejrzeć całego odcinka
serialu, a co dopiero zająć tym, co dla nas najcenniejsze - naszym
zdrowiem.
W rezultacie wielu ludzi czuje, że ciało ich zawodzi. I dzieje się tak
pomimo życia w erze dostępu do pozornie nieskończonej ilości informacji.
Jak na ironię, w dziedzinie zdrowia nadal czujemy się zagubieni. Właśnie
dlatego rozpoczynając praktykę lekarską, obiecałam sobie, że każdemu
pacjentowi zapewnię należny mu czas. Obecnie mam przywilej i przyjemność
zajmowania się medycyną integracyjną, której priorytetem jest
poświęcanie pacjentom pełnej uwagi, aby z każdym z nich odbyć rozmowę,
każdego wysłuchać i z każdym nawiązać relację.
Oczywiście wszystkim, którzy decydują się działać na polu medycyny,
przyświecają takie właśnie cele. Nie pamiętam z podręczników medycznych
żadnych wzmianek o wielogodzinnym siedzeniu przed komputerem lub
wykłócaniu się z firmami ubezpieczeniowymi. Wszyscy na początku mamy jak
najlepsze intencje, ale potem gubimy się w chaosie systemu opieki
zdrowotnej. Niestety często również przejmujemy obowiązującą w medycynie
zachodniej definicję zdrowia.
WSCHÓD I ZACHÓD
Medycyna zachodnia w zasadzie definiuje zdrowie jako "brak choroby",
natomiast medycyna wschodnia utożsamia je ze stanem równowagi ciała,
umysłu i ducha. Biorąc pod uwagę życiowe wzloty i upadki, wskazuje
praktyczne podejście do zachowania w tym wszystkim spokoju.
Jeżeli bierzemy pod uwagę wyłącznie objawy fizyczne, widzimy drzewa, ale
nie las - dosłownie. Nic dziwnego, że Światowa Organizacja Zdrowia (WHO)
precyzuje: "Zdrowie jest stanem zupełnej pomyślności fizycznej,
umysłowej i społecznej, a nie jedynie brakiem choroby lub
niepełnosprawności"1. Osobiście posunęłabym się
nawet do stwierdzenia, że zdrowie polega na życiu w pełni sił i rozwijaniu własnego potencjału, a organizm człowieka powinien być w tym
jego najlepszym sprzymierzeńcem.
Ludzie często pytają, czy leczę zaburzenia hormonalne, stany lękowe,
stres, dolegliwości trawienne albo choroby autoimmunologiczne.
Odpowiadam zawsze tak samo: Leczę ludzi, a nie choroby czy objawy.
Trzeba brać pod uwagę względy psychologiczne, społeczne, środowiskowe i duchowe, które czynią każdego człowieka wyjątkowym. I należy starać się
zrównoważyć wszystkie aspekty tego, kim jesteśmy.
Tak w życiu osobistym, jak i zawodowym zawsze dążę do równowagi. Każdego
dnia działam mądrze, dbając o odżywianie, oczyszczanie i odnowę mojego
organizmu, żeby zachować witalność i zdrowie. Tą wiedzą dzielę się z pacjentami, by im również pomóc w dążeniu do równowagi we współczesnym
nerwowym życiu.
Wielu ze zdziwieniem odkrywa, że zdrowie nie musi kosztować mnóstwa
pieniędzy ani wymagać czasu. Wbrew temu, co wmawia nam warta miliardy
dolarów branża związana ze zdrowiem i wellness - zachowanie zdrowia jest
darmowe i łatwe.
Naprawdę uważam, że wszystko, czego potrzebujemy, by żyć długo i zdrowo,
zostało wpisane w nasz DNA. Dowodem jest choćby ewolucja gatunku
ludzkiego oraz jego determinacja w dążeniu do przetrwania. Organizm
każdego człowieka jest wyposażony w wiedzę, jak przetrwać i zachować
dobrostan niezależnie od wyzwań, którym musimy sprostać. Korzystając z tej wewnętrznej mądrości, możemy bardzo skutecznie wspierać nasze
zdrowie.
Przede wszystkim chodzi o przestrzeganie ważnych zasad znanych mędrcom
medycyny wschodniej od pokoleń. Jeżeli to robimy, organizm często jest w stanie zachować równowagę i sam się uzdrawia. Zasady te są fundamentalne
- pozwalają ciału oraz umysłowi funkcjonować bez wysiłku. Stanowią klucz
do maksymalnych rezultatów we wszystkim, co robimy, żeby zachować
zdrowie - na przykład w zmianie sposobu odżywiania, aktywności fizycznej
oraz trybu życia.
Współczesna nauka Zachodu zaczyna nadrabiać zaległości i potwierdza
zasadność tej pradawnej mądrości. Dlaczego mielibyśmy polegać wyłącznie
na ostatnich kilkudziesięciu latach odkryć naukowych, skoro możemy
rozszerzyć arsenał narzędzi i uwzględnić w nim tradycyjne metody
leczenia, które rozwijano przez setki, a nawet tysiące lat?
