Zbiorowe złudzenia - Todd Rose

Kup ebooka

64.00 zł
51.20 zł (49,89 zł najniższa cena z 30 dni)

-
Proszę czekać

WSTĘPTajemnica Elm Hollow

Częściej trapimy się urojeniem aniżeli czymś rzeczywistym.

SENEKA[II]

Urokliwa atrapa latarni morskiej przylegająca do poczty w Eaton w stanie Nowy Jork jest pozostałością po starych dobrych czasach, gdy budynek ten służył jako stacja benzynowa sieci Tower. Dwupiętrowa wieżyczka, pomalowana w przyciągającą wzrok czerwono-białą spiralę nasuwającą na myśl słupek barberski, wznosi się nad kilkutysięcznym miasteczkiem położonym głęboko w zielonym sercu stanu Nowy Jork. Niemal stulecie temu była niemym świadkiem jednego z najważniejszych badań opinii publicznej, o którym nigdy nie słyszeliście.

W 1928 roku w miasteczku osiedlił się doktorant z Uniwersytetu w Syracuse o nazwisku Richard Schanck. Schanck, jeden z pierwszych uczonych zajmujących się zupełnie nową dziedziną, jaką była psychologia społeczna, chciał zbadać, jak ludzie jako jednostki kształtują swoje opinie. Wybrał Eaton (które w swojej studwudziestoośmiostronicowej rozprawie doktorskiej nazwał "Elm Hollow"), ponieważ było położone z dala od wielkomiejskiego życia i zamieszkiwała je niewielka, dobrze zżyta religijna społeczność, w której wszyscy się znali. Jak to bywa w małych miasteczkach, wszyscy w Elm Hollow bacznie obserwowali swoich sąsiadów. Plotki podążały za każdym z mieszkańców. Jeśli dziecko wracające ze szkoły zerwało jabłko z drzewa sąsiada lub jakiś mężczyzna potknął się o korzeń, spiesząc się do domu późnym wieczorem, ktoś z pewnością to zauważył.

Mieszkańcy Elm Hollow zdawali sobie sprawę, że Schanck przybył do nich, by badać ich zachowania społeczne, ale w krótkim czasie zaczęli traktować wielkomiejskiego naukowca i jego żonę jak swoich. W ciągu trzech lat, jakie spędzili w miasteczku, Schanckowie zaprzyjaźnili się z miejscowymi, stając się częścią lokalnej społeczności. Ponieważ oboje co niedziela chodzili do kościoła, zapraszano ich na chrzciny, śluby i pogrzeby, a także do poszczególnych domów na prywatne kolacje.

Schanck zapisywał obserwacje zachowań mieszkańców w notesie, który zawsze miał przy sobie. Wypytywał ich o prawidłową postawę w sferze publicznej, zwłaszcza o to, co myślą o rozmaitych społecznych zakazach głoszonych z ambony. "Czy podczas chrztu powinno się zanurzać dziecko, czy tylko kropić je wodą?", brzmiało jedno z pytań. "Czy dopuszczalne jest chodzenie do teatru w niedzielę?" "Czy można grać w karty przy użyciu figur?" (był to zakaz wywodzący się z nienawiści, jaką purytanie żywili do brytyjskiej rodziny królewskiej i jej nieprzyzwoitego zamiłowania do hazardu). Publiczne odpowiedzi były niemal jednogłośne: zdecydowana większość ankietowanych zgadzała się, że nawet granie w gry karciane z waletami, damami i królami, takie jak brydż, powinno być zabronione.

Jednak po roku spędzonym w Elm Hollow Schanck zdał sobie sprawę, że jego mieszkańcy nie byli ludźmi, za których się podawali w kościele i gdzie indziej. W pracy Schancka znajdziemy na przykład informację, że mimo wyznawanych publicznie poglądów, on sam pił, palił i grał w karty z figurami z większością dorosłych w miasteczku... w zaciszu ich własnych domów. Schanck był zaintrygowany tą hipokryzją. Dlaczego, u licha, większość członków wspólnoty mówiła, że nie pochwala rzeczy, z którymi w rzeczywistości najwyraźniej nie miała żadnego problemu?

W prywatnych rozmowach Schanck przycisnął swoich nowych znajomych, by byli z nim szczerzy. Próbując zrozumieć przyczynę tego rozdźwięku, zadał im jedno pytanie. Odpowiedź miała na zawsze odmienić sposób, w jaki myślimy o opinii publicznej - i doprowadziła mnie wprost do napisania tej książki.

- Jak sądzisz - zapytał - co powiedziałaby większość członków twojej społeczności o paleniu, piciu i graniu w brydża?

- Większość uznałaby, że to bardzo grzeszne zajęcia[1] - brzmiała odpowiedź.

Przykładowo aż 77% mieszkańców Elm Hollow powiedziało Schanckowi, że choć dla nich samych gra w kraty nie stanowi problemu, to sądzą, że przeważająca część członków ich wspólnoty opowiada się za jej surowym zakazem[2]. Nie mieli jednak pojęcia, że w rzeczywistości to oni należą do milczącej większości. Niemal trzy czwarte z nich oddawało się dokładnie tym samym "występkom", ale wszyscy trzymali to w tajemnicy. Nawet pan Fagson, młody, mówiący bez ogródek pastor baptystów, który publicznie forsował mocno fundamentalistyczne stanowisko, w rzeczywistości był zagorzałym brydżystą i liberałem.

Podobny rozziew pojawił się, gdy Schanck zapytał miejscowych o szereg innych kwestii religijnych i świeckich, między innymi o to, czy powinni zbudować nową szkołę średnią wspólnie z sąsiednią wspólnotą. Budziło to szczególnie gorące dyskusje, które kończyły się rękoczynami. Głowiąc się nad tym dziwnym rozdźwiękiem między opiniami wyrażanymi publicznie a prywatnie, Schanck doszedł do wniosku, że ludzie przyjmowali stanowisko na tyle zbliżone do większości, by można ich było postrzegać jako akceptowanych członków społeczności. Dlaczego jednak mieliby przestrzegać norm, których indywidualnie i zbiorowo nie lubili? I jak to możliwe, że mieszkańcy tego małego miasteczka tak bardzo się mylili co do siebie nawzajem?

