ROZDZIAŁ 1
Teraz
Dochodziła godzina dwudziesta druga. Zabawa trwała na całego, goście, w większości na rauszu, tańczyli, śmiali się i robili smartfonami zdjęcia, dokumentując wesele. Z głośnika wieży płynęła składanka rytmicznych przebojów, przeplatanych, dla ochłonięcia, lirycznymi kawałkami, którą przygotował specjalnie na tę okazję Karol, drużba pana młodego. Sierżant Daria Wesołowska wyszła z łazienki w momencie gdy wybrzmiały ostatnie tony Let's Twist Again w wykonaniu Chubby Checkera. Wtedy w progu salonu stanął Dobrzyński i poinformował weselników, że podano dania na ciepło. Wszyscy ruszyli do jadalni, by odpocząć przy stołach ustawionych w podkowę. Przez pierwsze kilka minut w pomieszczeniu słychać było głównie brzęk naczyń i sztućców oraz szmer rozmów, później zaczęto wznosić toasty za zdrowie i pomyślność młodej pary.
Daria siedziała obok Haliny Kornackiej, przyjaciółki z lat szkolnych. Pochłaniając bigos, zerkała na nią z ukosa, następnie przeniosła spojrzenie na nowożeńców. Antoni i Judyta jedli z apetytem, jednocześnie wymieniając uwagi na jakiś temat. Wesołowska próbowała usłyszeć, o czym mówią, ale narastający gwar jej to uniemożliwił. Patrząc na nich, nie mogła zrozumieć, co kierowało Haliną, że przyjęła zaproszenie na ceremonię w kościele i przyjęcie weselne. Na pewno nie było jej łatwo patrzeć, jak dawny chłopak, z którym miała żyć długo i szczęśliwie, bierze ślub z inną i tamtej przysięga miłość, wierność i uczciwość małżeńską. Daria nigdy nie zdecydowałaby się na taki gest. Ciekawa powodu postępowania przyjaciółki, spytała:
- Właściwie dlaczego tu jesteś?
- Lepiej się śmiać, niż płakać - odparła Kornacka. - Poza tym... Chyba do końca miałam nadzieję, że będzie jak w komedii romantycznej: Antek wyzna Judycie przed ołtarzem, że kocha inną, a potem podejdzie do mnie i razem uciekniemy daleko stąd.
- Żartujesz?
- Mhm. - Halina spoważniała. - Serio? Sama nie wiem, co tu robię. Może chciałam mu pokazać, że nic już dla mnie nie znaczy, że nic do niego nie czuję? - Odłożyła widelec i podparła podbródek dłonią.
- A czujesz? Minęło czternaście lat.
- Teraz to już nie ma znaczenia. Ona spodziewa się dziecka. Gdyby nie to... - Halina przygryzła dolną wargę. - Przyszła do mnie zamówić bieliznę ślubną. Jakby chciała mi pokazać, kto jest górą i gdzie jest moje miejsce. - Urwała na dźwięk muzyki dochodzącej z salonu. - Słyszysz? Muzyka, przyjaźń, radość, śmiech / Życie łatwiejsze staje się[1] - zanuciła i poderwała się z krzesła. - Chodź! - Pociągnęła Darię za rękę.
- Oo, nie. - Policjantka pokręciła głową. - Chcę odpocząć jeszcze przez chwilę.
- Twoja strata. - Halina tanecznym krokiem poszła do salonu, śpiewając z wokalistą.
Wesołowska odprowadziła ją wzrokiem, po czym, nabrawszy ochoty na kawę, podeszła do ekspresu, który stał w rogu pomieszczenia do dyspozycji weselników. Czekając, aż maszyna napełni filiżankę czarnym napojem, zajrzała do kuchni, żeby zamienić kilka słów z Michałem Dobrzyńskim i jego pomocnicami.