Kierując się tymi odwiecznymi zasadami, możesz każdego dnia podejmować
kroki w celu zapewnienia sobie witalności oraz zdrowia. Wprawdzie
książka nigdy nie zastąpi opieki lekarskiej ani nie umożliwi
bezpośredniego zbadania, co się dzieje w twoim ciele, ale wzorowi
pacjenci nie siedzą bezczynnie i starają się dowiedzieć jak najwięcej o sposobach zachowania zdrowia. Żaden lekarz nie pozna twojego ciała,
umysłu ani ducha tak dobrze jak ty, ale będzie w stanie zapewnić ci
lepszą opiekę, jeśli czynnie uczestniczysz w tej podróży do zdrowia - ze
świadomością celu.
Z tą myślą na stronach niniejszej książki połączę pięć tysięcy lat
sprawdzonych metod z najnowszymi osiągnięciami nauki. Opiszę kroki,
jakie możesz podjąć, aby osiągnąć stan równowagi w organizmie, co pomoże
ci w większym stopniu zapobiegać chorobom. Dzięki takiemu podejściu moi
pacjenci nie tylko dłużej żyją, ale też mają więcej energii, mniej
dokucza im ból i odzyskują wiarę we własne siły.
Nie lekceważ samouzdrawiającej mocy własnego organizmu (wspomaganego
siłami umysłu i ducha). Ludzkie ciało to naprawdę cudowny wynalazek,
zdolny dokonać znacznie więcej, niż sądzi wielu z nas. Jeśli w to
wątpisz, może przekonam cię historią jogina, który dożył 185 lat.
185-LETNI JOGIN
Dorastając w Indiach, słyszałam co nieco o mędrcu, który urodził się w XVIII wieku, a zmarł 12 października 1955 roku. Nie wiedziałam jednak,
że jeden z jego uczniów wydał obszerną biografię mistrza. Dowiedziałam
się o niej, dopiero gdy pojawiła się wśród polecanych pozycji, kiedy
szukałam książek z zakresu medycyny. Nadal nie potrafię wyjaśnić,
dlaczego tak się stało, ale byłam zadowolona, że udało mi się zdobyć
egzemplarz.
Jak zapewne się domyślasz, życie tego jogina pełne było tajemnic i niepojętych zdarzeń, które nie przekonałyby żadnej "racjonalnej" osoby.
Tyle że ja spotkałam już niejednego jogina o niesamowitych
umiejętnościach, których nie potrafiłam w żaden sposób wyjaśnić naukowo.
Nasze ograniczone rozumienie takich zjawisk prawdopodobnie wynika z tego, że nauka jeszcze nie potrafi ich wytłumaczyć. A większość z nas,
napotykając coś, czego nie jesteśmy w stanie pojąć, automatycznie uznaje
to za wymysł. Wyobraź sobie, co by było, gdyby w latach osiemdziesiątych
ktoś pokazał nam najnowszego iPhone'a i samochód z autopilotem.
Uznalibyśmy je za rekwizyty z filmu Powrót do przyszłości. Tymczasem
te "fikcyjne" rzeczy są teraz częścią codziennego życia.
Dlaczego więc historia jogina, który dożył 185 lat, wywołuje
konsternację? Skoro obecnie medycyna jest w stanie umożliwić nam
przeżycie około stu lat, niewykluczone, że przyszłość (a może nasza
przeszłość) kryje klucz do życia trwającego 185 lat.
Jogin, o którym piszę, urodził się w rodzinie królewskiej, lecz
zrezygnował z tytułu i luksusu, by resztę życia spędzić w Himalajach.
Pieszo przemierzał tysiące mil, ubrany tylko w przepaskę, a za
towarzysza podróży miał dzban z wodą, który sam dźwigał. Musiał
wytrzymać w najsurowszym klimacie, przetrwać długie okresy postu i ataki
dzikich zwierząt.
Jakby tego było mało, przez dziesięciolecia poddawał organizm surowym
próbom wykraczającym daleko poza granice tego, co według nas ciało
ludzkie jest w stanie znieść. Przez dziesięć lat trwał w ślubie
milczenia, równie długo nie siadał, a nawet trzymał podniesioną rękę
przez ponad dwanaście lat! Dziś również można spotkać takich ascetów
wędrujących brzegami świętej rzeki Ganges.
Amar Bharati - Indus, który trzymał rękę w górze przez 45 lat
Mając na karku grubo ponad setkę, przez dwanaście kolejnych lat
popołudniami uprawiał medytacje w pełnym słońcu w najgorętszej
indyjskiej porze roku. Podczas surowych zim medytował nocami, polewany
zimną wodą.