To wtedy badacz dowiedział się o kulturowej presji wywieranej przez wdowę zwaną panią Salt. Ponieważ jej ojciec był poprzednim pastorem kościoła, którym obecnie opiekował się młody pan Fagson, pani Salt uznawała, że to ona ucieleśnia historię i etykę tej instytucji. Jako że ofiary składane przez nią na kościół były największe, wielebny Fagson był zależny od jej pieniędzy.

Pani Salt zdołała utrzymać mieszkańców miasta w żelaznym uścisku przez całe pokolenie. Dzięki samej sile swojej osobowości narzucała, co należy, a czego nie należy mówić publicznie. "Ze względu na to, że pani Salt jest kobietą stanowczą i ma zwyczaj publicznego wyrażania swojej opinii na różne tematy", pisał Schanck, "ludzie często [słyszą], jak ta kościelna wyrocznia wykłada swoje poglądy [i] przyjmują je jako typowe dla całej grupy bez krytycznego precyzowania, ilu jej członków myśli dokładnie tak jak ona"[3].

Kiedy jednak starsza pani umarła, sytuacja zaczęła się zmieniać. Pewnego wieczora krótko potem rzekomo skrajnie konserwatywny pastor i jego żona wzięli udział w partii brydża, podczas której publicznie grali w karty z figurami. Zdarzenie to wywołało falę plotek, które rozprzestrzeniły się po Elm Hollow jak pożar. Jeśli nawet pastor grał w brydża, to kto jeszcze oddawał się tej rozrywce? Rozmawiając, ludzie przyznawali się przed sobą nawzajem, że im także nie przeszkadza gra w karty z figurami, przez co zaczęli się głośno zastanawiać, w czym jeszcze się mylą. W ten oto sposób zaklęcie zostało złamane.

Richard Schanck stwierdził, że mieszkańcy Elm Hollow dobrowolnie ulegli pani Salt, ponieważ (błędnie) uważali, że ta wypowiada się w imieniu większości. Schanck dowiódł, że nawet w małym miasteczku ludzie niekoniecznie znają się tak dobrze, jak im się wydaje. Pokazał, jak łatwo niewielka, hałaśliwa mniejszość - w tym przypadku jedna osoba - może przedstawić coś w fałszywym świetle i wprowadzać w błąd resztę grupy. W ten sposób dał nam pierwszy prawdziwy, oparty na badaniach rzut oka na temat tej książki.

***

DOKTOR SCHANCK był jednym z pierwszych uczonych zajmujących się czymś, co nazywam "zbiorowymi złudzeniami"[III], [4]. Mówiąc najprościej, zbiorowe złudzenia to społeczne kłamstwa. Dochodzi do nich w sytuacji, gdy przeważająca część członków grupy w głębi serca odrzuca daną opinię, ale zgadza się z nią, ponieważ (błędnie) zakłada, że większość pozostałych ją akceptuje. Gdy jednostki dostosowują się do tego, czego ich zdaniem chce grupa, mogą w konsekwencji robić coś, czego nie chce nikt. Tak działa czarna magia zbiorowych złudzeń.

Najsłynniejszą ilustracją tego zjawiska są Nowe szaty cesarza Hansa Christiana Andersena opublikowane w 1837 roku. Na pewno znacie tę historię: dwaj oszuści przekonują pełnego próżności władcę, że tkają dla niego wspaniałe stroje. Twierdzą, że szaty te są wyjątkowo piękne, ale widoczne tylko dla ludzi inteligentnych. Oczywiście nikt nie chce wyjść na głupca, więc wszyscy zgadzają się z oszustami, mimo że ubranie w rzeczywistości nie istnieje. Gdy cesarz paraduje przez miasto, dumny i goły jak go Pan Bóg stworzył, mały chłopiec głośno mówi prawdę i dopiero wtedy czar pryska[5].

Gdyby zbiorowe złudzenia nie wychodziły poza sferę baśni czy ekspresji religijnej, nie byłyby przesadnie ważne i nie byłoby potrzeby napisania tej książki. Niestety jest inaczej. W dzisiejszym społeczeństwie zbiorowe złudzenia są zarówno wszechobecne, jak i coraz bardziej niebezpieczne.

Współczesne nieporozumienia

Gdybym was spytał, co osobiście uważacie za życiowy sukces, którą z poniższych odpowiedzi wybralibyście?

A. Człowiek osiąga sukces, jeśli podąża za własnymi zainteresowaniami i talentami, by stać się najlepszym, jak to możliwe, w tym, na czym najbardziej mu zależy.

B. Człowiek osiąga sukces, jeśli jest bogaty, robi wielką karierę albo jest sławny.

Jak sądzicie, którą odpowiedź wybrałaby większość ludzi?

Jeśli sam wybrałeś opcję A, ale pomyślałeś, że większość wolałaby B, żyjesz w zbiorowym złudzeniu.

To pytanie pochodzi z badania na temat tego, jak amerykańska opinia publiczna definiuje sukces, przeprowadzonego w 2019 roku na ponad 5200 osobach przez mój think tank - Populace. Okazało się, że 97% badanych wybrało odpowiedź A, ale 92% sądziło, że większość pozostałych zdecydowałaby się na B.

To odkrycie to dopiero początek. Korzystaliśmy z metod, które neutralizują skutki presji społecznej, co ujawniło autentyczne osobiste priorytety. Dowiedzieliśmy się w ten sposób, że zdaniem zdecydowanej większości ludzi najważniejsze wyróżniki sukcesu w ich własnym życiu to takie cechy, jak charakter, dobre relacje i wykształcenie. Te same osoby sądziły jednak, że inni w większości cenią atrybuty względne, takie jak bogactwo, status i władza.

Przyjrzyjmy się temu dokładniej i zastanówmy nad sławą. W tym badaniu respondenci mieli 76 odpowiedzi do wyboru. Powiedzieli nam, że w ich opinii najważniejszym wyróżnikiem sukcesu dla innych Amerykanów jest "bycie sławnym". Tymczasem na poziomie osobistym sława zajęła ostatnie miejsce.

Zgadza się: większości Amerykanów w głębi serca nie zależy na popularności. Mimo to uważają oni, że do tego dąży cała reszta mieszkańców ich kraju[6]. Wnioski z tego badania są jasne: ogromna większość z nas chce mieć życie pełne sensu i poczucia celu. Jednak sądzimy przy tym, że przeważająca część naszych rodaków nie podziela tych wartości. W rezultacie wyginamy się w paragraf, starając się dostosować do tego, czego, jak błędnie uważamy, oczekują od nas inni.