***
Karol, na rauszu, streszczał Antkowi swoje życie, ale Judyta poszłaby o zakład, że do Cendrowskiego nie dociera ani jedno słowo. Widziała, że mąż myślami jest gdzieś daleko. Zszokowany pojawieniem się ojca, którego nie widział ponad trzydzieści lat, nie radził sobie z emocjami. Judyta sama otworzyła szeroko oczy, kiedy po ceremonii w kościele Piotr stanął przed nią i Antkiem, powiedział, kim jest, i złożył im życzenia szczęścia na nowej drodze życia. Nawet gdyby mężczyzna się nie przedstawił, Judyta domyśliłaby się, kto to taki, ponieważ syn był jego młodszą kopią. Antek w odpowiedzi tylko skinął głową, niezdolny do wykrztuszenia z siebie słowa. Odezwał się dopiero w samochodzie matki, która wiozła ich do pensjonatu na wesele.
- Skąd on się tu wziął? - spytał Zuzannę łamiącym się głosem. - Ty go zaprosiłaś?
- Nie. Sama jestem zaskoczona, nie wiem, jak to rozumieć. - Cendrowska zacisnęła ręce na kierownicy, aż jej zbielały kostki. - Ale ty nie myśl o tym teraz. To twój dzień. Twój i Judyty. Właśnie się ożeniłeś. Na wyjaśnienia przyjdzie pora później.
- Jak mam nie myśleć?! - wybuchnął Antek. - Wyjechał, kiedy byłem dzieckiem, milczał przez trzy dekady, a teraz zjawia się na moim ślubie jak gdyby nigdy nic. Wiesz, jak się czuję? - Umilkł na chwilę, lecz zaraz podjął wątek. - Mamo, co się tutaj dzieje? Najpierw Sylwia odstawiła szopkę w kościele, potem...
- Właśnie! - podchwyciła Judyta. - Kim jest ta kobieta, która zaczęła do nas coś wykrzykiwać?
- Moja była. - Cendrowski wygiął usta w grymasie.
- Niezrównoważona osoba, której brakuje samokontroli. - W głosie Zuzanny zabrzmiał chłód.
- A więc najpierw ona, potem ojciec - kontynuował Antek. - Czy on... Czy on będzie na weselu?
- Nie sądzę, żeby próbował wejść bez zaproszenia.
Miała rację. Piotr Cendrowski zniknął po ceremonii, co wcale nie uspokoiło jego syna. Antek robił dobrą minę do złej gry, starał się ze wszystkich sił, jednak czujny obserwator bez trudu mógł dostrzec, że mężczyzna ma napięte mięśnie twarzy i nieobecne spojrzenie, również teraz, gdy słuchał wywodu dawnego kumpla.
Pieczenie na języku odwróciło uwagę Judyty. Panna młoda przestała śledzić przebieg rozmowy mężczyzn i sięgnęła po szklankę z wodą. Z trudem upiła łyk i, zaniepokojona, stwierdziła, że traci kontrolę nad ruchem warg. Chciała powiedzieć Antkowi, że dzieje się z nią coś dziwnego, ale z jej zdrętwiałych ust wydobyły się tylko niewyraźne dźwięki. W salonie chóralny śpiew gości konkurował z wokalem piosenkarza:
- Będzie! Będzie zabawa! / Będzie się działo! / I znowu nocy będzie mało...
Judyta, czując, że jej twarz nabrzmiewa, a wargi puchną, chwyciła męża za nadgarstek. On, nieświadomy jej samopoczucia, spytał:
- Jak tam, kochanie? Idziemy tańczyć? - Spojrzał na nią z uśmiechem, który zaraz zgasł. - Źle się czujesz?
Judyta zdała sobie sprawę, że po jej podbródku cieknie ślina, a ona nie umie nad tym zapanować. Pomyślała, że to musi wyglądać okropnie. Objęła dłonią gardło, jakby ten gest miał jej w czymś pomóc, i zebrała się w sobie, by powiedzieć Antkowi, w czym rzecz. Jednak i tym razem nie zdołała wymówić nawet jednego słowa.
