Zbrodnia i seks. Kim są i jak działają przestępcy seksualni? - Dellfina Dellert, Andrzej Depko

-
Proszę czekać
 
 

Dedykuję mojemu zmarłemu synowi Arturowi

 

Andrzej Depko

 
 
 

Seksualność jest stałym podłożem nieładu

i ma zdolność (podobnie jak przemoc)

do kierowania się na obiekty zastępcze,

jeżeli wybrany obiekt pozostaje nieosiągalny.

 

René Girard, Sacrum i przemoc

 
 
WSTĘP
Krótka historia seksualnych zakazów, norm i obyczajów
W tej książce będziemy rozmawiać o gwałcicielach, pedofilach, kazirodcach i zabójcach. Zanim jednak zagłębimy się w świat przestępców, warto opowiedzieć o obowiązujących w różnych okresach normach i obyczajach. Czy zachowania seksualne człowieka od zawsze były poddawane reżymowi zakazów i nakazów?

O tym, jak ludzie pierwotni podchodzili do sfery seksu, wiemy niewiele. Malowidła i rysunki na ścianach jaskiń pochodzące ze starszej epoki paleolitycznej (milion do stu tysięcy lat przed naszą erą), czyli z okresu uważanego za pierwszy etap rozwoju kultury ludzkiej, świadczą o tym, że seks absorbował ludzi - nie mniej niż inne ważne tematy, takie jak polowania. Na ścianach malowano mężczyzn ze wzniesionymi dumnie fallusami, z narządami płciowymi imponującej wielkości lub walczących między sobą z orężem w ręku i prąciami w stanie wzwodu. Uwieczniano też kontakty seksualne ze zwierzętami. Oczywiście trudno nam to jednoznacznie zinterpretować, ale możemy przypuszczać, że w społeczeństwach pierwotnych seksualność była oparta na zmysłowości i przejawiała się w promiskuityzmie seksualnym, czyli rozwiązłości.

Akt seksualny, niezależnie od tego, jakiego był rodzaju, nie był ani wyklęty, ani uznawany za szkodliwy dla człowieka. Był czymś tak naturalnym jak zaspokajanie głodu czy sen. Ponadto w czasach prehistorycznych ludzie nie znali związku przyczynowo-skutkowego między stosunkiem płciowym a przyjściem na świat dziecka dziewięć miesięcy później.

Wraz z rozwojem psychiki człowieka i rozwojem kultury społeczeństwa zaczęły regulować zachowania w różnych obszarach społecznego funkcjonowania. Pojawiły się zasady dotyczące np. poszanowania własności, hierarchii społecznej, a także zachowań seksualnych. Z biegiem czasu doszło do wprowadzania surowych ograniczeń lub zakazów w tym zakresie.

Czego te zakazy dotyczyły?

Dosyć wcześnie pojawił się zakaz odbywania stosunków płciowych z kobietą miesiączkującą, ciężarną lub będącą w połogu.

Co na różnych etapach rozwoju ludzkości definiowano jako przestępstwo seksualne?

Prapoczątkiem regulacji prawnych seksualności było klasyfikowanie zachowań jako: normalne i nienormalne, naturalne i nienaturalne, lepsze lub gorsze bądź zdrowe i wynaturzone (chorobliwe). To, do której z kategorii ludzie zaliczali dane zachowanie seksualne, zależało od lokalnej tradycji i zwyczajów. Oczywiście ten zbiór reguł rządzących życiem danej społeczności wynikał z obowiązującej na danym obszarze religijności. Ustosunkowanie się różnych religii do zachowań seksualnych jest odmienne. Istniały okresy historyczne, w których religia spełniała funkcję dominującą. Wtedy podstawą przepisów prawnych były przepisy religijne. Niski poziom wiedzy i związane z tym przesądy i obyczaje, a także podporządkowanie władzy świeckiej religii powodowały, iż prawo i moralność ingerowały w życie intymne ludzi, wytyczając ściśle zasady postępowania.

Innymi słowy: panująca religia i reguły, jakie wprowadzała, decydowały o tym, czy jakieś zachowanie było karane, czy nie.

To prawda. Przez całe stulecia religia regulowała wszelkie dziedziny życia człowieka. Niektóre kościoły były nastawione antyseksualnie. Wtedy prawie każde odchylenie od konwencji seksualnej naruszało normy moralne i traktowano je jak przestępstwo, grzech lub chorobę. To pociągało za sobą stosowanie różnych kar, z karą śmierci włącznie.

W społeczeństwach nastawionych proseksualnie prawo represjonowało nieliczne zachowania seksualne. Takie, które wykazywało wyraźnie cechy antyspołeczne - np. zgwałcenie kobiety. Natomiast nie zajmowało się takimi zachowaniami seksualnymi, które naruszały jedynie normy moralne i konwencje społeczne.

Opowiedz trochę o praktykach, które dawniej były dopuszczane, a dziś brzmią szokująco.

Proszę bardzo. Na przykład bardzo ciekawe były praktyki dotyczące dziewic. Według starego prawa rzymskiego dziewice nie mogły być stracone, nawet gdy zostały skazane na śmierć. Dlatego cesarz Tyberiusz nakazał, aby skazane na śmierć dziewice najpierw były hańbione przez kata, a dopiero potem zabijane.

Z kolei w starożytnym Egipcie zmarłe dziewice były rytualnie rozdziewiczane, co miało zapewnić im przyjęcie do świata duchów. Herodot donosił, że piękne dziewczęta dopiero w cztery dni po śmierci były balsamowane, gdyż wcześniej podejmowano z nimi podejrzane praktyki.

Po okresie dość dużej swobody seksualnej w antyku w średniowieczu szala przechyliła się w drugą stronę. Poglądy na wiele czynności seksualnych obłożono ocenami moralnymi, np. praktyki homoseksualne, a sam seks traktowano jako nieczysty i grzeszny. We wszystkich państwach europejskich prawo przewidywało surowe kary za wszelkie odchylenia lub perwersje seksualne. Przeważnie były to kara śmierci lub okrutne tortury. Wyobraź sobie, że w prawie niemieckim z XIII wieku obowiązywał zakaz współżycia seksualnego między chrześcijanami i Żydami oraz służącego z panią domu. Groziła za to śmierć.