Działania te nie były pokutą za grzechy. Miały za zadanie zmusić
organizm do przesuwania granic wytrzymałości, aby umożliwić zapanowanie
zarówno nad umysłem, jak i ciałem, dzięki czemu jogin czynił postępy w rozwoju duchowym. Nie zważał na ból fizyczny ani natłok myśli. On i inni
jemu podobni potrafili zwrócić się w głąb siebie z absolutnym skupieniem
i pokorą. Byli mistrzami w panowaniu nad umysłem, lecz ich ciała
niezmiennie podlegały procesom starzenia, dlatego opracowali metodę
regeneracji, żeby zachować siły witalne niezbędne do kontynuowania
poszukiwań wiecznej prawdy. Często obywali się bez jedzenia, zwłaszcza
gdy miesiącami medytowali w odległych jaskiniach w temperaturze poniżej
zera stopni. Byli w stanie to robić, ponieważ nauczyli się panować nad
metabolizmem poprzez intensywną praktykę jogi.
Jogin, który dożył 185 lat, już jako dziewięćdziesięciolatek odczuwał
ograniczenia własnego ciała. Wtedy napotkał innego ascetę, człowieka,
który zgłębił pradawną metodę kaja kalpa (kaya w sanskrycie oznacza
"ciało", a kalpa "transformację"). Przeznaczona jest wyłącznie dla
doświadczonych joginów i pomaga im odmłodzić ciało poprzez odwrócenie
dolegliwości związanych ze starzeniem się.
Kaja kalpa jest rygorystyczna i jedynie ktoś o wyjątkowo silnej psychice
oraz niewiarygodnej wytrzymałości na dyskomfort fizyczny może ją
przetrwać. Oczywiście jogin, który przez wiele lat trzyma rękę nad
głową, bez wątpienia spełnia te kryteria.
Aby przygotować organizm do kaja kalpy, najpierw trzeba przejść
przygotowawcze terapie oczyszczające, takie jak pańćakarma1.
Następnie jogin zamyka się w specjalnie skonstruowanej na potrzeby tego
procesu celi. Całą kurację spędza w tym pomieszczeniu bez okien, do
którego wstęp ma jedynie medyk codziennie monitorujący postępy i podający zioła. Chata, którą do pańćakarmy wykorzystał stary jogin,
została tak zaprojektowana, aby do wnętrza nie przedostawały się żadne
dźwięki ani światło. Otoczenie miało naśladować przebywanie w matczynym
łonie, zapewniając całkowitą deprywację sensoryczną. Większość z nas
postradałaby zmysły, spędziwszy w takich warunkach choćby dobę. Wyobraź
sobie absolutną izolację w ciemnym pomieszczeniu, żywienie się krowim
mlekiem i ziołami oraz poświęcanie całego czasu na medytacje - i tak
przez rok! Być może jogini o tym marzą, ale dla większości z nas jest to
klaustrofobiczny koszmar.
Takie działania rzeczywiście wydają się dość drastyczne, ale właśnie
tego potrzeba do odblokowania źródła młodości. Najważniejszym założeniem
całego procesu jest dopuszczenie do głosu instynktownej mądrości
organizmu, aby optymalnie funkcjonował. Istnieje wiele mitów dotyczących
magicznych ziół i eliksirów, którym często przypisuje się niewiarygodne
rezultaty kaja kalpy. Tyle że zioła mogą jedynie wspomóc organizm w procesach oczyszczania i regeneracji. Ostatecznie ciało samo się
uzdrawia. Zadaniem jogina jest pozwolić, by organizm zrobił swoje. W tym
celu oszczędza on siły poprzez deprywację sensoryczną, poszczenie i medytację oraz ogranicza wszystko, co rozprasza uwagę.
Kaja kalpa wspomnianego dziewięćdziesięcioletniego jogina trwała niemal
rok, po którym wyszedł na zewnątrz pełen sił witalnych i wolny od
chorób, że nie wspomnę o nowych zębach, włosach i skórze. Mógł
kontynuować intensywne praktyki, mając organizm trzydziestolatka.
W całym swoim życiu przeszedł taki proces odnowy trzykrotnie - w wieku
90, 150 i 165 lat. Pozwalało mu to cofnąć zegar na tyle, by kontynuować
trening duchowy.
Oczywiście nie wymagam od siebie ani od nikogo innego tak skrajnego
poświęcenia - nawet jeśli nagrodą jest dożycie 185 lat. Doświadczenia
tego jogina pokazują jednak, że nasze ciała potrafią o wiele więcej, niż
sądzimy. Im wnikliwiej studiowałam dzieje jego życia, tym więcej
naukowych podstaw znajdowałam w jego działaniach. Bynajmniej nie chodzi
tu o żaden "mistyczny cud". Metoda ta nie jest wyłącznie domeną
indyjskich joginów. Znana jest w wielu regionach świata i od wieków
stosowana przez poważnych poszukiwaczy duchowych.
Wspomniany wcześniej ajurwedyjski proces oczyszczania zwany pańćakarmą,
który sędziwemu joginowi służył jako przygotowanie organizmu przed kaja
kalpą, nadaje się dla każdego. Możemy go stosować przez znacznie krótszy
okres i bez rygorystycznych warunków, jakie narzucał sobie tamten
asceta.