- Judyta? - Cendrowski chwycił żonę za ramię, następnie zwrócił się do Karola: - Stary, coś nie gra. Mamy tutaj kogoś, kto jest lekarzem?
Zatorski poszedł do salonu. Po chwili muzyka ucichła, a w jadalni pojawili się weselnicy i okrążyli stół. Do nowożeńców podbiegła Zuzanna.
- Na miłość boską, co się stało? - Odłożyła aparat fotograficzny.
Nagle wszyscy zaczęli mówić jednocześnie, ich głosy nakładały się na siebie i brzmiały tak, jakby dochodziły z innego pomieszczenia. Judyta poczuła pulsowanie w głowie, twarze wpatrzonych w nią osób traciły ostrość. Do bólu w skroniach dołączył silny skurcz trzewi. Cendrowska objęła się wpół i pochyliła. Wstrząsnęły nią torsje.
***
Gwar w jadalni przyciągnął uwagę Wesołowskiej. Daria wyszła z kuchni i omiotła uważnym spojrzeniem zebranych. Goście weselni stali wokół stołu i wpatrywali się w Judytę, która właśnie zwymiotowała na sukienkę, a później osunęłaby się na podłogę, gdyby Antek jej nie podtrzymał. Daria podbiegła do nowożeńców.
- Co się dzieje? - Zauważyła, że panna młoda ma problem z zaczerpnięciem powietrza i połykaniem. Na dolnej części jej twarzy widniały resztki wymiocin.
- Nie mam pojęcia. - Cendrowski potarł czoło. - Próbowałem się dowiedzieć, ale ona... Nie była w stanie nic wykrztusić. Może to reakcja alergiczna na jakiś produkt?
- Nie sądzę. - Daria wybrała w telefonie numer do szpitala w Pełni. - Mówi sierżant Wesołowska - zakomunikowała. - Pilnie potrzebna karetka do pensjonatu. Problemy z mową i oddychaniem, wymioty, ból brzucha... Tak... Przytomna, ale nie wiem, jak długo jeszcze... Tak, wesele. U Dobrzyńskiego... Judyta Olszewska... Teraz Cendrowska. Prędzej, do licha, papiery później. - Daria zakończyła połączenie i zwróciła się do gości: - Halo, halo, uwaga! Każdy tu obecny mnie zna, więc nie muszę się przedstawiać. Ponieważ zaszły niepokojące okoliczności, przełączam się na tryb "policjantka" i ogłaszam koniec zabawy. Zaraz przyjedzie pogotowie. Proszę, żebyście wrócili do salonu i tam pozostali do dyspozycji aż do odwołania.
- Policja? Z jakiego powodu?
- Nie wygłupiaj się, Daria!
- Dziewczyna pewnie jest na coś uczulona, dostanie zastrzyk i po krzyku.
- Co masz na myśli?
- Może za dużo wypiła?
- Co ty gadasz, ona w ogóle nie piła.
Znów wszyscy zaczęli mówić jednocześnie, przekrzykiwać się i stawiać diagnozy. Sierżant Wesołowska zrobiła wdech i wydech.
- Wyjdźcie do salonu - powtórzyła z naciskiem i poczekała, aż weselnicy opuszczą pomieszczenie, następnie zwróciła się do Cendrowskiego, który obejmował żonę, chroniąc ją przed upadkiem: - Połóżmy ją na podłodze w pozycji bocznej ustalonej... Dobrze... Okej. Teraz zostań przy niej, ja muszę ściągnąć ekipę.
- Daria, czekaj. - Antoni złapał ją za przedramię. - Jaką ekipę chcesz ściągnąć? Co tu się dzieje?
- Trzeba zabezpieczyć próbki żywności.
- Po co?
- Antek, pilnuj żony, później wszystkiego się dowiesz.