Były też inne szokujące przekonania, np. zdaniem Świętego Tomasza z Akwinu masturbacja lub stosunek przerywany były znacznie gorszym wykroczeniem niż nierząd.

Gorsze nawet niż gwałt. Polucje nocne uważane były w tamtych czasach za odwiedziny szatana. Dostarczały mu nasienia niezbędnego do zapładniania czarownic.

Trudno uwierzyć, że ludzie naprawdę w to wierzyli... A jak wyglądało podejście do najstarszego zawodu świata?

W starożytnym Babilonie, który przez większość historyków jest uważany za kolebkę cywilizacji europejskiej, w XVIII w. p.n.e. za panowania Hammurabiego powstał kodeks, który obowiązywał przez wiele wieków. Zgodnie z nim zakazane były wszelkie kontakty seksualne, które naruszały podstawy funkcjonowania małżeństwa i rodziny, np. zdrada małżeńska kobiety lub kazirodztwo. Jednocześnie zgodnie z tymże kodeksem, słynącym z wyjątkowej restrykcyjności, prostytucja nie była karana. Istniały dwa jej rodzaje: sakralna oraz stała, i to zarówno hetero-, jak i homoseksualna.

Sakralna?

Prostytucja świątynna lub religijna była pierwotną formą poświęcenia się kobiety lub mężczyzny w miejscach kultu dla uczczenia bóstwa. Nie należy jej mylić z zawodową prostytucją uprawianą zarobkowo. Była formą mistycznego oddania się bogom przez kobietę. Kult bogini Isztar nakładał na wszystkie kobiety obowiązek, aby przynajmniej raz w życiu oddały się w świątyni obcemu mężczyźnie. Zarobione w ten sposób pieniądze oddawały bogini. Nie każda od razu znajdowała partnera, niektóre czekały latami, aż wreszcie ktoś się nad nimi zlitował. Istniała również jednorazowa prostytucja świątynna będąca zarazem złożeniem ofiary, aby uzyskać zgodę na zawarcie związku małżeńskiego. Młoda kobieta musiała odbyć stosunek płciowy za pieniądze z cudzoziemcem w świętym gaju bogini.

W starożytnej Grecji prostytucja też była akceptowana. Prostytuowali się zarówno kobiety, jak i młodzi chłopcy, a kurtyzany były osobami niezależnymi i czasem nawet bardzo wpływowymi. Wiele z nich odgrywało też rolę dam do towarzystwa, podobnie jak gejsze w Japonii.

W Atenach zgodnie z prawodawstwem Solona prostytucja heteroseksualna po raz pierwszy w historii została uznana za instytucję. Młodym Ateńczykom zalecano odwiedzanie prostytutek, aby uchronić kobiety przed zgwałceniem i uwiedzeniem. Prawo zabraniało jednak uprawiania prostytucji przez kobiety ateńskie, dlatego hetery (gr. hetaíra - 'towarzyszka') przyjeżdżały z innych miast i państw. Hetery w szczytowym okresie rozwoju Aten miały duży wpływ na życie polityczne, kulturalne oraz towarzyskie. Dzięki swej pozycji społecznej, wychowaniu i wykształceniu (a także wysokości honorarium, na które nie wszystkich było stać) mogły w większym lub mniejszym stopniu wybierać sobie kochanków. Obsługiwały więc głównie mężczyzn z klasy wyższej.

W Grecji nie przyjęła się natomiast prostytucja sakralna. Wyjątkiem był Korynt, w którym rzekomo miało żyć około dziesięciu tysięcy prostytutek. Stąd też wywodzi się określenie prostytutki mianem "córy Koryntu", które można spotkać w literaturze pięknej.

Czy były męskie odpowiedniki heter?

Męska prostytucja istniała w różnych kulturach, ale nigdy nie dorównała znaczeniu i społecznej roli heter w Grecji. W Atenach osoby, które zajmowały się uprawianiem męskiej prostytucji, traciły możliwość przemawiania na zgromadzeniu oraz obejmowania urzędów. W starożytnej Asyrii ponad dwa tysiące lat przed naszą erą w świątyni bogini Astarte funkcjonowała homoseksualna prostytucja świątynna, którą nadzorował naczelny kapłan, Ukkurum. Natomiast w starożytnej Japonii istniały homoseksualne domy publiczne, w których młodzi chłopcy spełniali funkcję męskich gejsz, ale podobnie jak w Grecji nie osiągnęli oni równie wysokiego statusu, co ich kobiece odpowiedniki. Z kolei w Rzymie męskie prostytutki otaczano pogardą. A od czasów cesarza Aleksandra Sewera karano je śmiercią.

Ale kobiety tej profesji mogły w starożytnym Rzymie pracować legalnie?

Jak najbardziej. Co więcej, Rzymianie przejęli od Greków komercyjne podejście do zjawiska prostytucji. Istniał rozbudowany system licencjonowania prostytutek, co zapewniało państwu ogromne zyski. Jednocześnie surowo ścigano prostytucję nielicencjonowaną, sutenerstwo i kuplerstwo.

Wraz z nadejściem chrześcijaństwa wszystko się pewnie zmieniło.

Niekoniecznie. W średniowieczu papież Juliusz II założył w Rzymie dom publiczny, którego personel w dzień odprawiał modły, wieczorem zaś przyjmował "dobrych chrześcijan". Dzięki mądremu zarządzaniu pozostawił po sobie pełny skarbiec papieski, który na początku jego pontyfikatu świecił pustkami. Wzorował się chyba na Cheopsie, który według Herodota swoją słynną piramidę wybudował z podatków nałożonych na egipskie prostytutki.

Podobno przepiękne i kosztowne witraże, które spłonęły niedawno w katedrze Notre Dame, były sfinansowane z pieniędzy ofiarowanych przez paryskie kurtyzany. Swoim autorytetem wsparł je nawet Święty Tomasz z Akwinu. Powiedział, że "nawet jeśli prostytucja jest sprzeczna z nauką boską, to nie znaczy, że to, co się pozyskało, jest przez to niesłuszne. Hańbiąca jest kondycja prostytutki, nie zaś jej zarobek. Kościół zatem ma pełne prawo przyjmować jej jałmużnę".