Kaja kalpa jest wyspecjalizowaną metodą pobudzania komórek
macierzystych, czyli pierwotnych komórek organizmu, które znajdują się w ciele każdego z nas. Część z nich jest w stanie przekształcić się
praktycznie w każdy rodzaj komórek, z których zbudowane są nasze serce,
mózg, kości, mięśnie czy skóra. Często organizm zastępuje nimi te, które
są już stare bądź zostały uszkodzone. Jeżeli pragniemy pozostać młodzi i zdrowi, powinniśmy aktywować właśnie komórki macierzyste.
Jogini po prostu odkryli sposób na odblokowanie potencjału tych komórek.
Byli w stanie ukierunkować je w celu odwrócenia procesów starzenia i przywrócić ciału witalność. W tych pluripotencjalych komórkach, mogących
się przekształcić w każdy rodzaj komórek wyspecjalizowanych - włosów,
skóry, zębów czy też narządów wewnętrznych - tkwi wielka moc, ponieważ
można je wykorzystać w leczeniu różnych chorób, takich jak nowotwory,
choroby układu krążenia, udar mózgu i choroba Parkinsona2.
Nawet bardziej trywialne sprawy - jak na przykład pobudzanie odrostu
włosów lub przywracanie siwym pierwotnego koloru i blasku - mogą się
wydawać niemożliwe, tymczasem naukowcy odkryli w mieszkach włosowych
komórki macierzyste o dużym potencjale różnicowania. Obecnie badacze
skupiają się na klinicznych zastosowaniach komórek macierzystych z mieszków włosowych, ponieważ są one zdecydowanie łatwiej dostępne niż
inne źródła takich komórek3. Komórek macierzystych używa się do
"wytwarzania" całych narządów, na przykład wątroby4, a także w leczeniu różnych rodzajów nowotworów5.
Ta dziedzina nauki nieustannie się rozwija i kto wie, może spokojne
dożycie 185 lat nie pozostanie na zawsze niemożliwe nawet dla tych z nas, którzy nie stosują rygorystycznych praktyk joginów. Możliwości są
niewyobrażalne!
Wyruszając wraz ze mną w tę podróż ku świadomemu zdrowiu i stosując
zasady mędrców we współczesnym stylu życia, zachowaj otwarty umysł w zakresie możliwości twojego organizmu. Prawdę mówiąc, im bardziej
otwarta głowa, tym więcej zdoła osiągnąć ciało. Pozwól, że przytoczę
jeszcze jedną opowieść, która doskonale to ilustruje.
TRIUMF WOLI
Dokądkolwiek zmierza umysł, ciało podąża za nim. Nieustannie widzę tego
przykłady w moim gabinecie lekarskim - jak choćby u siedemdziesięciopięcioletniej Ester chorej na czerwienicę prawdziwą
(polycythaemia vera), rzadki rodzaj choroby nowotworowej szpiku, która
sprawia, że krew się "zagęszcza". W odpowiednich odstępach czasu
pacjentka musi przechodzić procedurę flebotomii, czyli usunięcia krwi z organizmu, co zapobiega zatorom czy udarom.
Ester wiele w życiu przeszła, w tym dwie choroby nowotworowe. Pomimo
trudnych doświadczeń nie poddaje się. Jej nastawienie do życia odgrywa
zasadniczą rolę w pokonywaniu przez nią kolejnych barier i przeciwności.
Mnie również udzieliła niejednej cennej lekcji.
Była na przykład absolutnie przekonana, że jej organizm potrafi sam się
uzdrowić. Musiała go w tym jedynie wspierać. Wzięła udział w ośmiotygodniowym kursie redukcji stresu opartym na praktyce mindfulness,
który pomógł jej w jeszcze większym stopniu zmienić sposób postrzegania
swojej choroby. Dzięki regularnym wizualizacjom i medytacjom zaczęła się
czuć o wiele lepiej. Bardziej wsłuchiwała się w potrzeby własnego ciała
i czuła, że jest w stanie wpłynąć na poprawę swojego stanu zdrowia. Po
kilku miesiącach nawet lekarze byli zdumieni jej wynikami badań krwi i mogła ograniczyć częstotliwość zabiegów flebotomii. Cóż za triumf woli!
Oddzielanie sfer umysłu i ducha oraz ciała jest błędem, który popełniamy
w medycynie zachodniej. W świadomej drodze do zdrowia stale pamiętaj o ogromnym wpływie umysłu i ducha na stan twojego ciała.
DOŁĄCZ DO MNIE
Pierwszym etapem naszej wspólnej podróży jest określenie intencji
zdrowia, czym zajmiemy się w rozdziale pierwszym. W kolejnych zagłębimy
się w pradawne zasady mędrców, które stosuję w mojej praktyce każdego
dnia. Przyjrzymy się im od strony naukowej i omówimy przykłady wzięte z życia. Przekonasz się, że powszechnym chorobom, takim jak otyłość,
cukrzyca, choroby układu krążenia i nowotwory, które są przyczyną
większości zgonów w Stanach Zjednoczonych, można zapobiegać dzięki
indywidualnej regulacji trybu życia, wykraczając znacznie poza samą
dietę6. Takie objawy jak ciągłe zmęczenie, "mgła mózgowa", zespół
jelita drażliwego (IBS), bezsenność czy słaba przemiana materii są
mrugającymi kontrolkami sygnalizującymi poważniejszy problem, któremu
można zaradzić. Dowiesz się więcej o swoim organizmie, zarówno z perspektywy nowoczesnej medycyny zachodniej, jak i nauk tradycyjnej
medycyny wschodniej.