Sukces osobisty to niejedyny obszar, w którym think tank Populace odkrył zbiorowe złudzenia. W ciągu zaledwie kilku lat moja organizacja zwróciła uwagę na powszechne zbiorowe złudzenia dotykające tak licznych kwestii, jak na przykład tego, jakie życie chcemy prowadzić, w jakim kraju chcemy mieszkać, jaka jest wiarygodność innych ludzi, a nawet jakie mamy poglądy na temat takich instytucji, jak wymiar sprawiedliwości, oświata i opieka zdrowotna. Odkryliśmy, że to negatywne zjawisko pleni się niemal w każdym ważnym obszarze życia społecznego w Stanach Zjednoczonych.

Nie tylko Populace prowadzi takie badania. W ostatnich latach naukowcy odnaleźli zbiorowe złudzenia praktycznie we wszystkich zakątkach świata i sferach działania społeczeństw. Zbiorowe złudzenia zabarwiają szeroki zakres spraw: od poglądów na wojnę i zmiany klimatyczne do preferencji politycznych. Rzutują na nasze postawy wobec tak zróżnicowanych kwestii, jak dyskryminacja ze względu na płeć, zdrowie psychiczne czy ocena atrakcyjności fizycznej innych osób. Wpływają na nasze zachowania etyczne, a nawet wybory żywieniowe[7].

Na przykład w Stanach Zjednoczonych większość ludzi ceni i chce korzystać ze świadczeń rodzinnych zapewnianych przez pracodawców (elastycznych godzin pracy, programów skierowań, dopłat do opieki nad dziećmi i tak dalej). Uważają też jednak, że większość pozostałych myśli inaczej[8]. W rezultacie, pod wpływem tego złudzenia, wszyscy faktycznie rzadziej korzystają z proponowanych świadczeń, mimo że osobiście by tego chcieli.

Niestety zbiorowe złudzenia potrafią też wzmacniać stereotypy. I tak Chińczycy postrzegają swoich rodaków jako bardziej negatywnie nastawionych do Japończyków niż rzecz się ma w rzeczywistości, co skłania ich do wyrażania bardziej antyjapońskich poglądów publicznie[9]. W Japonii większość mężczyzn chciałaby wziąć urlop ojcowski, sądzą jednak, że większość innych ojców w ich kraju nie zdecydowałaby się na to. W rezultacie ci, którzy chcą skorzystać z tej możliwości, znacznie rzadziej faktycznie to robią[10]. W Kalifornii zarówno demokraci, jak i republikanie zakładają, że druga strona ma bardziej skrajne poglądy niż w rzeczywistości, co tworzy samospełniające się błędne przekonanie o polaryzacji politycznej[11]. Większość studiujących sportowców w Stanach Zjednoczonych myśli pozytywnie o wynikach w nauce, ale ich przekonanie, że większość innych studentów zajmujących się sportem sądzi inaczej, skłania ich do zachowywania się tak, jakby nie dbali o oceny, co szkodzi ich własnym wynikom w nauce i wzmacnia zbiorowe złudzenie[12].

W ciągu zaledwie ostatnich dwudziestu lat tempo powstawania i wpływ zbiorowych złudzeń wzrosły tak bardzo, że stały się one podstawową cechą współczesnego społeczeństwa. Nie lekceważmy tego zjawiska: ma ono poważne konsekwencje. Weźmy na przykład kwestię reprezentacji płci w polityce. Mimo że kobiety stanowią ponad połowę populacji naszego kraju, są one zdecydowanie słabiej reprezentowane w amerykańskiej polityce. I łatwa odpowiedź - seksizm - tylko częściowo wyjaśnia przyczynę problemu. W istocie badanie osobistych opinii przeprowadzone przez Populace wykazało, że 79% respondentów zgadza się ze stwierdzeniem: "Kobieta jest równie zdolna jak mężczyzna do bycia dobrym prezydentem Stanów Zjednoczonych"[13]. Co więcej, gdy kobiety startują w wyborach powszechnych - czy to na poziomie lokalnym, stanowym, czy ogólnokrajowym - okazuje się, że wygrywają równie często, jak mężczyźni[14].

Ale gdy tylko zapytamy, "Czy kobieta ma równe szanse wyborcze jak mężczyzna?", wszystko się zmienia. Ponieważ na najbardziej fundamentalnym poziomie szanse wyborcze oceniamy na podstawie tego, co według nas myślą inni ludzie, a nie tego, który kandydat lub kandydatka naszym zdaniem najlepiej się nadaje na stanowisko. Oto przykład: politolożka Regina Bateson wykazała, że większość ludzi osobiście nie dba o płeć osoby kandydującej. Jednak gdy dowiedzieli się, że jedna z nich posiada takie same kwalifikacje, będąc przy tym białym mężczyzną, w przeważającej większości uznali, że ma większe szanse na zwycięstwo[15].

Ze względu na to, że w amerykańskim systemie politycznym "zwycięzca bierze wszystko", wyborcy regularnie zajmują się zgadywankami w rodzaju "kto ma większe szanse?", które uwydatniają nasze społeczne uprzedzenia. Myślą więc: "Ja nie jestem seksistą, ale inni tak, zagłosuję więc na tego białego mężczyznę, bo chcę, żeby moja partia wygrała". To jest właśnie kłopot ze zbiorowymi złudzeniami. W istocie, nawet jeśli jesteś najmniej seksistowską osobą na ziemi, błędne odczytanie poglądów innych ludzi może sprawić, że nie zdając sobie z tego sprawy, przyczynisz się do pogłębienia problemu.

Nie jest to kwestia wyłącznie hipotetyczna: widzieliśmy jej ilustrację w amerykańskich wyborach prezydenckich w 2020 roku. W sondażu przeprowadzonym przed konwencją demokratów agencja badawcza Avalanche Insights zapytała wyborców tej partii, na kogo by zagłosowali, gdyby wybory odbyły się tamtego dnia. Ci odpowiedzieli: (1) Joe Biden, (2) Bernie Sanders i (3) Elizabeth Warren. Jednak zapytani o to, kogo wybraliby, gdyby mogli po prostu machnąć magiczną różdżką i ta osoba automatycznie zostałaby prezydentem, w cuglach zwyciężyła Elizabeth Warren[16].