Święty Tomasz głosił również inny pogląd odnoszący się do tej kwestii: "Prostytucja w miastach jest tym, czym kloaka w pałacach - rzeczą niezbędną, a jej likwidacja spowodowałaby więcej złego niż dobrego". Stanowiło to przez wieki półoficjalną pragmatyczną doktrynę Kościoła. Jak widać, pecunia non olet.

Nic dziwnego, że inkwizycja mało uwagi poświęcała domom publicznym, ścigała natomiast prostytutki pracujące indywidualnie, te bowiem mogły być czarownicami, podczas gdy kobiety z kościelnych domów publicznych z pewnością nie obcowały z diabłem, tylko z uczciwymi obywatelami.

Korzystanie z prostytucji nie było uznawane za zdradę. Co zatem zdradą było i jakie groziły za nią kary?

W Babilonie, gdy mąż dopuszczał się pozamałżeńskich kontaktów seksualnych, po pierwsze groziła mu za to kara grzywny, po drugie małżonka mogła od niego odejść. Za zdradę popełnioną przez mężatkę groziła kara śmierci. Gdy parę kochanków złapano na gorącym uczynku, związywano ich ze sobą sznurami i wrzucano do rzeki, żeby utonęli. Jeśli jednak okoliczności zdrady były niejasne, obydwoje wrzucano do rzeki, ale bez związywania. Jeżeli potrafili dobrze pływać, mieli szansę na uratowanie życia.

Staroegipskie prawo Tot (od Thota, boga pilnującego sprawiedliwości i harmonii we wszechświecie) przewidywało dla cudzołożnej żony karę w postaci zmiażdżenia nosa, natomiast jej kochanek otrzymywał tylko tysiąc batów. Inną karą wyznaczoną dla mężczyzny za rozbijanie cudzego małżeństwa była kastracja.

Cudzołożnicy nie mieli łatwego życia.

W starożytnej Grecji, gdy mąż schwytał cudzołożnika na gorącym uczynku, mógł go zabić. Cudzołożna żona mogła ponieść karę w postaci rozwodu, zakazu wstępu do świątyni i zakazu noszenia kosztowności. Uwiedzenie, porwanie lub zgwałcenie kobiety były objęte prawem krwawej zemsty ze strony męża, ojca lub brata. Potem prawo ewoluowało i rodzina porwanej lub zgwałconej musiała się zadowolić zadośćuczynieniem pieniężnym.

W Rzymie w okresie republiki za cudzołóstwo kobietę stawiano nago pod pręgierzem, gdzie zmuszano ją do odbycia stosunku z osłem, ewentualnie wydawano ją na pastwę rozjuszonego motłochu. Lex Iulia cesarza Augusta przewidywało kary dla mężczyzn za rozbicie małżeństwa i za stosunki seksualne z niezamężnymi lub owdowiałymi kobietami. Groziły za to utrata majątku, kary cielesne lub wygnanie. Mąż miał prawo zabić żonę schwytaną z kochankiem oraz samego kochanka.

W judaizmie seks pozamałżeński był traktowany jeszcze surowiej.

Ba, nawet aktywność seksualna małżonków podlegała ograniczeniom, np. nie mogli współżyć w szabat i święta. Cudzołóstwo było zabronione i karane, przy czym wyraźnie różnicowano cudzołóstwo popełnione przez mężczyznę i kobietę. Zatem gdy niecnego czynu dopuszczała się żona, zarówno ona, jak i jej kochanek (niezależnie od tego, czy był żonaty, czy wolny) zasługiwali - podobnie jak w innych kulturach - na śmierć. Na przykład przez ukamienowanie z ręki zdradzonego męża. Jeśli nie było niezbitych dowodów cudzołóstwa żony, podejrzana nie była wrzucana do wody (jak w Babilonii), lecz musiała się napić brudnej wody. Jeśli wystąpiło potem wzdęcie brzucha, oznaczało to, że jest winna. Jednak i fałszywym oskarżycielom groziła śmierć - obydwaj starcy daremnie szukający rozkoszy u Zuzanny w czasie kąpieli, którzy złożyli fałszywe oskarżenie, zostali przecież ukarani śmiercią.

W chrześcijaństwie kobieta była własnością mężczyzny. Podobnie jak jego dom, osioł czy niewolnik. W Księdze Wyjścia 20,17 czytamy: "Nie będziesz pożądał domu bliźniego twego. Nie będziesz pożądał żony bliźniego twego, ani jego niewolnika, ani jego niewolnicy, ani jego wołu, ani jego osła, ani żadnej rzeczy, która należy do bliźniego twego".

Chrześcijaństwo czerpało garściami z obyczajowości i tradycji judejskiej w odniesieniu do seksualności, łącznie z mitem o grzechu pierworodnym. Ojcowie Kościoła byli skrajnie mizoginistyczni, więc obarczali kobiety winą za zło wszelakie. Kobieta była przedstawiana jako główna winowajczyni, która ściągnęła zło na ludzkość. Wywodząca się wprost od pramatki Ewy, była uwodzicielska i zmysłowa, to od niej pochodziły grzeszne myśli. Rozkosz seksualną uznano za nieprzyzwoitą, sprośną, nieczystą, grzeszną, wręcz za przejaw zezwierzęcenia... Doktryna chrześcijańska ukształtowała normy zachowania seksualnego obowiązujące w naszym kręgu kulturowym przez kolejne stulecia. I - o czym już mówiłem - wpłynęła na prawo świeckie.

Przy tak wielkim uprzedmiotowieniu kobiet granica między cudzołożeniem a zgwałceniem zapewne przez setki, jak nie tysiące lat była płynna. A już na pewno rozumiana zupełnie inaczej niż obecnie.

Zgwałcenie przez długi czas było traktowane jako zamach na prawo własności mężczyzny, a nie naruszenie dobra osobistego kobiety. Poza tym seks z mężem w żadnym wypadku nie był uważany za zgwałcenie, mimo że wiele kobiet zmuszano do małżeństwa.

W średniowiecznej Europie karą za zgwałcenie była kastracja lub odcięcie prącia. W niektórych państwach aktu tego mogła dokonać sama ofiara. Jednak jeśli kobieta pochodziła z niższych sfer, można było załatwić sprawę karą pieniężną. Surowe były w tym względzie jedynie prawa miejskie norymberskie oraz zbiory Sachsenspiegel i Schwabenspiegel, które przewidywały dla gwałcicieli karę śmierci przez ścięcie, a nawet zakopanie żywcem.