Wesołowska ponownie sięgnęła po telefon i skontaktowała się z dyżurnym technikiem w Grudziądzu. Przedstawiła mu sprawę i poprosiła, żeby zabrał ze sobą również jej walizkę z wyposażeniem. Potem chciała zadzwonić do Moniki Gniewosz, ale zauważyła, że Cendrowski daje jej znaki.
- O co chodzi?
- Zobacz. - W jego oczach błysnął strach. - Ona... Chyba... Straciła przytomność.
- Cholera! - Sierżant Wesołowska odłożyła komórkę na stół i opadła na kolana przy Judycie. Położyła ją na wznak, sprawdziła oddech oraz tętno. Nie wyczuła ani jednego, ani drugiego, więc zaczęła uciskać jej klatkę piersiową. Raz. Dwa. Trzy. Cztery. Pięć. Sześć... W tym momencie usłyszała za plecami głosy, więc zerknęła przez ramię. - Dobrze, że jesteście! - Odetchnęła z ulgą na widok doktora Urbaniaka i towarzyszącego mu ratownika medycznego. - Źle z nią. Chyba się zatrzymała.
- Przejmuję pacjentkę - rzucił lekarz, zaś jego kolega rozłożył sprzęt i podpiął Judycie przenośny defibrylator. Zachary przerwał na moment uciskanie i spojrzał na monitor. - Asystolia[2] - stwierdził, wymieniając spojrzenia z kolegą. - Adrenalina dożylnie. Szybko. - Przeniósł wzrok na Wesołowską, która z napięciem obserwowała akcję ratunkową. - Co dokładnie zaszło? W zgłoszeniu podałaś objawy jak po zażyciu toksyny.
- Wygląda na to, że ktoś jej dosypał czegoś do jedzenia. - Daria ściągnęła brwi. - Reszta weselników czuje się dobrze.
- Pacjentka ma alergię?
- Antek? - Wesołowska wyrwała pana młodego ze stuporu.
- Nic mi o tym nie wiadomo - wymamrotał Cendrowski. - Wiedziałbym, gdyby była na coś uczulona.
Zachary ponownie zwrócił się do ratownika.
- Wkładamy rurę. Intubacja.
Daria podeszła do okna i wybrała numer podkomisarz Gniewosz. Miała nadzieję, że koleżanka nie wyłącza komórki na noc. Po czwartym sygnale usłyszała głos Moniki, w tle brzmiały dźwięki rozmowy.
- Halo?
- Cześć, spałaś już? - Daria ścisnęła mocniej smartfon.
- Nie, oglądam z mamą film.
- Musisz przyjechać do pensjonatu. Panna młoda jest w ciężkim stanie. - Wesołowska zrelacjonowała Monice przebieg zdarzeń i dodała: - Mój nos mi podpowiada, że to usiłowanie zabójstwa. Wezwałam dyżurnego technika, wkrótce tu będzie i przywiezie też moje wyposażenie. Mam dziś wolne, ale chcę wziąć udział w zbieraniu śladów. Trzeba zabezpieczyć wymiociny oraz próbki potraw, pobierzemy też wszystkim gościom odciski linii papilarnych.
- Dobrze, Daria, świetnie się spisałaś. Wrzucę coś na siebie i będę najpóźniej w ciągu dwudziestu minut.
- Czekam. - Sierżant Wesołowska odłożyła komórkę i wróciła spojrzeniem do ratowników. Obserwując ich działania, próbowała sobie przypomnieć, co zaszło od momentu, gdy Dobrzyński zapowiedział podanie potraw na ciepło. Zmuszając mózg do pracy, wyświetlała na ekranie wyobraźni kadry niedawnych zdarzeń do chwili, gdy zobaczyła, że z panną młodą jest źle.
***
Po zakończeniu rozmowy Monika, nie wdając się w szczegóły, przekazała matce, że musi iść do pensjonatu.
- Nie czekaj na mnie, to może długo potrwać - powiedziała, krążąc między sypialną a salonem. - Na weselu zdarzył się wypadek.