Bateson nazwała to zjawisko "strategiczną dyskryminacją". Jak wyjaśnia, w tym przypadku problemem "nie jest niechęć do kandydata. W przeciwieństwie do bezpośrednich uprzedzeń strategiczna dyskryminacja jest motywowana przekonaniem, jakoby tożsamość osoby kandydującej miała sprawić, że inni nie wpłacą darowizny, nie pomogą w przekonywaniu wyborców ani sami na nią nie zagłosują". Stąd "Amerykanie uważają, że biali kandydaci płci męskiej mają większe szanse w wyborach niż równie wykwalifikowane czarne kobiety, białe kobiety oraz, w mniejszym stopniu, czarni mężczyźni"[17].

Niestety, konsekwencje zbiorowych złudzeń nie ograniczają się do polityki. Uderzają w niemal wszystkie filary naszego życia społecznego. Wymień cokolwiek, co naprawdę ma dla ciebie znaczenie, a idę o zakład, że w co najmniej połowie przypadków całkowicie mylisz się w kwestii tego, co większość ludzi naprawdę sądzi na ten temat. I to przy ostrożnych szacunkach.

Biorąc pod uwagę niszczycielską moc zbiorowych złudzeń, zdecydowanie musimy zająć się nimi na poważnie. Nie uda nam się to jednak, jeśli nie zrozumiemy, dlaczego w ogóle istnieją.

Zaprogramowani na innych

Czy myjecie ręce po skorzystaniu z toalety?

Właśnie to pytanie znalazło się w centrum badania z 1989 roku, w którym wzięło udział pięćdziesiąt dziewięć studentek korzystających z łazienki w bibliotece na swojej uczelni. W jednym przypadku badaczka pełniła rolę obserwatorki i była widocznie obecna w toalecie w czasie, gdy przychodziło tam trzydzieści jeden studentek. W drugiej części eksperymentu dwadzieścia osiem innych badanych jej nie widziało. Badaczka odkryła, że chociaż 77% kobiet myło ręce, gdy wiedziały, że są obserwowane, postępowało tak jedynie 39% spośród tych, które sądziły, że są same[18].

Choć eksperyment ten wydaje się głupawy, mówi nam wiele o ukrytej przyczynie zbiorowych złudzeń. My, ludzie, jesteśmy tak głęboko społecznym gatunkiem, że sama świadomość obecności innych może zmienić nasze zachowanie. To pragnienie dopasowania się do innych ludzi, które przedstawiciele nauk społecznych nazywają "skłonnością do konformizmu", nie jest opcjonalne: jest to nieodłączna część naszej biologii.

Na przykład w 2016 roku badacze wykorzystali funkcjonalne obrazowanie metodą rezonansu magnetycznego (fMRI), skanując mózgi badanych, gdy ci patrzyli na 150 zdjęć różnych produktów spożywczych, od zdrowych, takich jak brokuły, do śmieciowego jedzenia w rodzaju słodyczy. Od razu po ujrzeniu obrazu badani byli proszeni o ocenę tego, co przedstawia, pod względem osobistych preferencji na skali od jednego (nie lubię) do ośmiu (lubię).

Następnie, po wyrażeniu opinii na temat każdego produktu, uczestnikom pokazywano średni wynik dwustu wcześniejszych badanych i jeśli wynik danej osoby był taki sam jak grupy, na ekranie pojawiało się słowo "zgodny". W przeciwnym razie widać było liczbę wskazującą na różnicę między oceną grupy i uczestnika. Wreszcie, po przekazaniu własnych opinii i otrzymaniu informacji na temat wyborów grupy, uczestnicy zostali poproszeni o ponowną ocenę produktów żywnościowych.

Jak pewnie się domyślacie, za drugim razem badani zachowali się konformistycznie, zmieniając własne preferencje, by zbliżyły się do średniej dla grupy. Co ciekawe, nie tylko ich zachowanie się zmieniło; aktywność obszaru mózgu zaangażowanego w wartościowanie różnych rodzajów żywności (brzuszno-przyśrodkowej kory przedczołowej) również uległa dostosowaniu. Po tym, jak badani poznali preferencje grupy, skan fMRI pokazał, że ta część mózgu przestawiła się z szacowania tego, jak zdrowie są dane produkty, na śledzenie ich popularności.

Uczestnicy eksperymentu nie wiedzieli jednak, że średnie grupowe były całkowicie zmyślone - zmanipulowane przez naukowców, aby sprawić wrażenie, że badani mają zdanie sprzeczne z grupą[19]. Jest to ważne, ponieważ ujawnia coś fundamentalnego w naszej skłonności do konformizmu: rzeczywistość nie ma znaczenia. Mówiąc ściślej, nasze mózgi reagują na to, co myślimy o danej grupie, niezależnie od tego, czy to przekonanie jest osadzone w prawdzie.

Niczym niesłabnąca siła ziemskiej grawitacji pragnienie podążania za tłumem jest nieświadomym i w dużym stopniu nieuniknionym elementem naszego poruszania się po świecie, nawet gdy jest on całkowicie fikcyjny. Dlatego też zawsze jesteśmy narażeni na ryzyko nie tylko błędnego odczytywania opinii innych, ale także dostosowywania się do fałszywego wyobrażenia o tym, co myślą lub czego oczekują. Na najbardziej podstawowym poziomie ten przechył w stronę większości czyni nas łatwymi ofiarami zbiorowych złudzeń.

Ja sam na krótko uległem jednemu z nich podczas pandemii COVID-19, kiedy to ochoczo wziąłem udział w szaleństwie kupowania papieru toaletowego. Fałszywa plotka rozpowszechniana za pośrednictwem mediów społecznościowych doprowadziła do tego, że kupujący, tacy jak ja, wyczyścili półki sklepowe, mimo że północnoamerykańscy producenci nie zgłaszali żadnych faktycznych braków w dostawach. Gdy ludzie ruszyli po dodatkowe rolki, rozpoczął się wyścig[20].