A jak traktowano gwałt przed chrześcijaństwem? Podobnie?

Właśnie nie. Wcześniej zgwałcenie prawie zawsze karane było śmiercią, niezależnie od tego, czy mówimy o Babilonie, czy o starożytnym Rzymie, zwłaszcza jeśli zgwałcona kobieta była mężatką. W Rzymie również gwałt na dziecku karano śmiercią. Zakazane było też uwiedzenie przy wykorzystaniu stanu podległości, np. karze podlegał opiekun, który uwiódł powierzoną jego pieczy dziewczynę. Zgodnie z Kodeksem Hammurabiego zaś, jeżeli zgwałcona została panna, sprawca miał szansę na ułaskawienie, o ile zobowiązywał się z nią ożenić i zapłacić odpowiednio wysokie odszkodowanie jej ojcu.

Na pewno zgwałcona dziewica nie marzyła o niczym innym niż zostanie żoną swojego oprawcy. A jak traktowany był homoseksualizm?

Przez tysiące lat homoseksualizm uważano za coś zupełnie naturalnego. Oczywiście w zależności od czasów i szerokości geograficznej były pewne różnice. W Egipcie nie podlegał on represjom ani obyczajowym, ani prawnym, ale już w prawie greckim był regulowany w określony sposób. Prawodawstwo Solona zalecało miłość do chłopców jako najmniej szkodliwą formę zaspokojenia seksualnego. W Sparcie za cnotę uważano pokochanie duszy chłopca przez mężczyznę, który to miał zrobić z niego przyjaciela i go wychować. Ganiono sytuację, gdy liczył się tylko aspekt fizyczny takiej relacji, gdy mężczyzna pożądał jedynie ciała chłopca.

Chłopca? Czyli właściwie mowa o pedofilii.

Szczególną formą homoseksualizmu, specyficznie traktowaną w całej kulturze greckiej, była pederastia. Określano tak miłość mężczyzn do chłopców (z gr. pais - 'chłopiec' i erates - 'kochanek'). Wyraz paideros ('kochający chłopca') nie miał negatywnego wydźwięku, jaki dzisiaj ma wyraz "pederasta".

U pradawnych Greków (a także i u wielu innych ludów) panował pogląd, że przyjęcie do siebie części ciała lub wydzieliny innego człowieka bądź zwierzęcia powoduje przejęcie jego właściwości, np. odwagi lwa, podstępności tygrysa, dzielności zabitego wojownika, którego ciało się spożywało. Wraz z nasieniem starszego mężczyzny (złożonym w odbytnicy przez pedykację) przechodzić miała na chłopca osobowość jego mistrza. Nasienie męskie w ich przekonaniu było przekaźnikiem cnót męskich. Gdy dostawało się do łona kobiecego, rodziły się dzieci, gdy zaś spływało do ciała ukochanego młodzieńca, przenosiło na niego wszelkie szlachetne męskie właściwości kochającego mężczyzny. Dlatego bogowie zaniedbali pod względem estetycznym narządy płciowe kobiece, natomiast obdarzyli pięknymi kształtami chłopców.

Istniały dwie grupy pederastów: jedni szukali w chłopcu tylko obiektu rozkoszy, drudzy - "idealnej" więzi miłosnej. Ta "idealna" pederastia cieszyła się dużym uznaniem w starożytnej Grecji przez niemal trzysta lat.

W żadnym innym systemie społecznym homoseksualizm nie odgrywał tak ogromnej roli kulturowej jak właśnie w Grecji. Stał się tam nierozerwalną częścią kultury: religijnej, artystycznej i politycznej. Mowa Fajdrosa w Uczcie Platona jest przykładem jego literackiej gloryfikacji stosunku Greków do tego zagadnienia. Homoseksualizm w Grecji nie stanowił żadnej kategorii wyróżniającej ludzi, która by ich oddzielała od reszty społeczeństwa.

Jak traktowano relacje homoseksualne kobiet?

W starożytnej Grecji powszechny był także homoseksualizm kobiet. Jego nasilenie przypada na koniec V w. p.n.e., a więc na czas wieloletniej wojny Aten ze Spartą. Mężczyźni byli na wojnie, natomiast kobiety wybite z seksualnego rytmu życia znajdowały ukojenie w ramionach innych kobiet.

Homoseksualizm kobiet zwany był trybadią (z gr. tribein - 'pocierać'). Nazwa ta miała związek z najczęstszym sposobem obopólnego zaspokojenia seksualnego przez wzajemne "pocieranie" narządów płciowych rękami lub przyciskanie ciał do siebie i wykonywanie ruchów frykcyjnych. Kobiety te zwano trybadami.

Termin "trybadia" dopiero w nowszych czasach został wyparty przez pojęcie "miłość lesbijska". Nazwa pochodzi od egejskiej wyspy Lesbos, gdzie mieszkała poetka Safona (VII w. n.e.) opiewająca miłość między kobietami. W swoim domu miała szkołę dla młodych dziewcząt, które uczyła poezji, tańca i muzyki. Imiona tych uczennic, które kochała, pojawiały się w jej poematach. Od słowa Safona pochodzi też "safizm", kolejne określenie homoseksualizmu kobiet.

Podobno starożytni Rzymianie byli jeszcze bardziej rozpustni niż starożytni Grecy.

Homoseksualizm w Rzymie był tolerowany, aczkolwiek otoczony pogardą. Wspominałem o tym przy okazji męskich prostytutek. Homoseksualistów nie prześladowano aż do czasów Konstantyna, pierwszego cesarza chrześcijańskiego, który ze względów religijnych i politycznych wprowadził karę śmierci za seks mężczyzn z mężczyznami. Potem zmieniały się tylko sposoby uśmiercania: cesarz Walentynian wprowadził spalenie na stosie, a cesarz Justynian zmienił je na ścięcie mieczem.

I tak nadeszły ciężkie czasy dla homoseksualistów.