Kwintesencją tej wiedzy będzie 28-dniowa kuracja, dzięki której szybciej
pokonasz pierwszy etap drogi do optymalnego zdrowia. Pomoże ci ona w pozbyciu się nagromadzonych przez lata toksyn i jednocześnie zregeneruje
narządy wewnętrzne, aby optymalnie funkcjonowały. Skuteczność tych metod
sprawdziłam na sobie. Dzięki nim zdołałam się pozbyć dokuczliwych
powikłań po przejściu COVID-19. Pomogły również setkom moich pacjentów.
Układ tej książki stanowi dokładne odzwierciedlenie indywidualnego
podejścia do każdego pacjenta w mojej praktyce. Zapraszam cię zatem do
mojego gabinetu. W miarę czytania przekonasz się, jak wygląda prawdziwie
holistyczna i skoncentrowana na pacjencie opieka. Tajemnica sukcesu
bynajmniej nie ma nic wspólnego ze mną. Tkwi w zachęcaniu każdego, żeby
lepiej poznawał swój organizm i uczył się, jak przywracać w nim
równowagę.
Zdaję sobie sprawę, że nie zawsze jestem "pod ręką" i mogę wytłumaczyć
pacjentom, co się dzieje w ich ciele. Dlatego właśnie wyposażam ich w tę
wiedzę, ucząc większej uważności i skupiania się na swoim wnętrzu w celu
wykrywania zaburzeń, gdy tylko się pojawiają - zanim rozwiną się w choroby. Teraz ty również masz dostęp do tych informacji.
I nie ma znaczenia, czy jesteś młodą osobą, której zależy na skutecznej
profilaktyce, emerytem pragnącym odzyskać siły i żyć jak najdłużej, czy
kimś, kto cierpi na przewlekłą chorobę i w telefonie ma całą listę
numerów do lekarzy specjalistów. Ta książka pomoże ci stać się zdrowszym
człowiekiem. Uzbroiwszy się w zawartą tu wiedzę, zaczniesz zupełnie
inaczej postrzegać własny organizm.
Pańćakarma - w dokładnym tłumaczeniu oznacza "pięć działań"; jest to kuracja, która ma na celu usunięcie i wypłukanie toksyn przez narządy wydalnicze - gruczoły potowe, układ moczowy i jelita (przyp. red. meryt.). [wróć]
ROZDZIAŁ 1
TWOJA INTENCJA: ZDROWIE
Na początek pytam każdego pacjenta: Jaki jest pani/pana cel w dążeniu do
zdrowia? Nieraz dziwią się temu pozornie prostemu pytaniu, które ma ich
skłonić do zastanowienia, jak wyobrażają sobie siebie jako zdrowych. Po
chwili wahania mówią na przykład: "Nie chcę czuć bólu" albo: "Nie chcę
nawrotu raka", albo: "Chcę schudnąć", albo: "Nie chcę przez cały czas
czuć zmęczenia". Nierzadko tej odpowiedzi towarzyszą łzy. Dlatego w gabinecie zawsze muszę mieć nie stetoskop lub jakiś specjalistyczny
sprzęt medyczny, tylko pudełko chusteczek higienicznych.
Przez lata studiów i nauki zawodu nie uczono mnie pytać o intencje
dotyczące zdrowia. Takie podejście daleko wykracza poza przyjęte
standardy, dlatego moi pacjenci są zdumieni, kiedy proszę, żeby
opowiedzieli, co dla nich znaczy być zdrowym. Nigdy nie spotkali się z takim pytaniem ze strony przedstawiciela służby zdrowia, choć przecież
rozpoczęcie relacji lekarz - pacjent od ustalenia, co dana osoba ceni
sobie najbardziej, wydaje się rozsądne.
Niestety większość z nas zbyt wiele czasu poświęca na obawianie się
najgorszego lub modlitwy, żeby to najgorsze się nie stało, zamiast na
wyobrażanie sobie siebie w zdrowiu i dobrej kondycji. Gdy snujemy w głowie potworne scenariusze, ożywiamy je. Właśnie dlatego pozytywna
intencja jest najistotniejszym krokiem. Pozwala właściwie ukierunkować
uzdrawiającą energię.
W tym celu musimy się nauczyć świadomego myślenia. Zazwyczaj pozostajemy
biernymi uczestnikami tego procesu i po prostu pozwalamy głowie snuć te
same od lat, negatywne myśli o nas samych i o naszym życiu. Mózg czerpie
informacje z wcześniejszych doświadczeń, skłonności oraz preferencji i decyduje, co nam podsuwać. Gdy umysł raz po raz zapuszcza się w te same
okropne i bolesne miejsca, przestajemy nad tym panować. Często prowadzi
to do niepewności i lęku.