Jeszcze w czasie trwania tego zbiorowego złudzenia pomyślałem, że papieru toaletowego nie brakuje i że ja to wiem. Wyglądało jednak na to, iż wszyscy inni sądzą inaczej. Nie mogłem się więc powstrzymać. Tysiące innych, takich jak ja, zachowywało się, jakby faktycznie istniał niedobór, tak więc złudzenie szybko nabrało rozpędu. Zanim się obejrzeliśmy, cały kraj rzucił się do gromadzenia zapasów i to najwyraźniej nie bez powodu: półki naprawdę były puste! I zanim się obejrzałem, zbiorowe złudzenie zamieniło się w rzeczywistość.

Ważna zasada socjologii świetnie oddaje to, co się dzieje, gdy ulegamy takim iluzjom. Twierdzenie Thomasa, opracowane przez Williama Isaaca Thomasa i jego żonę Dorothy w 1928 roku, mówi, że "jeśli ludzie określają sytuacje jako rzeczywiste, to są one rzeczywiste w swoich konsekwencjach"[21]. Innymi słowy, jeśli wy i ja naprawdę uważamy, że piegowate kobiety skaczące na jednej nodze są czarownicami albo że w czasie pandemii zabraknie papieru toaletowego, konsekwencje takiego przekonania są całkowicie realne, bez względu na to, czy sam ten sąd ma oparcie w rzeczywistości.

Z powodu naszej skłonności do konformizmu w życiu codziennym wszyscy ulegamy mniejszym i większym zbiorowym złudzeniom, nie zdajemy sobie jednak sprawy, że pozostali grają według dokładnie tych samych reguł. Nasz wewnętrzny przymus podążania za innymi jest tak silny, że jeśli nie zachowamy ostrożności, możemy wyrzucić prywatną opinię przez okno. I tak wszyscy popadamy w nieporozumienia rodem z Elm Hollow.

***

U ZARANIA ery mediów społecznościowych dyrektor generalny Facebooka Mark Zuckerberg przekonywał, że nowe technologie zapoczątkują erę pluralizmu i wolności słowa. "Te wczesne lata ukształtowały moje przekonanie, że dając każdemu głos, dajemy siłę bezsilnym i motywujemy społeczeństwo, by z czasem stało się lepsze", stwierdził Zuckerberg w przemówieniu z października 2019 roku[22]. Zgodnie z tym rozumowaniem skoro więcej ludzi ma teraz głos, zbiorowe złudzenia powinny być już pieśnią przeszłości. Oczywiście stało się inaczej. Odkąd Prometeusz ukradł bogom ogień, nowym technologiom zawsze towarzyszyły niezamierzone konsekwencje.

Dziś zbiorowe iluzje dostały turbodoładowanie na skalę globalną - częściowo dzięki takim cudownym platformom, jak Facebook i Twitter. W odpowiednich warunkach każdy właściciel smartfona może zrobić coś, co było niemożliwe w czasach pani Salt. Dla mieszkańców Elm Hollow źródłem nieporozumień była siła starych tradycji religijnych i miejscowa historia. Natomiast dziś media społecznościowe sprawiają, że łatwiej dochodzi do gwałtownych zmian w postrzeganym konsensusie, co pozwala skrajnym podmiotom podszywać się pod głos większości, która w rzeczywistości nie istnieje.

Wyobraź sobie setki tysięcy pań Salt na Twitterze i możesz się już domyślić, jak to się skończy. Sprawiając, że wątpimy we własny osąd i wpajając nam przekonanie, że odbiegamy od większości, głośny margines może skutecznie zatkać nam usta, pogłębiając zbiorowe złudzenia i czyniąc nas współwinnymi ich upowszechniania.

W skali kraju wzmaga się przez to niepokojące poczucie, że z Ameryką jest coś nie tak. Przez ostatnie kilka lat czuliśmy się tak, jakbyśmy wszyscy ugrzęźli w jakimś dziwacznym koszmarze rodem ze Strefy mroku, w którym ktoś nieustannie, bezlitośnie robi nam wodę z mózgu. Góra to dół, lewo to prawo, dobro to zło. Zdaje się, że wartości amerykańskiego społeczeństwa zmieniły się niemal z dnia na dzień. Czujemy się zdezorientowani, sfrustrowani, zniechęceni i nieufni wobec siebie nawzajem. Zadajemy sobie pytanie, czy to my oszaleliśmy, czy świat wokół nas, czy może jedno i drugie. Nic dziwnego, że ludzie w Stanach Zjednoczonych prowadzą swoistą wojnę przeciwko zaufaniu, wznosząc skomplikowane twierdze podejrzliwości, które zagrażają osobistemu szczęściu i dobrobytowi narodowemu.

Demokracja jest dziś atakowana na całym świecie, po części z powodu problemów społecznych, których nie da się rozwiązać za pomocą ustaw czy technologii. W bardzo realnym sensie zbiorowe złudzenia wyrządzają największe szkody w wolnych społeczeństwach, właśnie dlatego, że aby funkcjonować, a tym bardziej rozkwitać, społeczeństwa te polegają na wspólnym oglądzie rzeczywistości, wspólnych wartościach i otwartości na konfrontację z różnymi punktami widzenia. Dlatego też postrzegam zbiorowe złudzenia jako zagrożenie dla naszej egzystencji.

I mam złą wiadomość: wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za to, co się dzieje. A jednak jest to również dobra wiadomość, ponieważ oznacza to, że indywidualnie i zbiorowo mamy zdolność rozwiązania tego problemu. Najlepsze jest zaś to, że mimo iż zbiorowe złudzenia stanowią potężną siłę, to są one również kruche, ponieważ ich fundamentem jest kłamstwo, można je więc obalić dzięki indywidualnym działaniom. Dzięki odpowiednim narzędziom i kilku mądrym wskazówkom będziemy w stanie je rozwiać.

Myślę, że znam odpowiedni poradnik.

Kiedy wejdziesz między wrony

W pierwszym wieku n.e. Rzym został zrzucony z piedestału i z dumnej republiki przekształcił się w cyniczną dyktaturę rządzoną przez szereg samolubnych i rozpustnych cesarzy. Rzymscy obywatele, trzymani w muskularnym uścisku swoich pierwszych autokratycznych - a czasem wręcz szalonych - cezarów, odkryli, że nie ma innego prawa niż nakaz posłuszeństwa wobec władcy. Niewłaściwa uwaga mogła i często kosztowała ludzi utratę środków do życia (a w wielu przypadkach i życie). Obowiązującą zasadą stała się więc autocenzura, czyli przekonanie, że prywatnie możesz żyć jak chcesz, ale nie mów publicznie tego, co naprawdę myślisz. Jak sądzę, Rzymianie dwa tysiące lat temu mogli czuć się podobnie jak my dzisiaj.