Homoseksualizm męski został surowo potępiony przez Stary Testament: "Ktokolwiek obcuje cieleśnie z mężczyzną, tak jak się obcuje z kobietą, popełnia obrzydliwość. Obaj będą ukarani śmiercią, sami tę śmierć ściągnęli na siebie" (Kpł, 20,13). W jego myśl to grzech przeciwko naturze, odstępstwo od Boga, czyli herezja, oraz przestępstwo przeciwko państwu. Natomiast homoseksualizm kobiet nie był karany. W Starym Testamencie nie ma wzmianki o miłości lesbijskiej. Zgodnie z przepisami Starego Testamentu zawartymi w księgach Mojżesza należało za to odrzucić i surowo karać: transwestytyzm, bestiofilię, gwałt i kazirodztwo. Transwestytyzm był zakazany przez sformułowanie: "Kobieta nie będzie nosiła ubioru mężczyzny ani mężczyzna ubioru kobiety, gdyż każdy, kto tak postępuje, obrzydły jest dla Pana Boga swego" (Pwt 22,5).

Kazirodztwo było surowo karane? Z tego, co pamiętam, u Żydów w okresie przedmojżeszowym dopuszczano małżeństwa rodzeństwa z jednego ojca, ale różnych matek. Abraham mógł się ożenić ze swoją przyrodnią siostrą Sarą.

Tak, ale później poglądy na kazirodztwo uległy zmianie i normy się zaostrzyły. W kodeksie seksualnym wyłożonym w trzeciej księdze Mojżesza (Księga Kapłańska) zabronione są już nie tylko małżeństwo między rodzeństwem, lecz także wszelkie stosunki seksualne w małżeństwie między krewnymi aż do szóstego stopnia.

W Babilonie za kazirodztwo groziła śmierć. Zwłaszcza jeśli dotyczyło to stosunków między matką i synem. Wtedy obydwoje mieli zostać spaleni. Jednak już w starożytnym Egipcie stosunki kazirodcze były dość powszechne, a za małżeństwa kazirodcze też nie obowiązywały żadne kary. Miłość między rodzeństwem w celu "zachowania czystości krwi" była uświęcona, dlatego małżeństwa między bratem a siostrą były akceptowane. Faraoni musieli wręcz takie małżeństwa zawierać. Ponieważ mieli status bogów, małżeństwa z własnymi siostrami wzmacniały wyobrażenia o ich boskości. W Grecji kazirodztwo tylko początkowo karano śmiercią, jednak z czasem zamieniono tę karę na wygnanie. Podobnie w starożytnym Rzymie zrezygnowano z kary śmierci i małżeństwa kazirodcze między rodzeństwem stały się dozwolone. Głęboko zakorzeniony lęk przed kazirodztwem pojawił się dużo później, a jego przyczyna nie została jak dotąd w pełni wyjaśniona.

Jest takie słowo "sodomia". Co ono właściwie obejmuje?

Pojęcie to w różnych okresach historycznych oznaczało różne praktyki seksualne: masturbację, homoseksualizm, kazirodztwo lub praktyki seksualne ze zwierzętami. Za sodomię pierwszego stopnia uważano masturbację. Wyższym stopniem była "sodomia przeciwko płci" (homoseksualny stosunek analny) i "sodomia przeciwko rodzajowi" (kontakty zoofilne). W średniowieczu sodomia stała się pojęciem zbiorczym oznaczającym "nierząd sprzeczny z naturą". Aż do XVIII wieku za wyższy stopień sodomii groziła kara śmierci przez spalenie. W Babilonie za bestiofilię, czyli seks ze zwierzętami, śmierć ponosili i sprawca, i wykorzystane zwierzę. Tak samo nakazywał Stary Testament.

Przenieśmy się do czasów bardziej nam współczesnych. Czym są przestępstwa seksualne w obecnym rozumieniu?

Pod koniec XVIII wieku dzięki wpływom Woltera i humanistów francuskich ustawodawstwo dotyczące sfery seksu stawało się coraz bardziej liberalne. Można jednak stwierdzić, że do końca XIX wieku dominował rygoryzm prawny i obyczajowy w traktowaniu przestępstw seksualnych. W zakresie ochrony prawnej do połowy XX wieku seksualność była uznawana głównie za element obyczajności, tj. przyjętych w społeczeństwie na danym etapie rozwoju, chronionych prawem norm etyczno-społecznych, a więc w postrzeganiu seksualności wyeksponowane było dobro ogółu, a nie jednostki.

Ewolucja przedmiotu ochrony przestępstw seksualnych doprowadziła na przełomie lat 50. i 60. XX wieku do powstania pojęcia wolności seksualnej, która zdobyła znaczenie jako uprawniona społecznie forma ekspresji osobowości i jej istotny składnik, który wymaga ochrony prawnej.

Jak definicja przestępstw motywowanych seksualnie kształtowała się w Polsce?

Ustawy karne obowiązujące w Polsce porozbiorowej ujmowały zgwałcenie jako zamach na dobro, obyczaje i moralność płciową, polegający na zmuszeniu kobiety do stosunku seksualnego. Przewidywały karę za pogwałcenie obyczajności: przechowywanie i rozpowszechnianie materiałów pornograficznych, pederastię, sodomię, stręczenie do nierządu, uwodzenie, uwiedzenie i zhańbienie, sutenerstwo, obcowanie płciowe z nieletnimi lub nieuświadomionymi (np. chorymi umysłowo), porwanie panny. Zgwałcenia kodeks dzielił na pozbawienie dziewictwa poniżej czternastego roku życia oraz zgwałcenie osoby, która ukończyła czternaście lat.

A kiedy w końcu zamiast tylko karać zaczęto myśleć o leczeniu?

Ogromny wpływ na podejście do przestępczości seksualnej miał rozwój psychiatrii, psychologii i seksuologii. Zmiana nastąpiła na przełomie XIX i XX wieku.

Kiedy seksuologia sądowa zaistniała jako autonomiczna dyscyplina nauki?