Jeżeli natomiast nasze działania są intencjonalne, stajemy się aktywnymi
uczestnikami procesu myślowego. Świadomie wytyczamy bieg myśli i instruujemy mózg, które z nich ma ignorować. Określamy, na czym
powinniśmy się skupić, a umysł tego przestrzega. Wręcz bazuje na tych
wskazówkach, odpowiednio ukierunkowując nawet nieświadome myśli.
W zakresie zdrowia myśli mogą się stać przyczyną choroby bądź częścią
procesu leczenia. To, na czym świadomie się skupiamy, przybiera na sile
i zmienia się w rzeczywistość. Nasza uwaga maksymalnie doładowuje nasze
myśli i intencje. Jest jak energia jądrowa zgromadzona w neuronach w mózgu. Nie oznacza to bynajmniej, że możemy kontrolować i planować każdą
chwilę wedle własnych zamiarów, ale intencje dotyczące zdrowia mają o wiele większą moc, niż większość ludzi sobie uświadamia.
Jeżeli czujesz motywację do zmian i pewność, że im podołasz, określ
swoją intencję i poinstruuj mózg, że ma myśleć w wyznaczony przez ciebie
sposób. Właśnie tak stajesz się osobą intencjonalnie zdrową.
SUPERMOC POZYTYWNEGO NASTAWIENIA
Często rozpatrujemy pozytywne myślenie oraz intencje wyłącznie w aspekcie popularnej psychologii, tymczasem mają one spore uzasadnienie
naukowe. Wyobraź je sobie jako język programowania twojego mózgu. Jeżeli
zależy ci na określonych operacjach, musisz wprowadzić poprawne
instrukcje.
Naukowcy analizują obecnie impulsy nerwowe w mózgu związane z myśleniem
intencjonalnym. Nasze intencje przetwarzane są przez rozległe sieci
neuronowe. Wyniki tych badań pomagają nam odkryć, jak różne obszary
mózgu koordynują swoje funkcje, żeby powiązać poznanie z działaniem7.
Myśli są podyktowane naszym samopoczuciem. Gdy mamy dobry dzień, zwykle
myślimy bardziej optymistycznie. I na odwrót. Badania potwierdzają, że
stan emocjonalny może wpływać na nasze osądy i postrzeganie celów.
Dlatego tak ważne jest zwracanie uwagi na emocje, które dominują w naszym życiu.
Na przykład osoby usposobione negatywnie często postrzegają własne cele
w sferze zdrowia za trudniejsze niż ich optymistyczniej nastawieni
koledzy8. Oczywiście nikt nie jest w stanie myśleć pozytywnie
przez cały czas, ale jeśli przeważnie jesteśmy nastrojeni negatywnie, ma
to duży wpływ na wszystkie aspekty naszego życia. Dzieje się tak
dlatego, że pozytywne nastawienie nie tylko zapewnia dobry nastrój,
oddziałuje też korzystnie na nasze zdrowie. Jest ono łączone z ograniczeniem o jedną trzecią występowania chorób sercowo-naczyniowych u osób z grupy wysokiego ryzyka i aż o 50 procent u osób najbardziej nimi
zagrożonych9. To robi wrażenie! Nawet popularne leki, takie
jak statyny czy aspiryna, nie mogą obiecać takich rezultatów. Teraz już
rozumiesz, dlaczego nazwałam pozytywność supermocą.
Jednym z korzystnych uczuć, które odgrywają ważną rolę w świadomym
dążeniu do zdrowia, jest nadzieja. Większe poczucie nadziei łączone jest
z lepszym ogólnym stanem zdrowia i lepszymi rezultatami działań w kierunku jego poprawy - między innymi ze zmniejszoną ogólną
śmiertelnością, rzadszym występowaniem chorób przewlekłych, mniejszym
ryzykiem zachorowania na raka i mniejszymi problemami ze snem. Nadzieja
zapewnia nam również lepszy dobrostan psychiczny (większy optymizm,
zadowolenie z życia i poczucie celowości), ogranicza cierpienie
psychiczne i poprawia dobrostan społeczny10. Gdybym zdołała
zamknąć nadzieję w pigułkach i rozdać ją wszystkim, być może w ogóle nie
potrzebowalibyśmy lekarzy.
Skoro pozytywne nastawienie jest dla nas aż tak dobre, dlaczego o wiele
łatwiej popadamy w pesymizm? Być może ma to swoje uzasadnienie. Z punktu
widzenia ewolucji korzystniejsze jest zapamiętywanie negatywnych
doświadczeń, żeby wyciągać z nich wnioski. Czasami negatywne emocje,
takie jak niepokój czy lęk, są niezbędne, żebyśmy nie stracili czujności
i uniknęli niebezpieczeństw. Tendencję do skupiania się na nich często
określa się jako "negatywną inklinację". Została ona dokładnie
przeanalizowana na polu psychiatrii. Poświęcanie większej mocy mózgu na
analizowanie negatywnych - a nie pozytywnych - emocji i doświadczeń ma
nam pomóc w szybszej nauce i zapewnić przewagę ewolucyjną11.