I oto na scenę wchodzi wielki rzymski mąż stanu, dramaturg i filozof Seneka (znany również jako Lucjusz Anneusz Seneka Młodszy). Urodzony w 4 roku n.e., za panowania pierwszego jedynowładnego cesarza Oktawiana Augusta, Seneka był naocznym świadkiem tyranii Tyberiusza, paranoi Klaudiusza, perwersji Kaliguli i narcyzmu Nerona. O każdym z nich potrafił powiedzieć, że cesarz jest nagi. Choć nie ważył się krytykować ich z otwartą przyłbicą, pisał sztuki, eseje i mowy służące jako rodzaj antidotum na ohydne zachowanie tych władców, na które wszyscy wokół nich pozwalali, do którego się przyłączali lub dostosowywali.

Seneka to jedna z tych postaci historycznych, z którymi cudownie byłoby zjeść kolację. Uważam go za niezwykle intrygującego, po części dlatego, że był kłębkiem sprzeczności. Był wykształconym człowiekiem, który głosił pochwałę ascetycznego życia, będąc jednym z najbogatszych mieszkańców Rzymu, mędrcem, który nie brzydził się intrygami pałacowymi, elitarystą, który potępiał równych sobie za ich rozbuchany styl życia, i utylitarystą, który badał ludzkie namiętności (i sam je odczuwał).

Seneka słynie najbardziej z pisania o stoicyzmie, filozofii, którą wiele osób odrzuca jako zobowiązanie do zachowania flegmy i tłumienia własnych emocji. (Zwykle nazywamy kogoś "stoikiem", gdy nie wyprowadzają go z równowagi trudne okoliczności). Stoicyzm Seneki był jednak znacznie bogatszy, głębszy i bardziej praktyczny.

Tak jak wszyscy stoicy, Seneka sądził, że rozwiązanie naszej niedoli nie leży w świecie zewnętrznym, lecz w każdym z nas. Uważał, że chcąc prowadzić satysfakcjonujące życie, nie powinno się tłumić emocji, lecz brać za nie osobistą odpowiedzialność (nazywał to działanie "samokształtowaniem"[23]). Co najważniejsze, pokazał, że mamy jako jednostki znacznie większą władzę i autonomię, niż nam się wydaje.

Seneka wykazał też, jak autodestrukcyjne jest uleganie strachowi, urazie, zawiści, pożądaniu i innym emocjom w chwili ich wystąpienia - spostrzeżenie to zyskało jeszcze na istotności przez licznych rzymskich cesarzy, którzy, jak wiedział, zniszczyli tak wiele ludzkich istnień[24]. W tym celu zaproponował swoim czytelnikom praktyczny program zawierający wiedzę i proste, gotowe do wprowadzenia wskazówki, które pomogą każdemu, w każdych okolicznościach, opanować swoje namiętności. Argumentował, że w ten sposób pasje te nie będą nad nami panować.

Pisał na przykład, że ludzie obawiający się utraty pieniędzy powinni spróbować pozbyć się części swoich dóbr materialnych, by przekonać się, że mogą się bez nich doskonale obyć. Udzielał też subtelnych wskazówek dotyczących samopoprawy. Sugerował, że zamiast biczować się za wybuchy niekontrolowanych emocji, powinniśmy położyć się w łóżku na koniec dnia i pomyśleć o chwilach, w których pozwoliliśmy, by opanowały nas negatywne namiętności, takie jak strach. Następnie radził wybaczyć to sobie, wiedząc, że po przemyśleniu sytuacji, która nas sprowokowała, możemy zachować większe opanowanie następnym razem[25].

Niemal dwa tysiące lat później Seneka jest wciąż aktualny. W istocie jego podejście dokładnie odpowiada temu, jak chciałbym, żebyśmy myśleli o uleganiu konformizmowi i zbiorowym złudzeniom. Jeśli zamienimy słowo "namiętność" na "wpływ społeczny", reszta pozostaje taka sama. Nasza społeczna natura, podobnie jak pasje, jest przyrodzoną nam cechą określającą to, kim jesteśmy. Ślepa uległość wobec jednego czy drugiego może być niebezpieczna i szkodliwa. Możemy jednak zastosować sposób Seneki na okiełznanie namiętności, by poradzić sobie z niepożądanym wpływem społecznym.

Choć natura społeczna jest częścią naszej biologii, jesteśmy w stanie kontrolować to, jak reagujemy na te społeczne instynkty. Uzbrojeni w odpowiednią wiedzę i umiejętności, nie będziemy musieli wybierać między byciem indywidualistą a lemingiem. Ta książka ma za zadanie dostarczyć ci narzędzi, których będziesz potrzebował, by dokładnie zrozumieć, dlaczego i jak dostosowujemy się do innych, jak ten konformizm prowadzi wprost do zbiorowych złudzeń i w jaki sposób możemy się nauczyć panować nad wpływem społecznym, aby to on nie zapanował nad nami.

W tym celu została ona podzielona na trzy części.

Prawdopodobnie słyszeliście już kiedyś o "pierwszym prawie dołków" przypisywanym brytyjskiemu kanclerzowi skarbu Denisowi Healy'emu: gdy znalazłeś się w dołku, przestań kopać. Jako społeczeństwo wykopaliśmy sobie spory dół, a rolę łopaty odgrywa nasze systematyczne nierozumienie siebie nawzajem. Część I. Pułapki konformizmu opowiada o tym, jak łatwo wpadamy w dołki ślepego dostosowania do innych - zbiorowe sytuacje, w których najczęściej przestajemy myśleć samodzielnie i ulegamy zbiorowym złudzeniom grupy. Trzy pułapki, które tu opisuję, to sytuacje, gdy istnieje duże prawdopodobieństwo podjęcia złych decyzji, sprzecznych z waszymi preferencjami lub wartościami i mogących zaszkodzić innym. Ucząc się rozpoznawać te zagrożenia i stosując kilka prostych rozwiązań, będziesz mógł zacząć się uwalniać od najgorszych skutków wpływu społecznego.