Seksuologia sądowa jest młodą gałęzią nauki. Przez długi czas nie była wyodrębnioną dyscypliną wiedzy. Wchodziła w zakres przede wszystkim psychiatrii sądowej, skąd się wywodzi. Za początek jej rozwoju przyjmuje się wydanie w 1844 roku przez Henryka Kaana, rosyjskiego lekarza praktykującego w Wiedniu, monografii Psychopathia sexualis. W swojej pracy Kaan jako pierwszy dokładnie opisał zaburzenia seksualne obserwowane u ówczesnych pacjentów i zaproponował ich klasyfikację. W czterdzieści lat później w Stuttgarcie pod tym samym tytułem wydał swoją pracę Ryszard von Krafft-Ebing (1840-1902), profesor uniwersytetu w Wiedniu, neurolog i psychiatra. Zawarł w niej opis wielu chorób, zwłaszcza dewiacji seksualnych, a wprowadzony przez niego termin psychopatia sexualis na długie lata został przyjęty w seksuologii na oznaczenie zaburzeń seksualnych. Zaliczył on zboczenia płciowe do "czynnościowych stanów zwyrodnieniowych".

Mógłbyś wyjaśnić ten termin?

Zdaniem Kraffta-Ebinga w każdym człowieku drzemią pewne skłonności perwersyjne, które wybuchają w określonych okolicznościach i mogą zakłócać jego rozwój osobniczy, zwłaszcza etyczny, estetyczny i społeczny. Głosił, że skoro perwersje są przejawem choroby, nie powinny być postrzegane jako występki. Był również przeciwny karaniu homoseksualizmu.

Dopiero w połowie XX wieku dzięki rozwojowi seksuologii zrozumieliśmy, że aktywność seksualna ludzi przybiera różne formy. Powstały normy, które możliwie ściśle określają granicę między tym, co w seksie normalne i zdrowe, a tym, co nienormalne i patologiczne. Co za tym idzie, wiele zachowań seksualnych, np. homoseksualizm, przestało być karanych.

Co dzisiaj uznaje się za normę?

Norma medyczna w seksuologii opiera się na definicji zdrowia seksualnego opracowanej w 1994 roku przez Międzynarodową Konferencję ONZ na Rzecz Ludności i Rozwoju w Kairze. Brzmi ona tak: "Zdrowie seksualne jest częścią zdrowia reprodukcyjnego i polega na zdrowym rozwoju seksualnym, równych i odpowiedzialnych relacjach partnerskich, satysfakcji seksualnej, wolności od chorób, niedomagań, niemocy seksualnej, przemocy i innych krzywdzących praktyk związanych z seksualnością". Tak zdefiniowane zdrowie seksualne znalazło wyraz w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób i Problemów Zdrowotnych opracowanej przez WHO (Światową Organizację Zdrowia).

W sierpniu 2002 roku ukazała się Deklaracja Praw Seksualnych opracowana przez Światowe Towarzystwo Seksuologiczne (WAS, World Association for Sexology) i zaakceptowana przez WHO. Jako pierwsze w Deklaracji zapisano prawo do wolności seksualnej w następującym brzmieniu: "Wolność seksualna obejmuje możliwość jednostki do wyrażania pełni potencjału seksualnego. Jednakże wyklucza wszelkie formy przymusu seksualnego, wykorzystywania oraz nadużyć w jakimkolwiek czasie i jakiejkolwiek sytuacji życiowej".

Jednak oprócz norm klinicznych funkcjonują również inne normy: obyczajowe, religijne, społeczne, prawne...

Istotne są przede wszystkim normy prawne obowiązujące w danym państwie. Ich nieprzestrzeganie jest karane. W Polsce mamy Kodeks karny, Kodeks wykroczeń, Kodeks cywilny i Kodeks pracy. W Ustawie z dnia 6 czerwca 1997 r. Kodeks karny, w rozdziale XXV opisane zostały "Przestępstwa przeciwko wolności seksualnej i obyczajności". Są to następujące typy przestępstw seksualnych: obcowanie płciowe pozbawione cech faktycznej dobrowolności ze strony jednego z partnerów (zgwałcenie, wyzyskanie braku świadomości, bezradność, zależność, krytyczna sytuacja), aktywność seksualna z osobami małoletnimi, kazirodztwo, sporządzanie, sprowadzanie, utrwalanie, posiadanie i rozpowszechnianie pornografii, stymulowanie prostytucji (stręczycielstwo, sutenerstwo, kuplerstwo).

Kodeks wykroczeń (Ustawa z dnia 20 maja 1971 r. Kodeks wykroczeń) w rozdziale XVI "Wykroczenia przeciwko obyczajności publicznej" penalizuje: nieobyczajny wybryk, nieobyczajne ogłoszenie, napis lub rysunek, proponowanie czynu nierządnego z chęci korzyści majątkowej.

Nieobyczajny wybryk? A co to takiego?

Publiczne obnażanie się, czyli ekshibicjonizm, seks w miejscu publicznym lub oddawanie moczu w miejscu publicznym.

A więc doszliśmy wreszcie do takiego etapu, gdy ofiara jest podmiotem, przynajmniej w świetle prawa, i chronione są jej dobra osobiste.

Przepisy prawa karnego dotyczące życia seksualnego przede wszystkim mają na celu ochronę wolności jednostki. Chodzi tu zarówno o obronę przed przemocą, jak i prawo do prywatności oraz swobodnego kształtowania swojego życia seksualnego. Oczywiście pod warunkiem że nie wyrządza się krzywdy innym. Udział w akcie seksualnym musi być w pełni dobrowolny.

CZĘŚĆ I
Anatomia przemocy seksualnej
 
 
ROZDZIAŁ 1.
Oko w oko z przestępcą seksualnym. Tajniki pracy biegłego seksuologa
Od ilu lat zajmujesz się opiniowaniem przestępców?

Od 30 stycznia 1996 roku, czyli już ponad dwadzieścia trzy lata.

Z jakimi przestępcami masz do czynienia jako biegły?

Ze wszystkimi, których czyny i zachowania zostały opisane w Kodeksie karnym w art. 148 i artykułach 197-204, czyli gwałcicielami, pedofilami, osobami wykorzystującymi seksualnie nieletnich, kazirodcami, mordercami seksualnymi, osobami zajmującymi się produkcją i dystrybucją pornografii, stręczycielstwem, sutenerstwem, kuplerstwem, wykorzystującymi seksualnie bezradność lub krytyczne położenie drugiej osoby.

Na jakim etapie sprawy wkraczasz?

Na etapie prowadzenia sprawy przez prokuraturę, czyli dochodzenia. Wtedy potencjalny sprawca ma status podejrzanego popełnienia jakiegoś czynu związanego z naruszeniem wolności seksualnej. Jeżeli zarzuty się potwierdzą, podejrzany staje się oskarżonym, a sprawa trafia do sądu.