JAK PRZEPROGRAMOWAĆ MÓZG
Wprawdzie jesteśmy zaprogramowani do poświęcania większej uwagi
negatywnym myślom i emocjom, ale możemy przeprogramować mózg i stać się
bardziej pozytywni. Często zachęcam pacjentów do wdrożenia trzech
praktyk, które pomogą im przyjąć bardziej optymistyczną postawę:
Wyrażaj wdzięczność. Namawiam pacjentów do prowadzenia "dziennika
wdzięczności" lub rozpoczynania każdego dnia od wyrażenia wdzięczności.
Daje to mnóstwo fizycznych i psychicznych korzyści. Jest również
kluczowym składnikiem budowania odporności psychicznej. Pomaga spojrzeć
na problemy z dystansem, abyśmy nie grzęźli w trywialnych sprawach,
które wywołują w nas negatywną reakcję. Innymi słowy, przestajemy aż tak
bardzo irytować się "drobiazgami".
Ćwicz uważność. Mindfulness polega na utrzymywaniu świadomej
uwagi oraz rejestrowaniu wydarzeń i doświadczeń, w miarę jak się
pojawiają. Śledzenie własnego toku myślenia pomaga nam odkryć, o czym
dzień w dzień myślimy bezwiednie. Nieraz jesteśmy tak oswojeni z negatywnymi myślami i emocjami, że nawet ich nie zauważamy - i nie mamy
pojęcia, jak wiele energii mentalnej im poświęcamy. Mindfulness to
świadomość chwili obecnej. Ćwiczenia oparte na mindfulness zwiększają
pozytywne nastawienie i ograniczają negatywną inklinację12,
pomagając nam przeciwstawiać się negatywnym myślom, które zwykle
rozbrzmiewają nam w głowie na okrągło.
Reaguj świadomie, a nie odruchowo. Nazywam tę praktykę "chwilą na
zastanowienie". Nasza negatywna reakcja na określone sytuacje często
jest odruchowa. Za każdym razem, gdy utkniemy w korku, ktoś podniesie na
nas głos albo kelner przyniesie nam nie to, co zamówiliśmy, reagujemy
złością, frustracją lub lękiem. Automatycznie omijamy bardziej
zaawansowane obszary mózgu i dopuszczamy do głosu jego "prymitywniejszą"
część. Zazwyczaj sytuacja nie wymaga aż takiej reakcji. I to właśnie
jest irytowanie się drobiazgami.
W restrukturyzacji poznawczej chodzi właśnie o tę poprzedzającą
reakcję chwilę zastanowienia. Ta pauza daje nam szansę na
zakwestionowanie myśli i ocenę, czy w danej sytuacji negatywna reakcja
jest uzasadniona. Nie pozwalamy gadziej części naszego mózgu na
włączenie autopilota. Zamiast tego wybieramy reakcję świadomą, a nie
odruchową. Niełatwo zrobić pauzę między bodźcem a reakcją, ale można się
tej umiejętności nauczyć. I jest to jeden z kluczowych aspektów terapii
poznawczo-behawioralnej, którą często polecam pacjentom. Pomaga im to
zmienić sposób myślenia i reagować rozważniej na trudne sytuacje i emocje.
Skoro zdajesz już sobie sprawę z istotnej mocy pozytywności, zajmijmy
się określeniem twojej intencji zdrowia.
INTENCJA
Uważam, że warto zadawać pytania, które sprawiają, że ludziom napływają
do oczu łzy. Dlatego teraz pytam ciebie...
Jaka jest twoja intencja w sferze zdrowia?
Prosząc o określenie twoich celów w tej mierze, skłaniam cię do
sformułowania pozytywnej intencji oraz wyobrażenia sobie, jak chcesz się
kiedyś czuć. Ta intencja jest pierwszym krokiem w procesie leczenia.
Niech się stanie twoją myślą przewodnią.
Przede wszystkim cel musi zależeć od ciebie. "Pragnę dożyć 185 lat"
albo: "Chcę uniknąć zachorowania na raka" mogą się wydawać kuszącymi
opcjami, ale choćby nie wiem jaką moc miały myśli, te rzeczy są poza
naszą kontrolą. Zamiast tego, co powiesz na: "Moje zdrowie jest dla mnie
priorytetem" lub: "Leczę moje ciało, zmieniając sposób, w jaki świadomie
je odżywiam"? Takie deklaracje możesz złożyć i ich dotrzymać.
Zamknij na moment oczy i wyobraź sobie siebie jako osobę zdrową i pełną
energii. Jakie to uczucie? Czy w tej wizji robisz rzeczy, które w tej
chwili są dla ciebie niemożliwe ze względu na jakiś problem ze zdrowiem?
W czym różni się ona od tego, jak na co dzień wygląda twoje życie?
Wyobraź to sobie jak najdokładniej. Co widzisz, słyszysz, odbierasz
zmysłami węchu, smaku i dotyku? Poświęć czas na stworzenie własnej wizji
zdrowia. Właśnie do tego celu masz dążyć. To ostateczny upragniony wynik
twojej intencji zdrowia.