Niemniej jednak zbiorowe złudzenia są wszechobecne. W Części II. Nasz społeczny dylemat pokazuję, jak biologiczne ograniczenia naszego mózgu w ogóle nas do nich skłaniają. Aby realnie uporać się ze zbiorowymi złudzeniami, trzeba zrozumieć, w jaki sposób powstają i jak wszyscy stajemy się współwinni ich tworzenia. W szczególności elementy składowe naszej społecznej natury, naśladownictwo i porównywanie, mogą nas oszukać, sprawiając, że będziemy podążali za przestarzałymi normami i brali najbardziej krzykliwe osoby z peryferii - panie Salt tego świata - za większość. Pod lekturze tej sekcji będziesz uzbrojony w wiedzę potrzebną do walki ze zbiorowymi złudzeniami o szerszej skali.

Części I i II zawierają informacje, które będziesz mógł wykorzystać w życiu prywatnym. Część III wynika z szerszego spojrzenia i pokazuje implikacje zbiorowych złudzeń w życiu społeczeństwa. Odzyskać naszą siłę uczy, w jaki sposób wszyscy możemy przyczynić się do stworzenia świata wolnego od zbiorowych złudzeń poprzez okiełznanie wpływu społecznego raz na zawsze. Uda się tego dokonać, angażując się w dwie sprawy: odzyskanie naszej wewnętrznej zgodności i odbudowę zaufania społecznego. Robiąc to, możemy pomóc opracować rodzaj kulturowej szczepionki, dzięki której zbiorowe złudzenia trafią na śmietnik historii.

Żyjemy w czasach pełnych wyzwań: nakładana jest na nas ogromna presja, by nie wyłamywać się i podążać za tłumem, aby milczeć albo kłamać na temat naszych osobistych przekonań, by zachować poczucie przynależności. Ślepy konformizm nigdy jednak nie jest dobry dla nikogo - okrada nas ze szczęścia i powstrzymuje przed wykorzystaniem naszego indywidualnego i zbiorowego potencjału. Z pomocą tej książki uda ci się ominąć pułapki konformizmu prowadzące do powstawania złudzeń. Będziesz podejmować lepsze decyzje. Tworzyć lepsze związki. Twoje życie będzie pełniejsze sensu i będziesz je prowadzić na własnych warunkach, co da ci większe spełnienie i ostatecznie przyczyni się do lepszej egzystencji nas wszystkich.

[1] Cytaty zostały sparafrazowane.

[2] R. L. Schanck, A Study of a Community and Its Groups and Institutions Conceived of as Behaviors of Individuals, "Psychological Monograph" 1932, nr 43/2.

[3] Tamże, s. 73.

[4] R. L. Schanck, dz. cyt., s. 74.

[5] H. Ch. Andersen, Nowe szaty cesarza i inne opowieści, przeł. D. Wróbel, Podsiedlik-Raniowski i S-ka, Poznań 2004.

[6] Populace i Gallup, The Success Index, Populace.org, 2019, [online:] https://static1.squarespace.com/static/59153bc0e6f2e109b2a85cbc/t/5d939cc86670c5214abe4b50/1569955251457/Populace+Success+Index.pdf [dostęp: 01.09.2024].

[7] Na przykład: D. J. Ahler, Gaurav Sood, The Parties in Our Heads: Misperceptions About Party Composition and Their Consequences, "Journal of Politics" 2018, nr 80/3, s. 964-981; Ch. M. Baugh i in., Pluralistic Ignorance as a Contributing Factor to Concussion Underreporting, "Health Education & Behavior" 2021, [online:] https://doi.org/10.1177/1090198121995732 [dostęp: 01.09.2024]; M. R. Buckley, M/ G. Harvey, D. S. Beu, The Role of Pluralistic Ignorance in the Perception of Unethical Behavior, "Journal of Business Ethics" 2000, nr 23/4, s. 353-364; L. Bursztyn, A. L. González, D. Yanagizawa-Drott, Misperceived Social Norms: Female Labor Force Participation in Saudi Arabia, Working Paper 24736, "National Bureau of Economic Research" 2018; L. De Souza, T. Schmader, The Misjudgment of Men: Does Pluralistic Ignorance Inhibit Allyship?, "Journal of Personality and Social Psychology" 2021, [online:] https://doi.org/10.1037/pspi0000362 [dostęp: 01.09.2024]; J. J. Do i in., Gender Bias and Pluralistic Ignorance in Perceptions of Fitness Assessments, "Military Psychology" 2013, nr 25/1, s. 23-35; W. P. Eveland Jr., D. M. McLeod, N. Signorielli, Actual and Perceived US Public Opinion: The Spiral of Silence During the Persian Gulf War, "International Journal of Public Opinion Research" 1995, nr 7/2, s. 91-109; D. E. Flave-Novak, Jill M. Coleman, Pluralistic Ignorance of Physical Attractiveness in the Gay Male Community, "Journal of Homosexuality" 2019, nr 66/14, s. 2002-2020; N. Geiger, J. K. Swim, Climate of Silence: Pluralistic Ignorance as a Barrier to Climate Change Discussion, "Journal of Environmental Psychology" 2016, nr 47, s. 79-90; J. Givi, J. Galak, Ch/ Y. Olivola, The Thought That Counts Is the One We Ignore: How Givers Overestimate the Importance of Relative Gift Value, "Journal of Business Research" 2021, nr 123, s. 502-515; J. R. Jacobs, Pluralistic Ignorance and Social Action on Climate Change, "EMBO Reports" 2019, nr 20/3: e47426; K. M. Karaffa, J. M. Koch, Stigma, Pluralistic Ignorance, and Attitudes Toward Seeking Mental Health Services Among Police Officers, "Criminal Justice and Behavior" 2016, nr 43/6, s. 759-777; E. M. Kjeldahl, V. F. Hendricks, The Sense of Social Influence: Pluralistic Ignorance in Climate Change, "EMBO Reports" 2018, nr 19/11: e47185; M. S. Levendusky, Our Common Bonds: Using What Americans Share to Help Bridge the Partisan Divide (unpublished manuscript, University of Pennsylvania 2020; T. C. Sobotka, Not Your Average Joe: Pluralistic Ignorance, Status, and Modern Sexism, "Men and Masculinities" 2020, [online:] https://doi.org/10.1177/1097184X20901578 [dostęp: 01.09.2024].