Jak wygląda twoja praca nad sprawą?

Pierwszym, bardzo ważnym elementem jest uważna analiza akt, głównie zeznań. Muszę wyłowić z nich istotne informacje o tym, co wydarzyło się między sprawcą a ofiarą. To żmudna robota, bo co najmniej jedna trzecia akt z punktu widzenia biegłego jest bezwartościową makulaturą, a akta mogą czasem liczyć piętnaście-dwadzieścia tomów. Potem jest oczywiście rozmowa ze sprawcą.

Gdzie takie spotkanie się odbywa?

W areszcie albo tutaj, w gabinecie. Wtedy delikwenta przywozi do poradni konwój.

Czy bywa groźnie? Zdarzało się, że ktoś próbował cię zaatakować, zastraszyć, przekupić?

Nigdy. Przestępcy seksualni są najczęściej samcami omega. Dlatego w hierarchii więziennej zajmują miejsce na samym końcu. To raczej oni się boją. Zwłaszcza że moja opinia sądowo-seksuologiczna na ich temat może przyczynić się do dłuższego wyroku.

Jak przebiega taka rozmowa? Na ile jest to improwizacja, a na ile podążasz za scenariuszem?

Każdy biegły ma swoje instrumentarium i styl prowadzenia badania. Ogólnie chodzi o to, żeby zebrać maksimum informacji przy minimum zdradzania tego, o co ci tak naprawdę chodzi.

Czy możesz uchylić rąbka tajemnicy i opowiedzieć o swoich metodach?

Nie mogę.

To jest właśnie najciekawsze.

Do tej książki będą miały dostęp również osoby, które z jakiegoś powodu trafią później na badanie sądowo-seksuologiczne, więc mogę tylko opowiedzieć, jak taki wywiad ogólnie wygląda.

Z tego, co mówisz, twoja praca przypomina pracę detektywa.

Otóż to. Osoba, która jest opiniowana, często nie chce współpracować, a czasem nawet nie przyznaje się do winy. Moją rolą jest stworzyć taką atmosferę, żeby ją otworzyć. Zbierać początkowo tak bardzo szeroko wywiad, żeby wyjść poza linię horyzontu, a potem przy zastosowaniu odpowiedniej strategii, w sposób dla niej niezauważalny, ciągle zawężać jej obszar rozmowy, tak żeby w końcu weszła na dróżkę, o którą mi chodzi. Zaczynam zatem pytaniami o to, jak wyglądało jej wczesne dzieciństwo. Jakie miała relacje z ojcem, jakie z matką. Kogo bardziej kochała. Jacy byli ci rodzice. Jaki był dom. Jak sobie tam okazywano miłość, uczucia, emocje. Kto w domu dominował. Z kim się utożsamia teraz psychicznie. Do kogo jest podobna fizycznie. Czy ojciec był uległy, zajęty pracą, czy w ogóle ojca nie było. A może odeszła matka, która zajmowała się tylko pracą, więc wychowaniem zajmowało się podwórko i dziadkowie.

I na podstawie takich pytań już jesteś w stanie coś o sprawcy powiedzieć?

Owszem. Na przykład sprawcy zgwałceń często nadmiernie identyfikują się z matkami, które były dominujące. Nadmierna dominacja matek prowadzi do stałego poczucia poniżenia godności i wyzwala frustrację w obrazie własnej męskości. W środowisku społecznym osobnicy tacy są ulegli. Zgwałcenie stanowi wybuch ukrywanej dotąd agresywności, jest formą przesunięcia agresji z osoby matki czy innej znaczącej kobiety na kobietę, która jest symbolem kastrującej go kobiecości.

Pytasz badanych o ich doświadczenia seksualne?

Pytam o okres dojrzewania, o to, jak kształtowała się ich seksualność. Czy seks był tematem tabu. Czy przeżyli jakieś traumy w dzieciństwie, np. molestowanie, przemoc fizyczną, przemoc psychiczną. Traumą może być nawet obserwowanie życia seksualnego rodziców. Jeśli dziecko utożsamia się z matką i nagle widzi sytuację, która wydaje mu się przemocowa, to może przeżyć szok. Pytam również o wczesne doświadczenia seksualne. Niektórzy się na nich fiksują, a to może pociągać za sobą wiele konsekwencji. Jeśli tak jest, staram się dowiedzieć, co podobało im się w tym najbardziej i dlaczego.

Bardzo ważna jest dla mnie informacja o inicjacji seksualnej. Z kim się odbyła, kiedy, gdzie, ile lat miała partnerka, ile badany, z czyjej inicjatywy to się zdarzyło, czy odbyła się z miłości, emocji, czy też była zupełnie obojętna, taka przypadkowa. Czy badany był zadowolony po tej inicjacji. Czy utrzymywał potem z tą partnerką kontakt. Czasami okazuje się, że inicjacją seksualną było zgwałcenie i wszystkie kolejne kontakty seksualne były również wymuszane. Duże znaczenie ma też to, czy to pierwsze doświadczenie badany odczuwa jako udane, czy nie, np. czy został upokorzony i wyśmiany przez pierwszą partnerkę lub partnera.

Interesuje mnie również, co było bądź kto był źródłem uświadomienia seksualnego oraz czym dla badanej osoby jest seksualność. Jakie ma ona znaczenie w jej życiu, jakie miejsce zajmuje w hierarchii potrzeb. Czy badany ma duże potrzeby seksualne, ale nie mógł ich realizować albo był odrzucany i musiał szukać tzw. zachowań zastępczych, przez co dopuszczał się molestowania dzieci, a zachowania te po jakimś czasie, przez powtarzalność, mogły się stać dominującymi. Albo odwrotnie - miał bardzo udane życie seksualne, które wraz z wiekiem i utratą atrakcyjności stało się niemożliwe.

To znaczy, że zaburzenia mogą się pojawić także w późniejszym okresie życia, np. po pięćdziesiątce czy sześćdziesiątce? Nawet jeśli ktoś miał normalne życie seksualne?