- Mam nadzieję, że Nela jest bezpieczna. - Iwona Kowalewska ściągnęła poły szlafroka.
- Z dziewczynami wszystko w porządku. - Monika włożyła sweter, zasunęła suwak dżinsów, przeczesała palcami rude loki. - Ty zostajesz - zwróciła się do Figi, która, wcześniej pogrążona w głębokim śnie, teraz siedziała w gotowości i uderzała ogonem o podłogę.
- Chodź. - Iwona dała znak suczce, a ta w odpowiedzi wskoczyła na kanapę i zwinęła się w kłębek. Kowalewska pogłaskała bok zwierzęcia.
- Idę. - Monika wzięła kluczyki do samochodu. - Pa!
Pięć minut później jej oczom ukazał się udekorowany i oświetlony budynek. Gniewosz zaparkowała auto w taki sposób, żeby nie utrudnić wyjazdu karetce, która stała na terenie posesji tuż przy werandzie, i ruszyła do pensjonatu. Idąc kamienną ścieżką, miała wrażenie déja vu, tyle tylko, że wtedy było lato, a ofiarą zabójstwa padł turysta. Reszta się zgadzała. Była impreza, muzyka i tańce, uczestnicy mniej lub bardziej upojeni alkoholem. Gniewosz zerknęła w okna pomieszczenia przylegającego do kuchni. Przez niezasłonięte szyby zobaczyła Wesołowską w wieczorowej sukience, nieznajomego trzydziestokilkulatka, pewnie pana młodego, leżącą na podłodze kobietę i dwóch mężczyzn w czerwonych uniformach. Po wejściu do jadalni Monika stanęła obok Darii i w milczeniu obserwowała przebieg resuscytacji. Nie wiedziała, jak długo to trwało, ale gdy ratownik kolejny raz skontrolował widok na ekranie, wreszcie z jego ust padły słowa, na które wszyscy czekali:
- Dobra, mamy ją. Serce podjęło pracę.
- W takim razie nosze, do karetki i jazda. - Zachary wytarł nadgarstkiem pot z czoła.
- Doktorze, co z nią? - Cendrowski kucnął obok lekarza. - Co z moją żoną?
- Zabieramy ją do szpitala, trzeba na cito zbadać krew i mocz.
- Mogę z wami jechać?
- Nie ma miejsca dla dodatkowej osoby.
- Antek. - Daria chwyciła pana młodego za przedramię. - Daj im pracować.
- Łatwo ci mówić. - Cendrowski przycisnął dłonie do skroni. - To jakiś koszmar, nie wierzę, że to się dzieje naprawdę! Właśnie wzięliśmy ślub.
Do pomieszczenia wrócił ratownik i dwie minuty później Judyta znalazła się w ambulansie. Gniewosz wyszła z powrotem na zewnątrz, żeby zamienić kilka słów z Zacharym, ale nie zdążyła. Lekarz usiadł przy pacjentce, skontrolował parametry na monitorze, po czym wymamrotał przekleństwo i krzyknął:
- Migotanie komór! Defibrylacja!
Z pensjonatu wybiegł Cendrowski. Gniewosz zagrodziła mu drogę i nie pozwoliła podejść do otwartej karetki. Przez kolejne kilkadziesiąt minut, przy akompaniamencie szlochów i złorzeczeń męża pacjentki, ratownicy próbowali ocalić życie jego żonie. Monika z napięciem obserwowała, jak Urbaniak walczył jeszcze wtedy, gdy ekran bezlitośnie wskazywał, że panna młoda zmarła. Walczył, jakby wierzył, że ciągła linia drgnie i zmieni się w dające nadzieję zygzaki. Walczył do chwili, gdy kolega położył dłoń na jego barku i powiedział:
- Zach. To koniec.
Dopiero wtedy lekarz opuścił ręce i spojrzał na zegarek.
- Czas zgonu dwudziesta trzecia pięćdziesiąt osiem. - Odwrócił się do policjantki i pana młodego. - Bardzo mi przykro.