[8] A. Mandeville, J. Halbesleben, M. Whitman, Misalignment and Misperception in Preferences to Utilize Family-Friendly Benefits: Implications for Benefit Utilization and Work-Family Conflict, "Personnel Psychology" 2016, nr 69/4, s. 895-929.

[9] K. Nawata, L. Huang, H. Yamaguchi, Anti-Japanese Public Attitudes as Conformity to Social Norms in China: The Role of the Estimated Attitude of Others and Pluralistic Ignorance, "Japanese Journal of Applied Psychology" 2016, nr 42, s. 16-24.

[10] T. Miyajima, H. Yamaguchi, I Want to but I Won't: Pluralistic Ignorance Inhibits Intentions to Take Paternity Leave in Japan, "Frontiers in Psychology" 2017, nr 20/8, s. 1508.

[11] D. J. Ahler, Self-Fulfilling Misperceptions of Public Polarization, "Journal of Politics" 2014, nr 76/3, s. 607-620.

[12] J. Levine, S. Etchison, D. M. Oppenheimer, Pluralistic Ignorance Among Student-Athlete Populations: A Factor in Academic Underperformance, "Higher Education" 2014, nr 68, s. 525-540.

[13] Niewydane dane sondażowe z Populace, "Project Delta 2.0 Results" 2020, s. 7.

[14] Badanie podczas wyborów w USA w 2018 r. przeprowadzone przez Reflective Democracy Campaign (projekt organizacji Women Donors Network poświęcony badaniom demograficznym w amerykańskiej polityce) przyjrzało się około 34 000 kandydatów i kandydatkom na poziomie federalnym, stanowym i hrabstwa. Stwierdzono, że kobiety i osoby o niebiałym kolorze skóry wygrywali wybory równie często, jak biali mężczyźni. Reflective Democracy Campaign, The Electability Myth: The Shifting Demographics of Political Power in America, 2019, czerwiec, [online:] https://wholeads.us/research/the-electability-myth [dostęp: 01.09.2024].

[15] R. Bateson, Strategic Discrimination, "Perspectives on Politics" 2020, nr 18/4, s. 1068-1087.

[16] Beliefs About Gender in America Drive Perceived Electability, "Avalanche Insights", [online:] https://www.avalanchein sights.com/beliefs-about-gender-in-america-drive-perceived-electability [dostęp: 17.05.2021].

[17] Problemy, z którymi spotykają się kobiety, dotyczą też osób niebiałych. Bateson odnotowuje, że krótko po tym, jak Amerykanin pochodzenia egipskiego, dr Abdul El-Sayed, wystartował w 2018 r. w prawyborach Partii Demokratycznej na gubernatora stanu Michigan, "potężni ludzie, którzy decydują o wszystkim w partii" zaprosili go na pogawędkę. Według El-Sayeda te szychy powiedziały mu: "Uważamy, że jesteś świetny. Tylko, no wiesz, to nie tak, że jesteśmy rasistami, po prostu uważamy, że ludzie spoza południowo-wschodniego Michigan są rasistami, więc nie masz szans na zwycięstwo". R. Bateson, dz. cyt.

[18] K. Munger, S. J. Harris, Effects of an Observer on Handwashing in a Public Restroom, "Perceptual and Motor Skills" 1989, nr 69, s. 733-734.

[19] E. C. Nook, J. Zaki, Social Norms Shift Behavioral and Neural Responses to Foods, "Journal of Cognitive Neuroscience" 2015, nr 27, s. 1412-1426.

[20] Do podobnego kryzysu doszło jeszcze w 1973 r., kiedy to Johnny Carson, prowadzący talk-show The Tonight Show, mimochodem wspomniał o fikcyjnym niedoborze papieru toaletowego, sprawiając, że klienci wpadli w toaletową gorączkę trwającą cztery miesiące. K. Lim, Remembering the Great Toilet Paper Shortage of 1973, CBS News 2020, April 5, [online:] https://www.cbsnews.com/news/remembering-the-great-toilet-paper-shortage-of-1973 [dostęp: 01.09.2024].

[21] W. I. Thomas, D. S. Thomas, The Child in America: Behavior Problems and Programs, New York: Alfred A. Knopf 1928.

[22] K. Paul, Zuckerberg Defends Facebook as Bastion of 'Free Expression' in Speech, "The Guardian" 2019, October 17, [online:] https://www.theguardian.com/technology/2019/oct/17/mark-zuckerberg-facebook-free-expression-speech [dostęp: 01.09.2024].

[23] The Cambridge Companion to Seneca, red. S. Bartsch, A. Schiesaro, Cambridge: Cambridge University Press 2015.

[24] Lucjusz Anneusz Seneka, dz. cyt.

[25] Jedną z najbardziej znienawidzonych przez Senekę cech był ślepy konformizm. Jak mówił, nieświadomie dając się zagarnąć przez grupę, rezygnujemy z naszej autonomii i krzywdzimy zarówno siebie, jak i osoby wokół nas. Uznając, że jego społeczeństwo było zarówno niemoralne, jak i chwiejne, lubił przywoływać cytat z jednej z bajek Ezopa: "Nie rozważamy, czy sama droga jest dobra, czy zła, liczymy tylko ślady kroków, ale żadne z nich nie wracają". G. D. Williams, Seneca: De otio; De brevitate vitae. Cambridge Greek and Latin Classics, Cambridge: Cambridge University Press 2003.

[I] Havel, Siła bezsilnych i inne eseje, przeł. A. Holland, Warszawa: Agora 2011, s. 158.

[II] Lucjusz Anneusz Seneka, Listy moralne do Lucyliusza, przeł. W. Kornatowski, Warszawa: PWN 1961, księga 2, XIII.

[III] Historycznie, uczeni określali to zjawisko mianem "pluralistycznej ignorancji", uważam jednak, że jest to termin nieadekwatny i mylący. Problem jednostki znajdującej się pod wpływem zbiorowego złudzenia nie polega na tym, że nie wie, co myśli grupa - ona sądzi, że wie, ale się myli. To nie ignorancja - to złudzenie [przyp. aut.].