Niestety, mogą. Na przykład z powodu gorszej sprawności seksualnej czy mniej atrakcyjnego wyglądu. Kontakty seksualne z małoletnimi są mniej zagrażające od kontaktów z dorosłymi partnerkami, więc ktoś może zacząć szukać zastępczego obiektu seksualnego wśród dzieci. Osoby wykorzystujące seksualnie nieletnich mogą robić to z różnych przyczyn. Wyróżniamy wśród nich dwie grupy: pedofilów preferencyjnych oraz sprawców czynów pedofilnych. Tych drugich do zachowań seksualnych z dziećmi może motywować wiele różnych czynników spowodowanych określonymi dysfunkcjami.

Czy to znaczy, że gdyby takie osoby zgłosiły się ze swoimi problemami wcześniej na psychoterapię, możliwe, że nie dopuściłyby się czynów pedofilnych?

Z pewnością większości z nich można byłoby pomóc i potrafiłyby kontrolować swoje zachowania seksualne.

Nagrywasz swój wywiad?

Nie. Zapisuję swoje uwagi na bieżąco, ale cały czas kątem oka obserwuję sprawcę.

Na pewno zwracasz uwagę na ekspresję niewerbalną. W serialu Mindhunters, opowiadającym o początkach profilowania seryjnych morderców w FBI, przesłuchujący zwracali uwagę na mimikę, gesty, mimowolne tiki, zmiany brzmienia głosu. Wiem, że to tylko film, ale oparty na faktach. Jak rozpoznajesz, kiedy ktoś kłamie, kiedy manipuluje, kiedy coś ukrywa, kiedy się boi.

Obserwuję przede wszystkim twarz, mięśnie mimiczne, źrenice, kolor skóry, drżenia rąk. Na przykład kiedy ktoś kłamie, rozszerzają mu się źrenice, pojawiają się na dekolcie czerwone plamy, zaczyna się pocić, szybciej oddychać albo zacina się i powtarza "nie pamiętam". To jest dla mnie sygnał, żeby sobie zaznaczyć haczykiem pytanie wywołujące taką reakcję i po jakimś czasie zadać je ponownie, ale inaczej sformułowane. Zazwyczaj badany nie pamięta tego, co mówił wcześniej.

Pod koniec badania wreszcie pojawia się to najważniejsze pytanie, na które pacjent cały czas czeka, a na którym mi już tak naprawdę najmniej zależy: "Jak się ustosunkowujesz do postanowionego zarzutu?".

Wśród oskarżonych zapewne zdarzają się też ofiary zazdrosnych, mściwych lub chciwych żon. Oskarżenie o molestowanie, pedofilię czy gwałt to prosty sposób na odebranie praw do dziecka, zniszczenie opinii, spowodowanie utraty pracy, zaufania publicznego czy rozwód z orzeczeniem o winie. Słyszy się o takich przypadkach. Czy rzeczywiście na podstawie rozmowy można łatwo udowodnić, że ktoś jest winny lub niewinny? Sam fakt bycia przesłuchiwanym w sprawie o pedofilię każdego może przyprawić o drżenie rąk i siódme poty.

Wiele może wyjaśnić test fallopletyzmograficzny. To badanie, w którym sprawdzamy, jak dany mężczyzna reaguje na zróżnicowane bodźce erotyczne. Na prącie oskarżonego zakłada się elektrody i zostawia go samego w pokoju. Następnie na ekranie wyświetlane są zdjęcia i filmy. Najpierw obojętne: pejzaże, kwiaty. Potem erotyczne: nagie kobiety, nadzy mężczyźni, nagie dziewczynki i nadzy chłopcy. Zachowania i praktyki seksualne w różnych konfiguracjach, czasem bardzo wyszukanych. Również treści zakazane. Sprawdzamy reakcje na różne bodźce erotyczne, obserwując zmiany przepływu krwi w prąciu.

Niczego nie da się ukryć. Czy kobiety też się bada?

Tak. W przypadku kobiet jest to fotopletyzmografia. Do pochwy wkłada się przyrząd, który bada temperaturę i wilgotność. Tu mogę się podzielić pewną ciekawostką. Przeprowadzono kiedyś badanie, które miało sprawdzić reakcje kobiet na pornografię. Ochotniczki były zdrowe. Wszystkim włożono do pochwy czujniki. Wiadomo, że kiedy kobieta się podnieca, następuje u niej zwiększony napływ krwi do miednicy małej, nabrzmiewają wargi sromowe i sploty naczyniowe okołopochwowe. W związku z tym wzrasta temperatura w pochwie i pojawia się lubrykacja. Uczestniczkom puszczano różne filmy, po kilka minut każdy, a one na karteczkach miały zaznaczać, czy film im się podobał, był obojętny w odbiorze, czy był w ich przekonaniu obrzydliwy. Po sprawdzeniu wyników okazało się, że na wiele scen, które świadomie oznaczyły jako wstrętne, reagowały silnym podnieceniem.

 

[...]

Redakcja: Karolina Oponowicz

Korekta: Sylwia Chrabałowska

Projekt okładki: Paweł Panczakiewicz/PANCZAKIEWICZ ART.DESIGN - www.panczakiewicz.pl

Opracowanie graficzne i skład: Maciej Trzebiecki

Redaktor prowadzący: Katarzyna Kubicka

 

ul. Czerska 8/10, 00-732 Warszawa

 

Copyright ? by Agora SA 2019

Copyright ? by Dellfina Dellert & Andrzej Depko 2019

 

Niektóre szczegóły dotyczące omawianych w książce przypadków zostały zmienione w celu ochrony prywatności występujących tam osób.

 

Wszelkie prawa zastrzeżone

Warszawa 2019

 

ISBN: 978-83-268-3051-8 (epub), 978-83-268-3052-59 (mobi)

 

Książka, którą nabyłeś, jest dziełem twórcy i wydawcy. Prosimy, abyś przestrzegał praw, jakie im przysługują. Jej zawartość możesz udostępnić nieodpłatnie osobom bliskim lub osobiście znanym. Ale nie publikuj jej w internecie. Jeśli cytujesz jej fragmenty, nie zmieniaj ich treści i koniecznie zaznacz, czyje to dzieło. A kopiując ją, rób to jedynie na użytek osobisty.

 

Szanujmy cudzą własność i prawo!

Polska Izba Książki

 

Konwersja publikacji do wersji elektronicznej