Masz wątpliwości, czy stworzona wizja jest dla ciebie osiągalna? Wiara w to, że jesteś w stanie zrealizować swoją intencję, ma ogromne znaczenie.
Wyznaczanie sobie celów, które uważamy za nieosiągalne, jest piętą
achillesową wielu osób. Nieraz mam do czynienia z pacjentami ogromnie
zmotywowanymi do zmian, ale zarazem wątpiącymi, że im się uda.
Sprawdzianem, który pozwoli ocenić, czy określona przez ciebie intencja
nie wykracza poza twoje możliwości, jest zadanie sobie pytań: "Czy
zdołam tego dokonać?" i "Czy jestem gotowy/gotowa zrobić w tym celu
wszystko, co trzeba?".
Być może warto wzmocnić wiarę w to, co dla ciebie jest osiągalne - nie
rezygnuj zbyt szybko z pierwotnej intencji. Zatrzymaj ją i przekonaj
się, czy twoja wiara urośnie po przeczytaniu tej książki.
Zanim zaproszę cię do kolejnego rozdziału, w którym przeczytasz o wiedzy
dawnych mędrców, chciałabym jeszcze wspomnieć o pojęciu karmy.
KARMA = DZIAŁANIE
Większość ludzi słyszała słowo karma (które oznacza "działanie"), a nawet odczuła jej skutki na własnej skórze. W świecie zachodnim karmę
interpretuje się często jako coś w rodzaju: "jak sobie pościelesz, tak
się wyśpisz" albo: "wet za wet" - czyli że powinniśmy oczekiwać w zamian
tego, co sami dajemy. Tymczasem w tradycji Wschodu interpretacja karmy
jest znacznie głębsza.
W hinduizmie jedna z czterech duchowych ścieżek nosi nazwę karma joga
- ścieżka bezinteresownego działania. Uczy ona tego, kto dąży do
oświecenia, wykonywać obowiązki bez przywiązywania się do efektów pracy.
Dla większości jest to zupełnie obcy koncept. Zazwyczaj właśnie jakaś
nagroda jest tym, co motywuje nas do wysiłku, jak więc mamy nie zwracać
uwagi na rezultaty?
Według karma jogi, przywiązanie to często stanowi główną przyczynę
naszego nieszczęścia. Niezależnie od potęgi naszych myśli i siły nadziei
nie jesteśmy w stanie w pełni kontrolować rezultatów, dlatego nie
powinniśmy się niczego spodziewać. Powinniśmy natomiast skupić się na
tym, co zależy od nas, czyli na naszej karmie - inaczej mówiąc, naszym
wysiłku. Jeśli dajemy z siebie sto procent, wypełniamy naszą rolę.
Wiem, wiem, łatwo mówić. Przed chwilą sama kazałam ci wyobrazić sobie
siebie w zdrowiu! Ale w trakcie lektury tej książki będziesz wybierać
konkretne działania, aby zmierzać w kierunku twego upragnionego celu,
zrealizowania twojej intencji zdrowia. Im bardziej się na nich skupisz,
tym łatwiej wytrwasz w swojej wizji, unikając fiksacji na jej punkcie.
Uwolnienie się od oczekiwań jest swego rodzaju poddaniem - ufnością, że
jeśli wykonujesz swoje zadanie, wszystko pracuje na rzecz twojego
wyższego dobra.
I znowu kluczem jest działanie. Nawet najlepsze intencje niepoparte
czynem są jak siedzenie w luksusowym samochodzie. Fajnie jest mieć
superfurę, ale trzeba wprawić ją w ruch, aby zbliżyć się do celu.
Działaniami realizujemy intencje. Właśnie w ten sposób czynimy postępy.
Najlepsze w świadomym zdrowiu jest to, że wybieramy podejście oparte na
działaniu i przesiadamy się na miejsce kierowcy. Dzięki temu sprawujemy
większą kontrolę nad kierunkiem, w jakim zmierza nasze zdrowie, choć
jednocześnie rezygnujemy z oczekiwań co do rezultatu.
Oczywiście skupiam się tu zaledwie na cząstce tego, czym jest karma. Jej
"zachodnia" definicja nie myli się w jednym: nasz wkład przesądza o tym,
co dostajemy w zamian. To samo dotyczy intencji zdrowia.
Według hinduskich mędrców: "[...] człowiek jest cały z żądzy utkany. A jaka jest jego żądza, taką ma wolę, jaką zaś ma wolę, według tego
spełnia swój czyn, jak zaś czyn spełnia, tak mu się dzieje"1.
Dlatego teraz skupimy się na mądrości dawnych myślicieli i badaniach
naukowych, które potwierdzają wyznawane przez nich zasady.
Zapraszamy do zakupu pełnej wersji książki
Cyt. z: Upaniszady: Czhanologia, Kena, Katha, Brihadaranjaka, Isa, Paramahansa, Kaiwalja, Nrisimha, tłum. z sanskrytu Stanisław Franciszek Michalski-Iwieński, wyd. ULTIMATHULE, Warszawa-Kraków 1924, s. 78. [wróć]